-
W empik go
Baśnie barda Beedle'a - ebook
Baśnie barda Beedle'a - ebook
Zbiór baśni uwielbianych przez czarownice i czarodziejów w każdym wieku, Baśnie barda Beedle'a, to odpowiednik naszych Baśni braci Grimm. To wydanie zostało przetłumaczone z oryginalnego języka runicznego przez samą Hermionę Granger i zawiera pomocne adnotacje zarówno profesora Dumbledore'a, jak i J.K. Rowling.
To wspaniała okazja, aby poznać historie, które w dużej mierze przyczyniły się do pokonania Lorda Voldemorta. Klasyczne baśnie są zarówno zachwycające, jak i pouczające. Zbiór obejmuje pięć opowiadań: „Opowieść o trzech braciach" jest znana każdemu, kto czytał Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci; „Fontanna Szczęśliwego Losu", „Włochate serce czarodzieja", „Czarodziej i skaczący garnek" oraz „Czara Mara i jej gdaczący pieniek" uzupełniają kolekcję.
Półki Biblioteki Hogwartu mieszą o wiele więcej fascynujących ksiąg. Jeśli podobały ci się Baśnie barda Beedle'a, sprawdź także inne skrywane przez nią skarby: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oraz Quidditch przez wieki.
Całość zysków ze sprzedaży tego e-booka zostanie przekazana fundacji Lumos. Fundacja Lumos to organizacja charytatywna zarejestrowana w Anglii i Walii pod numerem 1112575.
| Kategoria: | Young Adult Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-1-78939-249-4 |
| Rozmiar pliku: | 21 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_BAŚNIE BARDA BEEDLE’A_ to zbiór opowieści dla młodych czarodziejów i czarownic. Rodzice czytają im je na dobranoc od wielu stuleci, więc trudno się dziwić, że baśnie o skaczącym garnku czy o Fontannie Szczęśliwego Losu są uczniom Hogwartu znane równie dobrze jak dzieciom mugoli bajki o Kopciuszku czy o Śpiącej Królewnie.
Baśnie Beedle’a mają wiele wspólnego z naszymi bajkami. Cnota jest w nich zwykle nagradzana, a niegodziwość karana. Jest też jednak zasadnicza różnica. W bajkach mugolskich czary są zazwyczaj źródłem kłopotów bohaterów – zła czarownica zatruwa jabłko, żeby sprowadzić na królewnę stuletni sen, albo zamienia księcia w obrzydliwą żabę. Natomiast bohaterowie _Baśni barda Beedle’a_ sami posługują się czarami, co jednak wcale nie sprawia, że potrafią łatwiej od nas pokonać napotkane w życiu przeszkody. Dlatego wiele pokoleń młodych czarodziejów i czarownic poznawało poprzez te baśnie ważną, choć przykrą prawdę: magia może sprawić wiele dobrego, ale i wiele złego.
Inna różnica między baśniami Beedle’a a ich mugolskimi odpowiednikami polega na tym, że bohaterki tych baśni poszukują rozwiązania swoich problemów o wiele bardziej aktywnie niż bohaterki naszych bajek. Asza, Altheda, Amata czy Czara Mara nie czekają na królewicza, który przebudzi je ze stuletniego snu albo zwróci im zgubiony pantofelek, tylko same borykają się z przeciwnościami losu. Wyjątkiem jest bezimienna dziewczyna z baśni _Włochate serce czarodzieja_, która zachowuje się trochę tak, jak królewna z naszych bajek, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że ta baśń nie kończy się tak dobrze znanym mugolskim dzieciom zdaniem: „I żyli długo i szczęśliwie”.
Bard Beedle żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą. Wiemy, że urodził się w Yorkshire i że miał wyjątkowo bujną brodę, jak widać na jedynym zachowanym do dziś drzeworycie z jego podobizną. Jeśli te baśnie odzwierciedlają prawdziwe poglądy ich autora, darzył mugoli sympatią i uważał, że choć nie grzeszą rozumem, nie zasługują jednak na bezwarunkowe potępienie. Nie ufał też czarnej magii i wierzył, że jeśli w świecie czarodziejów dochodziło do okropnych niegodziwości, to wynikało to zwykle z ulegania zbyt ludzkim skłonnościom do okrucieństwa, nieczułości i pychy. Bohaterowie, którzy triumfują w jego baśniach, nie są obdarzeni jakąś wyjątkową mocą magiczną, odznaczają się natomiast szlachetnością, zdrowym rozsądkiem i pomysłowością.
Bardzo podobne poglądy miał również znany czarodziej naszych czasów profesor Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore, kawaler Orderu Merlina I klasy, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i Naczelny Mag Wizengamotu. Pomimo tego podobieństwa, odnalezienie notatek profesora na temat _Baśni barda Beedle’a_ w dokumentach przekazanych przez niego w testamencie Archiwum Hogwartu było nie lada niespodzianką. Nigdy się nie dowiemy, czy komentarze te pisał dla własnej satysfakcji, czy z zamiarem ich przyszłej publikacji, jesteśmy jednak wdzięczni pani profesor Minerwie McGonagall, obecnej dyrektor Hogwartu, za wspaniałomyślną zgodę na zamieszczenie ich w tej książce jako przypisów do nowego przekładu baśni, dokonanego przez Hermionę Granger. Mamy nadzieję, że wnikliwe uwagi profesora Dumbledore’a, zawierające odniesienia do historii świata czarodziejów, osobiste wspomnienia i wyjaśnienia kluczowych znaczeń każdej baśni pomogą nowym pokoleniom młodych czarodziejów i mugoli docenić tę wyjątkową książkę. Wszyscy, którzy znali osobiście profesora Dumbledore’a, zgodzą się, że z zadowoleniem udzieliłby wsparcia projektowi wydania tej książki, zwłaszcza że dochód z jej sprzedaży ma zasilić konto Lumos – organizacji działającej na rzecz dzieci w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej.
Chyba mam prawo dodać jedną małą uwagę do komentarzy profesora Dumbledore’a. Wiele wskazuje na to, że zostały ukończone jakieś osiemnaście miesięcy przed tragicznymi wydarzeniami, które miały miejsce na szczycie Wieży Astronomicznej w Hogwarcie. Każdy, kto zna historię niedawnej wojny czarodziejów (a więc i każdy, kto przeczytał siedem tomów opowieści o Harrym Potterze), będzie świadom, że profesor Dumbledore ujawnia w swoim komentarzu nieco mniej, niż wie – albo podejrzewa – o ostatniej baśni zamieszczonej w tym zbiorze. Wynika to chyba z przekonania, które wiele lat temu Albus Dumbledore wyraził w rozmowie ze swoim ulubionym i najsłynniejszym uczniem:
_Prawda to cudowna i straszliwa rzecz,_
_więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie._
Możemy się z profesorem Dumbledore’em zgadzać lub nie, ale powinniśmy docenić, że pragnął uchronić swoich przyszłych czytelników przed pokusami, którym sam uległ, za co zapłacił tak straszną cenę.
_J.K. Rowling_
20081
Czarodziej i skaczący garnek
ŻYŁ RAZ PEWIEN DOBRY, życzliwy ludziom stary czarodziej, który używał swojej mocy magicznej mądrze i wspaniałomyślnie dla dobra bliźnich. Był przy tym tak skromny, że nie ujawniał prawdziwego źródła swojej mocy, ale udawał, że wszystkie jego eliksiry, zaklęcia i antidota wyskakują z małego kociołka, który nazywał swoim garnkiem szczęścia. Zewsząd przychodzili do niego ludzie ze swoimi kłopotami, a on chętnie mieszał chochlą w tym garnku i rozwiązywał ich problemy.
Ten otaczany powszechną czcią czarodziej dożył sędziwego wieku i w końcu zmarł, pozostawiając cały dobytek swojemu jedynemu synowi. Niestety, ów syn bardzo różnił się od ojca. Uważał, że ci, którzy nie potrafią uprawiać czarów, są istotami bezwartościowymi, i często wyrzucał ojcu, że trwoni swą magiczną moc, pomagając mieszkającym w pobliżu mugolom.
Po śmierci ojca syn ów znalazł w starym garnku małą paczuszkę oznaczoną jego imieniem. Otworzył ją, mając nadzieję, że znajdzie w niej złoto, ale znalazł tylko stary bambosz, o wiele na niego za mały i w dodatku bez pary. W bamboszu był kawałek pergaminu ze słowami: „Z głęboką nadzieją, synu, że nigdy nie będziesz musiał go użyć”.
Syn przeklął siarczyście osłabiony wiekiem rozum ojca i wrzucił z powrotem bambosz do kociołka, postanawiając używać go odtąd jako kubła na śmieci.
Tej samej nocy do jego drzwi zapukała pewna wieśniaczka.
– Wielmożny panie, moją wnuczkę obsypało brodawkami! – wyjęczała.– Wasz ojciec, panie, mieszał w takim starym garnku i dawał na to specjalny wywar do okładów...
– Idź precz! – ryknął syn czarodzieja. – Co mnie obchodzą brodawki twojej wnuczki?
I zatrzasnął staruszce drzwi przed nosem.
Gdy tylko to uczynił, z kuchni dobiegł go jakiś hałas. Zapalił różdżkę, otworzył drzwi do kuchni i tam, ku swojemu zdumieniu, ujrzał stary kociołek ojca, ale jakiś zmieniony, bo z jego dna wyrosła mosiężna nóżka, na której skakał po kamiennych płytach posadzki, robiąc straszliwy hałas. Podszedł do kociołka, wielce zadziwiony, ale natychmiast odskoczył, bo ujrzał, że całą jego powierzchnię pokrywają brodawki.
– Obrzydlistwo! – zawołał i spróbował najpierw zaklęcia powodującego znikanie, potem zaklęcia oczyszczającego, a w końcu zaklęcia odsyłającego.