Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Café Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
2699 pkt
punktów Virtualo

Café Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia - ebook

„Café Chaos. Rodzinka nie do ogarnięcia” to zabawna i poruszająca opowieść o dorastaniu, rodzinie i próbie utrzymania się na powierzchni, gdy wszystko wokół wydaje się jednym wielkim chaosem. Hope Crumble mieszka razem z rodzicami, starszą siostrą Stacey i kuzynem Connorem w mieszkaniu nad rodzinną kawiarnią – Café Crumble. To miejsce pachnące ciastem, wypełnione gwarem głośnych rozmów i niekończących się pomysłów na ratowanie podupadającego biznesu.

Hope właśnie zaczyna naukę w liceum. Na szczęście nie jest sama – towarzyszy jej Leila, najlepsza przyjaciółka, na którą zawsze można liczyć. Niestety, w jej życiu ponownie pojawia się Skyla – dziewczyna, która lubi rozdawać karty w szkolnej hierarchii i nie zamierza zmieniać swoich zasad. Gdy problemy w szkole zaczynają mieszać się z trudną sytuacją w kawiarni, Hope musi nauczyć się, jak być sobą, bronić się przed presją i jednocześnie wspierać rodzinę.

Książka z humorem, ale i dużą wrażliwością pokazuje codzienność zgranej, ale momentami chaotycznej rodziny. Porusza ważne tematy: przyjaźń, szkolne relacje, hejt, pieniądze i poczucie własnej wartości. Pełna uroku fabuła, autentyczni bohaterowie i liczne ilustracje sprawiają, że „Café Chaos” to idealna lektura dla młodych czytelników, którzy szukają historii bliskiej życiu – zabawnej, szczerej i bardzo prawdziwej.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8425-940-5

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Hope! – woła mama z dołu schodów. – Schodź już! Chcę zrobić zdjęcie z okazji pierwszego dnia szkoły.

– To będzie musiało zaczekać – odpowiada jej tata. – Mamy duży ruch.

– Ale to przecież wyjątkowy dzień. Dwa razy cappuccino, tak? Na wynos? Już się robi. – Mama szybko traci wątek.

Teraz powinnam chyba wspomnieć, że moja rodzina prowadzi kawiarnię. O ósmej rano zawsze rojno w niej jak w ulu.

Schodzę stromymi, wąskimi schodami, które oddzielają nasze mieszkanie od strefy niekończącej się pracy, i wchodzę do jasno oświetlonej, gwarnej KAWIARNI POD KRUSZONKĄ.

Jestem dumna ze swojej rodziny i z tego, jak wszyscy ciężko pracują. Sęk w tym, że żyjemy pod dyktando grafiku kawiarni – zwłaszcza godzin szczytu. Możemy coś zaplanować tylko w czasie, gdy przez lokal akurat nie przewija się tabun klientów. (Szczególnie teraz, gdy krucho u nas z kasą po NĘDZNYM KWARTALE ).

Mama wybiegła kiedyś od fryzjera z mokrymi włosami, bo tata wysłał do niej esemesa z informacją, że w naszym mia-steczku zepsuł się autokar wiozący staruszków na wycieczkę do Warwick i cała grupa zamierzała przeczekać czas naprawy w KAWIARNI POD KRUSZONKĄ.

No dobrze, to i tak zawsze wypływa, więc lepiej wyjaśnię od razu – nazywam się Hope Kruszonka. Brzmi znajomo, prawda?

Tak, wiem. Ale rodzice uznali, że skoro już mamy takie nazwisko, to dlaczego by nie iść na całość? Poza tym szarlotka pod kruszonką babci Margery nie ma sobie równych – to nasz popisowy deser, od którego wszystko się zaczęło. Babcia nawet zdobyła za niego NAGRODĘ.

Cóż, nie uważam, żeby ta gra słów była szczególnie błyskotliwa, a jednak oto jesteśmy – państwo Kruszonkowie z Kawiarni pod Kruszonką.

Moja rodzina to całkiem sympatyczne towarzystwo. To znaczy, rozumiecie, jak na chaotyczną gromadę wiecznie rozkojarzonych gaduł z obsesją na punkcie ZYSKÓW I STRAT , którzy absolutnie nie doceniają moich MAGICZNYCH SZTUCZEK . Dzięki rodzince mam co jeść i w co się ubrać, a czasem mogę liczyć także na nieocenione rady w stylu: „Jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy”. Na przykład wtedy, gdy odmawiają kupienia mi biletu na koncert za sto dwadzieścia sześć funtów.

W rodzinie jestem „tą cichą”, lub, jak twierdzi mój szesnastoletni kuzyn Connor, na tle konkurencji zdecydowanie brakuje mi polotu i dobrej gadki. Ja wolę myśleć, że jestem DOWCIPNA i potrafię MÓWIĆ Z SENSEM .

– Ach, świetnie, już jesteś! – Mama uśmiecha się i macha do mnie, gdy za moimi plecami rozlega się kliknięcie zamka szyfrowego. – Jeśli nie pijesz mleka krowiego, mamy sojowe i kokosowe – informuje klientkę.

Przyglądam się, jak mama obsługuje jeszcze trzy osoby, i uświadamiam sobie, że zaraz muszę wychodzić, jeśli chcę iść do szkoły ze swoją najlepszą przyjaciółką, Leilą (a chcę, i to bardzo).

Kolejne kliknięcie zamka sygnalizuje przybycie Connora – kuzyna z OBSESJĄ NA PUNKCIE BIZNESU .

– Z drogi – rzuca.

– Connorze! – woła mama. – Możesz mnie przez chwilę zastąpić? Chcę zrobić Hope zdjęcie.

– Wybacz, ciociu Bren, nie mam czasu.

– Americano na wynos, już się robi! Czy w takim razie ty możesz zrobić zdjęcie Hope? – Mama nie zamierza się poddać.

– Przepraszam, ciociu, na to też nie mam czasu. Muszę iść, na pewno zaraz będzie tu spokojniej.

– Ta kolejka tak szybko się nie przerzedzi – zauważam.

– Rety. – Connor odzywa się przesadnie wysokim tonem, wyraźnie sugerując, że użyłam ZBYT WYSZUKANEGO słowa.

„No to jak, kuzynku? – rzucam w myślach z przekąsem. – Brak mi POLOTU czy raczej mam FANTASTYCZNE i ORYGINALNE wyczucie słów?” – Oczywiście tego też nie mówię na głos. Nie wolno nam się kłócić w kawiarni. Już nie.

– Miłego pierwszego dnia w szkole, mugolko – woła Connor i wychodzi.

No dobrze, możliwe, że w domu wciąż krąży nieco przestarzały żart o tym, że wyczekuję swojego listu z Hogwartu. Cóż, jak widzicie, to się NIE wydarzyło, ponieważ dziś zaczynam naukę w Iskington High. (Albo – jak z czułością, albo z niepokojem, nazywają ją uczniowie – w ISKROWNI ).

Zaraz po wyjściu Connora dzwoneczek nad drzwiami rozbrzmiewa ponownie, a wtedy do kawiarni wchodzi moja dziewiętnastoletnia siostra, Stacey, ubrana w strój do jogi.

– Stacey! Jak dobrze, że jesteś! Możesz mnie na chwilkę zastąpić? – Mama uśmiecha się promiennie. – Sześć razy cappuccino, zaraz podam. Muszę zrobić Hope zdjęcie.

– Mamo, widziałaś samochód dostawczy na zewnątrz? – pyta Stacey. – To do nas?

– Co? Nie. Przecież mieli tu być dopiero za dwie godziny. Nie mogę… Stacey, wskakuj za ladę.

Stacey niespiesznie rusza na stanowisko.

– To nie jest moja prawdziwa praca – informuje czekających w kolejce klientów. – Tak właściwie to jestem AKTORKĄ .

– Sześć razy cappuccino – warczy do niej tata z kuchni, na co Stacey zabiera się do pracy, ale nie jest tak szybka jak mama. – No już, pośpiesz się – dodaje tata.

– Może wyobraź sobie, że masz zagrać rolę kogoś, komu zależy na pracy – podpowiadam.

Mimo całego tego ZGIEŁKU doskonale słyszę, jak tata prycha z kuchni.

To nie tak, że nie przepadam za Stacey i mam w nosie jej ARTYSTYCZNE AMBICJE oraz marzenia o aktorstwie. To wszystko kosztuje ją wiele WYSIŁKU , za co chylę czoła. Problem tkwi w tym, że w szóstej klasie kilka razy przyszła odebrać mnie ze szkoły w teatralnym kostiumie: staromodnej sukni i czepku, ponieważ chciała „wczuć się w rolę” przed nadchodzącym przesłuchaniem.

To było totalnie

ŻENUJĄCE.

Wiem to, bo Skyla Lipton stwierdziła: „Chryste, to totalnie ŻENUJĄCE ” na tyle głośno, że WSZYSCY wokół to słyszeli.

Mama zagląda z powrotem do kawiarni.

– Nie wierzę, to jednak nasza dostawa! Muszę się zająć tym bałaganem – mówi i ponownie znika.

– Czy wciąż chcesz zrobić to zdjęcie? – wołam za nią.

Mama wraca na sekundę, sprawiając wrażenie ZESTRESOWANEJ i NIEOBECNEJ .

– Tak! Proszę… yyy… Zrób sobie selfie! Miłego dnia! Kocham cię. – I już jej nie ma.

Podnoszę telefon i robię sobie selfie, które, nie da się ukryć, wychodzi trochę przygnębiająco. Wyglądam na smutną. Robię drugie, na którym przynajmniej unoszę brew, jakbym lekko ironicznie komentowała tę ABSURDALNĄ sytuację.

Klient obok przewraca oczami i kręci głową. Chyba uznał, że jestem kolejną zapatrzoną w telefon nastolatką.

– Mama mnie o to prosiła – tłumaczę, ale on udaje, że nie słyszy.

Nie mogę się doczekać rozpoczęcia nauki w nowej szkole, gdzie w odróżnieniu od tego miejsca mam nadzieję zaznać nieco

ŁADU.

Sądzę, że w szkole średniej raczej nie zdarza się, by nagle odwoływano lekcje tylko po to, żeby wszyscy rozładowywali dostawę. A właśnie tak wyglądały moje ósme urodziny, które rodzice urządzili w kawiarni.

Impreza odbyła się w niedzielne popołudnie, kiedy to mieliśmy wspólnie dekorować babeczki, korzystając z tego, że kawiarnia była już zamknięta. Wtedy mama nagle stwierdziła, że nie starczy miejsca na dekorowanie dla wszystkich gości, ponieważ rano przyjechała GIGANTYCZNA dostawa. Ostatecznie zmieniła zapowiedzianą atrakcję urodzinową w otwieranie kartonów. Nawet rozdała nam specjalne nożyki, co według niektórych było super, dopóki Skyla Lipton nie stwierdziła, że to ŻENUJĄCE i trochę NIEBEZPIECZNE .

Na szczęście Leila i ja wpadłyśmy na pomysł zabawy w udawany unboxing na YouTubie. Z tą różnicą, że zamiast wypasionych zabawek, jak u Ryana, trafiały nam się głównie puszki fasoli i rolki papieru toaletowego. No chyba że ktoś miał farta i trafił na chipsy.

W każdym razie – cała naprzód, do szkoły średniej, gdzie wreszcie będą jakieś ZASADY!

– Jesteś! – woła Leila, otwierając drzwi i robiąc piruet (jej mundurek już teraz wygląda o niebo lepiej niż mój). Obraca się jeszcze raz, a potem przybiera kilka póz à la Vogue, po czym kończy z rękami w górze i wygląda, jakby całe jej ciało obwieszczało: „tadaaa!”.

W odpowiedzi klaszczę i wiwatuję. Jej ENTUZJAZM od razu mi się udzielił.

– Czy to Hope? – Z salonu dobiega nas wołanie mamy Leili, pani Sary. – Wejdź, kochanie! Zrobię wam zdjęcie, to w końcu wyjątkowy dzień.

Już po chwili razem z Leilą pozujemy na różne sposoby: przytulamy się, robimy dzióbki, a potem kamienne miny, aż w końcu mama Leili prosi, żebyśmy przestały.

Oficjalnie jesteśmy gotowe na pierwszy dzień szkoły. Musimy tylko jeszcze do niej dotrzeć.

OMG!

– Na pewno nie chcecie, żebym was podwiozła? – pyta mama mojej przyjaciółki.

– Nie – odpowiada Leila. – To niedaleko, a my jesteśmy ŚMIAŁYMI kobietami Z KLASĄ .

– Moje maleństwo… – Pani Sara wzdycha, teatralnie kładąc rękę na sercu i wyglądając, jakby miała się zaraz popłakać. – Masz dość pieniędzy?

– Tak.

– Spakowałaś przekąski?

– Tak.

– Weźcie jeszcze to, no wiecie, na wszelki wypadek. – Mama Leili wciska nam po paczce chipsów.

– Pa, mamo. – Leila uśmiecha się do niej promiennie, gdy chowamy przekąski do nowych plecaków.

– Pa! Zachowuj się dobrze. Bądź miła. Ale nie daj sobie w kaszę dmuchać! I…

– Wiem, wiem. – Leila przewraca oczami i przytula mamę.

Kiedy ruszamy spod domu, pani Sara wciąż macha na pożegnanie.

– Bądźcie grzeczne! I bawcie się dobrze! – woła za nami.

– Twoja mama jest NAJLEPSZA – mówię.

– Wiem – przyznaje Leila, raz jeszcze odwracając się z uśmiechem. – Też jestem jej fanką.

Lubię to, jak blisko Leila jest ze swoją mamą. Pod koniec podstawówki nagle wszyscy zaczęli uważać, że narzekanie na rodziców to coś super. (Pewnie Skyla Lipton to wymyśliła).

Ludzie w szkole zaczęli wywracać oczami i rzucać komentarze w stylu: „ OMG , moja mama jest totalnie żenująca. Sądzi, że dobrze wygląda w tych ciasnych rurkach”. Albo: „Prawie umarłem, kiedy tata zapytał mnie, czy też słucham tego całego Justina Bieberlake’a. Skreślam typa!”. Skyla Lipton zawsze zgrywała wielką ekspertkę rodzicielskiego obciachu i tylko wszystkich nakręcała.

Coraz więcej osób zaczęło dołączać do zbiorowego narzekania, wyszukując w swoich rodzicach denerwujące cechy – tylko po to, żeby wziąć udział w rozmowie. Ale Leila nigdy tego nie robiła. Zawsze powtarzała, że kocha swoją mamę, która jest WSPANIAŁA .

Najbardziej niesamowite było to, że Leila jest tak PEWNA SIEBIE i PROMIENNA ,, że nikt nie śmiał nawet z nią dyskutować. Skyla musiała darować sobie swoje: „Jak możesz lubić swoją mamę, to takie żenujące” i zamiast tego wydusić z siebie coś w stylu: „To super, że masz fajną mamę”.

Potem niektórzy w klasie – na przykład Freddie Patterson – zaczęli mówić: „W sumie ja też lubię swoją mamę”. Ale byli też tacy, którzy zdawali się szczerze nie lubić swoich rodziców. George Hargreaves stwierdził, że jego mama to Darth Vader w wersji blond, bo dała mu szlaban po tym, jak naniósł błota na świeżo wyczyszczony dywan.

Uwielbiam Leilę za to, że jest SZCZERA i ZABAWNA . To moja

BRATNIA DUSZA.

W jej towarzystwie od razu czuję się lepiej. Cieszę się, że będziemy razem w nowej szkole.

I dobrze, że Skyla Lipton nie wybiera się do Iskington High. Pod koniec podstawówki awansowała na moją

sekretną wroginię.

Nie żebym się tym jakoś bardzo przejmowała. Wiem, że nie WSZYSCY będą za mną przepadać, i to zupełnie w porządku. Problem w tym, że w szkole to właśnie Skyla decydowała o tym, co było FAJNE , a co ŻENUJĄCE . Wolałabym mieć wroga, który nie rządzi wszystkim i wszystkimi, a co najwyżej zabiera głos w sprawach mniej kluczowych, na przykład jak poprawnie wymówić „wziąć”.

Skyla wyjeżdża z rodziną za granicę, bo jej tata dostał nową pracę, w której będzie zarabiał

KUPĘ KASY

(co z nieskrywaną satysfakcją nam oznajmiła).

Tak więc w końcu jestem WOLNA! Dość z uwagami, że śmieję się za GŁOŚNO ; dość z drwinami, że biegam jak babcia; dość z wrednymi sugestiami, że powinnam rozjaśnić włosy, bo tylko blond „mógłby jakoś uratować taką twarz”.

Zbliżając się do nowej szkoły, mijamy coraz więcej uczniów, więc zaczynam się SPINAĆ . W końcu docieramy pod główne wejście, gdzie przeciskamy się przez żółto-brązowy tłum. (Tak, mundurki w Iskrowni są megaatrakcyjne).

OMG , za sekundę wejdziemy do środka! Spokojnie, będzie dobrze. Jestem na to gotowa. Ale zaraz, czy to…

– Cześć! Leila! Hope! – Skyla Lipton we własnej osobie stoi przy ogromnym kontenerze na odpady i macha w naszą stronę.ROZDZIAŁ DRUGI

O rany , tylko nie to! Co ona tu robi?

– Leila! Hej! – woła, ciągle wymachując w naszą stronę. – Cześć, Hope. O rety, twój mundurek jest zdecydowanie za duży – komentuje ze śmiechem. – Wyglądasz w nim TAK DZIECINNIE .

– A ja uważam, że leży idealnie. – Leila uśmiecha się do mnie szeroko.

– Tak, tak, jest megauroczy – poprawia się Skyla.

– Myślałam, że przeprowadzasz się za granicę – rzucam sztywno.

– Och, no tak, plany się zmieniły – wyjaśnia Skyla. – Mój tata jednak nie chciał zmieniać pracy. Cała ta przeprowadzka byłaby zbyt męcząca – dodaje i odwraca się do Leili: – No i proszę, zaczynamy nową szkołę! Cieszę się, że was spotkałam, bo nie widzę tu nikogo znajomego. Wejdźmy razem do środka.

Gdy przeciskamy się przez główne wejście, niektórzy biegnąc, inni potrącając się nawzajem, od razu uderza mnie ten charakterystyczny zapach środków czyszczących do podłogi, który poczułam podczas dnia otwartego. Cóż, chyba właśnie tak pachnie DUŻA SZKOŁA.

– Och, Natasha! Czy to ty? Twoje włosy wyglądają bosko. – Skyla już po chwili znika nam z oczu.

Zerkamy na siebie z Leilą i parskamy śmiechem.

– No cóż, poszło szybko i w miarę miło – komentuje szorstko moja przyjaciółka, kiedy docieramy pod naszą salę, 7L.

– Mów za siebie. Ta dziewczyna zawsze próbuje mnie ośmieszyć – zauważam.

– Co masz na myśli?

– Przecież słyszałaś. Zasugerowała, że w tym mundurku wyglądam jak DZIECKO .

– Och, czasem brakuje jej taktu. – Leila wzrusza ramionami. – Nie sądzę, że to miało być złośliwe. Poza tym, kiedy mówi takie rzeczy, tak naprawdę ośmiesza tylko siebie, z pewnością nie ciebie. Nie powinnaś się tak przejmować.

W myślach staram się przyznać Leili rację, ale wciąż uważam, że Skyla ośmiesza bardziej mnie niż siebie. Moja przyjaciółka zgadza się, że Skyla Lipton LEKKO PRZEGINA , ale jest zbyt wyluzowana, żeby naprawdę się tym przejmować. (Poza tym Leila nigdy nie usłyszała, że jest taaaka żenująca). Ale to przecież nie jej wina, że jest COOL .

Pani Long – nasza wychowawczyni – jeszcze się nie zjawiła. Poznaliśmy ją, kiedy przyszła do Świętej Joanny, naszej podstawówki, żeby pogadać z nami o Iskington High. Potem spotkaliśmy ją jeszcze raz podczas dnia adaptacyjnego pod koniec zeszłego semestru, kiedy przyszliśmy tu na próbne lekcje i żeby ogarnąć, co gdzie jest. Kobieta wydaje się spoko. Chyba ją lubię.

W naszej sali mamy ławki ze schowkami, w których możemy trzymać książki, a na zewnątrz wieszaki na kurtki. Tu powinniśmy się pojawiać na sprawdzanie obecności i na godziny wychowawcze, pozostałe lekcje będą odbywać się w różnych salach na terenie całej szkoły. W budynku jest całe skrzydło naukowe z PRACOWNIAMI i PALNIKAMI GAZOWYMI! Dostaliśmy plany lekcji, żeby wiedzieć, co i jak, gdzie i kiedy.

Kiedy wchodzimy do środka, Skyla i Natasha już tam są.

– To jest mega, naprawdę ci pasuje – mówi Skyla do koleżanki.

– Och, no tak, więc jesteś z nami w klasie – odzywam się.

– Ekipa Świętej Joanny! Joł, joł! – wita się Natasha, udając DJ-a na imprezie.

– Obczajcie jej nową fryzurę! – woła z ekscytacją Skyla.

– To się nazywa ombre. – Natasha dumnie potrząsa głową, jakby była chodzącą reklamą szamponu. Końcówki jej włosów są wyraźnie jaśniejsze od reszty pasm.

– Ooo, super – komentuje Leila i podchodzi bliżej, żeby się przyjrzeć. – Wyglądają świetnie. – W odróżnieniu ode mnie moja przyjaciółka ma bzika na punkcie MODY . Czasami daję się jej odpicować.

– Nowa szkoła, nowe włosy – mówi z zadowoleniem Natasha.

– Nowa szkoła, nowy zegarek! – Skyla macha nadgarstkiem, chwaląc się nowiutkim smartwatchem, który właśnie komunikuje: „Przykro mi, nie wiem, jak ci w tym pomóc”.

– Ja mam nowe buty. – Leila nieśmiało wystawia jedną stopę, poruszając nią na boki.

Zapada krótka cisza, po której dziewczyny spoglądają w moją stronę.

– A ty dostałaś coś nowego, Hope? – pyta Skyla.

– No więc… – (Nie. Po NĘDZNYM KWARTALE jesteśmy totalnie spłukani). – Nie widzisz? – Postanawiam obrócić to w żart. – Mam zupełnie nowy mundurek. – Wskazuję na swój outfit. Gdzieś obok słyszę śmiech, ale nie wiem, czy to ze mnie się śmieją.

– Och, wiesz, miałam na myśli coś, dzięki czemu poczułabyś się bardziej dorosła. Nic? Jaka szkoda.

– O czym wy w ogóle mówicie? – Jakaś dziewczyna, która przysłuchiwała się naszej rozmowie, siada w ławce obok. Według tabliczki z imieniem umieszczonej na blacie nazywa się Abi G.

– Hmm, cześć? – odpowiada Skyla, robiąc urażoną minę.

– Wy tak na serio? Kto zaczyna nową szkołę od przechwałek? NIEWIARYGODNE . – Kręci głową wyraźnie rozbawiona, a potem odwraca się do mnie. – Cześć, jestem Abi. Mam mundurek z second handu. Nie przejmuj się nimi.

– Tak właściwie to była PRYWATNA ROZMOWA – oświadcza wyniośle Skyla. Nie lubi, gdy wytrąca się jej pałeczkę z rąk.

– To rzeczywiście świetny sposób na poznanie ludzi w nowej szkole – stwierdza sarkastycznie Abi i ponownie zwraca się do mnie: – Znasz je?
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij