Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Biały Wieczór (1) - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 marca 2026
8,08
808 pkt
punktów Virtualo

Biały Wieczór (1) - ebook

Zimowy Kraków, Wigilia i pozornie zwyczajny wieczór. Wśród rozmów, wspomnień i spotkań powracają rzeczy, które nigdy nie zostały naprawdę przepracowane. To opowieść o tym, co kryje się pod powierzchnią codzienności — o napięciu, które narasta powoli, o wyborach, które wydają się niewinne, i o granicach, które łatwo przekroczyć. Nie każda historia świąteczna przynosi ukojenie.


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-890-2
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział I

Lato tego roku należało do wyjątkowo pięknych na Wyspach Brytyjskich. Najstarsi mieszkańcy wspominali, że tak dobrze nie było chyba od lat sześćdziesiątych. Najpopularniejszym sposobem korzystania z tej rzadkiej pogody było rozstawianie dmuchanych basenów w przydomowych ogródkach, wspólne barbecue z sąsiadami, mycie samochodów przed domem czy malowanie płotów — wszystko to w akompaniamencie kosiarek pracujących od rana do wieczora. Każdy zdawał sobie sprawę z ulotności tej chwili, więc cieszył się nią tu i teraz, bez zbędnego narzekania, że jutro zapewne znów będzie padać.

Adam był jednak zupełnie inny. Zawsze wybiegał myślami gdzieś daleko, jakby uciekał przed zastaną rzeczywistością — niezależnie od tego, czy była przyjemna, czy ponura. Mając darowane piękne lato, marzył o surowej polskiej zimie, a zimą fantazjował o tym, jak wspaniale byłoby wygrzewać się na Kanarach. Przez to swoje malkontenctwo nigdy nie potrafił w pełni cieszyć się chwilą.

Tego słonecznego dnia usiadł z książką w cieniu drzewa i spróbował zagadnąć Alicję, która w pełni korzystała z uroków lata.

— Może kiedyś wybierzemy się na święta do Polski?

— Możemy pojechać tam przed świętami albo po nich — odpowiedziała spokojnie. — Też poczujesz atmosferę. A same święta wolę spędzać w domu.

— Oj tam, w domu! Co roku siedzimy w domu. A ja przecież nie namawiam cię na Kanary, tylko na najbardziej tradycyjne święta, jakie można sobie wymarzyć.

— U twoich czy u moich rodziców? — zapytała z zaczepnym uśmiechem.

— Ani u moich, ani u twoich.

— To jak ty to sobie wyobrażasz?

— Możemy polecieć do twojego ukochanego Zakopanego albo do Krakowa. Pójść na pasterkę do Bazyliki Mariackiej albo innej świątyni z wielowiekową tradycją. Tam będzie twój Mickiewicz, twoje Planty…

— Może i bym chciała — przerwała mu — ale ja jednak wolę Boże Narodzenie w domu.

— Przecież to, co proponuję, też jest jak dom. Mówiłaś ostatnio, że w Zakopanem odpoczywasz lepiej niż na Majorce.

— A jak ty sobie wyobrażasz przemieszczanie się zimą? Polską zimą?

— Możemy przecież wypożyczyć samochód na lotnisku.

— Pamiętasz, że to ja jestem jedynym kierowcą w tej rodzinie? Tobie zabrali prawo jazdy.

— Zdaję sobie z tego sprawę.

— Dobra, możemy teraz o tym nie rozmawiać? Mam dziś jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.Rozdział II

Adam nieco sposępniał — jak zwykle wtedy, gdy coś nie szło po jego myśli. Przez chwilę toczył wewnętrzną walkę z emocjami, starając się nad nimi zapanować. Wiedział, że gdy wymykają się spod kontroli, nigdy nie kończy się to dobrze. Zrobił kilka łyków wody i wrócił do przerwanej lektury, a Alicja tymczasem skierowała się do domu.

Po chwili wróciła z miską świeżego prania. Jej smukła sylwetka i długie nogi przyciągały spojrzenia — nie tylko jego. W słońcu lakier na paznokciach delikatnie połyskiwał, gdy rozwieszała kolejne rzeczy.

Adam zerkał to do książki, to na Alicję — z uporem, który zdradzał coś więcej niż zwykłe roztargnienie. W końcu parsknęła śmiechem, rozładowując napięcie wiszące w powietrzu.

— Jak ty się bezczelnie gapisz. Najbardziej mnie wkurza, jak tak patrzysz obcym kobietom na stopy.

— Teraz akurat patrzę na ciebie.

— A kto ci pozwolił? — zapytała, po czym niedbale rzuciła na stopy szmatkę, którą przed chwilą ścierała kurz z suszarki.

Byłby to może początek czegoś więcej, gdyby w drzwiach domu nie pojawiły się dzieci, przypominając o swojej obecności.

— A to wy w taki piękny dzień zamierzacie siedzieć w domu? — zapytał Adam.

— Ja jestem umówiony popołudniu na minigolfa z Rogerem i jego rodzicami — odpowiedział siedmioletni Konrad.

— A ty?

— Ja sobie wtedy spokojnie pogram w jego pokoju — odparł czternastoletni Michał.

— Może byś trochę posiedział na słońcu, bo ostatnio jakiś blady jesteś — odezwała się Alicja.

— Blady, bo ciągle siedzi i gra — dodał ojciec.

Chłopcy, nie czekając na dalsze uwagi, szybko opuścili ogród i zniknęli w chłodnym wnętrzu domu.

— Dobra, trzeba by rozpalić grilla, bo inaczej obiad zjemy dopiero na kolację — zdecydował Adam.

— No to bierz się do roboty, bo będę musiała cię ukarać.

— Tak jest, proszę pani.

Z przyjemnego odrętwienia wyrwały go dźwięki dziecięcej wrzawy dobiegające z pokoju na poddaszu. Sprowadziły go na ziemię.

— No cóż — skwitowała Alicja z lekkim uśmiechem.

Odwróciła się i, kołysząc biodrami, weszła do domu.Rozdział III

Wieczorem, a właściwie nocą, mieli wreszcie chwilę tylko dla siebie. Chcieli obejrzeć jakiś serial, pobyć razem — bez ciągłych przerwań. Choć nawet o tej porze nigdy nie mieli pewności, że spokój potrwa długo.

Adam nie oczekiwał zbyt wiele. Z doświadczenia wiedział, że wieczór najpewniej skończy się jak zwykle — Alicja zaśnie w połowie odcinka. Co jakiś czas zerkał więc w jej stronę, próbując ocenić, czy jest jeszcze szansa na rozmowę.

Tym razem jednak wyglądała inaczej. Mniej zmęczona. Bardziej obecna.

— Co tak na mnie zerkasz? — rzuciła zaczepnie.

— A nie mogę? Podobasz mi się.

Zaśmiała się cicho, po czym wstała i przeciągnęła się leniwie. Ruszyła w stronę schodów, a w jej ruchach było coś wyraźnie zamierzonego.

— Zostań — powiedziała, nie odwracając się.

W jej głosie było coś, co natychmiast odebrało mu oddech.

Czekanie zawsze było najtrudniejsze.

Po kilkunastu minutach usłyszał stukot obcasów na schodach. Gdy pojawiła się w drzwiach, zamilkł. Choć znał ją od lat, potrafiła go wciąż onieśmielić.

Miała na sobie tylko jego marynarkę, włosy upięła w niedbały kok. Usiadła w fotelu i spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.

— Podejdź.

Zbliżył się bez słowa.

— Pomóż mi zdjąć buty.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij