Bez końca - ebook
Laura i Michał są o krok od odzyskania życia, które kiedyś utracili. Jednak człowiek odpowiedzialny za ich koszmar wciąż pozostaje na wolności. Podążając jego śladem, odkrywają sekrety, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Laura jeszcze nie wie, że prawda, której pragnęła, zburzy wszystko, w co wierzyła. A w świecie pełnym kłamstw, Wiktor pozostanie jedyną osobą, której może ufać.
Bez końca to emocjonujący finał trylogii, który udowadnia, że nie każdy koniec oznacza stratę. Czasem jest początkiem czegoś nowego.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-475-2 |
| Rozmiar pliku: | 5,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W tym domu ją przetrzymywał. Pobił do nieprzytomności. Miała sińce na całym ciele; Wiktor widział je, choć próbowała zasłaniać się bluzką.
Padało. Przemókł, ale nie przeszkadzało mu to. Zawsze dobrze mu się myślało w deszczu. Przeszukiwał na kolanach trawę, centymetr po centymetrze, starając się nie myśleć o tym, że ona całkiem niedawno robiła to samo.
Nie zadbał nawet o założenie kaptura. Tylko by mu przeszkadzał, ograniczał widoczność. A Wiktor ani na moment nie chciał stracić z oczu tego domu. Domu, w którym przetrzymywał ją Artur.
Lata temu złożył obietnicę, której wagi nie uświadamiał sobie w pełni. Dopiero po czasie dotarło do niego, co znaczy odpowiedzialność za ludzkie życie. Przejął ją na siebie bez wahania, gotów chronić kobietę, z którą nie łączyło go nic prócz przyrzeczenia. Nie podejrzewał, że z czasem stanie się najmniej istotne.
Przysiadł na piętach i rozejrzał się. Ósmy dzień poszukiwań, ani śladu po obrączce, nie tracił jednak nadziei. Musiała gdzieś tu być. Wiktor zawsze lubił trzymać się faktów, w ten sposób panował nad rzeczywistością.
Pochylił się ponownie, zanurzając palce w rozmiękłej ziemi. Nie czuł się dobrze w tym miejscu. Laurę musiało kosztować to jeszcze więcej. Tutaj przeżyła swój koszmar, choć jego początki sięgały znacznie dalej. Do Olsztyna, na Spacerową, a nawet wcześniej.
Czuł się winny od chwili, kiedy połączył w jedno osoby Artura i młodego Pawełka. W ciągu kilku sekund wszystkie elementy układanki wskoczyły we właściwe miejsca, a życie, które znał, nabrało nowego sensu.
To on namawiał Laurę do spotkań z Arturem. Uważał, że powinna zacząć od nowa. Poparł decyzję o zaręczynach, choć wszyscy byli przeciwni. Przez lata patrzył, jak ścierają się pod wspólnym dachem. Pozwolił, by była nieszczęśliwa, by Artur ją poniżał. Miał o nią dbać, ale nie zrobił tego, nie wywiązał się z obietnicy. Uwierzył, gdy zapewniała, że sobie poradzi. Nie powinien.
Potrząsnął głową, strzepując z włosów nadmiar wody. Przesunął dłoń do przodu i jego palce natrafiły na coś twardego i zimnego. Zamarł na moment, a potem wydobył znalezisko z ziemi. Nawet pod warstwą błota błyszczała wyraźnie – jej zguba.
Wytarł obrączkę o bluzę i przyjrzał się jej raz jeszcze. Dobrze ją znał, przez dekadę obserwował, jak połyskiwała na jej palcu. Była jednym z powodów, dla których nigdy nie odważył się spojrzeć na Laurę tak, jak tego pragnął. Wolał udawać, że jego obecność w życiu młodej wdowy to wynik złożonego przyrzeczenia.
Była przecież żoną jego przyjaciela.Rozdział 1
6 sierpnia 2019
Niedokładnie tego się spodziewała.
Michał nie raczył jej szczegółowymi opowieściami z czasów spędzonych w niewoli Artura, a ona nie pytała. Za każdym razem, kiedy miała ochotę dowiedzieć się czegoś więcej, wyobraźnia podpowiadała jej, jak sama czułaby się w ogniu pytań. Zakładnikiem była tylko przez kilka dni i uparcie twierdziła, że nie okupiła ich żadną traumą, ale nie lubiła wracać do tego w rozmowach. Dobrze więc rozumiała milczenie męża.
Wiedziała, że Michał składał na komisariacie wyjaśnienia i trochę nawet żałowała, że nie mogła się temu przysłuchiwać. Kusiło ją, by wypytać Wiktora o szczegóły, ale subtelne próby nie dawały efektów, a na nic innego nie miała odwagi. Wątpiła, by złamał tajemnicę służbową, nawet dla niej.
– Jesteśmy na miejscu.
Michał zatrzymał samochód pod osłoną drzew. Leśna droga, którą jechali ostatnie pół godziny, urwała się tak nagle, jakby ktoś odciął ciąg dalszy. Zewsząd otaczała ich gęsta roślinność uniemożliwiająca penetrację okolicy.
Laura rozpięła pas i otworzyła drzwi. Po wielu godzinach drogi początkowa determinacja ustąpiła miejsca znużeniu i rezygnacji, ale zamierzała zachować się profesjonalnie. Wysiadła i obeszła samochód, wyciągając broń. Powoli zaczynała przyzwyczajać się do jej obecności. Błogosławiła się w duchu za czas spędzony z Wiktorem na strzelnicy. To było najlepsze, co mogła zrobić.
Michał gestem nakazał jej ostrożność. Najciszej jak było to możliwe zamknął drzwi, po czym rozgarnął roślinność i ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Laura z trudem otrząsnęła się z myśli o przyjacielu.
Podążając za mężem, mimowolnie zaczęła się zastanawiać, jakim cudem tak bezbłędnie odnalazł drogę. Twierdził, że przenoszono go kilkakrotnie. Był zawodowcem, ale wątpiła, by podczas ucieczki zwracał uwagę na szczegóły otoczenia umożliwiające późniejsze odtworzenie trasy, zwłaszcza że podobno wydostał się podczas transportu. A jednak trafił do magazynu, ani razu po drodze nie gubiąc drogi. Czy zaważyło szkolenie, doświadczenie zawodowe?
Przedarli się przez ostatnią warstwę roślinności i wyszli na skraj rozległego betonowego placu. Laura poczuła ukłucie rozczarowania. A więc to tutaj przetrzymywano jej męża, podczas gdy ona wylewała łzy nad jego grobem? Nie potrafiła powiedzieć, czego się spodziewała, na pewno jednak nie tego.
Plac mógł mieć dwieście metrów długości i tyle samo szerokości, może więcej. Trudno to było ocenić, bo na złączach i w pęknięciach betonowych płyt wybujały chwasty, w niektórych miejscach przewyższające człowieka. Każdy kraniec dziwacznej posiadłości pochłaniał las, tak że nie sposób było stwierdzić, jak daleko sięga.
Mniej więcej pośrodku, spomiędzy powykrzywianych drzew i zdziczałych pnączy wynurzał się szary obdrapany budynek kształtem przypominający stary PGR-owski magazyn. W wysokich, mętnoszarych oknach brakowało wielu szyb, elewacja osypywała się całymi płatami. Trudno było uwierzyć, że ktokolwiek odwiedzał to miejsce w ciągu ostatniej dekady.
Michał ruszył do przodu na ugiętych nogach, kryjąc się za kępami bujnej roślinności. Laura dostosowała się do niego bez słowa, choć w głębi duszy uważała to za przesadną ostrożność. Wątpiła, by kogokolwiek tu zastali, a jeszcze bardziej – by znaleźli wartościowe informacje. Nie mogła oprzeć się myśli, że Michał chciał odwiedzić to miejsce tylko po to, by stawić czoła własnym demonom. Dla niego był to rodzaj rozliczenia z przeszłością, co doskonale rozumiała, czuła jednak, że wybrał nienajlepszy moment.
Drzwi magazynu strzegła wielka zardzewiała kłódka. Konstrukcja nie wyglądała zbyt solidnie i z pewnością nie stawiłaby skutecznie oporu, jednak zależało im na dostaniu się do środka bez zbędnego hałasu. Po chwili namysłu wymienili się znaczącymi spojrzeniami – bez słowa wybrali drogę przez okno.
Michał oczyścił bluzą framugę z odłamków szkła i pierwszy wszedł do środka. Laura wspięła się tuż za nim, z trudem odciążając zwichnięty nadgarstek. Za każdym razem, kiedy patrzyła na bandaż, przychodziło jej do głowy, że wolałaby wyruszyć w pełni sprawna; chciała, by Michał mógł całkowicie na niej polegać. Doświadczenie podpowiadało jednak, że jeśli było inaczej, to nie z powodu nadgarstka. On najmniej zawinił w tej sytuacji.
Echo kroków odbijało się od ścian nieprzyjemnie zwielokrotnione, przez co budynek sprawiał wrażenie jeszcze bardziej upiornego. Pył, piasek i odłamki tynku, którymi usłana była podłoga, wydawały nieprzyjemny chrzęst pod stopami. Choć wcześniej Laura była absolutnie przekonana, że są sami, teraz uległa niepokojowi. Przerażająco puste, rozległe wnętrza napinały nerwy jak postronki.
Przekroczyli drzwi, częściowo zasypane gruzem, i dotarli do klatki schodowej. Michał zajrzał ostrożnie na górę, ale nie dostrzegł nic niepokojącego.
– Rozdzielmy się – mruknął. – Idź w prawo, ja pójdę w lewo. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut.
Laura spojrzała na zegarek i skinęła głową. Bez słowa oddaliła się we wskazanym kierunku.
Nie sądziła, że jej największym problemem będzie skupienie. Myślała, że jest dostatecznie zmotywowana, by utrzymać myśli we właściwym miejscu, ale sytuacja okazała się bardziej skomplikowana. Zbyt wiele zostawiła w Olsztynie, by tak po prostu się odciąć.
Poruszając się ostrożnie blisko ściany, zaglądając w każde drzwi i okno, oczami wyobraźni widziała córkę. Dziewczynka przechadzała się po mieszkaniu Wiktora w podkoszulku w konie. Leżała na łóżku, w którym jej, Laurze, zdarzało się budzić; jadała przy stole, przy którym jadała Laura. Na wspomnienie tych kątów, całkiem nieźle znanych, czuła ukłucie żalu. Tam była bezpieczna… bo tam był Wiktor.
Dotarła do olbrzymiego pomieszczenia, które za czasów świetności stanowiło zapewne główną halę. Przebiegła przez nią truchtem, starając się nie stąpać zbyt głośno. W przeciwległej ścianie znalazła drzwi, a za nimi kolejny korytarz. Infrastruktura budynku pozwalała go dość szybko i skutecznie przeszukać – był stosunkowo wąski i poruszając się jednym ciągiem komunikacyjnym, bez trudu widziała, co dzieje się w przeciwległym.
Otwierała każde drzwi, sprawdzała pomieszczenie po pomieszczeniu. Starała się być dokładna, a przy tym możliwie szybka, bo czas kurczył się nieubłaganie. Nie znalazła absolutnie nic, co świadczyłoby o obecności ludzi – teraz czy kiedykolwiek, aż dotarła do ostatnich drzwi.
Przez chwilę sądziła, że to tylko kolejne opustoszałe pomieszczenie, ale kiedy omiatała je wzrokiem, natrafiła na coś niecodziennego. Ze ściany naprzeciw wejścia zwisały dwa grube czarne łańcuchy.
Ciarki przeszły jej po plecach, a wspomnienie Wiktora wyblakło. Obejrzała się mimowolnie przez ramię; nie dostrzegłszy nikogo, weszła głębiej. Serce waliło jej jak oszalałe, a zawartość żołądka podchodziła do gardła, ale i tak zbliżyła się do łańcuchów. Na betonowej posadzce pod nimi widniały stare ślady krwi.
Gdzieś za oknem ptak zerwał się do lotu z głośnym krzykiem, omal nie przyprawiając jej o zawał. Z trudem otrząsnęła się z wizji podsuwanych przez wyobraźnię i wyjrzała na zewnątrz. Słońce skryło się za chmurami, ale parne powietrze nadal dawało się we znaki. Laura nagle uświadomiła sobie, że podkoszulek przykleił jej się do pleców.
Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na łańcuchy i wycofała się ostrożnie z pomieszczenia. Zostało pięć minut, a wolała wrócić na czas. Dobrze wiedziała, co znaczy niepokój o ukochaną osobę. Nie chciała fundować tego mężowi.
– Nareszcie.
Michał już na nią czekał. Z daleka widziała, jak zerka nerwowo na zegarek. Nie spóźniła się, ale wyczuła w jego głosie chłód. Pomyślała o pomieszczeniu, które odkryła.
– Słuchaj, Michał…
– Później – rzucił krótko. – Najpierw sprawdzimy górę.
Skinęła głową.
Weszli na piętro i – wzorem parteru – sprawdzili wszystkie pomieszczenia. W żadnym nie znaleźli śladów ludzkiej obecności. Upewniwszy się, że są sami, Michał pozwolił jej schować broń.
– Coś ci pokażę. – Uniósł znacząco brwi, ale Laura niespecjalnie interesowała się tematem. Jej uwaga przez cały czas dryfowała wokół łańcuchów. – Zejdźmy na dół.
Poprowadził ją korytarzami po lewej, aż dotarli do niewielkiego pomieszczenia po stronie przeciwnej do drzwi wejściowych. W pierwszej chwili Laura nie dostrzegła w nim nic szczególnego, ale kiedy zbliżyli się do wybitego okna, jej wzrok padł na niedopałki papierosów.
– Zdaje się, że ktoś tu jednak bywa. – Michał popatrzył na żonę znacząco. – Nie podjeżdżają od frontu, żeby nie rzucać się w oczy. Ten budynek nie jest opuszczony. On ma na taki wyglądać.
Laura w milczeniu wyjrzała przez okno. Chwasty w tym miejscu nie rosły tak bujnie, a ziemia była udeptana. Ktoś ewidentnie tędy przechodził, i to niejednokrotnie.
– Myślisz, że to ludzie Artura? – zapytała cicho.
– W promieniu dwudziestu kilometrów nie ma innych zabudowań. Prowadzą tu tylko leśne drogi. – Wzruszył ramionami, jakby odpowiedź była oczywista. – Nikt nie trafił tu przypadkiem. Jak na melinę za daleko od cywilizacji. Za to idealne miejsce, kiedy chcesz się ukryć.
Zamiast odpowiedzieć, przygryzła wargę. Może była to kwestia nastawienia, bo spodziewała się czegoś o wiele bardziej spektakularnego, ale magazyn nie wzbudzał w niej wielkiego lęku. Wydawał się niepozorny. Dopiero kiedy wyobraziła sobie Artura przechadzającego się opustoszałymi korytarzami, dreszcz przeszedł jej po plecach.
– Nie sądzę, żeby to miejsce nadal robiło za ich metę. – Michał jakby czytał jej w myślach. – Nie spodziewałbym się zastać tu Artura. Miejsce jest spalone, odkąd mu uciekłem.
– Przecież uciekłeś, kiedy cię przewozili – wypaliła, nim zdążyła ugryźć się w język.
Ich spojrzenia spotkały się na moment. Michał patrzył na nią ze złością.
– Ale tu mnie przetrzymywali – warknął. – Znam to miejsce.
Miała ochotę drążyć, ale po krótkim wahaniu skapitulowała. Obeszła pomieszczenie, spojrzała na męża i odchrząknęła.
– Więc…? Jaka jest twoja teoria?
– Myślę, że wiedział, że prędzej czy później tu przyjadę. – Wydawał się nieco obrażony, mówił chłodniej niż zwykle, ale brała pod uwagę, że może to być kwestia nadinterpretacji. – Na jego miejscu zleciłbym swoim ludziom kontrolę magazynu tak na wszelki wypadek.
– Czyli…
– Czyli myślę, że jego ludzie zjawią się tu prędzej czy później. – Przez jego twarz przemknął mściwy uśmiech. – Zaczekamy.
Laura pokiwała głową. Tego się właśnie spodziewała.
– Nie sądzisz, że to może być pułapka? – zapytała zdawkowo.
– Nie sądzę.
To musiało jej wystarczyć, bo Michał ewidentnie nie zamierzał zagłębiać się w szczegóły. Nie naciskała. Choć było to do niej niepodobne, wolała nie wystawiać jego cierpliwości na próbę.
Postanowili zakwaterować się na górze, tuż obok klatki schodowej sąsiadującej z pomieszczeniem, które mieli obserwować. Dzięki panującej w magazynie głuchej ciszy nie martwili się, że przegapią coś istotnego. Laura w duchu podejrzewała, że usłyszeliby nawet, gdyby ktoś postawił stopę w przeciwległej części budynku.
Na ścianach panoszył się grzyb, a robactwo pierzchało hordami przed światłem. Laura siedziała na karimacie, z nogami podciągniętymi pod brodę i w milczeniu obserwowała, jak Michał pochłania kolację. Fantazjowała o rozpaleniu ogniska, które mogłoby dodać im otuchy, ale nie wspomniała o tym na głos. Wiedziała, że byłoby to zbyt ryzykowne, bo dym z daleka zdradzałby ich położenie. Nie mogli sobie na to pozwolić.
– Zjedz coś. – Michał spojrzał na nią znad puszki szprotek. – Nie jadłaś od rana.
Potrząsnęła głową, starając się nie wyglądać na tak przybitą, jak była w rzeczywistości.
– Nie jestem głodna.
Odkąd wyruszyli z domu, podróżowali bez przerw na nocleg, zmieniając się za kierownicą co kilka godzin. Spanie na fotelu pasażera z czujnością zająca pomagało zregenerować siły fizyczne, ale psychicznie nie odprężało. I szybko zagubił się rytm dnia i nocy.
Michał doskonale odnalazł się w takim trybie życia, a Laura nie mogła nie pomyśleć, że prawdopodobnie przez ostatnią dekadę niejednokrotnie wiódł podobny. Nie miał problemu z zaśnięciem, wykorzystywał na odpoczynek każdą dostępną chwilę, podczas gdy ona całymi godzinami wpatrywała się w pola i lasy uciekające za oknem.
– Masz. – Rzucił jej baton proteinowy i zapiął plecak. – Musisz jeść.
Posłuchała tylko dla świętego spokoju. Żuła w milczeniu, zastanawiając się, co teraz robią Wiktor i Michalina. Rozstawali się w niezbyt radosnej atmosferze. Córka nie odzywała się do niej, odkąd usłyszała, co zamierzają zrobić. W dniu wyjazdu urządziła im awanturę, jakiej Laura jeszcze w jej wykonaniu nie widziała. Wiktor próbował ją uspokoić, podnieść na duchu, zapewniał, że dziewczynka przemyśli wszystko i pogodzi się z sytuacją, ale nie odniósł spektakularnych efektów. Laura dobrze wiedziała, jak to jest być tą, która zostaje.
Wiedziona tęsknotą sięgnęła po telefon, ale – tak jak się spodziewała – z powodu braku zasięgu nadal nie mogła zadzwonić. Pomyślała, że w przypadku zagrożenia nie mieliby nawet możliwości wezwania pomocy. Niby byli sami i nic im nie groziło, ale powoli zapadał zmrok, a w ciemności wszystko wyglądało inaczej. Sama świadomość, co musiało dziać się w tym miejscu, kiedy jeszcze Artur uważał je za bezpiecznie, przyprawiała o ciarki.
– Nie ma zasięgu?
Potrząsnęła głową. Michał próbował nawiązać rozmowę, ale ona jakoś nie mogła zdobyć się na to samo. Chociaż wiedziała, że jej wiadomość nie dotrze do Wiktora, i tak wystukała na klawiaturze kilka słów.
: Dotarliśmy do magazynu. Jest pusto, ale Michał podejrzewa, że ktoś się pojawi. Czekamy do jutra.
Chciała, by wiedział, co się dzieje. Nie tylko dlatego, że w ten sposób koiła jego niepokój. Gdyby cokolwiek im się stało, Wiktor wiedziałby, gdzie ich szukać. Oczywiście na ratunek z pewnością byłoby już za późno, ale mógłby przynajmniej odnaleźć ich ciała… i mieć pewność. Tyle mogła dla niego zrobić.
Po chwili wahania dopisała drugą wiadomość.
: Na ten moment jesteśmy bezpieczni. Mam nadzieję, że Wy także. Ucałuj Michalinę.
Chciała dodać, że za nim tęskni, ale nie mogła. Gdyby Michał przez przypadek zobaczył tę wiadomość… Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, w końcu przyjaźnili się od lat, ale zbyt dobrze wiedziała, jak to jest czuć się zdradzaną. Nie chciała odgrywać się na mężu w ten sposób.
Na wszelki wypadek dopisała u dołu datę i godzinę, żeby – bez względu na moment dotarcia wiadomości – Wiktor wiedział, kiedy została wysłana.
– Żałujesz?
Prawie zapomniała o obecności Michała i kiedy się odezwał, zaskoczona poderwała głowę. Wydawał się spokojny, niemal rozluźniony, ale jego spojrzenie pozostawało czujne. Widząc jej konsternację, wzruszył ramionami.
– Że ze mną pojechałaś – wyjaśnił.
Laura pokręciła głową. Wysłała wiadomość, odłożyła telefon i dopiero wtedy ponownie spojrzała na męża.
– Nie żałuję – odparła spokojnie. – To była przemyślana decyzja.
Wślizgnęła się do śpiwora i odwróciła się do Michała tyłem. Nie było zimno, ale czuła się bezpieczniej owinięta szczelnie materiałem.
– Dobranoc – rzuciła.
Miała nadzieję, że Michał nie będzie nalegał na rozmowę. I że tym razem uda jej się zasnąć.
28 lipca 2019
Michalina siedziała na kanapie w salonie i wpatrywała się tępo w telewizor. Ledwie do niej docierało, co ogląda. Zrobiła głośniej, żeby nie słyszeć dochodzących z góry krzyków rodziców, ale nic to nie dało. Słyszała i tak.
Za oknem zachodzące słońce zalało ogród złotem i czerwienią. Nadal było ciepło, ale już nie tak jak w dzień. Mama obiecała, że kiedy trochę się ochłodzi, posadzą w końcu truskawki. Poprzedniego dnia kupili odmianę owocującą aż do pierwszych przymrozków. Sadzonki stały w doniczkach w garażu, czekając na przeprowadzkę, ale nic nie wskazywało, by nastąpiła dzisiaj. Mieli to zrobić we trójkę, a w tych okolicznościach… Michalina już wiedziała, że rodzice nie będą się do siebie odzywać co najmniej do rana.
Słysząc wesoły dźwięk sygnalizujący nadejście wiadomości, sięgnęła po telefon. Na widok imienia Artura na wyświetlaczu szybko się ożywiła.
: Cześć, Mała. Co u Ciebie?
Na górze coś huknęło. Michalina bezwiednie spojrzała w sufit. Kiedy Artur mieszkał w tym domu, również bywała świadkiem awantur, ale nie takich.
: Słabo. Rodzice znowu się kłócą.
: Współczuję.
Przez chwilę dziewczynka wpatrywała się w ekran telefonu, zastanawiając się, co napisać. Chciała rozmawiać, wolała to, niż słuchanie krzyków rodziców, ale nic nie przychodziło jej do głowy. I wtedy telefon odezwał się ponownie.
: Może chcesz się spotkać? Moglibyśmy pójść na spacer albo na lody.
Serce zabiło jej mocniej. Marzyła o tym. Nie widziała Artura od prawie dwóch miesięcy i coraz bardziej za nim tęskniła. Zwłaszcza w chwilach takich jak ta, kiedy wydawał się jedynym dorosłym, który ją rozumie.
: Nie mogę… Mama mi nie pozwoli.
: Nie musisz jej mówić. To może być nasza tajemnica.
Dziewczynka przygryzła wargę. Podobał jej się ten pomysł, ale z okłamywania mamy jeszcze nigdy nie wyszło nic dobrego. Zazwyczaj dowiadywała się prawdy i robił się kwas… Michalina nie chciała dokładać rodzicom kolejnego powodu do kłótni.
Nie odpisywała tak długo, że Artur wysłał kolejną wiadomość.
: Jeśli nie chcesz, nie ma sprawy. Może innym razem.
: OK.
Ściskając telefon w dłoni, opadła na oparcie kanapy. Odgłosy awantury przycichły, ale poważnie wątpiła, by oznaczało to porozumienie czy choćby zawieszenie broni. Odwróciła się w stronę telewizora i przez chwilę próbowała skupić się na serialu, jednak gdzieś z tyłu głowy cały czas kołatały się myśli o rodzicach i Arturze. Nie chciała urazić go odmową. Bała się, że całkiem zniknie z jej życia, że za kilka lat nie będzie nawet pamiętał o jej istnieniu. Okej, wiele się zmieniło, miała teraz swojego prawdziwego tatę, ale Artur… Zawahała się. Prawdę mówiąc, nie sądziła, że będzie za nim aż tak tęskniła.
W końcu ponownie odblokowała telefon.
: Tęsknię za Tobą.
: Ja za Tobą też, Mała.
: Boję się, że rodzice się rozstaną. Ciągle się kłócą.
: Każdy się czegoś boi, to normalne.
: Ty też?
: Oczywiście.
Serial ustąpił miejsca reklamie. Przez chwilę Michalina bezmyślnie obserwowała tańczące parówki, a potem ponownie skupiła się na telefonie.
: Czego się boisz?
: Że Was stracę.
Wpatrywała się w telefon, bo nie wiedziała, co odpisać. Nie widzieli się od tak dawna… Mama nie chciała nawet słyszeć o Arturze, tata też. Nikt nie wspominał o nim w tym domu, zupełnie jakby nigdy nie istniał. Czy to nie oznaczało, że już je stracił?
: Tylko Twoja mama niczego się nie boi :)
Michalina uśmiechnęła się z mściwą satysfakcją. Była na mamę wściekła. To przez nią Artur odszedł, a ona nawet nie mogła się z nim spotkać. I przez nią kłócili się z tatą.
: Mama boi się ognia. Ona też jest tchórzem.
: Też?
Zawahała się. Palce zawisły nad klawiaturą, ale po chwili dokończyła wiadomość.
: Tak jak ja.
6 sierpnia 2019
Wiktor lubił gotować i na ogół wychodziło mu to całkiem nieźle. Kiedy jeszcze żyła Ewelina, zwykle był odpowiedzialny za przygotowywanie obiadów. Jego żona robiła doskonałe naleśniki, omlety i owsianki, potrafiła wyczarować śniadanie z niczego, ale przyrządzanie mięsa nie było jej mocną stroną, w związku z czym podział obowiązków dokonał się naturalnie. Odpowiadał im obojgu.
Tyle że od czasu przygotowywania obiadów dla rodziny minęło ładnych parę lat. Dla siebie Wiktor zwykle nie gotował zbyt ambitnie i z czasem po prostu od tego odwykł. Sądził, że goszcząc pod swoim dachem dziewięciolatkę, gładko wróci do dawnych przyzwyczajeń, ale stało się inaczej. Mielone przesolił i spiekł, a purée ziemniaczanemu wiele brakowało do gładkiej konsystencji. Jak na perfekcjonistę przystało, był na siebie bardziej zły, niż wymagała tego sytuacja, chociaż miał świadomość, że cokolwiek by ugotował, i tak nie miałoby to szans poprawić Michalinie nastroju.
Pościelił jej w swojej sypialni i tam też trzymała rzeczy, które Laura i Michał kupili jej przed wyjazdem. Ze względów bezpieczeństwa nie zabrali jej nawet do sklepu, co tylko spotęgowało jej parszywy humor. Wiktor starał się, by dziewczynka czuła się u niego swobodnie i komfortowo, usunął z sypialni większość swoich rzeczy w nadziei, że się rozgości, ale Michalina nadal się nie rozpakowała. Mieszkali razem prawie tydzień, a jej rzeczy wciąż leżały w torbie podróżnej stojącej w kącie pokoju.
Oboje mieli nadzieję, że sytuacja jest tylko tymczasowa i ich życie lada moment wróci do normy. Różnica polegała jednak na tym, że Michalina gorąco w to wierzyła, a Wiktor wiedział, że obecny stan rzeczy może potrwać. Musieli znaleźć sposób, by koegzystować w zgodzie i wzajemnym szacunku. Niestety, odpowiedzialność za to spoczywała na nim, ostatecznie to on był tu dorosły.
Od początku podejrzewał, że wściekłość dziewczynki obróci się przeciwko niemu, w końcu był teraz jedyną osobą, na której mogła się wyładować. Nie chodziła do szkoły, nie spotykała się z koleżankami, nie jeździła nawet do dziadków. Wiktor codziennie zabierał ją do stajni, ale nawet tam nie odstępował jej na krok. Poważnie wziął sobie do serca obietnicę złożoną Laurze i zamierzał zrobić wszystko, by Michalinie nie spadł z głowy choćby włos. Tyle że w ten sposób narażał się na jeszcze większą niechęć z jej strony.
Usiłując zrehabilitować się za nieudany obiad, postanowił na kolację przyrządzić pizzę. Spędził w kuchni większość mijającego dnia i powoli zaczynało go to frustrować. On także nigdzie nie wychodził, a nie pamiętał, kiedy ostatnio miał taką przerwę w pracy. Rozmawiał jedynie z Karolem, który od czasu do czasu wpadał zdać relację z sytuacji na komendzie. Czasem dzwonił Michał, ale to były służbowe telefony. Wymieniali informacje, aktualizowali plany, naradzali się. Z Laurą porozumiewali się głównie SMS-ami. Podejrzewał, że nie chce rozmawiać w towarzystwie męża. Nie był całkiem pewien, jakie wzbudza to w nim emocje.
Nastawił piekarnik na dwadzieścia minut i ruszył w kierunku sypialni. Od czasu obiadu Michalina nie wychyliła z niej nosa i ta myśl sprawiała, że jego żołądek zaciskał się w ciasny supeł, ale i tak było to lepsze od myślenia o Laurze. A mimo najszczerszych chęci nie potrafił się od tego uwolnić. Bez względu na to, jak gorących postanowień by sobie nie złożyli, coś się między nimi zmieniło, zapewne bezpowrotnie. Czy było warto? Mógłby przytaknąć, gdyby tylko miał pewność, że jej nie straci. W taki czy inny sposób.
Zapukał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Michalina nadal nie miała ochoty z nim rozmawiać. Wszedł mimo to, powstrzymując westchnienie.
– Co robisz? – zagadnął.
Pytanie było bezzasadne, z czego doskonale zdawał sobie sprawę, ale musiał jakoś zacząć. Michalina robiła dokładnie to samo co podczas całego dotychczasowego pobytu u niego: leżała na łóżku z telefonem w ręku.
Oczywiście nie odpowiedziała, co zupełnie go nie zaskoczyło. Przez chwilę przyglądał się jej plecom, bijąc się z myślami. Nie miał pojęcia, co właściwie robiła. Grała, wymieniała SMS-y z koleżankami, przeglądała internet? Czy była bezpieczna? Czy Laura uczuliła ją na zagrożenia czyhające w sieci? Jak ją znał, na pewno, ale teraz Michalina była pod jego opieką i na nim spoczywała cała odpowiedzialność.
– Za dwadzieścia minut będzie kolacja – oznajmił w końcu. – Zrobiłem pizzę.
Nadal nie odpowiedziała, więc wyszedł i zamknął za sobą drzwi, pozwalając dziewczynce kontynuować, cokolwiek robiła. Postanowił zdać się na jej dojrzałość i rozsądek, przynajmniej chwilowo. Dodatkowe punkty zapalne nie były im potrzebne.
Wrócił do kuchni i odruchowo sprawdził telefon. Robił to co kilka minut, jakby nabawił się tiku nerwowego. Laura nie odzywała się od wielu godzin, czego oboje się spodziewali ze względu na zdziczałe, przygraniczne tereny. Nie przypuszczał, by to się prędko zmieniło. Jakież było jego zdziwienie, kiedy na wyświetlaczu telefonu ujrzał upragnioną wiadomość…
Sądząc po godzinie, którą umieściła na dole, wysłała ją całkiem niedawno. Zapewniała, że są bezpieczni, ale żołądek Wiktora i tak wywrócił się do góry nogami. Dobrze wiedział, dlaczego tak skrupulatnie informowała go o miejscu pobytu. Choć wolałby nie wiedzieć.
Nie była bezpieczna, choć twierdziła inaczej. Mogła pisać, co tylko chciała, ale przedsięwzięcie, którego się podjęła, było bardziej niż ryzykowne. Gdyby zapytała go o zdanie, zdecydowanie by jej to odradził, ale znał ją wystarczająco, by wiedzieć, że i tak by nie posłuchała. Była odważna, inteligentna i zdeterminowana – paskudna mieszanka. I gotowy przepis na katastrofę.
: U nas wszystko dobrze. Michalina cała i zdrowa. Właśnie siadamy do kolacji. Trzymaj się.
Trzymaj się. Parsknął śmiechem pozbawionym wesołości. Trudno było o dwa równie bezpłciowe słowa, zupełnie nieoddające tego, co czuł i co chciał powiedzieć. Nie mógł jednak napisać, że martwi się, tęskni, czeka na nią. Mógł o tym myśleć i mieć nadzieję, że ona to wie. Choć tyle.
Odkąd wyjechała, wymienili setki, jeśli nie tysiące SMS-ów. Zdarzało się, że pisali nieprzerwanie przez godzinę czy dwie. Nie powiedziała tego wprost, ale musiała czuć się samotna i zagubiona. Michał skupiony na celu nie był wymarzonym towarzyszem podróży. Zwłaszcza teraz, kiedy tak kiepsko się między nimi układało.
Rozmawiali więc o głupotach; wspominali, planowali, żartowali. Bezsensowne, bezowocne rozmowy, ślizgające się wokół tego, co naprawdę chcieli sobie powiedzieć. Czy od tej pory tak miała wyglądać ich przyjaźń?
Wysłana wiadomość nie dotarła i Wiktor mimowolnie poczuł ukłucie niepokoju, choć tego się właśnie spodziewał. Odłożył telefon i wyjął z szafki dwa talerze. Miał nadzieję, że Laura – gdziekolwiek się znajdowała – naprawdę była bezpieczna. Przynajmniej dziś.
3 czerwca 2019
– Mamy kłopoty. Potrzebujemy wsparcia. Parwółki, droga na Tomaszyn.
Mamy kłopoty.
Mamy kłopoty.
Po dziesięciu latach nieobecności, upozorowaniu własnej śmierci i co najmniej nagłym powrocie Wiktor nie ufał już przyjacielowi. Doświadczenie – z wojska i policji, ale także to życiowe – nauczyło go, że jeśli coś wydaje się podejrzane, zwykle takie jest. A Michał nie zachowywał się jak ktoś, kto nie ma nic do ukrycia.
Wiktor nie powierzyłby mu swojego życia, nie zaufał w sprawach dotyczących pracy, nie chciałby mieć go u boku podczas akcji. Tylko co do jednego nie miał wątpliwości: Michał nie skrzywdziłby Laury. Przynajmniej fizycznie, a w tej chwili to było najistotniejsze.
Teraz znaleźli się w niebezpieczeństwie. Wiktor dowiedział się o tym, stojąc pięć metrów od ich córki. Spojrzał na nią i nie miał wątpliwości, że rozumiała powagę sytuacji. Zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Ale przecież nie mógł tego wiedzieć.
Dojechali na miejsce w niecałe trzydzieści minut. Okolicę patrolowały już trzy oznakowane radiowozy. W ciągu godziny znaleźli dom, z którego uciekli Michał i Laura. Znaleźli też zwłoki Alana.
Wiktor był dobrze obeznany ze śmiercią, towarzyszyła mu od lat w życiu prywatnym i zawodowym. Nie robiła już na nim takiego wrażenia jak kiedyś, ale wiedział, że nie zapomni widoku rudej czupryny w kałuży krwi. I lęku o Laurę, po której zostały tylko ślady krwi w piwnicy.
Karol wyciągnął mapę. Było już całkiem ciemno, więc włączyli latarki i rozłożyli się na masce samochodu. Wiktor nie miał trudności z oceną, w którym kierunku udał się Michał. Pracowali razem wiele lat, znali się na wylot. Wybrał najbezpieczniejszą opcję w tych okolicznościach Wiktor zachowałby się tak samo.
Niecałą godzinę później na miejscu zjawiły się psy tropiące. Część policjantów patrolowała okoliczne drogi w nieoznakowanych radiowozach, inni pieszo przeszukiwali las. Noc była ciepła i jasna, a Wiktor z trudem odsuwał od siebie myśli o Laurze. Nie mógł się przez nie skupić.
Kilka kilometrów drogi na południe od Parwółek obstawił ludźmi. Wierzył, że jego przyjaciele – jeśli tylko żyją – prędzej czy później tam dotrą. Przeszukiwanie lasu nie przynosiło efektów, było ciemno, a obszar rozległy.
Zebrali się ponownie przy radiowozach, by omówić dalszy plan działania i podzielić się zadaniami. Na wschodzie niebo powoli zaczynało się przejaśniać. Wiktor tłumaczył właśnie zniecierpliwiony, dlaczego nie uważa za zasadne przenoszenia akcji na północ, kiedy zaalarmowało ich szczekanie psów policyjnych.
Urwał w pół zdania i spojrzał na linię lasu. Serce waliło mu jak oszalałe. Czyżby…?
Kolejny fałszywy alarm.
Już miał wrócić do przerwanej argumentacji, ale odezwała się krótkofalówka.
– Mamy ich. Nic im nie jest.
Nie wierzył. Musiał zobaczyć na własne oczy.
Wyszli z lasu pięć kilometrów na zachód i – tak jak zakładał plan – natknęli się na radiowóz. Wiktor i Karol wskoczyli do samochodu. Kiedy dotarli na miejsce, ocalałych otaczał ścisły policyjny kordon.
Laura była cała i bezpieczna. Miała posiniaczoną twarz i mnóstwo krwi na ubraniach, ale kiedy go zobaczyła, kąciki jej ust drgnęły. Chciała się uśmiechnąć albo rozpłakać, nie miał pojęcia. Ruszył w jej stronę, rozpościerając ramiona. Znalazła się w nich chwilę później.
Była drobniejsza, niż zapamiętał, jakby zapadła się w sobie w ciągu tych kilku dni. Nie pachniała tak słodko i świeżo jak zawsze, ale jej serce biło w znajomym rytmie. Musiał się powstrzymać, by nie pocałować jej włosów.
– Jesteś cała? – wychrypiał.
Pokiwała głową. Chciał powiedzieć, jak się o nią martwił i jak bardzo się cieszy, ale nie zdołał. Ponad jej ramieniem uchwycił spojrzenie Michała. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a potem wymienili skinienie głowy.
Nie mylił się. Michał nigdy nie skrzywdziłby Laury.
6 sierpnia 2019
– Nie śpisz?
Pokręciła głową. Nawet nie drgnęła, kiedy Michał objął ją w pasie. Stała w oknie zapatrzona w bliżej nieokreślony punkt. Wiedziała, że się obudził, nim się odezwał. Słuch miała tak wyczulony, że bez problemu rozpoznawała najlżejszy dźwięk.
Potarła ramiona dłońmi. Noc okazała się zaskakująco chłodna, ale Laura przywitała ten fakt z ulgą. Od kilku dni nie mieli okazji wziąć porządnego prysznica i chociaż myli się fragmentarycznie podczas krótkich postojów na rozprostowanie nóg, i tak czuła się nieświeżo. Wysokie temperatury pogarszały sprawę. Chciała wierzyć, że dotyk męża okazał się nie do końca komfortowy z tego właśnie względu, w głębi duszy wiedziała jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana.
– Jesteśmy tu bezpieczni – zapewnił kojącym tonem. Oparł brodę na jej ramieniu, musnął wargami żuchwę. – Jeśli ktoś będzie się zbliżał, usłyszymy z daleka.
– Tak, wiem.
Księżyc rzucał na plac rozciągający się wokół magazynu słabe światło. Dopiero z wysokości pierwszego piętra widać było, jak bardzo zdziczał, odkąd wynieśli się stąd właściciele. Roślinność pozwalała dotrzeć do ścian budynku niemal niezauważenie, ale w opustoszałych wnętrzach odbijał się echem każdy dźwięk.
Michał miał rację, byli bezpieczni. Dlaczego więc wcale się tak nie czuła?
– Jeśli chcesz, posiedzę na warcie – zaproponował. – A ty…
– Nie chce mi się spać, Michał.
Wyswobodziła się z jego objęć i wróciła do śpiwora, choć tym razem się nie położyła. Szczelnie otulona oparła się o ścianę i ponownie sięgnęła po telefon.
Trzymaj się.
Wiadomość od Wiktora odczytała tyle razy, że znała ją na pamięć, ale i tak nie mogła oprzeć się pokusie, by rzucić na nią okiem raz jeszcze. Trudno było wyobrazić sobie bardziej lakoniczną treść, a jednak przyprawiała Laurę o szybsze bicie serca.
Trzymaj się.
Równie dobrze mógł napisać, że tęskni i z niecierpliwością czeka na jej powrót. W tym przypadku oznaczałoby to dokładnie to samo.
– Pisze coś o Michalinie?
Poczucie winy zakłuło ją boleśnie gdzieś głęboko. Michał pytał tonem człowieka pogodzonego z losem. Wiedział, że jego żona SMS-uje z Wiktorem, w końcu z kim innym mogłaby to robić? Nie brzmiał, jakby miał o to pretensje, a jednak sytuacja była nieco niezręczna.
Laura odłożyła telefon i otuliła się szczelniej śpiworem.
– Że wszystko w porządku. – Zawahała się przez moment. – Napisał, że jedzą kolację, ale wiadomości dochodzą z opóźnieniem.
Michał pokiwał głową. Usiadł na swojej karimacie, w odróżnieniu od żony odrzucił śpiwór na bok. Przeszło jej przez myśl, że jeszcze chyba nigdy nie widziała, by marzł.
– Nie martw się, z Wiktorem jest bezpieczna – zagadnął.
Miała wielką ochotę uśmiechnąć się ironicznie, ale powstrzymała się. Wiedziała o tym doskonale, z nikim innym nie zostawiłaby córki. Co więcej, nie mogła oprzeć się myśli, że rozumie to o wiele lepiej niż Michał. Mogli sobie być przyjaciółmi, ale to ona ostatnich dziesięć lat spędziła w towarzystwie Wiktora. Ona go znała.
– Luśka… – Michał zawahał się, a Laura poczuła, jak żołądek wywraca jej się do góry nogami na dźwięk zdrobnienia. Nie zauważyła, kiedy zaczęło ją tak irytować. – Myślisz, że mamy szansę to jeszcze poskładać?
Wydawało się, że naprawdę chce znać odpowiedź. Martwił się, co oznaczało, że zdawał sobie sprawę z trawiących ich związek problemów. To była pewna odmiana i sprawiła Laurze satysfakcję. Wcześniej miała wrażenie, że wszystko po nim spływa.
– Jeśli oboje będziemy tego chcieli. – Wzruszyła ramionami.
– A ty tego chcesz? – Uchwycił jej spojrzenie i sprawił, że nie mogła odwrócić wzroku. – Przyjechałaś tu, bo chcesz to naprawić czy dlatego, że to jedyna szansa na normalne życie?
– Przyjechałam tu, bo jesteśmy na równi odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszej córki.
Wiedziała, że to nie jest odpowiedź na pytanie, ale innej nie miała. Michał nie zamierzał ustąpić.
– Cały czas mówimy o Michalinie, a co z nami? Jesteśmy jeszcze rodziną czy… nie?
Spojrzała na niego z pewnym wysiłkiem. Bał się, w jego oczach błyszczał niepokój, wyraźny jak nigdy. Kiedyś ten widok wzruszyłby ją bez wątpienia, teraz tylko zirytował. Długo czekała na podobną rozmowę, poważną i szczerą; jeszcze niedawno wiele by za nią dała. Dziś zmuszała się, by doprowadzić ją do końca. Kiedy przestało jej zależeć?
– Jesteś moim mężem, Michał – odparła nieco chłodniej, niż planowała. – Zawsze będziemy rodziną.
– Taką, która razem wychowuje córkę, ale żyje osobno?
– Pytasz, czy myślę o rozwodzie?
Wpatrywali się w siebie poważnie, oboje zaskoczeni obrotem spraw. Do tej pory groźba rozstania, nawet jeśli wisiała w powietrzu, była raczej ulotna. Po raz pierwszy wydała się rzeczywista i Laura poczuła, jak ciarki przechodzą jej po plecach. Nie tylko się tego bała, ale czuła też dreszcz ekscytacji. I to przerażało ją jeszcze bardziej.
– Chyba tak – przyznał Michał.
Myślała. Do tej pory nie przyznała tego nawet przed sobą, ale czasem przed zaśnięciem fantazjowała, jak by to było zacząć od nowa. Podejmować decyzje nieobciążone tak straszliwymi konsekwencjami jak każda z obecnych. Po raz pierwszy w życiu być naprawdę wolną.
Ale przecież zdecydowała inaczej. Choć serce wyrywało się w przeciwnym kierunku, postanowiła ratować małżeństwo. Znowu nosiła obrączkę. Rozwód był możliwością, którą odrzuciła.
– Nie. – Uśmiechnęła się z wysiłkiem. – Nie myślę o rozwodzie. Chcę to poskładać.
Z jakiegoś powodu ta odpowiedź wcale nie ucieszyła Michała. Czyżby wyczuwał kłamstwo?
Odsunęła się od ściany i położyła. Wiedziała, że prędko nie zaśnie, ale miała nadzieję w ten sposób uniknąć dalszej rozmowy. Kiedyś tylko w towarzystwie Michała czuła się w pełni komfortowo. Teraz – choć starała się o tym nie myśleć – wolałaby mieć przy sobie kogoś innego.
Przymknęła oczy. Było ciężko, ale nadal jakoś się trzymała. Tak jak chciał Wiktor.