Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Byłam na sprzedaż - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 czerwca 2026
E-book: EPUB, MOBI
40,00 zł
Audiobook
42,99 zł
40,00
4000 pkt
punktów Virtualo

Byłam na sprzedaż - ebook

Była dziewczynką z ceną 9000 dolarów na metce. Dziś jest kobietą, której udało się uciec.

Prawie 15 milionów dziewcząt na świecie jest co roku zmuszanych do małżeństwa. Jedną z nich miała być Sonita Alizada.

Gdy po raz pierwszy wystawiono ją na sprzedaż, miała dziesięć lat i sądziła, że to tylko zabawa w przebieranki. Szybko zrozumiała, że w jej kulturze ślub jest dla panny młodej raczej rodzajem pogrzebu. Kiedy pierwsza transakcja nie doszła do skutku, Sonita znów trafiła na rynek matrymonialny – została wyceniona na 9000 dolarów. Tyle potrzebowała jej rodzina, by opłacić żonę dla jej brata. Od niej samej oczekiwano posłuszeństwa: miała dzielić łoże z nieznajomym mężczyzną, urodzić mu dzieci, a potem przekazać im w spadku ten sam koszmar, jaki był jej udziałem.

Ale Sonita chciała czegoś więcej.

To opowieść o ucieczce z Afganistanu i drodze ku wolności – historia dziewczyny, która zamiast milczeć, zaczęła mówić własnym głosem, wyzwoliła się z przemocy i dziś realizuje swoje marzenia: robi w Stanach zawrotną karierę raperki. Ale przede wszystkim jest to książka o nietraceniu nadziei.

Sonita Alizada (ur. w 1996 r. w Heracie, Afganistan) – afgańska raperka, poetka i aktywistka na rzecz praw dziewcząt, znana z występowania przeciwko przymusowym małżeństwom i przemocy wobec kobiet.

Po ucieczce jej rodziny z Afganistanu dorastała jako nielegalna uchodźczyni w Teheranie. Jako dziesięciolatka miała zostać wydana za mąż, a gdy sześć lat później groziła jej kolejna sprzedaż, napisała utwór „Córki na sprzedaż” (znany też jako „Panny młode na sprzedaż”), który szybko stał się viralem i przyniósł jej międzynarodowy rozgłos.

Jej historia została przedstawiona w filmie dokumentalnym „Sonita” w reżyserii Rokhsareh Ghaemmaghami – obraz miał premierę na Sundance Film Festival w 2016 roku i zdobył tam m.in. Grand Jury Prize i Audience Award w sekcji World Cinema Documentary.

Od 2015 roku mieszka w USA. Studiowała na Bard College (m.in. muzykę i prawa człowieka); swoją twórczość oraz wystąpienia publiczne wykorzystuje do działań na rzecz edukacji i wolności wyboru dla dziewcząt.

Jedna z „BBC 100 Women” 2015 roku, laureatka Nagrody Matki Teresy, a także wielu innych wyróżnień. Jej historia została opisana w ponad 150 publikacjach w 20 krajach przez tak znane media jak CNN, NPR, BBC, „Cosmopolitan”, „Forbes”, „Time” i „Teen Vogue”.

„Jej pogodny, pełen energii głos sprawia, że ta trudna historia wydaje się lekka, optymistyczna i pełna nadziei. Klarowna narracja ujawnia natomiast talent Sonity nie tylko jako autorki tekstów piosenek, lecz także jako pisarki. To podnoszące na duchu wspomnienia najsłynniejszej afgańskiej raperki”.

„Kirkus Reviews”

„Bezpośrednia proza Alizady skutecznie oddaje utratę niewinności, gdy narratorka zaczyna rozumieć ciężary nakładane na kobiety… To inspiruje”.

„Publishers Weekly”

 

„Byłam na sprzedaż” zdobyła Alex Award – wyróżnienie dla książek pisanych z myślą o dorosłych, które są wartościowe i satysfakcjonujące również dla młodzieży.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8444-626-3
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

WOJNA I NADZIEJA

Dlaczego się uśmiechasz, Sonito? – zapytała mnie cicho Latif, moja starsza siostra. Nie chciała przeszkadzać Babie, naszemu ojcu, który donośnie recytował Koran, jakby Bóg głęboko zasnął. Nie potrafię sobie przypomnieć, ile razy Baba błagał Allaha, by ten zakończył wojnę nawiedzającą nas częściej niż sam Bóg.

Bum! Bum! Pociski spadały jeden za drugim, a nasza martwa mroczna piwnica ożyła. Serca członków mojej rodziny biły szybciej niż serce potężnej wojny w zakątku naszej dzielnicy. Baba wielokrotnie wołał imię Boga – i nawet przez myśl mu nie przeszło, że może Bóg nie złoży nam wizyty, bo jest godzina policyjna, albo że próbował przyjść i nas uratować, ale talibowie go zastrzelili za złamanie ich prawa. W końcu Afganistan nie może mieć dwóch władców.

– Och, popatrz na to – szepnął mi do ucha Razeq, mój starszy brat. Ułożył dłonie przed lampą gazową, tworząc zwierzęcy cień, a ja się uśmiechnęłam i uspokoiłam. To była trzecia, może czwarta noc, odkąd opuściliśmy nasze ciepłe materace. Ukryliśmy się w najdalszym kącie zatęchłej ciemnej piwnicy, żeby nie znalazły nas kule, które kiedyś mojego brata Nasera zraniły w klatkę piersiową.

Kiedy odgłosy strzałów rozdzierały powietrze, Razeq nie zakrył mi uszu, jak zrobił to poprzednim razem. Niektórzy z nas przyzwyczaili się już do ryczącej na zewnątrz wojny, która zagrażała naszemu życiu. Myślę, że Razeq jako jedyny się nie bał. Wypowiadał imię Boga tylko wtedy, kiedy Baba patrzył mu na usta. „Kochany Boże, jesteś wszechmogącym Bogiem, który dał nam życie, jeśli więc taka twoja wola, odbierz je, ale wybacz nam nasze grzechy”. Baba odmawiał podobną modlitwę za wszystkich, nawet za mnie. Powiedziano mi, że choć mam dopiero pięć lat, jestem najmłodsza z rodzeństwa i nie popełniłam żadnych grzechów, Baba i tak włączył mnie do modlitwy.

Nana, moja matka, przestała się modlić i usiadła obok mnie z Zią, moją siostrą, obejmując nas obie. Nie było zimno, mimo to drżała. Przy niej poczułam się nieco bezpieczniej, chociaż byłam głodna i senna.

Jako małe dziecko nie do końca pojmowałam istotę sekund, minut i godzin, ale kiedy siedzieliśmy zamknięci w piwnicy, było tak, jakby jeden z pocisków trafił w zegar i go zatrzymał. Mała lampa gazowa – jedyne światło w ciemności – powoli się wypalała. W przeciwieństwie do innych nocy nie słyszeliśmy szczekania psów ani cykania świerszczy, nawet księżyc ukrył się za chmurami. Wszędzie zapanował strach. Ostatnie pociski pędziły, by uderzyć w budynki, w domki dla ptaków, w dorosłych, dzieci, a nawet w dusze fruwające po niebie i szukające spokoju. Nie słyszałam więcej strzałów. Nadzieja, która nas opuściła, ponownie znalazła drogę do piwnicy i pozwoliła uwierzyć, że jutro nadal będziemy żyć.

——————

Nazajutrz po przebudzeniu usłyszałam warkot maszyny do szycia Nany; przypuszczalnie szyła mi sukienkę na święto Eid. Jest to największe święto muzułmanów, które może rozjaśnić ciemność, przynieść szczęście smutnym ludziom, radość złamanym sercom oraz zaprowadzić pokój pomiędzy zaprzysięgłymi wrogami. Tego dnia nikt nie potrafi odróżnić biednych od bogatych, a bogatych od biednych. Wszyscy ubrani są z największą starannością i jednakowo traktowani przez przechodniów.

Słyszałam, jak Latif i Zia chodzą po frontowym podwórzu i kłócą się, która będzie sprzątała i gotowała.

– Dlaczego nie każesz Zaherowi posprzątać? – Zia zadała pytanie, które trwale wryło mi się w pamięć, tak często je powtarzała. Jak zawsze do frustracji doprowadzał ją Zaher, nasz najmłodszy brat, uprzywilejowany tylko dlatego, że był chłopcem.

Przypuszczalnie z tego powodu za każdym razem na widok spadającej gwiazdy Zia krzyczała: „Chcę być chłopcem!”. Nauczyła się tego zdania od Latif, która nauczyła się go od Aziz, naszej najstarszej siostry. Ja z kolei nauczyłam się go od Zii. Ale czy kiedykolwiek pragnęłam być chłopcem?

– Umycie twarzy w zimnej wodzie pomoże ci się obudzić – zawołała Nana z drugiego końca wspólnego pokoju. Chciałam jeszcze pospać. Wokół panował spokój, jakby szalejąca zeszłej nocy wojna była tylko sennym koszmarem.

Baba wiedział, że opuszczenie domu oznacza przejście obok bojówek talibów, którzy w nocy do nas strzelali. On i moi bracia szukali pracy, a coraz trudniej było ją znaleźć, bo wojna przybierała na sile.

– Musisz to przymierzyć – powiedziała Nana, łącząc kawałki materiału.

Ekscytacja związana z nową sukienką zachęciła mnie do wyjścia z łóżka. Sukienka była akurat w moim rozmiarze, pasowała lepiej niż ta, wciąż na mnie za duża, którą uszył sławny krawiec w naszej starej dzielnicy.

Podobnie jak reszta rodziny Nana nie umiała czytać ani pisać, ale nigdy się nie myliła w pomiarach. Poznała mój rozmiar, przytulając mnie.

– Piękna! – wykrzyknęłam.

Ucieszyła się, że sukienka tak bardzo mi się spodobała.

Kilka dni przed Eid byliśmy tak podnieceni, jakby święto już trwało. W przeddzień na naszym stole znajdą się różnego rodzaju produkty z miasta Herat: suszone i świeże owoce, ciastka, prażone orzechy i upieczone przez Nanę ciasto qalef, na które warto czekać nawet przez cały rok.

Sukienka stanowiła dowód, że do święta Eid pozostało już niewiele czasu. Ciągle przeglądałam się w wielkim lustrze w pokoju Razeqa. Sekretnym pokoju. Cztery ściany zakrywały długie proste zasłony, ale za nimi krył się nowy wielobarwny świat zakazany przez talibów – i Babę.

Nana wiedziała o pokoju; myślę, że tajemnicę znali wszyscy z wyjątkiem ojca. Były tam plakaty z bollywoodzkimi aktorkami bez hidżabów, łabędzie w kształcie serca, fotografie zachodów słońca z dwojgiem lub więcej całującymi się kochankami, zdjęcia natury, błękitnych mórz oraz ikony afgańskiej muzyki, Ahmada Zahira o pięknych włosach. Jednym słowem: wszystko, co było zakazane w Afganistanie.

Talibowie ogłosili, że jeśli znajdą plakaty niezwiązane z islamem, winny zostanie ukarany i poddany publicznej egzekucji. Na ścianach w pokoju Razeqa dość było dowodów wystarczających na wyrok śmierci. Bardzo martwiło to Nanę, która robiła mu wykłady o konsekwencjach łamania reguł ustanowionych przez talibów. Powtarzała, jak ważne jest stosowanie się do Koranu i modlenie pięć razy dziennie. Razeq jednak był kompletnie głuchy na jej słowa.

Nadal wpatrywałam się w swoje odbicie w pękniętym lustrze, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Natychmiast do nich pobiegłam, pragnąc pochwalić się sukienką przed nowo przybyłym. Okazało się, że przyszedł Razeq z Marjan, którą kochał bardziej niż Boga, jak kiedyś oznajmił na głos. Baba wkrótce kazał mu za to zapłacić. Marjan miała piętnaście lat, była o rok młodsza od Razeqa. Zdaniem Nany różnica wieku była zbyt mała – mężczyźni zwykle żenili się z kobietami co najmniej trzy lata młodszymi. Razeqa jednak zupełnie to nie obchodziło, nawet gdyby Marjan była od niego starsza, kochałby ją tak samo.

Nana nie lubiła, kiedy Marjan bywała u nas w domu. Obawiała się jej młodszego brata, może dwa lata starszego ode mnie, który czasami eskortował ją do nas. Tym razem go nie było, prawdopodobnie w drodze towarzyszył jej Razeq.

– Salaam, Marjan – powiedziała Latif, całując przybyłą w oba policzki.

Marjan spojrzała na mnie i stwierdziła:

– Kokosto, wyglądasz olśniewająco! – Zawsze nazywała mnie moim przydomkiem, oznaczającym śmiejącą się gołębicę. – Zobaczysz moją suknię, jest w tym samym kolorze! – dodała, gdy Razeq prowadził ją do swojego pokoju.

– Chodź tu! – Brat wrócił do nas na frontowe podwórze. Złapał mnie za ręce i zaczął mną kręcić wokół siebie, a w końcu puścił.

Starałam się odzyskać równowagę – cały świat wirował. Bum! Przewróciłam się.

– Ha, ha! – usłyszałam śmiech brata. Tę część zabawy lubił najbardziej. Śmiał się i śmiał, idąc do studni, by umyć zakurzoną twarz i dłonie świeżą zimną wodą.

– Znowu rzuciłeś pracę? – zapytała go Nana.

– Cii, Marjan tu jest, Nano – odparł szeptem, żeby dziewczyna się nie dowiedziała, że będzie miał kłopoty. Zdawał sobie sprawę, że przekonanie Nany nie jest łatwe, wymaga czasu i energii, a on chciał całą uwagę poświęcić ukochanej.

– Masz zły wpływ na swoje samotne siostry – oznajmiła Nana. – Jeśli jeszcze raz złamiesz zasady, rzucisz pracę albo skłamiesz, pomogę ojcu połamać ci kości.

– Umowa stoi! – odparł Razeq. Wiedział, że Nana zawsze, niezależnie od okoliczności, będzie go wspierała. Wytarł twarz jej długim szalem i szybko wrócił do pokoju.

Zaskoczyło mnie, że Latif nie okazuje niezadowolenia, choć poza zwykłymi obowiązkami musi jeszcze przygotować dla nich poczęstunek. Myślę, że kochała Marjan, a może należałoby powiedzieć, że kochała wszystkich gości, ponieważ nie wolno jej było opuszczać domu, przez co nie miała możliwości nawiązywania przyjaźni.

Latif napełniła stary czajnik wodą i postawiła go na dwóch prętach nad paleniskiem. Dodała drewna, przyłożyła zapałkę pod plastikowy worek i zaczęła dmuchać na polana, które powoli się tliły.

– Ten nieostrożny chłopak pewnego dnia sprowadzi na nas wszystkich niebezpieczeństwo – powiedziała do siebie Nana.

Słyszałyśmy śmiech Razeqa i Marjan. Żałowałam, że nie mogę być z nimi w pokoju. Latif przypuszczalnie żałowała, że nie może przeżyć miłości. Wolno jej było jedynie zakochiwać się w bohaterach bollywoodzkich filmów, których nazywałyśmy „nieprawdziwymi ludźmi”.

Kiedyś Aziz zapytała Nanę o historię jej miłości.

– Nie było żadnej miłości – odparła Nana. – Wasz Baba zbudował mojemu ojcu dom, a on w rewanżu oddał mnie waszemu ojcu. Wymieniono mnie na dom. – To krótkie zdanie zamykało sprawę, jakby jej życie się skończyło, kiedy sprzedano ją za żonę. – Ale nie żywcie nienawiści do dziadka – ciągnęła. – Wszyscy tak robią, wydają córki w młodym wieku za mężczyzn, których one nie znają. Nie ma znaczenia, czy się kochają, czy nie, bo uczucie w końcu nadejdzie po ślubie. – Nana zwykle w ten sposób odpowiadała na pytania o miłość.

Wiedziałam, że okłamuje Aziz. Była żoną Baby od wielu lat, urodziła ośmioro dzieci i nadal ani go nie kochała, ani nie lubiła. Ledwo mogła znieść, że nocą koło niego śpi. Czasami używała mnie jako barykady, którą kładła między sobą a Babą.

Słuchając, próbowałam sklecić drewnianą lalkę, moją pierwszą, tak jak kiedyś pokazała mi Latif.

– Pomogę ci – powiedziała. Skróciła patyk podtrzymujący głowę, ręce i nogi. Poza tym lalka stanowiła zbiór skrawków, które zostawały Nanie podczas szycia, i miała zawierać w sobie wszystkie cechy charakterystyczne dla takiej zrobionej w domu zabawki.

Kiedy Latif po raz ostatni poprawiła jej włosy, pobiegłam do drugiego pokoju i zaczęłam się bawić. Potem usłyszałam, jak Zaher i Latif rozmawiają o wujku Ghanim. Nie było nic przyjemniejszego od wizyt w jego domu, gdzie jedliśmy czekoladę i oglądaliśmy filmy na czarno-białym telewizorze! To właśnie bollywoodzkie produkcje zainspirowały Babę do zrobienia ze mnie czarnej owcy w rodzinie – nadał mi imię Sonita, podczas gdy całe moje rodzeństwo miało imiona z Koranu.

Kiedy przyszliśmy do wujka Ghaniego, Baba przypomniał mi, żebym pocałowała go w rękę na znak szacunku. Wujek był zbliżony wiekiem do Baby, ale nie tak siwy jak on. Jeśli byłam gdzieś z nimi oboma, ludzie myśleli, że Baba jest moim dziadkiem, a wujek ojcem.

Przywitaliśmy się, po czym zaprowadzono nas do pokoju na parterze, gdzie spotykaliśmy się co tydzień. Po kilku minutach starsza córka wujka, bliska przyjaciółka Latif, przyniosła nam herbatę i czekoladę.

To była okazja, by zapomnieć o świecie na zewnątrz. Wujek i jego starszy syn Hasan znieśli z dachu telewizor. Nana, Latif, żona wujka, która nazywała się Khala Zarifa, i ich dwie starsze córki zabrały się do zasłaniania okien. Poświata z odbiornika stanowiła wielkie ryzyko, oglądanie telewizji było zakazane. W chwili, gdy wujek włączył urządzenie, kobiety przestały plotkować, starsi pośpiesznie kończyli modlitwy, chłopcy porzucili zabawę, a ja oderwałam wzrok od czekolady. Wszyscy utkwiliśmy spojrzenia w ekranie. Czasami to oglądanie innego świata wywoływało w nas odczucie, że nie mamy nic, choć równocześnie mamy wszystko.

– Jaki przystojny! – skomentowała Latif odtwórcę głównej roli, zaraz jednak ściszyła głos. Musiała uważać na to, co mówi.

W pokoju panowała kompletna cisza, a my poddawaliśmy się urokowi filmu. Nikt z nas nie znał hindi, ale odczytywaliśmy przebieg fabuły z gestów i mimiki aktorów.

Baba siedział ze mną i wujkiem w pierwszym rzędzie. Chociaż nie cierpiał widoku kobiet bez hidżabów, musiał obejrzeć film do końca, by poznać rezultaty dramatycznych wydarzeń.

– Z kim wczoraj w nocy walczyli talibowie? – zapytał wujek, jakby Baba wrócił z pierwszej linii frontu.

– Przypuszczalnie ze zwolennikami Ismaela Khana – odparł Baba.

– Trochę to dziwne, że dzisiaj nie słychać strzałów.

– Talibowie wygrali i mają całe miasto pod kontrolą, po co więc mieliby marnować kule?

Po chwili wujek powiedział:

– Poprosiłem cię, żebyś dzisiaj wieczorem przyszedł do mnie z rodziną, bo to nasze ostatnie spotkanie, Payandeh. Jak zauważyłeś, sprzedaliśmy większość dobytku, żeby zebrać pieniądze dla szmuglera, który przeprowadzi nas do Iranu.

– Ale dokąd pójdziesz? – spytał Baba. – Tutaj przynajmniej masz miejsce, w którym możesz się ukryć.

Wujek odparł, że wyjeżdżają, ponieważ nie zamierzają ciągle się ukrywać.

– Chcemy żyć i oddychać swobodnie – mówił. – Popatrz na tych ludzi w telewizji. Nie chciałbyś żyć jak oni? W pokoju? Iran nie jest daleko stąd. Przemytnik doprowadzi nas tam w kilka dni.

Myślę, że wszyscy w izbie ich słyszeli. Gdyby ktoś chciał, żeby umilkli, musiałby zebrać się na odwagę, by poprosić starszych o spokój, dlatego rozmowa trwała, aż zasnęłam.

Uświadomiłam sobie, że film się skończył, kiedy ocknęłam się na plecach mojego starszego brata Nasera, który niósł mnie do domu po zabłoconych drogach. Gwiazdy świeciły tak jasno, jakby dopiero powstały. Słyszałam jedynie świerszcze, odgłosy kroków i rozmowę Baby z Naną o bliskiej podróży wujka. W ich głosach brzmiało poczucie winy, jakby talibowie mogli podsłuchać szczegóły planu.

– W łaźni publicznej słyszałam mnóstwo historii o ludziach uciekających do Iranu – powiedziała Nana. – Wygląda na to, że jest tam o wiele bezpieczniej niż tutaj.

Nie wiedziałam, czy powiedziała to, żeby Baba tak się nie martwił długą podróżą czekającą wujka, czy też chciała, byśmy poszli w jego ślady. Jeśli tak, czy to oznaczało, że będziemy żyć jak ludzie, których oglądaliśmy na filmach?

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij