Broń i instrument. Poetycka historiozofia Czesława Miłosza - ebook
Broń i instrument. Poetycka historiozofia Czesława Miłosza - ebook
Książka Jana Miklasa-Frankowskiego stanowi próbę wyłonienia miłoszowskich rozpoznań historiozoficznych z „Poematu o czasie zastygłym” (1933), „Trzech zim” (1936), wierszy z lat 1939−1945, „Światła dziennego” (1953) oraz „Traktatu poetyckiego” (1957). Czyli z tych tomów i wierszy, w których historia była główną lub jedną z głównych bohaterek.
Poetycka historiozofia Czesława Miłosza jest raczej agnostycznym zmaganiem się z irracjonalnością i nieludzkością historii niż poznawaniem praw dziejowego rozwoju. Dlatego niniejsza książka jest w pewnym sensie opowieścią o godzeniu się Miłosza z historią. O „wyplenianiu w sobie fałszywej historyczności bryków przez historyczność prawdziwą”. O drodze do przekonania, że podmiotowa, antropocentryczna historyczność „jest bronią i instrumentem”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8325-230-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Czesław Miłosz, La Combe
Kierunek Historii nie jest czymś, nad czym można łatwo przejść do porządku i jeżeli nie godzimy się na uległość, nie powinniśmy mieć żadnej pewności, nic poza niejasną nadzieją.
Czesław Miłosz, Rodzinna Europa
poezja jest bezustannym samozaprzeczeniem, naśladuje heraklitejską płynność rzeczy. I jedynie ona, przez swoją żarłoczność, przez odgadywanie zmiany, przez wieloznaczne wróżbiarstwo, jest w dwudziestym wieku optymistyczna.
Czesław Miłosz, Rodzinna EuropaOd autora
Gdy autor wraca do swojego tekstu po latach, staje przed dylematem, czy go wydawać, czy pisać na nowo. Trzonem książki jest bowiem moja praca doktorska, pisana pod kierunkiem profesora Kazimierza Nowosielskiego w latach 2002–2006, w zupełnie innej miłoszologicznej epoce, częściowo jeszcze za życia Czesława Miłosza. W zupełnie innej epoce też dlatego, że w 2011 roku, z okazji stulecia urodzin Miłosza, pojawiła się tak duża liczba monografii, książek pod redakcją i pojedynczych artykułów o jego twórczości, że całościowe zapoznanie się z nimi zajęłoby zapewne tyle samo czasu, co napisanie kolejnej rozprawy.
Na szczęście promotorski pomysł opisania poetyckiej historiozofii Miłosza był pomysłem na tyle szalonym, wielowymiarowym i zasobochłonnym, że mam nadzieję, że moje odczytania bronią się po latach i że dołożyłem skromną cegiełkę do zrozumienia meandrycznej twórczości autora, którego Jerzy Illg w czasie uroczystości pogrzebowych (w których uczestniczyłem, wślizgując się z nocnego pociągu z Gdańska do pustego jeszcze Kościoła Mariackiego) trafnie nazwał kontynentem.
Moim sprzymierzeńcem w zgłębianiu rejonów omijanych przez innych badaczy była też fascynacja złożonością, wielowymiarowością Miłosza, jego idiosynkrazjami i wyborami, a w szczególności odkrywaniem ścieżek przez niego i jego badaczy przemilczanych. Przykładowo pytaniem, które nurtowało mnie, gdy zaczynałem pisać moją pracę, było pytanie o przyczyny fascynacji poety marksizmem. A że zagadnienie to było i wciąż jest mało popularne, najlepiej świadczy to, jak prześlizguje się po nim Przewodnik Krytyki Politycznej1. Stanisław Sierakowski, pytany w nim przez Andrzeja Franaszka2 o lewicujące teksty młodego autora, odpowiada wymijająco: „Mówiąc szczerze, najmniej mnie interesują te wczesne teksty. Podobnie zresztą jak innych badaczy i samego Miłosza”3. Wydaje mi się też, że Czesław Miłosz – jak cwany, stary niedźwiedź, w mitycznym mickiewiczowskim, litewskim mateczniku – zastawiał na swych myśliwych pułapki, przeszkody i interpretacyjne sidła. By nie wpaść w nie i je ominąć, należy spędzić wiele godzin, czytając nie tylko jego wiersze, ale także powieści, eseje, wspomnienia, komentarze, wywiady i listy, które wzajemnie się naświetlając, pomagają rozumieć i godzić jego sprzeczności.
Praca doktorska stanowi trzon tej książki, ale była ona znacząco modyfikowana, niektóre jej części powstały później. Najpóźniejsza, oprócz podrozdziału o wpływie Oskara Miłosza, jest interpretacja słynnego wiersza Campo di Fiori4 – wiersza, do którego długo nie mogłem znaleźć klucza. Jest to tekst, z którego jestem wyjątkowo dumny, został on bowiem wybrany jako materiał pomagający uczniom szkoły średniej przygotować się do matury5. Przy okazji chciałem przeprosić maturzystów: gdybym wiedział, że będą go czytać, napisałbym go bardziej komunikatywnie. Jako świeży adept medioznawstwa i komunikologii skupiłem się w nim bardziej na kontekstach komunikacyjnych i społecznych. Perspektywa wiersza, tomiku czy antologii jako aktu komunikacji jest też obecna w wielu innych miejscach rozprawy, szczególnie tam, gdzie opisuję nakładanie masek komunikacyjnych i odgrywanie narzuconych ról społecznych (na przykładzie żagarystów czy antologii Pieśń Niepodległa).
Książka ta podsumowuje etap mojej literaturoznawczej drogi, rozpoczętej w 1994 roku na filologii polskiej w Gdańsku. Jestem wdzięczny wszystkim wykładowcom, dzięki którym możliwa była moja akademicka przygoda, przede wszystkim profesorom: Radosławowi Grześkowiakowi, który na pierwszym roku dostrzegł wartość moich pierwszych literaturoznawczych prób o Sępie Szarzyńskim, Feliksowi Tomaszewskiemu, który uczył mnie interpretować poezję, i Kazimierzowi Nowosielskiemu, który umiejętność tę pogłębił, zapraszając mnie na seminarium, na którym się pięknie (zazwyczaj) różniliśmy. Jestem wdzięczny także recenzentom: profesorom Aleksandrowi Fiutowi, Jarosławowi Ławskiemu i nieodżałowanemu Zbigniewowi Majchrowskiemu za wszystkie opinie i krytyczne uwagi. Dodatkowe podziękowania chciałem przekazać wydawnictwu słowo/obraz terytoria za wzięcie pod opiekę mojego cyfrowego manuskryptu. Gdy jako student czytałem pięknie wydane przez nich książki, nie mogłem nawet marzyć, że któregoś dnia na okładce jednej z nich znajdzie się moje nazwisko.
Z wystąpienia profesor Małgorzaty Czermińskiej, inaugurującego studia na Filologicznym Studium Doktoranckim, zapamiętałem jedno zdanie, a w zasadzie zadanie: „Po prostu napiszcie książkę”. Moje interpretacje Miłoszowskiej historiozofii czekały na publikację tak długo, bo nie byłem – oczekując książki bliskiej doskonałości – z niej zadowolony. I jest tak dalej. Są w niej partie, z których jestem dumny (czy na pewno ja to pisałem?), i takie, które chętnie bym jeszcze poprawił i przeredagował. Ale mam też poczucie, że zadanie wykonałem wystarczająco dobrze. A przede wszystkim mam cichą nadzieję, że takie wrażenie będą mieli też czytelnicy mojej książki.
Oliwa, 14 listopada 2025 roku
------------------------------------------------------------------------
1.
1 M. Błędowska et al., Miłosz. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2011. O marksizmie wczesnego Miłosza i Żagarów najwięcej pisze Elżbieta Janicka (Wielobój zaangażowania. Z Elżbietą Janicką rozmawia Jakub Majmurek, Miłosz. Przewodnik…, dz. cyt., s. 59–63).
2.
2 Sam Andrzej Franaszek stara się zrekonstruować w swojej biografii wczesne przemiany ideologiczne młodego Miłosza (A. Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków 2011, s. 120–160).
3.
3 Wierzyć w Polskę. Ze Sławomirem Sierakowskim rozmawia Andrzej Franaszek, Miłosz. Przewodnik…, dz. cyt., s. 6.
4.
4 Pierwodruk: J. Miklas-Frankowski, „Campo di Fiori” Czesława Miłosza – wiersz (nie)moralny, Żydzi wschodniej Polski, seria 1: Świadectwa i interpretacje, red. B. Olech, J. Ławski, Białystok 2013, s. 384–387.
5.
5 D. Murlikiewcz, Problematyka moralna w wierszu Campo di Fiori Czesława Miłosza, Zintegrowana Platforma Edukacyjna, https://zpe.gov.pl/a/audiobook/DYrqqHlqa (dostęp 13.11.2025).Wstęp
Sens historii i sekret Vincenza
W 1958 roku w dziesiątym numerze „Kultury” Czesław Miłosz ogłosił tekst z okazji siedemdziesiątych urodzin Stanisława Vincenza1 zatytułowany La Combe2. Był to wyraz hołdu i wdzięczności dla człowieka, który pomógł mu wyrwać się z – jak to sam określił – heglowskiego korkociągu3, a także jedna z jego najobszerniejszych historiozoficznych wypowiedzi. Esej rozpoczyna się wszak od wskazania szkodliwości „bryków uniwersalnych dziejów” (ZMU4, 238), przedstawiających uproszczony obraz historii świata. Takim brykiem jest dla Miłosza zarówno ilustrowana historia świata dla dzieci, jak i optymistyczne systemy Auguste’a Comte’a oraz modnego w tym czasie we Francji Teilharda de Chardina. Zdaniem Miłosza „ de Chardin i ateistyczni optymiści są całkowicie ze sobą zgodni. Wierzą w dziejową Opatrzność, która kieruje rewolucjami, upadkiem cezarów, wynalazkiem prochu i broni atomowej po to, żeby doprowadzić ludzkość do nad-ludzkości. A jak nazywają tę Opatrzność, nie ma znaczenia” (ZMU, 239).
Według Miłosza współcześni, starając się uchwycić istotę historii, są skazani na upraszczające dziejowe bryki, otrzymują więc uproszczony obraz dziejów.
Oni chcą historię rozumieć (a demon z rykiem śmiechu podpowiada: i nad nią panować). Ale mogą z niej zrozumieć tyle tylko, ile uczeń, który nie przeczytał ani jednego wiersza jakiegoś poety i nauczył się ze ściągaczki (ZMU, 239).
Paradoksalnie: „zarys jest w «wielkich liniach» prawdziwy, a równocześnie fałszywy” (ZMU, 239). Pełna prawda o historii zawsze pozostanie dla nas niedostępna: „ rzeźba wczesnogrecka nie daje się zamknąć w jakiejś wydzielonej dziedzinie estetyki, ona świadczy o całości cywilizacji, o harmonii, o szczęściu być może nam niedostępnym” (ZMU, 239).
Poszukujący istoty historii uważają, że aktualny moment dziejowy jest wyjątkowy, a zarazem jest wyższym stopniem rozwoju niż epoki przeszłe, które zatem nie mogą stanowić dla nich oparcia. Równocześnie jednak aktualny moment zostaje przekreślony, bo jest tylko ewolucyjnym wstępem, „przedmową” do kolejnej fazy. Natomiast ukierunkowanie się na przyszłość może mieć dwojaki efekt.
Uwaga kieruje się w przyszłość, z nadzieją albo z paniką. Hitlerowskie tysiąclecie, socjalistyczne millenium, atomowa zagłada to tylko negatyw albo pozytyw tego samego. Albo oczekuje się i tęskni do realizacji, która ma nastąpić z „matematyczną koniecznością”, albo wpada się w rozpacz, że „historia nie ma sensu” (ma albo nie ma, czy twoja, kotku, sprawa?) (ZMU, 239).
Po tych epistemologicznych i historiozoficznych dygresjach Miłosz powraca do Vincenza. W La Combe podpatrywał jego sekret, którym była „ta sama rewerencja dla ognia, chleba, oliwy i wina” (ZMU, 252), a przede wszystkim „ta sama rewerencja”, szczodrość i otwartość dla każdego człowieka. Vincenz − potomek starego, prowansalskiego, aczkolwiek od wieków osiadłego na Huculszczyźnie rodu – nie czuł się wygnany jak inni emigranci; był zadomowiony w łaskawej naturze. Uważał, że wszędzie „dokoła rozpościerała się ziemia, dostateczna, bo wyposażona we wszystko, co nam jest potrzebne do codziennego podziwu” (ZMU, 252). Wszystko, co nas otacza, „jest albo naturą, albo jest ludzkie, a przez to zawsze ciekawe i podniecające” (ZMU, 243). W jego obecności Miłosz „mógł wypleniać w sobie fałszywą historyczność bryków , zastępując ją historycznością prawdziwą” (ZMU, 243). A czym zdaniem Miłosza była dla Vincenza historyczność prawdziwa? „Historyczność prawdziwa, to kiedy ktoś zastanawia się nad rodowodem huculskiego instrumentu muzycznego «fłojery»” (ZMU, 243). To także „braterstwo z tymi, co minęli”, choć „uczestniczą nadal, tu obok” (ZMU, 242), a ich obecność jest wyczuwalna.
U boku Vincenza Miłosz nabiera przekonania, że dzieje ludzkie nie muszą być odwzorowaniem linearnego, progresywnego modelu: „ludzkość ma wiele stanów optimum i za sobą, i przed sobą, gubi ślad i odnajduje” (ZMU, 250).
Niniejsza książka jest w pewnym sensie opowieścią o godzeniu się Miłosza z historią. O „wyplenianiu w sobie fałszywej historyczności bryków przez historyczność prawdziwą”. O drodze do przekonania, że podmiotowa, antropocentryczna historyczność „jest bronią i instrumentem”.
Czy historia ma sens? („Ma albo nie ma, czy twoja, kotku, sprawa?”)
To ironiczne pytanie nie pozostawia wątpliwości, że Miłosz w 1958 roku nie wierzył ani w opatrznościową opiekę nad historią, ani we wszelkie sekularne teorie postępu. Dodać należy, że takiej wiary nie podzielał także przez znaczną część swojego życia. A bez religijnej lub przynajmniej pozytywistyczno-racjonalistycznej wiary wszelkie optymistyczne, linearne modele rozwoju historycznego tracą uzasadnienie. I choć zasadniczym celem mojej pracy jest próba ukazania poetyckich rozpoznań natury historii dokonanych przez Czesława Miłosza5, to zastrzec należy, że jego poetycka historiozofia6 nie jest w głównej mierze poznawaniem praw historycznego rozwoju, ale raczej agnostycznym zmaganiem się z irracjonalnością i nieludzkością historii.
Próba dokonania rekonstrukcji historiozofii poetyckiej Miłosza byłaby moim zdaniem niemożliwa bez przedstawienia zarysu głównych ideologii, które w większym lub mniejszym stopniu miały na tę poezję wpływ i w mniej lub bardziej widoczny sposób ją kształtowały. Uważam także, że istotnym kluczem interpretacyjnym dla poezji Miłosza jest również klucz biograficzny. Bo nawet jeżeli Miłosz lekceważąco konstatuje, że jego biografia „jest komentarzem do tekstów wiodących żywot autonomiczny” (ZPW, 11), to moim zdaniem jest to komentarz, który pozwala lepiej i pełniej zrozumieć jego twórczość, a w szczególnych wypadkach staje się komentarzem niemal interpretacyjnie niezbędnym7.
Wyjątkowa polimorficzność tematyczna i formalna tego nieustannie poszukującego nowej dykcji, nowych form poetyckich i poszerzającego zakres poezji poety, który w mowie noblowskiej stwierdził, że zostawia „za sobą książki niby zeschłą skórę węża, po to, żeby uciekać w przód od tego, co zrobiło się dawniej” (ZMU, 376), jest najpoważniejszym chyba problemem, z którym zmierzyć się muszą wszyscy interpretatorzy jego dorobku poetyckiego. Maria Janion bardzo trafnie ujęła tę niezwykłą trudność, mówiąc, że u tego poety „zdobycie każdego utworu wymaga zbudowania osobnej machiny oblężniczej”8. Formułę tę można by z powodzeniem rozszerzyć na próbę interpretacji każdego tomu Miłosza, który wymaga osobnej machiny interpretacyjnej.
Innego podejścia interpretacyjnego wymaga zatem tysiąc wersów9 hybrydycznego Traktatu poetyckiego, innego nawiązujące do materializmu historycznego, czerpiące z dyskursu rewolucyjnego i z języka Krakowskiej Awangardy wiersze Poematu o czasie zastygłym, innego wreszcie hermetyczne, mediumiczno-surrealistyczne wiersze Trzech zim.
Mimo tej trudności za jedyny możliwy z punktu widzenia historii literatury sposób ujęcia interesującego mnie problemu uważam próbę ukazania rozpoznań historiozoficznych dokonanych w obrębie poszczególnych tomów, które szczególnie w twórczości Miłosza stanowią w pewnym stopniu autonomiczny i w dużej mierze niepowtarzalny zapis etapu światopoglądowych, epistemologicznych i artystycznych poszukiwań. Wyjątek od tej zasady poczyniłem częściowo w rozdziale trzecim, dotyczącym wierszy z lat 1939–1945, w którym zakres moich poszukiwań badawczych ograniczyłem do wierszy i tekstów powstałych w czasie wojny10.
Z powodów wspomnianych wyżej rozdziały niniejszej pracy dotyczyć będą kolejno: Poematu o czasie zastygłym (1933), Trzech zim (1936), wierszy z lat 1939−1945, Światła dziennego (1953) oraz Traktatu poetyckiego (1957), czyli tych tomów i wierszy, w których Historia była główną lub jedną z głównych bohaterek.
------------------------------------------------------------------------
1.
1 Relację z Vincenzem i jej terapeutyczny wpływ na autora Zniewolonego umysłu opisuje w biografii Miłosza Andrzej Franaszek (Miłosz. Biografia, Kraków 2011, s. 498–504).
2.
2 Nazwa alpejskiej miejscowości, w której Vincenz w latach 1947–1949 mieszkał na stałe, a później przez większą część roku.
3.
3 C. Miłosz, Ksawery, Jane i inni, „Kultura” nr 7–8, Paryż 1989, s. 23–25.
4.
4 Spis skrótów używanych w pracy znajduje się na początku bibliografii.
5.
5 Najbardziej wnikliwym omówieniem obrazu historii u Miłosza jest rozdział monografii Aleksandra Fiuta, W obliczu końca świata, tegoż, Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza, Kraków 1998, s. 96–138. Historiozofii Miłosza poświęcony jest także esej T. Burka, Dialog Wolności i Konieczności albo historyczne wtajemniczenie, Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety, red. J. Kwiatkowski, Kraków 1985, s. 263–280. Ciekawą próbą przedstawienia stosunku Miłosza do historii w kontekście myśli Brzozowskiego i Heideggera jest również artykuł Jensa Herltha W poszukiwaniu innej historyczności, „Poznańskie Studia Polonistyczne” 2012, nr 20, s. 13–32.
6.
6 Należy zwrócić uwagę na fakt, że pojęcie „historiozofii”, wprowadzone do języka polskiego przez Augusta Cieszkowskiego, w innych językach w zasadzie nie występuje (w literaturze światowej używane są pojęcia „filozofii dziejów” i „filozofii historii”; zob. M. Jakubowski, Ciągłość historii i historia ciągłości. Polska filozofia dziejów, Toruń 2004, s. 7–9). Na szczególny charakter tego pojęcia w naszym języku zwrócił uwagę włoski badacz polskiego mesjanizmu Fabrizio Ferrazzi: „W języku kultury polskiej termin ‘historiozofia’ ma częste zastosowanie. Chcąc go tu użyć, nie należy rozumieć go jako odpowiednika ‘filozofii historii’, ponieważ ten ostatni termin w języku filozofii europejskiej odnosi się raczej do prób rekonstrukcji procesu historycznego zgodnie z rozwojem logiki jednostkowej. Należy go raczej rozumieć jako ‘wiedzę o Historii’, umiejętność patrzenia na to, co trwa w historycznym czasie, na jego punkty zwrotne i, wreszcie, jako dostrzeganie w nim obecności metafizycznych i duchowych znaczeń” (Polska historiozofia ze stuletniej perspektywy, Kołakowski i inni, red. J. Skoczyński, Kraków 1995; cyt. za: M. Jakubowski, Ciągłość historii…, dz. cyt., s. 8).
7.
7 Problem komentarzy autobiograficznych i interpretacyjnych, a co za tym idzie autonomiczności Miłosza, wymaga kilku słów wyjaśnienia. Otóż Miłosz nie należy do poetów, którzy potoczystymi zdaniami wyjaśniają czytelnikowi zawiłości swoich metafor, poetyckich tropów i konstrukcji (vide casus Przybosia). Wypowiada się on o swoich wierszach bardzo niechętnie. Nawet przyciskany przez Renatę Gorczyńską w Podróżnym świata często odpowiada półzdaniami, w trybie przypuszczającym, mówi, że nie wie, lub po prostu nie chce odpowiadać. Mam także wrażenie, że z premedytacją często ustawia się w kontrze wobec swojej rozmówczyni. Znacznie chętniej wypowiada się o poznanych ludziach, wydarzeniach czy na przykład okolicznościach powstawania pewnych tomów lub wierszy, rzadsze są natomiast (i zazwyczaj zdawkowe) autokomentarze wyjaśniające znaczenie poszczególnych wierszy. Jeżeli takie wypowiedzi eksplikujące się pojawiają, to są one tak sformułowane, że bardzo trudno z nimi polemizować. Dzieje się tak dlatego, że Miłosz przemawia nie tylko jako poeta posiadający, by tak rzec, niezwykłą „poetycką samoświadomość”, a jego kompetencje w zakresie odbioru literatury potwierdza wieloletnia profesura na wydziale literatur słowiańskich Uniwersytetu w Berkeley. Jest on także autorem niezłego w sumie, choć niewolnego od subiektywnych i arbitralnych ocen podręcznika historii literatury polskiej, a o jego kunszcie interpretacyjnym świadczą choćby analizy wierszy Ernesta Brylla zamieszczone w Prywatnych obowiązkach czy też fragmenty wykładów harwardzkich wydanych w tomie Świadectwo poezji. Problem autonomiczności dzieła Miłosza i status jego autokomentarzy bardzo interesująco komentował Krzysztof Zajas: „Kiedy poeta sytuuje siebie w pozycji czytelnika własnych utworów – wytycza ścieżki interpretacyjne dla innych odbiorców i jeśli nawet nie narzuca określonego odbioru, to rozkłada odpowiednio akcenty. Dla krytyka wynikają stąd konsekwencje dwojakiego rodzaju. Po pierwsze otrzymuje dodatkowe informacje z zakresu biografii artystycznych i literackiego rodowodu autora, zawarte w licznych eseistycznych i wspomnieniowych autointerpretacjach. Po drugie otrzymuje dodatkowe informacje wynikające z przemilczeń i pominięć . Krytyk stoi zatem przed podwójną zasłoną odgradzającą go od dzieła. Pozostaje mu żmudne postępowanie w ślad za wskazówkami poety, znaczone lekturą pozycji podsuwanych przez tegoż – lub interpretowanie wbrew autorowi, poza sferą jego sugestii i tylko na podstawie przemawiającego tekstu. Oczywiście żadna z tych dróg nie występuje w stanie czystym: krytyk nie przeczyta wszystkiego ani wszystkiego nie odrzuci, posiłkując się w swych dociekaniach w jednakim stopniu zaufaniem do odsłonięć autora i do własnych intuicji. Zwłaszcza gdy poeta, świadomie czy nie, zaciera granicę między krytyczną interpretacją a poetycką kreacją, funkcjonującymi w jego projekcjach na równych prawach” (K. Zajas, Miłosz i filozofia, Kraków 1997, s. 7–8).
8.
8 Cyt. za: K. Nowosielski, Zatarty nomos. O przestrzeni przemiany we wczesnych poezjach Miłosza, tegoż, Przestrzeń oczekiwania, Gdańsk 1993, s. 48.
9.
9 Zob. J. Błoński, Powrót intelektu. Traktat poetycki, tegoż, Miłosz jak świat, Kraków 1998, s. 34.
10.
10 Każdy badacz podejmujący się analizy tomu Ocalenie napotyka na poważny problem. Otóż pierwszy powojenny tom Miłosza to jedna z jego najbardziej obszernych autorskich, poetyckich książek. Mamy tu do czynienia z pięćdziesięcioma dziewięcioma tytułami (w tym W malignie 1939 to czterowierszowy, a Pieśni Adriana Zielińskiego to sześciowierszowy cykl), które były pisane w ciągu dziesięciu lat (najwcześniejsze Fragment i Powrót pochodzą z roku 1935, a Przedmowa, Pożegnanie i W Warszawie z 1945 roku). Wiersze te nie tylko stanowią niejednolitą, różnorodną stylistyczne, tematycznie i wersyfikacyjnie całość, której autorską próbą zredukowania jest „klamrowy” układ wierszy w tomie, ale także są świadectwem głębokiej ewolucji światopoglądowej i artystycznej oraz próbą ustanowienia „nowej dykcji” poetyckiej. Na problem niejednolitości Ocalenia wskazywał w rozmowach z Renatą Gorczyńską sam Miłosz: „Na przykładzie biografii, którą się dobrze zna, a swoją mniej więcej znam, można sprawdzić, jak historia jest uporządkowana na zasadzie schematów i jak ma niewiele wspólnego z rzeczywistym przebiegiem wydarzeń. Tomy wierszy są złożone z utworów, które powstają w jakimś okresie. Ten okres zawiera różne podokresy, bardzo specyficzne, często zupełnie różne. I to wszystko zostaje złożone razem, umieszczone w jednej okładce – i służy jako kolejny etap” (PŚ, 55).Rozdział I.Między historią a katastrofą.
Poemato czasie zastygłym (1933)
Z niewiadomych powodów od wczesnej młodości czy nawet od dziecka byłem szczególnie wrażliwy na opowieści o przemijaniu ludzi i rzeczy
Dla Heraklita, Wstęp (W4, 168)
1. Między ruchem a trwaniem. Ideologiczne inicjacje
W 1929 roku Czesław Miłosz – abiturient I Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Króla Zygmunta Augusta – na egzaminie maturalnym z języka polskiego wybiera temat wolny: interpretację wiersza Do młodych Adama Asnyka1. Jego wypracowanie odbiega jednak od tradycyjnego wzorca odczytania tego sztandarowego utworu pozytywistycznego poety jako konieczności symbiozy tradycji i postępu.
Z kilku przedstawionych nam tematów na egzaminie maturalnym wybrałem wiersz poety z ubiegłego stulecia i użyłem go do rozprawki o „rzece czasu”, za co dostałem najlepszy stopień. Niepokoił mnie sekret powszechnego ruchu, w którym wszystko łączy się ze wszystkim, wszystko wzajemnie się warunkuje, wyłania się z siebie i przezwycięża, nic nie poddaje się sztywnym definicjom. Nie potrafiłbym dziś orzec, czy w tym wypracowaniu okazałem się mimowolnym uczniem Bergsona, czy też przebłyskiwało tam coś, co nazywa się rozumowaniem dialektycznym (RE, 124).
Cytowane wspomnienie otwiera rozdział Marksizm w Rodzinnej Europie i w tym kontekście trudno oprzeć się wrażeniu, że w 1958 roku autor skłaniał się ku sądowi, że już jako osiemnastolatek posiadł intuicyjnie umiejętność posługiwania się metodą dialektyczną. Niemniej, o ile nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, czy mamy tu do czynienia z efektownym zabiegiem literackim, antycypacją późniejszych doświadczeń czy też rzetelną próbą transformacji odległych wydarzeń2, to wydaje się, że Miłosz miał powody, by nie traktować świata i jego dziejów w kategoriach ładu, trwałości i stabilności3. Jako dwulatek odbywa kilkutygodniową podróż koleją transsyberyjską do Krasnojarska (RE, 48), w 1914 jako trzyletni chłopiec cofa się wraz z frontem i tłumem uchodźców przed następującymi wojskami niemieckimi (RE, 51). Większą część pierwszej wojny towarzyszy ojcu, zmobilizowanemu jako rosyjski oficer saperów do budowy mostów w strefie przyfrontowej, w 1917 roku w nadwołżańskim Rżewie jest świadkiem wybuchu rewolucji, wreszcie rok 1920 to „gorączka odwrotu” przed armią Trockiego. Wnioskiem płynącym z wojennych peregrynacji staje się świadomość płynności historii.
W ciągu całego mojego dzieciństwa rzeki, miasteczka, krajobrazy zmieniały się z wielką szybkością. (Ojciec, zmobilizowany, budował drogi i mosty dla rosyjskiej armii i towarzyszyliśmy mu w strefie przyfrontowej, prowadząc życie koczownicze, nie popasając nigdzie dłużej niż parę miesięcy.) Często domem był furgon, czasem eszelon wojskowy z samowarem na podłodze, który przewracał się, kiedy pociąg ruszył nagle. Taki brak osiadłości, podświadome poczucie, że wszystko jest prowizoryczne, wchodzi, jak mi się zdaje, w skład równań układanych w wieku dojrzałym i może być powodem lekceważenia dla państw i ustrojów. Historia staje się płynna, jest jakby transpozycją wędrówki (RE, 52).
Wytchnieniem od wojennej traumy staje się dla Miłosza pobyt w „ziemskim raju” (RE, 59) – w majątku dziadków w Szetejniach4. Tu ulega fascynacji litewską przyrodą, odkrywa książki Włodzimierza Korsaka i wertuje atlasy przyrodnicze. Zauroczenie Naturą nie mija po przyjęciu go do gimnazjum. Miłosz jest aktywnym członkiem Koła Miłośników Przyrody, dużo czasu spędza w pracowni biologicznej, gdzie uczy się wypychania ptaków i posługiwania się mikroskopem, kolekcjonuje owady, tworzy zielniki. Wydaje mu się, że rozpoznał swoje przeznaczenie: będzie przyrodnikiem. Kryzys rozpoczyna się od lektury książki doktora Nusbauma-Hilarowicza Idea ewolucji w biologii, z której dowiaduje się o teorii walki o byt i prawie selekcji naturalnej (AP, 78). Na jej podstawie młody adept nauk przyrodniczych wygłasza kilka odczytów o Darwinie i doborze gatunkowym (AP, 1915). Jednak krytyczna refleksja naukowego obiektywizmu podważała dziecięcą namiętność do natury; cudowna, zmysłowa różnorodność barw i kształtów została zastąpiona przez bezwzględną i bezduszną cyfrę: „ptaki zmieniły się w ilustracje anatomicznego atlasu pokryte złudą ślicznych piór, jaskrawość i zapach kwiatów przestały być rozrzutnym podarunkiem, zaczęły być zamysłem bezosobowej kalkulacji, przykładem powszechnego prawa”6.
Utrata dziecięcej wiary w piękno i dobro Natury wiązała się z kryzysem wiary w transcendentny porządek świata, a w konsekwencji z kryzysem światopoglądowym i religijnym. Miłosz nie mógł pogodzić piękna z „matematycznym okrucieństwem wszechświata”, nie ufał „idei wszechświata jako mechanizmu”, nie potrafił uwierzyć w rozum naturalny, „czyli poddany Konieczności i wpadający we wszelkie sidła, jakie zastawia fizjologiczna przynależność do zwierzęcego gatunku” (RE, 93). Z kolei od religii odpychały go „społeczny konwenans i przymus” (RE, 95), obrzędowość polskiego katolicyzmu i restrykcyjne metody katechetyczne gimnazjalnego księdza prefekta. Jednak Miłosz nie przestaje poszukiwać „intelektualnych pomostów pomiędzy nie przylegającymi do siebie całościami” (RE, 90) – nauką i religią, a próby „budowy mostów” między nimi staną się jedną z dominant twórczości autora Ziemi Ulro. Pierwsze odpowiedzi znoszące dychotomiczne sprzeczności znajduje w podręczniku historii Kościoła Romana Archutowskiego, a w szczególności w opisywanych petitem dualistycznych systemach gnostyków, manichejczyków i albigensów. Wyrzucany przez katechetę za drzwi za zadawanie „podstępnych pytań o subtelnościach dogmatów” (RE, 95) szuka pomocy także w lekturze Wyznań św. Augustyna i Doświadczeń religijnych Williama Jamesa, utwierdzając się w przekonaniu o istnieniu „drugiego wymiaru”, nadającego sens trwaniu wszechświata i wszelkich bytów, niezależnego od racjonalnych systemów naukowych. To przekonanie, jak też cechy określone przez Miłosza w Rodzinnej Europie jako „temperament kontemplacyjny” i „natura do głębi religijna”, a także potrzeba zewnętrznej dyscypliny, zapewniana przez dwutysiącletnią, stabilną „olbrzymią budowlę” (RE, 102) Kościoła katolickiego, ostatecznie sprawiły, że jako maturzysta przystąpił do spowiedzi, która poza znaczeniem sakramentalnym miała dla niego także znaczenie symboliczne: był to całkowicie dobrowolny i osobisty „akt pokory wobec Bytu”. Tym samym spór z instytucjonalnym Kościołem został załagodzony, ale nie zażegnany, wiązał się bowiem ze zobowiązaniem, że nigdy nie zawrze przymierza z tak zwanym „polskim katolicyzmem”, czyli według swoich rozpoznań – religią powierzchownej obrzędowości i społecznego konwenansu, przywiązaną do liturgii, a lekceważącą tradycję biblijną, kładącą większy nacisk na odpowiedzialność wobec Kościoła i Ojczyzny niż wobec żywego i konkretnego człowieka.
Jednak przyswojenie nauk Darwina i Wallace’a oraz godziny spędzone w biologicznej pracowni nie pozostały bez konsekwencji. „Przyrodniczy sposób myślenia”, nałożony na młodzieńczy egotyzm („Już we wczesnym dzieciństwie czerpałem poczucie wyższości z moich rozmyślań nad powszechnością śmierci: ci naokoło mnie się nie zastanawiają, ja się zastanawiam, tym samym góruję nad nimi”; RE, 94), najsilniej objawiał się w niedzielne poranki przed kościołem św. Jerzego – miejscem spotkań „dobrego towarzystwa”. Gromadzącą się po zakończeniu mszy na deptaku śmietankę wileńskiej inteligencji Miłosz analizował jak bezwartościowy biologiczny preparat („Rodzą się, sekunda, umierają i żadnego śladu. Spójrz no na ich mizdrzenie się, intryżki, wzajemne względy, zabiegi o pieniądz i pokazanie się. Nic poza tym w nich nie ma”; RE, 94). Poczucie wyższości, wzmocnione przez perspektywę biologiczną, stwarzało pokusę przeniesienia praw ewolucji na społeczeństwo. Proces ten w uproszczeniu polega na umieszczeniu ludzkości jako gatunku w przestrzennym planie ewolucyjnym. „Wtedy inni zlewają się w «masę» podporządkowaną tzw. wielkim liniom rozwoju”. Ten, kto posiada świadomość ewolucyjnych praw rządzących światem i ludzkością, „przenika swoim rozumem te wielkie linie, czyli jest wolny, ponad niewolnikami” (RE, 95). Miłosz stawiał się zatem w pozycji „wiedzącego” podmiotu, świadomego bezwzględności praw ewolucji, pośród zreifikowanej, bezwartościowej masy, nieposiadającej tej świadomości. Podobna konstrukcja aktywnego, świadomego podmiotu, o pełniejszej wiedzy w stosunku do biernego, poznawanego i opisywanego przedmiotu, będzie dominowała w większości jego przedwojennych i wielu powojennych wierszach.
Nieprzypadkowo rojenia „sadystycznej wyobraźni piętnastolatka” do złudzenia przypominają jedną z metod analizy rzeczywistości historycznej; podobny zabieg wykonał wszak Karol Marks, przenosząc prawa ewolucji na społeczeństwo i jego historię7. Nieprzypadkowo bowiem Marks chciał zadedykować Darwinowi angielskie wydanie Kapitału, a nad jego grobem Engels porównywał znaczenie marksizmu z osiągnięciami Darwina („Jak Darwin odkrył prawo rozwoju świata organicznego, tak Marks odkrył prawo rozwoju historii ludzkości”8). W przejściu od darwinizmu do marksizmu miałby Miłosz tak znaczących poprzedników jak choćby Karl Kautsky – główny ideolog i strażnik czystości doktryny II Międzynarodówki, który do pozycji ortodoksyjnego marksisty doszedł przez darwinizm i pozytywistyczny ewolucjonizm.
Droga Kautskiego była naturalną drogą wielu jego rówieśników, choć należy wspomnieć, że darwinizm mógł także inspirować w zupełnie innym kierunku. Teoria walki gatunków o byt mogła zostać podniesiona do poziomu teorii walki narodów. Tą drogą zdaniem Miłosza poszedł między innymi Roman Dmowski; właśnie za „biologiczny nacjonalizm” proweniencji darwinowskiej został wydalony z Żagarów Kazimierz Hałaburda9. Z kolei o innym żagaryście, Jerzym Putramencie, który przeszedł drogę od narodowca do komunisty, nie wyzbywając się nacjonalizmu, Miłosz mówił: „Jego nacjonalizm miał chyba jakieś darwinistyczne podłoże”10. W każdym razie młodego człowieka, którego niepokoiła tajemnica dynamizmu powszechnego ruchu, nie mogła nie zainteresować próba rozwiązania tego problemu zaproponowana przez Karola Marksa i kontynuatorów jego myśli. W ocenie Miłosza analogicznie dylematy historyczności, ruchu, rozwoju i przemijania rozwiązywali europejscy rówieśnicy, a jego rozterki były rozterkami powszechnymi i zgodnymi z Zeitgeistem.
Dzisiaj sądzę, że wszyscy młodzieńcy, przeżywający w Europie te olśnienia, szukali przede wszystkim narzędzia, które by im pozwoliło dać sobie radę ze zjawiskiem ruchu, czyli czasu. Wyciągnięty w linię czas przyrody poddawał się jako tako formułce ewolucji: od nieożywionej materii do pierwszych kręgowców, do ryb, ptaków, zwierząt i człowieka, a więc postęp. Równocześnie z rozwojem nauk przyrodniczych przedłużono linię, rozciągając ją na historię ludzkich społeczeństw. Tutaj też miał odbywać się stały postęp, do czasów Marksa nie gwarantowany jednak niczym poza dość mglistą wiarą . I oto dialektyka rozwoju, działająca z tą samą koniecznością w przyrodzie i w społeczeństwie, dostarczała klucza, wyjaśniała wszystko. Nic odtąd nie trwało osobno: każdy fakt występował na tle, wiadomo było, z jakiego gruntu wyrastał, a równocześnie, jak za naciśnięciem guzika, wyskakiwał w świadomości napis: „feudalizm”, „kapitalizm” itd. Może słusznie byłoby przypomnieć, że zawsze istniała potrzeba światopoglądu uproszczonego, dającego się zamknąć w katechizmie czy popularnej broszurce. Magnetyczna siła przyciągania marksizmu tłumaczy się chyba tym, że pojawiał się w chwili, kiedy świat ujmowany podwójnie, w kategoriach naukowych i humanistycznych, robił się za trudny do objęcia, i im bardziej prymitywny był umysł, tym większe rozkosze czerpał ze sprowadzania rozsypującej się wielości do wspólnego mianownika (RE, 130–131)11.
Jednak właśnie ta dialektyczna logiczność i prostota sprawiły, że Miłosz podchodził do marksizmu nieufnie. Nie zgadzał się na „niedopuszczalne przeskoki” między Historią a Naturą oraz „badaną mniej więcej naukowo” przeszłością a utopijnymi proroctwami. Fenomen racjonalnej siły uproszczonej doktryny marksistowskiej, „czyli niemal religijnej Nowej Wiary z prorokami Marksem, Engelsem, Leninem i Stalinem” (ZNU, 11)12, Miłosz omówi szerzej w Zniewolonym umyśle. Wspomina o nim także w Zniewolonym umyśle po latach Andrzej Walicki:
Całą siłą oficjalnej ideologii było to, że jej istota dawała się ująć w paru zdaniach: historia ma sens, to jest istnieje w niej pewien wyraźny kierunek, zasługujący na wartościowanie dodatnie, zmierzający ku określonemu celowi; realizacja tego celu jest koniecznością historyczną, początkowo manifestującą się jako wypadkowa żywiołowych działań ludzkich, następnie zaś – po „naukowym” poznaniu przez marksizm praw dziejowego rozwoju – w działalności świadomej: wolność polega na zrozumieniu konieczności i świadomej realizacji historycznego celu13.
Główny rosyjski ideolog marksizmu Jerzy Plechanow ujmuje tę kwestię znacznie bardziej lapidarnie. Dla niego – ortodoksyjnego marksisty – marksizm, to po prostu całkowity „światopogląd , najwyższy obecnie stopień rozwoju tego poglądu na świat, którego podstawy zostały założone już w starożytnej Grecji przez Demokryta”14. Młodego Miłosza, potępiającego ustrój kapitalistyczny, marksizm fascynował, nie na tyle jednak, by powtórzyć wyznanie wiary za Plechanowem. Czytał on co prawda „święte teksty”: O istocie religii Feuerbacha, Anty-Dühringa Engelsa, Materializm a empiriokrytycyzm Lenina, znał także pisma „rewizjonistów” Brzozowskiego i Sorela, jednak uważał, że nie może deklarować się jako marksista, „przez zwykłą przyzwoitość”, bo nie czytał Kapitału (RE, 132). „Doświadczenie marksistowskie” (RE, 133) odcisnęło na nim jednak piętno, wyczuliło na wymiar historyczny, wpłynęło na powojenne decyzje oraz fascynacje „krońskizmem”15 i heglizmem16. Bez wątpienia świadectwem młodzieńczej fascynacji marksizmem jest także debiutancki tom Miłosza, choć nie jest to z pewnością wypowiedź jednoznaczna i deklaratywna. Poemat o czasie zastygłym był zapowiedzią długotrwałego wewnętrznego konfliktu.
Odgadywałem, że myśl i słowo nie powinny ulegać naciskowi materii, bo rywalizacji z nią nie potrafią wytrzymać i będą musiały zamienić się w czyn, co oznaczałoby, że przekreślają swoje uprawnienia. Z drugiej jednak strony istniała we mnie zupełnie usprawiedliwiona obawa przed dematerializacją, rozchwianiem się myśli i słowa. Tylko mocny uchwyt za rzeczy dotykalne, poddane ciągłej zmianie, a więc za tę dźwignię, która je w społeczeństwie porusza, czyli politykę, mógłby od tego uratować . Byłem więc między dwoma biegunami: kontemplacją nieruchomego punktu i nakazem czynnego udziału w historii, transcendencją i stawaniem się. Nie udawało mi się tych skrajności pogodzić, a żadnej nie chciałem się poświęcić (RE, 142–143).
„Kontemplacja nieruchomego punktu i nakaz czynnego udziału w historii, transcendencja i stawanie się”17. Ta najważniejsza chyba biegunowa dychotomia całej poezji Miłosza obecna jest już znacząco w debiutanckim Poemacie o czasie zastygłym. W nim poetycko-światopoglądowy dylemat Miłosza wpisuje się w najistotniejszy ontologiczny spór między statyczną metafizyką bytu a dynamiczną metafizyką stawania się. „Ta pierwsza, «wsłuchująca się w byt», wyłania z niego atrybuty istotne, spełniające warunki prawdy, uniwersalności, niezmienności i wieczności. Ta druga, zabiega o poznanie przemijającego, zmiennego, zanurzonego w czasowości bytowania zjawisk”18.
------------------------------------------------------------------------
1.
1 Wyjaśnienie Czesława Miłosza w przypisie do Rodzinnej Europy (C. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 358; przy dalszych cytatach z tej książki używam skrótu RE, cyfry po skrócie oznaczają numer strony).
2.
2 Na wielopoziomową konstrukcję Rodzinnej Europy zwracał uwagę Bogusław Grodzki: „Autobiografizm w eseistyce Miłosza bywa z reguły podporządkowany realizacji rozmaitych celów: oprócz retrospektywnego komentowania biografii twórczości autora służy próbom samookreślenia i samopoznania, a także wprowadzania informacji historycznych, problematyki społecznej i politycznej, a nawet religijnej i filozoficznej” (B. Grodzki, Tradycja i transgresja. Od dyskursu do autokreacji w eseistyce i „formach pojemnych” Czesława Miłosza, Lublin 2002, s. 122).
3.
3 Zob. A. Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków 2011, s. 13–21.
4.
4 Zob. tamże, s. 22–31.
5.
5 Zob. tamże, s. 64–68.
6.
6 C. Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, Kraków 2000, s. 24. Złożony i ambiwalentny stosunek do natury jest jednym z głównych problemów twórczości Miłosza. Poświęcił mu rozdział swojej monografii Aleksander Fiut (Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza, Kraków 1998, s. 59–95). Zob. też J. Szymik, Problem teologicznego wymiaru dzieła literackiego Czesława Miłosza, Kraków 1996, s. 96–103.
7.
7 Por. L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu. Powstanie – rozwój – rozkład, Londyn 1988, s. 564; W. Bolecki, Pre-teksty i teksty. Z zagadnień związków międzytekstowych w literaturze polskiej XX wieku, Warszawa 1991, s. 187–189.
8.
8 Por. W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. 1–3, Warszawa 1958, s. 67.
9.
9 Zob. A. Zieniewicz, Idące Wilno. Szkice o Żagarach, Warszawa 1987, s. 15.
10.
10 Taki Zeitgeist, A. Stawiarska, „Gazeta Wyborcza”, 30.06–1.07.2001, s. 11.
11.
11 Zob. tamże.
12.
12 Podobnie na temat marksizmu wypowiada się Adam Schaff: „To była wiara zbudowana na teorii naukowej” (wypowiedź z filmu dokumentalnego Nie ma innej drogi, TVP 2005).
13.
13 A. Walicki, Zniewolony umysł po latach, Warszawa 1993, s. 26–27.
14.
14 J. Plechanow, Podstawowe zagadnienia marksizmu, przekład z jęz. ros. (brak danych o tłumaczu), Warszawa 1949, s. 5.
15.
15 Termin „krońskizm” na określenie filozofii Tadeusza Krońskiego podaję za Miłoszem (PŚ, 151).
16.
16 Por. J. Szymik, Problem teologicznego…, dz. cyt., s. 119.
17.
17 Należy podkreślić celową lub przypadkową zbieżność powyższej formuły z teorią etre i devenir Hoene-Wrońskiego.
18.
18 M. Wichrowski, Spór o naturę procesu historycznego. Od Hebrajczyków do śmierci Fryderyka Nietschego, Warszawa 1995, s. 7.