Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Biologia emocji. O prawdziwych źródłach chorób i emocjach zapisanych w ciele według Medycyny Germańskiej - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 września 2026
49,99
4999 pkt
punktów Virtualo

Biologia emocji. O prawdziwych źródłach chorób i emocjach zapisanych w ciele według Medycyny Germańskiej - ebook

Ulecz przeszłość, a uzdrowisz samego siebie.

Czy zmagasz się z nawracającymi dolegliwościami, których przyczyny trudno jednoznacznie wyjaśnić? Choroba lub objawy pojawiają się w określonych momentach życia – po stracie, konflikcie, rozstaniu? Czy masz poczucie, że ciało „mówi coś ważnego”, ale nie wiesz, jak ten przekaz odczytać? Ta książka pomaga spojrzeć na zdrowie i chorobę jako procesy mające sens biologiczny i emocjonalny.

Germańska Medycyna, stworzona w 1981 roku przez niemieckiego lekarza Ryke Geerda Hamera, proponuje odmienne podejście do choroby niż to, do którego przyzwyczaiła nas medycyna zachodnia. Zamiast koncentrować się wyłącznie na objawach i ich zwalczaniu, zwraca uwagę na biologiczny i emocjonalny sens zmian zachodzących w organizmie oraz na ich związek z przeżywanymi konfliktami i doświadczeniami.

W rozmowach zawartych w książce ciało nie jest traktowane jak wróg, lecz jak sprzymierzeniec – nośnik informacji o historii człowieka, jego relacjach, przeżyciach i mechanizmach przystosowawczych. Autorki pokazują, że objawy mogą być komunikatem, a nie błędem organizmu, i zachęcają do spojrzenia na zdrowie w szerszym, holistycznym kontekście.

„Biologia emocji” to dialog pomiędzy terapeutką pracującą w nurcie Germańskiej Medycyny a doświadczoną dziennikarką. Połączenie praktycznej wiedzy z klarownym, uporządkowanym prowadzeniem rozmowy sprawia, że nawet złożone zagadnienia są przedstawione w sposób zrozumiały i przystępny dla czytelnika.

Dzięki tej książce:

  • poznasz podstawowe założenia Germańskiej Medycyny i jej sposób interpretowania objawów;
  • zrozumiesz związek między dolegliwościami a przeżywanymi konfliktami i doświadczeniami;
  • spojrzysz na chorobę jako na proces mający biologiczny sens, a nie błąd organizmu;
  • nauczysz się uważniej odczytywać sygnały wysyłane przez ciało.

Małgorzata Lorenz – terapeutka 5 Praw Natury według Germańskiej Medycyny. Prowadzi terapię biologiczną opartą na etologii – nauce o zachowaniach istot żywych w ich naturalnym środowisku. Zajmuje się edukacją w zakresie Germańskiej Medycyny, prowadząc seminaria, szkolenia oraz koło sympatyków tej metody. Wraz z mężem, Krzysztofem Lorenzem, jest współautorką i aktorką serialu terapeutycznego „Choroba na własne życzenie”.

Jolanta Podsiadła – dziennikarka, autorka tekstów publikowanych w miesięczniku „Czwarty Wymiar”. Od lat zajmuje się tematyką zdrowia, rozwoju świadomości oraz alternatywnych i holistycznych koncepcji postrzegania człowieka.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8466-002-7
Rozmiar pliku: 2,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZŁĄKA CHCIANA I NIECHCIANA

Czyli o mechanizmach, jakie uruchamia biologiczny konflikt rozłąki

Na spotkaniu ze znajomymi wysłuchałam opowieści o ich bolączkach. Babcia kolegi przestała go rozpoznawać. On ostatnio ją zaniedbał, ale kiedyś był jej ukochanym wnukiem, a teraz babcia pyta: „A pan to kto?”. Z kolei koleżanka godzinami siedzi z synem nad lekcjami, a jemu „nic do głowy nie wchodzi”. U innej lekarz zdiagnozował łuszczycę. Czy Germańska Medycyna umie wytłumaczyć, co może być powodem tych problemów?

Choć są one tak różne, z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć, że ich podłożem jest jeden biologiczny konflikt – konflikt rozłąki.

Jeden konflikt? Dla choroby Alzheimera, kłopotów dziecka z nauką i łuszczycy?

Aby to wytłumaczyć, odwołam się do zwierząt żyjących w stadach, w rodzinach. Każdy osobnik ma w nich swoją pozycję, zadania do wykonania, jest bardzo ważny. Zwierzęta potrafią wyczuć, kto w rodzinie jest najsłabszy, i zawsze go chronią. Gdy na przykład układają się do snu, on jest w środku. Tak samo gdy uciekają przed napastnikiem – nie zostawiają najsłabszego na końcu. Rozłąka następuje tylko w sytuacji, gdy jedno z nich zostaje oddzielone od stada (drapieżniki polują w ten sposób, że oddzielają upatrzonego osobnika od rodziny). Dla takiego zwierzęcia sytuacja szybko się rozwiąże, bo albo padnie ono ofiarą napastnika, albo ujdzie z życiem. W tym drugim przypadku uruchamiane są kolejne mechanizmy (poprzednio zwierzę otrzymało wsparcie natury podczas ucieczki), które mają mu pomóc w przeżyciu. Są one dwojakiego rodzaju – pierwszy to „wyłączenie” receptorów czuciowych w skórze, drugi – zaburzenie pamięci krótkotrwałej. Ma to głęboki sens, bo takie zwierzę nie potrafi wrócić po swoich śladach do miejsca, w którym zostało rozłączone ze stadem oraz nie czuje, że zostało samo, że nie ma przy nim jego sióstr i braci. I w tej nieświadomości nie oddala się bardziej, nie błądzi, lecz czeka w jednym miejscu, aż rodzina je znajdzie. A gdy tak się stanie – stado zawsze szuka zaginionego – wszystko wraca do normy.

Czy człowiek doświadcza podobnych biologicznych reakcji?

Według Germańskiej Medycyny jesteśmy bardzo blisko natury i wszystko, co dzieje się w naszym organizmie, ma głęboki biologiczny sens. Zwykle uznajemy, że jesteśmy istotami lepszymi, znajdującymi się na wyższym poziomie rozwoju niż zwierzęta. I oczywiście, nie jesteśmy zwierzętami, różnimy się od nich, ale istnieje wspólny mianownik w biologicznych reakcjach człowieka i zwierzęcia na różne życiowe sytuacje. Zawsze też otrzymujemy wsparcie od matki natury. Jeśli na przykład mamy odczucie, że nie możemy czegoś strawić, jest to sygnał dla organizmu, że natychmiast potrzebna jest pomoc – trzeba poprawić funkcje trawienne. Jeśli czujemy, że jesteśmy czymś przeciążeni i nie dajemy już rady, reaguje mięsień sercowy, który dostał sygnał, że potrzebujemy więcej natlenionej krwi. I Germańska bardzo precyzyjnie opisuje, jak nasze konkretne odczucia, nasze emocje, nasze myśli, zmieniają biologiczne funkcjonowanie organizmu w różnych trudnych sytuacjach. Bardzo ważne jest przy tym pojęcie życiowej trudności. Nie mówimy bowiem tylko o dramatach tego typu, że komuś spalił się dom czy ktoś uległ poważnemu wypadkowi. Trudność życiowa jest często drobną obiektywnie sytuacją. Dlatego chcę mocno podkreślić tę subiektywność odczucia. Na przykład koleżanka w pracy po raz kolejny prosi kogoś, aby coś za nią zrobił. Jego to denerwuje, ale nie potrafi odmówić. Obiektywnie nie jest to dramat, ale może prowadzić do poważnego biologicznego konfliktu. Germańska Medycyna, opisując te konflikty, bazuje na etologii, czyli – mówiąc najprościej – zachowaniach zwierząt. Warto przy tym zauważyć, że zwierzęta żyjące w naturalnych warunkach niemal w ogóle nie chorują, a przynajmniej nie ma doniesień, żeby niedźwiedź, wilk czy sarna miały na przykład nowotwory czy inne guzy. A ludzie mają.

Wynikiem czego, według Germańskiej Medycyny, jest choroba?

Tego, że nie umieliśmy załatwić jakiegoś biologicznego problemu. Ktoś odczuwa na przykład „złość nie do strawienia”, nie może strawić swojego szefa, współmałżonka czy teściowej. W tym konflikcie natychmiast reaguje u niego duża krzywizna żołądka albo jelito i za jakiś czas będzie on miał objawy ze strony tych narządów, w najgorszym wypadku może być to guz. Ktoś powie: w takim razie co to za wsparcie ze strony natury! Jednak nie ma tu niekonsekwencji. Organizm dostaje pomoc, żeby poradzić sobie z daną sytuacją, ale ten biologiczny konflikt powinien zostać szybko rozwiązany. Choroba jest wynikiem tego, że człowiek za długo w nim trwa. Zwierzęta szybko rozwiązują swoje biologiczne konflikty i ich organizm wraca do normy. My tego nie robimy. Doktor Hamer, który sformułował 5 Praw Natury, wielokrotnie podkreślał, że powinniśmy uczyć się od zwierząt przede wszystkim tego, by działać, by nie trwać w sytuacjach, które nam nie służą. Młody jelonek, który w określonym miejscu w lesie ledwie uszedł z życiem, uciekając przed wilkiem, nie będzie w to miejsce wracał. Człowiek postępuje inaczej, racjonalizując swoje wybory. Na przykład ktoś doświadcza wielu przykrości w miejscu pracy. Zwierzę nie byłoby długo w takiej sytuacji – albo walczyłoby o swoją pozycję (z konkretnym skutkiem), albo poszukało sobie innego miejsca. Człowiek mówi sobie, że to jednak jest świetna praca, dobrze płatna, i całe lata trwa w konflikcie. Ale jeśli ktoś zna Germańską Medycynę, wie, że czasami nie ma wyjścia, trzeba działać, podejmować trudne decyzje, bo w ten sposób wygrywa się swoje zdrowie i życie.

Zwierzę, które uszło drapieżnikowi, dostaje wsparcie od natury i czeka w jednym miejscu, aż stado je znajdzie. Co dzieje się z człowiekiem w konflikcie rozłąki?

Ma zaburzenia pamięci krótkotrwałej oraz ubytek w tkance naskórka. Objawy te mogą występować jednocześnie lub osobno. W najlżejszym przypadku zaburzenia pamięci krótkotrwałej objawiają się tym, że zapominamy jakiegoś słowa, tracimy wątek w rozmowie, nie pamiętamy, po co przyszliśmy do kuchni. Zapewne każdy z nas niekiedy tego doświadcza. Jeśli konflikt rozłąki jest głęboki lub trwa długo, zauważamy, że mamy trudność w uczeniu się nowych rzeczy, mylimy litery podczas pisania na komputerze (dziś rzadko piszemy ręcznie), nie zapamiętujemy drogi, którą idziemy, trudno nam się odnaleźć w nowych miejscach. A im dłużej trwa taki konflikt, a często trwa latami, tym bardziej doświadczamy tych zaburzeń, ratujemy się zapisywaniem różnych rzeczy na karteczkach, którymi obklejamy mieszkanie. Nazywa się to chorobą Alzheimera. Przypisujemy ją na ogół osobom starszym, co łatwo wytłumaczyć.

Jakie sytuacje prowadzą do tak głębokiego konfliktu?

Dzieje się tak na przykład wówczas, gdy ktoś jest – lub tak się czuje, bo jak mówiłam, chodzi o nasze myśli i odczucia – wyeliminowany z rodziny albo z innej ważnej dla niego społeczności. W przypadku osoby starszej często nakładają się na siebie przejście na emeryturę, wyprowadzka dzieci, potem również coraz słabszy kontakt z dorastającymi wnukami. I babcia albo dziadek, którzy byli kiedyś bardzo ważnymi osobami, tracą znaczenie, a tym samym poczucie własnej wartości. W dodatku umierają przyjaciele, kolejni znajomi i taka osoba czuje się coraz bardziej samotna. I kluczowe jest właśnie to poczucie osamotnienia, że nie mam już przyjaciół, dzieci, a wnuki się mną nie interesują. Jest to tak zwana rozłąka niechciana – pragniemy, aby ktoś był, ale tej osoby czy osób nie ma.

Czasami jest odwrotnie – pragniemy, by kogoś nie było. Czy taka sytuacja to również konflikt rozłąki?

Tak, to druga możliwość, o której mniej się mówi, bo zwykle kojarzymy rozłąkę z niechcianym rozstaniem. A przecież nierzadko jest tak, że ktoś chce rozstania, ale nie może tego zrealizować. Pragnie na przykład, aby nie musieć już chodzić do pracy, nie mieć za ścianą dokuczliwego sąsiada, by małżonek kogoś poznał i odszedł, żeby rodzice czy teściowie nie wtrącali się do jego życia, by dzieci wreszcie się wyprowadziły. Sytuacji, które mogą rodzić konflikt rozłąki, jest bardzo dużo i często są one subiektywne. Bywa, że ktoś mieszka z bliskimi, a jednak czuje się bardzo samotny. Dlatego jeśli mamy problem z pamięcią, zwłaszcza krótkotrwałą, trzeba dociec, w jakich sytuacjach towarzyszy nam poczucie rozłąki. I warto mieć na uwadze, że dotyczy to ludzi w każdym wieku, również dzieci, które przeżywają konflikt rozłąki chcianej lub niechcianej. Rodzice najczęściej nie zdają sobie sprawy, że problemy w nauce mogą mieć taką przyczynę. I zapewne tak właśnie jest w przypadku syna pani koleżanki, który ma problem z zapamiętywaniem nowych rzeczy. Bo to wcale nie muszą być sytuacje dramatyczne, jak rozstanie rodziców. Ze swojego doświadczenia terapeutycznego wiem, że najczęściej są to rzeczy pozornie drobne, związane z relacjami, bardzo subiektywne w odbiorze. Dziecko na przykład nie lubi koleżanki lub kolegi z przedszkola czy szkoły, nie lubi swojej opiekunki lub wychowawczyni, pragnie, aby tej osoby nie było. Taki konflikt, choć nam wydaje się błahy, może być dla dziecka bardzo głęboki, wywoływać w nim silne emocje, przeżywane każdego dnia. Im wcześniej rodzice to zauważą, tym szybciej mogą pomóc dziecku w znalezieniu rozwiązania, które zakończy jego biologiczny konflikt.

Drugim z objawów konfliktu rozłąki są problemy ze skórą. Czy właśnie łuszczyca?

Mogą być one różne. W pierwszej kolejności są to wszelkiego rodzaju przesuszenia spowodowane ubytkami w tkance naskórka. Na przykład mąż odszedł, żona za nim tęskniła i dwa lata trwało, nim uporała się ze swoimi emocjami. Mamy tu do czynienia z jednym konfliktem, który został rozwiązany. Kobieta ta obserwowała różnego rodzaju zmiany związane z ubytkami w naskórku, ale stosowała kremy, które je łagodziły, a z czasem zauważyła, że stan jej skóry się poprawił (wrócił do normy). Ale wyobraźmy sobie, że do naszej firmy co kilka tygodni przyjeżdża z centrali szef, którego bardzo nie lubimy, którego się boimy, ale musimy się z nim spotykać. Przez te dwa, trzy dni jego obecności wchodzimy w aktywność konfliktu rozłąki i wychodzimy z niego, gdy szef wyjeżdża. Po miesiącu sytuacja się powtarza – i tak trwa to latami. Mamy tu do czynienia z powtarzającym się regularnie konfliktem rozłąki. W tym przypadku objawem może być łuszczyca. A moim pierwszym pytaniem do pani koleżanki byłoby: w jakim miejscu ciała pojawiły się u niej zmiany?

Tego nie wiem, bo poskarżyła się krótko, nie wchodząc w szczegóły.

W takim razie podam przykład ze swojej praktyki. Mężczyzna prowadzi firmę w małym miasteczku, cieszy się poważaniem lokalnej społeczności, co jest dla niego ważne. Wśród pracowników ma panią, która nie wykonuje dobrze swoich obowiązków, do emerytury pozostały jej cztery lata. Gdyby ją zwolnił, zostałoby to źle odebrane przez innych. Godzi się więc z jej obecnością w swojej firmie, ale każdego dnia podczas porannej toalety myśli o tym, że chciałby, aby jej nie było. Objawem tych wielu nakładających się na siebie konfliktów rozłąki (w tym przypadku chcianej) jest łuszczyca pojawiająca się na prawej nodze w rejonie piszczeli i grzbietowej części stopy.

Czy to istotne, że na prawej, a nie na lewej nodze?

Zgodnie z wiedzą Germańskiej Medycyny możemy dość precyzyjnie określić sytuację, w której ktoś przeżywa biologiczny konflikt. Ale by to odkryć, trzeba być po trosze detektywem. Zacznijmy zatem od końca. Przychodzi ktoś, kto ma zmiany łuszczycowe na piszczeli prawej nogi. Najpierw sprawdzam, testem klaskania, jego biologiczną ręczność. Jeśli w spontanicznym klaskaniu prawa ręka jest u góry i jest ręką wiodącą, to jesteśmy biologicznie praworęczni (jeśli lewa – leworęczni). Ten ktoś jest praworęczny, a zatem objaw widoczny na jego ciele oznacza, że przeżył biologiczny konflikt z tak zwanym partnerem (gdyby to była jego lewa noga – wskazywałoby to na konflikt z matką lub dzieckiem). Przy czym „partner” to szerokie pojęcie, obejmujące ojca, brata, siostrę, sąsiada, pracownika – praktycznie może to być każdy oprócz matki i dziecka. Wiedząc tyle, idziemy dalej, co w tym przypadku jest dość proste. Każda część ciała ma bowiem przypisaną określoną treść biologicznego konfliktu. Pytam zatem, w jakiej sytuacji ten ktoś odczuwa, że „chciałby kogoś wykopać”. A to dlatego, że gdy wyobrazimy sobie taki ruch, widzimy, że właśnie tymi częściami ciała, na których pojawiła się łuszczyca, dotknęlibyśmy tej osoby. I ten mężczyzna od razu kojarzy, że „chodzi o panią X z księgowości”.

Źródło konfliktu zostało odkryte. Co dzieje się dalej?

Opracowujemy wspólnie tak zwaną konfliktolizę, czyli możliwy dla danej osoby sposób zakończenia tego konfliktu. Zawsze pytam, co dla niej byłoby rozwiązaniem. Ten człowiek miał już je w głowie (musiał myśleć o tym wcześniej), bo od razu odpowiedział, że może wypłacić tej kobiecie wynagrodzenie za te cztery lata, jakie by jeszcze u niego pracowała. Bo zwykle jest tak, że ludzie wiedzą, czują intuicyjnie, co może zakończyć ich konflikt w taki sposób, by nie generować kolejnego, ale często boją się działania, potrzebują kogoś, kto ich do tego zmotywuje. I ten mężczyzna tak właśnie zrobił, mógł sobie na to pozwolić.

Czy w takiej sytuacji rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem?

To jedno z możliwych rozwiązań – jeśli cierpię w relacji z jakąś osobą, kończę ten związek. Jeśli na przykład praca w danym miejscu mi nie służy, mogę ją zmienić, choć bez gwarancji, że gdzie indziej nie będzie podobnie. Dlatego warto rozważyć też inne rozwiązania. Jak mówiłam, biologiczne konflikty są uruchamiane naszymi myślami, naszymi odczuciami. Możemy więc pracować nad tym, by zmienić swoje myśli i odczucia w odniesieniu do danej sytuacji. Jeśli mamy tego świadomość i potrafimy to zrobić, jest to w wielu przypadkach genialne rozwiązanie. Zatem możemy skorzystać i z takiej opcji – wypracować w sobie nowy nawyk mentalny postrzegania danej osoby czy sytuacji. A potem wykazać się cierpliwością, dając organizmowi czas, by wrócił do stanu sprzed konfliktu.

Jakie mogą być inne objawy konfliktu rozłąki?

Może on powodować wiele różnych dolegliwości. Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie pojedynczy, krótki konflikt, a trwający przez długi czas lub wiele razy uruchamiany. Obok wspomnianej łuszczycy jego objawami może być na przykład bielactwo, łysienie, różnego rodzaju alergie skórne, neuropatie i polineuropatie (w konflikcie brutalnej rozłąki reaguje nie naskórek, ale okostna) oraz wspomniane problemy z pamięcią krótkotrwałą – z uczeniem się, wypowiadaniem, rozpoznawaniem innych ludzi.

Czy wszystkie skutki biologicznych konfliktów można odwrócić?

Musimy mieć świadomość, że Germańska Medycyna nie jest czarodziejską różdżką. Rozwiązując biologiczne konflikty możemy odwrócić ich skutki, o ile nie został przekroczony pewien punkt krytyczny. I jak powiedziałam, organizm potrzebuje czasu, aby dojść do stanu sprzed konfliktu. W teorii mówi się, że faza zdrowienia trwa mniej więcej tyle, ile byliśmy w konflikcie. Zależy to jednak od tego, jakiego rodzaju był to konflikt. W przypadku rozłąki, gdy objawy dotyczą naskórka, często wystarczy zaledwie kilka czy kilkanaście tygodni. Ale na przykład przy konfliktach dających objawy w obrębie macicy (mogą to być bardzo obfite krwawienia), faza naprawcza trwa zwykle trzy, cztery lata. Dlatego trzeba być cierpliwym. Ważne jest, abyśmy mieli wiedzę, jak funkcjonuje nasz organizm, byli pełni zrozumienia dla samych siebie i tego, co się z nami dzieje, oraz mieli zaufanie, że priorytetem natury jest życie.

Wspaniale jest mieć tego świadomość.

Natura zawsze chce, abyśmy żyli – i daje nam wsparcie w różnych sytuacjach. Kluczowe jest to, by biologiczne konflikty rozwiązywać szybko, jak ma to miejsce w świecie zwierząt, i nie rozpamiętywać w nieskończoność sytuacji, które są już przeszłością. A gdy zauważamy, że coś się w naszym organizmie dzieje, działajmy na rzecz odnalezienia przyczyny tego konfliktu i znalezienia rozwiązania. Jeśli zmiana jest mała, ból jest niewielki, możemy łatwo to wycofać.

Warto też podkreślić, że konflikt rozłąki przeżywamy często „na własne życzenie”. Tęsknimy za kimś, za towarzystwem, za wyjściem z domu, ale nic nie robimy. Jeśli tęsknimy za dziećmi czy wnukami, nie czekajmy, aż one do nas zadzwonią. Zainicjujmy ten kontakt, bo tu nie chodzi o ambicję, o to, kto kogo przetrzyma, kto wygra. Tutaj chodzi o nasze zdrowie. A swoje zdrowie możemy wygrać wtedy, gdy będziemy działać, aby być jak najkrócej w aktywności biologicznego konfliktu. I druga strona medalu – pamiętajmy o swoich bliskich. Odwiedźmy babcię czy dziadka, zadzwońmy do rodziców, dbajmy, by czuli, że są dla nas ważni. Nie powodujmy, aby z naszego powodu przeżywali konflikt rozłąki, a potem pytali nas, kim jesteśmy.WYJĄTKOWA RELACJA

Czyli o biologicznych kodach w relacji matki i dziecka oraz sposobach na uwolnienie się od trudnych emocji

Moja serdeczna przyjaciółka, która ma świetny kontakt z mężem i swoimi dziećmi na progu pełnoletniości, nie potrafi ułożyć sobie relacji z matką. Do dziś wypomina jej, że jako nastolatka musiała na okrągło opiekować się młodszym bratem, co było źródłem jej cierpienia. I wciąż ma o to żal. Czy Germańska może jej jakoś pomóc?

Relacja dziecka z matką i matki z dzieckiem jest z punktu widzenia Germańskiej Medycyny absolutnie wyjątkowa. Wytłumaczenie tego jest proste: biologicznie matka jest dla dziecka gwarantem przeżycia. Nie chodzi tu o rozwiązania wypracowane przez współczesne społeczeństwa, bo w dzisiejszych czasach dziecko przeżyje bez mamy, a o kody natury. I dlatego nawet jeśli jest ono pod opieką najukochańszej babci czy innej bliskiej osoby, może przeżywać biologiczne konflikty, jak choćby konflikt rozłąki, o którym rozmawiałyśmy poprzednio. I objawi się on na przykład zmianami skórnymi na policzkach dziecka, bo gdyby mama była, przytulałoby się nimi do jej piersi. Tak działają mechanizmy biologiczne, które objawiają się różnymi problemami w sferze fizycznej lub psychicznej. Ktoś na przykład ma tik poruszania nogami, jakby szurał nimi po podłodze. Wskazuje to, że jest on w aktywności jednego z dwóch biologicznych konfliktów o podobnej treści – „nie wiem, w jakim kierunku pójść” lub „chciałbym w jakimś kierunku pójść, ale nie idę”. Albo inny tik – mrużenie oczu, który pokazuje, że jest coś, czego nie chcemy zobaczyć. W ten sposób Germańska Medycyna potrafi sensownie wytłumaczyć wiele różnych naszych objawów i zachowań. Również to, dlaczego to całkiem naturalne, że matka „wykorzystuje” starsze dziecko czy dzieci do zajmowania się młodszym rodzeństwem.

Tak dzieje się w rodzinach zwierzęcych.

Jak tłumaczyłam poprzednio, Germańska Medycyna bazuje na etologii, czyli nauce o zachowaniach zwierząt. I choć my oczywiście zwierzętami nie jesteśmy, co zawsze podkreślam, to w dużym stopniu funkcjonujemy zgodnie z biologicznymi kodami zachowań. Jeśli zatem spojrzymy na świat zwierząt, to w nim osobniki podporządkowane parze rodzicielskiej zajmują się wychowaniem młodych. Są one nazywane osobnikami beta albo piastunami, co jest pięknym określeniem. Dbają wespół z rodzicami o młodszy miot i są najlepiej przygotowane do przyszłego samodzielnego życia, które wkrótce rozpoczną. I to właśnie one mają największe szanse na to, że rewiry, które zbudują, będą dobrze funkcjonowały w trudnych naturalnych warunkach. Gdy przeniesiemy ten kod zachowania do świata ludzi, działa w nim podobny mechanizm. Z ludzkiego punktu widzenia żal pani koleżanki do mamy, że musiała opiekować się bratem, podczas gdy jej rówieśnicy robili w tym czasie ciekawsze rzeczy, jest całkiem zrozumiały. Ale gdyby pomyślała, że mama nie działała przeciwko niej, że jej postępowanie da się logicznie wytłumaczyć, mogłoby przynieść jej to ulgę. W dodatku ona sama doskonale sobie w życiu poradziła, ma dobrze funkcjonującą rodzinę, co świadczy o tym, że umiała zbudować własny rewir. Jeśli spojrzy na to z takiej perspektywy, być może poczuje do mamy nie żal, a wdzięczność.

Inny przykład – dziewczyny, która przez całe życie czuła emocjonalne odrzucenie przez matkę. Wie przy tym, że z medycznego punktu widzenia jest cudem, lekarze uratowali jej życie, wykonując skomplikowaną operację prenatalną. Jej mama już nie żyje, a ona wciąż zadaje sobie pytanie: Dlaczego mnie nie pokochała?

To są trudne sprawy, ale da się je wytłumaczyć, jeśli znamy biologiczne kody zachowań. Ktoś mówi, tak jak w tym przypadku, że mama go nie kochała albo że go nie chciała, porzuciła. I znowu, gdy przyjrzymy się światu zwierzęcemu, bywają takie sytuacje, że matka odrzuca swoje dziecko lub cały miot. Dzieje się tak na przykład, gdy kotka jest niedożywiona. Albo została wystraszona, przepędzona skądś i przenosząc dzieci w inne miejsce, zgubiła jedno z nich i nie wróciła już po nie. W naturze dzieje się tak dlatego, że matka nie ryzykuje swojego życia, instynktownie wie, że musi przeżyć, by wykarmić pozostałe potomstwo lub mieć kolejne. Gdy takie zachowania mają miejsce w świecie zwierząt, rozumiemy to. Jeśli ludzka matka porzuca swoje dziecko, budzi to bardzo negatywne odczucia. Zachowanie takie ma swoje biologiczne przyczyny. Może być tak jak w przytoczonej przez panią historii – w łonie matki rozwija się dziecko, które nie mogłoby samodzielnie żyć, gdyby nie było współczesnej techniki medycznej. I kobieta ta od samego początku czuje, że to dziecko nie powinno się urodzić, że ona go nie chce. Ona sama nie potrafi tego zrozumieć, ale tak działa natura, a dziecko współodczuwa to razem z matką. I jeśli zostanie ono uratowane, to na poziomie podświadomym może czuć przez całe życie, że matka go nie chciała, czuje się niekochane, odrzucone. W naszym ludzkim świecie, gdzie obowiązują określone normy i wzorce zachowań, są to bardzo trudne sprawy. Jeśli jednak spojrzymy na to z biologicznej perspektywy, łatwiej będzie nam to zrozumieć. Bo rzecz nie w tym, że mama nie chciała właśnie mnie jako konkretnej osoby, ale podlegała określonym naturalnym mechanizmom. Świadomość tego może nam pomóc i pozwolić iść dalej przez życie bez tak ogromnego żalu do niej.

Powiedziała pani, że dziecko od samego początku współodczuwa razem z matką. Czy to zawsze tak działa?

Dziecko od momentu poczęcia współodczuwa konflikty matki i może doświadczać związanych z nimi biologicznych reakcji. Tak dzieje się przez całą ciążę, jak i później, zwykle do siedmiu, a nawet do dziesięciu lat, gdy relacja matki i dziecka jest bardziej zażyła. Czasami to współodczuwanie biologicznych konfliktów matki trwa całe życie, jeśli dziecko, już jako osoba dorosła, nie opuści terytorium/rewiru matki.

Zanim zapytam o malutkie dzieci, mam jeszcze jeden przykład dziecka dorosłego – syna, który nie założył własnej rodziny, mieszka z matką i pomaga jej we wszystkim. I nie może się pogodzić z tym, że mama dużo bardziej poważa jego brata, który dawno temu wyprowadził się z domu, w ogóle się nią nie interesuje i pojawia się tylko z okazji świąt.

W świecie zwierzęcym przychodzi moment, gdy dziecko osiąga taki wiek i poziom umiejętności, że powinno opuścić rodzinę i założyć swój własny rewir. I w większości przypadków tak właśnie się dzieje. Gdy tak się nie stanie, jest ono przeganiane przez matkę, która wie, że jej dziecko jest gotowe, by żyć samodzielnie. Jeśli zostanie ono w dotychczasowej rodzinie, traci w niej swoją pozycję i jest osobnikiem podporządkowanym wszystkim innym. U ludzi mamy tego analogię. Są dorosłe dzieci, których światem wciąż jest ich mama, mimo że mają one trzydzieści, czterdzieści i więcej lat. Radzą się jej w każdej sprawie, kierują się jej zdaniem przy podejmowaniu najdrobniejszej decyzji, są na każde jej skinienie. I taka osoba jest zwykle w tym rewirze na bardzo niskiej pozycji. Często ma o to żal. No bo przecież poświęca mamie całe swoje życie, jest przy niej, a ona mało się z nią liczy, bardziej ceni brata czy siostrę, którzy nie angażują się w jej życie. I to jest właśnie ta sytuacja przeniesiona ze świata zwierząt – ktoś był gotowy, aby odejść i budować swój rewir, ale tego nie zrobił i teraz znajduje się na pozycji całkowitego podporządkowania matce. Zgodnie z kodem natury.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij