Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Białe magnolie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
36,90
3690 pkt
punktów Virtualo

Białe magnolie - ebook

Czy są prawdy, które nie powinny wyjść na jaw?

Rok 2024. Ola Sobota wchodzi w dorosłość i zaczyna pracę w domu seniora. Wychowana w atmosferze ksenofobii i uprzedzeń, pragnie uciec od ciężaru cudzych oczekiwań i od poczucia, że nigdzie nie pasuje. Rok 1943. Aleksandra Kwiatkowska, wojenna maturzystka, stara się walczyć o resztki człowieczeństwa w świecie pozbawionym litości.

Ola przypadkowo poznaje historię Alki, co staje się impulsem, by niczego nie odkładać na później. Szperając w przeszłości, trafia na symbol białych magnolii. Za wszelką cenę chce poznać jego znaczenie. Wychodzą na jaw skrywane przez lata sekrety, a niepożądana prawda okazuje się źródłem tragedii.

Białe magnolie to historia dwóch kobiet u progu dorosłości. Dzielą je czasy, możliwości i oczekiwania. Łączy jedno – miłość, dla której są gotowe na wszystko. Wbrew rozsądkowi i ostrzeżeniom.

Kontynuacja Czarnych orchidei to przejmująca opowieść o rodzinnych tajemnicach, o prawdzie, która niszczy. I o białych magnoliach, których niewinność jest jedynie złudzeniem.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Esej
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-271-7112-2
Rozmiar pliku: 2,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Przejmująca i pełna emocji powieść o tajemnicach z przeszłości, które niespodziewanie wracają, by zmienić czyjeś życie. Opowieść, która skłania do refleksji nad pamięcią, rodziną i ceną prawdy...

Joanna Wolf, @NIEnaczytana

Poruszająca opowieść o uczuciu rodzącym się w najciemniejszych momentach historii, o ranach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o sekretach, które musiały czekać niemal sto lat, by ujrzeć światło dzienne.

Łukasz Kowalczyk, @zaczytany_glina

Dwie historie, dwa światy, jedna przeszłość. Przeszłość, która powraca ze zdwojoną siłą, by zatoczyć koło. A głęboko zakorzeniona w głowie, potrafi zniszczyć człowieka. Niezwykle poruszająca podróż w głąb bohaterów, którzy muszą zmierzyć się z pokoleniową traumą.

Dominika Kus, @wierszowane_recenzje

_Białe magnolie_ to piękna, nasycona emocjami opowieść o kłamstwach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o wyborach podejmowanych pod wpływem emocji oraz o cenie, jaką płaci się za ujawnienie prawdy.

Justyna Chaber, @Onaczyta

Przygotujcie się na prawdziwy rollercoaster emocji! Ta książka Was poruszy, chwyci za serce oraz skłoni do refleksji. Wciąga bez reszty oraz wielokrotnie zaskakuje. Miałam wrażenie, że została napisana specjalnie dla mnie.

Anna Ficek, @ficek_anna

Ewa Lange łączy okres Holokaustu z czasami współczesnymi. Fabuła powieści, pełna złudnych tropów i niespodziewanych zwrotów akcji, prowadzi do finału, którego nikt się nie spodziewa. Zostaje w pamięci na długo.

Redakcja KLIK

_Białe magnolie_ łamią serce na milion kawałków. To historia o odkrywaniu własnych korzeni, przekraczaniu cienkiej granicy człowieczeństwa oraz o rodzinnych tajemnicach i prawdzie, która splata przeszłość z teraźniejszością.

Beata Owczarczyk, grupa FB Lubię i polecam polskich autorówLIPIEC 2024

– Podsumowując, Olu – podjęła kobieta – wszystkie formalności mamy już za sobą. Zaczynasz pracę u nas od przyszłego poniedziałku. Jakieś pytania?

Ola siedziała w gabinecie nowej pracodawczyni, na której biurku stała elegancka metalowa plakietka z napisem: „Dyrektor Marianna Zabłocka”. Dziewczyna próbowała skupić się na rozmowie, ale jedyne, o czym teraz myślała, to trzymany przez Zabłocką długopis. Jego dźwięk skutecznie przyciągał jej uwagę.

Pstryk, klik, pstryk. Ola poczuła, jak narasta w niej irytacja. Dyrektorka, z powagą i jakąś dziwną nonszalancją, bawiła się długopisem trzymanym w dłoni. Kciuk raz za razem naciskał górny przycisk uwalniający sprężynowy mechanizm. Raz pstryknięcie brzmiało krótko i ostro, a raz, gdy kobieta zostawiała kciuk na ułamek sekundy dłużej, jakby celowo opóźniając zwolnienie, dźwięk się wydłużał.

Ola próbowała skupić wzrok na twarzy kobiety, ale ten długopis doprowadzał ją do szewskiej pasji. Widziała, jak długie, pomalowane na jasny róż paznokcie blokują i zwalniają mechanizm. Światło odbijało się od metalowego przycisku i uderzało w oczy dziewczyny, która za każdym razem mrugała. Wzrok Oli wędrował od długopisu do biurka, potem z powrotem na przedmiot. W jej głowie trwał wewnętrzny monolog.

Przestań, błagam cię. Jeszcze jedno pstryknięcie, a nie ręczę za siebie... Ola zacisnęła palce na krawędzi krzesła. Pstryk, klik znów rozbrzmiał, tym razem głośniej, jakby Zabłocka specjalnie włożyła w to więcej siły. Ola wstrzymała oddech.

– Olu, słyszysz mnie? – Kobieta pochyliła się lekko, a w jej głosie pojawiła się nuta zniecierpliwienia. Jednocześnie kciuk znowu nacisnął mechanizm.

– Słyszę, tylko... – Ola westchnęła, szukając słów, które nie zabrzmiałyby jak wybuch. – Czy mogłaby pani... przestać pstrykać tym długopisem?

Zabłocka uniosła brwi, jakby zupełnie nie była świadoma swojej maniery. Zastygła na moment z długopisem w dłoni, a potem powoli odłożyła go na biurko. Ola miała ochotę odetchnąć z ulgą, ale przemknęło jej przez głowę, że może teraz dyrektorka w zamian za pstrykanie zainteresuje się w maniakalny sposób czymś innym.

– Dotarło do ciebie w ogóle to, co mówiłam? – Kobieta westchnęła i odchyliła się do tyłu na skórzanym fotelu.

– Taaa... – bąknęła Ola i mimowolnie przewróciła oczami.

Od razu zerknęła na Zabłocką, która już podczas wcześniejszego spotkania zwróciła jej uwagę, że takie zachowanie jest niedopuszczalne. Jednak teraz, o dziwo, ten głupawy odruch uszedł jej uwadze.

– Chciałam wiedzieć, czy masz jakieś pytania.

Ola szybko pokręciła głową i wydęła usta.

– Nie, żadnych.

Najchętniej by już stąd zniknęła. W końcu miała dla siebie ostatnie dwa dni, a od przyszłego tygodnia zaczynała swoją pierwszą pracę, do której za cholerę nie chciało jej się iść. Co do tego nie musiała siebie oszukiwać.

– Nie zapytasz nawet, o której godzinie zaczynasz? – podpowiedziała dyrektorka, jakby jednak spodziewała się jakiegoś pytania od dziewczyny.

– Zapytam.

– Kiedy?

– Na przykład teraz – rzuciła Ola. – No więc? O której?

Na chwilę zapadła cisza. Obie milczały, a Zabłocka przyglądała się nowej podwładnej uważnie.

– Myślisz, że tak będziemy rozmawiać przez kolejne lata? – Kobieta przechyliła lekko głowę i z dziwnym zaciekawieniem przyglądała się dziewczynie.

Jakie znowu lata? – pomyślała Ola. Nie zamierzam tutaj pracować dłużej niż kilka miesięcy. Zarobię trochę hajsu i stąd spadam.

– To znaczy jak? – Ola mimowolnie prychnęła.

– Takim pogardliwym i znudzonym tonem.

– Chyba z pani strony – odparła, lekko bujając się na krześle.

– I wyjmij tę gumę, jak ze mną rozmawiasz. – Zabłocka spiorunowała dziewczynę wzrokiem.

Ola całkowicie o tym zapomniała. Gumę żuła niemal całą dobę, więc nawet przed dzisiejszą rozmową zapomniała się jej pozbyć. Od razu wypluła ją na otwartą dłoń i wyrzuciła do stojącego nieopodal kosza. Nie rozumiała, z czego to babsko robi problem i czemu innym ludziom trzymanie gumy w buzi zawsze tak bardzo przeszkadzało. Te porąbane konwenanse... Kto je wymyślił? I dla kogo?

– Lepiej? – zapytała, otwierając szeroko usta, jakby była u lekarza, a ten sprawdzał jej powiększone migdałki.

Zabłocka kręciła głową, a dziewczyna miała wrażenie, jakby kobieta patrzyła na nią jak na pięciolatkę albo kogoś upośledzonego.

– Że też to nadal cię bawi, Olu.

– Co takiego?

– Taka infantylność – skwitowała dyrektorka. – Masz osiemnaście lat, a zachowujesz się, jakbyś miała przynajmniej dziesięć mniej. Nie widzisz tego?

Ola zmarszczyła czoło. Brakowało jej tej cholernej gumy do żucia, ale spoko, zaraz stąd spada i nie będzie musiała trzymać się sztywnych reguł ustalanych przez jakąś starą zrzędzącą babę. Jeszcze tylko chwilka i na pewno sama ją wyprosi...

– Nie masz pojęcia, jak bardzo czasem przypominasz swoją babcię – dodała Zabłocka, patrząc teraz na dziewczynę z jakimś sentymentem.

– Słucham?

Ola nie wiedziała, co ma piernik do wiatraka i o jakiej babci ta kobieta mówi. W końcu jej Halinka była ciepłą i serdeczną staruszką, zawsze uśmiechniętą, wręcz wyjętą z bajki, a Ola sama na nią złego słowa by nie powiedziała. Więc w jakim stopniu miała ją niby przypominać? Z wyglądu? Może o to właśnie chodziło. Ostatecznie Zabłocka do najmłodszych też nie należała i niebawem będzie się szykowała zapewne na emeryturę.

– Ania Sobota też była w gorącej wodzie kąpana, a język masz tak samo niewyparzony jak ona.

Ania Sobota. Matka jej ojca. Ola słyszała, jak rodzice kilka razy o niej mówili, ale nigdy przychylnie. Sama nie zdążyła jej poznać, bo zmarła przed jej narodzinami. Nigdy nawet za dużo o niej z nimi nie rozmawiała, bo kobieta była dla niej w zasadzie kimś obcym. Oficjalnie może i była jej babką, ale co z tego, skoro dziewczyna nawet by jej na zdjęciu nie rozpoznała.

– Jak wiesz, mój mąż, Witold, pracował z twoją babcią w szkole.

Nie, tego akurat nie wiedziała.

– Może nigdy się nie przyjaźnili – tu Zabłocka lekko się uśmiechnęła, jakby wróciła do jakichś wspomnień – ale Ania była dobrą nauczycielką. Lubiła swoją pracę, a dzieciaki za nią przepadały. Może właśnie dlatego, że potrafiła ich słuchać? – powiedziała bardziej do siebie, szukając jakiegoś punktu na ścianie. – A może była tak samo krnąbrna jak większość nastolatków i miała zwyczajnie gdzieś, co o niej ludzie myślą.

Taka była jej babcia ze strony ojca? Może dlatego starzy nigdy dobrze o niej nie mówili. W końcu jedyne, co tak naprawdę Ola wiedziała, to fakt, że ojciec miał złe relacje z własną matką. Cóż, szkoda, że teraz sam nie świeci przykładem, pomyślała, unosząc kącik ust w ironicznym uśmiechu.

– Niemniej jednak... – Kobieta poprawiła się na fotelu i pochyliła w kierunku Oli. – Po kimś na pewno odziedziczyłaś ten zadziorny charakterek.

Ola zmusiła się do uśmiechu, który musiał wyglądać dość groteskowo, bo Zabłocka się nagle skrzywiła, jakby zobaczyła coś niesmacznego.

– Ale to nie jest żadna taryfa ulgowa dla ciebie – ciągnęła dyrektorka, a wcześniejszy uśmiech zniknął. – Pamiętaj, że to, iż możesz u nas pracować, wynika jedynie z faktu, że kiedyś znałam Anię. Może nie za dobrze, ale jednak. Pamiętam, jak skończyła, i że z tęsknoty za własnym mężem... – Zawiesiła na chwilę głos, po czym dodała: – Odebrała sobie życie. Nie na taki los zasłużyła. Cóż, może łatwo mi tak mówić, ale zaraz będę w jej wieku i też przechodzę na emeryturę. I nie wyobrażam sobie nagle zostać sama, bez nikogo... Bez Witka... Samotność w tym wieku jest raczej...

– Do brzegu, pani Marianno. – Ola głośno westchnęła, chociaż wcale nie było to jej zamiarem.

Spojrzała na zegar ścienny wiszący nad głową dyrektorki. Czas leciał, a ona już chciała stąd spadać... Zabłocka jednak najwyraźniej się nie spieszyła.

– Chodzi o to... – Kobieta wstała i podeszła do dziewczyny. Oparła się o biurko, tak że od Oli dzieliło ją kilkanaście centymetrów. – ...że albo przyłożysz się do tej roboty od poniedziałku, bo zaoferowałam ci ją z szacunku dla twojej babci, albo wylecisz stąd na zbity pysk. Zrozumiano?

Zabłocka patrzyła na Olę z góry, podczas gdy ta, siedząc na krześle, kiwała tylko głową.

– Tak jest, pani dyrektor – powiedziała w końcu. – Szanuję to.

– I?

– I co?

– I co zamierzasz?

– Zamierzam przyjść w poniedziałek i zasuwać w robocie.

– Elegancko. – Zabłocka klasnęła uszczęśliwiona w dłonie i wróciła na swoje dyrektorskie miejsce za biurkiem. – No to widzimy się po weekendzie – dodała, nie patrząc już na Olę.

Wzięła notes i coś w nim zapisywała. Po chwili znowu zaczęła energicznie pstrykać długopisem. Na ten dźwięk Ola aż się wzdrygnęła i uznała to za znak, że powinna się już ewakuować. Złapała leżący przy krześle czarny plecak.

Nie oglądając się za siebie, wyszła z budynku. Dopiero kiedy stanęła za jego bramą, zatrzymała się i wyjęła z plecaka paczkę cienkich zielonych L&M-ów i łapczywie zapaliła papierosa. Nim zdążyła wypuścić pierwszą długą strużkę siwego dymu, spojrzała jeszcze raz na dom starców. W Domu Pomocy Społecznej Harmonia miała zacząć swoją pierwszą pracę. Na samą myśl, że przyjdzie jej sprzątać po staruszkach, wynosić gówna i zasuwać z mopem, aż się skrzywiła. Ruszyła w końcu przed siebie, by nie psuć sobie reszty piątkowego popołudnia.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij