-
nowość
-
promocja
Carrhae 53 p.n.e. - ebook
Carrhae 53 p.n.e. - ebook
W 54 roku p.n.e. Marek Licyniusz Krassus, jeden z najpotężniejszych ludzi w Rzymie, członek tzw. pierwszego triumwiratu (wespół z Gnejuszem Pompejuszem i Juliuszem Cezarem), który trząsł życiem politycznym Republiki, wyjechał jako namiestnik do Syrii, od niedawna rzymskiej prowincji. Pragnął sięgnąć po bogactwa Wschodu, a przy okazji poskromić zapędy władców partyjskich, którzy władali imperium rozciągającym się od Azji Mniejszej i Mezopotamii aż po obszary Dzisiejszego Afganistanu i Azji Środkowej.
W 53 roku p.n.e., mając pod rozkazami siedem legionów i silną jazdę ruszył na Partów. Liczył, że jego sojusznik, król Armenii Artabazes II, odciągnie uwagę partyjskiego króla królów Orodesa II, a on zada wrogom decydujący cios. Po przejściu przez Eufrat kontynuował marsz na wschód, gdy niedaleko miasta Carrhae niespodziewanie natknął się na partyjską konnicę pod wodzą Sureny. Rozgorzała bitwa, w której Partowie, mimo że znacznie mniej liczni, okazali się bardzo groźnym przeciwnikiem. Konni łucznicy raz po raz zasypywali gradem strzał rzymskie szyki, a ciężkozbrojni katafrakci usiłowali je rozerwać. Kontratakujące oddziały pod wodzą Krassusowego syna Publiusza zostały wciągnięte w zasadzkę i wybite. Bitwa zakończyła się ciężką klęską Rzymian. Tysiące żołnierzy zginęło lub dostało się do niewoli, a sam Krassus poniósł śmierć podczas odwrotu, gdy próbował negocjować z Partami. Tragiczne wieści z Syrii wywołały szok w Rzymie, który rychło pogrążył się w wojnie domowej. Dopiero ponad trzy dekady później Oktawian August odzyskał legionowe orły utracone przez Krassusa.
Te wydarzenia bardzo ciekawie przedstawia Paweł Rochala.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-19090-0 |
| Rozmiar pliku: | 13 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W 2025 roku dokończyłem zamierzchłą pracę o tym, jak przed wiekami pre-Irańczycy wystrzelali Rzymian z łuków. Proces wydawniczy ma swoje prawa i proszę – w 2026 roku temat ten stał się aktualny jak nigdy przedtem – ten region gore, strony konfliktu mentalnie podobne do pierwowzorów, a ostrzał, tyle że rakietowy i dronowy, główną bronią.
Na opisanie ostatniej bitwy triumwira Marka Licyniusza Krassusa wpadłem bardzo wcześnie, przy pracach nad _Powstaniem Spartakusa 73–71 p.n.e_. Rzymską część miałem wówczas rozpoznaną, podobnie jak mitrydatejski prolog od strony azjatyckiej. Sprawa przedstawiała się całkiem atrakcyjnie: bitwa wielka, dziejotwórcza, o czym w języku polskim niewiele napisano. Wiedziony myślą o palmie pierwszeństwa z końcem roku 2009, to jest wkrótce po zakończeniu prac edytorskich nad „Spartakusem…” (dotychczas trzy wydania), wziąłem się do studiowania, planowania i spokojnego pisania pierwszych rozdziałów _Carrhae 53 przed Chr_.
Po roku prac zbliżyłem się w opowiadaniu do punktu, w którym należałoby na własne oczy zobaczyć azjatycki szlak Krassusa, owe pagórki stepowo-pustynne, tak sposobne do działań jazdy, a zarazem tak utrudniające marsz pieszym Rzymianom. Należało choć trochę poczuć ten pył duszący w palącym słońcu, co go wtedy wzbijało ponad dziesięć tysięcy nieparzystokopytnych, na miejscu wyobrazić sobie sto tysięcy strzał na minutę, rzucających jedyny cień w samo południe na puste pole między konnymi strzelcami a pieszymi przeważnie celami. I już, już planowałem bliskowschodnią podróż krajoznawczą, gdy na fali „arabskiej wiosny” wybuchła wojna domowa w Syrii.
Jako że dotychczas każdą książkę bitewną tworzyłem, opierając się na wizji terenowej, temat Carrhae odłożyłem na później, naiwnie sądząc, że w rok–dwa z zamieszek między dwiema stronami konfliktu wyłoni się jakaś władza skuszona Pokojowymi Nagrodami Nobla. Co prawda dałoby się zaryzykować podróż i wtedy, bo jacyś polscy badacze na tamtym etapie konfliktu penetrowali interesujące mnie rejony, jednak mieli wsparcie instytucjonalne i / lub miejscowe znajomości, na które, jako osoba całkowicie prywatna, a zarazem kompletnie nieznająca miejscowych narzeczy, nijak nie mogłem liczyć. Bardzo zaciążyło też doświadczenie życiowe, którego nabrałem już na samym starcie starań bitwoznawczych, co niniejszym wyłuszczam.
Mianowicie wiosną 1988 roku mnie i kolegę (obaj maturzyści) zaaresztował patrol Ludowego Wojska Polskiego na polu bitwy pod Cedynią, po czym kilka godzin przesłuchiwali nas sierżant i porucznik. Małomówny podoficer nie rozumiał niczego, co się do niego mówiło, a przy tym ledwie składał koślawe litery. Za to oficer nie dość, że pisał naprawdę ładnie, to miał większe niż sierżant gadane i fantazję co do naszych dalszych losów. I choć niscy stopniem pogranicznicy rozumieli już od chwili pojmania, że ktoś może mieć pasję historyczną – co zwłaszcza sierżantowi (to on nas aresztował) tłumaczyli wytrwale – to jednak dwaj ich dowódcy nijak nie przyjmowali tego do wiadomości Uznali, że złapali szpiegów (dowody – aparaty fotograficzne), a zarazem dezerterów z Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (plecaki, kanapki i napoje). W końcu po pięciu godzinach wyjaśnień tudzież konsultacjach ze sztabem służbiści zrozumieli, że na nas karier nie zrobią, co najwyżej się wygłupią, co zamaskowali szeregiem połajanek, po czym wypuścili. Przecież czas zżarli, a na pole bitwy (3 km) nie podwieźli, choć stamtąd zabrali.
Po latach na wspomnienie tamtej przygody dopuściłem się myślowej analogii. Gdyby w razie zatrzymania w Syrii czy Turcji wyszło na jaw, że jestem oficerem pożarnictwa (mundurowy w strefie działań wojennych…), rozmowa z miejscowymi służbistami mogłaby przybrać jeszcze trudniejszy tryb niż z PRL-owskimi tępakami, tym bardziej że na ostrzeliwanej granicy pełno uchodźców i rozbójników. Pasjonat szukający śladów jakiejś bitwy sprzed dwóch tysięcy lat w sytuacji, gdy toczy się aktualna wojna, musiałby się jawić jako oszust o wyjątkowej bezczelności – tu giną ludzie, dzieci nie chodzą do szkół, całe regiony popadają w strukturalną biedę, a ten, jak gdyby nigdy nic, wycieczki sobie urządza! Nie mówiąc już o tych, co skrót nazwy ich ugrupowania wymawia się tak samo jak imię pewnej starożytnej bogini, z tą tylko różnicą, że z fonetyką angielską – bo nasi dziennikarze inaczej już „nie umią” (zresztą nawet rosyjskie nazwiska zapisują po angielsku, choć polska transkrypcja jest prosta i naturalna).
Ówczesne rachuby mnie zawiodły, bo z czasem wojna syryjska rozszerzyła się w najlepsze, czyli w najgorsze, na tyle, że dało się wykazać już nie dwie, ale cztery i więcej stron tego konfliktu. Temat Carrhae porzucałem więc na coraz dłużej, a wolne moce przerobowe przestawiałem z powodzeniem na inne projekty.
Cóż… czas wcale nie jest wartością względną, jak to w sposób niemożliwy do sprawdzenia twierdził pracownik urzędu patentowego Albert Einstein, tylko absolutnie bezwzględną, na co najlepiej wskazuje PESEL. A sytuacja w Syrii nadal jest daleka od stabilnej.
Jako że los Krassusa w imię utrwalania pamięci o nim nijak mi się nie uśmiechał, po ponad piętnastu latach od pierwszego „wbicia szpadla”, by wykopać fundament pod książkę, tę pamięć utrwalającą, zrobiłem poważny wyłom w przyjętych za młodu standardach opowiadania o bitwach i opisałem ostatnie zmagania tego niezbyt sympatycznego człowieka, nie depcząc osobiście terenów w okolicy tureckiego miasta Harran, co kiedyś zwało się Carrhae. Jest ono ciągle niedostępne dla zwiedzania ze względu na militarne obsadzenie terenu przez Turcję. Zatem – Czytelnicy, wybaczcie! – postanowiłem dłużej nie czekać i opisałem wszystko, jak umiałem najlepiej, wyłącznie zza biurka.
Czas był ku temu najwyższy, bo gdy na próżno czekałem na syryjski pokój, inni, w tym Polacy, wytwarzali i korygowali wiedzę wokół zagadnienia krassusowej wyprawy. Dzięki temu jest ona nieporównanie szersza i głębsza niż piętnaście lat temu. Ale też, choć nie jestem pierwszy, dowodnie przekonałem się, że jak dotąd nikt nie wpadł na moje pomysły:
1) rekonstrukcji tytułowych zmagań, w szczególności procesu decyzyjnego Krassusa odnośnie marszruty kampanii letniej 53 roku;
2) ustalenia roli Gajusza Kasjusza Longinusa w całym przedsięwzięciu, głównie w jego zakończeniu.
Nie zamierzam narzucać swoich wizji jako jedynie słusznych. Inni też długo myśleli nad tym, co się wydarzyło w Asyrii w czerwcu 53 roku przed Chrystusem – warto poznać wyniki tych wysiłków, co w odpowiednich miejscach książki nienachalnie wskazuję.
W ten sposób przeszliśmy do miejsca, w którym Szanownym Czytelnikom należy się odautorskie zwierzenie natury ogólnej: wyjaśnienie sposobu pisania książek popularnonaukowych.
Założyłem sobie bowiem dawno temu, żeby maksymalnie skracać dystans między czytelnikiem a opisywanym wydarzeniem. Temu właśnie służyły wizyty terenowe, czasem kilkakrotne, jak w Cedyni, Niemczy czy Kalkriese (Las Teutoburski). Dlatego objechałem Italię po śladach Spartakusa. Temu też służy każdorazowe oparcie się bezpośrednio na materiałach źródłowych. Materiały te każdy z badaczy zagadnienia ma dosłownie te same. Różni nas, opisujących zdarzenia, coś, co określa się charakterystycznym słowem: „interpretacja”.
Analizując teksty źródłowe, konfrontuję je (o ile jest ich więcej niż jeden) z terenem, porą roku, a i ludzką mentalnością pola walki. Wykorzystuję tu doświadczenia z akcji ratowniczych i prac sztabowych przy wielkich, długotrwałych zdarzeniach, w tym bezpośrednie obserwacje najważniejszych w kraju polityków w sytuacjach dla nich trudnych. Cudzą, gotową analizą danych źródłowych posługuję się tylko wtedy, gdy jest mi pomocna w zrozumieniu wydarzeń. Wielokrotnie przekonałem się, że zwłaszcza w uznanych pracach przekrojowych historycy nazbyt często relacjonują wprost to, co napisali starożytni (gdyby widzieli, co swego czasu z każdym słowem wczesnośredniowiecznego materiału źródłowego wyczyniali Gerard Labuda i Henryk Łowmiański…).
Zarazem bardzo rzadko wchodzę w polemiki z ustaleniami czy twierdzeniami innych autorów. Moje książki nie są dyskursami naukowymi, tylko przybliżeniami zamierzchłych dziejów w formie jak najbardziej przystępnej czytelnikowi niebędącemu zawodowym historykiem czy archeologiem. Nikomu niczego nie udowadniam, bo nie ma takiej potrzeby, a przy tym książki popularyzującej historię nie uważam za miejsce dobre ku temu. Wszelkie dyskusje czy konfrontacje przeniesione na treść wykładu powodują dyskomfort u czytelnika, który zamiast być świadkiem opisywanego wydarzenia, czuje się uczestnikiem jakiejś niezrozumiałej kłótni, która spycha na dalszy plan przedmiot sprawy.
Innymi słowy, piszę książki o wydarzeniach historycznych, a nie o tym, jak owe wydarzenia opisywali inni. Jednocześnie trudu pisarsko-badawczego poprzedników w opisywanej materii nie traktuję jako konkurencyjnego, więc w wielu przypisach wskazuję, gdzie go szukać, bo choć z zasady nie krytykuję, to przecież gdzieniegdzie nie mogę się powstrzymać od słów podziwu. Tym samym opracowanie z założenia jak najłatwiejsze w czytaniu tekstu głównego ciągnie za sobą w przypisach całkiem poważny aparat poznawczy w postaci tytułów druków zwartych oraz co ważniejszych artykułów.
Mam nadzieję, że nie tylko amatorzy historii, ale również zawodowcy z przyjemnością wezmą do ręki niniejszy tomik, a gdy odczują taką potrzebę, samodzielnie skonfrontują jego treść z dokonaniami innych autorów.
Paweł Rochala „Pożarolog”,
Skierniewice, czerwiec 2026 rokuZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Wszystkie daty, o ile nie podano inaczej, dotyczą czasów przed narodzeniem Chrystusa.
2. Polibiusz, _Dzieje_, VI.11, przeł. i oprac. S. Hammer, Wrocław 2005, s. 392.
3. Ze wstępu S. Łosia do: Marcus Porcius Cato, _O gospodarstwie wiejskim_, Wrocław 2006, s. VIII.
4. Więcej i bardziej szczegółowo o _cursus honorum_: D. Okoń, _Senatorski_ cursus honorum _w okresie republiki i wczesnego cesarstwa: wybrane zagadnienia,_ Poznań 2016.
5. O Gajuszu Mariuszu i skutkach jego reform wojskowych można przeczytać w opracowaniach: P. Rochala, _Imperium u progu zagłady. Najazd Cymbrów i Teutonów_. Warszawa 2007; M. Maciejowski, _Wojna jugurtyńska 111–105 p.n.e.,_ Zabrze 2008; P. Rochala, _Vercellae_ 101 p.n.e., Warszawa 2013.
6. Postać dyktatora Lucjusza Korneliusza Sulli i jego dokonania będą niejednokrotnie poruszane w dalszej części książki. Więcej o nim: Ł. Schreiber, _Sulla 138–78 p.n.e._, Zabrze–Tarnowskie Góry 2013.
7. Pompejusz doczekał się wielu opracowań zwartych. Po polsku: _Wybitni Rzymianie schyłku Republiki. Gnejusz Pompejusz Wielki_, red. N. Rogosz, Katowice 2018; P. Southern, _Pompejusz Wielki_, przeł. B. Mierzejewska, Warszawa 2004. Po angielsku: J. Leach, _Pompey the Great_. Biddles Ltd. 1978; R. Seager, _Pompey the Great: A Political Biography_, Wiley-Blackwell 2002. Po niemiecku: K. Christ, _Pompeius. Der Feldherr Roms. Eine Biographie_, Münich 2004; M. Dingmann, _Pompeius Magnus,_ Leidorf 2007.
8. _Pompejusz_ 14, Plutarch z Cheronei, _Żywoty sławnych mężów,_ przeł. M. Brożek, Wrocław 1997, s. 193.
9. Plutarch, _Pompejusz_ 22, s. 198.
10. O Lukullusie: S. Mrozek, _Ostatni wódz Republiki. Życie i działalność Lucjusza Licyniusza Lukullusa (II poł. I w p.n.e.)_, Gdańsk 2003; Ł. Bazentkiewicz: _Kampanie Lucjusza Licyniusza Lukullusa na Wschodzie 74–66 p.n.e_., Zabrze–Tarnowskie Góry 2017.
11. Stadium (gr. stadion) – starożytna miara długości wywodząca się z Grecji. Rzymskie stadium odpowiadało ok. 185 m. 400 stadiów to odległość mniej więcej 75 km.
12. O Cyceronie: K. Kumaniecki, _Cyceron i jego współcześni._ Warszawa 1989.
13. Appian z Aleksandrii, _Historia rzymska_ XII.94, przeł. L. Piotrowicz, Wrocław 2004, s. 563. Plutarch pisze o 200 okrętach i 15 legatach (Plutarch, _Pompejusz_ 25).
14. Wellejusz Paterkulus, _Historia rzymska_ II.32, przeł. E. Zwolski, Wrocław 2006, s. 82.
15. Plutarch, _Pompejusz_ 45, s. 214.
16. Kasjusz Dion Kokcejanus, _Historia rzymska_ 37.21, przeł. W. Madyda, Wrocław 2005, s. 195.
17. Wellejusz Paterkulus, _Historia rzymska_, II 40, s. 93.
18. Więcej o Krassusie zob. po polsku: P. Rochala, _Powstanie Spartakusa 73–71 p.n.e.,_ Zabrze 2009; M. Piegdoń, _Krassus. Polityk niespełnionych ambicji,_ Kraków 2011; po angielsku: A.M. Ward, _Marcus Crassus and the Late Roman Republic_, University of Missouri (Columbia) 1977; G.C. Sampson, _The Defeat of Rome in the East: Crassus, the Parthians, and the Disastrous Battle of Carrhae, 53 BC,_ Philadelphia 2008.
19. Plutarch, _Krassus_ 1, Plutarch z Cheronei, _Żywoty sławnych mężów_, s. 156.
20. Appian, XIII.60, s. 665–666.
21. Tenże, XIII.65, s. 670.
22. Tenże, XIII.73, s. 678.
23. Plutarch, _Sulla 30_, Plutarch, _Cztery żywoty_, przeł. M. Brożek, Warszawa 2003, s. 95.
24. Plutarch, _Krassus_ 7, s. 160.
25. Plutarch: _Krassus_ 2, s. 157.
26. Plutarch: _Krassus_ 2, s. 156.
27. Tamże.
28. Tamże.
29. O tym szerzej P. Rochala, _Powstanie Spartakusa 73–71 p.n.e_.
30. Plutarch, _Krassus_ 11, s. 164.
31. Tamże.
32. Appian, XIII.121, s. 727.
33. Plutarch, _Pompejusz_ 21, s. 199.
34. Plutarch, _Krassus_ 13, s. 165.
35. Gajusz Salustiusz Krispus, _Sprzysiężenie Katyliny_ 21, _Sprzysiężenie Katyliny i wojna z Jugurtą_, przeł. K. Kumaniecki, Wrocław 1971, s. 13.
36. Z oczywistych powodów Cezar doczekał się ogromnej bibliografii. Najlepiej (oczywiście stronniczo) o swoich czynach pisał sam, co zebrano i opracowano (tak jak jego czyny spisane przez podwładnych) w _Corpus caesarianum_, przeł. i oprac. E. Konik, W. Nowosielska, Wrocław 2006; Biografie Cezara po polsku: A. Krawczuk, _Gajusz Juliusz Cezar_, Warszawa 1972; G. Walter, _Ceza_r, przeł. D. Wilanowska, Warszawa 1983; Y. Le Bohec, _Juliusz Cezar_, przeł. M. Kropiwnicka, Warszawa 2002; A. Goldsworthy, _Cezar. Życie giganta_, przeł. K.O. Kuraszkiewicz, Warszawa 2007; Biografie Cezara po angielsku: T. Stevenson, _Julius Caesar and the Transformation of the Roman Republic_, Routledge 2014; M.B. Wilson, _Dictator: the evolution of the Roman dictatorship_, Michigan 2021.
37. Gajus Swetoniusz Trankwillus, _Boski Juliusz_ 1, Gajus Swetoniusz Trankwillus, _Żywoty cezarów_, przeł. J. Niemirska-Pliszczyńska, Wrocław 1987, s. 25.