BRAĆ - ebook
W brutalnym świecie postsowieckiej mafii lat 90. lojalność ma wysoką cenę, a zdrady się nie wybacza. Trzej synowie sołncewskich awtoritetów – Kosłow, Paszczenko i Wasin – muszą sprawdzić, czy ich przysięga braterstwa przetrwa w cieniu władzy, zemsty i krwi.
Szyty, zdradzony przez własną rodzinę, powraca po latach jako człowiek o dwóch tożsamościach, gotowy do krwawej zemsty. Jego droga splata się z losami Rusłana Kutajewa, czeczeńskiego bojownika, który ma do wykonania ważne zadanie.
Tymczasem w Warszawie zakazana miłość nastoletniej Ani Pudliszewskiej staje się iskrą zapalną w mafijnej wojnie.
Witaj w świecie przemocy, wypaczonej miłości i wystawionej na próbę przyjaźni. W świecie, z którego nie ma wyjścia – bo worowski mir opuszcza się przez śmierć.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68473-43-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1915
Chitrówka, dzielnica Moskwy
Chitrówka, podobnie jak Chamowniki czy Zamkoskowrieczje, była dzielnicą zapomnianą przez Boga, ale za to tkwiła głęboko w pamięci władzy. Moskiewski przedsionek piekła, zbiorowisko biedoty, robotników, wygnańców i… przestępców. Dzielnica, gdzie ubóstwo, zapomnienie i grzech stanowiły jedność. Miała jednak pewną przewagę nad innymi moskiewskimi dzielnicami: to tu dokładnie cztery lata temu, w prawosławne święto Epifanii, zjawił się nikomu wówczas nieznany szesnastoletni chłopak. Był wychudzony, obryzgany zaschniętą krwią, z obłąkańczym spojrzeniem i dobytkiem składającym się jedynie ze skórzanych rękawiczek i starego rzeźnickiego noża, którym posługiwał się tak znamienicie, jakby był on przedłużeniem jego ręki, i to nie tylko w kontekście skórowania zwierzyny.
Jako że minęło kilka miesięcy, nim zaczął rozmawiać z ludźmi, nazwano go Strogan1. Nie wyjawił jednak nikomu, że w istocie nazywa się Wiaczesław Nikołajewicz Kosłow, syn księcia Kosłowa, zdegradowanego do stanu chłopskiego, a następnie publicznie rozstrzelanego za rzekomą zdradę stanu. Kilka tygodni po tych wydarzeniach piętnastoletni wówczas chłopak za podburzanie ludności został zesłany na katorgę2. Już tam przekonał się, że ma dar zjednywania sobie odpowiednich ludzi. Nie dziwota, że udało mu się nakłonić starego Urkę do ucieczki.
Dokładnie rok od chwili, kiedy stopa Kosłowa po raz pierwszy przekroczyła granice eksy, spektakularnie dali nogę. Drogę przez zmarznięte połacie tajgi przeżył jednak tylko Wiaczesław. Stary Urka na skutek odniesionych ran zmarł wkrótce po opuszczeniu katorgi. W ostatnich słowach doradził towarzyszowi, że Chitrówka to jedyne słuszne miejsce, do którego powinien się udać. Wiaczesław niósł martwe ciało na plecach – doprowadzony do ostateczności, żywił się ludzkim mięsem z martwego współwięźnia – aż dotarł do cywilizacji.
W pierwszej kolejności skierował się do rodzinnego majątku, który następnie spalił do gołej ziemi wraz z zaszlachtowanym hrabią Woroncowem i jego rodziną. To jego machlojki doprowadziły do tego, że ród Kosłowów stracił wszystko. Łącznie z dobrym imieniem. Ale Woroncow nie wiedział jednego: że Strogan jest pamiętliwy. I honorowy. Zwłaszcza jeśli chodzi o rodzinę. Tak jak obecnie o jego brać. Może dlatego ludzie lgnęli do Strogana? Bo był sprawiedliwy, zapewniał ochronę i z otwartymi ramionami przyjmował w swoje szeregi każdego, kto tylko tego chciał? Mieszkańcy dzielnicy tak samo przyjęli go cztery lata temu. Do końca swoich dni posługiwał się kliczką. To ona dawała mu pozorną ochronę przed ponownym zesłaniem na Sybir.
1.
1 Strogan – od strogij (z ros.), wiecznie surowy, poważny .
2.
2 Katorga – kara stosowana w carskiej Rosji, polegająca na skazywaniu więźniów zarówno kryminalnych, jak i politycznych na przymusową, ciężką pracę głównie na Syberii i Dalekim Wschodzie. Zwana też eksą.II
Tej nocy oddział ochrany3 wpadł do skromnej chaty Paszczenków i wywlekł na ulicę Aleksandra, męża Swiety, oraz Zuraba, przyjaciela rodziny. Kobieta, wykorzystując zamieszanie, czmychnęła wraz z dwoma nastoletnimi siostrami Gruzina przez okno na poletko za domem. W przeciwnym wypadku tylko Bóg raczyłby wiedzieć, jak by się to dla nich skończyło. Co rusz słyszano o napaściach carskiej policji na kobiety i o brutalnych gwałtach. Swieta nie wyobrażała sobie, co by to oznaczało dla Nino i Mai. Ta druga miała zaledwie trzynaście lat. Nie oglądając się za siebie i drżąc o życie, poprowadziła dziewczęta w jedynym słusznym kierunku: do sutereny Strogana. Zgodnie z tym, jak na wszelki wypadek poinstruował ją mąż.
Mężczyzna mimo późnej pory bez wahania przyjął Swietę i dziewczyny w swoje progi. Choć ta pierwsza była tęgą blondynką o dużych niebieskich oczach, to dwie nastoletnie Gruzinki stanowiły jej przeciwieństwo. Tak jak ich brat Zurab były szczupłe, ciemnowłose, z oczami o barwie deszczowych chmur.
W suterenie unosił się zapach pleśni. Gazety w małych podsufitowych okienkach za dnia praktycznie nie przepuszczały światła, jedynym jego źródłem był płomień w starym metalowym piecyku oraz kilka lampek oliwnych rozmieszczonych w pomieszczeniu. Dwie z nich znajdowały się na półce z ikoną. Zasłona przewieszona w progu po lewej oddzielała kącik do spania. Jak na warunki panujące na Chitrówce, te można było określić jako nad wyraz luksusowe. Gdzieniegdzie na nisko zawieszonych belkach sufitowych wisiały wiązki suszonych roślin: makówek, liści datury, ziół i czort wie, czego jeszcze. Swieta wolała w to nie wnikać. Chciała tylko bezpieczeństwa dla siebie i dwóch dziewczyn, które miała pod opieką.
Strogan był jedyną osobą, do której mogły się teraz udać. Zresztą jej mąż i Zurab ufali mu bezgranicznie i wspólnie z nim planowali interesy, mające na celu polepszenie jakości życia mieszkańców Chitrówki.
– Strogan, kochana, myśli jak te arystokrackie psy. Wie, czego im potrzeba, Swietko. Mają już wszystkie dobra materialne, więc gotowi są sięgać dalej… po uciechy duchowe. Są w stanie zapłacić krocie za dobry samogon, opium albo kilka nasion datury – zdradził Aleksandr żonie, gdy pewnej nocy wrócił po kilku dniach nieobecności.
Swieta wiedziała, że pachan – jak czule nazywano Strogana – nie zostawia ludzi w potrzebie. W przeciwieństwie do innych watażków panujących w różnych dzielnicach Moskwy słynął z tego, że traktował swoich ludzi jak rodzinę. Może dlatego w tak łatwy sposób zdobył rangę lidera w tej jamie?4 Dla wielu był synonimem boga – surowego, ale sprawiedliwego, a przede wszystkim dbającego o swoich.
Swieta wpatrywała się z przerażeniem, ale i nadzieją w przepełnione troską bezlitosne oczy mężczyzny, który wysłuchawszy jej relacji, tonem nieznoszącym sprzeciwu rzekł:
– Od teraz są pod moją opieką! Są nietykalne, czy to jasne? – Wskazał palcem na przestraszoną kobietę stojącą na środku wielkiego pomieszczenia i wtulone w nią dwie dziewczyny. Przeszył wzrokiem przebywających w suterenie mężczyzn, którzy zamarli. – Ktokolwiek choćby ośmieli się spojrzeć na nie w nieodpowiedni sposób, będzie miał ze mną do czynienia.
Każdy z nich wiedział, co to oznacza. I każdy był świadom, że Strogan dotrzymuje słowa.
Odszukał dwóch najpostawniejszych mężczyzn. Stali oparci plecami o pokrytą wilgocią, bieloną wapnem ścianę.
– Wy dwaj, roznieście wieść po dzielnicy! Niech każdy wie, że słowo Strogana jest prawem.
Swieta się skuliła i drżącym głosem powiedziała:
– Dziękujemy, pachanie. Nie wiem, jak… – Przerwała, bo nie była w stanie znaleźć słów, które właściwie wyraziłyby jej wdzięczność.
Przełamawszy strach, podeszła skulona i ujęła dłoń mężczyzny. Klęknąwszy na jedno kolano, ucałowała złoty sygnet z koroną na jego palcu – jedyną rodzinną pamiątkę, którą zachował po księciu Kosłowie. Swieta powstała z podłogi, a wtedy coś w spojrzeniu Strogana się zmieniło. Lodowaty dreszcz przebiegł jej po plecach i poczęła się cofać. Kiedy obejmowała ramionami dziewczyny i przytulała je do siebie, mężczyzna niespodziewanie ryknął:
– Won mi! Wszyscy! Ale już!
Łypnął groźnie na zebranych i wykonał ręką gest, jakby odganiał natrętną muchę. Gdy przerzucił spojrzenie na kobietę i jej podopieczne, nadal stojące na środku pomieszczenia, w jego zimnych oczach pojawiły się łagodność i troska.
– Wy zostańcie – dodał i utkwił wzrok w Swiecie. A kiedy wszyscy pozostali mężczyźni pospiesznie opuścili suterenę, dopytał: – Aleksandr to twój mąż, prawda?
– Tak, panie Strogan.
– A Zurab to wasz brat? – upewnił się, spoglądając na dziewczyny.
Jedna z nich, starsza, już dawno wpadła mu w oko. Miała w spojrzeniu tę ikrę i butę, której brakowało młodszej siostrze. To właśnie ona potaknęła w odpowiedzi.
– Jak brzmią wasze imiona? – spytał.
– Swieta Aleksandrowa Paszczenko – przedstawiła się żona Aleksandra.
– Ja jestem Nino Wasinowa, a to moja młodsza siostra Maia.
Mężczyzna ze zrozumieniem pokiwał głową. Nino obawiała się tego człowieka, ale jednocześnie wiedziała, że Zurab nigdy się nie mylił. O Stroganie krążyły krwawe legendy. Te prawdziwe i te mijające się kompletnie z prawdą. On zaś nie dementował żadnej z nich. Jedno było pewne: był surowy i nie znał litość dla wrogów, ale dla swoich gotów był zrobić wszystko. Często mówiono, że jego ludzie są dla niego jak bracia, a grupę zebraną wokół mężczyzny carskie władze okrzyknęły bratwą.
– Jaka… jaka będzie zapłata za twoją ochronę, panie Strogan? – zapytała Swieta z przestrachem.
Nie była głupia. Wiedziała, jakimi prawami rządzi się ten świat. A szczególnie dzielnice takie jak ta. Zwłaszcza kiedy się jest kobietą, a jedyna wartościowa rzecz, którą się ma, to własne ciało.
Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust, przez co jego przystojna twarz zdawała się lekko drapieżna.
– Nie taka, jakiej się obawiasz, Swieto – zapewnił i przysiągłby, że wszystkie trzy odetchnęły z ulgą. – Nie zawsze chodzi o korzyści. Wasze bezpieczeństwo to nie kwestia zapłaty. To kwestia honoru. A ja jestem człowiekiem honoru. Przeżyłem Sybir. Przetrwałem ucieczkę przez mroźną tajgę.
Kobieta patrzyła na niego ze łzami w oczach. Potwierdziły się słowa jej męża: „Strogan przeżył Sybir, kochana. Ten człowiek jest godzien zaufania. A o zapłatę się nie martw. Zabezpieczyłem cię”.
– Jeszcze raz dziękujemy. – Swieta pokłoniła się nisko, czując, jakby zdjęto jej ogromny ciężar z barków.
Wszystkie trzy zwróciły się ku wyjściu, a wówczas on ponownie się odezwał:
– Nino, ty zostań.
Widział wyraźnie, jak kobiety napięły się niczym struny. Oczy Swiety ponownie się zaszkliły łzami. Stanęła przed dziewczynami, starając się je zasłonić własnym ciałem, po czym trzęsącym się z nerwów głosem wydusiła:
– Weź mnie, panie, zamiast niej. To jeszcze…
Strogan westchnął zniecierpliwiony, a ona mogłaby przysiąc, że z trudem stłumił śmiech.
– Obiecałem, że nie stanie się wam krzywda? Obiecałem. Powtarzam: jestem człowiekiem honoru, Swieto. Idźcie z Maią do domu. Nino niebawem wróci. Osobiście dopilnuję, by dotarła cała i zdrowa.
– Idź – odezwała się cicho dziewczyna. – Ufam mu.
Te słowa, choć wypowiedziane szeptem, dotarły do uszu mężczyzny, a jego pierś zalało przyjemne ciepło. Nieznane mu dotąd uczucie, które – jak stwierdził ze zdumieniem – mógłby polubić.
Kiedy został sam na sam z Nino, podniósł się powoli z misternie wyrzeźbionego krzesła. Nie było jeszcze w pełni gotowe. Strugał je nocami, kiedy bezsenność wypierała koszmary, w których na nowo przeżywał śmierć ojca, karne zesłanie i morderczą drogę przez tajgę.
Strogan poruszał się cicho. Jak zjawa – przemknęło Nino przez myśl. Nie było bowiem słychać odgłosu kroków na drewnianej podłodze. Serce w piersi dziewczyny obijało się o żebra. Nie dała jednak po sobie poznać, że się boi. Instynktownie czuła, że ten mężczyzna jej nie skrzywdzi. Był niewiele starszy od niej. Wysoki, dość szczupły, ale szeroki w ramionach. Miał na sobie ciemne spodnie, białą koszulę z kołnierzykiem i kamizelkę. Przy drzwiach dostrzegła zawieszony na haczyku bury filcowy kapelusz. Jego ciemne włosy były krótko przystrzyżone.
Przystojny – ta jedna myśl powracała w jej głowie niczym bumerang, odkąd we trzy przekroczyły próg sutereny. Kosłow podszedł do Nino i stanął w niewielkiej odległości od niej.
– Możesz zamieszkać pod moim dachem, jeśli chcesz. – Głos Strogana stał się niski i wywoływał w ciele dziewczyny nieznane, acz przyjemne mrowienie. – Miejsca starczy dla dwojga.
Ośmielił się dotknąć knykciami jej policzka i czule pogładził rozpaloną skórę. Szare oczy z ciemną obwódką wokół tęczówek spoglądały na niego z ufnością.
– Schlebiasz mi, ale… – zawahała się. – Nie zrobię nic bez zgody brata.
Milczał. Jego dłoń zjechała na jej podbródek. Potarł kciukiem miękkie wiśniowe wargi i zniżył głowę. W porę się odwróciła – spierzchnięte usta trafiły na policzek. Drgnęła pod wpływem tej niewinnej pieszczoty. Usłyszała jego cichy śmiech, a potem szept:
– Dla ciebie jestem gotów poczekać.
Zadrżała, ale nie z obawy. Mężczyzna wyraźnie się spoufalał, a ona z zaskoczeniem odkryła, że wcale nie czuje się tym przytłoczona. Wręcz przeciwnie, była podekscytowana, a uśmiech sam jej się cisnął na usta.
– Chodźmy – rzekł i pochwycił rękę dziewczyny. – Odprowadzę cię do domu.
Kiedy tylko znaleźli się poza budynkiem, w ich nozdrza uderzył zapach dymu z kominów, a także woń gotowanej kaszy i ziemniaków. Suterena Kosłowa znajdowała się w jednym z nielicznych podpiwniczonych budynków, tuż obok maleńkiej cerkwi. Każdej niedzieli wraz z resztą mieszkańców uczestniczył w Boskiej Liturgii.
Nino szła w niewielkiej odległości od niego, ubrana jak wszystkie kobiety w prostą sukienkę z fartuszkiem i chustę. Zauważył, że buty ma już strasznie pokancerowane. Obiecał sobie, że sprezentuje jej nowe. Błoto chlupało pod ich stopami na nieutwardzonym trakcie. Mijali zapuszczone tawerny i niewielkie sklepiki, które funkcjonowały tu chyba tylko dla zasady i były bardziej miejscem wymiany plotek niż handlu. Towarów wiecznie brakowało, a mieszkańcy radzili sobie, jak mogli, uprawiając poletka za domami. Dookoła zabudowań panował chaos. Nikt nie dbał tu o porządek wokół obejść. Nawet wzdłuż głównych arterii, przy drewnianych budynkach z zadymionymi dachami z gontu, walały się narzędzia i różne odpadki.
– To tu – oznajmiła, jakby nie miał pojęcia, gdzie mieszka, a przecież nic w tej części dzielnicy nie działo się bez jego wiedzy.
Lichy drewniany domek, który rodzina Paszczenków dzieliła wraz z Wasinami – odkąd ci drudzy przybyli tu z dalekiej Gruzji – okolony był rozpadającym się płotem. Uwagę Strogana przykuła grządka z polnymi kwiatami. Coś ścisnęło mu gardło. Jego matka też uwielbiała kwiaty. Ogrodnik zawsze dbał, by posiadłość Kosłowów otaczały kwitnące krzewy.
– Zmarkotniałeś, panie – słusznie zauważyła.
– Nie jestem twoim panem, Nino – odparł rozbawiony.
– Jak zatem mam cię zwać? Strogan? Jak wszyscy?
– Nie jesteś jak wszyscy, Nino. – Uśmiechnął się kącikiem ust, a potem ponownie ośmielił dotknąć jej policzka. – Nie chciałbym, żebyś była. To dlatego pragnę mieć cię bliżej siebie.
Wypuściła drżący oddech. To, co się między nimi działo, było dla niej niczym ciepłe promienie słońca w zimny, ponury dzień.
– Ale nie zdradziłeś swojego imienia – wytknęła z przekrzywioną lekko głową, przypatrując mu się spod długich rzęs.
Strogan się zawahał. Kliczka dawała mu anonimowość. Nawet Aleksandr i Zurab nie znali jego tożsamości.
– Nie ufasz mi? – dopytała z żalem. – Ja tobie zaufałam.
– Nie ufam wszystkim pozostałym – szepnął, zbliżając usta do jej ucha. Czuła ciepło oddechu na skórze. – Ludzie to bestie. Imię to jedyne, co mi pozostało po moim dawnym życiu.
– Nigdy bym go nie zdradziła – zapewniła cicho i odważyła się złapać go za dłoń. Była duża, ciepła i szorstka. – Robisz dla nas więcej niż ktokolwiek inny. Wiem, co to lojalność. Wasinowie także dbają o swoich.
– A czy ja do nich należę?
Patrzyła z ufnością w jego brązowe oczy i przytaknęła, czując, jak jej policzki robią się gorące. Strogan zatrzymał wzrok na delikatnej twarzy. Miał świadomość, że wiele ryzykuje, jednak w spojrzeniu tej dziewczyny widział coś, czego sam dawno już nie czuł: nadzieję. Westchnął cicho, a potem znów się pochylił i nadal nie puszczając jej ręki, wyszeptał:
– Wiaczesław, ale… mów do mnie Sława, proszę. – Dawniej tym zdrobnieniem zwracali się do niego tylko najbliżsi.
– Sława – powtórzyła, jakby smakując jego imię na języku.
Zdawało się znajome, ale miało w sobie odrobinę mroku. Podobało jej się i pasowało do niego. A on uznał, że nigdy wcześniej nie słyszał, by z czyichkolwiek ust brzmiało tak pięknie.
– Dziękuję, że mogłem ci towarzyszyć. – Odsunął się i uśmiechnął do niej, a ona odwzajemniła się tym samym.
Ten mężczyzna już dawno zwrócił jej uwagę. Przyciągał ją swoją charyzmą i aparycją. Onieśmielał Nino, a jednocześnie intrygował. Emanował brutalnością i łagodnością. Młody, lecz o spojrzeniu człowieka dojrzałego i doświadczonego przez los. Strogan składał się ze wielu sprzeczności i może właśnie dlatego był pierwszym mężczyzną, który wzbudzał w niej zainteresowanie. Możliwe też, że właśnie dlatego nie miała nic przeciwko, iż odtąd codziennie się u nich zjawiał, by się napić czaju karasznika5 lub mlecznego kwasu6. Obserwował z zadowoleniem, jak Nino żywo reaguje na przynoszone przez niego prezenty: nowe trzewiki, cukier czy prawdziwą kawę, której aromat jeszcze długo po wypiciu unosił się w skromnej izbie.
Dziewczyna z zaskoczeniem zauważyła, że z dnia na dzień z coraz większą niecierpliwością wyczekuje wizyt Strogana. Od czasu do czasu, kiedy udało jej się dostać drożdże, piekła specjalnie dla niego bubliczki. Pozwalała się trzymać za rękę, kiedy spacerowali ulicami Chitrówki, nierzadko zatrzymując się przy stoiskach z parującymi samowarami, by skosztować namiastki prawdziwego czaju. I się modliła. Żarliwie. Żeby brat jak najszybciej wrócił z katorgi. Cały i zdrów, bo bardzo chciała Stroganowi oddać więcej niż tylko swoje serce.
1.
3 Ochrana – tajna policja polityczna w czasach carskiej Rosji.
2.
4 Jama – kryjówka złodziejskiego półświatka, melina.
3.
5 Karasznik – niskiej jakości resztki herbaty.
4.
6 Mleczny kwas – rosyjskie określenie na skwaśniałe mleko.III
To były długie dwa lata, podczas których Kosłow jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję i wprowadził kodeks, którego przestrzegania bezwzględnie wymagał. Miał niezwykły dar gromadzenia wokół siebie właściwych osób, które dosłownie jadły mu z ręki, ślepo podążając za rozkazami. Pierwszym, co ustanowił, był obszczak – majątek, na który musiał się składać każdy, kto chciał się osiedlić w Chitrówce, w całości przekazywany na pomoc dla rodzin jego ludzi. Worów w zakonie – złodziei, którzy przestrzegali honorowych zasad. Okradali tylko carskie szuje. Mordowali wyłącznie frajerów, którzy na to zasłużyli. Chronili swoich. I nie pozwalali obcym watażkom panoszyć się po dzielnicy.
Aleksandr i Zurab powrócili wczesną wiosną. Zupełnie niespodziewanie pojawili się w czasie wieczornego posiłku w progu domu. Swieta była przeszczęśliwa, tak jak i Nino oraz Maia. Wieść w okamgnieniu dotarła do Strogana, który z miejsca w otoczeniu najbliższych towarzyszy udał się do chaty Paszczenki. Kiedy stanął w drzwiach, mieszkańcy zamarli, a potem trzej przyjaciele rzucili się sobie w objęcia.
– Kirył! – zwrócił się do nastoletniego wyrostka, który wraz z rówieśnikami także przybył powitać ocalałych z katorgi. – Zbierz kolegów i rozgłoście w całej Chitrówce, że oto powrócili moi przyjaciele! Moi bracia z wyboru! Dziś nie pracujemy! Dziś świętujemy! Misza – wskazał mężczyznę z blizną – nakaż kobietom przynieść do mojej sutereny to, co mają dziś w domu najsmaczniejszego. Zagotujcie czaj w samowarach! – przemawiał Strogan, otaczając Zuraba i Aleksandra ramionami. Czuł, że ten dzień wszystko zmieni. Już dawno w jego głowie zrodził się plan na wzbogacenie się i rozszerzenie wpływów bratwy. – Naszykujcie tyle samogonu, ile zdoła pomieścić mój stół! Ocalałych z carskich obozów pracy należy powitać tak, jak na to zasługują. Jak bohaterów! Niech wszyscy widzą, jak bratwa świętuje powrót swoich do domu!
Zerknął na ukochaną Nino, która ze łzami w oczach lepiła chinkali. Wiedział, że przygotowuje je specjalnie dla niego. Tłumaczyła mu kiedyś symbolikę niektórych gruzińskich potraw. Te pierożki lepi się dla bliskich. Cieszyło go, że to właśnie o nim tak myślała. Nie zamierzał już dłużej zwlekać i postanowił, że podczas uczty poprosi Zuraba o rękę dziewczyny.
Zarówno brat Nino, jak i Aleksandr nie przypominali dawnych siebie. Potwornie chudzi, z rozbieganymi spojrzeniami, podskakujący na każdy szmer. Czarne włosy Paszczenki niemal w całości pokryły siwe pasma, a zielone oczy straciły dawny blask. Dla Strogana byli żywym wspomnieniem jego samego sprzed lat. Dobrze rozumiał ich ból. Dobrze wiedział, jakie potwory zamieszkały w ich głowach. I już nigdy ich nie opuszczą. Az wozdam – przemknęło mu przez myśl. Zemszczę się.
– Idźcie już do domu pachana – rzekła radośnie Swieta. – Dokończę z dziewczynami chinkali i do was dołączymy.
Aleksandr wyswobodził się spod ramienia Strogana, podszedł do żony i zaczął ją całować. Żarliwie i czule. Oddał w ten sposób cały dwuletni ból oraz tęsknotę za nią i domem. Kobieta czuła, jak łzy szczęścia płyną jej po policzkach. Najchętniej nie wypuszczałaby męża z objęć… z łoża, ale wiedziała, że pachanowi się nie odmawia. Przecież jeszcze się sobą nacieszą.
Żadne z nich nie miało pojęcia, że kiedy oni szykowali się do świętowania, ochranę już poinformowano, iż do Chitrówki powrócili najbliżsi towarzysze Strogana. Chcąc trzymać tę swołocz w ryzach, postanowili udać się do domu Paszczenki, by przypomnieć, że w Moskwie rządzi car i jego ludzie, a nie banda wyjętych spod prawa nierobów. Kiedy pięcioosobowy oddział stanął w progu chaty, Swieta z przestrachu aż upuściła tacę z ugotowanymi chinkali. Pospiesznie, nie spuszczając przybyszów z oka, pozbierała pierożki i umieściła z powrotem na paterze, po czym ostrożnie podniosła się z kucek. Maia i Nino stały nieruchomo w kącie, zlęknione. Nie ufały ludziom cara.
– Szukamy tych dwóch! – warknął najstarszy z nich, bezzębny i potwornie opuchnięty. – Gdzie oni?
– Tu ich nie ma – odpowiedziała Swieta zgodnie z prawdą. Głos jej drżał, tak jak i dłonie, które splotła na podołku.
– A zatem, towarzysze, poczekamy – rzekł z zadowoleniem do reszty oddziału. – Przygotuj nam jakiś trunek i jedzenie.
Kobieta posłusznie się odwróciła, odstawiła tacę poza zasięg wzroku żołnierzy ochrany, po czym sięgnęła do szafki po czarny chleb i smalec. Szepnęła do Nino, by ta przyniosła butlę bimbru. Nakroiwszy kromek, ułożyła je na talerzu i zaniosła mężczyznom, którzy zdążyli się już rozsiąść przy stole. Ten, którego wzięła za dowódcę, zobaczywszy poczęstunek, zrzucił jedzenie ze stołu. Wstał, złapał przerażoną Swietę za górę sukni i potrząsnął gwałtownie.
– Nie będę jadł tego paskudztwa. Dawaj pierogi! – Po tych słowach odepchnął ją gwałtownie i tak mocno, że upadła.
Maia podbiegła do zapłakanej kobiety i pomogła jej wstać. Obie skulone wycofały się w kąt, a ów żołnierz zbliżył się do tacy z chinkali.
– Łapy precz! – warknęła Nino.
– Nino, to tylko pierogi. Niech zjedzą… – prosiła cicho Swieta. Miała świadomość, że oddziały ochrany są brutalne, znane ze swej bezwzględności.
– Nie! To chinkali dla Strogana! Nie dla tej hołoty! – Wskazała palcem żołnierzy.
Całym sercem gardziła carem i wszystkim, co było z nim związane. Poza tym przyrządziła je dla ukochanego. Jak co tydzień. Miała cichą nadzieję, że Strogan poprosi dziś jej brata o pozwolenie, by została jego towarzyszką. Gdyby nie szacunek, jakim darzyła Zuraba, już dawno w pełni oddałaby siebie Wiaczesławowi.
Żołnierz ochrany nie brał pod uwagę odmowy. Zaśmiał się tylko w głos, nazywając Nino „głupią babą”. Podszedłszy do talerza, złapał jednego pieroga i wsadził sobie do ust. Chwilę później potężny cios spadł na jego głowę, a on runął na ziemię jak nieżywy. Decyzja Nino, choć odważna, pociągnęła za sobą katastrofalne skutki.
Nim wieść o nalocie ochrany dotarła do uszu Strogana, minęło sporo czasu. Czasu, którego kobietom zabrakło. Mieszkańcy, pochłonięci przygotowaniami do uczty, zaniedbali wprowadzone przez niego patrole. Dopiero jeden z młodzików przybiegł z wrzaskiem, że z chaty Paszczenki dobiegają kobiece krzyki. Strogan, Aleksandr i Zurab wraz z resztą mężczyzn pędem ruszyli na pomoc. Zastali splądrowany dom i trzy ciała. Gdy później przekazywano tę historię dalej, podkreślano, że jeszcze nigdy w Chitrówce nie było słychać tak przepełnionego rozpaczą ryku. „Mógłby zbudzić umarłego” – mówiono.
Strogan tylko patrzył. Nie drgnął mu żaden mięsień, a nawet można było odnieść wrażenie, że przestał oddychać. Mimo skupienia na rozgrywającej się przed nim scenie w istocie nie widział lamentującego Aleksandra tulącego do piersi martwe ciało Swiety. Nie dostrzegał Zuraba klęczącego z twarzą przyciśniętą do ziemi. Nie słyszał też wymawianych przez niego gruzińskich słów. Nie trzeba było znać tego języka, by się domyślić, że wyrażały bezbrzeżną rozpacz.
Kosłow widział tylko swoją Nino. Martwe oczy wpatrujące się w sufit, policzki, na których ślady łez nie zdążyły jeszcze wyschnąć. Rozpłatane gardło, z którego wylana krew utworzyła sporej wielkości kałużę wokół głowy. Suknia dziewczyny była podarta, a jej dół zakasany do pasa. Podobnie jak u Swiety i Mai. Ślady nie pozostawiały wątpliwości, że kobiety zostały brutalnie zgwałcone. Strogan podszedł do ciała Nino i rozpiął guziki swojej koszuli. Zdjął ją i nakrył roznegliżowane biodra ukochanej. Dotknął jej policzka. Był chłodny. Aż nim samym wstrząsnęły dreszcze. Nie dalej jak kilka godzin temu były gorące, rozpalone, rumiane. Teraz, blade niczym papier. Ostrożnie położył palce na powiekach i je zamknął. A potem się pochylił i pocałował sine usta.
Ostatni raz – pomyślał.
Następnie przeniósł wzrok na leżącą na ziemi metalową tacę i porozrzucane chinkali. Nino gotowała je dla niego. Nazajutrz chciał jej przekazać, że rozmawiał z Zurabem i ten się zgodził, by Nino została jego towarzyszką. A teraz… teraz nie liczyło się nic poza…
– Trzeba zająć się pochówkiem. – To były jedyne słowa, które rzekł do swoich ludzi.
Już miał wstać z klęczek, gdy zauważył, że coś błyszczy w zaciśniętej pięści dziewczyny. Ostrożnie rozcapierzył palce i wydobył spomiędzy nich złoty guzik. A potem wyszedł. W domu uważnie przyjrzał się znalezisku. Teraz miał stuprocentową pewność. Wytłoczona na nim litera „N” odnosiła się do hasła Bezpieczeństwo Ludowe7. Takie guziki znajdowały się tylko przy mundurach ochrany.
Zaszył się w swojej suterenie na najbliższe dwa dni. Pierwsze dwadzieścia cztery godziny nie spał. Myślał. Planował. I rozpaczał.
Żałoba po stracie Nino rozrywała mu pierś. Wiedział, że nie spocznie, póki nie pomści śmierci tych trzech niewinnych kobiet. Nie miał wątpliwości, że musi zrobić to sam – Aleksandr i Zurab nie przeżyliby ponownego zesłania na Sybir. A on był już tam legendą. To przecież jego stary Urka wybrał na swoją prawą rękę. Obaj zapisali się w historii eksy. Kosłow wiedział, że będzie mu łatwiej. Teraz był silniejszy niż jako piętnastoletni wyrostek. Sprytniejszy niż wcześniej. Ucieczka będzie tylko kwestią czasu. I zjednania sobie odpowiednich ludzi, a z tym Strogan nie miał najmniejszych problemów.
– Az wozdam – szepnął w przestrzeń.
Kiedy nocą wspominał chwile sam na sam z Nino, postanowił uhonorować cnotę, której strzegła. Oboje pragnęli siebie tak mocno, że to aż bolało. Ich pocałunki z czasem robiły się coraz śmielsze, a dłonie coraz odważniej badały ciała. Lecz mimo żaru gorejącego pod skórą wolą dziewczyny było czekać. On natomiast pomimo bólu w lędźwiach szanował jej decyzję. Obecnie Strogana gryzło jedno – pustka tam, gdzie jeszcze dwa dni temu biło zakochane w Nino serce.
Nazajutrz udał się na moskiewski targ na Placu Trubnym. Nie słyszał panującego tu gwaru, nie czuł zapachów jedzenia unoszących się w powietrzu i nęcących przechodniów do zakupów. Czuł za to ciężki aromat kwiatów ze stoiska, przy którym właśnie się zatrzymał. Utkwił wzrok w białych jak śnieg liliach. Wiedział, że symbolizują niewinność.
– Ile? – spytał sprzedawcę.
Po spojrzeniu, którym został zmierzony, domyślił się natychmiast, że trafił na wyjątkowo pazerną gnidę. Chytry uśmieszek, którego mężczyzna nawet nie starał się ukryć, sprawiał, że Strogana swędziały palce. I bardzo ciążył mu rzeźnicki nóż, ukryty pod kamizelką. Mógł to załatwić szybko. Jeden płynny ruch i ciało handlarza leżałoby martwe na bruku. Ale chciał to zrobić, jak należy. Uczciwie. Dla Nino.
– Dla ciebie? – prychnął handlarz z lekceważeniem. – Piętnaście rubli.
Swołocz! – przemknęło mu przez myśl.
– Dziesięć – oświadczył Strogan.
– Panie. To unikatowe sztuki, sprowadzone z Holandii. Dwanaście.
Kosłow łypnął na niego groźnie. Wiedział, że to spora przesada. Przeciętna pensja robotnika to dwadzieścia rubli miesięcznie. Mimo to nie wykłócał się dalej. Ba, byłby gotów zapłacić i piętnaście. Dla Nino. Wykorzystał pieniądze z obszczaku. Zamierzał o tym poinformować swoich ludzi. I spłacić dług. Zarówno ten finansowy, jak i honorowy. Zobowiązał się chronić te trzy kobiety. Nieważne, że Aleksandr i Zurab powrócili z katorgi. Mieszkały na podległym mu terenie i to na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za ich śmierć.
W dzień pochówku włożył najlepszą kamizelkę i najschludniejsze spodnie. Spod posłania wyciągnął całkowicie nowy ciemnobeżowy robotniczy kaftan, sięgający połowy uda. Na głowę wcisnął filcowy kapelusz. Ze stojącego na stole słoja wyciągnął zakupioną dzień wcześniej białą lilię.
Kobiety pochowano we wspólnej mogile na Cmentarzu Rogożskim. Pogrzeb także opłacono z obszczaku. Strogan stał teraz nad świeżo usypanym grobem. Przywdział na twarz maskę obojętności, gdy wraz z ostatnimi opadającymi grudkami ziemi jego serce zamieniło się w głaz, a żyły wypełniło jedyne mające prawo bytu uczucie: żądza zemsty. Wiedział, że jako pachan – autorytet dla swoich braci – nie może pozwolić sobie na okazywanie emocji, choć wszystko wewnątrz krzyczało z rozpaczy.
Z jego rozkazu w dniu pochówku nie padło w Chitrówce żadne słowo. Ciszą postanowił uczcić pamięć Swiety, Nino i Mai. I nikt nie ośmielił się pogwałcić tego nakazu. Polecenie mężczyzny było święte. Do dziś po Moskwie krążą opowieści, że był jeden taki dzień, kiedy z Chitrówki nie dobiegły żadne głosy.
Strogan położył na wierzchu mogiły białą lilię. Ustawieni wokół grobu żałobnicy z gromnicami zdmuchnęli płomienie. Kosłow, Paszczenko i Wasin, idący na czele pochodu złożonego z mieszkańców Chitrówki, udali się z powrotem do swoich domów.
Pachan ponownie zaszył się w swojej suterenie, zażądawszy wcześniej całkowitego spokoju i samotności. Zerknął na przygotowany tego ranka cynowy kubek pełen sadzy ze spalonego papieru wymieszanego z wodą. Postawił go na starej drewnianej ławie. Zza pieca wyciągnął samogon, a z kieszeni ostry gwóźdź. Usiadł przy stole. Ze stoickim spokojem przyglądał się swojej lewej dłoni. Upił łyk alkoholu, a następnie naciął opuszkę palca i upuścił kilka kropli do cynowego kubeczka. Wymieszał wszystko starannie i wziął kolejny głęboki wdech. Serce mu przyspieszyło, gdy przyłożył gwóźdź do skóry. Znów go odsunął i polał rękę samogonem. Był zadziwiająco zimny.
Tak jak ciało Nino – przebiegło mu przez myśl.
Nie wydając z siebie dźwięku, bez zbędnej zwłoki zatopił końcówkę gwoździa w skórze. Zapiekło. Ból z każdym ruchem był coraz intensywniejszy, Strogan jednak cierpliwie nakłuwał, tworząc na wierzchu dłoni prosty symbol lilii. Skóra szczypała, krew znaczyła rękę cienkimi strużkami, ale on tatuował dalej. Robił to nawet wtedy, kiedy jego ciało zrosił zimny pot. Nawet kiedy treść żołądka podchodziła mu do gardła, a ból zdawał się nie do wytrzymania. Kosłow uciekał myślami do swojej Nino. Wspominał jej czuły uśmiech i słodkie pocałunki, bo tylko na tyle – albo na aż tyle – mu pozwoliła przed uzyskaniem zgody brata.
Krew zawrzała w żyłach Strogana, kiedy kolejnym obrazem, jaki pojawił się w jego wyobraźni, było martwe ciało dziewczyny. Spojrzał na ponakłuwaną skórę. Dłoń spuchła, pulsowała, a ból robił się uciążliwy. Kosłow starannie wydziarał jeszcze imię ukochanej, a następnie rozpoczął żmudny proces wcierania w ranę papki z sadzy. Pot ciekł mu po skroniach, cierpienie wykrzywiało twarz, a łzy szczypały w kącikach oczu. Sam już nie wiedział, czy z rozpaczy, czy z fizycznego bólu. Na koniec polał wszystko alkoholem i nie wydobywszy z siebie ani jednego dźwięku, opadł bez przytomności na stół.
Gdy się ocknął, lewa dłoń pulsowała boleśnie. Strogan ponownie oblał skórę samogonem, a następnie odszukał w szafce smalec i natłuścił tatuaż. Oddychał szybko i płytko, z każdym dotknięciem rany tłumił jęk bólu. Na koniec spod materaca wyciągnął ojcowskie skórzane rękawice i założył jedną, by zabezpieczyć ranę. Miał świadomość, że w takich warunkach niezwykle łatwo o zakażenie.
Następnego ranka odkrył, że dłoń jeszcze bardziej spuchła, a brzegi tatuażu są zaognione. Gorączkował. Znów więc polał skórę alkoholem, przesmarował smalcem i okrył rękawicą. Po posiłku udał się do chaty Paszczenki, a gdy przekroczył jej próg, uderzyła go przejmująca cisza i panujący tu bałagan. Na drewnianej podłodze nadal widniały trzy zaschnięte kałuże krwi. Odgłos kroków zaalarmował Zuraba, który wynurzył się z izby, zarośnięty i brudny.
– Doprowadź się do ładu. I zwołaj schodkę – nakazał Strogan chłodno, po czym wrócił do swojej sutereny.
Zasiadłszy na krześle, obserwował, jak zbierający się tłum mężczyzn gęstnieje z każdą minutą. Słyszał ich pełne niedowierzania szepty. Większość nadal nie mogła pojąć, że ochrana dopuściła się takiej zbrodni na niewinnych kobietach. Docierające do uszu Kosłowa wściekłe pomruki w przeważającej części dotyczyły najmłodszej z ofiar, Mai. Zerknął na skórzaną rękawicę zakrywającą tatuaż. Jego ciałem wstrząsały dreszcze. Pomiędzy palcami prawej ręki przekładał złoty guzik. Kiedy zyskał pewność, że zebrali się już wszyscy, wstał. Powiódł spojrzeniem po swoich ludziach – swojej braci – i odezwał się opanowanym tonem:
– To była ochrana. – Uniósł guzik, po czym wbił wzrok w Zuraba i Aleksandra. – Zawiodłem. Zobowiązałem się je chronić. Mimo że moja piecza formalnie dobiegła końca wraz z waszym powrotem, to i tak nie mogę sobie darować, że taką bestialską zbrodnię popełniono na moim terenie… zaledwie dwie ulice dalej. – Zwiesił głowę i wyznał: – Nino była bliska mojemu sercu. Tego wieczora, kiedy ona wydała z siebie ostatnie tchnienie, poprosiłem Zuraba o jej rękę.
Po pomieszczeniu przetoczył się szmer pełnych zaskoczenia okrzyków. Strogan milczał przez moment, powoli układając sobie w głowie to, co chce przekazać.
– Przysięgam! Klnę się na własne życie, że nie spocznę, dopóki nie dokonam krwawej zemsty! Dopóki nie dokona się to, co Gruzini zwą licrwi. Choćbym ponownie miał trafić na Sybir. Choćby to była ostatnia rzecz, jakiej dokonam – dodał ciszej.
– Jesteśmy z tobą, pachanie! – rzucił ktoś z tłumu, a reszta zawtórowała.
– Pójdziemy z tobą – usłyszał głos Paszczenki.
Popatrzył przyjacielowi w oczy i ostro zaoponował:
– Nie! To zadanie, którego wykonania podejmuję się sam, Aleksandrze. Ty i Zurab musicie zostać tu, w Chitrówce. Musicie czuwać nad tym, co udało się nam zbudować przez ostatnie lata. Będziecie moimi oczami i uszami. Będziecie moimi dłońmi. Na wypadek, gdybym trafił do katorgi. Lub… nigdy nie wrócił…
Zamilkł. Nikt nie ośmielił się przerwać tej przejmującej ciszy. Strogan stał z dumnie podniesioną głową. Starał się nie okazywać tego, jak potwornie lęka się powrotu na Sybir, chociaż na samą myśl o tym skręcało mu trzewia.
– Nie ma zgody na bestialstwo wobec moich ludzi! Teraz zamordowali Bogu ducha winne kobiety! – Podniósł głos tylko po to, by kolejne zdanie wypowiedzieć pełnym dramatyzmu półszeptem: – Jutro mogą zabić wasze dzieci.
– Hańba!
– Ubić swołocz!
Strogan uniósł dłoń, a wszyscy zamilkli.
– Nikt nie będzie bezkarnie panoszył się po moim terenie. Czy to inny watażka, czy ci frajerzy z ochrany!
Kosłow zrobił pauzę, czując, jak niewidzialna pięść zaciska mu gardło. Atmosfera grozy i smutku ciążyła na barkach wszystkich zebranych.
– Widziałem, jak weszli od Pokrowskiej – wybrzmiał głos młodego chłopaczka, może w wieku Mai. – Duży oddział, uzbrojony w pałki i karabiny. Schroniłem się. Czułem, że szukają kozłów ofiarnych.
– Wiedzieli o powrocie Aleksandra i Zuraba – dodał ktoś inny.
– Moja luba podsłuchała, jak rozmawiali między sobą, że muszą pokazać tej hołocie, gdzie ich miejsce – wtrącił postawny mężczyzna z blizną ciągnącą się przez cały policzek i powiekę. Jego towarzyszką była siostra jednego z członków ochrany.
Strogan przymknął powieki. To było w stylu carskich żołnierzy. Brutalne zastraszanie. Zwłaszcza słabszych.
– Zurabie, Aleksandrze – zwrócił się do przyjaciół – pod moją nieobecność to wy czuwacie nad dobrem organizacji. To na waszych barkach spocznie odpowiedzialność za naszych ludzi. Będziecie dla nich wzorem. Awtoritietami. Długo nad tym wszystkim rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że musimy umocnić naszą strukturę. Powinna być jak pajęcza sieć. Niby jedność, ale składająca się z wielu segmentów, które trzeba pokonać, by dotrzeć do środka. Gdy jedna część się naderwie, natychmiast jest łatana, a jej funkcję przejmuje kolejna.
Kosłow rozejrzał się uważnie. Znał swoich ludzi. Byli jego braćmi z wyboru. Nową rodziną. A rodzina potrzebuje zasad, by właściwie funkcjonować. Otaczali go ludzie, którzy skoczyliby za nim w ogień. Ludzie, którzy wykonają każdą jego wolę bez zająknięcia, bo wiedzą, że on nigdy nie zostawia swoich w potrzebie. Czuł, że właśnie dokonuje się historyczna zmiana. A to, co teraz ogłosi, będzie miało wpływ na przyszłe pokolenia osób kroczących jego śladami. Ludzi sprzeciwiających się władzy i państwu, które zamiast otaczać opieką, niszczy i wyzyskuje.
– Ojciec nauczył mnie, że najważniejsze są honor i lojalność. – Popatrzył po zebranych. – Musimy być lojalni wobec siebie. Bo tylko na siebie – wskazał palcem wszystkich zebranych – możemy liczyć. Musimy przestrzegać zasad, które uczynią nas silnymi. Niepokonanymi. Może i nie zarabiamy uczciwie, lecz czymże jest uczciwość w państwie bezprawia? Tym, że jedni mają więcej od innych? Tym, że bogatsi mogą wyzyskiwać biednych? Gardzę carem! Gardzę państwem bezprawia! Jesteśmy worami w zakonie! To ten bezduszny system nas stworzył i to przeciw niemu będziemy od tej chwili działać. Będziemy złodziejami i mordercami, ale nasze wewnętrzne zasady pomogą nam przetrwać. Dadzą siłę do wyzbycia się słabości. I biada temu, kto podniesie rękę na jednego z nas.
Zamilkł. Podszedł do stołu, na którym nadal stała butelka samogonu, cynowy kubeczek z breją z sadzy i zakrwawiony gwóźdź. Podniósł go. Paznokciem zeskrobał resztki juchy z ostrej końcówki, a następnie powiódł wzrokiem po zebranych. W oczach braci dostrzegł to, czego w tym momencie tak bardzo potrzebował. Zapewnienie, że będą podążać ścieżką, którą właśnie zaczął wyznaczać. Pod prąd. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Zwali go pachanem. Ojcem. Dlatego jako pierwszy musiał przejść swoisty chrzest. Zapoczątkować rytuał, bez którego nikomu z zewnątrz nie będzie wolno wkroczyć w szeregi bratwy.
Bez słowa, nie przerywając kontaktu wzrokowego z resztą, rozchełstał koszulę, upił łyk bimbru, a potem wylał odrobinę na lewą pierś. Zacisnął palce na gwoździu. Wziął głęboki wdech i wstrzymał powietrze z chwilą, gdy ostry szpikulec zatopił się w skórze na torsie po stronie serca. Zemdliło go, ale nie ustawał w jej rozrywaniu, dopóki nie wykonał czterech kresek tworzących prowizoryczną ośmioramienną gwiazdę. Polał ranę alkoholem i począł wsmarowywać breję z sadzy. Kręciło mu się w głowie, żółć podchodziła do gardła, lecz on nie przerywał. Krople potu zrosiły kark i czoło, kiedy wcierał maź w ostatnią część wzoru.
– To będzie nasz znak rozpoznawczy. Nikt, kto nie zasłuży na to, by wstąpić w nasze szeregi, i kto nie dowiedzie bezwzględnej lojalności wobec bratwy, nie ma prawa nosić gwiazdy na sercu, a każda samowola będzie surowo karana.
Widział, jak wszyscy kiwają głowami na znak zrozumienia. A potem kładąc palec wskazujący po kolei na każdym z ośmiu ramion, zaczął wyliczać:
– Milczenie. Honor. Lojalność. Brak sporów. Pomoc innym worom. Przestrzeganie zasad. Bratwa zawsze na pierwszym miejscu. Kto raz wstąpi w nasze szeregi, nigdy nie będzie mógł dobrowolnie nas opuścić.
– Dzala ertobaszia – dobiegł go cichy szept Zuraba. – W jedności siła.
Tej nocy wszyscy mężczyźni obecni w suterenie przysięgli posłuszeństwo Stroganowi i bratwie. Każdy własnoręcznie wyrył sobie na piersi worowską gwiazdę, przypieczętowując dane słowo swoją krwią. A kiedy ostatni wor przysiągł: „Worów nie opuszczę nigdy!”, Strogan wziął swój rzeźnicki nóż, wsunął do kieszeni guzik, który znalazł w dłoni Nino, i rzekł:
– Przysięgam, że tej nocy sprawiedliwość zatriumfuje.
A potem opuścił suterenę.
1.
7 Bezpieczeństwo Ludowe – Narodnaja Bezopasnost (z ros.)IV
Rankiem Moskwę obiegła informacja o pięciu bestialskich zabójstwach żołnierzy ochrany. Każdemu rozpłatano gardło, odcięto genitalia i wsadzono je ofiarom w usta. Każda z nich została także pozbawiona oczu, a na czole wszystkich wyryto jedno słowo: zemsta. Dzień ten został zapamiętany przez mieszkańców jako krwawa niedziela, a Strogan zapadł się pod ziemię.
Aleksandr i Zurab przewodzili bratwie w jego imieniu, stopniowo rozszerzając jej wpływy, najpierw poza obszar Chitrówki, który początkowo im podlegał. Wykorzystując chaos, jaki zapanował po rewolucji październikowej, bratwa w ekspresowym tempie objęła swoimi mackami kolejne dzielnice Moskwy, skutecznie pozbywając się konkurencji.
Do dziś nie wiadomo, jak Stroganowi udało się ustalić tożsamość morderców Swiety, Nino i Mai. Do dziś nie wiadomo też, gdzie przebywał przez pięć kolejnych lat. Zjawił się znienacka, stając w progu swojej sutereny, która służyła Aleksandrowi i Zurabowi za miejsce spotkań siedmiu – siemiorki. Mężczyzna w schludnym skórzanym płaszczu, eleganckim kapeluszu i popalający cygaro w niczym nie przypominał dawnego Strogana. Kojarzył się raczej z arystokratą. Kiedy jednak zdjął skórzane rękawice, by ukazać tatuaż lilii na lewej dłoni, a potem rozsunął poły koszuli w miejscu, gdzie widniała wyryta worowska gwiazda, nikt nie miał wątpliwości. Pachan powrócił.
Pierwsi podeszli do niego Aleksandr i Zurab. Przyklękli na jedno kolano, położyli sobie dłonie na piersiach – tam, gdzie mieli wytatuowane symbole – a potem Zurab odezwał się jako pierwszy:
– Ród Wasinów nigdy nie zapomni tego, co dla nas zrobiłeś.
– Tak jak i rodzina Paszczenków – dodał Aleksandr.
– Pomściłeś bestialskie zabójstwo moich sióstr i żony Aleksandra.
– Dokonałeś tego sam, bo uznałeś, że tak trzeba. Że ich bezsensowna, niesprawiedliwa śmierć wymaga zemsty.
– Dlatego postanowiliśmy, że w ramach wdzięczności… w ramach spłaty długu, jakiego żadne pieniądze świata niezdolne są pokryć… uznajemy, że od tej chwili władza wśród naszej braci będzie dziedziczona w twojej rodzinie zgodnie z prawem męskiego pierworództwa, chyba że zasiadający u władzy pachan postanowi inaczej – oświadczył Zurab.
– A wszyscy tu zebrani są świadkami naszej decyzji – dodał Aleksandr. – Ja, Aleksandr Paszczenko, przysięgam ci posłuszeństwo. A jeśli zdradzę, niechaj spłonę.
– Ja, Zurab Wasin, przysięgam ci posłuszeństwo. A jeśli zdradzę, niechaj spłonę.
A potem kolejni mężczyźni obecni w suterenie przyklękali na jedno kolano przed swoim pachanem, powtarzając słowa przysięgi. Każdy też ucałował należący do rodu Kosłowów pierścień z koroną, który Strogan nosił na palcu wskazującym prawej dłoni. Kiedy ostatni z worów wstał, mężczyzna zdjął kapelusz i rzekł:
– Ja, Wiaczesław „Strogan” Kosłow, przysięgam zawsze dbać o dobro bratwy. Przysięgam rządzić sprawiedliwie i stać na straży wspólnie ustalonych praw. Przysięgam nie mieć litości dla wrogów. A jeśli zdradzę, niechaj spłonę.