Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • nowość
  • promocja
  • Empik Go W empik go

Blue Shirt - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Data wydania:
27 marca 2025
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Blue Shirt - ebook

Kontynuacja Red Shirt!

Blake nadal nie wyznała Callumowi, że spotyka się z jego najlepszym kumplem. Ona i Hayden planują, by w końcu to zrobić, ponieważ trzymanie związku w tajemnicy każdego dnia staje się dla nich coraz trudniejsze. Nie dość, że nie mogą okazywać sobie uczuć przy bracie Blake i przyjaciołach, to w dodatku dręczy ich świadomość, że Cal jako jedyny z całej grupy nie zna prawdy o ich relacji.

Poza tym Hayden ma jeszcze inny problem. Jego trener uważa, że jeżeli chłopak chce spełnić swoje największe marzenie i podpisać kontrakt z profesjonalną drużyną z NHL, powinien całkowicie zrezygnować z życia towarzyskiego i poświęcić się grze. Dostaje ultimatum: albo hokej, albo Blake.

McCarthy jest wściekły na trenera, że stawia go przed tak niełatwym wyborem. Czy będzie potrafił zdecydować między sportem a dziewczyną, na której mu zależy?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.

Opis pochodzi od Wydawcy.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8418-033-4
Rozmiar pliku: 1,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OSTRZEŻENIE

Historia skierowana jest do osób powyżej szesnastego roku życia. W książce zostały poruszone wątki dotyczące samookaleczania, przemocy psychicznej, problemów z odżywianiem i samoakceptacją, a także próby pogodzenia się z własną orientacją seksualną. W tej części pojawiają się również sceny zbliżeń między bohaterami. Ich opisy koncentrują się jednak na aspektach emocjonalnych, a nie na detalach fizycznych samego aktu.

Jeżeli jesteś wrażliwym czytelnikiem i uważasz, że któraś z powyższych kwestii może na ciebie negatywnie wpłynąć, odłóż lekturę na inny czas lub całkowicie z niej zrezygnuj.INFORMACJA OD AUTORKI

_Blue Shirt_ to kontynuacja _Red Shirt._ Historia osadzona jest w uniwersum Uniwersytetu Indiana. W książce znajdują się nawiązania do_ _dylogii „Science”. „Scars On Ice” można jednak czytać bez znajomości _The Science of Temptation_ i _The Science of Affection_. Jeżeli postanowisz sięgnąć po te dwie książki, pamiętaj, że skierowane są one wyłącznie do pełnoletnich czytelników.

Dla wszystkich, którzy mieli w życiu swoją „czerwoną bluzkę”.

Moja była niebieska.ROZDZIAŁ PIERWSZY

Hayden

_Bum-bum._

_Bum-bum._

_Bum-bum._

Bicie mojego serca nie zwalnia, a jego silne uderzenia wprawiają skórę w wibrację. W uszach, poza szumem szybko przepływającej w żyłach krwi, ciągle słyszę echo zadanych przez Huxleya pytań.

_A więc? Co wybierasz?_

Kiedy docierają do mnie jego słowa, w pierwszym momencie mam ochotę głośno się roześmiać, a w kolejnym kazać mu spierdalać. Na szczęście z jakiegoś powodu się powstrzymuję. Wpatruję się w niego pustym wzrokiem, naiwnie licząc, że wszystko odwoła. On jednak tego nie robi. I wcale nie wygląda, jakby zamierzał.

Opuszczam spojrzenie z jego twarzy, bo nie potrafię dłużej znieść jej widoku. Zauważam, że grzbiet mojej prawej dłoni wciąż jest brudny od zaschniętej krwi Milesa.

Ostatnie kilkanaście minut mojego życia to jakieś pierdolone nieporozumienie. Bójka na lodzie, burzliwa rozmowa z Callumem w szatni, a potem trener oznajmiający mi, że ściągnął na mój najchujowszy mecz w sezonie skauta z drużyny Toronto Maple Leafs.

_No i te jego jebane ultimatum._

Co mu, do cholery, odwaliło? To nie jest odpowiedni moment, by podejmować t a k i e decyzje. _Nie._ To nie jest odpowiedni moment, by podejmować jakiekolwiek decyzje. Dlaczego w ogóle wydaje mu się, że powinienem to zrobić? Dlaczego wydaje mu się, że może kazać mi wybierać między Blake a hokejem? Serio, co, do kurwy?!

Myśli przelatują przez moją głowę jedna za drugą, a ja nie potrafię nad nimi zapanować. I chociaż zdaję sobie sprawę, że pomimo absurdu całej tej sytuacji powinienem zachować zdrowy rozsądek, to niestety nie sądzę, by mi się to udało. Jestem zbyt rozstrojony.

– To niesprawiedliwe – odpieram nareszcie mocno zachrypniętym głosem.

Unoszę wzrok z powrotem na trenera.

Mężczyzna sprawia wrażenie zdeterminowanego, czym tylko bardziej mnie irytuje. Poza zdenerwowaniem czuję jednak coś jeszcze. Coś, do czego nawet przed samym sobą jest mi się trudno przyznać. _Jestem nim rozczarowany._ Od zawsze szanowałem Huxleya za to, z jaką powagą podchodził do trenowania naszej drużyny. Chociaż od samego początku zdawał sobie sprawę, że po ukończeniu studiów większość chłopaków – w tym ja – przestanie grać w hokeja, to w ogóle się tym nie przejmował. Cisnął nas i motywował do zdobycia mistrzostwa, jakby chodziło o wygranie Pucharu Stanleya, a nie o nieistotne pierwsze miejsce w drugorzędnej, uniwersyteckiej lidze. Jak dotąd uważałem go za profesjonalistę, a teraz… Sam nie wiem, co o nim myśleć. W końcu zrobił dla mnie więcej, niż musiał. Docenił moje umiejętności i postanowił o mnie zawalczyć jak nikt, z kim dotychczas pracowałem. A jednak…

– To niesprawiedliwe, że trener stawia mnie w takiej sytuacji – powtarzam, tym razem o wiele bardziej stanowczo.

Całym sobą czuję kumulujące się we mnie napięcie. Krew buzuje w moich żyłach, napierając na ich ścianki. Dłonie zaczynają drżeć, przez co odruchowo zaciskam je w pięści.

_Niedobrze._

Znam własne ciało i jego reakcje, przez co wiem, że prawdopodobnie niedługo swoim zachowaniem doprowadzę do kolejnej katastrofy.

– Sądziłem, że ten wybór będzie dla ciebie oczywisty – oznajmia Huxley, marszcząc przy tym gęste brwi, jakby był zaskoczony.

Prycham. A potem milczę, ponieważ nie mam pojęcia, co mógłbym odpowiedzieć na to jego debilne stwierdzenie.

Mężczyzna wpatruje się we mnie wyczekująco. Kiedy dociera do niego, że nie zamierzam w żaden sposób skomentować tego, co powiedział, postanawia kontynuować swój bezsensowny wywód:

– Przecież zdaję sobie sprawę z tego, jak dotychczas wyglądało twoje życie. – Odrywa dłonie od biurka, o które się opierał, i krzyżuje ręce na umięśnionej klatce piersiowej. – Myślisz, że nie wiem, co robicie z chłopakami, gdy akurat nie spędzacie czasu na lodowisku? – Unosi wysoko brwi. – Nie jestem głupi. Poza tym wiele informacji dociera do mnie z zewnątrz i tak się składa, że o tobie nasłuchałem się najwięcej.

Jego słowa powodują, że wokół mojego gardła zaciska się jakaś niewidzialna, dusząca obręcz. _Chcę kazać mu się zamknąć._ Chcę, żeby przestał mówić i rujnować w ten sposób swój wyidealizowany obraz stworzony w mojej głowie.

– Podobno zmieniasz dziewczyny co weekend. Na każdej imprezie pojawiasz się z nową. Rozumiem, w końcu sam byłem kiedyś studentem i młodym sportowcem. Dziewczyny na to lecą, więc dlaczego by nie skorzystać? Ty zapraszasz ją na swój trening, a ona ciebie do swojego łóżka…

I jak wspomnienie o moim dawnym stylu życia udało mi się przemilczeć, tak porównania Blake do nic nieznaczących lasek z mojej przeszłości nie potrafię przełknąć.

– Moje prywatne życie to nie twoja pieprzona sprawa – cedzę przez zaciśnięte zęby, ani trochę nie przejmując się konsekwencjami, które będę musiał ponieść za sposób, w jaki się do niego zwróciłem. – Co to w ogóle ma być?! – Wcześniej zaledwie tlący się w mojej piersi ogień zaczyna buchać wściekłymi płomieniami. – Za kogo ty się uważasz? Dlaczego sądzisz, że możesz mówić to wszystko i stawiać mi jakieś pierdolone ultimatum?! – Wymachuję w powietrzu rękoma. – Nie znasz mnie! – Celuję w niego palcem. – Nie wiesz, kim jestem i co się dzieje w moim życiu! Nie wiesz, z czym zmagam się na co dzień, choć czasami wydaje mi się, że myślisz inaczej. Jeżeli już wyrabiasz sobie opinię na mój temat na podstawie plotek, to chociaż, kurwa, wcześniej sprawdź, czy są one aktualne! To musi być jakiś żart! – Oddycham ciężko, jednocześnie kręcąc gorączkowo głową.

Huxley przez cały czas zachowuje kamienny wyraz twarzy. Zupełnie jakby mój wybuch nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Albo jakby się go spodziewał.

– Uspokój się, Hayden – odpiera po chwili.

Powinien był przewidzieć, że jego słowa zadziałają na mnie jak płachta na byka.

– Pierdol się! – wykrzykuję bardziej podminowany. – Przez pięć lat godziłem się ze świadomością, że nigdy nie zostanę profesjonalnym graczem. Byłem pewien, że za parę miesięcy wyjadę z Bloomington do Cinncinati, żeby pracować u ojca, a teraz nagle okazuje się, że dzięki tobie miałem szansę zmienić swoją przyszłość i spełnić marzenie! – Cofam się o kilka kroków w obawie, że nie będę potrafił utrzymać rąk przy sobie, gdy trener znowu się odezwie.

Sama myśl o tym, że byłbym do tego zdolny, mnie przeraża.

_Nie rzuciłbym się na niego, prawda?_

Nie rzuciłbym się. _Chyba._

– Najpierw mówisz mi, że wszystko zjebałem, a potem, że może jednak nie do końca, i… – niespodziewanie łamie mi się głos, przez co aż muszę odchrząknąć – …dajesz mi wybór. Ty… jako jedyny dostrzegłeś mój potencjał. Jako jedynemu chciało ci się o mnie zawalczyć! Opieprzałeś mnie, gdy było trzeba, pilnowałeś moich stopni, organizowałeś indywidualne treningi, a później ściągnąłeś na nasz mecz pieprzonego Farrela Delaneya. Dlaczego teraz to wszystko niszczysz i próbujesz się mną bawić?! – Chociaż staram się, by mój głos był tak samo stanowczy jak jeszcze chwilę temu, nie wychodzi mi to najlepiej. – Dziękuję bardzo za taką, kurwa, pomoc! Mam na to wyjebane!

Dopiero kiedy kończę swój monolog, orientuję się, że jestem całkowicie roztrzęsiony. Moja klatka piersiowa unosi się dziko pod cienkim materiałem przepoconej koszulki, a dłonie drżą bardziej niż po intensywnym treningu na siłowni.

Wstydzę się tego. Nie chcę, żeby trener widział mnie w takim stanie. Nie mam jednak pomysłu, w jaki sposób miałbym to przed nim ukryć. Zresztą, na to jest chyba za późno.

To niebywałe, że jeszcze kilka sekund temu mój gniew dodawał mi siły, a teraz czuję się przez niego słaby, obnażony. _I żałosny._ Dlaczego powiedziałem to wszystko na głos?

– Twój temperament stanowi zarówno twoją zaletę, jak i wadę – oznajmia spokojnym głosem, nie spuszczając ze mnie spojrzenia ani na sekundę. – Gdyby nie wrodzony zapał i waleczność, nigdy nie osiągnąłbyś swojej obecnej formy. A przez to nigdy nie doszłoby do sytuacji, w której jakiś obcy facet, twój trener – podkreśla, wskazując na siebie – postanawia zrobić wszystko, by ściągnąć na rozgrywany przez ciebie mecz skauta z drużyny NHL. Ale pewnie też nie pobiłbyś na oczach skauta przeciwnika, który umiejętnie cię do tego sprowokował. I nie wydzierałbyś się teraz na mnie, jakbym był dla ciebie jakimś bezużytecznym gównem, choć robię to wszystko, wysłuchuję twoich krzyków i podejmuję się dyskusji z tobą, bo zależy mi na tobie i na twojej przyszłości, choć ty masz na nią teraz „wyjebane”.

Już chcę coś powiedzieć, ale on powstrzymuje mnie swoją groźną miną.

– Weź oddech, Hayden – rozkazuje. – I dopiero potem znowu zacznij do mnie mówić.

Chociaż nie zamierzam dawać mu satysfakcji, robię, co mi każe. Zaciągam się głęboko powietrzem, pozwalając, by nieco otrzeźwiło ono mój umysł.

– Powiedziałeś, że to niesprawiedliwe, że stawiam cię w takiej sytuacji – kontynuuje – ale życie nie jest sprawiedliwe. Czasami wymaga od nas podjęcia decyzji, które w danym momencie mogą nam się wydawać trudne, lecz zawsze dzieje się tak z konkretnego powodu. Spodziewałem się po tobie zupełnie innej reakcji – przyznaje. – Myślałem, że przytakniesz mi bez słowa sprzeciwu. Twoje zachowanie jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że ta dziewczyna z treningu nie jest jakąś tam zwykłą dziewczyną.

„Zwykłą”? _Kurwa._ W Blake nie ma niczego zwykłego.

– To nawet gorzej – stwierdza bez chwili zwątpienia.

Prycham. Jestem zmęczony tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje. I nie podoba mi się fakt, że swoimi słowami Huxley wywołuje w mojej głowie coraz większy chaos.

Mężczyzna odchodzi od biurka i podąża w moją stronę. Zatrzymuje się blisko mnie. Ja jednak zamiast spojrzeć na niego, uparcie wbijam wzrok w podłogę.

– Popatrz na mnie, Hayden.

Przełykam z trudem ślinę.

Chcę mu się postawić chociażby ze względu na to, że jego ton kojarzy mi się teraz z tym, którego używa mój ojciec, gdy opierdala mnie za każde moje najmniejsze niepowodzenie. Albo po prostu za to, że istnieję. Pomimo to z jakiegoś niezrozumiałego powodu kolejny raz wykonuję polecenie trenera. I od razu tego żałuję.

– A teraz powiedz mi i bądź przy tym w stu procentach ze sobą szczery. – Brzmi, jakby ważył ostrożnie każde słowo. – Czy twoim zdaniem jesteś już na tyle mentalnie rozwiniętym zawodnikiem, że bez żadnych przeszkód oddzielisz swoje sprawy osobiste od sportu? – _Kiwnij głową. Po prostu mu przytaknij. _– Nieważne, co się wydarzy. Kłótnia z dziewczyną. Problemy, których nawet jeżeli jeszcze teraz nie ma, to w najbliższym czasie na pewno się pojawią. Emocje, z którymi zmaga się każdy zakochany człowiek. Powiedz mi: czy jesteś pewien, że będziesz potrafił zostawić cały ten bagaż w szatni przed wyjściem na lód? – _No dalej, Hayden. Odezwij się i rozwiej jego wątpliwości. _– Sam na początku naszej rozmowy przyznałeś, że zaatakowałeś tego gnojka Milesa, bo obraził jednego z twoich najlepszych przyjaciół. Czy według ciebie to było profesjonalne?

Kręcę głową.

– A co z moimi pozostałymi pytaniami?

– Czego ty ode mnie oczekujesz? – wzdycham sfrustrowany. – Mam porzucić przyjaciół i dziewczynę, bo według ciebie wyłącznie wtedy uda mi się podpisać umowę z Toronto?

Huxley bierze głęboki wdech i z przymkniętymi powiekami zaciska palce na czubku nosa. Wygląda na to, że obaj jesteśmy wykończeni tą rozmową.

– Widzę, że wciąż nie rozumiesz, o co mi chodzi. – Znów na mnie spogląda. – Do końca sezonu pozostało tylko kilka miesięcy – mówi. – Masz bardzo niewiele czasu, by udowodnić tym ludziom, że warto zainwestować w ciebie pieniądze, które mogliby przeznaczyć na zawodnika z o wiele bardziej znanym nazwiskiem od twojego. Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, o jakich kwotach teraz mówimy?

Oczywiście, że tak. Podpisanie kontraktu z klubem należącym do NHL jest jednoznaczne z otrzymaniem rocznej pensji w przedziale od pół do nawet miliona dolarów. Takie pieniądze pozwoliłyby mi się usamodzielnić. Mógłbym powiedzieć swojemu ojcu, że ma wypierdalać, a on nie byłby w stanie nic z tym zrobić. W końcu przestałby mnie szantażować.

– Poza tym jeśli Klonowe Liście zdecydowałyby się władować kasę w bramkarza, który nigdy nie brał udziału w drafcie, zrobiłoby się o tobie głośno. Każdy chciałby wiedzieć, o kogo chodzi i czym ich do siebie przekonałeś. Skierowałyby się na ciebie oczy wielu potężnych ludzi z branży. Wiem, że w tym momencie to wszystko brzmi dla ciebie nierealnie, ale to twoja teraźniejszość, Hayden. To już nie są jedynie twoje niespełnione marzenia. Dostałeś szansę, z której tylko głupiec by nie skorzystał, i jestem pewien, że każdy, komu na tobie zależy, to zrozumie – przekonuje. – Pamiętaj, że to okres przejściowy. Zaledwie kilka miesięcy, które mogą zmienić bieg całego twojego życia. A niewykorzystana szansa na zawsze pozostanie mącącą w głowie niewykorzystaną szansą.

Próbuję przetworzyć wszystko, co powiedział, ale to wydaje się niemożliwe w stanie, w jakim obecnie się znajduję. Odnoszę wrażenie, że mój mózg zamienił się w papkę.

– W jednym miałeś rację – przyznaje niespodziewanie. – Nie powinienem był poruszać tego tematu, gdy obaj jesteśmy zdenerwowani. Dlatego w tym momencie uznaję naszą rozmowę za zakończoną. – Odwraca się i rusza z powrotem w stronę biurka.

Siada na krześle, ściąga z głowy czerwoną czapkę z daszkiem i rzuca ją na blat.

– Co tu nadal robisz? – pyta po chwili. – Wracaj do szatni. I postaraj się po drodze nie wpakować w kolejne kłopoty.

– Ale… – Nawet nie wiem, co zamierzam powiedzieć.

– Porozmawiamy po weekendzie – oznajmia stanowczo. – Jesteś zawieszony na kolejny mecz, więc będziesz miał dużo czasu na przemyślenia – przypomina. – Liczę, że wyciągniesz odpowiednie wnioski z tego, co przed chwilą ci powiedziałem.

Ledwo powstrzymuję się od parsknięcia.

– Czyli takie, które by trenera zadowalały? – bąkam pod nosem.

Huxley sięga po czapkę i zakłada ją z powrotem na głowę.

– O proszę, to teraz znowu jestem twoim „trenerem”?

Nie odpowiadam mu.

– No dalej, McCarthy. Spadaj stąd. – Pospiesza mnie ruchem dłoni. – Zanim któryś z nas znowu powie lub zrobi coś, czego później pożałuje.

Wpatruję się w niego jeszcze przez kilka sekund, a potem odwracam się na pięcie i bez słowa ruszam w kierunku wyjścia. Trzaskam za sobą drzwiami z taką siłą, że aż się dziwię, że nie wypadają one przez to z futryny.

_Co za dzieciak_, myślę sam o sobie.

W drodze do szatni staram się nieco uspokoić. Niestety to mi nie wychodzi, bo na mojej drodze staje nikt inny jak pierdolony Hunter Miles ze swoimi przydupasami.

_Zajebiście, kurwa._ To by było na tyle z niewpakowywania się w kolejne kłopoty.ROZDZIAŁ DRUGI

Hayden

Miles podchodzi do mnie z trzema kolegami z drużyny.

Wszyscy mają na sobie granatowe kurtki z żółtym logiem Uniwersystetu Michigan. Przyglądam się ich twarzom i rozpoznaję, że jeden z nich to Walker, ich główny lewoskrzydłowy, a pozostali to grający razem w linii obrony Hughes i Langley.

Miles zatrzymuje się w niewielkiej odległości ode mnie, a jego koledzy kilka kroków za nim. Nie mogę uwierzyć, że ten gnój ma ochotę na kolejną rundę po tym, jak złamałem mu nos i bezlitośnie obiłem twarz pięściami. Opuchlizna nie zejdzie mu pewnie przez parę kolejnych dni. Sprawia jednak wrażenie, jakby w ogóle się tym nie przejmował.

– Co tam? – pyta zaczepnym tonem.

Powinienem go zignorować i stąd odejść.

– Masz zajebiście dobry humor jak na to, że z nami przegraliście. – Mimo wszystko nie mogę się powstrzymać przed odpowiedzeniem mu. – Oraz na to, że będziesz musiał powstrzymywać kichanie przez następne kilka tygodni. – Przekrzywiam delikatnie głowę i z udawaną troską w głosie pytam: – Boli? Bo wygląda, jakby bolało.

– Humor poprawia mi wspomnienie ciebie zjeżdżającego z tafli w akompaniamencie gwizdów naszych kibiców – oznajmia z zadowoleniem.

– Jebana melodia dla moich uszu – podsumowuję, uśmiechając się do niego. – Poza tym myślałem, że mój widok przysłoniła ci krew zalewająca twoją twarz. – Pokazuję mu swoje ręce. – O, zobacz. Wciąż mam jej ślady na dłoniach.

Miles nie opuszcza spojrzenia. Przez cały czas wpatruje się twardo w moje oczy. Nie wiem, co chciał osiągnąć, urządzając kolejne przedstawienie ze mną w roli głównej, ale o cokolwiek chodziło, na pewno mu się to nie uda. Niech wypierdala.

– Było warto – stwierdza.

Parskam.

– Fajnego macie kolegę – mówię do jego kumpli. Jeszcze kilkadziesiąt minut temu każdy z nich wypruwał sobie flaki, by wbić krążek do mojej bramki i żadnemu z nich się nie udało. _Ups._ Co za szkoda. – Zamiast stawiać na pierwszym miejscu dobro drużyny, woli wyładowywać swoją frustrację i wyżywać się przez własne problemy na innych. – Klepię Milesa po ramieniu, na co zaskoczony aż się wzdryga. – Brawo, Miles. Dobra robota.

Chłopak zrzuca z siebie moją dłoń.

– Gdyby nie ja, nie zdobylibyśmy żadnego gola – oznajmia z przekonaniem. – Huxley pewnie sra w gacie na samą myśl, że nie zagrasz w najbliższym meczu. – Wygina usta w tym swoim prowokacyjnie obrzydliwym uśmiechu i spogląda za mnie w kierunku drzwi od kantorka zajmowanego przez trenera. – Dostałeś od niego lanie?

Popycham go na znajdującą się obok nas ścianę. Nawet nie muszę używać do tego dużej siły. Koledzy Milesa natychmiast ruszają w naszą stronę, by mnie od niego odciągnąć, ale on zatrzymuje ich gestem dłoni. Niewzruszony zbliżam się do niego tak bardzo, że nasze klatki piersiowe się ze sobą stykają. Chłopak bierze głęboki wdech.

– Lubisz perwersję? – pytam, czym najwyraźniej go zaskakuję, bo źrenice jego oczu nagle się rozszerzają. – A może zmieniłeś obiekt swojego zainteresowania? – kontynuuję, zachęcony jego reakcją. – Callum dał ci kosza, więc postanowiłeś przerzucić się na mnie. Masz słabość do dużych chłopców?

Jego oddech znacznie przyspiesza. Czuję to na twarzy.

– Nie pierdol głupot, McCarthy – cedzi przez zaciśnięte zęby.

Prycham. _Co za tchórz._

Zginam rękę i sprawnym ruchem dociskam ją do jego szyi. Miles otwiera jeszcze szerzej oczy, ale o dziwo nie zaczyna się ze mną szarpać.

– Ktoś tu nie może przestać myśleć o pierdoleniu… – Uśmiecham się w podobny sposób co on kilka sekund temu; muszę wyglądać teraz jak jakiś obłąkaniec. – Chciałbyś, co? – Mocniej na niego napieram. – Przykro mi, ale obawiam się, że nawet ze swoją niewątpliwą wprawą nie poradziłbyś sobie z moim kutasem – mówię, po czym gwałtownie się od niego odsuwam. – A teraz spadaj. I lepiej nie wyjeżdżaj na lód w kolejnym meczu. – Poprawiam włosy, ponieważ kosmyki opadły mi na czoło. – Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że obrażasz któregoś z moich przyjaciół, nie skończy się to tylko na złamanym nosie!

_Groźby, Hayden? Serio?_

No, to zajebiście mi poszło z tym niewpakowywaniem się w kolejne kłopoty. Mam szczęście, że nikt akurat nie przechodził tym korytarzem, bo gdyby było inaczej, moje zawieszenie z pewnością przeciągnęłoby się na kilka meczów.

Zostawiam Milesa i jego przydupasów i ruszam w kierunku szatni. W pieprzonych skarpetkach oraz bieliźnie termicznej, która z minuty na minutę coraz bardziej śmierdzi.

Kiedy po przekroczeniu progu pomieszczenia orientuję się, że w środku zostali wyłącznie moi najbliżsi przyjaciele, mam ochotę odetchnąć z ulgą.

Mój spokój nie trwa jednak zbyt długo. Nie zdążam nawet dotrzeć do zajmowanej przez siebie szafki, gdy do moich uszu dociera pierwsze pytanie padające z ust Devona:

– Co się stało? – Chłopak podchodzi do mnie, w tym samym czasie wycierając ręcznikiem mokre po prysznicu włosy. Nie ma na sobie nic poza czarnymi bokserkami i żółtymi klapkami, wyglądającymi na damskie. _Nie no, to chyba niemożliwe, żeby Kenzie miała ten sam rozmiar stopy co on? _– Dlaczego trener był na ciebie aż taki wkurzony? Myślałem, że rozniesie tę szatnię, gdy wparował do środka.

– Jak to „dlaczego”? – wtrąca Callum, ściągając na siebie naszą uwagę. – Przecież widziałeś, co stało się na lodzie – przypomina, a przy tym nawet na nas nie spogląda.

W ciszy obserwujemy, jak wrzuca do swojej torby różne części stroju, a także ochraniacze, bidon i taśmy do kija. Jako jedyny z nas zdążył się przebrać w świeże ubrania. Ma na sobie białą bluzę z czerwonym napisem _Hoosiers_ oraz czerwone spodnie dresowe.

Kieran natomiast wygląda, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Siedzi z ręcznikiem owiniętym wokół bioder na ławce obok Calluma. Woda skapuje z jego czarnych włosów na nagie ramiona i odkryty tors. On jednak zdaje się tym w ogóle nie przejmować. Ze skupieniem obserwuje uważnie każdy ruch blondyna. Po samym wyrazie jego twarzy da się rozpoznać, że jest sfrustrowany. I nic w tym dziwnego. Kier nienawidzi, gdy dzieje się wokół niego coś, czego nie ogarnia, a teraz dokładnie taka sytuacja ma miejsce. Doskonale zdaje sobie sprawę, że moja bójka jest związana z dziwnym zachowaniem Cala. Nie potrafi jednak domyślić się, o co dokładnie chodzi, i pewnie dostaje przez to szału.

W pewnym momencie odrywa wzrok od Calluma i kieruje go na mnie.

– Spodziewałem się, że to ja z nas dwóch zajebię dzisiaj Milesowi – nawiązuje do rozmowy, którą odbyliśmy w szatni przed rozpoczęciem meczu.

– Cieszę się, że padło na mnie – mówię tylko.

Kier marszczy brwi.

– Dlaczego go uderzyłeś?

– Bo znudziło mi się na moim odwyku od bójek – odpowiadam, w reakcji na co Devon posyła mi groźne spojrzenie.

– A ty? – Tym razem Kieran zwraca się do Calluma. – Dokąd się tak spieszysz?

Chłopak przestaje pakować torbę i spogląda na niego zdezorientowany.

– Co?

– Pytałem, dokąd się tak spieszysz.

– Wcale się nie spieszę.

– Och, czyżby? – parska Kier. – Bo mi się wydaje, że gdyby Devon nie kazał ci zaczekać razem z nami na Haydena, to już dawno byś stąd spierdolił. – Cal zamierza mu coś odpowiedzieć, ale chłopak mu na to nie pozwala. – Mam przeczucie, że jesteś zamieszany w całą tę sprawę – oznajmia nagle, potwierdzając w ten sposób moje przypuszczenia. – Skoro Hayden nie chce nam powiedzieć, dlaczego rzucił się na Milesa, może ty to zrobisz?

Callum mu nie odpowiada.

– Wy wszyscy, jesteście, w to, kurwa, zamieszani – wyrzuca niespodziewanie Devon, przez co w szatni zapada niezręczna cisza.

_Dlaczego odnoszę wrażenie, że jego stwierdzenie ma drugie dno?_

Nie mogę znieść intensywnego spojrzenia, jakim obdarowuje mnie przyjaciel, więc odwracam się od niego, a potem otwieram szafkę i zaczynam wyciągać z niej rzeczy, które planuję zabrać ze sobą pod prysznic. Przez jakąś minutę słyszę jedynie dźwięki dalej szamoczącego się ze swoją torbą Calluma. Niestety Dev najwyraźniej nie zamierza odpuścić.

– Trener był wściekły wyłącznie przez twoją bójkę, tak? – Jego wkurzony głos dociera do mnie zza moich pleców.

Nie wiem, co mu odpowiedzieć, bo choć z jednej strony nie chcę ich w tej sprawie okłamywać, to z drugiej nie uważam, żeby to był odpowiedni moment na poruszanie tematu skauta z Toronto Maple Leafs na naszym meczu.

– Powiedzmy – mamroczę, biorąc w dłonie ręcznik oraz czystą bieliznę.

– To nie jest odpowiedź.

Przewracam oczami.

– Levi przechodził obok kantorka zajmowanego przez Huxleya – wtrąca Kieran. – Napisał na naszej grupie, że się na siebie wydzieraliście.

_Jebany Levi._

– Najwyraźniej ma jakieś urojenia.

Niespodziewanie Devon łapie mnie za łokieć i szarpie w swoją stronę. Nie reaguję, bo jestem tym zbyt zaskoczony. Kiedy mój wzrok pada na jego twarz, orientuję się, że przyjaciel nie jest już zirytowany, a wkurzony. I to porządnie.

– Hayden, do kurwy nędzy – cedzi przez zaciśnięte zęby z twarzą blisko mojej. – Przestań nam wciskać kity! – krzyczy, a później puszcza moją rękę i się ode mnie odsuwa.

Kieran wstaje z ławki i opiera się ramieniem o jedną z szafek. Z założonymi na piersi rękoma zerka na Calluma, a potem znowu na mnie.

– Powiecie nam, o co chodziło z tym chujem Milesem, czy mam sam iść się go zapytać? – Brzmi, jakby cała ta sytuacja nie robiła na nim żadnego wrażenia, ale to nieprawda.

Zdradza go mowa ciała: napięte mięśnie na jego wytatuowanych rękach oraz wybijające się na szyi żyły. No i ta charakterystyczna zmarszczka między ciemnymi brwiami.

– Odwalcie się ode mnie. Jestem zmęczony i nie chce mi się z wami gadać – mówię i niemal od razu żałuję swoich słów.

Powinienem był przewidzieć, że w ten sposób jedynie doleję oliwy do ognia.

– A właśnie, że, kurwa, będziemy gadać! – wybucha Devon.

– Bo co? – prycha Cal. – Bo ty nam tak każesz?

– Bo mam dość waszych pierdolonych tajemnic i tego, że od kilku miesięcy prowadzicie między sobą jakąś jebaną grę, której zasad nikt mi nie przedstawił!

Wnętrzności w moim brzuchu się wykręcają.

– Myślicie, że jestem głupi?! – Rzuca na podłogę mokry ręcznik. – Przyjaźnimy się od pięciu lat i przez większość tego czasu mieszkaliśmy razem w jednym domu, a ja mam oczy i może to was zaskoczy, ale mózg też! Najpierw zacząłeś odpierdalać ty – patrzy na Calluma – a później odpierdalaliście obaj. – Przeskakuje wzrokiem na Kierana. – Najwyraźniej jakiś czas temu do waszego cyrku postanowiła dołączyć jeszcze jedna małpa!

_On chyba, kurwa, nie mówi o mnie?_

– Hayden. – _Czyli jednak mówi._ – Dlaczego uderzyłeś Milesa? – pyta ponownie.

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz widziałem Devona w podobnym stanie. Chyba podczas jednej z imprez w klubie, gdy wściekł się, bo jakiś frajer zaczął obmacywać Kenzie. Musieliśmy wtedy we trzech go od niego odciągać, a później wyprowadzić na zewnątrz i jeszcze przez kilkadziesiąt minut pilnować, żeby zdenerwowany nie wrócił do środka.

Cóż, to nie wróży zbyt dobrze sytuacji, w jakiej znajdujemy się obecnie z chłopakami. W dwóch słowach: _mamy przejebane_.

– Canuck uderzył Huntera przeze mnie – odpowiada za mnie niespodziewanie Callum.

– „Huntera”? – powtarza po nim Kieran z grymasem. – A od kiedy wy, kurwa, mówicie do siebie po imieniu? – Ukrywanie własnej irytacji nie wychodzi mu najlepiej. Choć w zasadzie nie wygląda, jakby w ogóle się starał.

Cal spogląda na niego z wyrzutem.

– Serio?

– Halo! – Dev rozkłada ręce w powietrzu. – Czy możemy przełożyć wasz pokaz zazdrości na kiedy indziej i wrócić do naszej rozmowy?!

„Pokaz zazdrości”? _Ciekawe._

– No dalej, Cally – naciska Kier. – Nie krępuj się. Opowiedz nam o swoich przyjacielskich stosunkach z przeciwnikiem!

_Jezu. Nie miałem pojęcia, że z niego taka zazdrosna baba._

Cal staje naprzeciwko Kierana i spogląda mu w oczy.

– Chcesz wiedzieć, od kiedy mówię do Huntera po imieniu? – pyta cicho. – Od kiedy pieprzenie się pod prysznicem stało się naszym pomeczowym zwyczajem na drugim roku studiów! – wydziera się na całą szatnię.

_Och._ Robię wielkie oczy. _Tego to się akurat nie spodziewałem._

Devon wpatruje się w chłopaków z szeroko rozchylonymi ustami, a Kieran wypala niewidzialną dziurę w twarzy Cala. Sprawia wrażenie, jakby ledwo powstrzymywał się przed wciśnięciem swojej pięści w stalową szafkę. Nagle drzwi do szatni się otwierają, a w wąskiej szparze między nimi pojawia się głowa… Leviego.

_Oczywiście, że to musi być on. Bo któżby inny?_

– Nie chcę wam przeszkadzać, ale…

– Czego? – wchodzi mu w słowo Kier.

– Czekamy na was w autobusie – informuje, przeskakując po nas wzrokiem ze zmarszczonymi brwiami. – Trener właśnie przyszedł i wciąż jest wkurwiony po rozmowie z Haydenem, więc gdybyście z łaski swojej się pospieszyli, to byłoby miło.

– Zaraz przyjdziemy – mówi Devon.

– No nie wiem, czy takie „zaraz”, skoro ty wciąż masz na sobie tylko gacie, North ręcznik, a Canuck w ogóle jeszcze się nie wykąpał.

– Spierdalaj, Levi. – Kier odwraca się do Calluma plecami i odchodzi do swojej szafki.

– Idź już – odpowiada mu Dev. – Tracimy czas na tę rozmowę.

– Jezu, dobra. Nara. – Chłopak zatrzaskuje za sobą drzwi.

Kiedy znowu zostajemy sami, wymieniamy z Devonem znaczące spojrzenia. Jestem pewien, że obaj myślimy w tym momencie o tym samym.

– Jak sądzicie – odzywam się – co słyszał?

Levi to gorsza papla od lasek ze studenckich siostrzeństw, z którymi pieprzy się co weekend. Jeżeli dotarło do niego, co powiedział Callum przed jego wejściem do pomieszczenia, to pewnie już w drodze powrotnej do Bloomington wśród chłopaków rozejdzie się wieść o pomeczowych numerkach naszego prawoskrzydłowego. I chociaż nie wydaje mi się, żeby któryś z nich miał coś przeciwko preferencjom seksualnym Calluma, to jednak wolałbym, aby drużyna dowiedziała się o nich od niego, a nie od tego plotkarza.

– Mam to w dupie – oświadcza Callum, jakby czytał mi w myślach. Wyciąga z szafki kurtkę, a potem przewiesza przez ramię torbę ze sprzętem i rusza w kierunku wyjścia. Po drodze nie obdarowuje nas ani jednym spojrzeniem. – Niedługo i tak wszyscy się dowiedzą. Może nawet lepiej, jak zaczną plotkować, a ja jedynie potwierdzę ich przypuszczenia jakimś głupim wybrykiem podczas jednej z imprez. Przynajmniej będzie zabawnie, co nie, Kier? – Po tych słowach wychodzi z szatni.

Mina Kierana nie wskazuje, żeby pomysł Cala bawił go choćby w najmniejszym stopniu. A wręcz przeciwnie.

– Idiota – bąka pod nosem, po czym zrzuca z siebie ręcznik i zaczyna się ubierać.

– Nie nazywaj go tak – atakuje go Devon.

Kier przekłada koszulkę przez głowę i spogląda ze zdziwieniem na naszego kapitana.

– Mam dosyć tego, jacy jesteście w stosunku do siebie toksyczni – dodaje Dev.

– Co?

– Gówno – prycha. – Przecież doskonale słyszałeś, co powiedziałem.

– Nic o nas nie wiesz.

– I właśnie w tym tkwi problem! – Devon po raz kolejny unosi głos. – Nie mam pojęcia, co się u was dzieje, bo od dłuższego czasu nic mi nie mówicie! Ani ty – wskazuje na Kierana – ani ty – tym razem na mnie – ani on! – Teraz pokazuje palcem drzwi, gdzie chwilę wcześniej zniknął Callum, a następnie podchodzi do Kiera. – Myślisz, że wyprowadzka Briany z mieszkania dziewczyn i chęć rozpoczęcia wspólnego życia z Kenzie były jedynymi powodami, dla których zdecydowałem się od was wynieść? – pyta, ale Kieran mu nie odpowiada. – Jeżeli tak, to się mylisz. Po prostu nie miałem ochoty dłużej oglądać tego, jak skakaliście sobie z Callumem do gardeł. Albo się ignorowaliście! Zamiast z nami porozmawiać, woleliście krążyć wokół siebie i zachowywać się, jakby obok was nie znajdował się nikt, kto chciałby wam pomóc. To było strasznie uciążliwe i uwłaczające. Wciąż jest. I mam tego, kurwa, dosyć!

Analizuję powoli każde słowo, które wyszło z ust Devona.

_Zaraz, chwila._

Czy on właśnie pośrednio przyznał się do tego, że wie o zażyłości, jaka łączy ze sobą chłopaków? A może mi się wydawało? To znaczy od dłuższego czasu podejrzewałem, że nie jestem jedynym, który połączył ze sobą kropki, lecz nigdy nie byłem tego w stu procentach pewien. Teraz w sumie też nie jestem, ale… _Cholera_. Jeśli nasza przyjaźń wyjdzie z tego bez szwanku, to napierdolę się do nieprzytomności i zmuszę ich do tego samego.

Kieran w żaden sposób nie komentuje słów Devona. Ja też nic nie mówię. Stoję jak głupek z ręcznikiem i bielizną w dłoniach, gapiąc się to na jednego, to na drugiego.

– Nie obchodzi mnie, jakie mieliście dziś plany na wieczór – oznajmia zdecydowanie Devon. – Odwołajcie je. Po powrocie do Bloomington widzimy się u was.

– Czasami zapominasz, że jesteś naszym kapitanem tylko na lodowisku – marudzi Kier. W międzyczasie przysiada na ławce, żeby założyć buty.

– A tobie umyka, że wcale nie jesteś takim twardzielem, na jakiego się kreujesz.

– Wal się. – Chłopak wstaje i zabiera resztę swoich rzeczy, a potem zmierza z nimi szybkim krokiem w kierunku wyjścia.

– Jest dziesięć stopni! – woła za nim Devon. – Nie powinieneś wychodzić na zewnątrz z mokrymi włosami, w dodatku bez czapki!

– Teraz zamieniłeś się w moją mamusię?! – Po tych słowach do moich uszu dociera kolejne tego dnia trzaśnięcie drzwiami.

_Ja pierdolę, co za chaos._

Dev siada na ławce i zrzuca ze stóp żółte klapki z wizerunkiem pszczółek. Zaczyna się ubierać, a ja postanawiam wykorzystać tę chwilę, by wymknąć się wreszcie pod prysznic. Niestety to mi się nie udaje, bo gdy go mijam, przyjaciel unosi wzrok i pyta:

– A ty?

Zatrzymuję się w miejscu i biorę głęboki wdech.

– A ja co? – pytam spokojnym tonem.

– Wiedziałeś?

– Zależy, o co konkretnie pytasz.

– Czyli wiedziałeś – stwierdza z rozczarowaniem. – Od kiedy?

– To… skomplikowane.

Prycha, po czym wraca do wkładania na siebie ciuchów.

– Co za dziecinada… – mamrocze, jednocześnie naciągając na głowę kaptur czerwonej bluzy. – Kiedy zamierzasz powiedzieć Callumowi o tym, co łączy cię z Blake?

Zaskakuje mnie tym pytaniem.

Przez to, jak wiele wydarzyło się w Michigan, dzisiejszy poranek i całowanie się z Blake w kuchni wydaje się dla mnie cholernie odległym wspomnieniem. I chociaż z jednej strony irytuję się na samą myśl, że zobaczę ją dopiero za kilka godzin, to z drugiej perspektywa spotkania się z nią mnie stresuje. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może chodzi o to, że nasza rozmowa z Callumem, którą i tak od dawna przekładaliśmy, znów będzie musiała zaczekać na lepszy moment. A może o to, że mam teraz dodatkowo na głowie całą tę sprawę z hokejem, o czym chyba będę jej musiał jakoś powiedzieć.

– Właściwie to planowaliśmy porozmawiać z nim dzisiaj wieczorem – wyznaję.

– Ale już nie planujecie?

– A nie uważasz, że wyznanie mu prawdy tego samego wieczoru, w którym on po pięciu latach milczenia przyzna się otwarcie przed nami do swojej biseksualności, nie jest zbyt dobrym pomysłem?

Devon nie przyznaje mi racji. Ale też nie mówi, że jej nie mam.

– Okej – rzuca jedynie.

– „Okej”? – powtarzam po nim.

– No. – Wzrusza ramionami bez jakichkolwiek emocji na twarzy. – Tylko nie przychodź do mnie po radę, jak sam wreszcie się połapie i śmiertelnie na ciebie obrazi.

Po tych słowach zabiera wszystkie rzeczy i wychodzi z szatni.

Cholera, nie lubię, gdy Devon się na mnie wkurza. Zazwyczaj kłócimy się o głupoty, a nie o poważne sprawy, tak jak teraz. Pomimo że od początku studiów trzymamy się z chłopakami we czterech, to właśnie z nim od zawsze łączyły mnie najbliższe stosunki. Jedynie Dev miał do mnie cierpliwość, kiedy zmagałem się ze swoimi nieuzasadnionymi wybuchami złości i wszystkich od siebie odpychałem. Wtedy za każdym razem czekał, aż ochłonę, a później próbował ze mną porozmawiać. Albo po prostu dawał mi znać, że jest obok, gdybym czegoś potrzebował. Nigdy nie zadawał niewygodnych pytań, a gdy już postanowiłem się odezwać, zawsze mnie słuchał.

Tym bardziej nienawidzę świadomości, że przez tak długi czas nie porozmawiałem z nim o swoich podejrzeniach co do chłopaków. Może zamiast czekać, powinniśmy wcześniej zacząć razem na nich naciskać? Zresztą rozmyślanie o tym teraz już i tak nie ma sensu. Liczę, że Kieran tak samo jak Cal otworzy się dziś przed nami, a ta cała ich farsa nareszcie się skończy.

Po tym, jak zostaję sam, udaję się w końcu pod prysznic.

Liczyłem, że w kabinie uda mi się choć trochę odetchnąć, ale nic z tego. Wciąż buzuje we mnie mnóstwo emocji i nie potrafię sobie z nimi poradzić. Mam wrażenie, że wszystko zwaliło mi się na głowę w jednej chwili. Próbuję wyrwać się z tego chaosu i przekierować myśli na coś innego. Skupiam je na pulsującym w ciele bólu, który pomimo oblewającej moje mięśnie zimnej wody z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej uciążliwy.

W porównaniu do poprzednich rozgrywek, dziś i tak nie ma tragedii. Przybyło mi zaledwie kilka nowych siniaków i obdrapań. No i opuchnięta dłoń.

Przyglądam się uważnie ranom i przypominam sobie moment, w którym uderzyłem tego gnoja, oraz satysfakcję, jaką wtedy czułem. A potem chwilę, gdy trener powiedział mi, że Farrel Delaney przez cały ten czas obserwował mnie z trybun. _Kurwa, to takie upokarzające, że widział, jak straciłem nad sobą panowanie._

Zanim zdążę się zastanowić nad tym, co robię, zmieniam temperaturę wody z zimnej na gorącą, po czym wsuwam zranioną dłoń pod strumień.

Wzdłuż mojego ciała przechodzi intensywny prąd, przez co mimowolnie zaciskam powieki. Muszę zagryźć zęby na dolnej wardze, by nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

Ból potrafi być przyjemny. Na przykład gdy wykorzystuje się go do zagłuszenia przekrzykujących się głosów w głowie. W takich momentach jak ten. _I w innych._

Po wyjściu spod prysznica suszę włosy, zawzięcie unikając patrzenia na swoje odbicie w lustrze. Potem przechodzę do szatni i wkładam koszulkę, bluzę oraz spodnie dresowe. Przez przynajmniej kilka minut pakuję do torby ochraniacze i pozostały sprzęt, krzywiąc się za każdym razem, gdy grzbietem prawej dłoni dotykam jakiejś powierzchni.

W drodze do wyjścia wyciągam z kieszeni kurtki telefon. Odblokowuję go, a kiedy zauważam wyświetlający się na ekranie ciąg wiadomości od Blake, natychmiast przystaję.

Krasnal:

Cześć, Hayden

Co u ciebie?

Jak wam poszło na meczu?

Obliczyłam, że powinniście skończyć jakiś czas temu, a żaden z was się nie odezwał, więc trochę się przez to zmartwiłam

To znaczy, nie żebym czekała, aż do mnie napiszesz

Chociaż w sumie trochę tak było

O kurde

Nieważne

Po prostu daj znać, czy wszystko ok

Pa

Kąciki moich ust mimowolnie wędrują w górę.

To niesamowite, że po tych wszystkich chujowych wydarzeniach wystarczyło kilka niewinnych wiadomości od Blake oraz to jej charakterystyczne „pa”, by poprawić mi humor.

_Tylko co ja mam jej niby odpisać?_

Chyba lepiej, żeby już przed naszym powrotem wiedziała, że wszystko się pojebało, a zaplanowana na dzisiaj rozmowa z Callumem nie dojdzie do skutku. Chociaż wiem też, że nie wyjaśnię jej wszystkiego w wiadomościach. Muszę znaleźć jakiś kompromis.

Hulk:

Cześć, kochanie

Moje palce same wystukują na klawiaturze ten cholernie pieszczotliwy zwrot. Nic nie poradzę na to, że tak bardzo lubię go używać.

Hulk:

Wygraliśmy, ale w obecnej sytuacji nie ma to żadnego znaczenia

Sprawy dość mocno się pokomplikowały

Nasza rozmowa z Callumem chyba będzie musiała zaczekać

Jestem pewien, że te trzy wiadomości wywołają w Blake panikę. Piszę więc kolejną.

Hulk:

Tylko się nie denerwuj

_Od razu lepiej._

Hulk:

Zrozumiesz, gdy wrócimy do domu

Chowam telefon do kieszeni, a potem opuszczam szatnię i w końcu udaję się w stronę wyjścia z tej przeklętej areny.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: