Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Bagna, mokradła, torfowiska - ebook

Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 grudnia 2025
4241 pkt
punktów Virtualo

Bagna, mokradła, torfowiska - ebook

Autorka słynnego, zekranizowanego opowiadania Tajemnica Brokeback Mountain oraz nagrodzonych Pulitzerem Kronik portowych, Annie Proulx nieraz dała się także poznać jako miłośniczka dzikiej przyrody. Tym razem zabiera nas na zachwycający, niebezpieczny, a zarazem melancholijny spacer po mokradłach, odkrywając pilnie strzeżone przez nie tajemnice.

A wśród nich:

Człowiek z Tollund, a także rudowłosa Dziewczyna z Yde oraz Dziecko z Windeby. To tylko trzy przykłady doskonale zachowanych ciał znalezionych na bagnach. Skąd się wzięły? Jak umarły? Czy były to ofiary poświęcone bogom, straceni skazańcy, a może po prostu pechowi wędrowcy? Torfowiska kryją w sobie wiele pamiątek po naszej przeszłości, które rozpalają tlącą się w każdym człowieku potrzebę snucia opowieści.

Pożary zombie, czyli ogniska, które choć pozornie zgaszone, tlą się niezauważalnie pod ziemią przez całą zimę, by z cieplejszą wiosną wybuchnąć na nowo. Podróżująca po Syberii misjonarka i pielęgniarka Kate Marsden wspomina, jak ziemia zaczynała dudnić, jakby kopyta koni ciągnących sanie uderzały w bęben. Potem nagle pękała, a koń spadał prosto w szalejący pod powierzchnią torfowiska ogień.

Wiwianit, ukrywający się w bryłach torfu uwodniony fosforan żelaza, który błękitnieje w kontakcie z powietrzem. Jan Vermeer użył go do namalowania tła dywanu w obrazie U stręczycielki. Kolor, z początku intensywnie błękitny, z biegiem lat wyblakł do przygaszonej szarozieleni.

Książka Annie Proulx jest nasączona ogromną wiedzą o bagnach, mokradłach i torfowiskach, niczym zdrowy mech tor­fowiec wodą. Annie nie tylko odwiedziła liczne miejsca, gdzie bagna wciąż jeszcze są ważną częścią życia, ale też przeczyta­ła tysiące stron poświęconych im książek i publikacji naukowych. Jej książka z kolei, świetnie zresztą napisana, zawiera uniwer­salną wiedzę o tym, jak te niezwykłe eko­systemy powstawały i jak je niszczono.

Adam Wajrak

W ciągu kilku dni spędzonych w Białowieży spotkałam i słuchałam wielu ludzi z tego re­gionu, zwłaszcza mojego przewodnika, Ada­ma Wajraka. Ludzie ci wybrali życie tak blisko lasu, jak to tylko możliwe bez wpełzania pod dywan liści, gdy słońce chowa się za hory­zontem. Wciąż słyszałam o głębokich, osobi­stych więziach, jakie łączą te osoby z puszczą, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że ist­nieje w nas coś wrodzonego i bardzo starego – ciche wspomnienie wplecione w krew i kości, które psychicznie wiąże nas z lasem.

Annie Proulx

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Geologia i geografia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7886-870-5
Rozmiar pliku: 8,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spa­cer po Pusz­czy
z An­nie Pro­ulx

Szli­śmy z An­nie Pro­ulx przez czerw­cową Pusz­czę. Su­chą jak pieprz, su­chą jak to nie Pusz­cza. Mchy po­ra­sta­jące pnie sto­ją­cych i prze­wró­co­nych drzew, za­zwy­czaj zie­lone i so­czy­ste, miały kru­che i po­żół­kłe koń­cówki. Spra­wiały wra­że­nie mar­twych, jakby stra­ciły na­dzieję na to, że do­cze­kają się wody i wil­goci. Pusz­czań­ska ściółka, zwy­kle tłu­miąca od­głos kro­ków swą wil­gotną mięk­ko­ścią, nie­przy­jem­nie chrzę­ściła pod na­szymi sto­pami. Nie było śladu po nie­zwy­kłych ślu­zow­cach i grzy­bach, które ma­sowo po­ja­wiają się o tej po­rze roku na kło­dach mar­twych drzew, gdy tylko na Pusz­czę spad­nie let­nia ulewa. Jed­nak nie pa­dało od dawna, choć wszy­scy – i mchy, i drzewa, i kry­jące się po róż­nych za­ka­mar­kach grzyby, i ślu­zowce, i wresz­cie my, lu­dzie – bar­dzo cze­ka­li­śmy na deszcz. Nie było wil­goci, która od za­wsze ko­ja­rzy mi się z Pusz­czą. Od pierw­szego spo­tka­nia z nią, czyli od po­czątku lat 90. ubie­głego wieku, mia­łem wbite do głowy, że do po­ru­sza­nia po Pusz­czy na­dają się tylko dwa ro­dzaje obu­wia: buty nar­ciar­skie przy­pięte do nart zimą, gdy Pusz­czę przy­krywa gruba war­stwa śniegu, i ka­lo­sze przez resztę roku. Pusz­cza, przy­naj­mniej do nie­dawna, była pod­mo­kłym, ba­gien­nym wręcz la­sem. Na­wet w grą­dach brnęło się przez błoto. A my ma­sze­ro­wa­li­śmy so­bie w bu­tach tre­kin­go­wych. Pusz­czań­ska wil­goć znik­nęła. I miała zni­kać co­raz czę­ściej, wła­ści­wie już za­wsze.

An­nie chciała zo­ba­czyć skalę znisz­czeń, ja­kie przy­nio­sły Pusz­czy ha­rve­stery, cięż­kie ma­szyny do wy­ci­na­nia drzew. Pusz­cza sły­nęła wtedy już nie tylko ze swo­jej przy­rod­ni­czej wy­jąt­ko­wo­ści, ale rów­nież z tego, jak bar­ba­rzyń­sko zo­stała po­trak­to­wana pod­czas wy­cinki w 2017 roku. Ślady tej zbrodni były jesz­cze bar­dzo wy­raźne. Ha­rve­stery wy­je­chały z Pusz­czy za­le­d­wie pół roku przed wi­zytą pi­sarki. Ki­kuty po wiel­kich drze­wach wciąż świe­ciły świe­żo­ścią, a głę­bo­kie ko­le­iny, które zo­sta­wiły po so­bie cięż­kie ma­szyny, nie po­ro­sły ro­śli­nami. Tej ma­sa­kry do­ko­nano, za­sła­nia­jąc się walką z kor­ni­kiem, który zda­niem le­śni­ków za­gra­żał świer­kom. Ale kor­nik i jego gra­da­cja to tylko re­ak­cja śro­do­wi­ska na zmianę. Na nic zdały się tłu­ma­cze­nia, że świerk, drzewo wy­jąt­kowo lu­biące wil­goć i śnieg, wy­miera, bo nie ma zim i bra­kuje wody – nie tylko z po­wodu gwał­tow­nie ocie­pla­ją­cego się kli­matu, ale rów­nież dla­tego, że Pusz­cza jest po­cięta ro­wami od­wad­nia­ją­cymi, a oko­liczne ba­gna, które jak wil­gotna gąbka ota­czały ten las, zo­stały osu­szone. Tak jak wła­ści­wie wszę­dzie in­dziej, to, czego do­ko­nała ka­ta­stro­falna zmiana kli­ma­tyczna, wy­wo­łana przez czło­wieka ła­du­ją­cego do at­mos­fery ko­lejne me­ga­tony CO2, zo­stało spo­tę­go­wane przez ko­lejne ludz­kie dzia­ła­nia, dre­no­wa­nie ba­gien i pod­mo­kłych la­sów. Nie dość, że nie było śniegu, że woda bar­dziej pa­ro­wała, to jesz­cze jej resztki spły­wały przez rowy me­lio­ra­cyjne i wy­pro­sto­wane rzeki. We znaki da­wał się brak ba­gien, które przez ty­siące lat były re­zer­wu­arem wody dla Pusz­czy. W tym nie­zwy­kłym le­sie wi­dzę to o każ­dej po­rze roku, każ­dej bez­śnież­nej zimy oraz w cza­sie co­raz such­szych i go­ręt­szych wio­sen, lat i je­sieni.

Zresztą nie tylko w Pusz­czy. Nasz kraj wy­sy­cha na wiór, wła­ści­wie już jest prze­raź­li­wie su­chy. Gleba za­mie­nia się w pył lub twardą sko­rupę. To dzieje się na na­szych oczach, choć jesz­cze cał­kiem nie­dawno, w nie­od­le­głych cza­sach hi­sto­rycz­nych, było ina­czej. Dziś mało kto na­zwie na­sza oj­czy­znę kra­jem ba­gien­nym, ale wy­star­czy zaj­rzeć do sto­sun­kowo mło­dych świa­dectw hi­sto­rycz­nych, aby prze­ko­nać się, że Pol­ska mo­kra­dłami stała. To prze­cież o Pol­sce Na­po­leon żar­to­bli­wie mó­wił, że od­krył w tym kraju nowy ży­wioł, a mia­no­wi­cie błoto. Tro­chę mniej skłonni do żar­tów byli jego ofi­ce­ro­wie, któ­rzy to­wa­rzy­szyli mu w kam­pa­nii z lat 1806–1807 to­czą­cej się w du­żej mie­rze na pol­skich rów­ni­nach. Jean Rapp pi­sał, że „kraj był gli­nia­sty i prze­cięty ba­gnami; drogi były straszne. Ka­wa­le­ria, pie­chota i ar­ty­le­ria to­nęły w głę­bo­kim bło­cie. Nikt nie mógł się z niego wy­do­stać, chyba że po­przez nie­wy­obra­żalne wy­siłki”. Fran­cu­ski mar­sza­łek Jean Lan­nes opi­sał jedno z pól bi­tew­nych gdzieś w cen­tral­nej Pol­sce jako „mo­rze błota”. Kiedy nie tak dawno temu pi­sa­łem dla Mu­zeum Na­ro­do­wego ko­men­ta­rze przy­rod­ni­cze do wy­stawy ob­ra­zów wy­bit­nego pol­skiego ma­la­rza Jó­zefa Cheł­moń­skiego, ży­ją­cego i two­rzą­cego w dru­giej po­ło­wie XIX i na po­czątku XX wieku, od razu po­my­śla­łem, że to twórca błot­ni­sto­ba­gienny. Jego ob­razy ocie­kają mła­kami, tor­fo­wi­skami, ba­gnami, oczkami wod­nymi i mo­cza­rami, albo po pro­stu bło­tem. Do tego ga­tunki pta­ków zwią­zane z wodą i ba­gnami, ta­kie jak żu­ra­wie, słonki, czajki albo kurka wodna, wy­raź­nie do­mi­nują w jego twór­czo­ści. Taką Pol­skę mu­siał wi­dzieć Jó­zef Cheł­moń­ski i rze­czy­wi­ście trudno, aby kraj, któ­rego rów­ninę ukształ­to­wał lo­do­wiec, wy­glą­dał ina­czej. Tam gdzie prze­szedł lo­do­wiec, a przez Pol­skę prze­szedł kilka razy, wy­stę­pują ide­alne wa­runki for­mo­wa­nia się tor­fo­wisk, ba­gien i mo­cza­rów, a także me­an­dru­ją­cych rzek z ba­gien­nymi do­li­nami. Ogromna część ob­szaru Pol­ski była nimi po­kryta przy­naj­mniej od 10 000 lat, czyli od ustą­pie­nia ostat­niego zlo­do­wa­ce­nia. Ta­kiej Pol­ski albo już nie ma, albo tu i ów­dzie zo­stały po niej tylko wspo­mnie­nia. Na­wet słynne Ba­gna Bie­brzań­skie, chro­nione w więk­szo­ści przez park na­ro­dowy, to eko­sys­tem prze­kształ­cony i mocno osu­szony. Z ko­lei uni­kalne i świet­nie za­cho­wane tor­fo­wi­ska Ro­spudy, pełne pta­ków i gi­ną­cych ga­tun­ków stor­czy­ków, przy­po­mnę, ura­to­wane przed sza­lo­nym po­my­słem po­pro­wa­dze­nia przez nie drogi szyb­kiego ru­chu dzięki nie­zwy­kłemu spo­łecz­nemu za­an­ga­żo­wa­niu, to ma­leń­stwo o po­wierzchni za­le­d­wie 600 hek­ta­rów.

Osu­sza­nie za­częło się na na­szych zie­miach już w XVI wieku, gdy na Żu­ławy przy­byli pierwsi osad­nicy ho­len­der­scy. Przy­brało na sile w XIX wieku i osią­gnęło ab­so­lutne apo­geum w cza­sach PRL-u. Ja­koś tak się składa, że w osu­sza­niu przo­dują to­ta­li­ta­ry­zmy, czy to ko­mu­ni­styczne jak w Pol­sce lub ZSRR, czy fa­szy­stow­skie jak we Wło­szech czy Hisz­pa­nii. Trzeba przy­znać, że wielką rolę w osu­sza­niu ode­grał też bi­blijny na­kaz czy­nie­nia so­bie ziemi pod­da­nej, który Eu­ro­pej­czycy i ich ży­jący na róż­nych kon­ty­nen­tach po­tom­ko­wie po­trak­to­wali bar­dzo do­słow­nie. A ba­gna i mo­kra­dła wzięto na ce­low­nik jako pierw­sze. Jako coś bez­u­ży­tecz­nego bu­dziły obrzy­dze­nie, choć nie­które lo­kalne spo­łecz­no­ści po­tra­fiły się na nich cał­kiem nie­źle urzą­dzić. Jed­nak to im wy­dzie­rano naj­lep­szą glebę pod uprawę. Nie bu­dziły sym­pa­tii, mimo że w na­szej czę­ści świata ucho­dziły za świetną kry­jówkę przed na­jeźdź­cami i agre­so­rami. Bar­dzo szybko się z nimi upo­ra­li­śmy. Wy­star­czyło kil­ka­set lat. We­dług ba­dań na­ukow­ców z Uni­wer­sy­tetu Stan­forda w ciągu ostat­nich trzech stu­leci osu­szono po­łowę eu­ro­pej­skich ba­gien. W Pol­sce, jak twier­dzi wy­bitny znawca tych eko­sys­te­mów prof. Wik­tor Ko­tow­ski, osu­szono na­wet 80–90% mo­kra­deł.

Dziś wi­dzimy już, jak wielką krzywdę zro­bi­li­śmy so­bie i na­tu­rze, nisz­cząc ba­gna. Wi­dzimy, jak wiele ga­tun­ków stra­ci­li­śmy, rów­nież w Pol­sce. Ni­gdy nie usły­szymy już gło­sów go­do­wych cie­trzewi, przy­po­mi­na­ją­cych bul­go­ta­nie go­tu­ją­cej się wody, bo nie ma pod­mo­kłych łąk, na któ­rych te ptaki mo­głyby żyć. Na­wet po­spo­lite czajki stają się rzad­ko­ścią. Zresztą nie cho­dzi tylko o piękno i za­chwyt nad pta­kami, stor­czy­kami czy mo­ty­lami. Bar­dzo po­trze­bu­jemy te­re­nów pod­mo­kłych, aby po­ra­dzić so­bie z wy­wo­łaną przez nas ka­ta­strofą kli­ma­tyczną. Mimo że tor­fo­wi­ska zaj­mują około 3% po­wierzchni ziemi, ma­ga­zy­nują dwa razy wię­cej wę­gla niż wszyst­kie lasy na na­szej pla­ne­cie. Wiemy już, że kiedy osu­szamy tor­fo­wi­sko, ten pro­ces zo­staje od­wró­cony, a tempo emi­sji staje się znacz­nie szyb­sze niż tempo po­chła­nia­nia. Każdy hek­tar zde­gra­do­wa­nego tor­fo­wi­ska uwal­nia od kilku do kil­ku­na­stu ton dwu­tlenku wę­gla. Do tego wiemy, że ba­gna są świet­nym ma­ga­zy­nem wody, który prze­cho­wuje ją w cza­sie su­szy i po­woli od­daje, a w cza­sie po­wo­dzi i na­wal­nych desz­czy wy­ła­puje, ła­go­dząc ich nisz­czy­ciel­ską siłę. Dziś, pa­trząc na wojnę w Ukra­inie, znów od­kry­wamy, a ra­czej przy­po­mi­namy so­bie, od­wieczną hi­sto­ryczną prawdę – że ba­gna mogą spo­wol­nić marsz agre­sora, zwłasz­cza tego uzbro­jo­nego w ciężki sprzęt pan­cerny. Chcemy, aby ba­gna i tor­fo­wi­ska wró­ciły.

Dla­tego wła­śnie po­win­ni­ście prze­czy­tać naj­now­szą książkę An­nie Pro­ulx, bo choć w ma­łym stop­niu do­ty­czy ona na­szej czę­ści świata, to na­są­czona jest, ni­czym zdrowy mech tor­fo­wiec wodą, ogromną wie­dzą o ba­gnach, mo­kra­dłach i tor­fo­wi­skach. An­nie nie tylko od­wie­dziła liczne miej­sca, gdzie ba­gna wciąż jesz­cze są ważną czę­ścią ży­cia, gdzie pró­buje się je od­two­rzyć, ale też, co wi­dać po bo­ga­tej bi­blio­gra­fii, prze­czy­tała ty­siące stron po­świę­co­nych im ksią­żek i pu­bli­ka­cji na­uko­wych. Jej książka z ko­lei, świet­nie zresztą na­pi­sana, za­wiera uni­wer­salną wie­dzę o tym, jak te nie­zwy­kłe eko­sys­temy po­wsta­wały i jak je nisz­czono. Wni­kliwa pi­sarka i ob­ser­wa­torka ży­cia daje nam także pro­ste prawdy. Jak choćby tę, która mocno utkwiła mi w pa­mięci i mo­głaby być mot­tem tej książki, bo jest praw­dzi­wym i do­sad­nym ostrze­że­niem: „Cho­ciaż lu­dzie są bie­gli w kon­stru­owa­niu i nisz­cze­niu, to po­zo­stają ża­ło­śnie nie­po­radni w dzie­dzi­nie re­stau­ro­wa­nia świata na­tury. To po pro­stu nie jest na­sza spe­cjal­ność”.

Adam Waj­rak, wrze­sień 2025 r.Dla­czego wła­śnie tor­fo­wi­ska,
ba­gna i mo­kra­dła?

Za­czę­łam pi­sać tę książkę jako oso­bi­sty esej, który miał mi po­móc zro­zu­mieć mo­kra­dła i to, jak ści­śle po­wią­zane są one z kry­zy­sem kli­ma­tycz­nym. Li­te­ra­tura na ten te­mat jest ogromna, więc mu­sia­łam za­wę­zić za­kres po­szu­ki­wań do wy­jąt­ko­wych eko­sys­te­mów two­rzą­cych torf za­trzy­mu­jący gazy cie­plar­niane – CO₂ i me­tan – czyli tor­fo­wisk, ba­gien i mo­kra­deł, oraz do in­te­rak­cji, w ja­kie lu­dzie wcho­dzili z nimi na prze­strzeni wie­ków. Esej roz­rósł się w tę małą książkę. Nie je­stem na­ukow­czy­nią, a wiele z ma­te­ria­łów, na które tra­fi­łam, na­pi­sano spe­cja­li­stycz­nym ję­zy­kiem, któ­rego sta­ra­łam się uni­kać, gdzie tylko było to moż­liwe. Po­dej­rze­wam, że to wła­śnie ów na­wał ezo­te­rycz­nego żar­gonu mocno znie­chęca zwy­kłych czy­tel­ni­ków do na­uki.

Nie­któ­rzy lu­dzie lu­bią śle­dzić idee oraz ich wza­jemne po­wią­za­nia w nie­oczy­wi­stych miej­scach i sta­rych księ­gach – je­stem jedną z nich. Ła­two daję się ocza­ro­wać dziwną my­ślą lub frazą wy­ła­nia­jącą się ze strony, czę­sto od­sła­nia­jącą nie­wi­doczny zwią­zek. To tro­chę jak letni po­ra­nek we mgle, gdy do­strze­gamy ko­ron­kowe pa­ję­czyny roz­pięte mię­dzy źdźbłami i ło­dy­gami, mię­dzy drze­wem a zie­mią, ga­łązką a li­ściem. Gdy słońce ogrzewa zie­mię, kro­ple od­pa­ro­wują, a wraz z nimi znika złu­dze­nie, że cały świat trzyma się na de­li­kat­nych pa­ję­czych ni­ciach.

An­nie Pro­ulxSpa­cer po Pusz­czy
z Ada­mem Waj­ra­kiem

Pa­trząc wstecz, ża­łuję głę­boko, że nie od­wie­dzi­łam i nie po­zna­łam Re­zer­watu Ści­słego Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej przed na­pi­sa­niem Ba­gien, mo­kra­deł, tor­fo­wisk. Te­raz wiem, że moja de­cy­zja, by utrzy­mać książkę w zwię­złej i po­dzie­lo­nej for­mie, była po­chopna. By­łam jed­nak – i wciąż je­stem – osobą star­szą, co­raz bar­dziej ule­gam pre­sji kur­czą­cego się czasu. Te­ma­tyka tor­fo­wisk, ba­gien i mo­kra­deł jest zaś tak roz­le­gła i zło­żona, że wy­maga po­świę­ce­nia ca­łego ży­cia jej ba­da­niu i po­rów­na­niom. W Bia­ło­wieży zna­la­złam las obcy, nie­po­dobny do żad­nego in­nego, jaki zna­łam. By­łam przy­zwy­cza­jona do ni­kłych po­zo­sta­ło­ści la­sów No­wej An­glii – so­sno­wych, klo­no­wych i dę­bo­wych – wy­ra­sta­ją­cych spo­śród gła­zów i skał po­zo­sta­wio­nych przez ostat­nie zlo­do­wa­ce­nie, a po dru­giej stro­nie kraju – do bo­ga­tych drze­wo­sta­nów da­gle­zji, świerka sit­kaj­skiego i ży­wot­nika ol­brzy­miego, ty­po­wych dla pół­noc­nego za­chodu Sta­nów. Pusz­cza Bia­ło­wie­ska, o rów­nym pod­łożu, z pod­mo­kłymi po­la­nami i o nie­zna­nym mi do­tąd dę­bowo-­li­powo-­gra­bo­wym skła­dzie, za­sko­czyła mnie i urze­kła. W za­sko­cze­niu tym kryła się też bo­le­sna świa­do­mość, że nie star­czy mi czasu, by na­prawdę po­znać to miej­sce – by na­sy­cić się won­nym po­wie­trzem jego za­kąt­ków i na­uczyć się słu­chać głę­bo­kiego, bo­ga­tego brzę­cze­nia psz­czół w li­po­wych kwia­tach jako cze­goś zwy­czaj­nego, nie wy­jąt­ko­wego.

W ciągu kilku dni spę­dzo­nych w Bia­ło­wieży spo­tka­łam i słu­cha­łam wielu lu­dzi z tego re­gionu, zwłasz­cza mo­jego prze­wod­nika, Adama Waj­raka. Lu­dzie ci wy­brali ży­cie tak bli­sko lasu, jak to tylko moż­liwe bez wpeł­za­nia pod dy­wan li­ści, gdy słońce chowa się za ho­ry­zon­tem. Wciąż sły­sza­łam o głę­bo­kich, oso­bi­stych wię­ziach, ja­kie łą­czą te osoby z pusz­czą, co utwier­dzało mnie w prze­ko­na­niu, że ist­nieje w nas coś wro­dzo­nego i bar­dzo sta­rego – ci­che wspo­mnie­nie wple­cione w krew i ko­ści, które psy­chicz­nie wiąże nas z la­sem.

Dzieje więk­szo­ści la­sów na Ziemi przy­po­mi­nają hi­sto­rie bi­tych i drę­czo­nych nie­wol­ni­ków. Znaczna część Pusz­czy Bia­ło­wie­skiej rów­nież za­znała mrocz­nych dni, lecz dziś, w chro­nio­nym i oto­czo­nym czcią Re­zer­wa­cie Ści­słym, roz­kwita – za­miesz­ki­wana nie tylko przez ry­sie, kuny le­śne, dzię­cioły trój­pal­cza­ste i żu­bry, lecz także przez na­ukow­ców. Może nie ma ich tylu, ile uwi­ja­ją­cych się w li­po­wych kwia­tach psz­czół, ale jest oczy­wi­ste, że Bia­ło­wieża stała się le­śnym ośrod­kiem ba­dań i na­ucza­nia o zna­cze­niu glo­bal­nym. Ża­łuję, że nie od­kry­łam jej wcze­śniej i nie zo­sta­łam jej wdzięczną uczen­nicą.

Bez­li­to­sna eks­plo­ata­cja przy­rody po­sta­wiła nas oko w oko z wid­mem re­al­nej sa­mo­za­głady. Ży­jemy w peł­nym za­gro­żeń cza­sie zmian kli­matu, gdy rze­komo znany nam świat zmie­nia się na na­szych oczach. Pusz­cza Bia­ło­wie­ska, tak jak my, zmaga się z ro­sną­cymi tem­pe­ra­tu­rami i do­tkli­wymi su­szami, z co­raz gwał­tow­niej­szymi bu­rzami i no­wymi szkod­ni­kami – owa­dami i nie tylko. Ogromne po­żary za­gra­żają zresztą każ­demu la­sowi na Ziemi. Lu­dzie – zwłasz­cza ci, któ­rych do­tknęła cho­roba złud­nego po­czu­cia wła­snej wyż­szo­ści – mu­szą szybko na­uczyć się, jak na­pra­wiać i pie­lę­gno­wać to, co jesz­cze po­zo­stało, mu­szą ja­koś przejść przez nad­cho­dzące nie­bez­pieczne czasy. Może wła­śnie Bia­ło­wieża wskaże nam drogę.

An­nie Pro­ulx, paź­dzier­nik 2025 r.tor­fo­wi­sko ni­skie (fen): Tor­fo­wi­sko ni­skie to torfo­twór­cze mo­kra­dło, które przy­naj­mniej czę­ściowo za­si­lane jest wo­dami ma­ją­cymi kon­takt z gle­bami mi­ne­ral­nymi, na przy­kład rze­kami i stru­mie­niami spły­wa­ją­cymi z wy­żej po­ło­żo­nych te­re­nów. Ta­kie wody mi­ne­ro­tro­ficzne pod­trzy­mują ży­cie ro­ślin­no­ści trzci­no­wej i traw ba­gien­nych. Wody tor­fo­wisk ni­skich są zwy­kle głę­bo­kie.

TOR­FO­WI­SKO WY­SO­KIE (BOG): Tor­fo­wi­sko wy­so­kie to tor­fo­twór­cze mo­kra­dło nie­ma­jące kon­taktu z glebą mi­ne­ralną, któ­rego je­dy­nym źró­dłem wody są opady desz­czu. Ombro­tro­ficzne wody tego typu śro­do­wisk sprzy­jają roz­wo­jowi mchów tor­fow­ców (Spha­gnum). Wody tor­fo­wisk wy­so­kich są zwy­kle płyt­sze niż wody tor­fo­wisk ni­skich.

BA­GNO (SWAMP): Ba­gno to mi­ne­ro­tro­ficzne, tor­fo­twór­cze mo­kra­dło zdo­mi­no­wane przez drzewa i krzewy. Jego wody są za­zwy­czaj płyt­sze niż wody tor­fo­wisk ni­skich i wy­so­kich.

Ko­rzy­sta­łam z de­fi­ni­cji i ob­ja­śnień pro­ce­sów za­cho­dzą­cych na mo­kra­dłach we­dług: Wil­liam J. Mitsch i Ja­mes G. Gos­se­link, We­tlands, 2015, wyd. 5 (Wi­ley).Przypisy

I. Rozmyślania na temat terenów podmokłych

1.

1.

Angielskie słowo wetland („teren podmokły”) pojawiło się dopiero w latach 50. i 60. XX w. podczas nowelizacji amerykańskich przepisów łowieckich i badań migracji ptaków. OED cytuje: „Science News Letter” 1955, „New Scientist” 1965, „Nature” 1969.

2.

2.

Ellen Meloy (1999), The Last Cheater’s Waltz, s. 69 (Henry Holt).

3.

3.

Ta zygzakowata linia środkowa, czyli stabilimentum, zdaniem części badaczy wzmacnia sieć, zabezpieczając ją przed niszczącym uderzeniem lecącego ptaka. Kilka lat temu w stacji obrączkowania ptaków przy Pittsburgh Museum of Natural History widziałam prototypowe szyby okienne zapobiegające kolizjom – w szkle wytrawiono niemal niewidoczny wzór przypominający stabilimentum.

4.

4.

Bruno Schulz (2007), An Essay for S.I. Witkiewicz, w: Polish Writers on Writing (red.: Adam Zagajewski), s. 31 (Trinity University Press). Już jako dorosła czytałam ekstrawaganckie, surrealistyczne opowiadania Schulza z tomu The Street of Crocodiles. „Czytałam” to mało powiedziane: fosforyzującej prozy Schulza się nie czyta, lecz przez nią płynie.

5.

5.

Tamże, s. 31. Schulz został zastrzelony przez żołnierza SS w odwecie za innego esesmana (lub, według innej wersji, w wyniku porachunków między dwoma esesmanami).

6.

6.

Keith H. Basso (1996), Wisdom Sits in Places, Landscape and Language Among the Western Apache (University of New Mexico Press).

7.

7.

Frank O’Connor (1981), The Long Road to Ummera, w: Collected Stories (Vintage).

8.

8.

Roger Fructos, Jordi Serra-Cobo, Tianmu Chen i Christian A. Devaux, COVID-19: Time to Exonerate the Pangolin from the Transmission of SARSCoV-2 to Humans. „Infection, Genetics and Evolution” 2020, tom 84, 104493, doi: 10.1016/j.meegid.2020.104493.

9.

9.

Rob Wallace (2016), Big Farms Make Big Flu, s. 34 (Monthly Review Press). Autor odrzuca określenie „świńska grypa”, pisząc: „Świnie niewiele mają wspólnego z tym, jak ewoluuje wirus grypy. Same nie zorganizowały się w miasta liczące tysiące immunologicznie osłabionych osobników. Nie potrafią poddać się sztucznej selekcji genetycznej, aby zmniejszyć tempo rozprzestrzeniania się najbardziej zjadliwych szczepów grypy. Nie stłoczyły się dobrowolnie w hodowlanych gettach obok tysięcy przemysłowo hodowanych kur. Świnie nie wsiadają same do ciężarówek, pociągów ani samolotów, by przemieszczać się przez tysiące kilometrów. Z natury nie latają”.

10.

10.

Patrick Kavanagh, Father Mat.

11.

11.

Przed laty w Wyoming posadziliśmy wraz z przyjacielem tuzin krzewów na skraju murawy porośniętej inwazyjną stokłosą, która służyła nam za „trawnik”. Wczesnym wieczorem do najbardziej wysuniętego na wschód krzewu przyleciał drozd i powoli obszedł go dookoła. Następnie przeszedł do następnego krzewu, powtórzył oględziny i kontynuował obchód wzdłuż szeregu, aż dotarł do ostatniej rośliny. Ten drozd prawdopodobnie znał osobiście każdą roślinę w okolicy – od szałwii po topole na rzecznym brzegu.

12.

12.

Richard B. Primack (2014), Walden Warming: Climate Change Comes to Thoreau’s Woods (University of Chicago Press).

13.

13.

Tamże, s. 45–46. W przypadku kalifornijskiej flory i fauny uczeni posługują się także cennymi notatkami terenowymi biologa-zoologa Josepha Grinnella (1877–1939), którego system zapisu obserwacji stał się złotym standardem w badaniach terenowych. Drobiazgowe zapiski Grinnella pozwalają dokonywać pomiarów zmian wywołanych ocieplaniem się planety, stanowiąc punkt odniesienia.

14.

14.

Henry Thoreau był namiętnym obserwatorem korzystającym ze wszystkich zmysłów; jego metody opisuje Richard Higgins, Thoreau and the Language of Trees, s. 10 i n. (University of California Press).

15.

15.

news.mongabay.com/2018/09/

16.

16.

Naomi Klein, How Big Tech Plans to Profit from the Pandemic, „Guardian Weekly”, 29 V 2020, s. 34–39.

17.

17.

Julia Watson (2019), LOTEK Design by Radical Indigenism, s. 46–63 (Taschen).

18.

18.

Barkskins (2016). Dekadę później lasy te podsycały ogromne pożary roku 2020.

19.

19.

Rdz 1,28–29.

20.

20.

Oliver Rackham (1997), The Illustrated History of the Countryside, s. 184 (Phoenix Illustrated).

21.

21.

Globalny Bank Nasion w norweskiej prowincji Svalbard, uruchomiony w 2008 roku, to repozytorium nasion roślin uprawnych całej ludzkości. Uważano, że głęboko w wiecznej zmarzlinie nasiona uchowają się przed wojnami i katastrofami. W 2017 roku ocieplenie klimatu spowodowało jednak, że woda z roztopów przedostała się do tunelu wejściowego. Woda jest nieskończenie wręcz elastyczna. Aby zapobiec przyszłym podtopieniom, zainstalowano kanały odwadniające i pompy. Ale wieczna zmarzlina nadal topnieje.

22.

22.

Damian Carrington, Climate Emergency: World ‚May Have Crossed Tipping Points’, „The Guardian”, 27 XI 2019, https://www.theguardian.com/environment/2019/nov/27/climate-emergency-world-may-have-crossed-tipping-points.
Jonathan Watts, Arctic Methane Deposits ‚Starting to Release’, Scientists Say, „The Guardian”, 27 X 2020, https://www.theguardian.com/science/2020/oct/27/sleeping-giant-arctic-methane-deposits-starting-to-release-scientists-find.

23.

23.

„Siberian Times”, 4 III 2021.

24.

24.

Anton Troianovski, As Frozen Land Burns, Siberia Trembles, „The New York Times”, 17 VII 2021, https://www.nytimes.com/2021/07/17/world/europe/siberia-fires.html.

25.

25.

R. Jefferies, R. Rockwell, K. Abraham (2004), The Embarrassment of Riches: Agricultural Food Subsidies, High Goose Numbers, and Loss of Arctic Wetlands a Continuing Saga, https://www.semanticscholar.org/paper/The-embarrassment-of-riches%3A-agricultural-food-high-Jefferies-Rockwell/5f18215e689941d70a2a5c29033992a7a6bd8cf9.
Catrin Einhorn et al., The World’s Largest Tropical Wetland Has Become an Inferno, „The New York Times”, 13 X 2020.

26.

26.

Emily Toner, Power of Peat: More Polluting than Coal on Its Way out in Ireland, „Science”, 12 XII 2018, https://www.sciencemag.org/news/2018/12/power-peat-more-polluting-coal-its-way-out-ireland.

27.

27.

New UK Farming Bill Guarantees Subsidies for 2020 (2020), Euractiv.com, https://www.euractiv.com/section/agriculture-food/news/new-uk-farming-bill-guarantees-subsidies-for-2020. James Rebanks (2020), Pastoral Song: A Farmer’s Journey (Custom House).

28.

28.

Anton Troianovski i Chris Mooney, 2˚C: Beyond the Limit, Radical Warming in Siberia Leaves Millions on Unstable Ground, „Washington Post”, 3 X 2019.

29.

29.

Definicje: Fen, torfowisko niskie – torfowisko zasilane głównie wodami gruntowymi bogatymi w minerały, o roślinności zdominowanej przez trawy i mech brunatny. Torfowisko wysokie – torfowisko zasilane wyłącznie opadami, bez dopływu wód gruntowych, o roślinności zdominowanej przez Sphagnum (na Alasce i w Kanadzie przez muskeg). Mokradło – torfowisko drzewiaste, las bagienny, o wodach bogatych w minerały.

30.

30.

W USA podstawowym podręcznikiem jest Mitsch & Gosselink, Wetlands, wydanie piąte.

31.

31.

Michael Gracz i Paul H. Glaser, Evaluation of a Wetland Classification System Devised for Management in a Region with a High Cover of Peatlands: an Example from the Cook Inlet Basin, Alaska, „Wetlands Ecology and Management” 2017, t. 25, nr 1, s. 87. doi:10.1007/s11273-016-9504-0.

32.

32.

Urody torfowisk dowodzą fotografie ilustrujące artykuł Shanny-Baker, The Secret World of Bog (2016), „Hakai Magazine”, 19 IX 2016.

33.

33.

CWCS klasyfikuje torfowiska jako wysokie, niskie oraz zalesione.

34.

34.

Stephanie Wood, Blue Carbon: The Climate Change Solution You’ve Probably Never Heard of, „The Narwhal”, 30 IX 2020.

35.

35.

Zdegradowana Amazonia emituje dziś CO₂, zamiast go pochłaniać. W czasie pracy nad serialem Barkskins nie doceniałam znaczenia torfowisk; wahadło znów się wychyla i idea posadzenia sześciu miliardów drzew zyskuje poparcie – choć nie rozwiąże to wszystkich problemów z klimatem.

36.

36.

Alan Graham (2011), A Natural History of the New World, s. 93–94 (University of Chicago Press).

37.

37.

Marco Lambertini (2000), A Naturalist’s Guide to the Tropics, s. 41 (University of Chicago Press).

38.

38.

Kolejną składową kompleksu amazońskiego jest Pantanal, sezonowa równina zalewowa, będąca największym mokradłem na Ziemi, swego rodzaju mokrym Serengeti pod względem różnorodności fauny. Rośnie tam lilia wodna Victoria z liśćmi wielkości podwójnego łóżka, żyją jaguary, olbrzymie wydry rzeczne, kapibary, olśniewająco niebieskie ary, kajmany i anakondy. W ostatnich latach Pantanal stał się tłumnie odwiedzaną atrakcją turystyczną i podlega logice tego typu miejsc. W 2020 roku ekstremalne, bezprecedensowe pożary strawiły co najmniej 10% Pantanalu. Zginęło wiele jego rzadkich i zagrożonych zwierząt.

39.

39.

Alan Graham (2011), A Natural History..., s. 93–94.

40.

40.

Dom Phillips, ‘Project of Death’: Alarm at Bolsonaro’s Plan for Amazon Spanning Bridge, „The Guardian”, 10 III 2020.
Renata Ruaro et al., Brazilian National Parks at Risk, „Science” 2020, tom 367, s. 990.
Renata Ruaro et al., Brazil’s Doomed Environmental Licensing, „Science” 2021, tom 372, s. 1049.

41.

41.

Luciana V. Gatti et al., Amazonia as a Carbon Source Linked to Deforestation and Climate Change, „Nature” 2021, tom 595, s. 388–393.

42.

42.

Fiona Harvey, Amazon Near Tipping Point of Switching from Rainforest to Savannah, „The Guardian”, 5 X 2020, https://www.theguardian.com/environment/2020/oct/05/amazon-near-tipping-point-of-switching-from-rainforest-to-savannah-study.

43.

43.

Marie Arana (2019), Silver, Sword & Stone, s. 73 i nast. (Simon & Schuster).

44.

44.

Tamże.

45.

45.

John Hemming, The Search for El Dorado, cyt. w: Marie Arana (2019). Silver, Sword & Stone, s. 50.

46.

46.

Relację Lopeza przytacza Graeme Gibson, The Fireside Book of Birds (Doubleday, 2005), s. 261–263.

47.

47.

John Hemming (2008), Tree of Rivers: The Story of the Amazon, s. 21 (Thames & Hudson).
Steven Mithen w książce After the Ice (2003), s. 354, wspomina dwóch antropologów, którzy w latach 70. żyli wśród mieszkańców tropikalnej dżungli. Zbieranie pożywienia wymagało umiejętności nabytych w tym właśnie środowisku: „Polowali na małpy i ptaki za pomocą dmuchawek; łapali żółwie wodne i lądowe, żaby, ryby, krewetki i kraby; wykopywali dzikie bulwy z poszycia lasu i zbierali różnorodne paprocie, pędy, jagody, owoce i nasiona”.

48.

48.

Alvaro Mutis (1990), The Adventures of Maqroll, s. 45 (Harper­Collins).

49.

49.

John Hemming (2008), Tree of Rivers…, s. 27–34.

50.

50.

Tamże, s. 17. Najnowsze dowody na istnienie w tropikach alternatywnych struktur miejskich, zupełnie odmiennych od gęstych współczesnych miast, przedstawiono w badaniu: Patrick Roberts (2021) Jungle, ss. 153–171 (Basic Books). Roberts opisuje ogromne, rozproszone miasta o niskiej gęstości zaludnienia – składające się z drobnych gospodarstw, ogrodów leśnych, kontrolowanych zbiorników wodnych, systemów retencji przeciwpowodziowej i wzbogacania gleby – które funkcjonowały tam przed przybyciem Europejczyków. W samej Amazonii żyło w ten sposób 8–20 milionów ludzi. Tego rodzaju miasta, takie jak Angkor Wat, Tikal i Calakmul u Majów oraz Anuradhapura na Sri Lance, funkcjonowały także w innych tropikalnych dżunglach.

51.

51.

Henry Walter Bates, The Naturalist on the River Amazons, s. 15. Słowo „sipo” pochodzi od portugalskiego cipó, liana.

52.

52.

Rachael Kennedy et al., ‘Low Chance’ Siberia Wildfires Will Be Brought under Control: Greenpeace Fire Expert, 31 VII 2019, Euronews.com, https://www.euronews.com/2019/08/06/.

53.

53.

Catrin Einhorn, The World’s Largest Tropical Wetland Has Become an Inferno, 2020, nyt.ms/34LVA7a.

54.

54.

Kate Marsden (1891), On Sledge and Horseback to Outcast Siberian Lepers, wyd. repr. 2012, s. 103, 136–137 (Cambridge University Press).

55.

55.

Wannes Hubau et al., Asynchronous Carbon Sink Saturation in African and Amazonian Tropical Forests, „Nature”, 2020 tom 579, s. 80–87. Autorka (nie będąc pracowniczką uczelni) nie ma dostępu do pełnego artykułu; zaznajomiła się z nim poprzez liczne streszczające go publikacje otwarte.

56.

56.

Russel Dale Guthrie (1990), Frozen Fauna of the Mammoth Steppe, the Story of Blue Babe. Rozdział Unearthing Blue Babe szczegółowo opisuje badania, które wykazały, że Blue Babe został zabity przez lwy alaskańskie 36 000 lat temu.

57.

57.

Vermeer’s Palette: Rare or Unidentifiable Pigments (Schijtgeel and Vivianite), Essential Vermeer, https://www.essentialvermeer.com/palette/rare.html.

58.

58.

W badaniu historii przyjmuję szeroką perspektywę la longue durée zaproponowaną przez Fernanda Braudela; zob. Oxford Reference, hasło longue durée.

59.

59.

Wymieniony klif leży na zachód od latarni Wilson’s Point w Fort Worden State Park (Port Townsend w stanie Waszyngton). Dziękuję geolożce Kitty Reed za objaśnienie złożoności klifu. Zob. przewodnik Geology of the North Beach Bluff, Fort Worden (Quimper Geological Society, 2017).
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij