Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życie i czemu mi się nie udało - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
6 maja 2026
4499 pkt
punktów Virtualo

Byłam na dnie. Jak niszczyłam swoje życie i czemu mi się nie udało - ebook

Poruszająca, bezkompromisowo szczera i zaskakująco zabawna opowieść autorstwa Bryony Gordon to intymna podróż przez życie naznaczone zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, bulimią, depresją i uzależnieniami. Autorka od pierwszych stron zaprasza nas do swojego świata – bez filtrów, bez upiększeń, za to z ogromnym humorem i czułością wobec samej siebie i innych.

Pełen emocji zapis walki o siebie

Bryony prowadzi nas przez swoje dzieciństwo i pierwsze niepokojące sygnały choroby, przez studenckie lata pełne chaosu, imprez i poszukiwania własnej tożsamości, przez toksyczne związki i autodestrukcyjne wybory, aż po terapię, macierzyństwo i mozolną naukę budowania zdrowych relacji – zarówno z innymi, jak i z samą sobą. To historia upadków, wstydu i lęku, ale też ogromnej siły, samoświadomości i nadziei. Autorka za pośrednictwem tej książki uczy nas że w każdej słabości kryje się ukryta siła. Bryony Gordon obnaża tu swoje największe lęki i autodestrukcyjne wybory, ale robi to z taką dawką autoironii, że poczujesz, jakbyś rozmawiała z najlepszą przyjaciółką.

Bryony Gordon to angielska dziennikarka, pisarka, prezenterka i podcasterka znana przede wszystkim ze swojego bezkompromisowego, szczerego i humorystycznego stylu narracji. Pisała dla wielu brytyjskich gazet. W 2007 roku znalazła się na liście nominowanych do nagrody British Press Awards w kategorii Młody Dziennikarz Roku. Jej pierwsza książka The Wrong Knickers: A Decade of Chaos wydana w 2014 roku została nominowana do British Book Awards.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

  • O autorce
  • Słowa uznania dla Byłam na dnie
  • Prolog
  • Myślę, że umieram
  • Myślę, że jestem normalna
  • Myślę, że kogoś zabiłam
  • Myślę, że wypadają mi włosy
  • Myślę, że jestem gruba
  • Myślę, że się zakochałam
  • Myślę, że za dobrze się bawię
  • Myślę, że muszę zrobić coś innego
  • Myślę, że jestem naprawdę zakochana
  • Myślę, że jestem w ciąży
  • Myślę, że potrzebuję pomocy
  • Epilog
  • Więcej informacji
  • Podziękowania
  • Fragment książki Mad Woman, która ukazała się w lutym 2024 roku
Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7147-235-0
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

- O autorce
- Słowa uznania dla Byłam na dnie
- Prolog
- Myślę, że umieram
- Myślę, że jestem normalna
- Myślę, że kogoś zabiłam
- Myślę, że wypadają mi włosy
- Myślę, że jestem gruba
- Myślę, że się zakochałam
- Myślę, że za dobrze się bawię
- Myślę, że muszę zrobić coś innego
- Myślę, że jestem naprawdę zakochana
- Myślę, że jestem w ciąży
- Myślę, że potrzebuję pomocy
- Epilog
- Więcej informacji
- Podziękowania
- Fragment książki Mad Woman, która ukazała się w lutym 2024 rokuO AUTORCE

W ciągu dwu­dzie­sto­trzy­let­niej współ­pracy z „Te­le­graph” Bry­ony Gor­don zy­skała sta­tus jed­nej z naj­bar­dziej uwiel­bia­nych fe­lie­to­ni­stek tego cza­so­pi­sma. Na­pi­sała be­st­sel­ler The Wrong Knic­kers oraz be­st­sel­lery „Sun­day Ti­mes” You Got This i Mad Girl, oba no­mi­no­wane do Bri­tish Book Awards. Pro­wa­dzi pod­cast Mad World, a w 2016 roku za­ło­żyła Men­tal He­alth Ma­tes, glo­balną sieć wza­jem­nego wspar­cia, która za­chęca lu­dzi z pro­ble­mami zdro­wia psy­chicz­nego do tego, aby na­wią­zali ze sobą kon­takt i wy­szli z domu. W 2017 roku otrzy­mała na­grodę MIND Ma­king A Diffe­rence za dzia­łal­ność na rzecz zmiany po­strze­ga­nia kwe­stii zdro­wia psy­chicz­nego w me­diach. W 2018 roku prze­bie­gła Ma­ra­ton Lon­dyń­ski w bie­liź­nie. W 2020 roku do­stała na­grodę Jo­ur­na­li­sts’ Cha­rity od So­ciety of Edi­tors za kam­pa­nię pro­pa­gu­jącą sze­rze­nie wie­dzy o zdro­wiu psy­chicz­nym. Mieszka w po­łu­dnio­wym Lon­dy­nie ra­zem z mę­żem i córką.SŁOWA UZNANIA DLA BYŁAM NA DNIE

„By­łam na dnie to uj­mu­jąco szczera, uro­cza i – ośmielę się stwier­dzić – za­bawna po­dróż po kra­inie sza­leń­stwa, przy­no­sząca ulgę każ­demu, kto tak jak ja cho­ciaż raz obu­dził się z ob­lu­zo­waną śrubką i bez żad­nych na­rzę­dzi pod ręką” – „Da­ily Te­le­graph”

„Ge­nial­nie by­stre, za­bawne i szczere spoj­rze­nie na coś, o czym na­leży roz­ma­wiać wła­śnie w taki spo­sób” – Matt Haig

„To prze­ło­mowa książka, która rzuca świa­tło na mroczne se­krety cho­rób psy­chicz­nych i po­ka­zuje, że są one czymś cał­ko­wi­cie po­wszech­nym” – „Da­ily Express”

„Co za książka! Tak mnie wcią­gnęła, że czy­ta­łam ją jak dresz­czo­wiec. Szcze­rość, wni­kli­wość, współ­czu­cie i piękny styl au­torki niosą po­cie­chę” – Ma­rian Keyes

„Mrocz­nie za­bawna i bar­dzo po­ważna” – „Gu­ar­dian”

„Za­bawna, ser­deczna i bra­wu­rowo szczera. Tę książkę po­wi­nien prze­czy­tać każdy, kto kie­dy­kol­wiek po­czuł, że wa­riuje, ale był zbyt uprzejmy, żeby o tym wspo­mnieć” – Sali Hu­ghes

„Szczera, iro­niczna opo­wieść, która trafi do serc wielu ko­biet” – „Gla­mour”

„Au­torka po­ru­sza te­mat zdro­wia psy­chicz­nego z życz­li­wo­ścią i czar­nym hu­mo­rem” – „Good Ho­use­ke­eping”

„Opo­wieść, od któ­rej nie można się ode­rwać, z in­ten­syw­nie po­ru­sza­ją­cym za­koń­cze­niem (…). Jej szczera uczci­wość in­spi­ruje” – „In­de­pen­dent”

„Od­ważny wkład w tę te­ma­tykę” – ma­ga­zyn „New As­so­cia­tion” wy­da­wany przez The Bri­tish Psy­cho­ana­ly­tic Co­un­cil

„Przej­mu­jące i in­tymne spoj­rze­nie na to, jak na­sze umy­sły po­tra­fią nas drę­czyć. Ta szczera i na­prawdę piękna książka przy­nie­sie uko­je­nie tym, któ­rzy czują się sa­motni w swoim sza­leń­stwie” – Ca­thy Rent­zen­brinkPROLOG

Od po­czątku chcę być z tobą szczera – po­nie­waż, jak się prze­ko­nasz, to jest szcze­rze na­pi­sana książka. Taka, w któ­rej so­bie po­bła­żam, w któ­rej sie­bie bi­czuję i w któ­rej oka­zuję so­bie nie­na­wiść (cza­sami gdy do niej wra­ca­łam, mia­łam ochotę sama sobą po­trzą­snąć), a w któ­rej jed­no­cze­śnie je­stem bar­dzo szczera. Moż­liwe, że chwi­lami na­wet tro­chę za bar­dzo. Bywa, że mam z tym pro­blem. Wczo­raj na przy­kład opo­wia­da­łam mo­jej przy­ja­ciółce i jej chło­pa­kowi o tym, jak ko­cha­łam się z moim mę­żem i mój fit­bit za­czął wi­bro­wać, by po­wia­do­mić mnie, że osią­gnę­łam dzienny cel ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej, a wtedy moja druga po­łowa za­częła się hi­ste­rycz­nie śmiać, co sku­tecz­nie prze­rwało na­sze igraszki. Przy­ja­ciółka uśmiech­nęła się skrę­po­wana. Jej chło­pak wbił wzrok w swoje buty. A ja? Nie mo­głam zro­zu­mieć, dla­czego nie ta­rzają się ze śmie­chu po wy­słu­cha­niu hi­sto­rii o wi­bru­ją­cym mo­ni­to­rze ak­tyw­no­ści i jak zdo­ła­li­śmy z mę­żem skoń­czyć to, co za­czę­li­śmy. Co z tymi ludźmi jest nie tak?

A je­śli już mowa o szcze­ro­ści, to chcę za­zna­czyć, że ta książka to nie po­rad­nik. Je­żeli ta­kiej szu­kasz, to szu­kaj da­lej. Nie mam kwa­li­fi­ka­cji, by pi­sać po­rad­niki. W su­mie to nie mam pra­wie żad­nych kwa­li­fi­ka­cji poza zda­nym eg­za­mi­nem gim­na­zjal­nym, ma­turą i kil­koma od­zna­kami pły­wac­kimi z dzie­ciń­stwa. Byłby to kom­pletny ab­surd, gdy­bym uda­wała, że jest to ja­kiś ro­dzaj po­rad­nika, skoro – o czym się prze­ko­nasz, czy­ta­jąc na­stępne kilk­set stron tej książki – przez więk­szość ży­cia nie po­tra­fi­łam roz­wią­zać wła­snych pro­ble­mów z je­dze­niem, le­kami i al­ko­ho­lem i do­piero sto­sun­kowo nie­dawno za­czę­łam na po­waż­nie roz­wa­żać pój­ście na po­rządną te­ra­pię albo za­kup kar­netu na si­łow­nię.

* * *

W tej książce nie znaj­dziesz cu­dow­nego leku na cho­robę psy­chiczną. Nie mogę ci obie­cać, że od­mieni twoje ży­cie i po­prawi sa­mo­po­czu­cie, ani też wy­gło­sić żad­nego z tych sza­lo­nych, moim zda­niem, twier­dzeń, ja­kie można zna­leźć w mi­lio­nach po­rad­ni­ków do­stęp­nych na rynku. Ale nie płacz, pro­szę. Mam na­dzieję, że moje słowa nie wpra­wiły cię w po­nury na­strój ani nie do­pro­wa­dziły do roz­pa­czy (zga­duję, że skoro trzy­masz tę książkę w ręku, to wła­śnie z ta­kimi pro­ble­mami się zma­gasz – albo drę­czyły cię one w prze­szło­ści i wo­lisz ra­czej unik­nąć ich w przy­szło­ści). Cho­dzi mi o to, że nie je­stem le­karką ani eks­pertką w dzie­dzi­nie zdro­wia psy­chicz­nego. Mam jed­nak duże do­świad­cze­nie. Cho­roby psy­chiczne drę­czą mnie przez całe moje do­ro­słe ży­cie. Wiem, jak to jest.

Po­mimo skłon­no­ści do nad­mier­nego dzie­le­nia się tym, co się u mnie dzieje, nie za­wsze by­łam szczera, gdy mó­wi­łam, ja­kie my­śli krążą mi po gło­wie. Być może nie­któ­rzy czy­tel­nicy znają moją pierw­szą książkę The Wrong Knic­kers, która jest swo­istym pa­mięt­ni­kiem do­ku­men­tu­ją­cym sza­lony okres w moim ży­ciu, gdy mia­łam dwa­dzie­ścia kilka lat. Na­pi­sa­łam w niej o fa­ce­cie, który pró­bo­wał użyć ma­sła jako lu­bry­kantu pod­czas seksu. I o tym, jak zła­pa­łam wszy od bar­mana, jak po­ka­za­łam cycki w pu­bie i jak wda­łam się w ro­mans z żo­na­tym męż­czy­zną. A jed­nak mimo tej prze­sad­nej szcze­ro­ści nie wspo­mnia­łam o okre­sach de­pre­sji, o walce z za­bu­rze­niem ob­se­syjno-kom­pul­syj­nym (OCD) ani o tym, jak przez kilka lat zma­ga­łam się z bu­li­mią. Dla­czego? Bo nie po­tra­fi­łam – ani wtedy, ani w 2013 roku, gdy pra­co­wa­łam nad The Wrong Knic­kers. By­łam zbyt za­wsty­dzona, zbyt prze­ra­żona i zbyt prze­ko­nana, że je­stem dzi­waczką, żeby przy­znać się do któ­rej­kol­wiek z rze­czy od tak dawna za­śmie­ca­ją­cych mi głowę. Wo­la­łam pi­sać o męż­czyź­nie, który wcią­gał ko­ka­inę z mo­ich piersi, niż o wła­snym zdro­wiu psy­chicz­nym (cho­ciaż czy­tel­nicy The Wrong Knic­kers praw­do­po­dob­nie sami do­szli do wnio­sku, że nie za­wsze mia­łam równo pod su­fi­tem). Skła­ma­łam, że mój je­dyny epi­zod z an­ty­de­pre­san­tami wy­da­rzył się po tym, jak w dniu trzy­dzie­stych uro­dzin prze­ży­łam za­ła­ma­nie ner­wowe, bo jak niby mia­łam przy­znać się do tego, że bra­łam te środki od sie­dem­na­stego roku ży­cia? Skła­ma­łam, że stra­ci­łam ząb z po­wodu nad­mier­nego spo­ży­cia cu­kru, bo jak niby mia­łam przy­znać, że praw­dziwą przy­czyną było za­bu­rze­nie od­ży­wia­nia? Nie przy­zna­łam się też do tego, że przez ja­kiś czas by­łam w prze­mo­co­wej re­la­cji. Nie chcia­łam, żeby kto­kol­wiek uznał mnie za hi­ste­ryczkę albo po­my­ślał, że je­stem emo­cjo­nal­nym wra­kiem. Bo tak się mówi o ko­bie­tach, które mają „pro­blemy”, prawda? Hi­ste­ryczki albo kró­lowe dra­ma­tów. Aten­cjuszki.

A po­tem, w 2014 roku, kilka mie­sięcy po wy­da­niu tej książki, mia­łam po­ważny epi­zod za­bu­rze­nia ob­se­syjno-kom­pul­syj­nego. Całe moje ży­cie wy­peł­niły łzy, na­trętne my­śli i ataki pa­niki. Prze­ży­łam piąte za­ła­ma­nie ner­wowe w ciągu dwu­dzie­stu lat. Po­czu­łam, że mam dość – dość ukry­wa­nia, mil­cze­nia i wy­po­wia­da­nych ze stra­chu kłamstw, że nic mi nie jest, że wszy­scy za­wsze czu­jemy się do­brze, pod­czas gdy co czwarta osoba na któ­rymś eta­pie swo­jego ży­cia nie bę­dzie czuć się do­brze, gdzie „co czwarta osoba” to liczba tych, któ­rzy do­świad­czają pro­ble­mów ze zdro­wiem psy­chicz­nym. A je­śli rze­czy­wi­ście tak jest, to czworo na czworo z nas praw­do­po­dob­nie zna ko­goś, kto cierpi. „Co sły­chać?”, py­tają lu­dzie, gdy przy­pad­kiem spo­tkają się na ulicy, a je­dyna ak­cep­to­walna od­po­wiedź brzmi: „W po­rządku”, na­wet je­śli jest to wie­rutne kłam­stwo.

Dla­tego po­sta­no­wi­łam, że nie będę już go­dzić się na to kłam­stwo. Po­sta­no­wi­łam, że będę mó­wić prawdę – i nie będę się przej­mo­wać, czy ktoś mnie uzna za dzi­waczkę, hi­ste­ryczkę albo aten­cjuszkę. Skoro ja, dzien­ni­karka pi­sząca oso­bi­ste tek­sty do cza­so­pi­sma i szczere książki, czu­łam, że nie mogę się do wszyst­kiego przy­znać, to co mieli po­wie­dzieć inni lu­dzie? Czy mo­gli­śmy mieć ja­ką­kol­wiek na­dzieję, że wy­gramy ze styg­ma­ty­za­cją cho­rób psy­chicz­nych? Być może ta na­gła zmiana zda­nia wy­ni­kała z tego, że zo­sta­łam matką i nie chcia­łam, żeby moje dziecko żyło w świe­cie, w któ­rym osoby chore psy­chicz­nie są zmu­szane do funk­cjo­no­wa­nia tak, jakby wszystko było w naj­lep­szym po­rządku. Być może wpły­nęli na mnie wspa­niali lu­dzie tacy jak Ruby Wax i Matt Haig, któ­rzy pu­blicz­nie opo­wie­dzieli o wła­snych epi­zo­dach de­pre­sji. Co­kol­wiek to było, tam­tego po­nu­rego ty­go­dnia w stycz­niu 2014 roku, gdy za­sia­dłam do pi­sa­nia fe­lie­tonu do „Te­le­graph”, po­sta­no­wi­łam wresz­cie, że będę mó­wić o so­bie ze stu­pro­cen­tową szcze­ro­ścią.

„Nowy rok za­czę­łam od po­pad­nię­cia w głę­boką de­pre­sję”, na­pi­sa­łam. „I wcale nie pi­szę tego z iro­nią. To na­prawdę się zda­rza. Je­śli mam być szczera, trwa to już od ja­kie­goś czasu, ale nie wy­pada pi­sać o ta­kich rze­czach w okre­sie świą­tecz­nym. «We­so­łych Świąt! A tak przy oka­zji, mam po­tworną de­pre­sję». Dla­tego igno­ro­wa­łam to, igno­ro­wa­łam i igno­ro­wa­łam tak długo, jak mo­głam, lecz po­dob­nie jak każdy, kto wpadł w si­dła czar­nej me­lan­cho­lii, wie­dzia­łam, że nie mogę jej igno­ro­wać bez końca”.

Póź­niej na­pi­sa­łam, że za­mie­rzam opo­wie­dzieć o wszyst­kim le­ka­rzowi: „Po­cze­kal­nia u le­ka­rza jest zimna, a po­ma­rań­czowe ściany mają nie­po­ko­jący od­cień, jakby były za­bar­wione od ni­ko­tyny. Jedni kaszlą i ki­chają, inni pa­trzą przed sie­bie nie­obec­nym wzro­kiem, a ja się za­sta­na­wiam, czy oni są tacy jak ja albo czy ja je­stem taka jak oni. Za­sta­na­wiam się, czy też cier­pią na cho­robę, któ­rej je­dy­nym ze­wnętrz­nym ob­ja­wem jest za­ci­śnię­cie szczęk spo­wo­do­wane we­wnętrz­nym na­pię­ciem albo go­rącz­kowe stu­ka­nie pal­cami o każdą do­stępną po­wierzch­nię. Cho­robę umy­słu. Ileż bym dała za to, żeby mieć ka­szel, prze­zię­bie­nie albo na­wet zła­maną nogę. Wszystko, tylko nie to. (Jezu, de­pre­sja spra­wia, że my­ślimy tylko o so­bie)”.

W dniu, w któ­rym opu­bli­ko­wano pierw­szy ze wspo­mnia­nych tek­stów, moją skrzynkę od­bior­czą do­słow­nie za­lała fala e-ma­ili. Ża­den z te­ma­tów, które po­ru­szy­łam w trak­cie swo­jej ka­riery, ab­so­lut­nie ża­den z nich nie wy­wo­łał ta­kiej re­ak­cji – i ża­den z pi­szą­cych mnie nie wy­śmiał ani nie stwier­dził, że ni­kogo to nie ob­cho­dzi. W ciągu kilku na­stęp­nych ty­go­dni do­sta­łam setki wia­do­mo­ści od osób, które chciały po­dzie­lić się ze mną wła­snymi hi­sto­riami zwią­za­nymi ze zdro­wiem psy­chicz­nym. Do­sta­wa­łam kartki pocz­towe od nie­zna­jo­mych. Przy­ja­ciele, któ­rych za­wsze uwa­ża­łam za po­god­nych i opty­mi­stycz­nie na­sta­wio­nych do ży­cia, od­cią­gali mnie na bok i opo­wia­dali mi o cho­ro­bach, które za­in­fe­ko­wały ich umy­sły. Wtedy do­zna­łam oświe­ce­nia, prze­ży­łam chwilę cał­ko­wi­tej kla­row­no­ści: oto cho­roby psy­chiczne wcale nie są ni­czym dziw­nym, co wię­cej – są cał­ko­wi­cie nor­malne.

Tak wielu z nas ich do­świad­cza, a mimo to mało kto po­trafi o nich roz­ma­wiać. Po­mimo za­pew­nień po­li­ty­ków, że zdro­wie psy­chiczne po­winno być trak­to­wane rów­nie po­waż­nie jak fi­zyczne, na­sze spo­łe­czeń­stwo wciąż uważa ina­czej. Kiedy koń­czy­łam pracę nad tą książką, nie­za­leżna ko­mi­sja wspie­rana przez Royal Col­lege of Psy­chia­tri­sts, któ­rej prze­wo­dzi były dy­rek­tor ge­ne­ralny NHS (bry­tyj­skiej pu­blicz­nej służby zdro­wia), od­kryła, że brak fi­nan­so­wa­nia usług zwią­za­nych ze zdro­wiem psy­chicz­nym na­raża na nie­bez­pie­czeń­stwo tych, któ­rzy naj­bar­dziej po­trze­bują po­mocy. Osoby ciężko chore czę­sto są wy­sy­łane do pla­có­wek znaj­du­ją­cych się setki mil od ich do­mów, po­nie­waż tam, gdzie miesz­kają, bra­kuje wol­nych łó­żek. Jak za­uwa­żyli au­to­rzy ra­portu, coś ta­kiego by­łoby zu­peł­nie nie do po­my­śle­nia w przy­padku pa­cjen­tów po ataku serca lub uda­rze. Osoby pro­wa­dzące kam­pa­nie na rzecz dba­ło­ści o zdro­wie psy­chiczne czę­sto się­gają po ana­lo­gię zła­ma­nej ręki, chcąc wy­ja­śnić, dla­czego usługi z za­kresu ochrony zdro­wia psy­chicz­nego po­winny mieć taki sam po­ziom waż­no­ści, jak te zwią­zane ze zdro­wiem fi­zycz­nym: dla­czego „zła­many umysł” mamy trak­to­wać z mniej­szą po­wagą? Nie­stety je­żeli ktoś ni­gdy tego nie do­świad­czył, bar­dzo trudno jest mu zro­zu­mieć, jak pilna jest po­trzeba za­pew­nie­nia ta­kim oso­bom od­po­wied­niej opieki.

Do­kład­nie w dniu, w któ­rym skoń­czy­łam pi­sać tę książkę, ogło­szono wy­niki au­dytu w ob­sza­rze zdro­wia psy­chicz­nego. Wy­ka­zał on, że cho­roby psy­chiczne są główną przy­czyną nie­peł­no­spraw­no­ści w Wiel­kiej Bry­ta­nii, liczba sa­mo­bójstw ro­śnie, a cho­rzy czę­sto są lek­ce­wa­żeni przez rzą­dzą­cych, któ­rzy na wiele spo­so­bów przy­czy­niają się do na­si­le­nia tej epi­de­mii. W ra­por­cie NHS we­zwano Da­vida Ca­me­rona do za­in­we­sto­wa­nia mi­liarda fun­tów w kom­plek­sową re­formę sys­temu świad­czeń w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego, zwra­ca­jąc uwagę na to, że obec­nie NHS po­nosi winę za około 400 sa­mo­bójstw rocz­nie.

Czte­ry­sta osób. Każ­dego roku.

To jest nie do przy­ję­cia.

We­dług or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej Re­think Men­tal Il­l­ness ostatni par­la­ment zmniej­szył fi­nan­so­wa­nie fun­du­szów pań­stwo­wej służby zdro­wia Wiel­kiej Bry­ta­nii ds. zdro­wia psy­chicz­nego o 8,25 pro­cent, mimo że w tym sa­mym cza­sie liczba skie­ro­wań do spo­łecz­nych ośrod­ków dla osób z cho­ro­bami psy­chicz­nymi wzro­sła pra­wie o 20 pro­cent. Za­le­d­wie 5,5 pro­cent bry­tyj­skiego bu­dżetu na ba­da­nia zwią­zane ze zdro­wiem prze­zna­cza się na ochronę zdro­wia psy­chicz­nego, choć eko­no­miczny i spo­łeczny koszt cho­rób w tym ob­sza­rze wy­nosi 105 mi­liar­dów fun­tów w sa­mej tylko An­glii. Szczę­śliwy kraj to zdrowy kraj, a mimo to gdy już zbie­rzesz się na od­wagę, żeby pójść do le­ka­rza i po­pro­sić o po­moc, to mi­nie 20 mi­lio­nów lat i gi­gan­tyczna aste­ro­ida zdąży ude­rzyć w pla­netę Zie­mię, za­nim tę po­moc otrzy­masz. Te­raz wy­my­ślam – to nie są ofi­cjalne sta­ty­styki. Z tego, co wiem o ko­smo­sie, aste­ro­ida może w nas ude­rzyć rów­nie do­brze za 65 mi­lio­nów lat, jak w przy­szłym ty­go­dniu. Cho­dzi o to, że w Wiel­kiej Bry­ta­nii opieka w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego jest na tak ni­skim po­zio­mie, że lu­dzie cze­kają ca­łymi la­tami na wi­zytę u pro­fe­sjo­nal­nego te­ra­peuty w ra­mach pań­stwo­wego sys­temu opieki zdro­wot­nej. W tym sa­mym cza­sie ro­dzą się ko­lejne dzieci, wy­cho­dzą ko­lejne tomy Gry o tron, a lo­dowce top­nieją.

W trak­cie pi­sa­nia tej książki prze­czy­ta­łam o Bry­tyj­czyku, który za­krył swoim cia­łem dziew­czynę, żeby ją ochro­nić, gdy ter­ro­ry­ści ISIS za­częli strze­lać do nie­win­nych uczest­ni­ków kon­certu w Pa­ryżu. Kiedy po tych wy­da­rze­niach po­szedł do le­ka­rza i po­pro­sił o skie­ro­wa­nie do ko­goś, z kim mógłby o tym wszyst­kim po­roz­ma­wiać, usły­szał, że naj­pierw musi przejść trzy­mie­sięczny okres „czuj­nego ocze­ki­wa­nia”. Po­zna­łam też hi­sto­rię mło­dej matki, która po­peł­niła sa­mo­bój­stwo tego sa­mego dnia, w któ­rym za­dzwo­niła do kli­niki zdro­wia psy­chicz­nego i po­wia­do­miła re­cep­cjo­nistkę, że nie ma dość siły, by przy­je­chać na wi­zytę. Zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cymi re­gu­łami re­cep­cjo­nistka nie mo­gła za­dać żad­nego py­ta­nia do­ty­czą­cego jej stanu zdro­wia. Młoda matka zo­stała wy­kre­ślona z li­sty pa­cjen­tów, gdy nie sta­wiła się na na­stępną wi­zytę. Nie zro­biono ab­so­lut­nie nic, żeby spraw­dzić, jak się czuje. Gdyby kto­kol­wiek za­dał so­bie ten trud, do­wie­działby się, że… nie żyje. Ko­ro­ner, który ba­dał przy­czynę jej zgonu, okre­ślił sys­tem jako „idio­tyczny”. Po­wie­dział: „Nie po­wi­nie­nem uży­wać ta­kich słów jak «idio­tyczny», ale mam po­czu­cie, że w tym wy­padku jest ono wła­ściwe”.

Każ­dego ty­go­dnia ga­zety pu­bli­kują re­por­taże na te­mat nie­udol­no­ści sys­temu opieki zdro­wia psy­chicz­nego, w któ­rych można prze­czy­tać o cho­rych do­ro­słych i dzie­ciach prze­trzy­my­wa­nych w aresz­cie, bo w pla­ców­kach służby zdro­wia bra­kuje wol­nych miejsc, o wskaź­niku sa­mo­bójstw u męż­czyzn, a także o nie­koń­czą­cej się de­ba­cie o sku­tecz­no­ści an­ty­de­pre­san­tów, o zwią­za­nych z nimi za­gro­że­niach oraz czy na­leży je prze­pi­sy­wać, czy nie. Ale co in­nego mogą ro­bić le­ka­rze pierw­szego kon­taktu, gdy z jed­nej strony mają dłu­gie li­sty ocze­ku­ją­cych, a z dru­giej stoją przed pro­ble­mem ogrom­nego nie­do­boru łó­żek? Ra­dzić pa­cjen­tom, żeby sami so­bie ja­koś po­ra­dzili, do­póki nie na­dej­dzie ter­min ich wi­zyty? Po­że­gnać się z nimi z po­czu­ciem, że są w jesz­cze gor­szym sta­nie psy­chicz­nym, niż gdy wcho­dzili do ich ga­bi­netu?

A oto jesz­cze jedna przy­gnę­bia­jąca hi­sto­ria, którą usły­sza­łam pod­czas pi­sa­nia tej książki. Szpi­tal psy­chia­tryczny w Yorku, Bo­otham Park, zo­stał na­gle za­mknięty, bo uznano, że nie jest bez­pieczny dla pa­cjen­tów. W 2014 roku w sali szpi­tal­nej po­wie­siła się tu ko­bieta. Ba­da­jący tę sprawę przed­sta­wi­ciele The Le­eds and York Part­ner­ship NHS Fo­un­da­tion Trust stwier­dzili, że wy­sta­jący ele­ment, któ­rego zdo­łała użyć chora, już dawno na­le­żało usu­nąć. W tym szpi­talu jed­nak wszel­kie po­prawki i re­monty wiążą się z du­żymi pro­ble­mami, po­nie­waż wid­nieje on na li­ście za­byt­ków. I wcale nie jest to rzadko spo­ty­kana sy­tu­acja. W pla­ców­kach zdro­wia psy­chicz­nego stan­dar­dowo iden­ty­fi­kuje się wszyst­kie nie­bez­pieczne wy­sta­jące ele­menty. Za­sad­ni­czo więc można z tego wy­cią­gnąć wnio­sek, że ży­jemy w spo­łe­czeń­stwie, dla któ­rego bu­dynki mają więk­szą war­tość niż ludz­kie ży­cie.

Bu­dy­nek Bo­otham Park po­wstał w 1772 roku jako Za­kład dla obłą­ka­nych hrab­stwa York. Jego na­zwa zmie­niała się przez lata, ale in­fra­struk­tura po­zo­stała taka sama. I choć wy­daje się, że prze­szli­śmy długą drogę od cza­sów, gdy lu­dzie cho­rzy psy­chicz­nie w ra­mach te­ra­pii byli pod­da­wani lo­bo­to­mii albo elek­trow­strzą­som, wciąż zo­stało nam jesz­cze dużo do zro­bie­nia. To, jak trak­tu­jemy cho­roby psy­chiczne w tym kraju, jest jed­nym z naj­więk­szych skan­dali na­szych cza­sów. Mam na­dzieję, że lu­dzie wkrótce to so­bie uświa­do­mią.

Na­sze zdro­wie psy­chiczne nie bę­dzie trak­to­wane po­waż­nie, do­póki nie za­czniemy o nim mó­wić. Mu­simy o nim krzy­czeć; mu­simy opo­wia­dać wszyst­kim do­okoła o tym, co się dzieje w na­szych gło­wach. To jest tylko moja hi­sto­ria. Mam ogromną na­dzieję, że gdy ją prze­czy­tasz, od­naj­dziesz w so­bie siłę, aby po­dzie­lić się wła­sną.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij