Braciszek Zombie - ebook
Absolutnie nieokiełznany i trzymający w napięciu horror! Nowa powieść Jacka Kalinowskiego, laureata Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa i zwycięzcy konkursu Empik Go Story 2025 na najlepszy scenariusz serialu audio „Braciszek Zombie”.
OTO ONI.
Najbardziej pracowici seryjni mordercy w Polsce.
Tato, mama, siostra i brat. Ta z pozoru niczym niewyróżniająca się rodzina dwa plus dwa skrywa tajemnicę zarówno krwawą, jak i fascynującą. Tylko oni wiedzą, że jest ich pięcioro. Mieszkający pod garażem Braciszek Zombie ma kilkanaście lat i niezróżnicowaną dietę – ubogą w warzywa i owoce, bogatą w ludzkie mięso. Właśnie wszedł w wiek dojrzewania, co oznacza, że jest coraz częściej głodny. Kiedy Leszek, główny żywiciel rodziny, zostaje aresztowany, obowiązek wykarmienia braciszka spada na Elżbietę i dwójkę dzieci: dwudziestojednoletnią Lidkę i dwunastoletniego Kubusia.
Tymczasem komisarz Maciej Ferenc jest o krok od odkrycia sekretu tej niepozornej rodziny, która dość często się przeprowadza. Gdy tylko zmieniają miejsce zamieszkania, policyjne statystyki dotyczące zaginięć w jednej miejscowości spadają, w drugiej drastycznie idą w górę. Policjant myśli, że wie już wszystko i czeka, aż któryś z domowników popełni błąd.
Pewne jest tylko jedno – niełatwo wyżywić nastolatka, szczególnie takiego, który raz w miesiącu musi zjeść żywego człowieka.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-259-8 |
| Rozmiar pliku: | 6,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Jest zapłacone za dwa pytania, więc teraz to drugie. Najbliższa przyszłość, tak? Tylko karty przetasuję. Że się boisz? Każdy się boi. Jeśli będę miała złe informacje, to zapytam, czy chcesz je usłyszeć.
Proszę, przedziel talię prawą ręką.
Hm, popatrzmy.
Krew. Dużo krwi. Chryste… I serce. Samotne. Czy nieszczęśliwa miłość? Może. Ale to dosłowne serce, takie wyrwane z piersi, niebijące. A różne rzeczy to może oznaczać, różne.
Bardzo ważna w najbliższym czasie będzie ziemia. Żywioł ziemi. To symbol majętności, ale też strzeżonej tajemnicy. Karta zaprasza cię do kopania głębiej, co pomoże ci zrozumieć twoje pragnienia i motywacje. To przypomnienie, że pod ziemią znajduje się siła, która przyniesie nieoczekiwane zmiany w twoim życiu.
Następna karta.
W najbliższym czasie zwróć uwagę na chłopca. Ale nie pytaj go o nic. Nic ci nie powie.
Ostatnia karta.
No tak.
Dlaczego wzdycham?
Mam złą informację. Ostrzegałam, że będę ostrzegać. Nie chcesz, żebym mówiła smutne rzeczy? Wiem, każdy się boi. Chcesz? Dobrze. Widzisz tę kartę? W połączeniu z tymi trzema to oznacza śmierć. Najczęściej kogoś bliskiego. Nie, nie wiem dokładnie kiedy, ale wkrótce. Wiesz co? Ja nie chcę od ciebie ani złotówki. Widzę, jak wyglądasz po tym, co ci powiedziałam.
Mam tu świecę sojową. Trzymaj, w gratisie. Bergamotka. Powąchaj.
Lubisz zapach bergamotki?1
Kubuś
Kocham Braciszka Zombie, chociaż od dwunastu lat nie zamieniłem z nim ani jednego słowa. No dobra, od dziewięciu, bo podobno zacząłem gadać, kiedy miałem trzy latka. Nie wiem, nie pamiętam.
Za to najlepiej z całej rodziny umiem rozpoznawać te jego chrząknięcia, gdy jest mu niewygodnie, za ciepło, za zimno albo uważa, że ktoś za dużo gada i najlepiej będzie, jeśli po prostu się zamknie. Mówiąc „ktoś”, mam na myśli moją siostrę Lidkę, mamę albo tatę. Mnie to akurat nie dotyczy, bo ja z nich wszystkich mówię najmniej. Wolę słuchać i się do niego przytulać albo wspólnie oglądać seriale, dlatego to przy mnie Braciszek chrząka najrzadziej.
Oprócz chrząknięć są jeszcze westchnięcia i mruknięcia. Naprawdę da się to wszystko rozpoznawać po takim czasie. Gdybyś pobyła z Braciszkiem przez kilka miesięcy, co nigdy się nie wydarzy, bo nikt nie zna i nie może poznać naszego sekretu, to też byś się nauczyła wyłapywać te drobne różnice.
Mama czasem mówi, że Braciszek to taki nasz pieseczek. Nie cierpię, gdy to robi. To, że jest inny od wszystkich, nie znaczy, że można porównywać go do zwierzęcia. Przede wszystkim Braciszek jest człowiekiem. Nieżywym… okej, na wpół żywym, ale człowiekiem. I nie popiskuje.
Wspomniałem o mruknięciach, prawda?
Te są najgorsze.
Tu nie trzeba specjalnie się wysilać i kombinować, o co mu chodzi. Wszystko jest raczej jasne.
Zwykle Braciszek jest spokojny i osowiały. Raz na jakiś czas ulega to jednak zmianie. Mruknięcia, początkowo rzadkie i ciche, z godziny na godzinę przybierają na sile. Staje się wtedy szybki i bardzo silny, a żeby nikogo nie skrzywdzić, rozgniata w rękach słoiki i mamy wtedy pełno roboty ze sprzątaniem. Podłogę w jego pokoju wyściełamy wtedy folią malarską, żeby łatwiej było ogarnąć potłuczone szkło. Tata kupuje tę folię w różnych sklepach, bo kiedyś kasjerka go w jednym zapytała, czy dorabia jako budowlaniec albo ma w domu wieczny remont. Wszyscy w okolicy wiedzą, że jest strażnikiem w areszcie, więc po co tyle tej folii każdego miesiąca? Nie dziwię się kobiecie, że ją to zainteresowało. Rodzice cały czas powtarzają, że musimy uważać na ludzi, których wszystko zbytnio interesuje. Że mogą być z tego powodu kłopoty, a nie po to unikają ich od szesnastu lat, żeby wpaść przez jakiś drobiazg.
A jeszcze co do tego szkła: w zeszłym roku Braciszek pozgniatał mi wszystkie szklane figurki niedźwiadków z mojej kolekcji, ale nie mogę mu mieć tego za złe. I tak starał się kontrolować. To Lidka za późno sprowadziła go do… Zaraz ci powiem dokąd. Niby zagadała się przez telefon z Miłoszem. Była sama, rodzice akurat odbierali mnie wtedy z turnieju szachowego, więc tak jakoś wyszło. Ojciec jeszcze bardziej znielubił Miłosza. Mnie on nie przeszkadza.
Aha, opowiem ci jeszcze trochę o tym, jak mieszkamy. To chyba normalny dom, mówię o budynku, nie o mieszkańcach, bo z nimi, to znaczy z nami, różnie bywa.
Budynek stoi na środku najzwyklejszej ulicy. Takie obrzeża miasta. Lidka mówi, że to prawie wiocha, ale tu nie śmierdzi gnojownikiem, a rano nie pieją koguty. Mamy sąsiadów z trzech stron. Nasz dom ma sto czternaście metrów kwadratowych, pytałem o to ostatnio tatę. Chciałem się przygotować do tego oprowadzania.
Na górze są cztery nieduże pokoje. Jeden zajmuję ja, drugi Lidka, ale jej najczęściej nie ma, bo studiuje daleko od nas. Największy pokój to sypialnia rodziców. Najmniejszy to sypialnia dla gości, ale my nigdy nie mamy takich gości, żeby u nas spali, więc mama tam składuje pranie i prasuje, a ja trzymam tam Gravitraxa, na którego nie mam miejsca w swoim pokoju.
Dół jeszcze też prezentuje się w miarę normalnie. Duży salon połączony z kuchnią i wiatrołap. Łazienka i kibelek, ale tu nie ma o czym mówić.
W garażu to się dopiero zaczyna dziać. Nie wiem, czy chcesz to wiedzieć. Nie wiem, czy wszystko powinienem ci mówić. No dobra, na razie powiem tylko tyle, że pod kanałem samochodowym mamy dodatkowy pokój. To do niego właśnie sprowadzamy Braciszka, gdy ten staje się szybki i silny. Wtedy wiemy, że nie jest wesoło i nie ma na co czekać.
Bo częste i głośne mruknięcia oznaczają, że Braciszek jest głodny. A żeby przeżyć, raz w miesiącu musi zjeść człowieka. To chyba wyjaśnia, dlaczego nikt nie może poznać naszego sekretu, prawda?
Na szczęście regularnym zdobywaniem pożywienia zajmuje się tata. Mama dba, żeby sąsiedzi uważali nas za zupełnie normalną, trochę nudziarską rodzinę. Każde z nich jest skuteczne w tym, co robi. A ja i Lidka? Ja tu tylko sprzątam. Lidka stara się niczego nie zepsuć. Tak poza tym wydaje mi się, że mamy całkiem beztroskie dzieciństwo.