Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Barcelona. Literacki przewodnik dla podróżnych - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 lipca 2026
59,99
5999 pkt
punktów Virtualo

Barcelona. Literacki przewodnik dla podróżnych - ebook

Barcelona

 

Barcelona ukazana w przewodniku jest miastem trudnej historii i literatury zrodzonej z konfliktów społecznych. To Barcelona Mercè Rodoredy, Eduarda Mendozy, Manuela Vázqueza Montalbána, Juana Marségo i Carlosa Ruiza Zafóna, ale także Orwella – pisarzy, którzy widzieli ją jako tło klasowego napięcia, wojny domowej i frankizmu. To również miasto, którego burzliwe dzieje odcisnęły trwały ślad w pamięci mieszkańców i stały się jednym z najważniejszych tematów katalońskiej literatury.

Literatura nie jest tu jednak wyłącznie dodatkiem do opisu miasta. Dzięki powieściom i poezji w zaułkach Dzielnicy Gotyckiej, na gwarnej Rambli, w ubogich ulicach Ravalu i na wzgórzach górujących nad Barceloną odnajdujemy ślady ludzi, których życie naznaczyły wojny, rewolucje, bieda, miłość i tęsknota za utraconą wolnością. Pisarze i poeci ukazali nie tylko przebieg wielkich wydarzeń, lecz także codzienność mieszkańców – ich lęki, nadzieje i marzenia. Dzięki nim Barcelona odsłania swoje drugie oblicze: miasta pięknego, lecz niespokojnego, dumnego ze swojej odrębności i od wieków rozdartego między przymusem a pragnieniem wolności.


Literackie przewodniki dla podróżnych to seria książek dla czytelników, którzy od podróży oczekują czegoś więcej niż spaceru od zabytku do zabytku. Każdy tom jest starannie skomponowaną opowieścią o mieście, regionie lub kraju oglądanym przez pryzmat historii, literatury, sztuki oraz fascynujących biografii twórców. To przewodniki szczególne, prowadzące nie tylko przez słynne place, ulice, zaułki i muzea, lecz także przez świat idei i wyobrażeń, które w ciągu stuleci nadawały tym miejscom znaczenie.

W tej serii Paryż, Barcelona, Praga, Berlin, Madryt, Andaluzja, Grecja, Islandia, Sycylia, Toskania, Riwiera Francuska, Szkocja czy Tanger jawią się jako przestrzenie głęboko zakorzenione w kulturze. Pozornie zwyczajne uliczki, kawiarnie, teatry, hotele i domy stają się częścią większej narracji o pisarzach, poetach, artystach i epokach, które kształtowały duchowy obraz Europy i świata. Literatura nie jest tu dodatkiem do podróży, lecz jej najważniejszym przewodnikiem. To ona pozwala dostrzec tajemnice ukryte za fasadami budynków, nazwami ulic i miejscami, obok których zwyczajny turysta przeszedłby obojętnie.

To seria dla tych, którzy w podróży szukają nie tylko widoków, lecz także znaczeń ukrytych w książkach oraz dziełach sztuki. Literackie przewodniki dla podróżnych przypominają, że najciekawsze miejsca istnieją jednocześnie w przestrzeni i w słowie, a najlepsza podróż zaczyna się tam, gdzie mapa spotyka się z literaturą. Są również zaproszeniem do tego, by podobnym spojrzeniem objąć miasta o wiele nam bliższe – Kraków i Warszawę, które także domagają się wielowarstwowej opowieści o swojej historii, literaturze i sztuce.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368574203
Rozmiar pliku: 13 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PODZIĘKOWANIA

Możliwość napisania tego przewodnika pozwoliła mi spłacić dług wobec mojego ojca. Antonio González Cruz urodził się w dzielnicy Raval, na Carrer de l’Hospital – w samym sercu buntowniczej Barcelony. Był członkiem partii komunistycznej i jedną z dziesiątek tysięcy osób, które zostały zmuszone do opuszczenia Hiszpanii, gdy faszyzm zniszczył republikę. Ostatecznie trafił do Wielkiej Brytanii. Pozostał na wygnaniu do 1978 roku. W roku, w którym wrócił do swojego ukochanego miasta, spotkałem się z nim – i odkryłem, jak głęboko była zakorzeniona jego katalońska natura – oraz że przez czterdzieści lat na wygnaniu wciąż pisał i mówił w swoim własnym języku, a także po kastylijsku.

Dla Dominica, Rachel i Anny oraz moich pięknych wnuków będzie to spojrzenie na świat, z którego pochodził Wasz dziadek/pradziadek.

Marianelli i Marcie Lucii dziękuję, że dzieliły moje poszukiwania oraz wzloty i upadki związane z pisaniem. I mam nadzieję, że ta książka jeszcze bardziej zbliży nas do świata, w który wspólnie wkroczyliśmy.

Jestem również wdzięczny Andy’emu Durganowi, oddanemu i wnikliwemu historykowi specjalizującemu się w historii hiszpańskiej wojny domowej i Barcelony, mojemu nieocenionemu przyjacielowi, który na nowo przedstawił mi miasto, w którym mieszka od trzech dekad i które kocha. Bez niego przeoczyłbym lub źle zinterpretował wiele rzeczy. Jestem także głęboko wdzięczny jego partnerce Isie za to, że pogłębiła i wzbogaciła jego spostrzeżenia i hojnie obdarzyła mnie swoją przyjaźnią.

Dziękuję Mike’owi Eaude za jego świetnie napisane teksty na temat Barcelony, Katalonii i twórczości Vázqueza Montalbána.

Na podziękowania zasłużyła również Helena Cobos, która jest oddaną bibliotekarką w Altafulla, w mieście mojego zamieszkania. Bez jej pasji do literatury Katalonii i wspaniałej lokalnej biblioteki ten przewodnik nie mógłby powstać.

Dziękuję jeszcze Rosie Marii za jej gotowość do dzielenia się wiedzą i doświadczeniami ze swoimi dziwnymi, nowymi sąsiadami.1

POWOLNY SPACER PO RAMBLAS

Dwunastego grudnia 1935 roku najnowsza i zarazem ostatnia sztuka FEDERICA GARCÍI LORKI, _Panna Rosita_, zadebiutowała w Teatre Principal, przy kultowej barcelońskiej alei Ramblas. Główną rolę zagrała Margarita Xirgu, najwybitniejsza aktorka swoich czasów. Sam Lorca (który był znakomitym muzykiem) zapewnił akompaniament fortepianowy. Spektakl okazał się ogromnym sukcesem. Kilka dni później sprzedawcy kwiatów z Ramblas, którzy dostarczyli mnóstwo róż zakupionych przez zachwyconą publiczność, zostali zaproszeni na specjalny występ – po raz pierwszy, jak powiedziano, sprzedawcy kwiatów przyszli na spotkanie z poetą. Przypomina o tym Miguel García-Posada we wstępie do _Dzieł zebranych_ Lorki (1996):

Dziś wieczorem (powiedział) moje najmłodsze i najdroższe dziecko, Doña Rosita, pracowało dla uroczych sprzedawców kwiatów z Rambli, z szerokimi uśmiechami i wilgotnymi dłońmi. Mam zaszczyt zadedykować im ten występ Jedyną ulicą na ziemi, która, mam nadzieję, nigdy się nie skończy, gdzie współistnieją cztery pory roku, z bogactwem dźwięków, bryzą i ze starożytną krwią, jest barcelońska Rambla.

Mówi się, i jest to prawda, że żaden Barcelończyk nie może spać spokojnie w swoim łóżku, jeśli nie spacerował po Rambli, ja zaś czułem to samo w dniach, które spędziłem w tym pięknym mieście. Esencja Barcelony – wieczna, niezniszczalna, wielka – jest odczuwalna tutaj, na tej ulicy. Z jednej strony to Dzielnica Gotycka, w której można usłyszeć szum fontann i brzdąkanie strun piętnastowiecznej lutni, z drugiej – zatłoczona, okrutna, niesamowita, gdzie słychać akordeony żeglarzy z całego świata, szept pomalowanych ust i hałaśliwy śmiech o świcie.

Miała to być ostatnia wizyta Lorki w mieście, które wielokrotnie odwiedzał z malarzem Salvadorem Dalím. Niecały rok później, na początku hiszpańskiej wojny domowej, został zamordowany w odwecie za swoje poparcie dla republiki. Inni jednak podążali za nim – tak jak wielu wcześniej – w poszukiwaniu średniowiecznego miasta lub zakazanych przyjemności chińskiej dzielnicy Raval. Dosłownie miliony osób spacerowały wzdłuż szerokiego bulwaru, krokiem spowolnionym przez oszałamiające zagęszczenie tłumów, mijając stragany z kwiatami, ptakami i zwierzętami w klatkach, zatrzymując się od czasu do czasu, by spojrzeć z zaciekawieniem na żywe posągi lub wskazując przed siebie na pomnik Kolumba, spoglądającego na port, w którym kończy się aleja.

Ramblas (których jest pięć: Rambla de Canaletes, Rambla dels Estudis, Rambla de les Flors, Rambla dels Caputxins i Rambla de Santa Mònica) są główną arterią miasta, pasażem łączącym dwa z kilku barcelońskich światów, świadkiem przemian miasta, jego sprzeczności, ekspansji i tragedii – ostatniej w postaci strasznego i bezmyślnego ataku terrorystycznego na powoli poruszający się tłum w 2017 roku.

Ramblas są świadkiem bogatej historii Barcelony, o czym świadczą osiemnastowieczne pałace nowobogackich lub wiecznie bogatych, modernistyczne sklepy z pięknymi, wyszukanymi fasadami, pełen obfitości targ La Boqueria, wielokrotnie odradzający się z popiołów Gran Teatre del Liceu, Hotel Internacional, który w swojej stuletniej historii gościł między innymi Einsteina, Hemingwaya i Buffalo Billa czy trzynastowieczny Szpital Santa Creu, który w średniowieczu dawał schronienie biednym i nędzarzom. Większość z tych budynków przetrwała zmiany zachodzące w mieście, choć w niektórych z nich znajdują się teraz swoiste „pułapki” na turystów, reklamujące wywieszane wzdłuż chodników towary – koszulki Barçy z nazwiskami Messiego lub Neymara. Z jednej strony Raval nadal pozostaje schronieniem dla ludzi podróżujących do miasta w poszukiwaniu pracy i nadziei, równocześnie oferując im obietnicę tego, co zakazane. Z drugiej, jest tu Dzielnica Gotycka – Barri Gòtic – której fałszywe gotyckie fasady i autentyczne rzymskie mury oraz średniowieczne pałace wciąż kryją w sobie tajemnice.

Wzdłuż Ramblas, między Plaça de Catalunya a pomnikiem Kolumba, przez wieki spacerowali pisarze, malarze, podróżnicy, wędrowcy, kieszonkowcy, wróżbici, poszukiwacze prawdy i inni szukający bardziej bezpośrednich wrażeń. Dzielnica Gotycka, średniowieczne miasto otoczone murami do czasu ich zburzenia w połowie XIX wieku, to labirynt ciemnych, wąskich uliczek, gdzie pranie nadal wisi na balkonach, jak wisiało od niepamiętnych czasów. Nawet w nowoczesnym mieście wieczorem jest tu niesamowicie cicho, dopóki nieoczekiwanie nie skręci się za rogiem w plac, na którym słychać rozmowy.

W 1838 roku do Barcelony przybyła GEORGE SAND wraz ze swoim kochankiem, kompozytorem Fryderykiem Chopinem, w drodze na Majorkę, gdzie czyste morskie powietrze miało złagodzić jego gruźlicę. Zanim dotarli do Barcelony, podróżując przez Katalonię, którą opisała w _Zimie_ _na_ _Majorce_ (1842), napotkali bandytów i partyzantów oraz zastali ogólny stan wojny:

Przekroczyliśmy ogromne, potężne fortyfikacje Barcelony. Straciłam rachubę bram, mostów zwodzonych, furtek i murów obronnych; wszystkie zapowiadały, że wkraczamy do miasta ogarniętego wojną. Za potrójną linią armat, odizolowana od reszty Hiszpanii przez bandytyzm i walki domowe, błyskotliwa młodzież spacerowała w słońcu wzdłuż Rambli, długiej alei ze szpalerem drzew i linią budynków, podobnej do naszych bulwarów. Kobiety są piękne, pełne wdzięku i kokieteryjne, zainteresowane jedynie fałdami swoich mantyl i gierkami, w które grają ze swoimi zalotnikami; mężczyźni zajęci są cygarami, śmieją się, gawędzą, obserwują panie, dyskutują o włoskiej operze i najwyraźniej nie przejmują się tym, co dzieje się za murami. Kiedy jednak zapadła noc, opera się skończyła, a gitary przestały grać, miasto zostało przekazane w ręce strażników; wszystko ucichło wśród monotonnego szumu morza, z wyjątkiem ostrych okrzyków wartowników i odgłosów strzałów słyszalnych w nieregularnych odstępach czasu, raz sporadycznych, raz salwami, czasem daleko, czasem blisko, aż do wczesnego ranka. Potem wszystko ucichło na godzinę lub dwie, a burżuazja zdawała się głęboko spać, podczas gdy port obudził się, a marynarze rozpoczęli swoje zajęcia.

Jeśli w godzinach spacerów po promenadzie i przyjemności zapytałbyś, co to były za dziwne, przerażające odgłosy w nocy, odpowiedź, udzielona z uśmiechem, brzmiałaby, że to nie twoja sprawa i nie warto o to pytać.

W 1899 roku miasto po raz pierwszy odwiedził RUBÉN DARÍO, nikaraguański poeta i czołowy modernista hispanoamerykański, którego uderzyła mieszanka społeczna tłumów. W raporcie dla gazety „La Nación” z Buenos Aires tak opisał Ramblas:

Wzdłuż alei, w górę i w dół przemieszczają się melonik i czapka robotnicza, elegancka marynarka i rozpięta koszula, wytworna dama ociera się o prostytutkę. Mijając szpalery drzew, na których ćwierkają i gaworzą miliony wróbli, rzeka ludzi przepływa obok straganów sprzedających kwiaty, winogrona, pomarańcze, ptaki i świeże daktyle z Afryki.

Aleja Ramblas biegnie trasą dawnego strumienia spływającego z gór Collserola, gdzie obecnie znajduje się Tibidabo. Przepływał on obok murów miasta i odprowadzał większość odpadów i śmieci do wód portu. Wokół bram miasta i wzdłuż murów mieszkał i pracował margines, niepożądani mieszkańcy miasta. Byli wśród nich Cyganie, imigranci, prostytutki i złodzieje, a także przedstawiciele zawodów, które obywatele uważali za niezdrowe lub skorumpowane. Ulice poza murami były po nich nazywane ulicą rzeźników, dostawców koziego mięsa, powroźników (prawdopodobnie ze względu na związek z szubienicą). Za Ramblas znajdowały się małe gospodarstwa, które karmiły miasto, oraz kompleksy klasztorne zajmujące duże obszary w głębi lądu. W połowie XVIII wieku kręte ścieżki, które prowadziły wzdłuż brzegów, zaczęły ustępować miejsca prostym drogom, dającym dostęp do otwartego terenu, który potem stał się dzielnicą Raval.

Wielką aleją starego miasta była ulica Montcada, gdzie z dala od zatłoczonych ulic w centrum swoje rezydencje miała najbogatsza szlachta. Dwa z takich wspaniałych domów zajmowane są dziś przez Muzeum Picassa. Należały one do starej arystokracji ziemskiej, której dochody zapewniały rodowe posiadłości. W XVIII wieku pojawiła się nowa klasa bogaczy. _Indianos_, jak ich nazywano, byli ludźmi, którzy dorobili się fortuny za Atlantykiem w obu Amerykach.

Pierwotne ograniczenia w handlu z hiszpańską Ameryką wykluczały Katalończyków. Ich domeną było Morze Śródziemne, lecz dziedzina, która przez kilka stuleci dawała im dominującą pozycję w handlu, zaczęła się kurczyć, gdy rywale i konkurenci, między innymi z Włoch i Turcji, zmniejszyli skalę ich działalności.

Znaczną część starego miasta zniszczyło oblężenie w 1714 roku, którego rocznicę 11 września (La Diada) upamiętniają ogromne zgromadzenia Katalończyków. W kolejnych dziesięcioleciach, pomimo ciągłego oporu obszarów wiejskich wobec dominacji Madrytu, poprawił się poziom katalońskiego rolnictwa, które mogło wykarmić populację rosnącego miasta. W Barcelonie rozwijał się przemysł, zwłaszcza tekstylny, którego właścicielami były rodziny ziemiańskie z głębi kraju. Jednakże wzrost gospodarczy Katalonii najbardziej napędzała niezamierzona konsekwencja narzucenia rządów z Madrytu. Hiszpańskie rynki i konsumenci w hiszpańskich koloniach stali się teraz dostępni dla Katalończyków i eksportu ich towarów luksusowych: bawełny, jedwabiu, ceramiki, z której słynęła Katalonia, oraz mocnego koniaku preferowanego w obu Amerykach. Pierwszy kataloński statek, „Nuestra Señora de Montserrat”, wypłynął z portu w 1745 roku, po czym wśród miejskiej klasy średniej niezwykle popularne stały się cukier, kawa i czekolada z Karaibów, przywożone drogą morską. Do 1778 roku zakaz katalońskiego zaangażowania w handel na Atlantyku został ostatecznie zniesiony.

Katalońską specjalnością były tekstylia, w szczególności zdobione tkaniny bawełniane zwane _indianas_. Były one bardzo popularne w obu Amerykach. Pierwsza fabryka produkująca drukowane tkaniny bawełniane została otwarta w Barcelonie w 1737 roku. Maszyny były wciąż dość prymitywne, ale katalońska wieś zapewniała obfitość taniej siły roboczej – podczas gdy kultura imperialnej Hiszpanii wciąż patrzyła z dystansem na działalność produkcyjną, co oznaczało, że Barcelona nie miała wewnętrznej konkurencji. W tamtym czasie był to nadal głównie przemysł domowy lub działalność prowadzona na małą skalę, ale zmieniało się to wraz z upływem czasu i mechanizacją.

W 1767 roku nowo utworzone Stowarzyszenie Producentów, Junta de Comerç, wprowadziło w życie przepis, zgodnie z którym tkaniny bawełniane mogły być produkowane wyłącznie w fabrykach posiadających co najmniej dwanaście krosien. Była to niemal na pewno reakcja na nową technologię produkcji bawełny przybywającą z Anglii, taką jak przędzarka Jenny i przędzarka wodna. Mimo że Katalonia wciąż pozostawała daleko w tyle za angielskim przemysłem, przodowała w Hiszpanii. Zakaz produkcji bawełny we Francji, mający na celu ochronę przemysłu jedwabnego, zwiększył przewagę konkurencyjną Katalonii w tym krytycznym momencie wzrostu, choć doprowadził również do zaniku małej, często domowej produkcji, która zdołała przetrwać do tamtego czasu. Odtąd niegdyś niezależni tkacze zaczęli pracować dla właścicieli fabryk.

Był to handel trójstronny. Katalońskie statki płynęły do wybrzeży Afryki, by zabrać niewolników, których następnie transportowały na Karaiby – w szczególności na Kubę. Z Antyli pochodziły cukier, kawa i czekolada, które znalazły łatwy rynek zbytu w Barcelonie. Co istotne, katalońskie statki płynęły do Ameryki Północnej i ładowały bawełnę z amerykańskiego Południa. Transatlantycki handel przynosił korzyści zarówno starym rodzinom ziemiańskim, jak i nowym kupcom.

Symbolem owego dobrobytu stały się nowe budynki w pobliżu portu. Tym samym Llotja, giełda papierów wartościowych, oraz Aduana, budynek celny, dołączyły do monumentalnych budynków wcześniejszych generacji – czternastowiecznego Consulado del Mar (Konsulatu Morskiego) i Drassanes, stoczni zbudowanej w tym samym okresie, w której obecnie mieści się Muzeum Morskie.

W XVIII wieku w nową fazę swojego istnienia weszły również Ramblas. W 1776 roku, za rządów hrabiego de Asalto, rozpoczęto ich przebudowę, poszerzając je i zamykając pod nimi rzekę Cagalell. Hrabia zarządził również budowę pierwszych ulic w dzisiejszej dzielnicy Raval, z których pierwsza została po nim nazwana. Wczesny rozwój przemysłowy miasta sfinansowały ogromne fortuny zarobione w amerykańskim handlu przez niektórych przedsiębiorców, _indianos_, i pozostało jeszcze dość środków, aby zbudować wspaniałe domy wzdłuż i wokół Ramblas. Na nową aleję wychodziły Casa March de Reus i Palau Moja. Pierwsza z nich, zbudowana w 1776 roku, należała do osławionego Manuela de Amat i Junyent.

Amat pochodził z arystokratycznej rodziny katalońskiej, ale wstąpił do służby Koronie hiszpańskiej najpierw jako żołnierz, a później jako wicekról, przedstawiciel króla w Chile i Peru. Władza wicekróla była ogromna i takim ludziom jak Amat dawała niewyobrażalne możliwości wzbogacenia się – zwłaszcza że wraz z tym stanowiskiem wiązała się kontrola, w imieniu hiszpańskiej Korony, nad bogatymi kopalniami srebra w Potosí, na obszarze dzisiejszej Boliwii. Wizerunek Amata jako lojalnego i uczciwego urzędnika państwowego, w którego wykreowanie włożono wiele wysiłku, nie do końca da się pogodzić z planami wysłanymi przez niego do Barcelony w związku ze swoją nową rezydencją oraz ogromnymi wydatkami związanymi z jej wyposażeniem i dekoracją. Palau de la Virreina (Pałac Virreina), nazwany na cześć jego żony, wicekrólowej (_virreina_), mieści obecnie Virreina Centre de la Imatge (Centrum Obrazu Virreiny), organizujące częste i pouczające wystawy o mieście.

Kiedy Amat przybył do Barcelony, miał już ponad siedemdziesiąt lat. Opuścił Peru w atmosferze skandalu z powodu zachowania swojej kochanki Micaeli Villegas, znanej jako La Pericholi (pieszczotliwe zdrobnienie, które w rzeczywistości było błędną wymową znacznie mniej pochlebnego epitetu ukutego przez oburzonego wicekróla). Była ona dobrze znaną skandalistką w peruwiańskim teatrze, lecz źródłem najbardziej uporczywych plotek stał się jej otwarty i publiczny związek z Amatem, któremu urodziła syna. Do kompromitacji Micaeli – i ostatecznie do wyjazdu Amata – doprowadziła jednak jej napaść z biczem na innego aktora i producenta. Reputacja i umiejętność kierowania opinią publiczną uczyniły z niej bohaterkę powieści Prospera Mériméego (napisał również _Carmen_), a następnie zainspirowanej książką operetki Offenbacha _La Perichole_. Aktorka pojawia się również w powieści i sztuce amerykańskiego pisarza Thorntona Wildera _Most San Luis Rey_ (1927) jako kochanka wuja Pío, poszukiwacza przygód i nauczyciela.

Kiedy Amat wrócił do Barcelony, Micaela pozostała pod dobrą opieką starszego kochanka; później prowadziła mniej skandaliczne życie. Amat z kolei poślubił swoją siostrzenicę, młodszą od niego o niemal pół wieku, i przez kilka pozostałych mu lat kontynuował życie libertyna. Chociaż oryginalne projekty Amata były zbyt okazałe jak na działkę budowlaną, jego pałac wciąż pozostawał największy przy alei. Gdy zmarł, wdowa po nim żyła tam w umiarkowanym luksusie, ku dezaprobacie katalońskiego społeczeństwa, zgorszonego faktem, że sama zajmowała ogromne, luksusowe apartamenty. Podczas hiszpańskiej wojny domowej budynek został przejęty przez Partido Obrero de Unificación Marxista (POUM, Robotniczą Partię Zjednoczenia Marksistowskiego), rewolucyjną organizację socjalistyczną kierowaną przez Andreu Nina.

Tuż za nim znajduje się Szpital Santa Creu, przygarniający ubogich ze średniowiecznego miasta. Pomimo ruchliwego otoczenia jego wnętrze jest niespodziewanie cichym miejscem. Dwie ulice dalej znajduje się pałac. Jest to Palau Güell zaprojektowany przez Gaudíego dla jego mentora Eusebiego Güella. Rodzina Güell należała do najbogatszych _indianos_. Ojciec Eusebiego zainwestował majątek w pierwszą fabrykę maszyn włókienniczych, La Máquina Terrestre, która została otwarta w latach trzydziestych XIX wieku. Eusebi ostatecznie poślubił dziedziczkę największej spośród fortun _indianos_ – córkę Antonia Lópeza y Lópeza, markiza de Comillas, bankiera i właściciela barcelońskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Żeglugowego.

Teatre Principal, w którym wystawiano sztuki Lorki, naprzeciwko Szpitala Santa Creu, był pierwszym teatrem w mieście, ale to Gran Teatre del Liceu na Ramblas pozostawał najbardziej kultowym obiektem teatralnym. Został zbudowany w 1844 roku i otwarty trzy lata później. Jak ujął to Mike Eaude w książce _Barcelona: The City that Reinvented Itself_ (2008):

Opera była oczywiście dziewiętnastowieczną burżuazyjną formą sztuki _par excellence_, więc jest całkowicie właściwe, że Barcelona, „Manchester Hiszpanii”, miała luksusową, znaną na całym świecie operę, ustępującą wielkością tylko mediolańskiej La Scali, podczas gdy Madryt, bez prawdziwej klasy średniej w XIX wieku, z wyjątkiem biurokratów państwowych, nigdy nie mógł takowej utrzymać. Liceu był nie tylko symbolem katalońskiego bogactwa, ale także obiektem zazdrości stolicy państwa. Nic nie cieszyło katalońskich przemysłowców bardziej, gdy dyskutowali o interesach przy homarach i _cavie_ w wystawnych prywatnych pomieszczeniach Liceu. Nie był to bowiem zwykły teatr, lecz prywatny klub, w którym przyjemnie prowadziło się interesy.

Teatr najbardziej zapisał się w świadomości miejskiej za sprawą bomby. Gran Teatre del Liceu pozostawał miejscem, gdzie można było zobaczyć innych i być widzianym. Jednocześnie przedstawienia operowe zyskiwały popularność wśród niższych klas społecznych, a galeria na piątym poziomie była przeznaczona dla publiczności z klasy robotniczej – oczywiście z osobnym wejściem. W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku burżuazyjna publiczność operowa preferowała styl włoski, a sezon 1893 otworzył dnia 7 listopada _Wilhelm Tell_ Rossiniego. Na początku drugiego aktu anarchista Santiago Salvador rzucił z górnej galerii dwie bomby Orsiniego w stronę parteru, gdzie zasiadała bogata publiczność. Zginęło dwadzieścia osób, choć druga bomba nie wybuchła (jest ona obecnie wystawiona w Muzeum Historii Barcelony).

W swojej powieści _Mariona Rebull_ (1944) IGNACIO AGUSTÍ opisuje następstwa wybuchu bomby. Mariona, romantyczna młoda kobieta ze starej wiejskiej katalońskiej rodziny, jest żoną Joaquína Riusa, który prowadzi rodzinną fabrykę włókienniczą w dzielnicy Raval. Jego rodzina, w przeciwieństwie do rodziny Mariony, należy do nowej klasy przedsiębiorców odnoszących sukcesy w nowoczesnej gospodarce Barcelony. Joaquín jest całkowicie oddany „robieniu pieniędzy”; jest wyrachowany i zimny, a małżeństwo – pomimo wczesnych deklaracji miłości – służy jego ambicjom społecznym. Zaniedbuje Marionę, która zostaje uwiedziona przez przyjaciela Joaquína ze szkoły, a jego arystokratyczne pochodzenie i kultura tworzą ostry kontrast z pragmatycznym Joaquínem. Mariona idzie do opery, aby spotkać się z kochankiem. Rius jest w fabryce, gdy dociera do niego wiadomość o bombie. Pędzi do teatru:

Teatr stał się masą poskręcanych siedzeń, drewna, szkła i podartego aksamitu. Wśród tego wszystkiego piętrzyły się ciała ludzi, których twarzy nie dało się rozpoznać. Były tam jedwabie przesiąknięte krwią, której zapach unosił się w powietrzu. Tłum przepychał się przez drzwi, niezdolny się ruszyć i nienawidząc się nawzajem, przerażony i stłoczony.

Joaquín wycofał się do loży. Musiał trzymać się kurtyny, aby utrzymać się w pozycji pionowej. Ogarnęły go straszne zawroty głowy. Musiał ukoić pustkę w sercu, zapanować nad oddechem, nad którym stracił kontrolę; musiał coś zrobić, coś pożytecznego, znaleźć żonę, podnieść ją i zanieść do domu. Mariona nie poradzi sobie bez niego. Boże, pomóż mi ją znaleźć! I wtedy zobaczył otwarty wachlarz wdowy Torry, jej białą dłoń delikatnie trzymającą wachlarz nieruchomo. Nie była nawet w stanie go zamknąć! Spoglądając z balkonu, zobaczył jej nieruchomy, spokojny uśmiech. Chciał zamknąć jej oczy pozbawione wyrazu. Musiał jednak znaleźć Marionę.

Wśród zabitych byli zarówno Mariona, jak i jej kochanek.

Salvador należał do nurtu anarchistycznego, który preferował działania bezpośrednie. Jego zamach był odwetem za egzekucję Paulina Pallasa, straconego miesiąc wcześniej za próbę zabójstwa Martíneza Camposa, kapitana generalnego Katalonii.

W 1896 roku następna bomba, wymierzona w procesję z okazji Bożego Ciała (temat słynnego obrazu Ramona Casasa), pochłonęła kolejne trzy ofiary śmiertelne, choć wydaje się, że było to dzieło agenta prowokatora. W 1897 roku zabójstwo premiera Cánovasa przez Angiolilla miało z kolei pomścić straconego Salvadora.

W dziewiętnastowiecznej Barcelonie Ramblas nadal pozostawały przestrzenią, w której spacerowali zamożni ludzie, choć – jak zauważył Rubén Darío – musieli się tam oni ocierać o mieszkańców dzielnicy Raval. Aleja często stawała się również przestrzenią konfliktu, gdy spotkania społeczne stawały się konfrontacją. Wtedy, podobnie jak teraz, była to arena procesji i rytuałów religijnych, ale także protestów i starć między członkami populacji a siłami porządkowymi, co jeszcze omówimy.

Rok 1835 był bardzo znaczący w historii Ramblas. Na pierwszy rzut oka palenie kościołów i instytucji religijnych może wydawać się niczym więcej niż wandalizmem. Powszechne pożary wywoływane w Barcelonie latem 1835 roku wydają się należeć do kategorii bezmyślnych zniszczeń, zwłaszcza że często podaje się wyjaśnienie, że wszystko zaczęło się od _corridy_, walki byków zorganizowanej 26 lipca w drewnianej arenie byków w pobliżu Ciutadella, aby uczcić urodziny królowej. Najwyraźniej wydarzenie nie było wybitne, a rozwścieczony tłum, niezadowolony z występu zarówno byków, jak i _toreros_, zaczął wrzucać na arenę poduszki z siedzeń. Jak dotąd, nic nadzwyczajnego. Jednakże inni ludzie z tłumu znaleźli linę i zawiązali ją wokół rogów jednego ze zwierząt, prowadząc je w kierunku Ramblas. Robert Hughes w książce _Barcelona: the Great Enchantress_ (2001) cytuje popularną balladę wyjaśniającą, że:

W noc Świętego Jakuba,

W roku 1835,

Na arenie corridy

Zaczęła się bójka.

Wypuszczono trzy byki,

Wszystkie były dość marne.

I dlatego właśnie lud

Puścił klasztory z dymem.

Anonimowy balladzista tylko częściowo miał rację. W rzeczywistości pierwsze podpalenia nastąpiły w mieście Reus, niedaleko Tarragony, w odpowiedzi na zamordowanie kilku liberałów przez miejscowych karlistów.

Katalonia była wówczas areną trwającej zaciekłej wojny partyzanckiej między zwolennikami Don Carlosa, brata konserwatywnego króla Ferdynanda VII, a Katalończykami. Król, który zmarł w 1833 roku, wyznaczył na następczynię swoją trzyletnią córkę Izabelę. Karliści, jak nazywano zwolenników Don Carlosa, rozpoczęli wówczas wojnę na katalońskiej wsi. Carlos budził głęboką niechęć liberałów ze względu na swoje skrajnie reakcyjne poglądy. Jego roszczenia stały się źródłem niezadowolenia katolickich konserwatystów, którzy postrzegali zniesienie uprawnień Inkwizycji jako przejaw szerszego wpływu liberalnych, antyklerykalnych idei i okazję do działania dla wszystkich reakcyjnych sił sprzeciwiających się liberalizmowi. Ich agitacja trwała przez ponad trzydzieści lat w ciągłej wojnie partyzanckiej w Katalonii, choć jej najbardziej szkodliwa i niszczycielska faza przypadała na większość lat trzydziestych XIX wieku.

Szczególną złością karliści darzyli wszystko, co kojarzyło się z przemysłem, a co za tym idzie – z miastem. Każda mała fabryka poza granicami miasta została spalona lub zniszczona; jak na ironię, wielu wywłaszczonych chłopów, którzy padli ofiarą polityki „spalonej ziemi”, przeniosło się do rozwijającego się przemysłu miejskiego. Ogień, jako narzędzie zemsty lub wyraz nienawiści klasowej, zapoczątkował kolejną fazę rozwoju Barcelony.

Barcelona była zdecydowanie liberalnym miastem, podczas gdy w głębi kraju katalońska wieś stała się sceną gwałtownych konfrontacji. Możliwe, że część tłumu 26 lipca 1835 roku stanowili niedawni imigranci ze wsi, którzy uciekli stamtąd przed przemocą. Uporczywe pogłoski o tym, że karliści, którzy zbliżali się do Barcelony, zamierzali wykorzystać walkę byków jako okazję do ataku, a nawet zamachu stanu, odbiły się szerokim echem w społeczeństwie. Iskrą, która zaogniła całą sprawę, mogła być słaba jakość występów zarówno zwierząt, jak i ludzi. Niemniej przyczyny zamieszek, jeśli możemy je tak nazwać, i serii podpaleń kościołów, które nastąpiły później, leżą głębiej, chociaż podpalacze byli z pewnością zachęcani przez agitację liberalnych oratorów wykorzystujących okazję do ataku na karlistów. Gniew i frustracja z powodu warunków materialnych panujących w Barcelonie w tamtym czasie były powszechne, szczególnie wśród biedoty żyjącej w ciemnych i brudnych zaułkach Barri Gòtic i dzielnicy Raval. W pewnym aspekcie zamieszki służyły pomszczeniu setek krzywd i choć raz pozwoliły biednym wyjść z ciemnych piwnic na ulicę.

Niezależnie od tego Kościół i jego zwolennicy byli wrogami liberalnej Barcelony, a tłumy szalały po mieście. Wczesnymi ofiarami stały się dwunastowieczny klasztor cysterski w Poblet, splądrowany przez miejscowych chłopów, oraz klasztor benedyktyński w Sant Cugat, natomiast w centrum miasta zrównano z ziemią kościół i klasztor El Carme, ważną budowlę z XIII wieku. Był to złożony protest przeciwko reakcyjnemu Kościołowi, nadal siejącemu spustoszenie na wsi i zawsze będącemu wspólnikiem represyjnego państwa hiszpańskiego – szczególnie pod rządami autokratycznego Ferdynanda VII. Ten zaś był zaprzysięgłym wrogiem liberalizmu i przeciwnikiem konstytucji z 1812 roku, która bezpośrednio podważała ideologiczną i ekonomiczną władzę Kościoła.

Budynki sakralne nie były jedynym celem podpalaczy. W kolejnych dniach ich uwaga skupiła się na przemyśle i podpalili El Vapor La Bonaplata w dzielnicy Raval, pierwszy na dużą skalę zakład przemysłowy napędzany parą. Ponieważ wielu uczestników zamieszek było pracownikami lub przynajmniej szukało pracy w nowych branżach, ich działania mogą wydawać się sprzeczne. W sytuacjach brutalnej konfrontacji zdolność racjonalnego myślenia bywa jednak bardzo ograniczona. Wiele z tych osób to migranci ze wsi, którzy do niedawna pracowali w małych, rzemieślniczych warsztatach tkackich poza miastem. La Bonaplata symbolizował dla nich zarówno możliwość pracy, jak i upadek ich rodzimego przemysłu tkackiego.

Podobnie jak luddyści w Wielkiej Brytanii, nie byli oni wprost przeciwnikami nowoczesności i industrializacji. W specyficznych warunkach, w których to wszystko się działo, pozostawali również ofiarami.

Wielu z tych, którzy brali udział we wznieceniu pożaru, pochodziło z gęsto zaludnionych i niehigienicznych ulic po obu stronach Ramblas, gdzie poprzednia generacja warsztatów tekstylnych usytuowana była obok przestrzeni mieszkalnych pracowników.

Następstwem spalenia kościołów było, co może wydawać się zaskakujące, wyłonienie się spod gruzów nowych gałęzi przemysłu i fabryk – oraz symboliczne zburzenie murów miejskich. Wyłaniała się nowa Barcelona: miasto rozwijającego się przemysłu w Katalonii, która również przechodziła zmiany. Rok po podpaleniach kościołów nowy minister finansów, późniejszy premier Mendizábal, wprowadził ustawę desamortyzacyjną, kończąc system „martwej ręki”, który umożliwiał między innymi instytucjom religijnym wieczyste posiadanie ziemi. Ustawa zawiesiła to prawo i zadekretowała wywłaszczenie 25 procent ziemi Katalonii należącej do takich instytucji. A jeśli intencją była sprzedaż ziemi nowej klasie drobnych właścicieli, to tak się nie stało. Zamiast tego ziemia w dzielnicy Raval została podzielona na duże działki, na których zbudowano nowe zakłady przemysłowe, takie jak fabryka Güella w Sants. Nowa klasa społeczna, która zaczęła wyłaniać się w poprzednim stuleciu, zaczęła teraz rosnąć i odciskać swoje piętno na znacznie zmienionym mieście.

Gran Teatre del Liceu i targ La Boqueria powstały na dawnych ziemiach kościelnych, podobnie jak Plaça Reial na starym mieście. La Boqueria – ze swoją wspaniałą obfitością owoców i warzyw, mięs i serów, a przede wszystkim ze swoim centralnym łukiem stoisk, gdzie ryby w nieskończonej różnorodności spoczywają na lodzie, aż do momentu zabrania ich przez eleganckie, wystrojone w biżuterię sprzedawczynie – przyciąga dziś zarówno mieszkańców Barcelony, jak i turystów. Wcześniej był to otwarty rynek przed klasztorem karmelitów; po zburzeniu klasztoru obecny budynek o żelaznej konstrukcji wypełnił przestrzeń i tylko mniejsze okoliczne ulice są śladem jego przeszłości.

Barcelona jest miastem wielokrotnie proszonym, by zapomniała o swojej przeszłości – a czasem wręcz do tego zmuszanym. To nigdy się nie stało. Zamiast tego miasto wciąż się przeobrażało. Każda transformacja wywoływała oczywiście kontrowersje. Potężne miasto handlowe z czasów średniowiecza straciło swoją dominującą pozycję, gdy nowi monarchowie Kastylii i Aragonii zadekretowali wykluczenie go z dochodowego handlu z Ameryką. W 1714 roku zostało prawie zniszczone i pozbawione swojego języka i instytucji zarządzających. Jednakże sto lat później stanęło na czele rewolucji przemysłowej. Zwycięstwo faszyzmu w hiszpańskiej wojnie domowej po raz kolejny odebrało Barcelonie prawo do własnego języka i kultury. Pod koniec XX wieku miasto odzyskało jednak głos, świętując swoją katalońską tożsamość na kilka spektakularnych sposobów.

W każdym z tych momentów Ramblas odegrały ważną rolę jako pole bitwy, promenada i teatr absurdu.

Jak ujął to GILES TREMLETT w _Ghosts of Spain_ (2006): „Nie znam innego miasta, w którym jedna ulica byłaby tak ważna To tutaj Barcelona świętuje, protestuje i uczestniczy w zamieszkach. Las Ramblas zaspokaja – w taki czy inny sposób – najbardziej elementarne pragnienia życia”. Kilka lat po swoim pierwszym pobycie w mieście autor powrócił na początku nowego wieku:

Po powrocie stwierdzam, że ludzie się zmienili. Jest większa różnorodność. Słyszę arabski i urdu, większość języków europejskich i inne języki Afryki i Azji. Język kastylijski bywa mówiony z latynoamerykańskim akcentem. Zdaję sobie sprawę, że Barcelona stała się miastem imigrantów. Ramblas się tym nie przejmuje. Jest tu tak głośno i tłoczno jak zawsze.

W końcu to właśnie ta historia i różnorodność przyciągnęły do Barcelony miliony turystów na przestrzeni dziesięcioleci. W 2005 roku drugim tytułem na liście najlepiej sprzedających się książek roku był _Cień wiatru_ (2001) Carlosa Ruiza Zafóna, w którym młody mężczyzna odkrywa Cmentarz Zapomnianych Książek, a odkrycie to rzuca go w wir poszukiwań w Barcelonie, na wpół rzeczywistych, a na wpół wyimaginowanych.

Miło by było, gdyby niniejszy tom skłonił podróżnika do własnych poszukiwań po wyimaginowanej Barcelonie – mieście, które wielu pisarzy z czasem odkrywało wciąż na nowo. Wydaje się to szczególnie odpowiednie dla miasta, w którym co roku dnia 23 kwietnia pary obchodzą święto swojego patrona, Sant Jordiego, czyli Świętego Jerzego, wymieniając książkę na różę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij