Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Bad Publicity - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
2990 pkt
punktów Virtualo

Bad Publicity - ebook

Zdobycie posady w prestiżowym nowojorskim wydawnictwie było dla Andie spełnieniem marzeń oraz początkiem upragnionej kariery.

Wszystko zapowiadało się idealnie – aż do momentu, gdy dowiedziała się, kto będzie jej najważniejszym autorem. Jack Carlson. Tak, ten Jack Carlson. Ten, który pięć lat temu zrujnował jej życie. Ten, z którym od tamtej pory nie zamieniła ani słowa. Ten, który wciąż jest irytująco przystojny, odnosi oszałamiające sukcesy i – co najgorsze – jest teraz jej największym klientem. A zawalenie jego kampanii promocyjnej oznaczałoby dla Andie koniec kariery, zanim ta zdążyłaby się na dobre rozwinąć.

Jakby tego było mało, przez najbliższy miesiąc muszą razem podróżować po Europie. A to nie lada wyzwanie, bo – gdyby miała być zupełnie szczera – najchętniej wepchnęłaby go pod pociąg.

Andie nie zamierza jednak pozwolić, by przeszłość zniszczyła jej przyszłość. Przetrwa tę podróż. Nawet jeśli będzie to najdłuższy i najbardziej irytujący miesiąc w jej życiu.

„Bad Publicity” to pełna humoru, emocji i zaskakujących zwrotów akcji historia, która wciąga już od pierwszej strony. To idealna komedia romantyczna, w której błyskotliwe dialogi i elektryzująca chemia między bohaterami tworzą opowieść, od której trudno się oderwać. Doskonały wybór dla fanów Emily Henry, Ali Hazelwood i Christiny Lauren.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-0005-2
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

– O, kurwa.

Nie spodziewałam się, że wypowiem to słowo pierwszego dnia w nowej pracy, i to podczas pierwszej rozmowy z przełożoną. Robi wymowną minę, dlatego podejrzewam, że też się tego nie spodziewała. Przykładam dłoń do ust, jednak słowa już nie cofnę. Już wybrzmiało. _O, kurwa_, powtarzam tym razem w myślach.

– To jakiś problem? – pyta zmartwiona, wybałuszając oczy. Lepsze to niż krytyka.

Opuszczam wzrok na leżącą między nami kartkę i mrużę oczy, bo nie jestem pewna, czy dobrze odczytałam nazwisko na liście. Tak, dobrze. Jest tam napisane Jack Carlson. Jessica również kieruje spojrzenie na kartkę.

– Ach. Rozumiem. Stresujesz się, tak? To słynny pisarz. Też się denerwowałam, zaczynając pracę ze znanymi autorami.

Otwieram usta, żeby jej wyjaśnić, w czym rzecz. Uzmysławiam sobie jednak, że prawda jest znacznie gorsza od jej domysłów. Pięć lat temu, podczas studiów, Jack Carlson wychujał mnie tak dokumentnie, że poprzysięgłam sobie, że nigdy więcej nie znajdę się z nim w jednym pomieszczeniu. Do tej chwili uważałam, że prędzej sama się podpalę, niż nie dotrzymam danego sobie słowa.

– Myślałam, że tworzy literaturę faktu – mówię, siląc się na obojętny ton.

– Tak, przeważnie. W zeszłym roku redaktor namówił go do przejścia na ciemną stronę, więc wypromujesz jego pierwszą powieść. Kiedy nerwy miną, uzmysłowisz sobie, że czeka cię opracowanie bardzo ekscytującej kampanii reklamowej!

Opowiada mi o kampanii. Tymczasem wbijam wzrok w listę autorów, z którymi będę współpracować na stanowisku specjalistki do spraw promocji, które objęłam po raz pierwszy. Bardzo się cieszyłam z nowej pracy, dopóki wielka szansa zawodowa nie obróciła się w najgorszy koszmar. Otrząsam się, gdy moich uszu dobiegają słowa: „trasa promocyjna”.

– Przepraszam, mogłabyś powtórzyć?

Jessica wygląda przez chwilę na zmieszaną, a następnie powtarza informację, nie okazując ani odrobiny irytacji. Bardzo ją polubiłam. Szkoda, że w tej chwili muszę rzucić pracę.

– Powiedziałam, że stres minie podczas wspólnej trasy.

_O, cholera_. Podczas gdy Jessica opowiada o kilku spotkaniach mających się odbyć w Nowym Jorku, po których rozpocznie się trasa po Europie, zaciskam palce na skraju blatu biurka, żeby nie pokazać po sobie emocji.

– Europie? – pytam, rozpaczliwie usiłując poukładać myśli. Jestem rzeczniczką prasową Jacka na rynek amerykański, dlatego Europa to nie mój rewir.

Kiwa głową i z szerszym uśmiechem ciągnie:

– Odnosi ogromne sukcesy we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Zorganizowaliśmy trasę w tych krajach, bo wydają go tam nasze siostrzane wydawnictwa.

Modlę się w duchu, żebym się myliła co do tego, co zaraz powie.

– W ten sam sposób promowaliśmy poprzednią książkę Jacka, przy czym podczas trasy napotkaliśmy kilka przeszkód. Problemy w komunikacji między PR-owcami z różnych krajów, spóźnienia na loty etcetera. Dlatego tym razem jego agent nalegał, żeby wszystkim zajął się jeden specjalista. Abyśmy przygotowali jeden plan. Aby trasę sprawnie nadzorowała jedna osoba. – Urywa, patrzy na mnie wymownie. – Tą osobą jesteś ty.

O, świetnie. Czyli może być gorzej. W tej chwili tak mocno zaciskam dłonie na blacie, że knykcie mi już prawie pobielały. Jessica czeka, aż coś powiem. Tymczasem silę się na uśmiech, który zapewne wygląda jak grymas, i usiłuję sklecić w myślach stosowną odpowiedź. Przełożona na pewno oczekuje ode mnie entuzjazmu – bo dlaczego miałabym nim nie tryskać? Przecież każdy PR-owiec marzy o zorganizowaniu światowej trasy dla słynnego pisarza. Powinnam się cieszyć. Trafiła mi się okazja stanowiąca zwieńczenie mojej dotychczasowej pracy, dająca możliwość zaprezentowania swoich umiejętności.

– O? – wyduszam z trudem, bo czuję ucisk w gardle.

Na szczęście Jessica uśmiecha się delikatnie. Zapewne uważa, że przejęłam się na myśl o zaplanowaniu tak długiej trasy, i na pocieszenie mówi, że już zarezerwowali bilety na loty i hotele. Mam za zadanie tylko wyruszyć w trasę i dopilnować, żeby wszystko poszło według planu. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby już coś tego planu nie pokrzyżowało. Coś zajebiście poważnego. Przepraszam z trudem i udaję się do toalety.

Odnajduję ubikację, zamykam się w pierwszej kabinie i powoli wypuszczam powietrze.

– Kurwa. Kurwa! – mówię. Nie kieruję tych słów do żadnej konkretnej osoby. Cierpiałam, już kiedy obserwowałam z daleka, jak Jack odnosi gigantyczny sukces, trafia na listę bestsellerów „New York Timesa” i otrzymuje jedną nagrodę po drugiej, doczekuje się ekranizacji swoich książek historycznych i udziela wywiadów radiostacjom. Jak wątki dotyczące jego wyglądu, seksowne fotki i filmiki, na których przeczesuje włosy palcami, stają się wiralami. To ujęcia pochodzące z chwil, gdy opowiadał o jakiejś bitwie sprzed pięciuset lat. Teraz mam nie tylko mierzyć się ze świadomością jego sukcesu, ale też podróżować z nim po Europie i pomagać mu zdobyć jeszcze większą sławę. Na całym świecie brakuje przekleństw, w które mogłabym ubrać to, co o tym sądzę. Mam ochotę wrzasnąć. Mimo to w jakiś sposób muszę się uspokoić. Sytuacja jest okropna i nie zdołam się szybko z niej wykaraskać. _Dajesz, Andie. Wytrzymasz_.

_Doprawdy?_ – pyta jakiś głosik w mojej głowie. Nagle niewiele mnie dzieli od ponownego przeżywania ostatniego semestru studiów w Edynburgu. Przypomnienia sobie, jak zupełnie szczerze powiedziałam Jackowi, że nie chcę go nigdy więcej widzieć. Od roztrząsania kilku tygodni, podczas których mój świat legł w gruzach. Dawno jednak pogrzebałam te chwile w pamięci i jakimś cudem muszę się powstrzymać od ich wspominania. W przeciwnym wypadku nie przetrwam trasy.

Zaciskam dłonie w pięści i zaczynam oddychać, stosując technikę, której nauczył mnie tata. Widzę go w myślach, jak ubrany w spodnie do jogi stoi na naszym patio, i smutek chwyta mnie za serce. Chwilę później opanowuję się dzięki ćwiczeniu i chmura emocji się rozwiewa, pozostaje niemal sam spokój. Otwieram oczy i przestaję roztrząsać przeszłość. Patrzę na zegarek. Spędziłam w toalecie dziesięć minut. Lepiej wrócę już na swoje stanowisko, bo jeszcze Jessica pomyśli, że zwiałam.

Głęboko nabieram powietrza i wychodzę z kabiny.

Przemierzam biuro. W końcu wraca profesjonalizm, powoli wypierając panikę i przywracając determinację. Potrzebuję planu na dziś i ten tydzień. Na liście mam też innych pisarzy. Może powinnam się skupić na nich, dopóki nie poukładam sobie w głowie pewnych spraw i nie opracuję odpowiedniej strategii.

Jessica dalej jest przy moim biurku i popija herbatkę, jakbym w jej towarzystwie wcale nie zaklęła i niemal nie przeszła załamania nerwowego. Siadam na moim nowym krześle obrotowym przy moim nowym biurku i przez chwilę czuję coś na kształt dumy. Udało mi się. Zostałam specjalistką do spraw PR-u w jednym z najbardziej prestiżowych domów wydawniczych w Nowym Jorku. Przed wyjazdem z Londynu na staż nie pomyślałabym, że zajdę tak daleko.

Niestety, dumę czuję zaledwie przez jakieś trzy sekundy, bo według mojego szacunku tyle właśnie czasu mija do momentu, w którym Jessica wraca do tematu Jacka. Kiedy wypowiada jego imię, niewiele brakuje, żebym rzuciła długopisem. Muszę popracować nad skłonnościami do agresji.

– Jak widzisz, na liście jest sporo nazwisk. Promocja tytułów większości pisarzy została już jednak zaplanowana. Twoja poprzedniczka domknęła wiele tematów, dlatego w najbliższym czasie będziesz pracowała przede wszystkim nad kampanią Jacka.

Tłumię frustrację i przywołuję na twarz uśmiech wyrażający – mam nadzieję – ekscytację. Tyle w temacie pracy z innymi autorami.

– Nowa książka Jacka będzie miała premierę za kilka dni – ciągnie Jessica – więc w najbliższych tygodniach w całym mieście odbędą się spotkania z jego udziałem. Pierwsze zaplanowane jest na ten czwartek, co da wam doskonałą okazję, żeby się poznać.

– Ten czwartek? – dociekam piskliwym głosem. Przesadnie koryguję ton i barytonem dodaję: – Wspaniale! – _Jezu Chryste, Andie, weź się ogarnij._

– Cudownie. – Posyła mi uśmiech. Wygląda na nieporuszoną. – Na pewno nie może się doczekać spotkania.

_Albo dozna największego wstrząsu w życiu_.2

O tej porze roku dni są długie, dlatego od stacji metra do mieszkania na Upper West Side spaceruję skąpana w delikatnych promieniach zachodzącego słońca. Przeważnie pokonuję ten odcinek z radością, bo odnoszę wrażenie, że wszyscy ludzie wyszli właśnie z domów i dokądś zmierzają. Miasto wydaje się ożywione, a zarazem spokojne.

Dzisiejsze wydarzenia odebrały mu jednak zwyczajowy urok.

Do budynku, w którym mieszkam, docieram zlana potem i zupełnie wycieńczona. Otwieram drzwi i czekam chwilę, niemal się spodziewając, że przywita mnie Sara. Nagle bodaj po raz setny przypominam sobie, że przyjaciółka już tu nie mieszka.

Zamykam drzwi i oswajam się z ciszą, po czym przez równo pół minuty pozwalam sobie odczuć jej nieobecność. Następnie odrywam od niej myśli, rzucając torbę na sofę i podlewając wszystkie rośliny. Fikusa Andrew, monsterę Shirley, kaktuskę Sharon, sukulenta Petera. Nadałyśmy im imiona z Sarą, gdy ze mną zamieszkała. Przeprowadziła się do Nowego Jorku rok po mnie i wniosła mnóstwo barw do mojego szarego życia, które starałam się samodzielnie budować. Teraz, trzy lata później, rośliny należą wyłącznie do mnie. Sara przeniosła się przed kilkoma tygodniami do swojego uroczego chłopaka, bankiera inwestycyjnego Jamesa, i zostawiła mnie samą w mieszkaniu na piątej kondygnacji budynku bez windy. Z jednej strony cieszę się jej szczęściem, z drugiej – większej – tęsknię za nią tak bardzo, że czasami przesiaduję godzinami w jej dawnym pokoju. Dzwonię do niej, zanim popadnę w rozpacz.

– A, słońce! – Po tym, co mnie dziś spotkało, jej głos koi niczym ciepła kąpiel, więc się w nim zanurzam. – Jak się masz? Jak ci minął pierwszy dzień? Opowiedz mi o wszystkim!

Pytaniem sprawia, że zaczynam odczuwać ulgę. Pod wpływem ciepła Sary i jej braku powiązań z moją pracą ulatują z trudem tłumione emocje.

– W skali od jednego do dziesięciu ocenię go na trzy. I to być może nad wyraz łaskawie.

Słyszę kroki, jakby przechodziła w bardziej ustronne miejsce, gdzie może poświęcić uwagę wyłącznie mnie.

– Oj, Andie. Bardzo mi przykro. Szefowa jest okropna?

– Nie, jest wspaniała.

– Współpracownicy są niemili?

– Nie, chyba są super.

Milczy, zapewne zastanawiając się, z czego wynika niska ocena.

– Biuro?

– Cudowne. Piękne.

– W takim razie o co chodzi? – docieka w końcu po tym, gdy omówiłyśmy dojazd komunikacją miejską, pobliskie lokale, w których można zjeść lunch, darmową biurową kawę i widok z mojego stanowiska. Wszystko jest świetne.

– Będę pracować między innymi z Jackiem Carlsonem.

Słyszę, jak wciąga powietrze ze świstem. Szkoda, że nie ma jej przy mnie, bo chciałabym zobaczyć jej minę. Rozumie. Tylko ona naprawdę rozumie, tylko ona wie, co się stało. Robi mi się ciepło na sercu, jakbym otuliła się miękkim swetrem.

– Jezu Chryste.

– No wiem.

– O, Jezu, ja pierdolę.

– Otóż to.

– Bardzo mi przykro.

– Co mam zrobić? – pytam. Szczerze proszę ją o radę. Jesteśmy jak papużki nierozłączki, odkąd w pierwszym tygodniu na pierwszym roku studiów Sara wylała w barze drinka na gościa, który nie chciał się ode mnie odczepić. Odtąd zawsze mogę porozmawiać z nią o problemach. Jest odważna, mądra, nie dba o zdanie innych. W tej chwili naprawdę chcę zasięgnąć jej rady.

– Nie wiem, słońce. To poważna sprawa.

Myśl, że Sara, moja rozwiązywaczka problemów wszelakich, nie ma żadnego pomysłu, natychmiastowo wywołuje panikę.

– Studia w Edynburgu mamy już za sobą. Nie pozwól, żeby Jack odebrał ci pracę.

– Okej – mówię cichutko. Za cicho. W chwili zupełnej szczerości i bezbronności niemal nie mogę znieść myśli, że ponownie go zobaczę. Sara przypomniała mi jednak, że jestem silna, dlatego biorę jej słowa do siebie. – Dobrze.

– Jak zwykle widzimy się w tym tygodniu na kolacji?

– Tak.

– W takim razie do zobaczenia. Poradzisz sobie.

Sycę się jej głosem, dopóki się nie rozłączy, a wtedy znów jestem sama w pustym mieszkaniu. Serio muszę sobie znaleźć nową współlokatorkę. Sara, pomimo mojego sprzeciwu, opłaciła czynsz za trzy miesiące, czyli do upływu terminu najmu. Jeśli w tym czasie nie znajdę nowego mieszkania albo współlokatorki, to trudno będzie mi związać koniec z końcem, mimo że dobrze zarabiam. Napotykam kolejny problem, z którym nie chcę się dziś mierzyć, więc nalewam sobie kieliszek wina.

– Poradzę sobie – mówię do fikusa Andrew.

Gdyby rośliny miały słuch, to Andrew wychwyciłby w moim głosie strach. Może nawet domyśliłby się, że oszukuję sama siebie. Liście fikusa nie wydają żadnego dźwięku, dlatego sączę wino w spokoju.3

Do czwartku zdążyłam się nieco wdrożyć w nowe obowiązki. Pomimo doskwierających mi od rana lekkich mdłości poniedziałkowa panika wydaje się bardzo odległa. Pozwoliłam sobie nawet myśleć, że dzisiejsze spotkanie nie musi się skończyć katastrofą. Po prostu zrobię, co w mojej mocy, by zachować się naturalnie, tak jakby Jack był dla mnie takim samym pisarzem jak każdy inny. Nie roztrząsać przeszłości, za to skupić się na chwili obecnej. Nie mogę sobie pozwolić na nic innego. Poza tym w spotkaniu ma uczestniczyć liczna grupa pracowników wydawnictwa, więc liczę, że zdołam się za nimi schować.

Zmierzamy ulicą. Jest lato, ciepła aura. Dostrajam się do miejskiego zgiełku i w jego rytmie zaczynam budować kruchy spokój oraz poczucie emocjonalnej stabilności. _Może dam sobie radę. Może dobrze mi pójdzie_.

W końcu docieramy do księgarni. Zatopiona w myślach nie zorientowałam się, że trafiliśmy do znajomej okolicy. Jako nowa szłam po prostu za innymi i nawet nie zwróciłam uwagi na miejsce, w którym miało się odbyć spotkanie. Dopiero teraz uzmysławiam sobie, że popełniłam błąd. Podnoszę wzrok i z przerażeniem dostrzegam szyld, złote litery układające się w nazwę Zagubiona Księgarnia. Moja sekretna ostoja w przytłaczającym Nowym Jorku. Po przeprowadzce spędziłam tu niezliczone godziny. Książki niosły otuchę, tłumiły samotność wywołaną brakiem znajomych w wielkim mieście. Dlatego stałam się bardzo opiekuńcza wobec księgarni i przyprowadzałam do niej tylko ludzi, którym szczerze ufałam. _O, Boże_. Wszystkie odczuwane od początku tygodnia emocje dochodzą jednocześnie do głosu i spokój się ulatnia. Za dwie minuty zapewne albo obrzygam, albo zbluzgam Jacka Carlsona w jednym ze swoich ulubionych miejsc na świecie, przez co więcej tu nie wrócę. Przeklinam w duchu jakiegoś demona z piekła, który za mną łazi i zdecydowanie odbiera mi wszystko, co dobre. Jessica patrzy na mnie ze współczuciem, dlatego podejrzewam, że wzięła trwogę niewątpliwie malującą się na mojej twarzy za stres.

– Poradzisz sobie – mówi, kładąc dłoń na moim ramieniu. – Pomogę. Przedstawię cię. Wszystko przyszykowaliśmy. Naprawdę wystarczy, że tylko się z nim zapoznasz. Rozluźnij się, napij wina i ciesz się chwilą.

Kiwam głową, siląc się uśmiech. W tej chwili nie mogę się odezwać, bo mój zasób słów ogranicza się do wyzwisk. W progu biorę głęboki oddech, żeby się uspokoić. Ale mrowienie, które czuję na karku, od razu tłumi ciepło i kojącą atmosferę znajomej księgarni. On tu jest – gość, którego myślałam, że już nigdy nie zobaczę, jeżeli tylko nie spotka mnie gigantyczny pech. Przypominam sobie pełne otuchy słowa Sary i otulam się ich ciepłem, przywdziewam je niczym zbroję, która ma mnie osłonić przed nadchodzącymi chwilami.

Przeczesuję wzrokiem pomieszczenie. Ludzie się przechadzają, rozmawiają, trzymają kieliszki czegoś, co wygląda jak szampan. W duchu wyrażam zdziwienie, bo spotkania organizowane przez wydawnictwa przeważnie wyglądają inaczej. Albo komuś od nas puściły hamulce, albo Jack sfinansował alkohol. Biorę jeden z wielu kieliszków stojących na stoliku po prawej. Obracam się, żeby wrócić do kolegów z pracy. W tej samej chwili niemal wpadam na niespotykanie wysokiego mężczyznę. _O, cholera_. Żołądek mi się kurczy, gdy podnoszę wzrok, omiatam nim nieskazitelny garnitur, modną koszulę rozpiętą pod szyją i zatrzymuję go na ciemnoniebieskich oczach, które zawsze zdradzają emocje. Przez ułamek sekundy maluje się w nich trwoga dorównująca mojej. Szybko jednak znika. Na ustach faceta pojawia się leniwy uśmieszek, a moje przerażenie przechodzi w zajadłą nienawiść.

– No proszę, kogo ja widzę – mówi głębokim głosem. Ma brytyjski akcent jak ja. Na chwilę nieprzyjemne wrażenie ustępuje dreszczykowi.

_Weź się w garść_.

– Nie chciałam tu przychodzić – wypalam, po czym uzmysławiam sobie, że to po pierwsze nieprofesjonalne, a po drugie absurdalne, ponieważ mimo wszystko przyszłam i trzymam kieliszek szampana. Furia znów daje o sobie znać, dlatego patrzę mu w oczy, mając nadzieję, że spojrzeniem wyrażam umiarkowany spokój, choć w rzeczywistości zapewne wyglądam, jakbym wyzywała go na pojedynek. Już się przymierzam, żeby otworzyć usta i coś powiedzieć, wykopać pod sobą kolejny dołek, kiedy po mojej prawej odzywa się Jessica.

– Cześć, Jack. Widzę, że poznałeś swoją nową rzeczniczkę Andie.

Jeśli z jakiejś przyczyny miałabym uznać ten wieczór i każde następne spotkanie za warte zachodu, to byłby nią wyraz malujący się na jego twarzy, gdy zerka to na Jessicę, to na mnie, usiłując odgadnąć, co się dzieje. Widzę, że jest równie niezadowolony jak ja. Chociaż w jednym jesteśmy zgodni. Jack pokazuje emocje zaledwie przez ulotną chwilę i znów przywdziewa maskę, zanim Jessica zdoła cokolwiek dostrzec. Nie takim go pamiętam – teraz ma większą wprawę w ukrywaniu emocji.

– Owszem. Andie, tak? Miło mi.

Wypuszczam powietrze z ulgą. Dopiero teraz uzmysławiam sobie, że się martwiłam, że mogę stracić pracę na tym spotkaniu. Że Jack, pomimo czekających go nieprzyjemnych konsekwencji, może wyznać, że się znamy, i zniszczyć moje kruche nowe życie z daleka od przeszłości. Z uśmiechem obracam się do Jessiki, a ona posyła mi wymowne spojrzenie, jakby mówiła: „Widzisz, nie jest tak źle, jak sądziłaś”. To prawda, choć moje obawy wynikały z czegoś innego, niż się jej wydaje.

Chwilę później wymawiam się koniecznością skorzystania z toalety i odchodzę. Zniknąwszy im z pola widzenia, wchodzę nieco ukrytymi schodami na górę i zmierzam prosto do działu fantastyki, gdzie znajduje się ustronny zakątek, a w nim stary wygodny fotel. Zaczęłam go uważać za własny, bo nigdy tu nikogo nie spotkałam. Opadam na fotel i wzdycham. Wiem, że tutaj nikt nie będzie mi zawracał głowy. Mimo to niedługo będę musiała zejść na dół. Nie mogę ukrywać się w kącie przez całe pierwsze spotkanie w nowej pracy. Siedzę tu zatem tylko chwilę. Trybiki w mojej głowie się obracają, gdy przetrawiam zajście, dlatego za późno rejestruję czyjeś kroki.

– Andie?

_O, kurwa. Nie wolno mi zaznać przez chwilę spokoju?_

Przywdziewam maskę opanowania i podnoszę wzrok. Tak, rzeczywiście odezwał się do mnie Jack. _Cudownie_.

– Poszedłeś za mną – mówię, nieudolnie starając się nie czynić mu wyrzutów.

Wzrusza ramionami i kiwa głową. Skrępowanie bije z jego postawy silniej niż na dole. Teraz wygląda, jakby jakimś cudem próbował się skulić w sobie. Nie dbam o to.

Opiera się o najbliższy regał, niemal strącając przy tym książkę, więc szybko się prostuje.

– Uwielbiam ten zakątek. Przychodziłem tu w dzieciństwie, kiedy odwiedzałem tatę, i czytałem książki o smokach.

Wzbudza we mnie frustrację. No jasne, to miejsce też musiał uznać za swoje. Dziś od niego nie ucieknę. Przestępuje z nogi na nogę, jakby szykował się do wypowiedzenia jakichś słów.

– Słuchaj, Andie…

– Nie – cedzę, przerywając mu. – Naprawdę nie chcę tego słuchać.

Lekko się wzdryga. Mimo to przymierza się, żeby ciągnąć. Błagam go w duchu, żeby nie poruszył wiadomego tematu, żeby wykazał się rozsądkiem.

– Chyba jestem ci winien…

_Chyba jednak nie jest rozsądny_.

– Nic. – Znów mu przerywam. – Niczego od ciebie nie chcę, Jack. Życzę sobie tylko, żebyś się odwrócił, zszedł na dół i dał mi chwilę. W nadchodzących tygodniach często będziemy się widywać, dlatego wybacz, ale na razie nie mam ochoty się do ciebie przymilać – mówię bez ogródek. Jak miło dać ujście odrobinie wściekłości, którą teraz czuję.

– Dobra – odpowiada. – Jeśli tego chcesz.

– Tak.

Ociąga się, zapewne licząc, że zmienię zdanie i przyjmę przeprosiny czy go wysłucham, cokolwiek zamierzał powiedzieć. Na pewno sądził, że słowami zagoi ranę, którą zadał mi pięć lat temu. Zwieszam głowę i milczę. Jack w końcu się oddala, a wtedy wypuszczam powietrze i kruszy się maska spokoju. _Kurwa_. Będzie znacznie gorzej, niż sądziłam. Piszę do Sary, że nie dam rady, licząc, że odgadnie, co mam na myśli. „Dasz” odpowiada niezwłocznie. „To głupi chłopiec, a ty jesteś zajebistą laską. Wymiataj. Niech Ci tego nie odbierze”.

Sara zdołała mi przypomnieć, po co się tu znalazłam – żeby wykonać swoją pracę. Nie stracę posady przez Jacka. Głęboko nabieram powietrza i jeszcze chwilę zbieram się w sobie, po czym wracam na dół i staję w oddali, gdy przemawia Jack. Odtwarzam w myślach naszą niedawną rozmowę i wyrzucam sobie, że tak łatwo uległam emocjom. Nie mogę jednak nic na to poradzić. Swoim widokiem odarł mnie z profesjonalizmu, spokoju, nad którym pracowałam przed spotkaniem, i wydobył masę emocji, które – jak sądziłam – pogrzebałam.

Pomimo zamyślenia rejestruję urywki jego wypowiedzi o przejściu z literatury faktu do beletrystyki, o tym, że sceneria jest istotna, o jego sposobie na pisanie. W miarę możliwości go ignoruję. Często będę go słuchać w najbliższych tygodniach, dlatego jeszcze zdążę się wszystkiego dowiedzieć. Liczę, że nie doprowadzi mnie powoli do obłędu, choć już teraz czuję, że zaczynam wariować. Rozglądam się po twarzach zgromadzonych. Mniej więcej siedemdziesiąt procent to czytelnicy, reszta to moi koledzy z pracy (liczę tylko tych, których znam). Na dzisiejsze spotkanie sprzedały się wszystkie wejściówki. Jessica cały tydzień powtarzała, że ludzie kochają Jacka, ja zaś cały tydzień starałam się nie rozpamiętywać przeszłości, tylko się wdrażać. Nowa książka Jacka również trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Dziś rano zajęła pierwsze miejsce. Trudno mi będzie patrzeć na ludzi, którzy tak otwarcie okazują mu uwielbienie, bo wiem, jaki jest w głębi duszy, co czai się pod tą pełną uroku fasadą. Skrywa się tam osoba skłonna zdradzić kogoś bez zastanowienia, zatruć komuś życie, byle ocalić własną skórę. Na tę myśl mam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić, zostawić za sobą ten bajzel. Niestety, tłumię ją w sobie, biorę kolejny głęboki oddech i wbijam paznokcie w dłonie. Nie pozwolę, by wygrał. Nie mogę.

Po wystąpieniu Jacka przenoszę się na drugi koniec pomieszczenia i z całych sił skupiam się na poznawaniu kolegów z nowej pracy oraz udzielaniu się towarzysko, osłanianiu się przed nim ludźmi niczym tarczą. Z każdą chwilą udawanie kosztuje mnie coraz więcej, jakby Jack samą swoją obecnością odbierał mi siłę. Na szczęście w pewnej chwili podchodzi do mnie Jessica i błędnie wziąwszy moją bladość za zmęczenie wywołane pierwszym tygodniem pracy, odsyła do domu.

Wieczór jest rześki. Ochoczo napełniam płuca świeżym powietrzem. Zaczerpuję go haustami, jakby po wyjściu z lokalu kamień spadł mi z serca, dzięki czemu mogę odetchnąć pełną piersią. Wyrzucam z siebie wszystkie nieprzyjemne emocje, powoli wypuszczając powietrze. Nagle znów uderza mnie okrutna rzeczywistość. Do tej chwili tak dobrze wszystko w sobie tłumiłam, brnęłam naprzód małymi kroczkami, nie oglądając się za siebie, nie roztrząsając przesadnie przeszłości. Myślałam, że stworzyłam sobie nowe życie na tyle daleko od miejsca, w którym spotkały mnie nieprzyjemności, że tamte chwile nie mają już nade mną żadnej władzy. Na miłość boską, odgrodziłam się od nich oceanem. Mimo to dziś wieczorem niewiele brakowało, żeby wszystko odżyło na widok Jacka. Swoją bliskością odbiera mi poczucie kontroli nad własnym życiem, wzbudza słabość, jakiej nie czułam od wyjazdu z Wielkiej Brytanii, czyli od pięciu lat.

Nie mogę wytrzymać w pustym mieszkaniu, toteż wychodzę na zewnętrzne schody przeciwpożarowe. Udaję się na nie, ilekroć potrzebuję przestrzeni, żeby uporządkować myśli. Siedzę tu dłuższą chwilę. Patrzę na migoczące w mieście światła i oddycham głęboko, licząc, że zaznam wytchnienia. Między jednym oddechem a drugim klaruje się pewna myśl. Zawiera w sobie prawdę oraz budzi przerażenie. Jeśli to spotkanie było tylko przedsmakiem tego, co ma nadejść, to Jack Carlson być może doprowadzi mnie do zguby. Nie mogę na to pozwolić, bo istnieje szansa, że tym razem nie zdołam się pozbierać.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij