-
nowość
-
promocja
Bezwstydni. Księżniczka. Tom 2 - ebook
Bezwstydni. Księżniczka. Tom 2 - ebook
Druga część trylogii Bezwstydni – co jeszcze czeka Erica i Harper?
On jest nieślubnym dzieckiem, zastępczym spadkobiercą imperium Kingstonów, które porzucił. Ale wrócił i zrobił to dla mnie. A ja zawsze pozostawałam mu wierna, mimo że myślał, że dopuściłam się zdrady.
Namiętność, która jest między nami, to płomień, którego nie da się ugasić. Jednak co z tymi wszystkimi sekretami, kłamstwami i niedopowiedzeniami z przeszłości? Czy to koniec tajemnic?
Okładka utrzymana jest w ciemnej, eleganckiej tonacji z mocnym kontrastem światła i cienia. Na pierwszym planie widoczny jest fragment kobiecego profilu - usta pomalowane czerwoną wyrazistą szminką, smukła szyja i linia ramienia, subtelnie oświetlona ciepłym światłem, co nadaje całości zmysłowy i tajemniczy charakter. Tło jest głębokie, czarne, z delikatnymi niebieskimi smugami dymu, które wprowadzają atmosferę intrygi i napięcia.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8425-900-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Harper
W magazynie Kingstonów panuje przytłaczająca ciemność. Próbuję wyrwać się stojącej za mną postaci. Jej dłoń wciąż zakrywa moje usta, gdy słyszę szept:
– Spokojnie, skarbie. – Znajomy głos powoduje falę ulgi. To Eric. Mój Boże, to naprawdę on. Wrócił. Jest tutaj, tuż obok mnie, a ja nigdy nie cieszyłam się tak z czyjejś obecności.
– Ciii… – nakazuje, zdejmując dłoń z mojej twarzy.
Odwracam się do niego i mocno go przytulam. Ściskam go z całych sił, aż do bólu, a nadal wydaje mi się to niewystarczające.
Obejmuje mnie, kładąc dłoń między moimi łopatkami. W jego dotyku jest coś więcej niż tylko czułość. Przytrzymuje mnie, upewniając się, że się nie poruszę. Nasłuchuje uważnie czyichś kroków, a ulgę, którą przed chwilą czułam, zastępuje poczucie gotowości.
Nie jesteśmy sami.
Prąd nie wysiadł przypadkowo.
Moje ciało sztywnieje. Biorę głęboki oddech, żeby się uspokoić. Eric gładzi mnie po włosach, jakby chciał wyrazić aprobatę. Całuje mnie w skroń, po czym przekręca mnie plecami do siebie. Kładzie dłonie na moich ramionach i zaczynamy iść przed siebie. Nie mam pojęcia, w którym miejscu dokładnie się znajdujemy, ale Eric wie. Jestem tego pewna. Przypominam sobie, że jest nie tylko matematycznym geniuszem, ale także byłym członkiem SEALs. Nagle staje jak wryty i oboje zastygamy w bezruchu. Mogę przysiąc, że słyszę w pobliżu szelest.
Nie wiem tylko gdzie dokładnie.
Ale nie mam wątpliwości, że coś słyszałam. I to blisko. Ktoś jest tutaj z nami.
Nagle Eric popycha mnie do przodu. Udaje nam się zrobić raptem pięć kroków, zanim znów się zatrzymujemy. Obejmuje mnie, a moje dłonie opierają się na powierzchni, która musi być drzwiami. Wchodzimy do pomieszczenia, prawdopodobnie biura kierownika. Rozpoznaję światło jego akwarium. Eric nie traci czasu. Zamyka drzwi i ustawia mnie w rogu pokoju. W końcu mam okazję na niego spojrzeć. Nawet w mroku gabinetu wygląda pięknie i zdecydowanie.
– Wróciłeś.
– Nie powinienem był odchodzić – odpiera, obejmując dłońmi moją twarz. – Gdy będzie już po wszystkim, będziemy musieli porozmawiać. – Całuje mnie, po czym wciska mi w dłoń pistolet. – Najpierw strzelaj. Czas na pytania będzie później.
Ściąga z siebie marynarkę i rzuca ją na podłogę.
– Zadzwoń po pomoc, ale nie wychodź stąd. Może ci się coś stać. Zaraz wrócę. – Kieruje się w stronę wyjścia.
Łapię go za ramię. Serce bije mi jak szalone, gdy błagalnym tonem mówię:
– Zaczekaj. Nie idź. Może ci się coś stać.
– Nic mi nie będzie. – Kładzie dłonie na moich barkach, tak jakby czuł, że musi jeszcze raz mnie zapewnić. Powtarza: – Zaraz wrócę. Nie odchodź.
Odsuwa się ode mnie, ale po chwili zamiera. Przystawia palec do ust, dając mi znać, że mam zachować ciszę. Kiwam głową, a Eric odwraca się w stronę drzwi. Stoi tuż przy nich, gdy zaczynają się otwierać. Po chwili wywiązuje się walka między nim a nieznajomym odzianym w czerń. Eric przerzuca go na drugą stronę biurka. Nie uciekam. Trzymam broń w gotowości, czekając na odpowiedni moment, żeby oddać strzał. Muszę być pewna, że nie trafię Erika, ale na razie stoi zbyt blisko napastnika. Nie mogę też zadzwonić na policję, bo mój telefon został gdzieś na podłodze, poza moim zasięgiem. Próbuję go wypatrzeć, gdy nagle Eric upada tuż przede mną. Napastnik rozpędza się i biegnie prosto na niego, ale udaje mi się zachować spokój. Oddaję strzał z broni. Wyszłam z wprawy, bo kula przelatuje tuż obok niego. Zanim udaje mi się wycelować ponownie, mężczyzna rzuca się na Erika. Zaczynają się szarpać, popychając mnie na ścianę. Mknę w stronę biurka, żeby złapać za telefon, ale w tym momencie napastnik wybiega z gabinetu.
– Harper! – krzyczy Eric, wskazując wyjście. – Musimy natychmiast uciekać!
Biegnę w jego stronę. Gdy łapie mnie za rękę, nurkujemy z powrotem w zupełną ciemność. Nie wiem, jak udaje mu się cokolwiek zobaczyć, ale prowadzi nas oboje przez magazyn. Czuję ścisk w żołądku, wyczekując nieuchronnego zderzenia się z jakąś przeszkodą, ale nic takiego się nie dzieje. Nagle się zatrzymujemy, a Eric przyciska mnie do ściany. Jego umięśnione ciało osłania moje, przynosząc mi wielką ulgę. Wszystko teraz jest na swoim miejscu. Znalazłam w nim schronienie.
– Nie ruszaj się, skarbie – szepcze, po czym odrywa się ode mnie. Moje schronienie zniknęło. – Wydostanę nas stąd.
Po chwili otwiera drzwi. Wydaje mi się, że jesteśmy przy wyjściu na parking. Eric wychyla się na zewnątrz, a potem chwyta moją dłoń. W mgnieniu oka jesteśmy na zewnątrz, gdzie podjeżdża do nas czarny SUV. Eric otwiera drzwi samochodu i pomaga mi wsiąść do środka, po czym zajmuje miejsce obok.
– Na lotnisko – rzuca kierowcy. – Ruszaj.
Samochód zaczyna odjeżdżać.
Moje serce bije jak szalone.
– Lotnisko? – pytam z niedowierzaniem, obejmując Erika za ramię. – Znów wyjeżdżasz?
– My wyjeżdżamy – odpiera, patrząc mi w oczy i gładząc mnie po twarzy. – Musimy stąd uciekać. Nie spędzimy tu ani chwili dłużej. Nic ci nie jest? Proszę, muszę wiedzieć, że jesteś cała. – Jego głos jest niski, a ton błagalny, przepełniony emocjami.
– Nic. A tobie? – Przejeżdżam opuszką po skaleczeniu na jego policzku. – Ten mężczyzna…
– Był dobrze wyszkolony. Ktoś go opłacił. – Patrzy w stronę kierowcy. – Coś już wiadomo?
– W magazynie było ich trzech – odpowiada kierowca, zmieniając bieg. – Odjechali samochodem bez tablicy rejestracyjnej. – Wyjeżdża na główną drogę. – Chcesz zaangażować w to policję?
– Będą tylko nas spowalniać – stwierdza Eric. – Poradzimy sobie bez nich.
Sięga po telefon i wybiera numer. Po kilku sygnałach słyszę stłumiony głos.
– Braciszku – cedzi Eric – gdy dostaniesz tę wiadomość, puść ją sobie dwa razy i głęboko zastanów się nad znaczeniem słów, które za chwilę usłyszysz. I to naprawdę głęboko. W końcu obaj wiemy, że żaden z ciebie bystrzak. Harper została dziś napadnięta w magazynie przez trzech mężczyzn. Módl się, żebym nie odkrył, że to tych ich wynająłeś. – Rozłącza się.
Z trudem przełykam ślinę, przerażona tym, co sugerują jego słowa.
– Myślisz, że to sprawka Isaaka? Wysłał ich, żeby mnie zaatakowali?
– Tak – odpowiada bez wahania Eric. – Dokładnie tak.
– Też tak sądzę – dodaje kierowca. – Mam na imię Adam. Jestem do waszej dyspozycji, Harper.
– Pracuje dla Walker Security. Wcześniej służył w SEALs. To znaczy, że można mu ufać.
Nagle czuję ukłucie w klatce piersiowej, które zwiastuje, że stres dzisiejszego wieczoru w końcu dotarł do mojego ciała. Wyrywa mi się nerwowy śmiech.
– Adam służył w SEALs – powtarzam. – W prestiżowym oddziale wojskowym. A teraz wiezie nas na lotnisko, żebyśmy mogli uciec przed trzema napastnikami, którzy prawdopodobnie chcieli mnie zabić.
– Oddychaj, skarbie – uspokaja Eric, gładząc mnie po włosach. – Jesteś bezpieczna. Nic ci już nie grozi. Nie zmienia to faktu, że musimy stąd wyjechać. Chcę, żebyśmy byli jak najdalej stąd, dopóki nie wiemy, co się tutaj dzieje.
Niebezpieczeństwo. To jedyne słowo, które kołacze się w mojej głowie, powodując spięcie w żołądku. Mój Boże.
– Zaraz, a co z moją matką?
– Ludzie Adama mają ją na oku.
– Ci najlepsi, rzecz jasna. Jest bezpieczna – dodaje sam Adam.
– Na razie jest bezpieczna – poprawiam, skupiając wzrok na Eriku. – Nie mogę tak po prostu jej zostawić.
Eric zaciska szczękę. W jego oczach widzę upór.
– Czy ci się to podoba, czy nie, Harper, twoja matka jest jedną z nich. A to oznacza, że jest bezpieczna. Ty nie, dlatego musisz stąd ze mną wyjechać.
– Nie zostawię jej tu samej – upieram się, zaciskając równie mocno szczękę.
Eric jednak nie zamierza ustąpić.
– Wyjeżdżamy stąd i jedno mogę ci obiecać, Harper. Jeśli będziesz się stawiać, przerzucę cię sobie przez ramię i osobiście zaniosę do samolotu, który na nas czeka.
– Eric, do jasnej cholery…
– Twoja matka jest bezpieczna. Tak działa trzymanie z Kingstonami. Ani ty, ani ja nie jesteśmy częścią rodziny, czyli to nam zagraża niebezpieczeństwo. Zatem wyjeżdżamy stąd, razem. Tak jak powinniśmy byli zrobić dawno temu.
– Rozumiem, ale…
Obejmuje moją twarz i całuje mnie. Jego wargi muskają moje. Ich dotyk mnie uspokaja.
– Razem – powtarza szeptem. – W samolocie będziemy tylko my. Będziemy mogli wreszcie porozmawiać, a musimy porozmawiać.
Porozmawiać.
O ciąży.
O przeszłości.
O sekrecie, który przed nim skrywałam.
– Nie wiem, czy środek transportu, z którego nie mogę wyjść, to dobre miejsce na poważną rozmowę.
– A ja sądzę, że tak – odpiera. – Trudno o lepsze. Będziemy tam razem, czyli tak, jak powinno być. Harper, twoje miejsce jest teraz przy mnie.
Mówi te wszystkie cudowne słowa, ale co będzie, jeśli po naszej rozmowie zmieni zdanie? Gdy odtworzy wiadomość, którą mu zostawiłam? Co, jeśli mnie znienawidzi, gdy pozna całą historię?
– Nie potrafię wsiąść z tobą do tego samolotu.ROZDZIAŁ DRUGI
Harper
Eric i ja wciąż siedzimy wtuleni w siebie. Oboje myślimy o czekającej nas rozmowie, gdy samochód nagle się zatrzymuje.
– Co się dzieje? – pytam, wyrywając się z objęć Erika. Wraca do mnie stres, który czułam, gdy byliśmy w magazynie, i przyprawia mnie o dreszcz.
– Jesteśmy na miejscu – odpowiada Adam z przedniego siedzenia, parkując samochód. – Prywatne lotnisko, prywatny samolot.
Eric ściska moją dłoń.
– Wszystko w porządku, księżniczko. Masz moje słowo. Wszystko idzie zgodnie z planem. – Całuje moją dłoń. – A teraz zabierajmy się stąd. – Pochyla się do przodu, żeby powiedzieć coś Adamowi niskim stłumionym głosem. Nawet nie próbuję zrozumieć jego słów.
Zamiast ich podsłuchiwać, spoglądam na czekający na nas samolot.
Ten, który mnie stąd zabierze. Ten, który nas stąd zabierze.
Samolot, w którym nie będzie mojej matki.
Czy odważę się zostawić ją tutaj?
Czy gdybym z nią porozmawiała, nakłoniłabym ją do wyjazdu? Nie, powinnam zastanawiać się nad czymś zupełnie innym: czy wyjechałaby stąd z nami? To kluczowa kwestia. Na pewno nie zgodziłaby się na żadną podróż z Erikiem. Poza tym kogo próbuję nabrać? Nie opuści mojego ojczyma.
Muszę ją tu zostawić. Nie mam innego wyboru.
Adam otwiera drzwi i wysiada z samochodu. Eric wraca na swoje miejsce obok mnie.
– Adam oczyści dla nas samolot.
Wybałuszam oczy.
– Oczyści samolot? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ktoś czai się na nas w środku?
Kładzie dłoń na moim udzie.
– Spokojnie, skarbie. Wykonuje tylko swoją pracę, a żeby wykonywać ją dobrze, mała paranoja jest wskazana. W tym momencie nie ma dla nas bezpieczniejszego miejsca od wnętrza tego samolotu, gdy tylko wzbije się w powietrze. Taki był plan od początku. Mieliśmy dać im spokój, wyjechać. Dać im fałszywe poczucie bezpieczeństwa, żeby się odsłonili. Ludzie Adama ciągle ich obserwują.
Eric ma rację. Doskonale o tym wiem. Nie mogę pozwolić, żeby wybór mojej matki zadecydował o wszystkim. Tak samo jak stracona ciąża nie może zadecydować o całym przebiegu mojej rozmowy z Erikiem. To prawda, w samolocie będziemy na siebie skazani, uwięzieni w swoim bólu i przeszłości, ale tylko tak oboje przeżyjemy.
– Harper?
Aksamitny głos Erika wyrywa mnie z zadumy. Otrząsam się i skupiam na nim wzrok.
– Tak?
– Obiecuję, twojej matce nic nie będzie. Jeśli tylko zmieni zdanie, ludzie Adama przyprowadzą ją całą i zdrową do nas. – Potem, zupełnie jakby czytał w moich myślach, dodaje: – Nie poleci z nami, nawet jeśli z nią porozmawiasz. Dobrze o tym wiesz.
– Może zmieni zdanie, gdy powiem jej o tym, co się stało.
Kładzie dłonie na moich ramionach, patrząc swoimi błękitnymi oczami prosto w moje.
– Nie możesz jej o tym powiedzieć. Nie masz pojęcia, jak zareaguje. Co jeśli wpakuje się w kłopoty? Trzymajmy się naszego planu. Niech opuszczą gardę. Niech pozwolą, by ludzie z Walker Security odkryli, co tak naprawdę się tutaj dzieje. A teraz skupmy się na tym, żeby ten, kto próbował nas stąd wykurzyć, uwierzył, że odniósł sukces.
– Chyba miałeś na myśli mnie. Ten ktoś chciał wykurzyć mnie.
– Jestem z tobą w pakiecie, skarbie. Ten ktoś dobrze o tym wie. W końcu przyjechałem tu dla ciebie.
Gdyby naprawdę tak było, nie opuściłby mnie. I przecież tego nie zrobił – przypominam sobie.
– Naprawdę myślisz, że za wszystkim stoi Isaac?
– Jest w to zamieszany, ale nie on pociąga za sznurki.
– „W to”, czyli w co?
– Tego nie wiem, ale dowiemy się.
Słychać pukanie w szybę.
– Teren czysty – oznajmia Eric. – W drogę.
Otwiera drzwi i wysiada z samochodu, wpuszczając do środka podmuch lodowatego powietrza. Zaciskam zęby, jednocześnie martwiąc się, że nie było mi dane wrócić do domu, żeby spakować choć kilka swoich rzeczy, bo ktoś depcze nam po piętach. Przerażona szybko przeciskam się w stronę otwartych drzwi, żeby być jak najbliżej Erika. Czeka na mnie, a gdy pojawiam się w jego zasięgu, praktycznie własnoręcznie wyciąga mnie z samochodu. Spieszy mu się – mówię w duchu, stawiając kroki na chodniku, skąpana w blasku pełnego księżyca. Drżę, gdy zimny podmuch owiewa moje ciało. Podnoszę wzrok i widzę przecinającą niebo spadającą gwiazdę.
Eric przyciąga mnie blisko siebie i bierze mnie pod ramię, nadając tempa naszym krokom. Jego muskularne ciało jest jak tarcza, chroniąca mnie przed lodowatym wiatrem w drodze do samolotu. Sam wydaje się niewzruszony niepogodą, mimo że nie ma na sobie płaszcza ani nawet marynarki, która została na podłodze w magazynie. Idąc w stronę samolotu, próbuję jeszcze raz odnaleźć wzrokiem gwiazdę. Nie widać jej, ale i tak decyduję się pomyśleć życzenie: proszę, żebyśmy wszyscy wyszli z tego cało. To najważniejsze. To jedyne, o co mam odwagę prosić. Przechodzimy przez asfalt w stronę samolotu, po czym Eric zatrzymuje nas przy schodach, gdzie czeka Adam.
– Będę miał dostęp do internetu. Czekam na twój raport.
Adam kiwa głową.
– Nasi ludzie będą na was czekać na miejscu.
Eric pochyla głowę i skupia wzrok na mnie.
– Wsiadajmy, kochanie. – Wprowadza mnie na schody i zaczynam iść do przodu, nie mogąc się doczekać, aż ucieknę przed wiatrem. Jestem spokojna, wiedząc, że Eric – mój obrońca – jest tuż za mną. Nigdy nie spodziewałam się, że ujrzę go w tej roli, a na pewno nigdy bym go nie poprosiła o jej objęcie. Chciał nawet chronić moją matkę, która zachowała się wobec niego okrutnie. Chronił…
Zatrzymuję się na szczycie schodów i wchodzę na pokład samolotu, robiąc miejsce dla Erika.
– Co z Gigi?
Szczęka Erika znów się zaciska.
– Co masz na myśli?
– My…
– Nie kończ zdania, które zaczyna się w ten sposób. Nie ma żadnego „my”, gdy chodzi o ciebie i o nią. Nie drażnij mnie. – Przyciąga mnie do siebie. – Walker obserwuje uważnie ich wszystkich. – Kieruje mnie w głąb samolotu. – Muszę pogadać z pilotem. Zaraz wrócę. Usiądź gdzieś z tyłu.
Puszcza mnie. Mam ochotę odwrócić się w jego stronę, zmusić go, żeby porozmawiał ze mną o bezpieczeństwie Gigi, przemówić mu do rozumu, ale szybko zmieniam zdanie. W końcu chodzi o Gigi, kobietę, która traktowała jego matkę jak zwykłego śmiecia, psującego dobre imię rodziny bękarcim synem.
Przemierzam wąski korytarz, spoglądając na luksusowe wyposażenie samolotu – kremowe fotele i stoliki – a niczego tak naprawdę nie widząc. Moją uwagę przykuwa dźwięk uruchamianych silników – znak, że nie ma czasu do stracenia i najwyższa pora startować. W powietrzu wisi poczucie pędu i czyhającego niebezpieczeństwa. Przyspieszam kroku, aż dochodzę do samego końca pokładu, gdzie znajduję parę rozkładanych foteli, w których prawdopodobnie będziemy spać. Tak jakbym była dziś w stanie zasnąć. Wybieram jeden z nich i siadam. Moje ciało drży, ale wcale nie z powodu zimnego powietrza z klimatyzacji, tylko zła, które ta rodzina wprowadziła do mojego życia. Obejmuję się targana dreszczami, które mogłyby towarzyszyć gorączce lub chorobie. Czy nie tym właśnie są Kingstonowie? Chorobą, przed którą nie sposób uciec? A jednak Erikowi to się udało. Dopóki nie wciągnęłam go z powrotem w ten koszmar. Nagle pojawia się obok mnie. Musi widzieć, że cała się trzęsę, bo natychmiast sięga po koc. Oczekuję, że po prostu mi go poda, ale nie robi tego. Owija mnie nim i klęka przede mną, dotykając moich nóg przez warstwę materiału.
– Nie powinienem był cię zostawić – przyznaje.
Wiem, że mówi o tym, co zaszło między nami wcześniej, w biurze – o naszej kłótni.
– Nie odszedłem na długo – dodaje na swoją obronę. – Wróciłem i jestem tu teraz przy tobie. Wiem, że nawaliłem. Pozwoliłem Isaakowi wyprowadzić mnie z równowagi.
– Co takiego ci powiedział?
– Zalazł mi za skórę. Mniejsza jak to zrobił. Uwierzyłem mu, a powinienem był porozmawiać z tobą. Żałuję, że tego nie zrobiłem. Powtarzam sobie, że nawet gdybym nie wrócił, na miejscu był Adam i na pewno byłby w stanie cię ochronić. Ale na samą myśl o tym, że mogło ci się coś stać, tracę zmysły. – Jego głos jest zachrypnięty i gardłowy. Jest roztrzęsiony. Zmartwiony. Tak samo jak ja. Chcę zadać mu wiele pytań. Boję się. Nie tylko z powodu napaści, ale w tym momencie nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Nagle znów jestem w tamtym magazynie i oddaję strzał z pistoletu.
– Eric…
Samolot zaczyna kołować.
– Zapnij pasy – nakazuje. – Porozmawiamy później. Będziemy lecieć przez burzę, ale pilot mówi, że powinniśmy szybko się z niej wydostać.
Wstaje, ale zamiast odejść, całuje mnie delikatnie w usta. Muska mnie swoimi ciepłymi wargami, a ja czuję się wspaniale.
– Nie dam nikomu cię skrzywdzić – obiecuje. – Nie pozwolę na to. Jestem przy tobie. Możesz na mnie liczyć. – Odchodzi, a każde miejsce, którego dotknęły jego ciepłe usta, nagle staje się chłodne. Zajmuje miejsce w fotelu po drugiej stronie wąskiego korytarza.
Biorę głęboki oddech i powtarzam w myślach jego słowa: Na samą myśl o tym, że mogło ci się coś stać, tracę zmysły. A także: Nie dam nikomu cię skrzywdzić.
Nagle czuję zimny pot. Moje wychłodzone ciało za chwilę rozpadnie się na kawałki jak roztrzaskujący się sopel lodu. Czuję nadchodzącą falę dreszczy, tak jakby ktoś potrząsał mną od wewnątrz. Zaczyna mi brakować tchu. Czy Eric myśli, że ci mężczyźni chcieli mnie zabić?