Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Bad Boys. Złapać ją. Tom 1,5 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 czerwca 2026
3184 pkt
punktów Virtualo

Bad Boys. Złapać ją. Tom 1,5 - ebook

Cassie i Thatch zostają poproszeni o opiekę nad kotem swoich przyjaciół, którzy właśnie się pobrali. Dzięki temu Kline i Georgia są gotowi, by rozkoszować się miesiącem miodowym na Bora-Bora.

Okazuje się, że Cassie i Thatch tworzą parę wybuchową, a napięcie seksualne między nimi można kroić nożem. Czy będą w stanie się sobie oprzeć? A co najważniejsze – czy Walter się odnajdzie?

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-319-9
Rozmiar pliku: 5,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

_Nowy Jork, czwartek, 20 kwietnia, wczesny_ _poranek_

Cassie

Georgia: Wieczorne pozdrowienia z Bora-Bora!

Ach, Georgia. Moja piękna, słodka, zabawna, świeżo chajtnięta, a obecnie cholernie irytująca przyjaciółka.

Do tej uroczej wiadomości dołączyła zdjęcie, na którym wraz ze swoim przystojnym mężem wyleguje się na prywatnej plaży, skąpana w tropikalnym słońcu. Ich miesiąc miodowy trwa od jakichś… trzech dni, a już zdążyłam otrzymać z piętnaście obrzydliwie radosnych SMS-ów.

Ja: Jesteś. Straszną. Mendą. Wyślij mi jeszcze jedną fotkę z plaży, to oddam Waltera do schroniska.

Georgia: Ani mi się waż, bo się ciebie wyrzeknę!

Ja: Ten kot to diabeł wcielony. Poważnie. Reinkarnacja samego Belzebuba. Zło na czterech łapach.

Wspomniałam, że podczas gdy Georgia i Kline napawali się rajskim zakątkiem, ja miałam się zająć Walterem? Nie? No cóż. Niestety nie chodziło o to fajne, gangsterskie zajęcie się tematem, bo Georgia naprawdę chciała, żebym zadbała o dobrostan jej pupila. Co prawda to zadanie powierzono mi na spółkę z Thatchem, ale to ja siedziałam teraz w ich apartamencie i użerałam się z tym wrednym sierściuchem.

Georgia mogła go uważać za totalnego słodziaka, ale prawda była zgoła odmienna. Był wielkim, futrzastym złamasem. Za swoją misję uznał zmienianie życia innych w prawdziwe piekło. I robił to z precyzją płatnego zabójcy. W ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin zdążył obsikać moje ulubione Conversy i zostawić mi w walizce hojny prezent w postaci swoich odchodów. _Tak, mówię o prawdziwych kocich bobkach._

To wyjaśniało, dlaczego stałam teraz ubrana jedynie w stringi i grzebałam w szafie Georgii. Dopiero co wyszłam spod prysznica i potrzebowałam ciuchów, które nie śmierdziałyby kocim gównem.

– Wielkie dzięki, dupku – rzuciłam, patrząc na Waltera, który wylegiwał się na łóżku i oddawał porannej toalecie. – Taki z ciebie czyścioszek, tak, przydupasie Soprano.

Spojrzał na mnie wzrokiem wyrażającym zarówno irytację, jak i kompletną obojętność. Trudno wyglądać inaczej, gdy piętnaście godzin dziennie spędza się na lizaniu własnego odbytu. Wpatrywał się we mnie przez dobre dziesięć sekund, ani razu nie mrugając, po czym z gracją zeskoczył z łóżka i stukając łapkami o podłogę, ulotnił się z sypialni. Mogłabym przysiąc, że sposób, w jaki poruszał ogonem, był kocią wersją pokazywania środkowego palca.

– No jasne, idź sobie, futrzaku. Idź w cholerę! – krzyknęłam za nim, a na komodzie obok szafy zawibrował mój telefon.

Georgia: Nie jest żadnym Belzebubem! Po prostu jest trochę nieśmiały w towarzystwie nowych osób. Z czasem się oswoi.

Ja: Aha, czyli szczając mi na trampki, wyrażał swoją „nieśmiałość”? Czy raczej się „oswajał”?

Georgia: Jutro o tej samej porze będziecie już przyjaciółmi. Zobaczysz.

Ja: Nasrał mi do walizki, Ciporgio. Wątpię, że dożyję czasów, kiedy będziemy się przyjaźnić. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, bym pogrzebała ci trochę w szafie. Bo właśnie to robię.

Georgia: Możesz wziąć, co tylko chcesz. Byle nie moje ulubione legginsy od LuLaRoe.

_Cholera, przecież to jest_ _zbyt proste. Wygląda na to, że wskoczę dziś w legginsy_ _w hot dogi._

Z tego, co wiem, te legginsy są żartem nawiązującym do potwora, którego Kline skrywa w bokserkach, ale co mi tam. Nieźle się dziś w nich zabawię. Kto wie, może nawet wybiorę się na absurdalnie długi jogging po Central Parku, żeby moje spocone dupsko zostawiło na nich swój wieczny ślad.

_Uważacie, że to obrzydliwe? Pewnie macie rację. Ale_ _czy muszę wam przypominać, że jej kot urządził sobie z mojej walizki kuwetę? No właśnie._

Georgia: Czekaj, czekaj. A po co wzięłaś ze sobą walizkę?

Ja: Bo pilnuję tego obesrańca.

Georgia: To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Prosiliśmy tylko, żebyś zajrzała do Waltera i go nakarmiła, nie żebyś się do nas wprowadzała.

Ja: No niby tak, ale będąc u siebie, nie mogłabym grzebać w waszym pudełku pełnym perwersyjnych gadżetów.

Ściemniałam, bo nie miałam pojęcia, czy faktycznie takie mają. Mimo to chciałam wiedzieć. Georgia od zawsze zachowywała w tych sprawach powściągliwość. W sensie, była dziewicą, dopóki nie pozwoliła się rozdziewiczyć Wielkofiutemu Brooksowi. Co, szczerze mówiąc, nieźle mnie zaskoczyło. Ale wtedy też zrozumiałam, że skoro mu się oddała, to on już z jej życia nie zniknie.

Cytując klasyka, czyli Phoebe Buffay: „Kline Brooks był dla Georgii jej cholernym homarem”.

No dobra, nie jest to wierny cytat, bo przekleństwo moje, ale homar, rzecz jasna, z _Przyjaciół_.

Nie trzeba chyba tłumaczyć, że z naszej dwójki to ja byłam bardziej wylewna. Georgia od początku przejęła rolę tej, która nie dzieli się zbyt wieloma szczegółami ze swojego życia intymnego. Może właśnie dlatego nie mogłam się powstrzymać, by nie sprawdzić, gdzie leżą jej granice, tym samym przyprawiając ją o rumieńce.

Georgia: NIE grzeb w moich rzeczach, Cassciołku.

Ja: Ale ten wibrator wygląda naprawdę epicko. A knebel? Cholera, G, nie wiedziałam, że lubisz takie rzeczy. Jestem pod wrażeniem. Fiut Kline’a ewidentnie ci służy.

Georgia: Nie będę nawet tego komentować.

O matko, babko i córko! Moja przyjaciółka miała tu gdzieś pudło pełne erotycznych gadżetów. Musiałam je znaleźć.

Ja: Żartowałam. Ale teraz już nie żartuję. Odwołuję misję „pozbyć się Sierściucha”. Moją nową misją jest „znalezienie zabawek Georgii”. Jestem z ciebie taka dumna.

Georgia: Pozdrowienia z Bora-Bora, przygłupie!

Do wiadomości dołączyła zdjęcie, na którym pokazuje mi środkowy palec na tle pustej plaży, migoczącej wody i męża, szczerzącego się głupkowato tuż za nią.

Ja: Jedno pytanko, zanim zacznę plądrować twoją szafę. Czyścisz swoje dilda po każdym użyciu? Bo jeśli nie, to po drodze do domu radzę ci kupić nową paczkę tych wielkich kondomów. Nie wzięłam ze sobą rękawiczek, a one są na tyle duże, bym zmieściła w nich całą dłoń.

Georgia: Grzebałaś w szafce nocnej Kline’a?!

Ja: Za kogo ty mnie masz? Przecież to PIERWSZE miejsce, do którego zajrzałam. Nie spadają mu te gumki? Jak nie, to coś mi się zdaje, że jego kutas jest mistycznym jednorożcem.

Georgia: Nie będę rozmawiać z tobą o penisie mojego męża.

Ja: Ha, ha! Dosłownie słyszę, jak wypowiadasz to słowo. „Pe-e-en-i-es-i-e”. Jak jakaś nauczycielka.

Georgia: Gdy tylko wrócę do domu, od razu się ciebie wyrzeknę.

Ja: Nie zapomnij kupić też po drodze mleka. Niewiele go już zostało.

Georgia: Skoro już się zadomowiłaś, to wiedz, że obowiązuje cię jedna zasada. ŻADNEGO seksu w moim łóżku.

Ja: Okej, ale to od teraz, dobra? Zeszła noc się nie liczy.

_Spokojnie, nie jestem aż taka zboczona. Nie zamierzam bzykać_ _się na łóżku przyjaciółki. Nie mogę się jednak powstrzymać, żeby_ _się z nią trochę nie podroczyć._

Georgia: WYPIERZ MOJĄ POŚCIEL.

Ja: Kocham cię, Ciporgio. Wracaj do rozkoszowania się miesiącem miodowym i ujeżdżania pe-e-en-i-es-a Kline’a w blasku zachodzącego słońca. Zaopiekuję się waszym mieszkaniem.

Georgia: Fuj. Też cię kocham, Cassciołku. Odkup wszystko, co zniszczysz.

Przysięgam, że nie trzeba było wiele, by ją wkurzyć. Pewnie nie powinno mnie to tak bawić, ale bawiło. Nikt inny nie potrafił zawstydzać się tak uroczo jak ona. I nie tylko ja to zauważyłam. Kline dość często obracał to na swoją korzyść. To był jeden z powodów, dla których go uwielbiałam. Znał ją lepiej, niż ona znała samą siebie, a do tego szanował ją, doceniał i rozpieszczał jak cholerną księżniczkę, dzięki czemu niezmiennie unikał kastracji, którą zamierzałam mu zasponsorować, gdyby było inaczej.

Skoro byłam tu sama i mało co się mogło równać przyjemności chodzenia po apartamencie bez stanika, przerwałam poszukiwania ubrań i umieściłam telefon w stacji dokującej. Po wybraniu playlisty nadszedł czas, aby zmienić się w agenta FBI i przetrząsnąć to miejsce jak profesjonalista.

Z głośników popłynęło _Cockiness_ Rihanny, rozbrzmiewając w całym mieszkaniu i nadając mojemu myszkowaniu odpowiedni klimat.

– „Kocham, kiedy to robisz” – zaśpiewałam, kręcąc biodrami w rytm uwodzicielskiego beatu i zmierzając z powrotem do szafy Georgii.

I wtedy kątem oka dostrzegłam w drzwiach wysoką postać.

– Aaa! – wrzasnęłam. – O chuju złoty!ROZDZIAŁ 2

Thatch

O w dupę.

Nie.

Czekaj.

Raczej… o w cyce.

– Heloł! – odezwały się zjawiskowe piersi Cassie, kołysząc się swobodnie, nieskrępowane ani ubraniem, ani stanikiem. – Ej, zjebie! – wydarły się. – Jesteś zboczeńcem czy tylko debilem? Właściwy moment, by przestać się na nas gapić, minął jakieś czterdzieści pięć sekund temu.

Boże, nie dość, że miały idealny rozmiar i kształt, to jeszcze były, kurwa, inteligentne. Do diabła, wypowiadały się pełnymi zdaniami. Musiała to być najbardziej utalentowana para cycuszków, jakie w życiu spotkałem. Co prawda zdawały się lekko poirytowane, ale zrzuciłem to na krew dudniącą mi w uszach.

– Au! – syknąłem, gdy Cassie złapała mnie za sutek przez materiał koszuli i boleśnie go wykręciła. – O co ci, kurwa, chodzi?

– O co mi, kurwa, chodzi? O to, że od dwóch minut gapisz się na moje cycki!

Widziałem, jak porusza ustami, słyszałem nawet wychodzące z nich słowa, ale za nic w świecie nie mogłem się oswoić z widokiem jej doskonałych, kremowych, zakończonych pięknym różem piersi. Kiedy znów się ku mnie zakołysały, wraz z gwałtownym ruchem ich właścicielki, zmusiłem się, by przenieść wzrok na jej nieziemsko piękną twarz.

– Przepraszam. Naprawdę cię przepraszam. Ale to nie moja wina, że są na wierzchu. Do tego są takie idealne. No i do mnie mówią.

Przycisnąłem dłoń do kutasa, pęczniejącego mi niespodziewanie w spodniach, na co uniosła pytająco brew.

W drodze do pracy postanowiłem zajrzeć tu na chwilę, żeby zrobić coś dla tego durnego kota, to znaczy sprawdzić, czy nie trzeba wzywać egzorcysty albo czegoś w tym stylu. Nie spodziewałem się jednak zastać tu nagich cycków. A mój fiut z pewnością nie spodziewał się, że będą aż tak perfekcyjne. Było dość wcześnie, więc nic dziwnego, że nie mogłem opanować chuci.

– Moje cycorki nie mówią. – Odwróciła się do mnie plecami, a ja wpatrywałem się w nie z taką intensywnością, że o mało nie wypaliłem w nich dziury. Jej głos był przytłumiony przez wciąż grającą muzykę, co ewidentnie jej nie przeszkadzało. – Podskakują, kołyszą się i potrafią idealnie otulić godnego ich uwagi drąga, ale nie mówią.

– Nie mogę się z tobą zgodzić – sprzeciwiłem się. – Do mnie przemówiły i zabiorę tę prawdę do grobu.

– Masz nierówno pod sufitem, wiesz? – stwierdziła Cassie i przeszła nonszalancko przez pokój w stronę szafy Kline’a. Otworzyła ją na oścież. Zapaliło się światło, a ona pochyliła się, wypinając nagi tyłek, i zaczęła w niej grzebać.

– Co robisz? – zapytałem, ściskając nasadę kutasa w desperackiej próbie zduszenia tego nadgorliwego zrywu.

– Szukam pudła z zabawkami Georgii i Wielkofiutego – odburknęła niewyraźnie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij