Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Beata Tyszkiewicz. Portret damy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
12 listopada 2020
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Beata Tyszkiewicz. Portret damy - ebook

Jaka ona jest? Pamiętam, jak pytałam o to przypadkowe osoby. Zawsze pojawiał się zachwyt – że piękna, że z klasą i że ma cudowne poczucie humoru. Zdumiewało mnie, jak żywe reakcje i jaką czułość wywołuje w innych kobietach.

Ale prawdziwie zaskakujące okazały się rozmowy z jej znajomymi. Powszechnie znany portret wielkiej damy nabrał dodatkowego kolorytu. Postać z niego okazała się nadspodziewanie barwna. Nieszablonowa. A do tego jej fascynujące życie samo mogłoby być kanwą dla filmowego scenariusza.

Ta książka to nie jest typowy, biograficzny zapis faktów z życia słynnej aktorki. To opowieść rozpisana na głosy. Nieznane dotąd fakty przytaczają między innymi Daniel Olbrychski, Juliusz Machulski, Hanna Bakuła czy Iwona Pavlovič. Przypominają zdarzenia, obrazy i słowa, które rzucają nowe światło na tę niezwykłą osobę. Kobietę, która dostała od losu urodę i talent. Ale – proszę mi wierzyć – nie tylko to.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8053-822-1
Rozmiar pliku: 14 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

To nie jest typowa biografia wielkiej gwiazdy kina. Dwadzieścia lat temu napisała ją sama, i to znakomicie. Po pierwsze jednak: co wydarzyło się dalej? Po drugie: jak ją widzą inni? Okazało się, że dopuszczeni do głosu – dziennikarze, współpracownicy, znajomi, przyjaciele – tworzą jeszcze inny jej obraz, migotliwy i zaskakujący. I wart utrwalenia. Zza portretu XX-wiecznej damy z wysoko uniesioną brodą, piękności epoki, nagle wyłania się pani o nieprzeciętnym, inteligentnym poczuciu humoru, z autoironią _level master_. Kobieta doświadczona przez życie. Przywracająca blask słowu „takt” i pokazująca, jak ważnym jest mikroelementem tkanki społecznej. Wcale nie „landrynka”, choć – jak mało kto – potrafiąca osładzać codzienność bliskim. Pani, która przez długie i niewiarygodnie barwne życie utoczyła złotą kulę życiowej mądrości. Autorytet dla singielek i prawdziwa Matka Polka. Namiętna palaczka. Babcia, siostra, córka, przyjaciółka. Nobliwa pani, która w torebce nosi żelki, skarpetki i piersiówkę…

A to dopiero początek jej portretu.

Nie chciała wypowiedzieć się co do tej książki. Po pobycie w szpitalu, który przerwał jej udział w ogromnie popularnym „Tańcu z gwiazdami”, zakomunikowała zakończenie swojej obecności w przestrzeni publicznej. Ta książka jest próbą jej w niej zatrzymania. Przywołania na powrót tej arcyciekawej kobiety. Pobycia w jej towarzystwie.Dama? Powinna pić, palić, przeklinać. I naturalnie oglądać się za mężczyznami – mówi, lekko podnosząc brew.

Ile ma lat na tym filmiku? Siedemdziesiąt? Siedemdziesiąt pięć? Kształtna głowa w poświacie jasnych, dobrze przyciętych i ułożonych włosów. Wyprostowana szyja. Chochlik rozbawienia w oczach, choć ton wydaje się poważny. Równo obrysowane i pomalowane usta, brązową pomadką marki Sisley. Na szyi słynny, krótki, ciężki biało-granatowy naszyjnik, w którym najczęściej pojawia się publicznie. Jasna, jedwabna apaszka z rolowanymi brzegami.

Choć zdanie o piciu, paleniu, przeklinaniu od lat robi furorę w sieci, to warto w końcu sprostować: nie jest to wcale _credo_ aktorki. Po raz pierwszy wypowiedziała je w komedii „Zakochani” w 2000 roku, bo tak miała napisane w scenariuszu autorstwa Piotra Wereśniaka, także reżysera filmu. W filmie tym grała nie do końca nobliwą ciocię głównej bohaterki (w tej roli Magdalena Cielecka), dającą jej życiowe wytyczne. Rada, jak się powinna zachowywać prawdziwa dama, widocznie aktorkę rozbawiła, bo słowo w słowo powtórzyła ją w wywiadzie, gdy tradycyjnie, chyba po raz setny, padło pytanie: „Pani Beato, a kto to jest dama…?”. Niespodziewanie filmowy sarkazm – mocą jej arystokratycznego autorytetu – stał się definicją. Powtarzaną w cytatach, drukowaną nawet na koszulkach.

Kadr z filmu, w którym pada słynne zdanie, że „dama pali, pije i naturalnie ogląda się za mężczyznami…”. Beata Tyszkiewicz w scenie z Magdaleną Cielecką. „Zakochani”, reż. Piotr Wereśniak, 2000 r.

W końcu w czyje słowa wierzyć, jeśli nie w jej? Gdy wpisuje się w Google hasło „dama”, wówczas jej zdjęcie pojawia się jako pierwsze. Dalej dopiero zdjęcia dam pierwszych, przechodnich, tracących status wraz z mężem, ustępującym ze swego urzędu. Nie ma u nas drugiej postaci, która tak jednoznacznie wypełniałaby ten termin. Dama dyżurna, ikoniczna. Ona sama jednak nie przywiązuje do niego wagi.

Przylgnęło do mnie to określenie, pewnie sprawiły to role kostiumowe. Ale w takich filmach wszyscy starają się być dobrze wychowani. Smoking i długa suknia wymaga innego zachowania – powtarzała w wielu wywiadach. A ona przez lata była ubierana w aksamity i koronki, dostawała do ręki wachlarz i przechadzała się powoli od fotela do kominka i z powrotem.

No a poza tym pali, pije i rzeczywiście zdarza jej się przekląć.

Czasem odpowiada serio. Kto to jest kobieta z klasą? Ktoś, kto nie demonstruje klasy, nie wspomina o niej.

Dobre wychowanie to jest to, czego pozornie nie widać. Tak jak nie widać zmytych naczyń lub pościelonego łóżka, to widać tylko, kiedy nie jest zrobione. Kobieta z klasą nie zachowuje się wyzywająco w zachowaniu i ubiorze. Jest stonowana…¹ – wylicza w jednym z wywiadów.

Dama nie okazuje złego humoru. Nie sprawia sobą kłopotu. Umie się taktownie zachować w najróżniejszych sytuacjach życiowych. Jest ciekawa człowieka, z którym rozmawia, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Daje mu szansę wypowiedzenia się. Nigdy nie jest oczko za wysoko – gdy idzie na przyjęcie, nie może być lepiej ubrana od pani domu. Zna swoje miejsce. Pomaga, ale uważnie – tak jak Beatę wspierała podczas studiów mama jej kolegi, Jacka Bliklego. Wiedząc, że dziewczynie brakuje pieniędzy, kupowała jej różne drobiazgi, na przykład rajstopy. Ale nie chcąc wywoływać zakłopotania, wcześniej, przed wręczeniem, prała je, żeby wyglądały na używane…²

Dama to Izabella Radziwiłłowa, przed wojną właścicielka pałaców i połowy Ukrainy, która została wywieziona do Rosji. Kiedy wróciła, pracowała w wydawnictwie, jeździła małym fiatem, mieszkała w małym domku na Sadybie. I opowiadała, że kiedy Sowieci ich zabrali, szła przez błoto, kałuże i myślała sobie: „Za tyle szczęścia, za dwoje udanych dzieci, za wspaniałego męża tylko tyle? To to jest zapłata? To niewiele”³. Ale damą była też pomoc domowa w domu Beaty, dziewczyna o niezwykłej godności, wyczuciu taktu i uważności na potrzeby innych.

Dama jest zawsze przygotowana na różne okoliczności.

Ma pieniądze na bilet powrotny. Wiele razy byłam w sytuacji, że nie miałam pieniędzy, ale na powrót odłożone było zawsze. Żeby nigdy nie być zdaną na kogoś. Bo ktoś, kto odwozi, to chce potem na kawę, a potem pocałować… to się robi kontrakt. A trzeba być NIEZALEŻNĄ⁴ – mówi z mocą na jednym z licznych spotkań z publicznością, którego zapis krąży w sieci.

Sala na nich jest zawsze tłumnie wypełniona kobietami w różnym wieku. Wpatrzonymi w aktorkę i z zachwytem reagującymi na jej poczucie humoru, refleks i słynny dystans do siebie. Jak wtedy, gdy na jednym ze spotkań została poproszona o opowiedzenie, jakie były rauty przed wojną. Beata Tyszkiewicz przyjrzała się tylko pytającemu i uprzejmie dopytała:

Ale przed drugą wojną czy przed pierwszą?

Dama.

1 „Definicja kobiety z klasą według Beaty Tyszkiewicz – pierwszej damy polskiego kina”, kobietazklasa.pl, 24.01.2019.

2 Beata Tyszkiewicz, „Nie wszystko na sprzedaż”, Studio Marka Łebkowskiego, 2003, str. 76.

3 „Gdyby nie aktorstwo, prawdopodobnie zostałabym psychologiem”, Katarzyna Sielicka, „VIVA!”, luty 2015.

4 Nagrane w Pałacu w Wilanowie: „O podejściu do życia”, weare.pl/youTube.com, 23.01.2013.Kto jak kto, ale ona na bycie damą ma papiery. Przyszła na świat jako Beata Maria Helena hrabianka Tyszkiewiczówna-Kalenicka na Łohojsku i Berdyczowie. W słoneczną niedzielę, 14 sierpnia 1938 roku. Nie byle gdzie: w otoczonym zielenią królewskim pałacu w Wilanowie. Imię dostała na cześć jego właścicielki, Beaty Branickiej – „Cioci Be”. Właściciel majątku, Adam Branicki, został ojcem chrzestnym przyszłej gwiazdy. Jej chrzest był ostatnim, jaki urządzono w pałacu przed wybuchem wojny.

Pałac w Wilanowie, zbudowany jako letnia rezydencja króla Jana III Sobieskiego, należał do rodziny Branickich od końca XIX wieku. Część królewska obiektu nie była używana, za to skrzydła pałacu tętniły życiem towarzyskim. Jeden z apartamentów latem 1938 roku użyczony został Barbarze i Krzysztofowi Tyszkiewiczom, oczekującym narodzin swojego pierwszego dziecka. Państwo Tyszkiewiczowie od ślubu w 1935 roku mieszkali na Starym Mieście, w kamieniczce przy Krzywym Kole 4, należącej do ojca Barbary, Kazimierza Rechowicza. I choć dom był wygodny, nowocześnie urządzony przez właściciela – z zawodu architekta – to latem w mieście było tak gwarno i gorąco, że państwo Braniccy namówili parę „przy nadziei” na przeprowadzkę do swojej posiadłości otoczonej ogrodem. Przyszli rodzice dostali do użytku pokój tak zwany kolumnowy w lewym skrzydle pałacu. Dziś zwiedzający podziwiają tam łazienkę marszałkowej Lubomirskiej. Jak opisuje go córka właścicieli Wilanowa, Anna z Branickich Wolska, w książce „Arystokracja” Marka Millera: „To był piękny, duży pokój z dwoma kolumnami, za którymi znajdowała się wnęka na wielkie łoże, a przynależały do niego jeszcze dwa sąsiednie pokoje. Miał też wyjście na taras, cały porośnięty glicyniami z cudownymi, pachnącymi kwiatami. Z tarasu prowadziły schodki do ogrodu”⁵.

Portret aktorki z prababką w tle, zdjęcie z maja 2008 roku. Namalowana dama to słynna „piękna Wiktoria” Tyszkiewiczowa, mama babci „Ba”, Ireny z Jezierskich Tyszkiewiczowej.

Tyszkiewiczowie byli nie tylko zaprzyjaźnieni, ale i skoligaceni z Branickimi. Zresztą jak z większością wielkich rodów, łącznie z Habsburgami. Pierwsze zapiski o Tyszkiewiczach sięgają XV wieku. W 1437 roku ich protoplaści dostali od wielkiego księcia litewskiego Świdrygiełły rozległe ziemie – w powiatach żytomirskim i owruckim, pod Zwiahlem i pod Polonnem. Nazwisko pochodzi od Kalenika Miszkowicza (stąd drugie nazwisko aktorki – Kalenicka), a ściślej: od jednego z jego synów, Tyszki, i – następnie – jego syna Wasyla, który zaczął podpisywać się „Tyszkiewicz”. Jego potomkom, jako jednym z pierwszych w Polsce, został nadany w 1569 roku herb (Leliwa) i tytuł hrabiowski; i to przez polskiego króla, Zygmunta Augusta – co nie było wówczas częstym zwyczajem.

Tyle historii.

Najpierw mnie to wszystko nie interesowało, potem nie miałam kogo pytać⁶ – przyznała kiedyś sama aktorka.

Dzięki staraniom brata, Krzysztofa, filmowca, mieszkającego dziś w Hamburgu, dzieje rodziny udało się zebrać i opisać. Stanowią rozdział we wspomnieniowej książce „Nie wszystko na sprzedaż”⁷ napisanej przez samą Beatę Tyszkiewicz. Są w nim opisy wielkiej potęgi i dóbr, ale i nie mniejszych dramatów. Jest opowieść o pięknej Wiktorii, prababce aktorki. Zginęła uduszona przez szal, który wysunął się z karety i wkręcił w koła, gdy zwracała dorożkarzowi uwagę, by przestał okładać konia batem. Miała raptem dwadzieścia lat, osierociła maleńką córeczkę. Dziś na jej pamiątkę imię Wiktoria nosi młodsza córka Beaty. Wśród wielu przytoczonych historii rodu są świadectwa wielkiej szlachetności i przywołane postaci takie jak Michał Tyszkiewicz, uczestnik bitew napoleońskich, pierwowzór Hrabiego z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Nie mniejsze zaciekawienie budzą – cytowane przez aktorkę, okraszone wspaniałym czarnym humorem – wspomnienia z dziennika Janusza hrabiego Tyszkiewicza, z II połowy XIX wieku: „Dzisiaj panią moją in flagranti z gajowym zastałem. Pojednawszy się z Bogiem, zastrzelić kazałem. Na obiad były raki. Pani nieco nadąsana…”.

Beata Tyszkiewicz, urodzona tuż przed wojną, która zmiotła ustalony ład arystokratycznego świata, niewiele z niego zdołała zatrzymać w pamięci. Pojedyncze przebłyski, rozświetlone słońcem obrazy.

To, co jest najważniejsze dla klimatu – pisała. – Spacery do Natolina, pikniki, przejażdżki landem, słońce, zieleń… Maliny zbierane w bielutkich rękawiczkach, ścinane nożyczkami i układane w okrągłych koszyczkach (…). Podwieczorki szykowane przez gospodynię pałacu, Beatę Branicką, „Ciocię Be”, jak ją nazywano, która miała rozbrajający uśmiech, dający przyzwolenie do przytulenia się (…). Była samą dobrocią i czułością dla wszystkich potrzebujących⁸.

Jak aktorka wspomina w swojej autobiografii, Wilanów był nie tylko miejscem jej narodzin. Jako że rodzice pracowali – mama w Polskim Instytucie Eksportowym przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu w Warszawie, a tata prowadził antykwariat na Mazowieckiej – mała Beata w Wilanowie spędzała całe kolejne wakacje pod opieką niani, panny Irenki. Po pewnym czasie także w towarzystwie brata Krzysztofa Jana Benedykta, który pojawił się na świecie cztery lata po niej, w 1942 roku. Z uznaniem przywołuje mądrość mamy, która wtedy, w odpowiedzi na jej lęk, że odtąd będzie kochana mniej niż „nowy” brat, odparła: „On jest twój. Ty jesteś moją ukochaną córeczką, a on będzie twoim synkiem” – co ucięło niepokój dziewczynki⁹.

Dla pokazania Beaty arystokratki warto przywołać jeszcze jeden adres. To pałac przy ulicy Litewskiej, numer 6, przy alei Szucha, _vis-à-vis_ Teatru Syrena. Mieszkali tam rodzice jej taty, Józef i Irena z domu Jezierska. Gmach stoi do dziś, mieści się w nim ambasada Słowacji. Mała Beata Tyszkiewiczówna pojawiła się w nim raptem kilka razy, przywożona głównie w święta, bo dzieci w tamtych czasach nie traktowano na równi z dorosłymi. Ale zapamiętała obraz przepychu, który dla małej dziewczynki był nierealny, bajkowy.

Pamiętam święta Bożego Narodzenia: podłużny duży stół pokryty lustrami, które odbijały światło złoconych talerzy, a wśród nakryć były tłumy małych krasnoludków ślizgających się na łyżwach po gładkiej tafli… – pisała¹⁰.

Pałac mieścił zbrojownię, bibliotekę, kaplicę, archiwum, szwalnię; gościnne pokoje mieli w nim matka Elżbieta Czacka – założycielka Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach czy ksiądz Władysław Korniłowicz, opiekun Lasek, wielki humanista. Ale także to miejsce przestało istnieć. Dnia 10 sierpnia 1944 roku na Litewską 6 wkroczyli Niemcy i wszyscy przebywający w pałacu mężczyźni zostali przez nich rozstrzelani, w tym dziadek aktorki, zwany „Dzia”. Kobietom, wśród których była między innymi mama aktorki oraz babka, nazywana „Ba”, dano pięć minut na opuszczenie domu. Starannie wykształcona, znająca pięć języków, ale bezradna w obliczu nowej sytuacji „Ba” spędziła je na szukaniu kluczyka do szafki, w której miała zamknięte swoje czarne wyjściowe rękawiczki… Jeszcze zdążyła rozdać wszystkim domownikom komunię świętą, bo była bardzo religijna, po czym świat się skończył. Wszystko przepadło. Księgozbiór, obrazy, arrasy, inkrustowane meble, cenne siodło Stefana Czarneckiego, haftowane złotem i wysadzane drogimi kamieniami, rulony pieniędzy, które miały zabezpieczyć rodzinę w czasie okupacji.

Tyle o przodkach ze strony ojca. Jest i druga rodzina: ze strony pięknej i niezwykle dzielnej mamy aktorki. To nie tajemnica, że związek młodego hrabiego i Barbary Rechowicz nie wzbudził początkowo entuzjazmu części familii Tyszkiewiczów. Na ich ślubie zabrakło matki pana młodego, która nie była zachwycona wyborem syna. A przecież panna młoda, wkrótce hrabina Tyszkiewiczowa, pochodziła z zamożnej inteligenckiej rodziny. Jej ojciec, Kazimierz Rechowicz, był architektem, profesorem na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej. Matka, Maria z domu Charysz, zmarła kilka lat wcześniej na zapalenie płuc. Sama Barbara i troje jej rodzeństwa otrzymali staranne wykształcenie, młodszy brat Barbary, Gabriel, uczestnik powstania warszawskiego, pseudonim „Rak”, to słynny „Gaber”, artysta grafik, twórca monumentalnych kompozycji mozaikowych okresu PRL-u, które zdobiły na przykład patio warszawskiego „Domu Chłopa” czy warszawskiego „Supersamu”. Barbara studiowała rolnictwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Tam właśnie poznała późniejszego męża. Ona, świetna studentka, odbywająca praktyki w Rumunii i Szwajcarii, była śliczna, „niezwykle zgrabna i szykowna”. On zaś był „elegancki, szczupły, o pięknych dłoniach”, jak po latach opisze ich córka¹¹. Poznali się, zakochali, pobrali, urodziła im się córka, potem syn, po czym rozdzieliło ich powstanie warszawskie. Barbara Tyszkiewiczowa została w kraju sama z dziećmi, Krzysztof Tyszkiewicz wyjechał i zaczął nowe życie w Anglii. Już nigdy więcej się nie spotkali.

Lubimy myśleć o wielkich rodach jako o tych stojących na straży wielkiej klasy. Beatę wychowywała mama. Pozostała przy życiu babcia „Ba”, złamana śmiercią męża i rozstaniem z synami, wstąpiła do zakonu i zamieszkała w klasztorze w Laskach. Raz w tygodniu, w niedzielę, po mszy, przyjmowała odwiedziny synowej i wnuków, którzy kilka lat po wojnie, ze względu na nią, zamieszkali w pobliżu. Starszy brat ojca Beaty wiódł osobne życie. W trudnych, szczególnie dla arystokracji, latach powojennych raz poproszono go o pomoc dla dorastających bratanka i bratanicy. Odmówił chłodno, tłumacząc, że przecież mają matkę, nie są sierotami… Wiele lat później to właśnie Beata została poproszona o niesienie urny z jego prochami, była jego najbliższą rodziną w Polsce. Kto wie, pewnie poczucie godności Beaty, jej dystynkcja biorą się ze świadomości, że ma przodków wielkiego formatu. Ale nienaganne maniery, umiejętność bycia _large_ to już koronkowa robota codzienności. Z tą borykała się mama.

Jest taka scena, niech będzie uchylonym rąbkiem tajemnicy domu, świata rodziny Rechowiczów. Opisała ją Monika Żeromska¹². Pewnego razu, podczas okupacji, wraz ze swoją mamą gościła w kamienicy Kazimierza Rechowicza – dziadka Beaty – na warszawskim Krzywym Kole 4. Dom był już zamieniony w szpital, do którego przywożono rannych z Woli. Starsza pani Żeromska rozmawiała z panem Rechowiczem w kuchni, gdzie ten, jak pisała Monika, trzymał niezwykłej urody porcelanę rodzinną. Jako że domowe naczynia zabrane zostały na potrzeby szpitala, pani Żeromska zapytała, czy może napić się wody z jednej z jego ozdobnych filiżanek. Niestety, gdy nagle gdzieś w okolicy huknęło, filiżanka wypadła jej z dłoni i krucha porcelana rozprysła się na kawałki. Przejęta pani Żeromska bardzo przepraszała gospodarza, na co ten odparł pocieszająco: „Niech się pani nie martwi”. Zdjął drugą filiżankę z półki i rozbił ją o podłogę.

5 Marek Miller, „Arystokracja”, Prószyński i S-ka, 1998.

6 Beata Tyszkiewicz, „Nie wszystko na sprzedaż”, Studio Marka Łebkowskiego, 2003.

7 Tamże, s. 227.

8 Tamże, s. 11.

9 „Jaka ona jest – Beata Tyszkiewicz”, wywiad Agaty Młynarskiej, https://programtv.onet.pl/tv/jaka-ona-jest-45470, 26.11.2012.

10 Beata Tyszkiewicz, „Nie wszystko na sprzedaż”, Studio Marka Łebkowskiego, 2003.

11 Tamże, s. 13.

12 Monika Żeromska, „Wspomnień ciąg dalszy”, Czytelnik, 2007.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij