-
nowość
Będę Milczeć TOM I - ebook
Będę Milczeć TOM I - ebook
Emily Milder od dłuższego czasu się ukrywa. Często zmienia miejsce zamieszkania i nie pozwala sobie na bliższe relacje z ludźmi. Zmęczona ciągłą ucieczką postanawia na chwilę odetchnąć i zatrzymuje się w Houston na dłużej. To błąd, którego konsekwencje ponosi pewnego wieczoru w ciemnej uliczce, gdy wraca z pracy. Kobieta zostaje brutalnie pobita. Z opresji ratuje ją tajemniczy mężczyzna, który bez mrugnięcia okiem zabija napastnika na miejscu. To Nate Wilson, były komandos. Emily wierzy w jego obietnicę, że przy nim będzie bezpieczna. Ulega mu i po raz pierwszy od bardzo dawna postanawia komuś zaufać. Nie wie jednak, że w świecie Nate’a nic nie jest bezinteresowne. Młoda kobieta szybko przekonuje się, że zewsząd otaczają ją zdrada i przemoc, a ona sama jest jedynie pionkiem w grze, w której stawką jest jej życie. Bo najgorsze potwory nie zawsze kryją się w ciemności.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397763869 |
| Rozmiar pliku: | 2,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Pierwsze dwa dni minęły mi bardzo szybko. Po tym jak Nate wyszedł z domu, wyciągnęłam z lodówki wszystkie produkty, które się w niej znajdowały. Zastanawiałam się, co mogłabym z nich ugotować. Byłam zaskoczona, że brakowało mi pracy, tej szybkiej realizacji zamówień, zapachu przypraw i przebywania z ludźmi.
Zawsze stroniłam od towarzystwa w obawie, że się do kogoś przywiążę, a kiedy będę musiała znowu się ulotnić, będzie mi tej osoby brakowało. Teraz jednak, zamknięta w obcym domu, czułam ogromną ochotę na kontakt z drugim człowiekiem.
To pokręcone, jak działa ludzki umysł. Jeżeli czegoś nie możesz, to bardzo tego pragniesz, a kiedy masz to na wyciągnięcie ręki, wcale po to nie sięgasz.
Do wieczora miałam zajęcie. Wpadłam w kulinarny szał, w związku z czym wykorzystałam prawie całe zapasy. Przygotowałam kilka potraw, które znałam z restauracji, ale musiałam nieco je zmodyfikować, ponieważ nie miałam wszystkich składników. Wreszcie mogłam bawić się w kuchni, tworzyć coś samodzielnie od początku do końca. Odkryłam, że sprawia mi to ogromną frajdę.
W lokalach, które wynajmowałam, nie miałam takiego miejsca do pracy ani sprzętu czy naczyń. Tutaj mogłam puścić wodze wyobraźni.
Znaczną część dań, które przygotowałam, po wystudzeniu włożyłam do zamrażalki. Nie było szans na to, żebym to wszystko w siebie wpakowała, a pomyślałam, że Nate mógłby chcieć spróbować czegoś innego niż kurczak z ryżem i zieleniną. To, co ugotował, było pyszne, ale chciałam mu pokazać, że ja też potrafię przyszykować całkiem niezłą kompozycję smaków.
Złapałam się na tym, że myślę o nim, jakbyśmy byli zwykłymi współlokatorami. A może nawet kimś więcej.
STOP! Koniec z wyobrażaniem sobie mnie i Nate’a razem. To przecież absurd w najczystszej postaci.
W kuchni zapanował niesamowity bałagan. W restauracji to było niedopuszczalne, ale tutaj nie stał nade mną Frank, więc nie dbałam o to, czy coś spadło na podłogę albo rozlało się na marmurowym blacie. Obierki z warzyw, rozsypane zioła czy miski oblepione sosem wcale mi nie przeszkadzały.
Już miałam się wziąć za sprzątanie, gdy przyszedł mi do głowy diabelny plan. Było już późno, a ja zaczęłam odczuwać zmęczenie, dlatego ostentacyjnie strzepałam niewidzialne resztki z dłoni i zostawiając wszystko w ogromnym rozgardiaszu, wyszłam z kuchni. Uśmiechnęłam się do siebie, bo wiedziałam, że Nate sprawdzi kamery, ale oprócz wkurzania się na widok swojej kuchni, która w tym momencie była w opłakanym stanie, nie będzie mógł nic zrobić.
Oczywiście miałam zamiar wszystko posprzątać z samego rana, ale na razie chciałam napawać się wygraną.
Na drugi dzień po przebudzeniu rozciągnęłam się porządnie i stwierdziłam, że czuję się znacznie lepiej. Twarz nie była już aż tak obolała, wyspałam się i cieszyłam tym, że mogłam spać w wygodnym łóżku, w czystym domu. Pozwoliłam sobie na beztroskę, co w moim przypadku było czymś zupełnie nowym, wręcz nienaturalnym.
Do luksusu człowiek szybko się przyzwyczaja.
Powędrowałam do kuchni, żeby zaparzyć kawę, ale kiedy weszłam do pomieszczenia, szybko sobie przypomniałam, że czeka mnie konkretne sprzątanie. Wrzuciłam aromatyczne, zmielone ziarna do nowego filtra i uzupełniłam wodę w ekspresie przelewowym, po czym zabrałam się za porządki. Uporałam się z bałaganem stosunkowo szybko, więc w nagrodę nalałam sobie przepysznej kawy do kubka i delektowałam się porankiem.
Tego dnia humor miałam doskonały, ale po przyjrzeniu się swojemu odbiciu w łazienkowym lustrze, okazało się, że może być jeszcze lepszy. Z twarzy praktycznie zeszła opuchlizna, a pęknięcia skóry ładnie się goiły. Zaczynałam przypominać siebie. Nawet teraz wystarczyłoby nałożyć korektor, przypudrować nosek i z pewnością nie byłoby widać, że doszło do przykrego incydentu. Miałam oczywiście sińce, ale zaczęły zmieniać kolory, więc wiedziałam, że najgorsze mam już za sobą.
Weszłam pod deszczownicę i cieszyłam się ciepłą wodą muskającą ciało. Było mi przyjemnie. Na takie luksusowe warunki nie mogłam sobie pozwolić przez ostatnie lata, chociaż w rodzinnym domu też nie było lepiej. Mieliśmy jedną łazienkę na cały budynek, a ubikacja znajdowała się zaraz obok wanny. Moi obleśni bracia nie przejmowali się tym, że biorę kąpiel, tylko wchodzili do łazienki za swoją fizjologiczną potrzebą i odbierali mi wszelką przyjemność z leżenia w wannie.
Tutaj miałam dużo miejsca, prywatności i ciepłej wody.
Ubrana w samą bieliznę wyszłam z łazienki i już miałam szybko podążyć do swojego pokoju, żeby się ubrać, kiedy kolejna złośliwa myśl zawładnęła moim umysłem. W zasadzie byłam sama w domu i nie musiałam zakładać niczego poza majtkami i biustonoszem.
Szelmowski uśmiech pojawił się na mojej twarzy, więc zamiast do pokoju, udałam się do salonu, gdzie opadłam na kanapę, a włączywszy telewizor, ponownie napawałam się moim małym zwycięstwem. Roznegliżowana kręciłam się na wygodnych poduszkach i szukałam jakiegoś ciekawego filmu lub programu.
Podobało mi się to pogrywanie z Nate’em. Byłam ciekawa, jaki poziom zdenerwowania osiągnął. Jeżeli miałam tutaj tkwić jak więzień, przynajmniej mogłam się zabawić jego kosztem. To były zupełnie niewinne gierki, ale miałam dzięki nim trochę radochy.
Kiedy ostatni raz się tak wygłupiałam?
Nigdy.
Popołudniu już zaczęło mi się nudzić, więc gdy tylko zobaczyłam, która jest godzina, zorientowałam się, że Melissa właśnie ma przerwę na papierosa. Pobiegłam po swój telefon, nadal pozostając w samej bieliźnie, i wróciłam na swoje miejsce na kanapie. Położyłam się na plecach, a nogi przerzuciłam do góry na oparcie i w takiej pozycji, bawiąc się włosami, zadzwoniłam do koleżanki.
– Cześć, laska. – Usłyszałam radosny głos niebieskowłosej dziewczyny.
– Cześć. – Uśmiechnęłam się do słuchawki.
– Co się z tobą dzieje? Słyszałam, że miałaś wypadek.
– Tak. Już jest okej, ale wiesz, w takim stanie nie mogę pokazać się ludziom.
– Masz jakieś złamania?
– Nie, ale moja twarz dochodzi do siebie.
– Poduszka powietrzna? – zapytała.
– Tak – skłamałam, bo to wszystko było zbyt skomplikowane, żeby wyjaśnić, co tak naprawdę się stało.
– Leo zauważył, że cię nie ma.
Leo był znajomym Melissy, który chyba miał do mnie słabość, bo za każdym razem, kiedy przyjeżdżał ze swoją bandą na motorach po swoją koleżankę, zawsze do mnie zagadywał i próbował się ze mną umówić. Oczywiście konsekwentnie odmawiałam, chociaż wydawał się najfajniejszy z całej ich grupy.
Miał krótkie, czarne włosy, zawsze zmierzwione przez kask, ale to tylko dodawało mu uroku. Podobał mi się jego uśmiech i czasami nawet żałowałam, że go zbywam, jednak musiałam być ostrożna.
– Gdy się dowiedział o wypadku, chciał cię od razu odwiedzić, ale ja nawet nie wiem, gdzie ty, laska, mieszkasz.
– Obecnie u znajomego. Ktoś się musiał mną zająć. Wiesz, jak jest.
– Jasne. A kiedy wrócisz do roboty? – zapytała, a ja usłyszałam, jak wypuszcza dym z ust.
– Nie wiem dokładnie. – Zbyłam ją, bo przecież nie wiedziałam, czy wrócę. – Jak sobie dajecie radę?
– Mamy kocioł i Frank się wścieka.
– On zawsze się wścieka.
– To pomnóż to teraz razy dwa.
– O cholera.
– Nooo. Ale spoko. Wiesz, że ja mam jego darcie daleko gdzieś. – Zaśmiała się. – Wczoraj całą paczką byliśmy wieczorem popływać w jeziorze. Laska, nawet nie wiesz, jak genialnie pływa się w nocy. W następnym tygodniu też mamy taki plan, więc jak wrócisz, może się przyłączysz?
– Chyba nie, ale dzięki.
– Zawsze odmawiasz – obruszyła się. – Czy ty w ogóle gdzieś wychodzisz? Jesteś jak dzikuska.
– Cóż, mam tak od zawsze. – Skrzywiłam się.
– Posłuchaj, Leo to fajny gość. Może czasami za dużo wypije i zajara, ale jest w porządku. Przecież widzisz, że na ciebie leci.
– Widzę, ale …
– Miałaś kiedyś jakiegoś faceta?
– Tak.
– Serio? – To pytanie zabrzmiało, jakby mi nie wierzyła. – W sensie takiego, z którym poszłaś na całość?