-
nowość
Bad Boys. Złapać milionera. Tom 1 - ebook
Bad Boys. Złapać milionera. Tom 1 - ebook
Georgia Cummings, jako osoba niezamężna i zatrudniona w Brooks Media, musi mieć profil w aplikacji randkowej TapNext. Nie ma jednak szczęścia do facetów – trafia głównie na panów uważających zdjęcie swojego przyrodzenia za świetną alternatywę dla rozmowy.
Jest jednak jeden, o którym nie może przestać myśleć: Kline Brooks, kwintesencja milionera zawadiaki – elegancki, umięśniony, z zabójczym uśmiechem… A również jej pracodawca, który ma zasadę, że nie umawia się ze swoimi podwładnymi. Ona też nie zamierza się do niego zbliżać.
Czy ich relacja pozostanie czysto profesjonalna?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-342-7 |
| Rozmiar pliku: | 4,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nazywam się Kline Brooks.
Ukończyłem Harvard.
Jestem prezesem zarządu i dyrektorem generalnym Brooks Media.
Firmy wartej trzy i pół miliarda dolarów.
Jestem też diabelnie przystojny. Skąd wiem? Dwa lata z rzędu byłem królem licealnego balu.
Poza tym jestem wysoce inteligentny. Dowód? Za pomocą magicznych paluszków mogę na twoich oczach ułożyć dowolną kostkę Rubika.
Jestem także certyfikowanym mistrzem kobiecych orgazmów. Palcami, językiem, fiutem sprawię, że krzykniesz: „Szczytuję!”, nim zorientujesz się, że zdjąłem ci majtki zębami. I nie przeżyjesz ze mną półorgazmu, wyciskającego ci z gardła żałosne jęki czy kompromitujące piski. O, nie. Mówię tu o sensacyjnym odczuciu podkurczającym palce u stóp, wyginającym plecy, wstrząsającym ciałem, dzięki któremu będziesz krzyczeć i się trząść, gdy uderzy na tyle intensywnie, że niemal stracisz przytomność.
Zainteresowana?
Powinienem wspomnieć, że mój fiut jest wystarczająco śliczny, by uwiecznić go na fotce? Nie mówię o jakimś piętnastocentymetrowym kutasiku. Mam na myśli dużego, gładkiego, twardego penisa, który cieszy się na myśl o czekającej go robocie.
A może właśnie cię zniesmaczyłem? Masz mnie teraz za Casanovę teoretyka, który jest hańbą dla swojego gatunku? Za cieniasa, który nazajutrz nie zadzwoni? Dupka, który będzie pisał do laski późno w nocy, by wpadła na szybki numerek, ale nie zabierze jej na prawdziwą randkę? Tak, dokładnie wiesz, o jakim typie faceta mówię. O idiocie, który daje kobiecie znać, że woli do końca życia zostać singlem, niż zmagać się z gównianymi regułami randkowania.
Cóż, nie jestem tym gościem.
Mówię to, co myślę i robię to, co mówię. Nie zwodzę. Dzwonię nazajutrz. A jeśli jestem zainteresowany, zabieram kobietę na randkę. Otwieram przed nią drzwi. Odsuwam krzesło. I przenigdy nie zrobiłbym z siebie napalonego gnojka, który wysyła zdjęcia swojego członka – no chyba że właściwa kobieta będzie o nie błagać.
Wniosek? Jestem dżentelmenem. Preferuję monogamię. Mieszkam w Nowym Jorku, gdzie się umawiam i pieprzę, niejednokrotnie kilka razy tę samą kobietę. Ostatnie kilka lat spędziłem, unikając lasek polujących na bogatego męża, ale udało mi się mieć kilka dziewczyn na dłużej. Szukałem określonego typu, chociaż muszę przyznać, że ostatnio nie wkładam w to już tyle wysiłku. Wolę skupiać się na firmie – budować i prowadzić biznes nie tylko dla siebie, ale również dla ludzi, którzy ciężko dla mnie pracują.
Ale zjawiła się Georgia Cummings.
Jest zadziorna, piękna i pyskata, co zauważa każdy, kto znajdzie się w jej otoczeniu, więc wolę raczej skupić się na jej osobowości niż na kasie.
Nie wiem, dlaczego wcześniej jej nie zauważyłem.
Nie wiem, dlaczego dostrzeżenie jej zajęło mi tak wiele czasu.
Od dwóch lat miałem ją przed nosem jako dyrektorkę działu marketingu.
Może nie powinienem tak bardzo zatracać się w pracy. A może ona nie chciała być zauważona.
Bez względu na powód, potrzeba było aż jednej inspirującej decyzji, by ta niezwykła kobieta wstrząsnęła moim światem.
Nie byłem na to przygotowany.
I z pewnością nie spodziewałem się, że powali mnie na pieprzone kolana.
Ten miły człowiek, wierzący w prawdziwą miłość na tyle, by zbić fortunę na portalu randkowym?
Tak, to właśnie ja.
A ta historia?
Cóż, opowiada o nas.ROZDZIAŁ PIERWSZY
GEORGIA
Auaaa, moje oczy! Chryste Panie, moje oczy!
Istnieją w życiu rzeczy, które, raz zobaczone, nie dadzą się zapomnieć. Nie znikną ani za sprawą wybielacza… ani kwasu wylanego prosto na siatkówkę, ani też po trzech godzinach przeglądania idealnych porno GIF-ów w sieci… do diabła, nawet lobotomia nie usunęłaby tych obrazów z mózgu.
Na nieszczęście miałam za sobą nie jedno, nie dwa, ale całe cztery niszczące dzień zdjęcia. Mówiąc szczegółowo, fotografie penisów. I szczerze mówiąc, ten ostatni nie był nawet godny uwieczniania. Nie z bliska. Ani nawet z daleka, gdyby brać pod uwagę jego rozmiar. To konkretne zdjęcie w każdej kobiecie wzbudziłoby pytanie „dlaczego”. Dlaczego? Dlaczego ktoś chciałby się chwalić, że jest właścicielem czegoś takiego?
Był to gremlin pośród rodzaju męskich członków – jak i powód, dla którego moja noc stała się jeszcze gorsza. Miałam spędzić miły wieczór przed telewizorem z moją przyjaciółką i współlokatorką Cassie, ale zmienił się on w koszmar, zawierający włosy łonowe, pomarszczone jądra i niezbyt atrakcyjną żołądź.
Wystukałam odpowiedź na klawiaturze telefonu.
TAPRoseNEXT (23:37): To twój fiut? Serio? SERIO?
TapNext była najnowszą i najlepszą aplikacją dla singli, dzięki której mężczyźni i kobiety mogli się poznawać, rozmawiać i, daj Boże, umawiać się na kolejne randki. Ogólnie rzecz ujmując, była to lepsza alternatywa od włóczenia się po barach czy klubach. Chociaż dla mnie miało to ten sam efekt – uprzejme zduszenie ekscytacji (uwaga, sarkazm) wywołanej propozycją jednorazowego numerku z jakimś przypadkowym kolesiem w jego mieszkaniu, piekielnego kaca i poznania gości o dziwnych imionach jak Stanley czy Milton, wysyłających nocą przez następny miesiąc zaproszenia do ponownego odwiedzenia ich łóżek. Zawsze ignorowałam te zaczepki.
Na wizytówce mam napisane: Dyrektor Marketingu w Brooks Media. To poważny tytuł dla kogoś dopiero rozpoczynającego swoją karierę, ale zapracowałam na to. Harowałam ciężej niż ktokolwiek w moim dziale, pomogło również to, że człowiek zajmujący wcześniej moje stanowisko został zwolniony dyscyplinarnie, po tym jak aresztowano go przy podwożeniu prostytutki jednym z firmowych samochodów. Nadal nie mogę pojąć, dlaczego korzystał z samochodu w tym mieście. Poważnie, w Nowym Jorku nawet dziwki jeżdżą taksówkami.
Ponieważ TapNext jest własnością Brooks Media, łatwo zrozumieć, dlaczego dobrze ją znałam i chciałam, by odniosła sukces. Przy zatrudnieniu postawiono warunek – każdy niezamężny pracownik musiał stworzyć sobie profil w tej aplikacji. Wszyscy zostali zachęceni do jej używania oraz zdawania prawdziwych relacji na temat swoich doświadczeń. Dane przypisane do każdego profilu były pilnie strzeżone i zamknięte na klucz w kadrach, więc odpowiedzi na portalu pozostawały anonimowe.
Tłumaczenie: Nie martw się, TAPRoseNEXT, twój szef nie ma pojęcia o twoich perwersyjnych rozmówkach.
Początkowo wydawało mi się to dziwaczną polityką prowadzenia interesu, ale po dwóch latach pracy w Brooks Media, uświadomiłam sobie, że mój profil w aplikacji TapNext był cholernie dobrym sposobem na prowadzenie badań i zdobycie innowacyjnych pomysłów marketingowych.
Moja komórka dała znać o odpowiedzi.
BAD_Ruck (23:38): …
Czy on mi właśnie wysłał wielokropek? Serio?
TAPRoseNEXT (23:38): Kod czerwony – zbok na horyzoncie!
Nie dostałam odpowiedzi, ale nie powstrzymało mnie to przed pisaniem.
TAPRoseNEXT (23:39): Czy już żaden z Was nie wie, jak rozpocząć rozmowę? Jezu.
Cassie westchnęła obok.
– Przestań tak walić w tę komórkę, Ciporgia! Próbuję oglądać program American Ninja Warrior, a ty całkowicie psujesz mi klimat.
Zignorowałam ją, nadal skupiając się na wymazaniu wstrętnego obrazu z mózgu.
Zerknęła mi przez ramię, nim zdołałam schować komórkę.
– Wow. Wow. WOW. Wstawiłaś moje zdjęcie na swoim profilu?
Stała na nim pochylona, z głową pełną ciemnych włosów, widoczną w świetle rozstawionych na boki gładkich, kremowych nóg. Jej krocze też prawie załapało się na tę fotkę.
– Zemsta, Cassciołku.
– A co niby takiego zrobiłam, że zasłużyłam na wstawienie mojej fotki na tym twoim portalu dla zdzir?
Uniosłam brew.
– Mam wybrać tylko jeden powód?
– No dawaj, podaj coś. Nic na mnie nie masz.
– Drugi rok studiów. Powiedziałam, byś nie wrzucała tamtych fotek na fejsa, ale czy mnie posłuchałaś? Oczywiście, że nie.
Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
– Ach, tak! Pamiętam je. Uważałam, że wyglądałaś wtedy wyjątkowo uroczo.
– Miałam głowę w kiblu.
– Ale miałaś takie zajebiste zdezorientowane spojrzenie. – Ponownie zerknęła na mój telefon, jej szare oczy skupiły się na zdjęciu poniżej. – Jezus Maria, co to jest? Kuśka Quasimodo?
Wstałam z kanapy i zaczęłam chodzić przed telewizorem.
– Dostałam dziś cztery zdjęcia fiutów, Cassciołku. Cztery!
Cassie się skrzywiła.
– No i? Liczyłaś na pięć?
Moja mina była mieszanką oburzenia i szoku.
– No wiesz – wyjaśniła – żeby wypełnić wszystkie dziury i jeszcze zostają dwa do rączek. – Pokazała, co ma na myśli łatwym do odgadnięcia gestem, dopasowanym do jej słów. – Chociaż nie jestem pewna, czy chciałabym się tak zabawiać z Fallusem z Notre Dame. – Rzuciła okiem na moją minę i zaniosła się śmiechem. – Przecież nie jesteś cnotką, chociaż teraz taką grasz.
Jęknęłam, poddając się, sadzając tyłek z powrotem na kanapie i zakrywając twarz dłońmi.
– Dobrze byłoby, żeby ten profil pomagał mi w badaniach. Mam nieuzasadnione przeczucie, że powinno to wyglądać nieco bardziej profesjonalnie.
Pokręciła głową i uśmiechnęła się, kładąc stopy odziane w niedopasowane skarpetki na oparciu kanapy.
– Muszę przyznać, że ten fiutek jest paskudny, ale Georgie, pracujesz dla firmy, której produktem jest aplikacja TapNext, a nie dla Białego Domu.
Minęła chwila ciszy, po czym jednocześnie wybuchłyśmy śmiechem, a ja uniosłam pytająco brwi.
– Porównujesz TapNext do Białego Domu?
– Masz rację – zgodziła się. – Kiepska analogia. Tam zapewne jest dużo więcej zdjęć fiutów. – Olbrzymi, złośliwy uśmieszek odmalował się na jej twarzy, gdy chwyciła za pilota.
– Cassie… – Wycelowałam w nią palcem, ale było za późno. Stała już na ławie, używając go jako mikrofonu.
Moja przyjaciółka, kiedy miała odpowiedni nastrój, potrafiła sparodiować każdą piosenkę. I wcale nie robiła tego po cichu. Nie było mowy, by w słowniku Cassie znaleźć wyraz „spokój”. Śpiewała, jakby była Adele na rozdaniu nagród Grammy.
– Zatytułowałam ten utwór Miłość w Białym Domu – zapowiedziała Cassie.
Jęknęłam, ale w duchu nie mogłam się doczekać, by usłyszeć, co znów wymyśliła. Przypomnijcie sobie, jak zabawna była Kristen Wiig w Saturday Night Live. Dokładnie tak zachowywała się Cass.
– Praktykantka w garsonce, szybko znalazła moje gacie… Praktykantka w Białym Domu, przeleciała mnie, że ojacie… – śpiewała na cały głos. – Dziewczyna oszalała na punkcie mego ciała… – Pstrykała, kołysała biodrami, wypinała cycki, dosłownie szła na całość. – Podejdź do prezesa, na kolanach, mała…
Wystarczyła jedna zwrotka, bym zapomniała o straszliwym zdjęciu. Zeskoczyłam z kanapy i pociągnęłam przyjaciółkę na podłogę. Krzyczała, ja się śmiałam, a pięć minut później wróciła na ławę, by dokończyć swoją niedorzeczną piosenkę:
– Powiedz zdziro… Powiedz zdziro…
Musiałam przyznać, że śpiewałam wraz z nią.
Dużo później, gdy owinęłam się kołdrą i zaczęłam zasypiać, popadając w niebiańską fazę REM, wyrwał mnie z niej dźwięk komórki. Jęknęłam, powoli opuszczając objęcia Morfeusza. Boże, nadszedł czas, by dokonać w życiu kilku poważnych zmian. Na przykład zmienić ustawienia powiadomień w aplikacji TapNext w moim telefonie. Mogłam to zrobić albo zamordować nadawcę wiadomości, a byłam osobą, która wolała raczej zanurzyć mały paluszek w basenie, by sprawdzić temperaturę wody, niż rzucać się do niego na główkę.
Przecierając twarz, zmusiłam się do otwarcia oczu i porwałam komórkę leżącą na antycznym stoliku nocnym. Ledwo powstrzymałam się, by nią nie rzucić, aż rozbiłaby się na miliony kawałeczków. Na szczęście mój zdrowy rozsądek nie był tak zaspany jak reszta i podpowiedział mi, ile pracy musiałabym włożyć w naprawę skutków tak impulsywnej decyzji.
Musiałabym sprzątać, iść na zakupy, przerzucić dane… o rany.
Tak, pieprzyć to.
BAD_Ruck (2:09): To NIE mój fiut.
To nie jego fiut?
Co, u licha ciężkiego i wszystkich świętych?
Nie. Nie! To nie jest dobry czas na takie pierdoły.
Nie. Nie będę odpowiadać.
Krawędzie mojej poduszki poderwały się ku górze, gdy wcisnęłam w nią twarz zaraz obok ręki. Miałam jutro tyle roboty, więc nie zamierzałam użerać się jeszcze z BAD_Ruckiem i jego skłonnością do robienia sweet fotek własnego krocza oraz dawania niezrozumiałych odpowiedzi.
Skupiłam się na zaśnięciu, przekonana, że sen nie opuści mnie aż do chwili, gdy o poranku słońce wstanie zza horyzontu. Przekierowałam energię do swojego wewnętrznego zen, nucąc ku błogiej nieświadomości. Mogłam też złapać za wibrator i zająć się jednoosobowymi ćwiczeniami.
Na szczęście z łatwością udało mi się zasnąć. Nie musiałam sięgać, gdzie wzrok nie sięga.
Następnego dnia, kiedy przygotowywałam się do pracy, postanowiłam dać BAD_Ruckowi prztyczka w nos. Wyplułam pianę do umywalki, przepłukałam usta i zakręciłam kurek z wodą. Wróciłam do pokoju, wzięłam telefon leżący na stoliku nocnym i wysłałam kuśce gremlina odpowiedź.
Masz, co chciałeś, koleś.