Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Burza uczuć - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 października 2026
49,90 zł
4990 pkt
punktów Virtualo

Burza uczuć - ebook

Iwona zawsze wiedziała, czego chce w życiu – sukcesu, pieniędzy i prestiżu. Z pełną determinacją dążyła do realizacji swoich celów. Kiedy wydaje jej się, że jest już o krok od spełnienia marzeń, jej starannie ułożone życie rozpada się jak domek z kart. Iwona wraca z USA w rodzinne strony, do Mikołowa, i musi zmierzyć się z rzeczywistością, której zupełnie się nie spodziewała. Przy jej boku pojawia się jednak ktoś, kto chciałby zbudować z nią nowe życie. Czy Iwona da sobie szansę na szczęście? Czy odnajdzie w sobie siłę, by pokonać przeciwności losu? I czy uwierzy, że tuż obok czeka na nią prawdziwa miłość? Burza uczuć to wzruszająca, pełna emocji opowieść o miłości, rodzinie i o tym, jak życiowy kryzys może stać się początkiem czegoś dobrego.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68684-89-6
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Czerwcowe słońce na dobre rozgościło się na niebie, rozpieszczając iście wakacyjną pogodą. Przyroda pod wpływem najpierw intensywnych deszczy, a potem ciepłych promieni słonecznych ożywiła się i nabrała soczystych kolorów. Zielone liście, trawa i kolorowe kwiaty zdawały się tak wyraziste, jakby podrasowano je za pomocą fotograficznego filtra. Błękitne niebo opisywał jeden tylko wyraz: nieskalane. W intensywnych barwach świat w okolicach domu na granicy prezentował się niemal doskonale.

Krzysztof Wąsowski zdjął marynarkę i rzucił ją niedbale na tylną kanapę samochodu. Zadowolony, że wreszcie może pozwolić sobie na luz, podwinął rękawy białej koszuli. Nie zdawał sobie nawet sprawy, jakie tym gestem mógłby wywołać poruszenie u płci pięknej. Jednak takie doznania stały się dla niego obojętne, odkąd miał swoją Anię. Jego Ania na chwileczkę wyszła przed dom, pomachała do niego, po czym zniknęła w środku, by po chwili pojawić się ponownie. Tym razem zamknęła drzwi na klucz i zmierzała ścieżką do furtki, za którą czekał na nią wsparty o samochód. Ubrana w białą bluzkę z bufiastymi, krótkimi rękawami i zwiewną beżową spódnicę do kolan wydawała mu się niezwykle delikatna i krucha. Krótko ścięte włosy dodawały jej dziewczęcego uroku, a okulary wzmagały wrażenie, że jest do bólu poukładana. Ktoś stojący z boku mógłby powiedzieć, że wygląda niczym szkolna prymuska z pierwszej ławki, zawsze przygotowana do lekcji i nigdy niepostępująca wbrew regulaminowi. Krzysztof wiedział jednak, że za tym wizerunkiem kryje się coś więcej. Wciąż też nie mógł uwierzyć, że Anna Pola przyjęła jego oświadczyny i za kilka dni zostanie jego żoną. Pragnął, żeby stało się to wcześniej – tydzień lub miesiąc po tym, jak przy bunkrze na Wierzysku wyznał jej, że chce wreszcie dorosnąć i podjąć poważną decyzję oraz spędzić z nią resztę życia. Ona jednak chciała poczekać, umawiać się na randki z Krzysztofem, nacieszyć się narzeczeństwem. Te kilkanaście miesięcy czekania wydawało się Wąsowskiemu torturą, słodką wprawdzie, ale torturą. Na szczęście wkrótce miała się ona skończyć. Choć tak naprawdę nie miał na co narzekać, gdyż od dwóch miesięcy mieszkali razem i funkcjonowali prawie jak małżeństwo. Brakowało jedynie prawnego potwierdzenia tego faktu i Krzysztof wiedział, że dopóki to nie nastąpi, nie osiągnie stuprocentowej pewności, że Ania naprawdę jest jego Anią, a ich miłość to nie sen, który mu się przyśnił. Cóż to się stało – zaśmiał się w duchu, że oto on obawiał się porzucenia przez kobietę! Miłość potrafi człowiekiem nieźle zakręcić i zaszczepić w nim romantyzm, jakiego by się po sobie nie spodziewał.

– Przyglądasz mi się – zauważyła Ania.

Podeszła do mężczyzny i stanęła na palcach, żeby pocałować go w policzek. On jednak tak sprytnie odwrócił głowę, że nawet się nie zorientowała, kiedy całował jej usta mocniej i mocniej.

– Mógłbym to robić przez całe życie – stwierdził, kiedy się od niej oderwał.

– Prędko by ci się znudziło – wymamrotała i poprawiła przekrzywione okulary, a potem, dotykając oprawek, dodała: – Jak zwykle przeszkadzają.

– Jest na to rada – powiedział nieco zaczepnie, a zarazem zalotnie.

– Ciekawe jaka? – spytała i poczuła, jak różowieją jej policzki.

Mimo, że oficjalnie byli narzeczonymi i już prawie małżeństwem, wciąż nie przyzwyczaiła się do uwodzicielskiego zachowania Krzysztofa.

– Można je zdjąć – stwierdził zachwycony lekkim skrępowaniem Ani. – Podobnie jak tę bluzkę, spódnicę, buty i... – wymieniał wierzchnie części garderoby, ale gdy zamierzał przejść do tych ukrytych, ona przerwała tę wyliczankę, zakrywając mu usta dłonią.

– Stop!

– Dlaczego?

– Bo za chwilę spalę się od czerwieniejących mi policzków, poza tym – rozejrzała się wokół – sąsiedzi mogą nas obserwować.

Uśmiechnął się zawadiacko.

– Tych kilku sąsiadów mnie nie obchodzi, a twoje rumieńce są cudowne. Kocham je, wiesz, moja Aniu?

– Wiem, ale jedźmy już. Nie chcemy chyba pozwolić, żeby Iwona i Janusz na nas czekali. To oni są naszymi gośćmi i my powinniśmy na nich czekać.

– Oczywiście, moja Aniu – zgodził się.

Otworzył drzwi od strony pasażera i kiedy usiadła, pochylił się i jeszcze raz ją pocałował. Tym razem nie namiętnie, tylko delikatnie, jakby chciał pozostawić na jej wargach niedosyt.

Zanim włączył silnik, spojrzał jeszcze na dom, w którym wszystko się zaczęło i jak w sposób nazbyt teatralny stwierdziła Emma, jego matka, koniecznie musi w nim trwać. Ten pompatyczny styl wysławiania się przejęła od bliskiego jej przyjaciela Kazimierza, znanego ze swojego zamiłowania do brytyjskiego admirała Horatio Nelsona. Niemniej górnolotnie oświadczyła również, że wprowadza się do Kazimierza, a dom na granicy, zwany tak od niecodziennego położenia – połowa w Mikołowie, połowa w Łaziskach Górnych – przepisuje Ani i Krzysztofowi.

– Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem – zaprotestowała Ania, wyrażając tym obawę, że jeśli któreś z nich, nie daj Boże, zerwie zaręczyny, zostaną z uciążliwą współwłasnością.

– Ja w nas wierzę – powiedział pewnie Krzysztof niezrażony wątpliwościami narzeczonej.

– A ja – zawołała Emma i spojrzała na syna – chcę mieć pewność!

– Amen – zakończył dyskusję Kazimierz obecny przy tej rozmowie, na co wszyscy głośno się roześmiali.

Tym to sposobem dom na granicy z miejsko-industrialnym widokiem z jednej strony i przyrodniczym, oferującym przy dobrej pogodzie panoramę Beskidu Śląskiego, a nawet Żywieckiego z Babią Górą na czele, z drugiej stał się wspólną własnością Anny Poli i Krzysztofa Wąsowskiego. Oczywiście Emma nie byłaby sobą, gdyby nie zaplanowała odświeżenia wnętrza domu, na co zupełnie pozbawieni ochoty na remonty i przemeblowania narzeczeni natychmiast się zgodzili i zdali się na jej gust i pomysły. Prace remontowe zaplanowano na czas, kiedy Ania i Krzysztof, już jako małżonkowie, wyruszą w miesięczną podróż poślubną do Nowej Zelandii. Oboje okazali się bowiem zagorzałymi wielbicielami _Hobbita_ i _Władcy Pierścieni_ J.R.R. Tolkiena, a miesiąc miodowy stał się doskonałą okazją do odwiedzenia miejsc, gdzie Peter Jackson kręcił filmy na podstawie tych powieści. Wyborem firmy remontowej zajęła się oczywiście Emma i tym samym wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Świeżo poślubieni małżonkowie polecą do filmowego Shire, a ekipa remontowa wkroczy do ich domu.

– Krzysiu, nad czym się tak zamyśliłeś?

Ania delikatnie potrząsnęła ramieniem narzeczonego, który wsparty na kierownicy wpatrywał się w ich dom.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że zamieszkamy tu razem.

Skinął głową w kierunku domu.

– Już mieszkamy – przypomniała mu.

– Ale tak naprawdę razem – odparł i nie musiał nic więcej tłumaczyć.

Zrozumiała, co chciał przez to powiedzieć, i ogromna fala radości ogarnęła ją na myśl o tym, ileż spotkało ją szczęścia, którego w ogóle się nie spodziewała. Za dwa dni stanie się Anną Wąsowską. Zerknęła na Krzysztofa. Twoją Anią – dodała w myślach.2

Iwona Zybert, siostra Ani, przez cały lot ze Stanów Zjednoczonych do Polski rozmyślała nad tym, w jaki sposób przekaże siostrze wiadomości, których nie zdoła dłużej ukrywać. Prawda w końcu musiała wyjść na jaw. Nigdy nie skubała skórek przy paznokciach, które zawsze ładnie opiłowane i podkreślone bezbarwnym lakierem prezentowały się elegancko i z klasą, ale tym razem kciuki i palce wskazujące obu rąk okaleczyła do krwi. Zabrałaby się pewnie i do pozostałych, ale przemiła, młodziutka stewardesa przyniosła jej kilka plastrów z opatrunkiem i cicho, tak żeby inni pasażerowie nie usłyszeli, zaoferowała tabletkę na uspokojenie.

– Ziołową – wyszeptała i dodała z naciskiem, że to żadne mocne środki, lecz lekka pomoc w poprawie nastroju.

Iwona przystała na tę propozycję i już po chwili połknęła pastylkę „suplementu diety stworzonego z myślą o osobach żyjących w ciągłym napięciu nerwowym i stresie”, jak wyczytała na opakowaniu specyfiku. Czy to pigułka tak szybko zaczęła działać, czy zmęczenie lotem dało o sobie znać, w każdym razie głowa Iwony opadła na oparcie siedzenia. Próbowała zasnąć, oddychała głęboko, choć nie głośno, odpędzała natrętne myśli, liczyła owieczki, aby przyspieszyć zaśnięcie, ale jakiś chochlik w jej głowie otworzył bramę ogrodzenia i wszystkie pouciekały, więc nie było sensu liczyć ich od nowa. Sen nie nadchodził. Odwróciła głowę w kierunku okna. Jak dobrze, że miała takie siedzenie, i zaczęła kontemplować monotonny widok. Dlaczego chmury są takie nudne? Cirrusy, cumulusy i stratusy, tak to chyba szło. Tylko które to kłębiaste, a które warstwowe czy pierzaste? I wszystkie puchate, lecz puste. Na żadnej z nich nie przysiadł osobisty Anioł Stróż Iwony, mający dla niej wskazówkę, jaką decyzję ma podjąć, którą drogą podążyć dalej.

W końcu, kiedy samolot zaczął podchodzić do lądowania, Iwona setny chyba już raz spojrzała w kierunku okna, jak gdyby spodziewała się zobaczyć na płycie lotniska czekającą i machającą do niej Anię. Jakże się za nią stęskniła, mimo częstych rozmów telefonicznych. Co innego usłyszeć głos lub nawet zobaczyć twarz podczas połączenia wideo, a co innego przytulić się do pełnej ciepła i oddania Ani. Chyba jedynej rozsądnej osoby w rodzinie Polów. Ojciec nawalił, zostawiając rodzinę, matce, chociaż się starała, nie wyszło, w dodatku podstępna choroba zabrała ją z tego świata, podobnie jak Ryszarda – niepełnosprawnego brata Iwony i Ani, który zmarnował sobie życie na własne życzenie. Wreszcie ona, Iwona, niby taka przebojowa i taka zdeterminowana, tymczasem okazało się, że jej amerykański sen się skończył. Ech... szkoda gadać. I tylko Ania, niepozorna, cicha, zahukana i zdawałoby się taka nieogarnięta i zakompleksiona najlepiej wyszła w życiu. Najpierw ukrywała się w mikołowskich blokach zwanych Manhattanem niczym w wieży, potem na jakiś czas zeszła niżej i utknęła w skromnym mieszkaniu na Osiedlu przy Plantach jak w biednej chatynce, by wreszcie trafić do domu na granicy, który okazał się pałacem z księciem w pakiecie. Wysokim, przystojnym i w dodatku niebiednym. A więc bycie dobrym się opłaca? – Iwona zachodziła w głowę. Karma wraca. Częściej mówi się o tej złej, tymczasem i dobra ma swoje powroty. Omal nie przytknęła nosa do szyby. Oczywiście, że nie mogła dostrzec tam Ani! Przecież siostra na pewno czekała na nią w hali przylotów. Och, niech ten samolot szybciej ląduje. Iwona przewróciła oczami na myśl o czekających ją procedurach i czasie, jaki mogą zająć, zanim wreszcie zobaczy Anię.

Dwie ogromne i ciężkie walizy wolno toczyły się napędzane siłą mięśni Iwony. Jako bagaż na dwa tygodnie wydawały się zbyt wielkie, lecz na spakowanie w nie całego życia okazały się mało pojemne. Iwona zaczynała już sapać, ale wreszcie dotarła do hali przylotów, gdzie zgromadziło się sporo witających. Szybko przeczesała wzrokiem tłum, by wreszcie zatrzymać go na dłużej na znajomych twarzach. Jako pierwszą dostrzegła Anię, radosną i uśmiechniętą. Szczęśliwą i zdecydowanie tym szczęściem upiększoną. Jakże jej siostra wyładniała! Dopiero po chwili dopatrzyła się właściciela ramienia, które obejmowało jej siostrę. Krzysztof Wąsowski, przyszły szwagier Iwony. Jak można być tak nieprzyzwoicie szczęśliwym jak oni i nie potrafić tego ukryć przed innymi – nieszczęśliwymi? Iwona prychnęła i natychmiast zgromiła się za to w myślach. Tak bardzo starała się zmienić. Ze wstydem przypomniała sobie sytuacje, kiedy zachowywała się bezwzględnie, zwłaszcza wobec najbliższych. Teraz pragnęła stać się lepszą, ale udawało jej się jedynie przy Ani, i to też nie zawsze. Trudno było wyjść ze skóry złośliwej zołzy, skoro żyło się w niej tyle lat. Nawet jej samej czasami ta zmiana czy też rehabilitacja wydawała się niewiarygodna, a może też trochę udawana. Codziennie toczyła walkę, by się zmienić, stać się delikatniejszą, wrażliwszą niż dawna, fakt, twardo stąpająca po ziemi, ale jednak egoistka.

– Iwona!

Pełen radości głos Ani przedarł się przez wołania i radosne powitania przylatujących i oczekujących. Iwona nareszcie puściła uchwyty walizek i wpadła w ramiona siostry. Pozwoliła się przytulać i z chęcią zostałaby w tej pozycji przynajmniej na tak długo, dopóki jej problemy same nie znajdą rozwiązania.

– Idę z bagażem do samochodu. Tam na was poczekam – zakomunikował Krzysztof.

Przypuszczał, że jedna walizka należy do siostry, a druga do szwagra Ani, który pewnie musiał skorzystać z ubikacji, bo gdzie indziej mógł się podziewać.

Tymczasem kobiety nadal się przytulały i wciąż powtarzały słowa „jak dobrze cię widzieć”, „tak się cieszę” i „ależ się stęskniłam”.

– A gdzie Janusz? – spytała Ania, kiedy wreszcie wyzwoliły się ze swoich objęć.

Rozejrzała się po podróżnych wchodzących do hali przylotów i poszukiwała pośród nich szwagra, przez co nie zarejestrowała zmiany, która zaszła na twarzy Iwony. Radość, jaka jeszcze przed chwilą się na niej malowała, przemieniła się w zakłopotanie i niepewność. Już otwierała usta, żeby wyrzucić z siebie wszystko, co ją głębiło, kiedy dostrzegła radosną twarz siostry i nie mogła, zwyczajnie nie mogła jej teraz wyznać prawdy. Nie przed ślubem. Nikt nie dał jej prawa burzyć szczęścia Ani złymi wiadomościami, więc zanim podekscytowana przyszła panna młoda odwróciła się do Iwony, ta uśmiechała się już szeroko. Starała się też brzmieć bardzo przekonywująco, gdy mówiła:

– Realizujemy nowy i bardzo duży projekt w firmie. Janusz musiał zostać, mnie też to groziło – brnęła w kłamstwo. – Na szczęście go przekonałam, że twój ślub jest nie mniej ważny, a nawet ważniejszy. Ostatecznie udało mi się przylecieć i doceń, że chociaż ja tutaj jestem.

Zamilkła przekonana, że Ania jej nie uwierzyła, bo zbyt wnikliwie się jej przyglądała, jakby skanowała mózg Iwony w poszukiwaniu dowodów na kłamstwo.

– Szkoda – westchnęła jednak tylko smutno Ania. – Po tym, jak się okazało, że tata nie może przylecieć, pocieszałam się myślą, że będziecie ty i Janusz.

– Tymczasem zostałam tylko ja – stwierdziła Iwona. – Tylko ja będę reprezentować wśród zaproszonych na wesele gości gałąź rodziny Polów, ale obiecuję czynić to godnie. – Uroczyście uniosła w górę dwa palce. – Słowo amerykańskiego skauta!

– Jesteśmy w Polsce – zareagowała śmiechem Ania.

– Oczywiście, pomyłka. Zatem słowo polskiego harcerza! – wykrzyknęła Iwona i ponowiła gest dłonią.

– Przecież nie byłaś harcerką!

– Och, Aniu, punktujesz mnie jak na egzaminie, ale ostatecznie musisz uznać słowo zucha, bo zuchem byłam – powiedziała z uśmiechem Iwona i siostry ponownie się przytuliły.

– Do czasu, kiedy oblałaś próbę z pokrzywami.

– Trzeba było przejść bosymi stopami po świeżo zerwanych pokrzywach! Takie wyzwania zdecydowanie nie są dla mnie, ale myślę, że i tak nie zrobiłabym kariery w harcerstwie. Poza tym mieliśmy zielone chusty, a ja chciałam czerwone. Zbyt wiele przeciwności losu tam mnie spotkało. Jedno wiem na pewno, zamierzam być idealną świadkową na twoim ślubie.

– W to nie wątpię – przytaknęła Ania.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij