Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Babskie nasienie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
18 marca 2026
3816 pkt
punktów Virtualo

Babskie nasienie - ebook

Co zrobisz, jeśli się dowiesz, że mąż przyjaciółki ją zdradza? W dodatku ona, zaślepiona miłością, zupełnie nie przyjmuje tego do świadomości. Aldona i Emilia postanawiają działać i układają plan, jak przywrócić niewiernego małżonka na łono rodziny, a przy okazji liczą na rozwiązanie swoich problemów.
Czy wszystko pójdzie zgodnie z ich planem? Do czego doprowadzi splot wydarzeń i zaskakujących zbiegów okoliczności?
Babskie nasienie to zabawna komedia pomyłek, dzięki której możemy spojrzeć z dystansem na ludzką niedoskonałość.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68684-29-2
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Aldona ostatni raz zerknęła w lustro, poprawiła czapkę, a po chwili wahania pociągnęła usta pomadką w kolorze delikatnego różu. Nie lubiła się malować, ale zimą, gdy na zewnątrz hulał wiatr, a z nieba padała każda forma deszczu, musiała użyć czegoś, co zabezpieczy usta przed spierzchnięciem. Chwyciła torebkę oraz foliową reklamówkę, do której włożyła prezenty dla przyjaciółek zapakowane w ozdobne pudełka.

– Wychodzę! – zawołała w kierunku kuchni, gdzie jej mąż, popijając kawę, przeglądał w telefonie wiadomości.

– Idź, idź i baw się dobrze.

– Dziękuję. Ty też miło spędź czas.

Aldona cieszyła się, że podczas gdy ona będzie plotkować z przyjaciółkami, Gracjan spotka się w męskim gronie. Jej mąż, wzorcowy okaz hipochondryka, w obawie przed złapaniem jakiejś choroby stronił od wychodzenia poza obręb własnego mieszkania, które uważał za najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Była przekonana, że ani Fabian, ani Cezary nie pozwolą mu na snucie wywodów na temat jego stanu zdrowia i przekierują uwagę na inne tematy. Może obejrzą jakiś mecz – myślała – przecież Gracjan kiedyś był wielkim fanem piłki nożnej i ten temat mógłby go zainteresować. W każdym razie, bez względu na to, co panowie będą robić, ona była zadowolona, że mąż do nich dołączy.

– To pa!

– Pa... – odparł Gracjan.

Aldona po raz ostatni spojrzała na męża i przypomniała sobie, że kilka lat wcześniej było nie do pomyślenia, aby żegnali się tylko za pomocą słów. Kiedyś na każde przywitanie oraz pożegnanie całowali się w usta. Gdy jednak w pewnym momencie Gracjan zaczął nadstawiać jej swój policzek, najczęściej zarośnięty gęstymi, twardymi włoskami, ona przestała go całować, a on nawet nie pytał dlaczego. Poza tym od dawna nie byli w ich ulubionej chińskiej restauracji Kwiat Peonii, gdzie lubili testować nowe smaki. Zarówno to miejsce, jak i te wyjścia uznawali za tylko swoje. Cieszyli się wtedy swoją obecnością, spokojną atmosferą, a i tematów do rozmów nigdy im nie brakowało. Aldona bardzo tęskniła za ich randkami – bo tak je właśnie traktowali, jak randki – ale Gracjan odmówił brania w nich udziału ze względu na możliwość zatrucia pokarmowego, których, jak wyczytał w internecie, osłabiony organizm może nie przetrzymać.

Nie miała jednak czasu, aby głębiej się nad tym zastanawiać. Zatrzasnęła drzwi i zeszła przed blok. Właśnie otwierała drzwi Fiata 500, gdy zadzwonił jej smartfon. To była Lenka. Córka zawsze doglądała ich interesu, podczas gdy jej matka umawiała się z przyjaciółkami, i nigdy nie niepokoiła rodzicielki telefonami. Teraz, gdy Aldona zobaczyła na wyświetlaczu jej imię, pomyślała, że musiało stać się coś podbramkowego.

– Tak, kochanie? – zapytała z niepokojem.

– Gdzie jesteś?

– W aucie przed blokiem.

– Och, mamuś, czy mogłabyś skoczyć do Hebe i coś mi kupić? Wpadniesz tam? Bardzo cię proszę!

– Co to ma być?

– Masełko do ciała, wiesz, to pachnące, w różowym pudełku... dzisiaj jest na nie promka... – Lenka znacząco zawiesiła głos.

– To zamów sobie przez internet. – Aldona niecierpliwie zabębniła palcami o kierownicę.

– Nie mogę, bo zbyt późno przyjdzie, a ja chcę dać upominek Miśce z okazji świąt, tym bardziej że ona zawsze ma dla mnie prezent. Mamuś, to masełko w normalnej cenie jest takie drogie, że aż mnie ciarki przechodzą... Rozumiesz mnie?

– Ale do świąt jest jeszcze sporo czasu.

– Mamo, Miśka za dwa dni wyjeżdża na Cypr, więc prezent musi dostać wcześniej! Uratujesz mnie?

– Jasne – odparła Aldona, bo któż inny jak nie ona miałaby rozumieć jej potrzeby. Ona w tym samym celu co roku w grudniu spotykała się ze swoimi przyjaciółkami, aby w miłej atmosferze i przy dobrym jedzeniu wymienić się upominkami oraz naładować pozytywną energią przed czekającym je przedświątecznym maratonem. Wprawdzie dla Emilii, która nie miała rodziny, coś takiego jak „przedświąteczne szaleństwo” było terminem obcym. Mimo to wielokrotnie mówiła, że nawet gdyby nie była samotna, do sprzątania z pewnością by kogoś najęła, a jedzenie kupiła gotowe.

– To co, mamuś, kupisz?

– Pewnie. – Aldona włączyła silnik.

– Albo weź dwa, jedno będzie dla mnie. Taka promka, że grzech nie skorzystać.

– Pewnie – powtórzyła Aldona i zerknęła we wsteczne lusterko.

– Przesłać ci SMS-em nazwę?

– Wiesz dobrze, że bez okularów jej nie odczytam, a nie będzie mi się chciało szukać ich w torebce. Prześlij fotkę z internetu, znajdę to cholerstwo po opakowaniu. – A najpewniej poproszę kogoś o pomoc, bo i tak jestem spóźniona, dokończyła w myślach.

– Pa, mamuśka! Kochana jesteś!

Aldona długo szukała miejsca, gdzie mogłaby zaparkować auto, i niestety udało jej się je znaleźć dopiero kilka ulic dalej od Hebe. Nim wysiadła, piknięcie telefonu ją poinformowało, że dostała wiadomość. Zdaniem Aldony różowe pudełko, którego zdjęcie przesłała Lenka, było mocno kiczowate. Skoro jednak córka uważała, że jego zawartość warta jest, mimo obniżki, i tak wysokiej ceny, przestała się nad tym zastanawiać. Powiększyła fotografię i niemal wbiła sobie jej wygląd do głowy. Następnie zatrzasnęła drzwi i dziarskim krokiem, uważając, aby nie poślizgnąć się na chodniku pokrytym śliskim mokrym śniegiem, podążyła w kierunku sklepu. Zdecydowanym krokiem weszła do ciepłego wnętrza, uważnie zlustrowała półki i szybko odszukała właściwy produkt. Miała szczęście, bo zostały tylko dwa ostanie pudełka, po które niezwłocznie wyciągnęła rękę, ale wtem ktoś pchnął ją z tyłu tak mocno, że niemal wpadła na regał.

– Jak stoisz! Całe przejście taka tarasuje! – Usłyszała za plecami przepełnione oburzeniem fuknięcie. Odwróciła się i stanęła oko w oko ze szczupłą, długowłosą brunetką. Dziewczyna była młoda, miała nie więcej niż dwadzieścia lat, a wyzierająca z jej oczu pewność siebie graniczyła z bezczelnością.

– No i co się tak gapisz? Powinnaś mnie przeprosić! Przez ciebie mało nogi nie skręciłam!

Aldona rozejrzała się, czy dziewczę naszpikowane złością kieruje słowa na pewno do niej. Natychmiast jednak pozbyła się wątpliwości, bo w pobliżu oprócz ich dwóch nikogo innego nie było.

– Słuchaj, bezczelna dziewucho, to ty pchnęłaś mnie na regał i ty powinnaś mnie przeprosić – syknęła Aldona i wyciągnęła ku wścieklicy wskazujący palec. Na to, ku jej zaskoczeniu, młoda mocno go chwyciła, po czym odepchnęła jej rękę.

– Tego palucha to sobie możesz wsadzić, wiesz gdzie! Gdybym miała czas, zawołałabym ochronę, ale masz szczęście! Tym razem ci daruję!

Dziewucha gniewnie zarzuciła włosami, szybkim ruchem zgarnęła sprzed nosa Aldony owe dwa ostatnie masła, których Aldona nie zdążyła zapakować do koszyka, i chwiejąc się na szpilkach o metalowych końcach, popędziła w kierunku kasy. Oszołomiona Aldona odprowadziła ją wzrokiem. Prześlizgnęła spojrzeniem po sylwetce, odnotowując, że dziewczę ma na sobie obcisłe lateksowe legginsy i obszerną kurtkę z imitacji czarnej skóry. Strój ten zdaniem Aldony był wyrazem nieskończonego braku gustu, co wobec porażki, którą właśnie poniosła, stanowiło dla niej – wprawdzie nędzne, ale zawsze – pocieszenie.

– Królowa kiczu i plastiku! – mruknęła pod nosem, a następnie zawróciła w kierunku wyjścia. Musiała się spieszyć, a o nieudanych zakupach poinformuje córkę wieczorem. Teraz nie miała czasu, aby wysłuchiwać jej utyskiwań, a i istniało realne ryzyko, że córka będzie ją nagabywać, aby udała się do innego sklepu. Nie chcąc prowokować prośby, której nie mogłaby spełnić, postanowiła jej jeszcze nie informować o niepowodzeniu w sklepie.

Włożyła plastikowy koszyk na stos innych, gdy niczym wielka wrona przeleciała tuż obok niej czarnowłosa dziewucha. Widząc to, Aldona nie mogła nie zadać sobie pytania, jakim cudem w tego typu obuwiu udaje jej się poruszać z taką prędkością? Młoda cisnęła koszykiem na bok, wywracając ustawiony stosik, wypadła na chodnik, zatrzymała się i zaczęła wypatrywać kogoś na ulicy. W Aldonie na widok powstałego rozgardiaszu wszystko się zagotowało. Pobiegła za młodą, zdecydowana, by przyciągnąć ją za kłaki z powrotem do sklepu, ale się spóźniła, bowiem ta z uśmiechem pełnym uwielbienia wsiadła do granatowego Mercedesa i przyssała się do ust mężczyzny siedzącego za kierownicą. Przez głowę Aldony przeleciała myśl, że skądś kojarzy to auto, a i kierowca również wydał jej się znajomy, ale z powodu obficie padającego mokrego śniegu niczego nie mogła być pewna. Przecież granatowy Mercedes nie był rzadkim autem w Poznaniu i wcale nie musiał należeć do męża jej przyjaciółki Sabiny. A ów mąż, Fabian, odkąd pamiętała, był wzorowym małżonkiem, pomstującym na rozwiązłe czasy, więc z pewnością to nie on namiętnie cmokał się na jej oczach z tą pyskatą królową kiczu. Aldona wzruszyła ramionami, a gdy spojrzała w niebo, skąd leciało na jej głowę coś, co tym razem podobne było do wyplutej przez dzieciaka waty cukrowej, natychmiast zapomniała o dziwnych skojarzeniach. Wyjęła z torebki parasol i niezwłocznie, wciąż mając przed oczami brawurę, z jaką czarnowłosa dziewucha nogami obutymi w wysokie szpilki przebierała po posadzce w Hebe, popędziła do swojego Fiata 500.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij