-
nowość
Baciary z piekła rodem - ebook
Baciary z piekła rodem - ebook
Polska wygrała wojny, ale straciła rozum.
Posłuchaj, zaczynasz nowe życie we Lwowie. A to miasto huczy od zabawy, tu kultura dekadencka i nastał w Europie Nowy Rzym. Tu się bałaka i gardzi Warszawą. Prowadzisz biuro detektywistyczne Semper Fidelis. Chciałeś żyć w spokoju, więc sprzedałeś duszę i nawet ci ten interes idzie.
I nagle o północy się zjawili jacyś dwaj cywili. I miasto ogarnął chaos.
Trupy ścielą się gęsto. Baciary giną. Ktoś układa ich ciała w tajemnicze symbole. Wszystko to śmierdzi czymś więcej niż zwykłą zbrodnią. A ty, Kary, ty jesteś zwykły cham z kulą w głowie i tylko komiksy byś czytał nad sangamaryją, szlajał się po mieście i upajał chichotem Glorii.
Rusz się, bo znowu masz robotę.
Tak być nie może, że ktoś dobrych baciarów zabija.
*
Brutalna i ironiczna historia o Europie i Polsce – bezlitosna wobec mitów, historii i polityki. Sto procent Szczerka w Szczerku: niepodrabialna proza, w której wyobraźnia szaleje, a czarny humor nie oszczędza nikogo.
Ziemowit Szczerek – pisarz, dziennikarz, autor wielu nagradzanych powieści i reportaży. Laureat Paszportu „Polityki”, nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak oraz dwukrotnie do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus”.
Pierwsza część cyklu o detektywie Franciszku Karym – „Cham z kulą w głowie” zdobyła Grand Prix festiwalu Kryminalna Warszawa oraz Srebrne Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-256-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_– Nie – odparłem zgodnie z prawdą._
_– Na tym, że one niczemu nie służą, że są absolutnie do niczego nieprzydatne – nieużyteczne – że to są, słowem, wcielone przeze mnie w czyn, obleczone w materię – monady Leibniza…_
_Czekałem, a on mówił dalej, przy czym jego siwy wąs wyglądał w panującym półmroku jakby u warg trzepotała mu biaława ćma._
_– Każda z tych skrzyń zawiera układ elektronowy wytwarzający świadomość. Jak nasz mózg. Budulec jest inny, ale zasada taka sama. Na tym koniec podobieństwu. Bo nasze mózgi – uważaj pan! – podłączone są, że tak powiem, do świata zewnętrznego – za pośrednictwem zmysłowych odbiorników: oczu, uszu, nosa, skóry i tak dalej. Natomiast te tutaj – wyciągniętym palcem wskazywał skrzynie – mają swój „świat zewnętrzny” tam, w środku…_
_– Jakże to możliwe? – spytałem. Coś zaczynało mi niejasno świtać; domysł ten nie był wyraźny, ale budził dreszcz._
_– Bardzo prosto. Skąd wiemy o tym, że mamy ciało takie, a nie inne, taką właśnie twarz, że stoimy, że trzymamy w ręku książkę, że pachną kwiaty? Stąd, że pewne bodźce działają na nasze zmysły i nerwami płyną do mózgu podniety. Niech pan sobie wyobrazi, Tichy, że ja potrafię drażnić pański nerw węchowy w taki sam sposób, jak czyni to pachnący goździk – co będzie pan czuł?_
_– Zapach goździka, oczywiście – odparłem, a profesor, skinąwszy głową, jakby rad, że jestem dostatecznie pojętny, ciągnął:_
_– A jeżeli to samo zrobię ze wszystkimi pana nerwami, to będzie pan odczuwał nie świat zewnętrzny, ale to, co_ JA _pańskimi nerwami telegrafuję do pana mózgu… jasne?_
_– Jasne._
_– Teraz tak. Te skrzynie mają receptory-organy, działające analogicznie do naszego wzroku, węchu, słuchu, dotyku i tak dalej. A druty od tych receptorów – jak gdyby nerwy – zamiast do świata zewnętrznego, jak nasze, podłączone są do tego bębna, tam, w kącie. Nie zauważył go pan, co?_
_– Nie – powiedziałem. Rzeczywiście, bęben ów, średnicy może trzech metrów, stał w głębi, pionowo, niby ustawiony kamień młyński, i po dobrej chwili spostrzegłem, że obraca się nadzwyczaj powoli._
_– To jest ich los – powiedział spokojnie profesor Corcoran. – Ich los, ich świat, ich byt – wszystko, czego mogą dostąpić i doznać. Znajdują się tam specjalne taśmy z zarejestrowanymi bodźcami elektrycznymi, takimi, które odpowiadają tym stu czy dwustu miliardom zjawisk, z jakimi człowiek może się spotkać w najbardziej bogatym we wrażenia życiu. Gdyby pan podniósł pokrywę bębna, zobaczyłby pan tylko błyszczące taśmy, pokryte białymi zygzakami jak pleśń na celuloidzie, ale to są, Tichy, upalne noce południa i szmer fal, kształty ciał zwierzęcych i strzelaniny, pogrzeby i pijatyki, i smak jabłek i gruszek, zawieje śnieżne, wieczory spędzane w otoczeniu rodziny u płonącego kominka i wrzask na pokładach okrętu, który tonie, i konwulsje choroby, i szczyty górskie, i cmentarze, i halucynacje majaczących – Ijonie Tichy: tam jest cały świat!_
Stanisław Lem, _Ze wspomnień Ijona Tichego_ I *.
1.
* Stanisław Lem, _Dzienniki gwiazdowe_ II, wybór i posłowie Jerzy Jarzębski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025, s. 230–232.