Białe i czarne - ebook
Wszyscy w prowincji Kandahar znają przygodę młodego Rustana. Był jedynym synem miejscowego mirzy; to coś tak jak u nas margrabia albo baron u Niemców. Mirza, jego ojciec, posiadał ładny majątek. Młody Rustan miał się żenić z jakąś panienką czy mirzówną tej samej rangi. Obie rodziny pragnęły tego gorąco. Miał się stać pociechą rodziców, dać żonie szczęście i samemu znaleźć je przy niej.;Ale na nieszczęście ujrzał księżniczkę Kaszmiru na jarmarku w Kabulu. (Fragment).
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Opowiadania |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7991-581-1 |
| Rozmiar pliku: | 87 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wszyscy w prowincji Kandahar znają przygodę młodego Rustana. Był jedynym synem miejscowego mirzy; to coś tak jak u nas margrabia albo baron u Niemców. Mirza, jego ojciec, posiadał ładny majątek. Młody Rustan miał się żenić z jakąś panienką czy mirzówną tej samej rangi. Obie rodziny pragnęły tego gorąco. Miał się stać pociechą rodziców, dać żonie szczęście i samemu znaleźć je przy niej.
Ale na nieszczęście ujrzał księżniczkę Kaszmiru na jarmarku w Kabulu. Jest to jarmark o wiele bardziej uczęszczany niż jarmarki w Bassorze i Astrachanie; a oto dlaczego stary książę Kaszmiru przybył nań ze swoją córką.
Stracił dwie najrzadsze sztuki ze swego skarbca: jedna to diament wielkości dużego palca; na diamencie tym córka jego wyryta była z całym kunsztem, który Hindusi posiadali wówczas i który się później zatracił; drugą był dziryt, który sam z siebie bieżał, gdzie się chciało, co jest rzecz niezbyt nadzwyczajna u nas, ale była nadzwyczajna w Kaszmirze.
Fakir Jego Wysokości skradł te dwa klejnoty i zaniósł je księżniczce.
— Pilnuj troskliwie tych dwóch klejnotów — rzekł — los twój od tego zależy.
Odszedł i odtąd już go nie widziano. Książę Kaszmiru, w rozpaczy, postanowił sprawdzić na jarmarku w Kabulu, czy wśród kupców ściągających tam ze wszystkich stron świata nie znajdzie się taki, który znalazł jego broń i diament. Zwykł był brać z sobą córkę w każdą podróż. Miała diament dobrze schowany w zapasce; co się tyczy dzirytu, nie mogąc go tak dobrze ukryć, schowała go pilnie w Kaszmirze w wielkim chińskim kufrze.
Rustan i ona ujrzeli się w Kabulu; pokochali się z całą szczerością swego wieku, z całą namiętnością tamecznego klimatu. Jako zakład miłości księżniczka dała mu swój diament, kiedy zaś odjeżdżała, Rustan przyrzekł odwiedzić ją tajemnie w Kaszmirze.
Mody mirza miał dwóch ulubieńców, którzy mu służyli za sekretarzy, koniuszych, marszałków dworu i pokojowców. Jeden nazywał się Topaz: był piękny, kształtny, biały jak Czerkieska, łagodny i usłużny jak Armeńczyk, roztropny jak Grek. Drugi zwał się Heban: był to bardzo ładny Murzyn, żywszy, obrotniejszy niż Topaz; nic dlań nie było za trudne. Rustan zwierzył im swój zamiar. Topaz silił się go odwieść oględną perswazją, jak sługa, który nierad sprzeciwia się panu; przedstawiał mu wszelako wszystko, na co się waży. Czy godzi się pogrążyć dwie rodziny w rozpaczy? wbijać nóż w serce rodziców? Zachwiał Rustana w zamyśle, ale Heban umocnił go i usunął wszystkie skrupuły.
Młody człowiek nie miał pieniędzy na tak długą podróż; roztropny Topaz nie byłby mu się starał o pożyczkę; Heban zaradził na to. Ściągnął zręcznie diament swego pana, kazał sporządzić zupełnie podobny, który włożył go na miejsce tego, prawdziwy zaś dał w zastaw jakiemuś Ormianinowi za kilka tysięcy rupii.
Skoro młody margrabia miał rupie w kieszeni, wnet przygotowano wszystko do wyjazdu. Obarczono słonia pakunkami; oni siedli na konie. Topaz rzekł:
— Pozwoliłem sobie odwodzić pana od zamiaru, ale powiedziawszy swoje, winienem słuchać; jestem pańskim sługą, kocham pana, pójdę za panem na kraj świata. Ale poradzimy się w drodze wyroczni, która jest o dwie mile stąd.
Rustan zgodził się. Wyrocznia odpowiedziała: „Jeżeli pójdziesz na wschód, znajdziesz się na zachodzie”.
Rustan zgoła nie rozumiał tej odpowiedzi. Topaz twierdził, że nie zawiera ona nic dobrego. Heban, zawsze usłużny, tłumaczył ją pomyślnie.
Była jeszcze druga wyrocznia, w Kabulu; udali się do niej. Wyrocznia odpowiedziała w te słowa: „Jeżeli posiędziesz, nie będziesz posiadał; jeśli będziesz zwycięzcą, nie zwyciężysz; jeśliś jest Rustanem, nie będziesz nim”.
Ta wyrocznia zdała się jeszcze ciemniejsza od tamtej.
— Uważaj panie — powiadał Topaz.
— Nic się pan nie bój — zapewniał Heban; i ten sługa, jak można się domyślać, miał zawsze słuszność w oczach pana, ile że podsycał jego żądzę i nadzieję.
Opuściwszy Kabul, jechali wielkim lasem; siedli na trawie, aby się pokrzepić i popaść konie. Już miano zdjąć juki ze słonia, który niósł na grzbiecie obiad i nakrycie, kiedy się okazało, że Topaz i Heban znikli z karawany. Wołają ich, las rozbrzmiewa imionami Hebana i Topaza. Służba szuka na wszystkie strony i napełnia las wołaniem: ani widu ani słychu. — Widzieliśmy — powiadają Rustanowi — jedynie sępa, który bił się z orłem i wydzierał mu wszystkie pióra.
_Koniec wersji demonstracyjnej._