-
nowość
Bajki a nawet Niebajki - ebook
Bajki a nawet Niebajki - ebook
Czy bajki są tylko dla dzieci? „Bajki a nawet Niebajki” to zbiór 14 niezwykłych opowieści — czasem zabawnych i przewrotnych, czasem wzruszających, a czasem filozoficznych. Iskra zaprzyjaźnia się z płatkiem śniegu, telefon zastanawia się, czy ma duszę, a ludzie próbują odkryć, czy naprawdę sami wybierają drogę, którą idą — i kto właściwie trzyma sznurki. Bohaterowie tych opowieści pytają o szczęście, przyjaźń, dobro i zło, wolność oraz o to, kim naprawdę jesteśmy. Nie zawsze otrzymują gotowe odpowiedzi. Bo może dobra bajka nie powinna mówić Czytelnikowi, co ma myśleć. Może powinna sprawić, żeby zaczął myśleć sam. Książkę uzupełniają oryginalne czarno-białe ilustracje. Dla dzieci, które lubią pytać, i dla dorosłych, którzy jeszcze nie zapomnieli, jak to się robi.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dla dzieci |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Znacie pewnie to miłe uczucie oczekiwania na coś pysznego, kiedy burczy w brzuchu, a z kuchni dochodzi smakowity zapach.
Z życiem jest trochę podobnie.
Każdego ranka budzimy się i jeszcze nie wiemy, co życie dla nas dzisiaj przygotowało.
Może spotkamy kogoś ciekawego. Może zobaczymy coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Może coś nas rozśmieszy, coś zdziwi, a coś innego zasmuci.
Jeśli jesteśmy głodni życia, chłoniemy je wszystkimi zmysłami.
Wąchamy kwiaty. Biegamy. Rysujemy. Lepimy coś z plasteliny. Sadzimy kwiatek w doniczce. Obserwujemy mrówki. Patrzymy w gwiazdy. Rozmawiamy z ludźmi. Zadajemy pytania.
I czasem dostrzegamy rzeczy, których inni nie zauważają.
Ten głód wcale nie zależy od wieku.
Można mieć dziesięć lat i być znudzonym światem.
Można mieć osiemdziesiąt i każdego ranka otwierać oczy z ciekawością, co wydarzy się dzisiaj.
Bajki w tej książce są właśnie o takim patrzeniu.
Nie zawsze mówią, co jest prawdą.
Czasem tylko pytają.
A odpowiedź możesz znaleźć sam.
Życzę Ci więc, Czytelniku, żebyś zawsze był głodny życia.
Autor
_P.S. Rysunki są czarno-białe nieprzypadkowo. Jeśli masz ochotę, możesz je samodzielnie pokolorować._BAJKA O SZCZĘŚCIU
Szczęście i Nieszczęście wędrowały razem po świecie.
Była to nierozłączna para. Gdzie pojawiało się jedno, tam zwykle niedaleko było też drugie.
Pewnego pięknego dnia dotarły nad morze. Na skraju plaży stała niewielka chatka Rybaka. Jego dzieci bawiły się beztrosko w piasku, a on sam siedział na ławeczce przed domem.
Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, a z kuchni dolatywał kuszący zapach.
— Żona Rybaka gotuje coś pysznego — rozmarzyło się Nieszczęście.
Wędrowcy podeszli bliżej.
— Witaj, dobry człowieku! — powiedziały jednocześnie.
Rybak spojrzał na nich i uśmiechnął się.
— O, Szczęście! Miło cię widzieć!
Szczęście odwróciło się do Nieszczęścia.
— On ciebie nie widzi.
Potem zapytało Rybaka:
— Właśnie przechodziliśmy tędy i pomyśleliśmy, że zajrzymy do ciebie. Co u ciebie słychać?
— U mnie wszystko w porządku — odpowiedział Rybak. — Dzieci są zdrowe i wesołe, pogoda piękna, a ryb w morzu nie brakuje. Sama radość.
Szczęście pokiwało głową.
— I niczego więcej nie potrzebujesz? Nie chciałbyś mieć kilku wielkich kutrów, łowić mnóstwa ryb i zarabiać gór pieniędzy? Mógłbyś kupić sobie szybki samochód, złote sztućce i biżuterię dla żony.
Rybak roześmiał się.
— A po co mi to wszystko? Niczego mi nie brakuje. Nie chcę gonić za coraz większą ilością rzeczy. Przecież nie zjem dziesięciu bochenków chleba dziennie. Do szczęścia wystarczą mi figle moich dzieci i uśmiech żony.
W tej samej chwili żona Rybaka wychyliła się przez okno.
— Obiad gotowy! Zapraszam!
Rybak z dziećmi i Szczęściem ruszyli do domu.
Nieszczęście zostało na zewnątrz.
— Ty to masz szczęście — westchnęło, patrząc tęsknie za nimi.
Szczęście obejrzało się przez ramię.
— Nic na to nie poradzę — odpowiedziało z uśmiechem i bezradnie rozłożyło ręce.
Po chwili wszyscy zniknęli za drzwiami.
Nieszczęście usiadło na ławeczce i słuchało szumu morza, zakłócanego jedynie burczeniem we własnym brzuchu.
Czas dłużył mu się niemiłosiernie.
Wreszcie Szczęście pojawiło się w drzwiach chatki.
— Wszystkiego dobrego! — zawołało na pożegnanie do Rybaka.
Dwoje wędrowców ruszyło dalej. Szczęście jeszcze kilka razy odwracało się i machało rodzinie stojącej przed domem.
Niedaleko mieszkał Bogacz.
Jego posiadłość otaczał wysoki mur.
— Bogacz kazał go postawić, bo dzieci Rybaka czasem biegały po jego idealnie przystrzyżonym trawniku — powiedziało Szczęście.
Na trawniku nie było motyli ani owadów. Bogacz opryskał wszystko trucizną przeciw larwom, żeby nic nie zakłócało jego porządku.
Szczęście i Nieszczęście podeszły do wielkiej bramy i zastukały kołatką.
Po chwili uchyliły się małe drzwi.
Bogacz spojrzał na przybyszów podejrzliwie.
— Witaj, dobry człowieku! — powiedzieli jednocześnie.
Bogacz westchnął.
— Ach, Nieszczęście. Znowu ty.
Nieszczęście spojrzało na Szczęście.
— On ciebie nie widzi.
— Każdy widzi przede wszystkim to, co chce zobaczyć — odpowiedziało Szczęście.
— Piękny dzień dzisiaj mamy — powiedziało Nieszczęście do Bogacza. — Co u ciebie słychać?
Bogacz skrzywił się.
— Dzień jak każdy inny. Tyle mam spraw na głowie.
— Co takiego może cię gnębić? — zainteresowało się Nieszczęście.
Bogacz ciężko westchnął.
— Wino, które wczoraj sprowadziłem do piwnicy, okazało się mało wykwintne. Będę musiał kupić inne, najlepiej zza oceanu, żeby znajomi nie pomyśleli, że pijam byle co. Żona chce nowe futro, a moi dwaj synowie wsiedli na motocykle i gdzieś pojechali. Martwię się o nich. A do tego kret wykopał kilka kopczyków na trawniku.
Westchnął jeszcze głębiej.
— Oj, ciężko mi się żyje. Coraz gorzej.
Nieszczęście pomyślało:
„Jemu już chyba nic nie pomoże. Ale może przynajmniej coś zjem.”
— Miły Bogaczu — powiedziało — nachodziłem się dzisiaj i strasznie burczy mi w brzuchu. Nie zaprosiłbyś mnie na małą przekąskę?
Bogacz rozłożył ręce.
— Bardzo chętnie, moje drogie Nieszczęście, ale cierpię na niestrawność i jestem na diecie. Zwolniłem kucharza, aby mu na darmo nie płacić, więc nie mogę cię ugościć.
— Szkoda — odpowiedziało Nieszczęście. — Życzę ci szczęścia.
Bogacz bez słowa zatrzasnął drzwi.
Szczęście przez chwilę patrzyło na wysoki mur.
— Zamknął się w swoim własnym świecie.
Dwaj wędrowcy skierowali się ku morzu. Szli brzegiem, a fale obmywały im stopy.
Po chwili Nieszczęście zapytało:
— Dlaczego Rybak i Bogacz tak bardzo się od siebie różnią?
Szczęście zastanowiło się.
— Rybak żyje naprawdę i potrafi cieszyć się tym, co ma. Bogacz żyje głównie tym, co może jeszcze kupić albo stracić. A przecież radości, słońca czy uśmiechu nie da się kupić.
Nieszczęście spojrzało na morze.
— No właśnie. Ile kosztuje kropla deszczu? Ile promień słońca? Ile uśmiech dziecka albo dobre słowo?
W oddali pojawił się człowiek idący skrajem morza.
— Znam go — powiedziało Szczęście. — To Mędrzec.
Mędrzec rysował patykiem jakieś znaki na mokrym piasku, a kiedy nadchodziła fala, odskakiwał, patrząc, jak woda zmywa jego rysunki.
Szczęście i Nieszczęście podeszły bliżej.
— Witaj, dobry człowieku! — powiedzieli jednocześnie.
Mędrzec przeszedł obok, jakby wcale ich nie zauważył.
Nieszczęście zatrzymało się zdumione.
— Nie widział nas.
Szczęście uśmiechnęło się.
— Na tym polega jego wolność. Jego świadomość nie kołysze się bez końca pomiędzy szczęściem a nieszczęściem. Nie jest przywiązany ani do jednego, ani do drugiego.
Przez chwilę szli w milczeniu.
Wreszcie w brzuchu Nieszczęścia głośno zaburczało.
— Zastanawiam się — powiedziało — dlaczego ty zawsze jesteś najedzone, a ja nigdy nie mogę trafić na żadną smaczną okazję?