Będę żyć TOM II - ebook
Emily postanawia ułożyć sobie życie na nowo. Wraca do Houston, gdzie spotyka się z przyjaciółmi Nate’a. To za ich sprawą powracają wspomnienia i chęć do działania. Kobieta angażuje się w zlecenie, którego się podjęli. Okazuje się jednak, że zadanie jest bardzo wymagające i niebezpieczne, a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, co znacznie komplikuje sytuację. Kiedy Emily odkrywa to, o czym wszyscy wiedzieli od dawna, musi stoczyć wewnętrzną walkę, aby podjąć ważną decyzję. Nie sądziła, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. I zawsze było.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397763890 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Ty znowu tutaj?
Odwróciłam się w stronę Johna. Byłam tak zamyślona, że nawet nie usłyszałam zbliżającego się mężczyzny. Siedziałam na kocu i wpatrywałam się w dal. Lipiec był niezwykle przyjemny, więc w każdą wolną chwilę przychodziłam na grób Nate’a i po prostu przy nim siedziałam. Rozmawiałam z ukochanym w myślach, a czasami zdarzyło mi się powiedzieć coś na głos. Skończyły się łzy, ale słowa „tęsknie za tobą” wciąż niosły za sobą wiele bólu.
– Konie są w stajni, zresztą już wszystko zrobiłam przed przyjściem tutaj.
– Dobrze wiesz, że nie o tym mówię. Chodź, przejdziemy się.
Niechętnie wstałam, złożyłam koc i odłożyłam go na ławeczkę, którą John zrobił dla Mary, żeby miała gdzie usiąść, kiedy odwiedza grób syna. Nie przychodziła tutaj zbyt często, bo te wizyty kosztowały ją sporo zdrowia, ale ja nie potrafiłam odpuścić. Zaglądałam tutaj trzy, czasami cztery razy w tygodniu. Nie umiałam się powstrzymać. Czułam, że muszę, że nie mogę go zostawić.
Ruszyliśmy wydeptaną ścieżką w kierunku domu. Lekki wietrzyk unosił moje włosy, odsłaniając szyję. Milczałam, bo przyzwyczaiłam się, że w towarzystwie Johna cisza była cudownie kojąca. Przy nim czułam się dobrze, bezpiecznie, zupełnie tak, jak powinna się czuć córka przy swoim ojcu.
– Miałem nic nie mówić, bo każdy potrzebuje przeżyć żałobę po swojemu, ale minęło już półtora roku, a ty nadal tutaj tkwisz.
– Nie rozumiem, przecież zgodziliście się na to, żebym z wami zamieszkała.
Byłam zaskoczona jego słowami, bo do tej pory nie dali mi odczuć, że nadużywam ich gościnności. Wspólnie zresztą uzgodniliśmy, że tutaj zostanę, więc w tym momencie czułam się skołowana.
– Oczywiście nikt cię stąd nie wygania. Możesz tutaj mieszkać, ile tylko zechcesz, ale uważamy, że to ci wcale nie służy.
– To zdanie twoje i Mary?
– Tak. Ona nie ma serca ci tego powiedzieć, bo lubi mieć cię blisko siebie, ale oboje widzimy, jak się zadręczasz. Przesiadujesz przy grobie praktycznie cały czas, a to nie jest dobre. Nie możesz tkwić w jednym miejscu. Jesteś młodą kobietą i powinnaś ułożyć sobie życie.
– Jak miałabym go zostawić i zapomnieć? – oburzyłam się.
– Nie musisz niczego zapominać, ale uświadom sobie wreszcie, że jego już nie ma. To, że będziesz siedziała przy jego grobie, niczego nie zmieni.
Kolejne kroki stawialiśmy w milczeniu. Wiedziałam, że John miał rację, ale opuszczenie tego miejsca podchodziłoby pod zdradę – ja przynajmniej tak to odbierałam. I chociaż zauważyłam już dawno, że każdy dzień jest taki sam, bez większych radości i całkowicie przewidywalny, to nie robiłam nic, co mogłoby to zmienić.
– Tutaj zawsze będzie twój dom, do którego w każdej chwili możesz przyjechać, wrócić – zaczął znowu John. – Chcemy, żebyś była szczęśliwa, ale zostając tutaj, na pewno nie będziesz.
– Uwielbiam tę ciszę i widoki. Praca z końmi daje mi dużo satysfakcji. A przede wszystkim pokochałam was.
Głos mi zadrżał, więc szybko poprzestałam na tych krótkich zdaniach. W tej chwili miałam wrażenie, jakbym miała to wszystko stracić, jakbym musiała zdać sobie sprawę z tego, że to przecież nie moja rodzina, że zalęgłam się tutaj zupełnie bezprawnie. Byłam ukochaną ich syna, a skoro jego już nie ma, to kim dla nich jestem?
John się zatrzymał, więc ja również przystanęłam. Nieprzyjemne poczucie straty zaczynało wkradać się do mojego umysłu. Ogarnął mnie strach.
– Będziesz nas kochać bardziej, jak się stęsknisz. – Uśmiechnął się, jakby właśnie powiedział dobry żart. – Emily, nikt cię nie wygania, ale zrobisz błąd, jeżeli tutaj zostaniesz. Jedź do miasta, zabaw się. A przynajmniej zostań tam przez jakiś czas i zdecyduj, co chcesz zrobić ze swoim życiem. Tutaj nie dojdziesz do żadnych wniosków, bo to wszystko – zakreślił ruchem ręki łuk nad polami, następnie nad domem – będzie ci o nim przypominać. Jego już nie ma. Jestem przekonany, że nie chciałby dla ciebie takiego życia. My też nie chcemy.
Skinęłam głową, chociaż nie do końca byłam pewna, na co się zgadzam. Wcześniej nie myślałam o tym, żeby wyjechać. Dokąd? Miałam wrócić do Houston? Bałam się tego miasta, bo wiązało się z nim wiele wspomnień z Nate’em. Z drugiej strony znałam tam kilka osób i mogłabym ubiegać się o moją dawną posadę u Charliego. Mogłabym spotkać się z Melissą i Monicą. Stęskniłam się też za chłopakami z ekipy Nate’a. Była też szansa, że wreszcie dowiedziałabym się, jak zginął mój ukochany, bo to nie dawało mi spokoju. Nadal czułam w sobie głęboko schowaną złość, której nie potrafiłam całkowicie stłumić. Gdybym tylko mogła, dopadłabym ludzi, którzy mu to zrobili, i pomściłabym go.
Tylko przyjaciele Nate’a mogli mi w tym pomóc. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że nie kontaktowałam się z nimi od czasu, gdy opuścili posesję Wilsonów po pogrzebie. Nie próbowałam też dzwonić do Melissy. Nie sprawdziłam, jak się miewa Marcus, chociaż nieraz o nim myślałam. Pogrążyłam się w swoim smutnym świecie, odizolowałam od wszystkich. I chociaż żyłam w towarzystwie cudownych ludzi, niczym się nie cieszyłam.
Tego dnia postanowiłam porozmawiać z Mary. Wierzyłam Johnowi, że oboje się o mnie martwią i trzymają wspólny front, ale wolałam się upewnić, czy kobieta, którą pokochałam jak matkę, nie poczuje się urażona moją próbą pójścia z życiem naprzód.
Wieczorem, kiedy John udał się już do sypialni, usiadłyśmy na ganku zaopatrzone w duże szklanki mrożonej herbaty. Ten słodki napój zawsze był niezwykle orzeźwiający, ale w tej chwili pomyślałam, że chyba żadna z nas nie potrzebowała pobudzenia. Pociągnęłam jeden łyk, po czym szybko podniosłam wzrok na Mary. Tym razem herbata miała słodki i mocno alkoholowy smak. Uśmiechnęłam się do kobiety, która widząc moją reakcję, mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
Tak, to mogło chwilowo ukoić nasze smutki.
– Rozmawiałam dzisiaj z Johnem – odezwałam się.
– Tak, wiem.
– Czy naprawdę uważasz, że to w porządku, żebym… – nie bardzo wiedziałam, jak mam to powiedzieć, aby nie zabrzmiało absurdalnie – …zostawiła Nate’a?
– Domyślam się, co czujesz, ale życie toczy się dalej. Masz dwadzieścia parę lat, więc nie zamykaj się na to, co może ci przynieść jutro.
– Ale… – Znowu zastanowiłam się przez krótką chwilę. – Po tym wszystkim, co się stało, nawet nie wiem, jak mam dalej żyć. Bez niego.
– Kochanie, przecież to już się dzieje. Bez niego. Ważne jest, żebyś na nowo odnalazła szczęście. Całe życie przed tobą. Obserwuję cię już od pewnego czasu i widzę, że chociaż żartujesz sobie z nami, śmiejesz się, to ten uśmiech w ogóle nie dotyka twoich oczu. Cały czas jesteś smutna i zamknięta w sobie. Rozmawiamy, ale te boleśniejsze uczucia zostawiasz dla siebie, jakbyś bała się o nich mówić na głos, żeby przypadkiem mnie nie zranić. To jest niezdrowe.
– Jak mam was zostawić? Ciebie?
Uśmiechnęła się do mnie, ale w jej oczach pozostał smutek. Zmarniała od śmierci Nate’a, ale zauważyłam to dopiero teraz.
– Ależ nikt nikogo nie zostawia – zapewniła. – Taka jest kolej rzeczy. Dzieci wyfruwają z gniazda i budują własne. Kocham cię jak własne dziecko i chcę dla ciebie szczęścia.
Zdławiły mnie te słowa, a wzruszenie już szykowało pierwsze łzy. Wzięłam porządny łyk alkoholowej herbaty i starałam się powstrzymać szloch.
– Jesteś dla mnie jak córka. Nie synowa – podkreśliła. – Córka. Tu jest twój dom. Mam nadzieję, że spotkasz kogoś cudownego i założysz z nim rodzinę. Liczę, że zdążę poznać swoje wnuki.
Zaśmiała się na koniec, ale w jej oczach również pojawiły się łzy. Ta kobieta była najcudowniejszą matką, jaką można było sobie wymarzyć. Chciała być nią dla mnie.
Nie potrafiłam odpowiedzieć, bo wciąż dławiło mnie wzruszenie. Wyciągnęłam więc rękę w stronę Mary i uścisnęłam jej drobną dłoń. Po policzkach kobiety spłynęły łzy, ja też już nie kontrolowałam swoich. Obie w tym samym momencie skierowałyśmy twarze w stronę miejsca, gdzie spoczywał Nate.ROZDZIAŁ 2
Minęło kilka dni, a ja wciąż, mimo podjętej decyzji, opóźniałam swój wyjazd. Nie miałam zbyt wiele rzeczy do pakowania, więc w każdej chwili mogłam po prostu opuścić ranczo i spróbować czegoś nowego w innym miejscu. Postanowiłam, że wrócę do Houston, ale każdy kolejny dzień przynosił coraz większe wyrzuty sumienia.
Pod koniec lipca wreszcie zdecydowałam się wyprowadzić od Wilsonów. David zadeklarował, że zawiezie mnie w każde wskazane przeze mnie miejsce. Pożegnałam się z Nancy i jej dzieciakami. Katie dopytywała, czy jeszcze do nich przyjadę, więc obiecałam, że zobaczymy się w święta Bożego Narodzenia. Tak przynajmniej umówiłam się z Mary. Miałam dać sobie trochę czasu i pobyć z dala od nich, od tego miejsca i Nate’a.
Ściskałam wszystkich mocno, ocierałam łzy i tłumiłam w sobie poczucie, że żegnam się z nimi na zawsze. Pełen wachlarz emocji zaczynał odbierać mi mowę, czułam się tym przytłoczona. To było ponad moje siły.
Po paru minutach jazdy samochodem z Davidem usnęłam. Brat mojego ukochanego był na tyle wspaniałomyślny, że odwiózł mnie do samego Houston. Tłumaczył mi, że ma coś do załatwienia na miejscu, ale nie bardzo w to wierzyłam.
Pierwsza noc w hotelu minęła mi praktycznie bez snu. Pobyt na ranczu Wilsonów przyzwyczaił mnie do ciszy, a tutaj nocne życie tętniło głosami obcych ludzi, muzyką, warkotem silników samochodowych lub motocyklowych. Odzwyczaiłam się od miasta, chociaż spędziłam poza nim zaledwie kilkanaście miesięcy.
Pokój, który wynajęłam na miesiąc, był czysty, ale nie tak przytulny, jak ten w domu Mary. Tutaj nie pachniało jej marchewkowym ciastem, tylko płynem dezynfekującym.
Nie minęło nawet czterdzieści osiem godzin, a ja już za nimi tęskniłam.
Rano postanowiłam pojechać do Charliego i zapytać o pracę. Mogłam dysponować pieniędzmi od Nate’a, ale nie chciałam ich beztrosko wydawać, bo miałam świadomość, jak ciężko na nie pracował. Musiałam utrzymać się sama, dlatego podjęcie pracy było moim priorytetem.
Jakim ogromnym rozczarowaniem była dla mnie informacja, że w budynku, który nie tak dawno zajmowała restauracja Charliego, znajdował się teraz bar szybkiej obsługi. Cały wystrój został zmieniony, a po dawnej załodze, z którą pracowałam, nie było już śladu. Wyszłam na zewnątrz i od razu zadzwoniłam do Melissy.
– Cześć, Melissa. To ja, Emily.
– Emily?! – krzyknęła do telefonu. – Gdzieś ty się podziewała? Charlie powiedział, że już nie będziesz z nami pracować. Wydało mi się to dziwne, ale kiedy nie odbierałaś ode mnie telefonu, bałam się, że coś ci się stało. Laska!! Co się z tobą działo? Dlaczego nie dzwoniłaś?!
– Nie wiem, na które pytanie mam odpowiedzieć w pierwszej kolejności. U mnie… – Poczułam nieprzyjemny ucisk w piersi, ale postanowiłam zignorować jego przyczynę. Poza tym nie chciałam o tym rozmawiać, dlatego po bardzo krótkiej chwili namysłu oświadczyłam: – U mnie w porządku. Stoję właśnie przed restauracją Charliego, ale już jej tutaj nie ma. Dlaczego?
– Tak, nie ma już restauracji.
– Co się stało? Przecież zanim odeszłam, wszystko prosperowało, jak należy. Sam Charlie mi to powiedział. Nie rozumiem.
– Charlie miał zawał, a jego żona nie chciała się zajmować tym biznesem. Zamknęła wszystko, nas odprawiła. Frank próbował ją przekonać, że jej pomoże i wszystkim się zajmie, ale nie chciała go słuchać. Twierdziła, że to restauracja doprowadziła Charliego do tego stanu.
– Ale co z nim? Nie żyje? – Byłam przerażona.
– Żyje, ale musiał przejść operację. Jakieś bajpasy czy coś takiego. Teraz się oszczędza.
Odetchnęłam z ulgą na wiadomość, że Charlie przeżył. W tym momencie szokiem było dla mnie zniknięcie restauracji, ale nie zniosłabym informacji o śmierci człowieka, który okazał mi dużo serca, gdy po raz pierwszy trafiłam do Houston.
Tak wiele się zmieniło przez te ostatnie miesiące, że aż sama nie mogłam w to uwierzyć. Gdy poznałam Nate’a, moje życie się naprawiło, po czym legło w gruzach i teraz znowu zaczynałam wszystko od nowa.
– To gdzie teraz pracujesz? – zapytałam.
– W restauracji u takiego jednego czubka. Mówię ci, Frank był bardzo spokojny w porównaniu z tym szefem kuchni, z którym teraz pracuję. A ty masz robotę?
– Właśnie jakiejś szukam.
– Tutaj nie ma miejsc. Poza tym nie polecam. A gdzie pracowałaś do tej pory?
– Chwilowo nigdzie.
Nie chciało mi się tego tłumaczyć, zresztą nie wiem, czy miałoby to jakikolwiek sens. Prawda była taka, że nie potrafiłabym nawet streścić w jednej krótkiej rozmowie telefonicznej tego, co działo się w moim życiu przez ponad rok. Pożegnałam się więc z Melissą, obiecując, że spotkam się z nią na kawę, jak tylko znajdę jakieś płatne zajęcie.
Przez chwilę patrzyłam na ekran telefonu i rozważałam, czy powinnam zadzwonić do Marcusa. Miałam dużo wolnego czasu, ale wiedziałam, że powinnam go poświęcić na szukanie pracy. Dawniej przychodziło mi to z łatwością; po prostu szłam od drzwi do drzwi i szukałam w witrynach sklepów oraz różnych knajp wywieszki o poszukiwaniu kogoś do pomocy. Tak właśnie znalazłam się u Charliego. Wtedy mi się udało trafić na porządnego pracodawcę.
Tymczasem stałam na chodniku, gdzie kiedyś zaatakowali mnie ludzie mojego ojca, i zastanawiałam się, co mam ze sobą zrobić. Byłam w jakimś dziwnym transie. Powracały wspomnienia. Doskonale pamiętałam Wesa, który pokazał moim napastnikom broń ukrytą w kaburze, Leo na motorze i całą jego bandę, gdy odbierali Melissę z pracy. To wszystko działo się tutaj, przed tym budynkiem. Po drugiej stronie ulicy Nate miał w zwyczaju parkować, gdy przyjeżdżał po mnie wieczorem. Wszystko to uleciało, odeszło w przeszłość.
Popatrzyłam ponownie na telefon i wyszukałam numer Marcusa. Moja lista kontaktów nadal była krótka, chociaż i tak powiększyła się o rodzinę Wilsonów. Na pierwszym miejscu tego spisu widniał Nate. Wiedziałam, że dzwoniąc pod ten numer, nie usłyszę jego głosu, jednak nie potrafiłam usunąć tego kontaktu.
Pod „dwójką” szybkiego wybierania numeru miałam teraz Marcusa i już prawie ją przycisnęłam, żeby do niego zadzwonić, kiedy ogarnęło mnie dziwne uczucie. Był najlepszym przyjacielem mojego ukochanego i okazał mi ogromne wsparcie po jego śmierci, a ja nawet nie raczyłam się do niego wcześniej odezwać. Było mi wstyd. Pozałatwiał wszelkie formalności z kremacją, z przepisaniem na mnie kont bankowych Nate’a. Sprzedał nawet dom. Zamknął wszystkie sprawy, żeby mnie nimi nie obarczać, a ja nie wykonałam choćby jednego połączenia, żeby zapytać, jak się czuje.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Na dobrą sprawę, on również do mnie nie zadzwonił.
Wzięłam głęboki wdech, po czym powoli wypuściłam powietrze z płuc, następnie nacisnęłam zieloną słuchawkę, zamknęłam oczy i liczyłam sygnały.
Wreszcie usłyszałam jego głos.
– Emily?
– Cześć, Marcus – odezwałam się niepewnie.
– Cześć. Coś się stało?
– Nie, wszystko w porządku. – Miałam wrażenie, że odpowiadam tak każdemu, ale wcale tego nie czuję. – Chciałam do ciebie zadzwonić wcześniej, ale jakoś…
Zamilkłam. Jak mogłam się wytłumaczyć? Byłam zrozpaczona, ale on też przeżył śmierć przyjaciela. Miałam do niego żal, że nie chciał mi powiedzieć, jak zginął Nate, i chociaż sama nie rozumiałam potrzeby poznania okoliczności tej tragedii, czułam, że muszę się tego dowiedzieć. Bałam się, że to stało się przeze mnie, że to ludzie mojego ojca postanowili się zemścić. To mnie zjadało od środka.
– Nie przejmuj się.
– Powinnam była zadzwonić. Chyba nie chciałam przeszkadzać. Mogłeś być… zajęty… pracą.
Wiedziałam, że to słaba wymówka
– Co u ciebie? – Szybko zmienił temat.
– Pomyślałam, że moglibyśmy się spotkać i porozmawiać.
Chciałam mu podziękować za wszystko, co zrobił, i spróbować ponownie wyciągnąć z niego jakieś informacje. Minęło już sporo czasu, więc miałam nadzieję, że zmienił zdanie i zechce się przede mną choć trochę otworzyć.
– Potrzebujesz czegoś? – zapytał.
– Nie. Po prostu chciałabym się z tobą spotkać.
– Zaplanowałem już ten weekend i w zasadzie cały tydzień, ale mógłbym przyjechać do Wilsonów, jak wrócę.
– Jestem w Houston.
– W Houston? Co ty tam robisz?
Marcus wydawał się szczerze zaskoczony tą informacją. Sama nie bardzo wiedziałam, co robię.
– Mieszkam. Chwilowo. W sumie to nie wiem, jak długo. A ciebie tutaj nie ma?
– Nie. Musiałem wyjechać, ale wrócę pod koniec przyszłego tygodnia.
– W takim razie poczekam na ciebie.
– To coś pilnego?
– Nie, poczekam – zapewniłam. – Załatw to, co masz do załatwienia, a mną się nie przejmuj.
Na krótką chwilę zapanowała cisza, która natychmiast przywołała w mojej pamięci nasze ostatnie spotkanie. Tamtego dnia oboje byliśmy pogrążeni w głębokim żalu.
– Co takiego się wydarzyło, że nagle wróciłaś? – zapytał z nutką podejrzliwości w głosie.
– Mary i John uważają, że powinnam zacząć wszystko od nowa i że powinnam sobie z kimś ułożyć życie – wyrecytowałam.
– A ty czego chcesz?
To pytanie mnie zaskoczyło, bo do tej pory w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Nie byłam pewna, czy Marcus zapytał o to, bo faktycznie go to interesowało, czy po prostu rzucił tym pytaniem zupełnie od niechcenia. Tak czy inaczej, nie robiłam dalekosiężnych planów, bo i po co. Zdążyłam się już nauczyć, że nie wolno układać sobie w głowie przyszłości, bo życie potrafi ją zweryfikować i zostajemy z ogromnym rozżaleniem, jakby odebranie nam rzeczy, którą sobie wyobraziliśmy i zaklinaliśmy w myślach, było wielką niesprawiedliwością.
– Nie wiem.
– Wyjechałaś od nich, więc chyba już zaczęłaś wszystko od nowa – zauważył.
– To zabrzmiało jak oskarżenie.
– Nie. Dlaczego tak to odebrałaś?
Byłam przewrażliwiona na tym punkcie. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że każdy powtarzał mi to samo – że powinnam ruszyć naprzód ze swoim życiem – jednocześnie mi się przyglądając i mnie oceniając. A może to ja sama siebie oceniałam? Czułam wyrzuty sumienia wobec Nate’a. Tak, wiedziałam, że jego już nie ma i że nie wróci, ale jak mogłam zapomnieć o tym, co się stało? Jak mogłam cieszyć się życiem, skoro jego zostało odebrane?
– Na razie jestem tutaj – zbyłam jego pytanie. – To jak będzie? Znajdziesz dla mnie czas?
– Jasne. Możemy się spotkać za tydzień, w sobotę do południa. Gdzie się zatrzymałaś?
– W hotelu na Plainfield Street. W OYO.
– Co? – Nie dowierzał. – Dlaczego akurat tam? Przecież stać cię na porządny hotel. Cholera, stać cię na kupienie domu. Nie rozumiem.
– Dopóki nie znajdę pracy…
– Emily, co się dzieje? – przerwał mi.
– Nic. Nie chcę o tym rozmawiać przez telefon.
Marcus ciężko westchnął.
– W takim razie przyjadę po ciebie przed południem w sobotę. Spakuj się. Ulokujemy cię w jakimś lepszym miejscu.
– Nie trzeba. Tu nie jest źle. Bywałam w gorszych miejscach.
– Emily, nie ma znaczenia, w jakich miejscach bywałaś wcześniej, bo teraz…
– Zapłaciłam za cały miesiąc z góry. – Tym razem to ja weszłam mu w słowo.
W słuchawce kolejny raz zapadła cisza. Zapewne Marcus uważał mnie za niezbyt rozważną osobę, ale to nie miało żadnego znaczenia. Musiałam odnaleźć się w tej nowej sytuacji i uważałam, że jeżeli miałam zacząć wszystko od nowa, należało to robić stopniowo. Owszem, mogłam kupić dom, samochód, cokolwiek chciałam, bo Nate mnie zabezpieczył, ale nie potrafiłam tego zrobić. Nie teraz. Jeszcze nie myślałam o swojej przyszłości w kategoriach długoterminowych zobowiązań, jak zakup nieruchomości. Nawet nie wiedziałam, czy chcę tutaj w ogóle zostać.
Marcus już więcej nie nalegał. Zanim się pożegnał i rozłączył, wyciągnęłam od niego numer telefonu do Żniwiarza. Z nim też chciałam się zobaczyć. Poczułam ulgę, jakby pierwszy krok był za mną. Postanowiłam, że się dowiem, w jaki sposób zginął mój ukochany, ale wiedziałam, że muszę to zrobić delikatnie, niby mimochodem.
Miałam plan.
Nie poznałam zbyt dobrze Marcusa, ale zdążyłam się zorientować, że jest twardym i trudnym do rozgryzienia mężczyzną. Wiedziałam, że od niego nie uzyskam informacji. Nie raz przypominał mi się dzień, w którym oświadczył, że Nate nie żyje. Był wtedy z Monicą, ale to on wszystko kontrolował. Mimo że sam cierpiał, w pierwszej kolejności zajął się moim bólem, moją stratą. Potraktował mnie jak żonę swojego przyjaciela, o którą należy zadbać. Nie pamiętałam dokładnie tego, co mówił, bo w tamtym momencie byłam w amoku, ogromnej rozpaczy, ale nie zapomniałam tego poczucia ochrony i troski.
Zanim skontaktowałam się ze Żniwiarzem, zapragnęłam porozmawiać z Monicą. Było mi wstyd, że wcześniej do niej nie dzwoniłam, ale teraz, gdy byłam na miejscu, nie mogłam się z nią nie spotkać. Odebrała po trzech sygnałach. Umówiłam się z nią na wieczór, bo akurat nie miała żadnych planów. Ucieszyłam się na to spotkanie, ale od razu zastrzegłam, że chciałabym się spotkać w innym lokalu niż ten, do którego chodziliśmy razem z Nate’em. Obiecała, że coś znajdzie i wyśle mi adres w wiadomości, co też uczyniła.
Gdy punktualnie wkroczyłam do knajpy, z daleka zauważyłam Monicę i Żniwiarza. Na ich widok uśmiechnęłam się szeroko. Byli w zasadzie obcymi mi ludźmi, a równocześnie bardzo bliskimi. Przyjemne poczucie przynależności do ich grupy rozniosło się po całym moim ciele. Szłam w ich kierunku pewnym krokiem i ze szczerą radością w sercu.
Pierwsza przywitała mnie Monica. Objęła mnie mocno i przez chwilę kołysała we wszystkie strony, jakbyśmy się nie widziały przez długie lata. To było miłe uczucie. Po chwili przejął mnie Żniwiarz. Praktycznie zniknęłam w jego silnych ramionach, z których nie chciał mnie wypuścić.
– Wiedziałem, że się za mną stęsknisz – mruknął mi do ucha.
Zaśmiałam się i uwolniłam z jego uścisku. Nie mieli pojęcia, jak bardzo tego potrzebowałam. Jeszcze nie tak dawno myślałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi i jest nim ranczo Wilsonów, ale teraz już nie byłam tego taka pewna. Chyba wciąż poszukiwałam swojego domu. Czułam, że moja tułaczka wcale się nie skończyła – ona wciąż trwała, od momentu ucieczki z rodzinnego domu.
– Zaskoczyłaś mnie tym telefonem – zaczęła Monica, gdy tylko usiedliśmy przy wysokim stoliku.
– Wiem, przepraszam – powiedziałam, skruszona. – Powinnam była odezwać się wcześniej.
– Fajnie, że nas odwiedziłaś – wtrącił Lucas. – Na długo przyjechałaś?
– Jeszcze nie wiem. Na razie zostanę do świąt Bożego Narodzenia.
Żniwiarz zmarszczył brwi i lekko przechylił głowę do ramienia, jakby coś próbował zrozumieć. Widziałam, że chce zadać mi pytanie, dlatego go ubiegłam.
– Będziemy mieli okazję częściej się widywać – oświadczyłam z uśmiechem. – Chyba że będziecie w rozjazdach.
– Niedawno wróciliśmy – powiedziała Monica.
– Wszyscy cali i zdrowi? – chlapnęłam.
Naprawdę chciałam wiedzieć, czy nikomu nic się nie stało, ale z moich ust to zabrzmiało dziwnie – jak zarzut. Nie chciałam, żeby tak to odebrali. Uśmiechnęłam się.
– Cieszę się, że was widzę. Często o was myślałam i o tym, czym akurat się zajmujecie. Stąd to pytanie. Wciąż zastanawiam się, czy to wszystko mogło się potoczyć inaczej podczas tej akcji, w której zginął Nate.
Popatrzyłam na Monicę, po czym skierowałam wzrok na Lucasa. Zapuścił brodę, nie długą, półcentymetrową, ale ten gęsty zarost pasował do niego. Głowę wciąż golił na zero.
– Nic z tego, skarbie. – Żniwiarz potrząsnął głową. – Marcus urwałby mi jaja, gdyby się dowiedział, że rozmawiałem z tobą na ten temat.
Ponownie uchwyciłam spojrzenie Moniki.
– Na mnie też nie patrz.
– Minęło już tyle czasu. Nie możemy o tym porozmawiać?
– Emily, to nic nie da, że będziesz się zadręczać – wygłosiła Monica. – Wiem, co mówię. Staraj się o tym nie myśleć.
– To nie jest takie proste – oświadczyłam.
– Musisz nauczyć się z tym żyć – powiedział poważnym tonem Lucas. – Tak, to się stało. Nikt temu nie zaprzecza. Po prostu, tkwiąc myślami w tym jednym miejscu, zamykasz się na wszystko inne.
Żniwiarz miał rację, chociaż w życiu nie spodziewałabym się usłyszeć tych słów właśnie od niego. Wciąż czułam się tak, jakbym była kobietą Nate’a, więc słowa Mary, że powinnam sobie kogoś znaleźć, zupełnie do mnie nie docierały. Ruszyć naprzód ze swoim życiem i zostawić ukochanego za sobą było dla mnie czymś niewyobrażalnym. Półtora roku to długo, ale dla mnie nadal zbyt krótko.
Już miałam się odezwać, ale podszedł do nas Nick. Przywitał się ze mną serdecznie, ściskając tak, jak to zrobili Monica i Żniwiarz. Znowu poczułam się dobrze. Stanął obok mnie i zapytał, co pijemy. Ja jeszcze nie zdążyłam zamówić, więc poprosiłam o piwo. Mężczyzna udał się do baru, po czym wrócił z dwiema butelkami.
– Milesa nie będzie? – zapytałam, sącząc chmielowy napój.
– Miles urabia dzisiaj nową pannę – skomentował Nick.
– Może wreszcie zamoczy – zaśmiał się Lucas.
– Może tak subtelniej – upomniała go Monica.
– A co, brakuje ci romantyzmu? – zainteresował się Nick.
– Przy was już dawno przestałam się łudzić, że coś takiego istnieje – odcięła się.
– Nie obrażaj mnie. – Lucas udawał urażonego. – Ja zawsze jestem czarujący.
– Kiedy chcesz zamoczyć – dogryzła mu, po czym się roześmiała.
Uśmiechałam się, słuchając ich żartów. Niby nic się nie zmieniło, bo dokuczali sobie jak zwykle, a jednak uderzyło mnie to, że potrafili tak łatwo zostawić przeszłość za sobą. Stracili szefa, dowódcę, przyjaciela, a mimo to się wygłupiali. Chciałam tego samego, bo ból, który rozprzestrzenił się w głębi mojego ciała, wciąż istniał i nie chciał mnie opuścić. Pragnęłam się go pozbyć, ale nie wiedziałam jak.
– Przychodzicie za tydzień? – zapytał nagle Nick.
– Oczywiście. Nie przepuściłbym za żadne skarby krzyków chmary dzieciaków.
– Będę – potwierdziła Monica.
– Emily, jeżeli będziesz do przyszłego weekendu, to też wpadnij. Im więcej ludzi, tym lepiej.
– Gdzie? – zapytałam.
– Robimy imprezę w ogrodzie – wyjaśnił. – To nasza rocznica ślubu i urodziny młodego w jednym.
– Nie chciałabym się narzucać – zaczęłam się wycofywać.
– Nie przyjmuję odmowy.
– Zgarnę cię po drodze – oświadczył Lucas, nie czekając na moje potwierdzenie.
Uważali mnie za swoją, mimo iż człowiek, z którym byłam związana, nie był już częścią ich grupy.ROZDZIAŁ 3
Na imprezie u Nicka i Rachel było bardzo dużo ludzi. Jakoś z góry założyłam, że to będzie kameralne przyjęcie, a raczej grill ze znajomymi, a okazało się, że to wielka feta. Dzieci miały do dyspozycji ogromny dmuchany zamek ze zjeżdżalniami, które bez przerwy oblegały. Patrzyłam na roześmiane buzie maluchów i chłonęłam ten widok z ogromną radością, chociaż pisk już nie był tak uroczy.
Towarzystwo szybko podzieliło się na mniejsze grupki, więc przestałam się przejmować tym, że nie zapamiętałam imion wszystkich przedstawionych mi osób. Rachel przez chwilę stała ze mną i zabawiała rozmową. Byłam zaskoczona jej otwartością, ponieważ widziała mnie po raz pierwszy w życiu.
Pomyślałam nawet, że Nick zdradził żonie co nieco z mojej historii, i dlatego była dla mnie taka miła. Udzielił mi się jej pogodny nastrój, aż sama się sobie dziwiłam.
Miałam już jednego drinka za sobą, gdy zobaczyłam Marcusa idącego w moim kierunku. Rano wysłał mi wiadomość, że widzimy się u Nicka, dlatego nie mieliśmy okazji wcześniej się spotkać i porozmawiać. Dotarł na imprezę później niż wszyscy, ale to akurat nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem, ponieważ zawsze, kiedy się z nim umawialiśmy, pojawiał się jako ostatni. Chyba już taki miał styl.
Uśmiechnęłam się do niego, gdy tylko do mnie podszedł, ale jego kąciki ust uniosły się nieznacznie, co trochę mnie speszyło. Nie spodziewałam się radości ani uniesienia mnie w ramionach przy wszystkich, jednak takie chłodne przywitanie sprawiło mi zawód. Kiedy żegnaliśmy się po pogrzebie Nate’a, byliśmy wobec siebie bardziej wylewni.
Teraz wydawał mi się większy. Zauważyłam również, że jego twarz nabrała ostrzejszych rys, które nadawały mu bardzo niebezpieczny wygląd. Pomyślałam nawet, że nie chciałabym spotkać takiego typa w ciemnej ulicy. Krótko ostrzyżone włosy i zarost, który wyglądał na trzydniowy, wcale nie pomagały. Miał na sobie jasne dżinsy i biały podkoszulek, co nieco ocieplało jego wizerunek, ale ja wiedziałam, że zdecydowanie nie jest potulnym mężczyzną, którego największym przewinieniem jest rzucanie siarczystych przekleństw. Nate też nie był grzecznym chłopcem, jednak miał w sobie coś, co od razu mnie do niego przekonało. Jego spojrzenie pozwoliło obdarzyć go zaufaniem. Marcus miał w oczach otchłań, która nie wróżyła niczego dobrego. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zapamiętałam go zupełnie inaczej.
– Cześć – odezwał się pierwszy.
– Cześć.
– Co u ciebie?
To pytanie wydało mi się dziwne, jakby od razu chciał przejść do rzeczy, rezygnując zupełnie z miłej pogawędki. Nie uściskał mnie jak pozostali. Nawet nie podał mi ręki. Stanął naprzeciw mnie i sprawiał wrażenie kogoś obcego.
– Wszystko w porządku.
Znowu ta wymijająca odpowiedź, niewymagająca dodatkowych wyjaśnień, których chyba i tak nikt ode mnie nie oczekiwał. To weszło mi już w nawyk. Nie zdążyłam zainicjować głębszej rozmowy, ponieważ podszedł do nas Nick. Przywitał przyjaciela i oznajmił mu, że Rachel ma do niego sprawę.
– Porozmawiamy później – rzucił do mnie Marcus, po czym odwrócił się w stronę długiego stołu ustawionego na tarasie.
– Lojalnie cię uprzedzam, że jest tutaj kuzynka Rachel – powiedział do pleców przyjaciela. – Wiesz która? Ta, co wiecznie ma na ciebie ochotę. Sam sobie jesteś winny. Trzeba było jej nie tykać.
Te ostatnie słowa Nicka skierowane do Marcusa trochę mnie ocuciły. Mężczyzna ruszył przed siebie. Obserwowałam, jak zbliża się do żony przyjaciela, a gdy ta uśmiechnęła się na jego widok, zbliżył się do niej, wziął w ramiona i pocałował w policzek. W tym momencie coś ukłuło mnie w piersi. Nie byłam z nim blisko, jednak po tym, co zobaczyłam, uznałam, że całkowicie mnie zlekceważył.
Podchodząc do dmuchanego zamku, miałam nadzieję, że piski dzieci zagłuszą moje myśli. Omiotłam wzrokiem ogród, aby upewnić się, że nikt na mnie nie patrzy i nie widzi mojego zakłopotania. Czułam się jak intruz, który wdarł się niepostrzeżenie na czyjąś imprezę i próbował się wtopić w tłum gości. Nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi, co przyjęłam z ogromną ulgą.
Nick zarządzał wielkim gazowym grillem. Od czasu do czasu zerkałam w jego stronę, a widząc go takiego beztroskiego, aż trudno było uwierzyć, czym zajmował się zawodowo. Teraz cały czas sypał żartem, częstował stekami i żeberkami, a na co dzień wkładał bojowy uniform i brał udział w niebezpiecznych akcjach. Byłam ciekawa, czy wszyscy tu zgromadzeni wiedzieli, jaką pracę wykonywał.
Nagle podeszła do mnie Rachel, podając mi kolejnego drinka. Wyglądało na to, że jako jedyna się zorientowała, że czuję się tutaj nieswojo. Znowu zaczęłyśmy rozmawiać na niezobowiązujące tematy. Nie chciałam zawracać jej głowy, skoro miała tak wielu gości, dlatego zostawiłam ją w towarzystwie dwóch kobiet, które do nas podeszły, po czym ruszyłam w stronę Moniki. Stała wraz ze swoją załogą w dalszej części ogrodu. Sprawiali wrażenie, jakby nie chcieli się asymilować z resztą towarzystwa. Marcus jako jedyny stał do mnie tyłem, więc nie widział, że się do nich zbliżam.
Mimo wrzasku dzieci i licznych rozmów dorosłych, udało mi się usłyszeć, co mówi Monica.
– Ja jestem spalona, bo jego ochroniarz mnie zna – powiedziała Monica. – Musimy to rozwiązać inaczej. Zdążyłam się tylko zorientować, że potrzebują kogoś do sprzątania. Poprzednia kobieta odeszła, ale nawet nie znam jej nazwiska i nie ma jak o cokolwiek podpytać.
Kiedy tylko stanęłam obok Marcusa, rozmowa natychmiast ucichła.
– Nie przeszkadzajcie sobie – powiedziałam. – Przecież wiem, czym się zajmujecie. Nie musicie się przejmować moją obecnością. Nikomu nic nie powiem i dobrze o tym wiecie.
Upiłam swojego drinka, dając im do zrozumienia, że w tym momencie jestem tylko statystką.
– Nie potrzebuje nikogo do ochrony? – zapytał Lucas, który najwidoczniej uznał, że przedstawiłam słuszny argument.
– Nie będziemy teraz na ten temat rozmawiać – zarządził chłodno Marcus.
– Skoro zawadzam, to pójdę – oświadczyłam, ale mężczyzna stojący obok zaprotestował.
– Nie. Zostań. Po prostu nie musimy teraz tego rozkminiać.
– Marcus, tu nie ma czego rozkminiać – odezwał się ponownie Lucas. – Jesteśmy w szarej dupie i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Mieliśmy plan, żeby wsadzić tam Monicę, ale teraz to już pozamiatane. Może któryś z nas się załapie na szofera?
– Faceci odpadają – wtrąciła się Monica. – Ma swoją stałą obstawę i nie ma szans, żeby zatrudnił kogoś, kogo nie zna.
– Ze sprzątaczką może być podobnie – odezwał się tym razem Miles. – Pewnie weźmie kogoś z agencji, więc to nie będzie takie proste.
– Sprzątaczkę można zawsze podmienić w drodze do pracy – zaśmiał się Lucas.
– Ja właśnie szukam pracy – wypaliłam.
Marcus odwrócił głowę w moją stronę i przypatrywał mi się uważnie przez parę sekund. W zasadzie oczy wszystkich z tej grupy były teraz skoncentrowane na mnie. Wyprostowałam się nieznacznie, chcąc dodać sobie odwagi. Nie wiedziałam, co sobie myślą, ale przez chwilę nic nie mówili, więc zaczęłam się lekko uśmiechać, żeby rozładować to dziwne napięcie.
– Mogę być sprzątaczką, jeśli to wam pomoże – dodałam po chwili, jakbym chciała ich do tego przekonać.
– Nie – skwitował Marcus.
– Dlaczego? – Nie bardzo rozumiałam, skąd ten opór. – Potrafię sprzątać…
– To świetnie, ale moja odpowiedź nadal brzmi: nie – powiedział łagodnie, ale z jego oczu wyzierała stanowczość.
– Może to wcale nie jest taki zły pomysł? – poparła mnie Monica.
– Oszalałaś? – zwrócił się tym razem do kobiety.
– Mogłaby być tam przez tydzień, później zrezygnować. W ciągu tygodnia można sporo zauważyć – broniła swojej racji.
– Nie wiem, czy ja mówię w jakimś innym języku? – zirytował się Marcus. – Powiedziałem: nie! Komuś to jeszcze trzeba wyjaśnić?
Lucas popatrzył na mnie, potem przeniósł wzrok na dowódcę i wreszcie się odezwał:
– Uważam, że Monica ma rację. Emily dałaby radę. Potrafi być twarda. Co się może stać w ciągu tygodnia?
– Co się, kurwa, może stać? – warknął Marcus, ściszając głos, żeby pozostali goście nie zwrócili na nas uwagi. – W ciągu tygodnia może się stać bardzo wiele. Wiemy, jaki jest ten gość.
– Na razie gówno wiemy – odburknął mu Lucas. – Dysponujemy tylko informacjami, które nam sprzedał jej stary.
– Musimy zakładać, że to, co mówił klient, jest prawdą. Chyba nie myślisz, że wsadzę ją – skinął na mnie – do tego domu i będę cierpliwie czekał na to, aż coś się stanie?
– Nic nie musi się stać, jeżeli to dobrze rozegramy – wtrąciła się ponownie Monica, ale już z mniejszym przekonaniem.
– Znajdziemy inny sposób – zawyrokował Marcus. – Zawsze mamy jakiś sposób. Ma ktoś jeszcze jakieś genialne pomysły?
Zadrwił. Przynajmniej ja to tak odebrałam. Zadrwił z mojego pomysłu, z chęci pomocy. Spuściłam wzrok, ale miałam ochotę się odezwać. Ostatkiem sił powstrzymywałam się przed wygłoszeniem swojego zdania, bo najwidoczniej i tak nie miałam tu nic do powiedzenia.
– Wkurzasz się, ale chyba wiesz, że w tym momencie to jest najlepsze rozwiązanie – zabrał głos Miles.
Wszyscy patrzyli na Marcusa, który stał obok mnie. Ukradkiem dostrzegłam, jak wsadził ręce do kieszeni dżinsów, po czym usłyszałam ciężkie westchnienie. Zamknęłam oczy, bo przypomniałam sobie, jak Nate tak wzdychał, gdy coś mu nie pasowało. Cholernie tęskniłam za tym dźwiękiem, chociaż dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, jak bardzo mi tego brakowało.
– Marcus, wiadomo, że to ty podejmujesz ostateczną decyzję – odezwał się ponownie Miles.
– Zgadza się – potwierdził, przerywając kumplowi.
– Ale zawsze dyskutujemy – próbował dokończyć Żniwiarz. – A gdybyśmy właśnie mieli głosować…
– Ale nie głosujemy. – Marcus natychmiast zaoponował.
– Myślę, że jej nie doceniasz. – Wskazał na mnie Lucas.
– Słuchajcie – wreszcie wkroczyłam do akcji – ja naprawdę nie miałam zamiaru was skłócić.
Podniosłam ręce w obronnym geście, na co wszyscy się uśmiechnęli, jakbym ich rozbawiła. Tylko Marcus nie wyglądał na ubawionego. Stał z zaciśniętą szczęką i dłońmi w kieszeniach.
– Nie przesadzaj. Tylko rozmawiamy. Nie chciałabyś widzieć, jak się kłócimy – zaśmiał się Miles.
– Zaproponowałam swoją pomoc, bo dużo wam zawdzięczam i chciałam jakoś podziękować. Mogłabym się teraz na coś przydać. Jeżeli powiecie mi, co mam tam robić, to ja to wykonam. Poza tym naprawdę szukam pracy. Mogę być sprzątaczką.
– Daj spokój. Nie masz za co dziękować. – Lucas zbył mnie machnięciem ręki. – A co do twojego pomysłu, to wcale nie jest zły. Nikt cię tutaj nie zna, więc nie wiem, w czym jest problem.
– Nie wiesz, w czym jest problem? – zapytał groźnie Marcus, mrużąc przy tym oczy.
– Widzę, że masz zły dzień, stary – odburknął. – Faktycznie to nie jest odpowiedni czas i miejsce, żeby rozmawiać o tej sprawie.
– Marcus, wyluzuj. – Miles klepnął go w ramię. – Przyniosę ci drinka.
Gdy tylko mężczyzna oddalił się od nas, nastała krótka cisza. Żniwiarz wyglądał na spokojnego, ale wiedziałam, że to tylko pozory, wystarczyło dokładnie przyjrzeć się wyrazowi jego oczu. Chciałam coś powiedzieć, żeby załagodzić sytuację, ale nie bardzo wiedziałam co. Lucas puścił do mnie oko, po czym lekko się uśmiechnął. Po wydarzeniach w domu Wilsonów łączyła nas osobliwa więź, o której tylko my wiedzieliśmy. To on chronił mnie w kuchni Mary, narażając własne życie. Tylko on był świadkiem mojego bestialskiego zachowania, gdy dziurawiłam nożem klatkę piersiową Connora. To on wyniósł mnie z tej kuchni.
– Jak ty się na coś uprzesz, to nie ma zmiłuj – wyskoczyła nagle Monica.
– Daj spokój – próbował powstrzymać ją Lucas.
– Przecież to mogłoby się udać – nie wytrzymała. – Od rodziców tej kobiety niewiele wiemy. Dlaczego nie skontaktowali się ze swoim zięciem? Dlaczego nie zgłosili tego na policję?
– Mają swoje powody, żeby nie wciągać w to policji.
– Świetnie. W takim razie mamy sposób, jak uzyskać parę odpowiedzi, wprowadzając swojego człowieka do domu ich zięcia. Możesz powiedzieć, dlaczego Emily…
– Bo nie należy do naszej ekipy! – przerwał jej ostro Marcus.
Na te słowa już nikt nie odpowiedział. Nie bardzo rozumiałam, dlaczego to mnie tak zabolało. Monica spuściła wzrok, a Lucas uciekł spojrzeniem gdzieś w bok. Poczułam, jakby ktoś dał mi w twarz. Jednak nie należałam do ich grona, chociaż łudziłam się przez chwilę, że byłam jedną z nich, ale Marcus właśnie uświadomił mi, jak bardzo się myliłam.
Przełknęłam ślinę, chcąc pozbyć się dławiącej mnie guli w gardle. Przedłużająca się cisza była tak nieznośna, że musiałam się od nich oddalić.
– Pójdę po coś do picia – oświadczyłam, następnie odwróciłam się na pięcie i podążyłam w stronę Rachel.
Oczywiście nie miałam zamiaru niczego pić. Chciałam się stąd zmyć i to jak najszybciej. Ganiłam się w myślach za to, że w ogóle tutaj przyszłam. Monica obserwowała mnie z daleka, więc zamierzałam chwilę się pokręcić. Ponownie przystanęłam obok dmuchanego zamku i pozwoliłam, żeby dzieci rozproszyły moje myśli.
Gdy poczułam dotyk na ramieniu, wzdrygnęłam się ze strachu. Nie spodziewałam się, że ktoś do mnie podejdzie, bo miejsce, w którym właśnie stałam, było najgłośniejszą strefą w całym ogrodzie. Tutaj z pewnością nie dało się rozmawiać, może dlatego Żniwiarz kiwnął do mnie głową, wskazując kierunek, w którym miałam się za nim udać.
Odeszliśmy trochę dalej od wrzeszczących ze szczęścia dzieci i usiedliśmy na drewnianych schodkach prowadzących do domku na drzewie.
– Co tam, słońce? – odezwał się, po czym szturchnął mnie łokciem.
Siedzieliśmy blisko siebie, a ja myślałam o tym, jak bardzo chciałabym położyć mu głowę na ramieniu i wtulić się w niego, żeby znowu poczuć męskie oparcie.
– W porządku. – Te słowa znowu wyszły z moich ust, ale wypowiadałam je automatycznie, chociaż nie miały z rzeczywistością nic wspólnego. – A co u ciebie?
– Znasz mnie. Spełniam się zawodowo – powiedział, po czym szeroko się uśmiechnął.
– W twoim przypadku to nie brzmi dobrze, wiesz?
– Nie narzekam.
– Ty na pewno nie – zaśmiałam się smutno.
Lucas objął mnie ramieniem, jakby czytał w moich myślach. Pewnie chciał mnie pocieszyć, ale to wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Nie odsunęłam się, chciałam tak siedzieć jeszcze przez wiele kolejnych godzin. Popatrzyłam na Monicę, która widząc nas z daleka, uśmiechnęła się i pokręciła głową, a to znaczyło, że spodziewała się tego po Żniwiarzu. Ja nie, ale było mi dobrze.
– Słyszałem, że wyprowadziłaś się od Wilsonów.
– Nie wiem, czy tak do końca się od nich wyprowadziłam. Po prostu na razie jestem tutaj.
– Zamieniłaś tamte klimaty na miasto?
– Nie planowałam tego, ale teraz sobie myślę, że chyba musiałam to zrobić.
– Rozumiem.
– Marcus jest na mnie zły? – zapytałam, bo ta myśl zaczęła mnie dręczyć od momentu, kiedy ozięble mnie przywitał.
Zerknęłam na mężczyznę, który właśnie spojrzał w naszym kierunku. Może myślał, że urabiam Lucasa, aby ten pozwolił mi uczestniczyć w ich akcji? W każdym razie nie wyglądał na zadowolonego.
– Nie, nie jest na ciebie zły. Jest po prostu wkurzony na całą tę sytuację. To ta nowa robota. Dopiero co zjechaliśmy, a on wziął kolejne zlecenie. Jak dla mnie to okej, bo lubię być zajęty, ale on… Sam nie wiem.
Znowu popatrzyłam w stronę Marcusa. Stał z rękami w kieszeniach, ale już nas nie obserwował. Rozmawiał z Monicą i Nickiem, który najwidoczniej oderwał się od grilla. Kiedy odwrócił głowę w bok, w stronę ogrodzenia z wysokich krzewów, zapatrzył się w to miejsce, jakby właśnie przeniósł się myślami gdzieś daleko stąd.
– Jakoś nie bawisz się zbyt dobrze.
– Przynajmniej nie siedzę sama w hotelowym pokoju.
– A właśnie, słyszałem, że zatrzymałaś się w kiepskim hotelu. Dlaczego?
Lucas zabrał rękę z mojego ramienia, a ja na nowo zaczęłam tęsknić za bliskością. Co za bolesne uczucie – być wśród ludzi i czuć się tak cholernie samotną.
– Jak to dlaczego? Muszę gdzieś spać.
– Ale akurat tam? – dociekał.
– Miejsce dobre, jak każde inne.
– Mogłaś coś wynająć. Jakiś dom.
– Tak, już to słyszałam, ale nie wiem jeszcze, jak długo zostanę w Houston. Nie wiem, czy w ogóle zostanę. W zasadzie nic mnie już tu nie trzyma.
– Co? A my? – udawał oburzenie.
Wymusiłam uśmiech. Tak, wcześniej wydawało mi się, że jeszcze oni mi zostali, ale po tym, co powiedział Marcus, zrozumiałam, że tak naprawdę jestem sama. Dokładnie tak, jak wtedy, kiedy po raz pierwszy zawitałam do tego miasta.
– Na razie szukam pracy, a później zobaczę, jak się ułoży. Może zostanę, a może nie.
– W takim razie mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. A teraz będę się zbierał. Chcesz wrócić ze mną czy jeszcze zostajesz?
– Już jedziesz?
– Przyjechałem, dałem dzieciakowi prezent, pokazałem się. Dla mnie to i tak dużo. Nie lubię takich spędów. A te piski wiercą mi dziury w głowie. Odkąd tu jestem, myślę tylko o tym, jak spuścić powietrze z tego gówna, żeby się tak nie darły.
– Nie lubisz dzieci? – zaśmiałam się.
– Nie, bo długo się gotują – zażartował, po czym wystawił do mnie język. – To co, zbieramy się?
– Bardzo chętnie.
Z nikim się nie pożegnawszy, ruszyliśmy w stronę podjazdu. Przy drodze stały zaparkowane samochody, które należały do gości Nicka. Nie było ich jednak zbyt wiele, zapewne większość przyjechała taksówkami.
Nie zdążyliśmy podejść do czarnego Jeep’a Lucasa, bo nagle usłyszałam za plecami głos Marcusa:
– Emily!
Odwróciłam się i dostrzegłam mężczyznę idącego w naszą stronę. Nie wiedziałam, czego się mogę po nim spodziewać. Szedł wyprostowany, ale jego zacięty wyraz twarzy już się ulotnił. Kroczył z niesamowitą pewnością siebie.
– Chciałaś ze mną porozmawiać. Wiem, że umówiliśmy się na dzisiaj przed południem, ale musiałem coś załatwić.
– Nic nie szkodzi – odpowiedziałam.
– Zmywamy się – wtrącił Lucas. – Dostaję białej gorączki od tych wrzasków. Podrzucę Emily do hotelu.
– Ja ją mogę odwieźć – oświadczył Marcus. – Będziemy mogli po drodze porozmawiać.
– W zasadzie chciałam ci tylko podziękować.
Po tym, co wcześniej padło z jego ust, straciłam ochotę na pogawędkę. Owszem, dużo mu zawdzięczałam, jednak w tym momencie cały czas obijały mi się w głowie jego słowa, że nie należę do ich ekipy. Na dodatek czułam, jakby miał do mnie jakiś żal. Przebywanie w jego towarzystwie było dla mnie niezręczne, choć sama tego nie rozumiałam.
– Mam zaczekać czy zostajesz? – zapytał Lucas, bo najwidoczniej mu się spieszyło.
– Zaczekaj – poprosiłam.
– W takim razie będę w samochodzie.
Żniwiarz wsiadł do swojego Jeep’a, a ja zostałam na podjeździe z Marcusem. Mężczyzna uważnie mi się przyglądał. Jego spojrzenie było onieśmielające. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że jest między nami jakaś nić porozumienia, jakaś siła, więź, która połączyła nas na zawsze, ale teraz byłam przy nim dziwnie spięta.
– Za co chciałaś mi podziękować? – zapytał.
– Za to, że ogarnąłeś wszystkie sprawy Nate’a.
– To nie było trudne. Miałem wszelkie pełnomocnictwa.
– Pewnie tak, jednak musiałeś poświęcić temu sporo czasu.
– Nate był moim przyjacielem, więc jestem pewny, że w odwrotnej sytuacji zrobiłby dla mnie to samo.
Zamilkłam, po czym spuściłam wzrok.
– Odwiozę cię – zaoferował ponownie Marcus, ale dopiero teraz zabrzmiało to jak propozycja.
– Może lepiej będzie, jeżeli pojadę z Lucasem. Nie wiem za bardzo, o co chodzi, ale mam wrażenie, że jesteś na mnie… zły.
Zmarszczył brwi i lekko zmrużył oczy, jakby był zaskoczony moim wyznaniem.
– Skąd ci to przyszło do głowy? – zapytał.
– Nie wiem, może tylko mi się wydaje. Masz zapewne dużo na głowie, chociaż… – Wzruszyłam ramionami i nie dokończyłam rozpoczętego zdania.
– Chociaż co? – Wwiercał się we mnie swoim spojrzeniem. Kiedy skrzyżował ramiona na piersi, zrozumiałam, że znowu się zdystansował.
– Po pogrzebie szybko wyjechałeś, a kilka dni później wysłałeś wiadomość o transakcjach, które wykonałeś w moim imieniu… Tak jakbyś zdawał raport. Dokumenty do podpisu wysłałeś kurierem, chociaż myślałam, że z nimi przyjedziesz. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że mnie unikasz. Myślę również, że to właśnie dlatego nie miałeś dzisiaj dla mnie czasu, bo boisz się, że będę wypytywać o Nate’a. O to, co się stało i dlaczego zginął. Uparcie odmawiasz mi tych informacji.
Marcus popatrzył w bok i westchnął przeciągle, a gdy wrócił spojrzeniem do moich oczu, zauważyłam pewną zmianę. Złagodniał.
– W tej kwestii nie zmieniłem zdania – przemówił. – Pewne rzeczy musisz sobie odpuścić. Jednego możesz być pewna: nie jestem na ciebie zły.
– Twoje zachowanie wskazuje na coś zupełnie innego.
– Moje zachowanie?
Nie chciałam mu tłumaczyć, że poczułam się źle, gdy chłodno mnie przywitał. Gdy wykluczył mnie z ich grona, odmawiając mi miejsca w swojej ekipie, też nie polepszył mojego samopoczucia. Jednak, patrząc na to z innej strony, niczego nie był mi winien.
– Nieważne – odpuściłam. – Przykro mi, ale nie potrafię zapomnieć o tym, co się stało. Chcę poznać prawdę, bo uważam, że nie ma powodu, dla którego miałbyś ją przede mną ukrywać.
– Musisz zapomnieć.
– Nie rozumiesz, że ja cały czas o tym myślę? Zadręczam się, że Nate zginął przeze mnie. Czy to właśnie dlatego nie chcesz mi powiedzieć, co tak naprawdę się stało?
– Em – mruknął.
Ten dźwięk i skrót mojego imienia sprawiły, że moje ciało przeszył dreszcz. Zamknęłam oczy na znacznie dłużej niż jedno mrugnięcie i bezwiednie cofnęłam się o krok. Tylko Tim się tak do mnie zwracał, a nie chciałam teraz o nim myśleć. Już nigdy nie chciałam o nim myśleć.
– Co się stało? – zapytał, bo najwidoczniej dostrzegł moją reakcję.
– Nic, wszystko w porządku. – Znowu to gładkie kłamstwo.
Opuścił ręce wzdłuż ciała i zbliżył się do mnie na tyle, że w pierwszym odruchu znowu chciałam się cofnąć. Nie zrobiłam tego. Obserwowałam, jak lekko pochyla się w moją stronę, jakby chciał mi coś powiedzieć w sekrecie.
– Zmieniłaś się.
– W jakim sensie?
– Jesteś spokojniejsza. Wycofana.
– No cóż… Ty też się zmieniłeś.
– Tak?
– Tak. Jesteś zdystansowany. Gniewny. Dziwnie obcy.
– Mary ma rację – przerwał moją wyliczankę. – Powinnaś zacząć żyć w pełni. Nie oglądaj się za siebie, bo to cię zniszczy. Uwierz mi na słowo. Znam to z autopsji.