Bezmiar żalu - ebook
Podkomisarz Ewa Piórkowska po trudnym i rozczarowującym śledztwie w rodzinnych Nowinach przenosi się do Kielc i zaczyna pracę w wydziale kryminalnym. Ta zmiana jest jej potrzebna, a wsparcie prokuratora Dawida Zygadło pomaga jej odzyskać równowagę. Pewnego dnia policja otrzymuje zgłoszenie o zbrodni w elitarnej szkole w Chęcinach. Na boisku prestiżowej placówki znaleziono martwą Zuzannę Seweryn – uczennicę ostatniej klasy, szkolnej gwiazdy i liderki. Ewa wraz z Dawidem otrzymuje tę sprawę. Okazuje się, że Zuzanna nie była tak lubiana, jak mogło się wydawać. Za perfekcyjnym wizerunkiem kryły się konflikty, manipulacje i upokorzenia. Lista podejrzanych rośnie z każdym dniem. Jakby tego było mało, chłopakiem ofiary jest Konrad Mochocki, siostrzeniec Marka i Andrzeja – ludzi, którzy kiedyś sprawili, że zarówno Piórkowska, jak i Zygadło zaczęli wątpić w sprawiedliwość. Kto naprawdę miał powód, by zabić szkolną gwiazdę? Ilu ludzi skrywa sekret, który może wszystko zniszczyć?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-6701-332-1 |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Super, że jesteś! Wszyscy na ciebie czekają! – zawołała rudowłosa dziewczyna z szerokim uśmiechem w stronę blondynki, która właśnie wkroczyła do ogrodu z gracją kogoś, kto zawsze przyciąga uwagę. Jej dłoń spoczywała w ręku przystojnego niebieskookiego chłopaka. Razem wyglądali jak żywcem wyjęci z reklamy luksusowego życia – idealni, pewni siebie, nierealni. – Dziewczyny już czekają, są podjarane – dodała z ożywieniem.
– Sorry, ale zatrzymała nas pilna potrzeba – odparła blondynka, mrugając porozumiewawczo do swojego towarzysza. On zaśmiał się na jej aluzję.
– Chcecie coś do picia? – zapytała ruda, z entuzjazmem poprawiając włosy, które opadały jej na ramiona w luźnych falach.
– Jeśli masz coś lepszego niż piwo z beczki, to chętnie – powiedziała blondynka z pogardą w głosie, rozglądając się po rozległym ogrodzie.
Wokół, przy blasku lampionów, młodzi ludzie bawili się w rytm muzyki dobiegającej z głośników.
– Jasne! Moi rodzice mają barek pełen najlepszych alkoholi – zaświergotała rudowłosa i bez czekania na odpowiedź zniknęła w głębi domu, pozostawiwszy ich samych.
Blondynka przyglądała się bawiącym się rówieśnikom.
– Coraz więcej przeciętniaków przyjmują do tej szkoły – wyszeptała niby do siebie, choć doskonale wiedziała, że niebieskooki ją słyszy.
– Chłopaki z drużyny z chęcią pomogą ci w eliminacjach. – Pochylił się ku niej. W jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia.
– Świetnie, na to liczyłam – odpowiedziała, nawet na niego nie patrząc, jakby to, co powiedział, było równie oczywiste jak to, że była w centrum uwagi.
Rudowłosa wróciła błyskawicznie z dwoma kieliszkami wypełnionymi kolorowym alkoholem. Z dumą podała je blondynce i jej towarzyszowi, oczekując słów uznania, które nie padły.
– Zaczynajmy. – Blondynka uniosła kieliszek, patrząc na tłum z wyższością.
Ruda gospodyni odwróciła się w stronę zgromadzonych, z rękami w górze, by przyciągnąć ich uwagę.
– Halo, uwaga! – zaczęła. – Wszystkie dziewczyny, które zgłosiły się do eliminacji do drużyny cheerleaderek, proszę podejść tutaj! – zawołała donośnie, przekrzykując muzykę i gwar rozmów.
Jej głos przebił się przez hałas imprezy. To był moment, na który wszyscy czekali.
Zainteresowane dziewczyny zaczęły gromadzić się w grupkę, liczącą około dwudziestu osób. Część z nich szeptała nerwowo, inne stały wyprostowane, aby od razu zrobić jak najlepsze wrażenie. Blondynka stanęła przed nimi, uśmiechając się nonszalancko.
– Jak dobrze wiecie, bycie cheerleaderką to przede wszystkim dobra prezencja – mówiła stanowczym tonem. Chciała stworzyć wrażenie, że wygłaszała ważną przemowę. – Nikt nie chce patrzeć na brzydkie albo grube dziewczyny. – Jej słowa zawisły w powietrzu. Wśród dziewczyn pojawiło się kilka speszonych spojrzeń, a grupka młodych mężczyzn stojących z boku parsknęła śmiechem. Blondynka kontynuowała: – Bycie w mojej drużynie to genialny wygląd, wyczucie rytmu i elastyczność. Dlatego każdy z tych elementów zostanie dziś przetestowany. A na końcu zostaną te dwie dziewczyny, które naprawdę zasługują na miejsce w drużynie.
– Zawsze myślałam, że pomponiara powinna po prostu machać pomponami – rzuciła dziewczyna z asymetryczną fryzurą. Jej ton był przesycony sarkazmem i natychmiast przyciągnął uwagę całego towarzystwa. Bezceremonialnie spojrzała na blondynkę. Kontrast między nimi był uderzający. Tamta prezentowała nienaganny, dopracowany w każdym detalu wygląd, podczas gdy ona emanowała nonszalancją w sportowych szortach i luźnym topie na ramiączkach. – W sumie małpa też by dała radę – dodała i uśmiechnęła się szyderczo.
Zapadła pełna napięcia cisza, która błyskawicznie wytrąciła rudowłosą z równowagi.
– Ej, skąd się tu wzięłaś? – wycedziła. – Nikt cię nie zapraszał.
Natomiast blondynka, ku zdziwieniu zgromadzonych, uśmiechnęła się i zmierzyła buntowniczkę lodowatym spojrzeniem.
– Po co tu przyszłaś? Podobno nami gardzisz.
Buntowniczka wzruszyła ramionami, ale w jej oczach pojawił się błysk ekscytacji.
– Rok w rok ta sama szopka. Gnoisz nowe laski, udajesz, że to rekrutacja, a tak naprawdę jarasz się tym, że możesz się nad kimś pastwić. Musisz czuć władzę, bo bez tego jesteś nikim – powiedziała ostro. – Nie dajcie się wkręcić – mówiła głośno, spoglądając dookoła. – Ona nie szuka żadnych kandydatek. Potrzebuje ofiary, aby podnieść sobie samoocenę.
Twarz blondynki stężała, a w jej oczach błysnęła wściekłość.
Rudowłosa również już kipiała ze złości i w końcu nie wytrzymała:
– To moja impreza. Spadaj, Saro!
Nastolatka uśmiechnęła się lekko. Osiągnęła cel.
– Z wielką przyjemnością – odparła i odwróciła się na pięcie. Zanim ruszyła do wyjścia, dodała jeszcze przez ramię: – Dziewczyny, nie dajcie się. Ona chce was tylko wykorzystać.
Kiedy mijała blondynkę, ta nachyliła się do niej i syknęła cicho:
– Jesteś żałosna i zawsze będziesz sama.
Sara zatrzymała się, patrząc jej w oczy. Miała stanowcze spojrzenie.
– Wolę być sama, niż dawać ci poczucie, że jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało – wyszeptała. – Udajesz liderkę, ale wciąż jesteś małą dziewczynką, która chce zaimponować tatusiowi.
Ostatnie słowa były wypowiedziane tak cicho, by tylko blondynka mogła je usłyszeć. Twarz liderki napięła się w gniewie.
– Konrad, pokaż jej, gdzie są drzwi – rzuciła, nawet nie zerkając na chłopaka. Jej wzrok był utkwiony w Sarze, toczyły nieme starcie, w którym słowa były zbędne.
Chłopak automatycznie ruszył w stronę buntowniczki. Stanął przed nią, sugerując kierunek wyjścia.
– Ty też kiedyś przejrzysz na oczy – stwierdziła Sara, mijając go z uniesioną głową.
Konrad otworzył szeroko drzwi i czekał, aż wyjdzie, a następnie zatrzasnął je z impetem.
– Skoro śmieci się już wyniosły, możemy zaczynać – oznajmiła blondynka z zadowoleniem, spoglądając po zgromadzonych. Jej głos był teatralny. Reszta imprezowiczów natychmiast zareagowała, oklaski i śmiechy przetoczyły się przez tłum, jakby opowiedziała najlepszy żart wieczoru. – Pierwsze zadanie jest proste. Musicie przejść od jednego końca basenu do drugiego w samej bieliźnie. Jury, czyli ja i koledzy z drużyny piłki nożnej, ocenimy, czy się nadajecie, czy nie – przedstawiła plan z uśmiechem, dając iluzję, że to ma być niewinna zabawa.
Wśród dziewczyn chcących dołączyć do drużyny cheerleaderek rozległy się pełne niepokoju szepty. Jedne patrzyły na siebie zdezorientowane, inne wymieniały ukradkowe spojrzenia, próbując zrozumieć, czy to na pewno nie żart. Po chwili dwie wycofały się i biegiem opuściły rządek, w którym stały.
– Cenię samokrytykę i realistyczne spojrzenie na własne możliwości – rzuciła blondynka chłodno, spoglądając za odchodzącymi. – Zostało was więc osiemnaście, a ja mam tylko dwa miejsca w drużynie. Lepiej pokażcie, na co was stać.
Jej słowa wywołały mieszankę emocji – przerażenie, wstyd i determinację.
Dziewczyny, wyraźnie spięte, powoli zaczynały przyswajać zasady gry. W tłumie słychać było gwizdy i komentarze chłopaków, a blondynka stała jak królowa, czekając na pierwszą odważną.
Światła imprezy tańczyły na powierzchni basenu, nadając miejscu klimat jak z filmowej scenografii. Ale dla uczestniczek ten obraz miał smak wyroku.
Blondynka rozsiadła się w samym centrum na leżaku, otoczona kolegami z drużyny piłkarskiej. W dłoni obracała drinka, a jej spojrzenie przeszywało uczestniczki niczym lód.
Po chwili w końcu pierwsza odważna wyszła na „wybieg” przy basenie. Miała na sobie prostą bawełnianą bieliznę, która akcentowała jej krągłe kształty. Zanim zdążyła się ruszyć, rozległ się rechot i jeden z chłopaków wtrącił:
– Lepiej pasowałabyś na maskotkę drużyny, na przykład miśka!
Tłum wybuchł śmiechem. Blondynka przewróciła oczami, teatralnie westchnęła i zabrała głos:
– Uważasz, że ktoś chce patrzeć na wieloryba? Szukam cheerleaderek, a nie osób, które mogą reklamować obóz dla grubasów.
Oceniana zacisnęła wargi, ale zanim coś odpowiedziała, blondynka machnęła ręką.
– Następna!
Kolejna dziewczyna, wysoka i szczupła, podeszła do zadania z większą pewnością. Jednak zanim zdążyła przejść połowę drogi, jeden z chłopaków zawołał szyderczo:
– Nogi jak precle!
Blondynka spojrzała na uczestniczkę z perfidnym uśmiechem i powiedziała:
– Nie dość, że masz krzywe nogi, to jeszcze wyglądasz, jakbyś przez tydzień nie czesała włosów. Koszmar!
Śmiechy narastały, a kandydatka spuściła wzrok, chcąc zniknąć z pola widzenia. Blondynka jednak nie pozwoliła jej odejść bez ostatniego ciosu:
– Zrób sobie przysługę i wbij sobie do głowy, że jesteś brzydka.
Następne dziewczyny szły jak na skazanie. A blondynka wytykała każdą niedoskonałość – zaokrąglony brzuch, mało wyrazisty biust, zbyt dużą ilość piegów na twarzy.
– Czy my organizujemy casting do horroru? Spójrzcie na tę twarz! Co to ma być, charakteryzacja na Halloween? – rzuciła w stronę kolejnej dziewczyny, która nie zdołała powstrzymać łez i wybiegła z ogrodu.
Tłum wiwatował, śmiał się i klaskał. Drużyna piłkarska prześcigała się w kąśliwych komentarzach, a każda kolejna uwaga blondynki była przyjmowana jak żart wieczoru.
– Czy w tej szkole są w ogóle ładne dziewczyny? Następna! – zawołała z podłym uśmiechem.
Dla niej to była gra, zabawa, sposób na pokazanie, kto tu rządzi. A dla uczestniczek, które się przed nią przechadzały, to była trauma. Każda z nich została upokorzona.
Po przejściu wszystkich dziewczyn blondynka uniosła kieliszek:
– Zostały te, które mogą spojrzeć w lustro. Czasami brutalna szczerość to najlepsza przysługa, jaką można komuś wyświadczyć.
Śmiechy znów wypełniły ogród, a blondynka, zadowolona ze swojego „spektaklu”, opadła na leżak. Nie dostrzegała, że na obrzeżach tłumu niektóre dziewczyny stały w milczeniu z oczami pełnymi łez i gniewu. Upokorzone wiedziały, że tej nocy nie zapomną ani słów blondynki, ani jej szyderczego śmiechu, który odbijał się w ich głowach jak echo zniewagi.
Po chwili królowa ceremonii znów się odezwała:
– Czas na rundę drugą – oznajmiła. Wstała z leżaka i pewnym krokiem przechadzała się przed dziewczynami, które przetrwały pierwsze zadanie. – Zostało was dziesięć, więc osiem musi odpaść. Teraz sprawdzimy wasze poczucie rytmu. Każda z was pokaże seksowną solówkę do wybranego utworu.
Te słowa wywołały nową falę niepokoju wśród dziewczyn. Kilka z nich nerwowo poprawiło włosy, inne zacisnęły dłonie na biodrach, próbując dodać sobie odwagi. W tle rozbrzmiewała muzyka, taneczne hity, z dominującymi basami, które podkreślały rosnące napięcie.
– No, co tak stoicie? Ruszcie się! I pamiętajcie, że w cheerleadingu liczy się show. Jeśli nie potraficie tańczyć, to jak zamierzacie rozgrzewać tłumy na stadionie? – fuknęła blondynka, przewracając oczami. Wyglądała perfekcyjnie – od idealnie ułożonej fryzury po makijaż. Była jak wzór niedoścignionego stylu.
Pierwsza kandydatka, drobna brunetka, nieśmiało wyszła na środek. Wybrała popularny popowy hit Britney Spears i zaczęła się poruszać, ale była zdenerwowana, widać było, że tańczy w strachu.
– To ma być solówka czy próbujesz rozgrzać się przed gimnastyką korekcyjną? – skomentował jeden z chłopaków, a tłum wybuchł śmiechem.
Blondynka uniosła rękę, uciszając ich, i spojrzała na dziewczynę z przesadnym współczuciem.
– Taki taniec to jak prośba o jałmużnę pod kościołem. Następna!
Brunetka szybko uciekła na bok, walcząc z łzami.
Jako następna wyszła wysoka blondynka o modelowej sylwetce. Jej pewność siebie była wyczuwalna, choć widać było, że obserwuje tłum, spodziewając się jakiejś złośliwej uwagi. Wybrała dynamiczną latynoamerykańską piosenkę i zaczęła tańczyć z wyczuciem. Jej ruchy były płynne i pełne wdzięku. Wydawało się, że robi dobre wrażenie, gdy znów jeden z chłopaków przerwał jej występ głośnym gwizdem:
– Co tak się szczerzysz, to nie reklama pasty do zębów!
Blondynka zaśmiała się głośno
– Jesteś sztuczna jak z Photoshopa – rzuciła. – Tragedia.
Dziewczyna zbladła i zacisnęła wargi, starając się nie pokazać, jak bardzo ją to dotknęło. Bez słowa wróciła na swoje miejsce, próbując ukryć emocje, które w niej wzbierały.
Kolejne uczestniczki również próbowały swoich sił, ale żadna nie uniknęła ostrza krytyki. Niska szatynka, która wybrała energetyczny utwór disco, dała z siebie wszystko. Brak naturalnej gracji nadrabiała energią i pewnością siebie, ale to nie wystarczyło.
– To ma być taniec czy dziwne rytuały plemienne? – zadrwił ktoś z tłumu, wywołując falę śmiechu.
– Myślałaś, że to było seksowne? – wtrąciła blondynka. Jej ton był pełen zniecierpliwienia. – To nie aerobik dla seniorów, tylko selekcja cheerleaderek. Następna!
Każda dziewczyna wchodziła na środek jak owca prowadzona na rzeź. Blondynka bezlitośnie pozbawiała je pewności siebie komentarzami, które trafiały z chirurgiczną precyzją.
– Z takim poczuciem rytmu nawet miotła miałaby większe szanse na wejście do drużyny.
– Może spróbuj w zespole country. Taniec na linie bardziej by ci pasował.
– Nie wiem, co było gorsze: twój taniec czy ten koszmarny strój. W czymś takim wstydziłabym się pokazać nawet na zadupiu w ciemną noc.
Kąśliwe słowa blondynki padały jedno po drugim, wywołując mieszankę śmiechu i zażenowania wśród zgromadzonych. Gdy ostatnia kandydatka skończyła swoją próbę, liderka wstała z leżaka, klaszcząc powoli.
– Wygląda na to, że z dziesięciu kandydatek zostały tylko cztery – oznajmiła. Spojrzała na wybrane dziewczyny z zadowoleniem. – A więc przed wami ostatnia konkurencja – ogłosiła. – Najtrudniejsza, ale pokazująca, jak bardzo chcecie być w drużynie.
Jej słowa zabrzmiały złowieszczo, a w oczach dziewczyn, które przetrwały poprzednie rundy, pojawił się lęk. Kandydatki zerkały nerwowo to na siebie nawzajem, to na blondynkę, która przeciągała moment milczenia, celowo budując napięcie.
– Cheerleaderka musi być nie tylko ładna, zgrabna i rytmiczna, ale także… elastyczna – powiedziała z przesłodzonym uśmiechem. Ale w jej spojrzeniu kryło się coś nieludzkiego. – I w tej konkurencji pomogą mi koledzy.
Chłopcy z drużyny piłkarskiej, dotąd rozłożeni na leżakach, rzucili sobie porozumiewawcze spojrzenia. Wysoki brunet z zuchwałym uśmiechem uniósł brwi w pytającym geście, a blondynka skinęła głową, potwierdzając coś, co pozostało niewypowiedziane.
– Każda z was pójdzie z jednym z chłopaków na górę do sypialni – poleciła tonem, jakby proponowała coś zupełnie zwyczajnego. – Tam będziecie miały szansę pokazać, na co was stać. Moi przyjaciele ocenią, czy jesteście wystarczająco zaangażowane, żeby dołączyć do drużyny.
Słowa zawisły w powietrzu, a po nich zapadła cisza. Część imprezowiczów spojrzała po sobie, zmieszana, ale nikt nie odważył się odezwać. Byli uczestnikami gry, którą prowadziła blondynka. Gry, w której ona ustalała zasady. W głowach niektórych tłukło się usprawiedliwienie: „To przecież tylko zabawa”.
– To jakiś żart – przerwała ciszę jedna z dziewczyn.
Blondynka zmierzyła ją chłodnym wzrokiem. Patrzyła na nią niczym na wadliwy produkt. Po krótkiej chwili odparła z ironicznym uśmiechem:
– Jeśli uważasz, że to żart, to nie powinnaś tu być. W tej drużynie nie ma miejsca dla tych, które nie wiedzą, jak walczyć o swoje. Jeśli chcesz zrezygnować, droga wolna. Cheerleading to dyscyplina dla odważnych, a nie dla tchórzy. – Zrobiła dramatyczną pauzę, po czym dodała: – Zostajesz?
Jeden z chłopaków wstał, przyciągając uwagę brunetki.
– Chodź, sprawdzimy, czy jesteś tak giętka, jak się wydaje – rzucił z drwiącym uśmiechem i wyciągnął do niej rękę.
Brunetka spojrzała na niego, a potem na blondynkę. Na jej twarzy pojawiła się mieszanka gniewu i upokorzenia. Zrobiła krok do tyłu, unosząc dumnie głowę.
– Nie. Nie będę w tym uczestniczyć.
Blondynka westchnęła teatralnie i rozłożyła ręce w geście przesadnego współczucia.
– Szkoda. W takim razie żegnamy cię. Pamiętaj tylko, że sukces wymaga poświęceń. Ale nie każdy ma w sobie odwagę, by się poświęcić – dodała z cynicznym uśmiechem.
Brunetka zmierzyła ją wzrokiem pełnym nienawiści, zanim odwróciła się na pięcie i zniknęła w tłumie. Jej zdecydowany krok mówił więcej niż jakiekolwiek słowa.
Wokół zapanowała cisza, a reszta dziewczyn, które pozostały, nerwowo zerkała na siebie. Toczyły wewnętrzną walkę, co zrobić. Blondynka uniosła brew, widząc ich wahanie.
– No i co? Macie zamiar stać tu całą noc? – zapytała. – Czyżby i was to przerosło? – spytała z wyzwaniem w głosie. – Jeśli tak, to może zakończmy tę farsę i przestańmy marnować czas.
Trzy dziewczyny wymieniły niepewne spojrzenia, a chłopcy, siedzący na leżakach, czekali, która pierwsza odważy się spełnić żądanie blondynki. Atmosfera gęstniała. Tłum obserwował sytuację w ciszy. Nie było wiadomo, czy to jeszcze gra, czy już coś, co przekroczyło granice akceptowalnego zachowania.
Twarze trzech dziewczyn, które pozostały w „grze”, wyrażały niepewność. Żadna z nich jednak nie chciała być tą, która się podda. Blondynka zaśmiała się, rozkoszując się widokiem ich walki wewnętrznej. Potem klasnęła w dłonie.
– Trochę determinacji! Tego oczekuję od członkiń mojej drużyny! – powiedziała, rozglądając się po twarzach zgromadzonych.
Wskazała na wysokiego blondyna o aroganckim uśmiechu.
– Blaze, ta jest twoja – oznajmiła, kiwając głową w stronę rudowłosej dziewczyny, która odruchowo spuściła wzrok. Niepewnie podeszła do niego, próbując ukryć drżenie dłoni.
– Misiek ty weź tę – dodała, wskazując na drugą dziewczynę, która stała z zaciśniętymi pięściami.
Trzecia z dziewczyn, wysoka brunetka, spojrzała na blondynkę niemal błagalnym wzrokiem, ale ta tylko uśmiechnęła się triumfalnie.
– A twoim partnerem będzie Kubi – oznajmiła, wskazując na muskularnego chłopaka z fryzurą na klasycznego piłkarza.
Nastolatek puścił do dziewczyny oko z bezczelnym uśmiechem.
Blondynka ponownie rozsiadła się wygodnie na leżaku i dodała:
– Macie dwadzieścia minut. Liczę na szczegółowe raporty.
Słowa te zawisły w powietrzu jak ostateczny werdykt, a dziewczyny z trudem powstrzymywały łzy, gdy podchodziły do przydzielonych im chłopaków.
A oni, uśmiechając się w sposób, który jednoznacznie zdradzał ich intencje, ruszyli na górę z dziewczynami, prowadząc je jak trofea. W tłumie rozlegały się szepty, wymieniano porozumiewawcze spojrzenia. Atmosfera stawała się nieprzyjemna, wszyscy wyczuwali, że granica jednak została przekroczona.
Tylko blondynka wyglądała na zadowoloną. Czuła się królową, patrzącą na poddanych posłusznie wykonujących jej rozkazy. Miała na twarzy uśmiech pełen samozadowolenia, w jej oczach błyszczała wyższość, której nikt nie miał odwagi zakwestionować.
Po upływie wyznaczonego czasu na schodach pojawiły się dwie pary. Blaze i Misiek prowadzili swoje towarzyszki, które wyglądały na zmieszane, ale starały się zachować twarz. Blaze, z szerokim uśmiechem, podszedł do blondynki i odezwał się głośno, tak by wszyscy słyszeli:
– Ta mała ma w sobie ducha walki. Nie tylko jest elastyczna, ale i pełna inicjatywy.
Misiek zaś, klepiąc swoją partnerkę po plecach, rzucił z rozbawieniem:
– Zdecydowanie zasługuje na miejsce w drużynie. Pokazała, że potrafi dać z siebie wszystko.
Blondynka klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się z zadowoleniem.
– Właśnie tego oczekiwałam! Gratulacje, dziewczyny. Witamy w drużynie cheerleaderek!
Z tłumu rozległy się brawa i wiwaty, ale po chwili uwaga wszystkich skupiła się na Kubim, który schodził na dół sam.
– Co się stało? – Blondynka uniosła brew z zainteresowaniem.
Kubi wzruszył ramionami.
– Rozpłakała się, jak tylko zacząłem ściągać spodnie. Wybiegła z pokoju, zanim cokolwiek zdążyłem zrobić.
Blondynka zaśmiała się głośno, bez cienia współczucia.
– Cóż, nie każdy ma to, co trzeba, by być w drużynie. Lepiej, że wyszło to teraz. – Obróciła się w stronę zgromadzonych, unosząc ręce w triumfalnym geście. – Tylko dwie dziewczyny miały odwagę i determinację, by przejść wszystkie próby. Oklaski dla nich!
Tłum posłusznie klaskał, choć na twarzach niektórych malował się niesmak. Blondynka jednak zdawała się zupełnie nie zauważać mieszanych reakcji. Zbliżyła się do nowo przyjętych członkiń drużyny i objęła je ramionami.
– Cieszcie się tą chwilą, bo to był przedsmak tego, co was czeka. – W tych słowach pobrzmiewała słodko-gorzka nuta ironii.23 MARCA, PONIEDZIAŁEK 2009 ROKU, KIELCE
Od ponad ośmiu miesięcy podkomisarz Ewa Piórkowska mieszkała i pracowała w Kielcach. Całkiem dobrze poradziła sobie z przejściem do większej jednostki niż ta w Nowinach. Początkowo obawiała się, jak przyjmą ją nowi koledzy, lecz jej pozytywne nastawienie, bystrość i pracowitość szybko zyskały uznanie zespołu. Współpracownicy docenili jej opanowanie i umiejętność radzenia sobie w najbardziej wymagających sytuacjach, co pomogło jej płynnie wtopić się w rytm pracy komendy w Kielcach.
Nie przydzielono jej stałego partnera, dlatego uczestniczyła w różnych akcjach, wspierając tych, którzy akurat potrzebowali pomocy. Taka różnorodność obowiązków jej odpowiadała. Każde nowe zadanie było okazją do nauki i zdobycia cennego doświadczenia. Praca w Kielcach otworzyła przed nią możliwość angażowania się w sprawy, które w Nowinach były rzadkością lub nie zdarzały się wcale, co dodatkowo motywowało ją do działania.
Naczelnik Paweł Miszkiel wzbudzał w Ewie respekt i szacunek. Od początku zauważyła, że dbał o swoich ludzi i starał się, aby każdy czuł się częścią zespołu. Prokurator Dawid Zygadło, z którym Ewa się zaprzyjaźniła, potwierdził jej spostrzeżenia. Według niego Miszkiel był człowiekiem, który zawsze wyciągał pomocną dłoń, pod warunkiem że ktoś działał uczciwie i zgodnie z zasadami. Ta świadomość dopingowała Ewę do pracy. Chciała udowodnić, że jej miejsce w wydziale nie było przypadkowe, lecz wynikało z umiejętności i zaangażowania.
Jak każdego poranka Piórkowska właśnie zmierzała w stronę mieszkania prokuratora, bo mieli razem jechać do pracy. Biuro Dawida mieściło się niedaleko komendy, więc wspólne dojazdy były wygodne. Po przeprowadzce do Kielc Ewa wynajęła dwupokojowe mieszkanie w bloku, które znajdowało się zaledwie dwie klatki od mieszkania Zygadły. To on zaproponował jej tę lokalizację. Chciał, aby czuła się pewniej w nowym mieście.
Poznali się podczas wspólnej sprawy w Nowinach. W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy ich relacja stała się bliska, ale nigdy nie pojawiły się żadne romantyczne uczucia. Oboje czuli, że nie ciągnie ich do siebie w tym sensie. Lubili spędzać razem czas, jednak ich więź miała wyłącznie charakter przyjacielski.
Już na początku przedyskutowali temat swojej relacji. Sprowokowała ich do tego sugestia byłej dziewczyny Dawida, Ady, która wyjechała z jego synkiem w podróż dookoła świata. Ada sugerowała, że Ewa i Dawid mogliby stworzyć udany związek. Jednak ani jedno, ani drugie nie widziało siebie w takim układzie. Dawid nie był gotowy na coś stałego. Wolał niezobowiązujące spotkania z młodszymi kobietami. Ewa natomiast chciała partnera, który wiedziałby, czego chce od życia, i miałby podobne priorytety jak ona.
Ostatecznie zgodzili się, że płaszczyzna przyjaźni zupełnie im odpowiada. Dziś Ewa bez wahania mogła powiedzieć, że Dawid jest jej najlepszym przyjacielem, i czuła się z tym dobrze. Relacja z nim była dla niej ważnym wsparciem w nowym miejscu, zarówno w pracy, jak i poza nią.
Nacisnęła przycisk dzwonka i chwilę czekała, aż drzwi mieszkania prokuratora się otworzą. Ku jej zdziwieniu w progu zamiast Dawida pojawiła się blondynka ubrana jedynie w krótki T-shirt i figi. Widok ten zaskoczył ją, ponieważ Zygadło zazwyczaj pozbywał się swoich towarzyszek niemal od razu po upojnych chwilach. Kobiety nie zostawały u niego do rana.
– Słucham? – zapytała niepewnie, wbijając w Ewę oceniający wzrok.
– To ja słucham – odpowiedziała z oburzeniem Piórkowska. – Kim pani jest i co pani robi u mnie w mieszkaniu? – dodała stanowczym tonem. Kobieta zamarła, a na jej twarzy pojawiło się przerażenie. – Gdzie jest mój mąż? – Ewa udawała zirytowaną żonę.
Liczyła, że Dawid doceni jej małą improwizację, zwłaszcza że najprawdopodobniej nie zamierzał się już z tą kobietą spotkać.
– Dawid jest pani mężem? – Blondynka chwyciła spodnie leżące na komodzie i zaczęła je nerwowo wkładać.
– Od dziesięciu lat. – Ewa skrzyżowała ręce na piersiach i obserwowała, jak dziewczyna w panice zbiera swoje rzeczy.
– Nie mówił, że jest żonaty – tłumaczyła się tamta, narzucając na siebie kurtkę.
– Zaraz mu o tym przypomnę – fuknęła Ewa. – A dla pani lepiej będzie, jeśli opuści pani moje mieszkanie.
Dziewczyna kiwnęła głową i wybiegła na klatkę schodową, wciągając na nogi buty typu emu. Zabawne było to, że dziewczyny nie zdziwiło, iż Ewa zadzwoniła do drzwi, zamiast otworzyć je własnym kluczem, skoro tu mieszkała.
Gdy drzwi zamknęły się za kobietą z hukiem, Piórkowska wybuchła śmiechem. Młode kobiety, z którymi spotykał się Dawid, były naiwne. Dobre na chwilę, ale z żadną z nich ani on, ani Ewa nie znaleźliby wspólnego języka na dłuższą metę.
Dawid zgrywał beztroskiego hedonistę, lecz Ewa podejrzewała, że tęsknił za Adą. Wiedział, iż ich ponowny związek jest mało prawdopodobny. Był realistą i rozumiał, że to, co łączyło go z Adą, należy już do przeszłości.
Weszła do kuchni i od razu włączyła ekspres do kawy. Znała poranne rytuały Dawida, dlatego zawsze pojawiała się u niego przynajmniej pół godziny wcześniej, zanim mieli wspólnie jechać do pracy. Prokurator nie ruszał się z domu bez kubka czarnej kawy i czegoś na ząb, co zwykle przynosiła ze sobą. Oboje szybko przyzwyczaili się do tej rutyny, która z czasem nabrała naturalności. Patrząc na nich z boku, ktoś mógłby pomyśleć, że są dobrym małżeństwem, które zna się na wskroś i dogaduje bez słów.
– Zaraz muszę wychodzić. Nie wiem, czy zdążę ci zrobić kawę – usłyszała jego głos z przedpokoju.
Kilka sekund później Zygadło pojawił się w kuchni, miał na sobie tylko ręcznik owinięty wokół bioder. Wyglądał atrakcyjnie. Jego świetna sylwetka i ujmująca aparycja tłumaczyły łatwość przyciągania młodych kobiet. Był szarmancki, a czterdzieści lat i doskonała forma działały na jego korzyść. Posiadał klasyczną urodę: symetryczną twarz z mocno zarysowaną szczęką i zarostem, który dodawał mu męskości. Jasne, przenikliwe oczy przyciągały uwagę, kontrastując z ciemniejszymi, starannie ułożonymi włosami.
– Ewa?! Co tutaj robisz? – rzucił zaskoczony, gdy w półmroku kuchni dostrzegł przyjaciółkę, a nie kobietę, z którą spędził ostatnią noc. – Gdzie ona jest? – zapytał czujnie.
– Jeśli mi powiesz, jak miała na imię, to wyjaśnię, co z nią zrobiłam – oświadczyła rozbawiona Ewa, kładąc dłonie na biodrach.
Dawid spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem wypuścił powietrze z rezygnacją.
– Nie wiem, ale liczyłem na seks przed pracą – odpowiedział żartobliwie.
Ewa zaczęła się śmiać. Fakt, że nie zadawał sobie nawet trudu, by zapamiętać imiona dziewczyn, z którymi sypia, zawsze ją bawił.
– No cóż, zamiast seksu będą pyszne świeże paszteciki – zakomunikowała, wykładając na talerz wypieki kupione w osiedlowej piekarni.
– Też dobrze – odparł z uśmiechem. – Tylko coś na siebie włożę.
Pięć minut później wrócił do kuchni w błękitnej koszuli z krawatem i w granatowych spodniach garniturowych. Wyglądał jak z okładki magazynu o prawnikach. Usiadł naprzeciwko Ewy i sięgnął po pasztecik.
– Gdzie ty je znajdujesz? – Patrzyła na niego z rozbawieniem. – Ta dzisiejsza w ogóle była pełnoletnia? – Nie mogła powstrzymać się od uszczypliwości.
– Mam taką nadzieję – rzucił z uśmiechem, a Ewa przewróciła oczami. – Gdy mam wolny wieczór i nie chce mi się wysilać, wchodzę na wideo czaty. Zawsze znajdzie się jakaś, która chętnie pójdzie na kolację i skusi się na dobry seks – wyjaśnił, wzruszając ramionami.
Ewa nie mogła się nadziwić, z jaką lekkością podchodził do tych spraw. Sama była na trzech randkach, odkąd przeprowadziła się do Kielc, i tylko jedna z nich zakończyła się czymś więcej niż kolacją. Spotkała się z tym mężczyzną dwa razy, poszli do łóżka, ale ostatecznie uznała, że to nie to. Dlatego myśl o kolejnych randkach stanowiła dla niej wyzwanie, które niełatwo było podjąć.
Dawid śmiał się z jej podejścia i twierdził, że za dużo analizuje, zamiast po prostu cieszyć się chwilą. Ale ona wiedziała, czego chce. Zależało jej na czymś więcej niż tylko na zaspokojeniu fizycznym. Chciała znaleźć kogoś, kto podzieli jej wartości i stworzy z nią trwały związek. Dawid tego nie rozumiał, ale akceptował jej wybory, a ona akceptowała jego. Taka przyjaźń była dla nich idealna.
– Mam ciekawostkę – oznajmił Dawid, sięgając po kolejny pasztecik. Ewa uniosła brew.
– Że na obszarze stu kilometrów kwadratowych nie ma już laski, której byś nie zaliczył? – rzuciła z rozbawieniem, gryząc pasztecik.
– To też – odparł z szerokim uśmiechem. – Ale tym razem chodzi o ciebie.
Ewa zmarszczyła brwi, skupiając na nim wzrok.
– Wczoraj był u mnie z dokumentami aspirant Lech Szaro – zaczął Zygadło, a Piórkowska natychmiast westchnęła. Lech, choć sympatyczny, był największym plotkarzem w ich wydziale. Nawet kobiety nie interesowały się tak innymi jak on.
– I co tym razem wymyślił? – zapytała ze znużeniem.
– Powiedział, że Tymon Nadolski się w tobie podkochuje.
Ewa przewróciła oczami.
– Lech chyba ciągle myśli, że jest w liceum – burknęła.
– Tymon ci się nie podoba? – dopytywał Dawid.
– Jest moim kolegą z wydziału – wyjaśniła rzeczowo. – Nie interesują mnie romanse w pracy. Wiesz o tym. – Spojrzała na niego znacząco.
– Ja go lubię – stwierdził Dawid. – Robi swoje i jest całkiem niezły z wyglądu.
Ewa rzuciła mu kpiące spojrzenie.
– To się z nim umów. – Wyszczerzyła zęby w teatralnym uśmiechu. – Zdobędziesz nowe doświadczenia.
Dawid zaśmiał się pod nosem.
– Ejjj, chcę dla ciebie dobrze.
– Poradzę sobie sama – zapewniła i urwała temat. – Zbieramy się? Mam trochę papierkowej roboty do nadrobienia.
– Ja też. – Dawid wstał od stołu. – Zapytaj naczelnika, czy koło południa puści cię do Tymańskiego. Mam mieć wyniki sekcji z wczorajszego zabójstwa.
– Jasne, chętnie wezmę w tym udział. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam – odparła Ewa, wkładając ostatnie naczynia do zmywarki.
Ruszyli do wyjścia. Dopiero gdy jechali w stronę komendy, Ewa się odezwała:
– Masz jakieś plany na wieczór?
– Nie – odpowiedział bez zastanowienia.
– Pójdziesz ze mną do rodziców na kolację? Mama ma imieniny – wyjaśniła i dodała: – Rodzice cię lubią, a kiedy jesteś ze mną, to nie wypytują o moje prywatne sprawy.
Dawid na nią spojrzał.
– A będzie twoja siostra? – zapytał.
Ewa wyczuła w jego pytaniu dziwną nadzieję, która nie do końca jej się spodobała. To nie było zwykłe neutralne pytanie; w jego tonie kryło się coś, co brzmiało prawie jak oczekiwanie.
Westchnęła ciężko. Sandra, jej młodsza siostra, była jej całkowitym przeciwieństwem. Wysoka, smukła, z idealną figurą mimo trójki dzieci, wyglądała jak modelka. Ewa, w porównaniu z nią, miała bardziej kobiece kształty, pełniejszy biust, zaokrąglone biodra, które kiedyś, w młodszych latach, były jej kompleksem. Często porównywała się z Sandrą, zastanawiając się, jak to możliwe, że jej siostra wyglądała, jakby miała osobistego trenera i dietetyka, podczas gdy ona sama musiała się starać, by osiągnąć zadowalający efekt. Kiedyś zazdrościła Sandrze sylwetki. Z biegiem lat jednak nauczyła się akceptować swoje ciało.
– Będzie – odparła w końcu, starając się zignorować niepokojącą myśl o oczekiwaniach Dawida wobec jej siostry. – Nie mieszaj jej w głowie – dodała stanowczo. – Poza tym będzie z nią Arek – przypomniała o mężu Sandry. – Więc raczej jej nie zbajerujesz – zażartowała, próbując złagodzić ton, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewała nuta czujności.
Lubili Arka oboje, dobrze się z nim dogadywali. Był zabawny i bezpretensjonalny. Ewa była pewna, że Arek nie zdawał sobie sprawy, jakie wrażenie Dawid robi na jego żonie. Choć Zygadło nigdy nie przekroczył granicy przyzwoitości, jego naturalny urok, pewność siebie i niewinne komplementy nie pozostawały bez wpływu na Sandrę. Przy nim czuła emocjonalną burzę.
– Obiecuję, będę wzorowym gościem – oznajmił Dawid z szelmowskim uśmiechem.
Zaparkował na parkingu przed komendą, wysiedli i każde ruszyło w swoją stronę.
– Do zobaczenia w południe w kryminałce¹ – zawołał jeszcze za Ewą, kiedy wchodziła przez drzwi. Pokiwała tylko głową na znak, że usłyszała.
1. Kryminałka – slangowe określenie prosektorium w środowisku policyjnym lub medycznym.15 WRZEŚNIA, PONIEDZIAŁEK 2008 ROKU, WIECZÓR, CHĘCINY
Norbert zapukał do drzwi pokoju Diany. Wiedział, że o tej porze nie powinien się tu pojawiać, ale nie potrafił poczekać do jutra. Wcześniej dzwonił do przyjaciółki wielokrotnie, lecz bez skutku. Domyślał się, dlaczego nie odbierała. Dlatego nie chciał zostawiać jej samej z tym, co się wydarzyło. A gdyby ktoś go tu przyłapał, wytłumaczy się troską o koleżankę i jej stan psychiczny. Był pewien, że mu uwierzą.
Stał przed drzwiami, a niepokój narastał z każdą sekundą. Cisza za nimi była nienaturalna, duszna, aż czuł, jak żołądek ściska mu się w bolesnym skurczu. Dopiero po trzeciej serii natarczywego pukania rozległ się metaliczny szczęk zamka. Drzwi uchyliły się powoli, niepewnie, jakby z drugiej strony ktoś walczył ze sobą, czy w ogóle je otworzyć. W szczelinie ukazała się twarz Diany – blada, z oczami czerwonymi od łez, a jej spojrzenie było przepełnione smutkiem.
– Cześć, mogę wejść? – Starał się, by jego głos brzmiał łagodnie. – Widziałem, co Zuzanna zrobiła – dodał.
Diana zawahała się, ale w końcu kiwnęła głową i uchyliła drzwi szerzej. Norbert szybko wsunął się do środka i zamknął za sobą drzwi.
Dowiedział się, co się stało, z klasowego maila. Zuzanna nie tylko upokorzyła Dianę, ale zrobiła to w wyjątkowo podły sposób.
– Jak się trzymasz? – zapytał, spoglądając na nią z troską.
Dziewczyna westchnęła głęboko, próbując opanować emocje. Jej dłonie drżały, a spojrzenie wędrowało gdzieś w bok, unikając jego wzroku.
– Jestem taka głupia – powiedziała w końcu. – Myślałam, że dla mnie będzie inna. Chyba mnie zaćmiło. Sądziłam, że nie jest aż tak wredna.
– Kiedy to się stało? – Norbert nie ukrywał niepokoju w głosie.
– Pod koniec wakacji. Była impreza… – zaczęła cicho. – Chciałam się dostać do drużyny. Wiedziałam, że Zuzanna o tym decyduje. Powiedziała, że muszę udowodnić, że mam odwagę.
Diana przełknęła ślinę, ramiona jej się zatrzęsły.
– Kazała mi wejść na stół, tańczyć, jakbym była w klubie go-go, żeby „udowodnić, że mam odwagę i nie jestem sztywniarą”, a potem wciągnęła w to chłopaków. Dwóch. Powiedziała przy wszystkich, że jeśli naprawdę chcę być w drużynie, mam im pokazać, że potrafię „zadowolić facetów”. Najpierw myślałam, że żartuje, ale oni zaczęli mnie obłapiać, a ona to nakręcała. Inni stali dookoła i patrzyli. A ja… ja nie potrafiłam się sprzeciwić. Byłam w szoku, chciałam, żeby to się skończyło. – Głos Diany się załamał, łzy popłynęły strumieniami. – Teraz każdy w szkole o tym wie.
Norbert poczuł, jak coś w nim pęka. Serce waliło mu w piersi, a pięści same się zacisnęły.
– Jak ja się teraz pokażę w szkole? – wyszeptała Diana. – Wszyscy widzieli. Ona zrobiła ze mnie pośmiewisko… i dziwkę.
– Nie jesteś dziwką – przerwał jej ostro, a w jego głosie drżała wściekłość. – To ona cię do tego zmusiła. To ona przekroczyła wszystkie granice.
Diana spojrzała na niego niepewnie, a w jej oczach było coś więcej niż rozpacz – czyste, palące poczucie wstydu.
– Przykro mi i wiem, że teraz już za późno na „a nie mówiłem”. Ale nie możemy jej odpuścić. Nie pozwolimy, żeby wygrała. Razem sobie z tym poradzimy – powiedział, a jego głos był łagodny, pełen wsparcia. – Przegięła i myśli, że wszystko jej wolno. Wmówiła ludziom, że jest lepsza od nas, a to nieprawda – nakręcał się Norbert. – Jesteśmy w tej szkole, bo każde z nas jest w czymś dobre. Ona nie jest wyjątkiem, a stawia się na piedestale. Za długo na to pozwalaliśmy.
Diana spojrzała na niego z niedowierzaniem, nie była pewna, czy mówi serio. W jego oczach dostrzegła jednak determinację.
– Naprawdę mi pomożesz? – zapytała, nadal łkając.
– Oczywiście – zapewnił ją Norbert. Uśmiechnął się i objął ją ostrożnie. – Zawsze.
Diana pozwoliła się objąć. Czuła, że choć jej świat rozpadł się na kawałki, Norbert wciąż przy niej trwał. Wiedziała, że czeka ich bezwzględna walka z Zuzanną, ale najważniejsze było to, że nie była w niej sama.23 MARCA, PONIEDZIAŁEK 2009 ROKU, KIELCE
Ewa spędziła przedpołudnie na monotonnej pracy przy biurku, wypełniając kolejne dokumenty i raporty, które nie miały końca. Chwilami rozumiała, dlaczego niektórzy z jej kolegów przymykali oko na drobne uchybienia lub pomijali nieistotne szczegóły – każde, nawet najmniejsze zdarzenie oznaczało dodatkowy stos papierkowej roboty.
Ale ona nie należała do tych, którzy odwracają wzrok. Ceniła porządek i dokładność.
Nagle z wypełniania kolejnego formularza wyrwał ją męski głos:
– Cześć.
Podniosła wzrok i zobaczyła uśmiechniętego Tymona Nadolskiego.
– Dziś pracujemy razem – oznajmił.
– Miło – odparła, odwzajemniając uśmiech. Nie miała nic przeciwko współpracy z Tymonem. Nie był szczególnie rozmowny, ale działał szybko i sprawnie. Przy nim była pewna, że w razie akcji może na niego liczyć.
Przypomniała sobie rozmowę z Dawidem na jego temat, co skłoniło ją do przyjrzenia się koledze uważniej. Był wysoki i szczupły, z jasnymi blond włosami kontrastującymi z ciemnymi oczami. Ta kombinacja, w połączeniu z jasną cerą, nadawała mu charakterystyczny wygląd. Jego uroda była oryginalna, choć zupełnie nie w jej typie.
Mężczyzna zauważył, że mu się przygląda, bo odchrząknął i zapytał:
– Coś się stało?
To wyrwało ją z zamyślenia.
– Nie, nic – wyjaśniła i zmieniła temat. – W południe mam zamiar pójść do prosektorium. Doktor Tymański będzie omawiał przypadek wczorajszego wypadku na budowie. Idziesz ze mną?
Tymon skrzywił się i pokręcił głową.
– O nie, dzięki. Chłopaki opowiadały, że zastali ludzki szaszłyk. Jeśli nie muszę, wolę tego nie oglądać.
Widok człowieka, który spadł z ósmego piętra wprost na wystające pręty zbrojeniowe, rzeczywiście nie należał do przyjemnych. Jednak takie przypadki były pouczające, zwłaszcza gdy omawiał je ktoś tak kompetentny jak Tymański. Uwielbiała jego precyzję i sposób tłumaczenia szczegółów.
Zresztą patolog był w jej typie, ale zachowała to dla siebie. Nie wspominała o tym nawet Dawidowi, bo zaraz próbowałby ją swatać z lekarzem, a tego zdecydowanie chciała uniknąć. Praca to praca, a mieszanie do niej uczuć mogło prowadzić wyłącznie do problemów.
– Spoko, rozumiem – odpowiedziała i wróciła do raportu.
Tymon przez moment jeszcze stał obok, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów. W końcu cicho westchnął i odszedł, pozostawiwszy ją z wrażeniem, że liczył na większą inicjatywę z jej strony, by podtrzymać rozmowę.
Piętnaście minut przed dwunastą Ewa zapukała do drzwi biura naczelnika. Kiedy usłyszała krótkie „proszę”, uchyliła drzwi i wsunęła głowę do środka.
– Szefie, mam pytanie – zaczęła, przyciągając uwagę siwowłosego mężczyzny, który oderwał wzrok od monitora.
– Ewa, wejdź, wejdź – zachęcił ją, ruchem dłoni wskazując krzesło naprzeciwko biurka.
Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Pomieszczenie, choć niewielkie, było przytulne, jak na standardy miejskiej komendy. Jasne ściany kontrastowały z ciemnym, lekko porysowanym biurkiem, na parapecie stał niewielki fikus, który dodawał wnętrzu odrobinę życia.
– Doktor Tymański za kwadrans będzie omawiał sprawę wczorajszego wypadku na budowie. Mogłabym pójść posłuchać? – zapytała, a jej głos zdradzał entuzjazm. – Na razie nie mamy z Tymonem żadnej pracy w terenie, a raporty skończyłam – dodała, chcąc uprzedzić ewentualne obiekcje.
– Jasne, idź – pozwolił jej naczelnik z pewnością w głosie, a w jego tonie pobrzmiewała nuta zadowolenia. Cenił ludzi, którzy z własnej inicjatywy chcieli poszerzać wiedzę.
– Dzięki, szefie – powiedziała radośnie i już się odwracała, by wyjść, kiedy znów się odezwał:
– Wiesz co, Ewa? Dawno nie miałem takiego przypadku jak ty.
Zatrzymała się i odwróciła głowę w jego stronę z zaciekawieniem.
– Co pan naczelnik ma na myśli?
– Nie boisz się pracy w terenie, wyrywasz się do najgorszych zadań, chętnie idziesz do prosektorium, a do tego nigdy nie kombinujesz, jak się zerwać wcześniej z pracy. To rzadkość – wyjaśnił z uśmiechem pod nosem.
Ewa uniosła lekko podbródek, czując, jak jej serce rośnie z dumy.
– Lubię tę robotę – odparła z przekonaniem. – W Nowinach zwykle mało się działo, więc teraz nadrabiam, żeby nie odstawać od kolegów.
– Jak tak dalej pójdzie, to przegonisz ich wszystkich – skwitował z aprobatą.
Słowa naczelnika dodały jej pary. Naprawdę się starała i chciała nadrobić stracone lata, kiedy w jej poprzednim miejscu pracy brakowało wyzwań. Praca w wydziale kryminalnym była wymagająca, czasem brutalna, ale to właśnie napędzało ją do działania. Lubiła jeździć na zdarzenia z doświadczonymi policjantami, nie tylko dlatego, że mogli ją wiele nauczyć, ale też dlatego, że chętnie dzielili się obowiązkami, które dla nich były już rutyną.
– Dziękuję, szefie – powiedziała i skinęła głową na pożegnanie.
Wypadła z gabinetu niemal biegiem i sięgnęła po telefon. Na wyświetlaczu mignęła wiadomość od Dawida: „Czekam przed prosektorium”. Przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie chciała się spóźnić na spotkanie z jednym z najlepszych patologów w mieście.