Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Carrhae 53 p.n.e. - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 sierpnia 2026
2692 pkt
punktów Virtualo

Carrhae 53 p.n.e. - ebook

W 54 roku p.n.e. Marek Licyniusz Krassus, jeden z najpotężniejszych ludzi w Rzymie, członek tzw. pierwszego triumwiratu (wespół z Gnejuszem Pompejuszem i Juliuszem Cezarem), który trząsł życiem politycznym Republiki, wyjechał jako namiestnik do Syrii, od niedawna rzymskiej prowincji. Pragnął sięgnąć po bogactwa Wschodu, a przy okazji poskromić zapędy władców partyjskich, którzy władali imperium rozciągającym się od Azji Mniejszej i Mezopotamii aż po obszary Dzisiejszego Afganistanu i Azji Środkowej.

W 53 roku p.n.e., mając pod rozkazami siedem legionów i silną jazdę ruszył na Partów. Liczył, że jego sojusznik, król Armenii Artabazes II, odciągnie uwagę partyjskiego króla królów Orodesa II, a on zada wrogom decydujący cios. Po przejściu przez Eufrat kontynuował marsz na wschód, gdy niedaleko miasta Carrhae niespodziewanie natknął się na partyjską konnicę pod wodzą Sureny. Rozgorzała bitwa, w której Partowie, mimo że znacznie mniej liczni, okazali się bardzo groźnym przeciwnikiem. Konni łucznicy raz po raz zasypywali gradem strzał rzymskie szyki, a ciężkozbrojni katafrakci usiłowali je rozerwać. Kontratakujące oddziały pod wodzą Krassusowego syna Publiusza zostały wciągnięte w zasadzkę i wybite. Bitwa zakończyła się ciężką klęską Rzymian. Tysiące żołnierzy zginęło lub dostało się do niewoli, a sam Krassus poniósł śmierć podczas odwrotu, gdy próbował negocjować z Partami. Tragiczne wieści z Syrii wywołały szok w Rzymie, który rychło pogrążył się w wojnie domowej. Dopiero ponad trzy dekady później Oktawian August odzyskał legionowe orły utracone przez Krassusa.

Te wydarzenia bardzo ciekawie przedstawia Paweł Rochala.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-19090-0
Rozmiar pliku: 13 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

W 2025 roku dokoń­czy­łem zamierz­chłą pracę o tym, jak przed wie­kami pre-Irań­czycy wystrze­lali Rzy­mian z łuków. Pro­ces wydaw­ni­czy ma swoje prawa i pro­szę – w 2026 roku temat ten stał się aktu­alny jak ni­gdy przed­tem – ten region gore, strony kon­fliktu men­tal­nie podobne do pier­wo­wzo­rów, a ostrzał, tyle że rakie­towy i dro­nowy, główną bro­nią.

Na opi­sa­nie ostat­niej bitwy trium­wira Marka Licy­niu­sza Kras­susa wpa­dłem bar­dzo wcze­śnie, przy pra­cach nad _Powsta­niem Spar­ta­kusa 73–71 p.n.e_. Rzym­ską część mia­łem wów­czas roz­po­znaną, podob­nie jak mitry­da­tej­ski pro­log od strony azja­tyc­kiej. Sprawa przed­sta­wiała się cał­kiem atrak­cyj­nie: bitwa wielka, dzie­jo­twór­cza, o czym w języku pol­skim nie­wiele napi­sano. Wie­dziony myślą o pal­mie pierw­szeń­stwa z koń­cem roku 2009, to jest wkrótce po zakoń­cze­niu prac edy­tor­skich nad „Spar­ta­ku­sem…” (dotych­czas trzy wyda­nia), wzią­łem się do stu­dio­wa­nia, pla­no­wa­nia i spo­koj­nego pisa­nia pierw­szych roz­dzia­łów _Car­r­hae 53 przed Chr_.

Po roku prac zbli­ży­łem się w opo­wia­da­niu do punktu, w któ­rym nale­ża­łoby na wła­sne oczy zoba­czyć azja­tycki szlak Kras­susa, owe pagórki ste­powo-pustynne, tak spo­sobne do dzia­łań jazdy, a zara­zem tak utrud­nia­jące marsz pie­szym Rzy­mia­nom. Nale­żało choć tro­chę poczuć ten pył duszący w palą­cym słońcu, co go wtedy wzbi­jało ponad dzie­sięć tysięcy nie­pa­rzy­sto­ko­pyt­nych, na miej­scu wyobra­zić sobie sto tysięcy strzał na minutę, rzu­ca­ją­cych jedyny cień w samo połu­dnie na puste pole mię­dzy kon­nymi strzel­cami a pie­szymi prze­waż­nie celami. I już, już pla­no­wa­łem bli­skow­schod­nią podróż kra­jo­znaw­czą, gdy na fali „arab­skiej wio­sny” wybu­chła wojna domowa w Syrii.

Jako że dotych­czas każdą książkę bitewną two­rzy­łem, opie­ra­jąc się na wizji tere­no­wej, temat Car­r­hae odło­ży­łem na póź­niej, naiw­nie sądząc, że w rok–dwa z zamie­szek mię­dzy dwiema stro­nami kon­fliktu wyłoni się jakaś wła­dza sku­szona Poko­jo­wymi Nagro­dami Nobla. Co prawda dałoby się zary­zy­ko­wać podróż i wtedy, bo jacyś pol­scy bada­cze na tam­tym eta­pie kon­fliktu pene­tro­wali inte­re­su­jące mnie rejony, jed­nak mieli wspar­cie insty­tu­cjo­nalne i / lub miej­scowe zna­jo­mo­ści, na które, jako osoba cał­ko­wi­cie pry­watna, a zara­zem kom­plet­nie nie­zna­jąca miej­sco­wych narze­czy, nijak nie mogłem liczyć. Bar­dzo zacią­żyło też doświad­cze­nie życiowe, któ­rego nabra­łem już na samym star­cie sta­rań bitwo­znaw­czych, co niniej­szym wyłusz­czam.

Mia­no­wi­cie wio­sną 1988 roku mnie i kolegę (obaj matu­rzy­ści) zaaresz­to­wał patrol Ludo­wego Woj­ska Pol­skiego na polu bitwy pod Cedy­nią, po czym kilka godzin prze­słu­chi­wali nas sier­żant i porucz­nik. Mało­mówny pod­ofi­cer nie rozu­miał niczego, co się do niego mówiło, a przy tym led­wie skła­dał koślawe litery. Za to ofi­cer nie dość, że pisał naprawdę ład­nie, to miał więk­sze niż sier­żant gadane i fan­ta­zję co do naszych dal­szych losów. I choć niscy stop­niem pogra­nicz­nicy rozu­mieli już od chwili poj­ma­nia, że ktoś może mieć pasję histo­ryczną – co zwłasz­cza sier­żantowi (to on nas aresz­to­wał) tłu­ma­czyli wytrwale – to jed­nak dwaj ich dowódcy nijak nie przyj­mo­wali tego do wia­do­mo­ści Uznali, że zła­pali szpie­gów (dowody – apa­raty foto­gra­ficzne), a zara­zem dezer­te­rów z Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Ludo­wej (ple­caki, kanapki i napoje). W końcu po pię­ciu godzi­nach wyja­śnień tudzież kon­sul­ta­cjach ze szta­bem służ­bi­ści zrozu­mieli, że na nas karier nie zro­bią, co naj­wy­żej się wygłu­pią, co zama­sko­wali sze­re­giem poła­ja­nek, po czym wypu­ścili. Prze­cież czas zżarli, a na pole bitwy (3 km) nie pod­wieźli, choć stam­tąd zabrali.

Po latach na wspo­mnie­nie tam­tej przy­gody dopu­ści­łem się myślo­wej ana­lo­gii. Gdyby w razie zatrzy­ma­nia w Syrii czy Tur­cji wyszło na jaw, że jestem ofi­ce­rem pożar­nic­twa (mun­du­rowy w stre­fie dzia­łań wojen­nych…), roz­mowa z miej­sco­wymi służ­bi­stami mogłaby przy­brać jesz­cze trud­niej­szy tryb niż z PRL-owskimi tępa­kami, tym bar­dziej że na ostrze­li­wa­nej gra­nicy pełno uchodź­ców i roz­bój­ni­ków. Pasjo­nat szu­ka­jący śla­dów jakiejś bitwy sprzed dwóch tysięcy lat w sytu­acji, gdy toczy się aktu­alna wojna, musiałby się jawić jako oszust o wyjąt­ko­wej bez­czel­no­ści – tu giną ludzie, dzieci nie cho­dzą do szkół, całe regiony popa­dają w struk­tu­ralną biedę, a ten, jak gdyby ni­gdy nic, wycieczki sobie urzą­dza! Nie mówiąc już o tych, co skrót nazwy ich ugru­po­wa­nia wyma­wia się tak samo jak imię pew­nej sta­ro­żyt­nej bogini, z tą tylko róż­nicą, że z fone­tyką angiel­ską – bo nasi dzien­ni­ka­rze ina­czej już „nie umią” (zresztą nawet rosyj­skie nazwi­ska zapi­sują po angiel­sku, choć pol­ska trans­kryp­cja jest pro­sta i natu­ralna).

Ówcze­sne rachuby mnie zawio­dły, bo z cza­sem wojna syryj­ska roz­sze­rzyła się w naj­lep­sze, czyli w naj­gor­sze, na tyle, że dało się wyka­zać już nie dwie, ale cztery i wię­cej stron tego kon­fliktu. Temat Car­r­hae porzu­ca­łem więc na coraz dłu­żej, a wolne moce prze­ro­bowe prze­sta­wia­łem z powo­dze­niem na inne pro­jekty.

Cóż… czas wcale nie jest war­to­ścią względną, jak to w spo­sób nie­moż­liwy do spraw­dze­nia twier­dził pra­cow­nik urzędu paten­to­wego Albert Ein­stein, tylko abso­lut­nie bez­względną, na co naj­le­piej wska­zuje PESEL. A sytu­acja w Syrii na­dal jest daleka od sta­bil­nej.

Jako że los Kras­susa w imię utrwa­la­nia pamięci o nim nijak mi się nie uśmie­chał, po ponad pięt­na­stu latach od pierw­szego „wbi­cia szpa­dla”, by wyko­pać fun­da­ment pod książkę, tę pamięć utrwa­la­jącą, zro­bi­łem poważny wyłom w przy­ję­tych za młodu stan­dar­dach opo­wia­da­nia o bitwach i opi­sa­łem ostat­nie zma­ga­nia tego nie­zbyt sym­pa­tycz­nego czło­wieka, nie dep­cząc oso­bi­ście tere­nów w oko­licy turec­kiego mia­sta Har­ran, co kie­dyś zwało się Car­r­hae. Jest ono cią­gle nie­do­stępne dla zwie­dza­nia ze względu na mili­tarne obsa­dze­nie terenu przez Tur­cję. Zatem – Czy­tel­nicy, wybacz­cie! – posta­no­wi­łem dłu­żej nie cze­kać i opi­sa­łem wszystko, jak umia­łem naj­le­piej, wyłącz­nie zza biurka.

Czas był ku temu naj­wyż­szy, bo gdy na próżno cze­ka­łem na syryj­ski pokój, inni, w tym Polacy, wytwa­rzali i kory­go­wali wie­dzę wokół zagad­nie­nia kras­su­so­wej wyprawy. Dzięki temu jest ona nie­po­rów­na­nie szer­sza i głęb­sza niż pięt­na­ście lat temu. Ale też, choć nie jestem pierw­szy, dowod­nie prze­ko­na­łem się, że jak dotąd nikt nie wpadł na moje pomy­sły:

1) rekon­struk­cji tytu­ło­wych zma­gań, w szcze­gól­no­ści pro­cesu decy­zyj­nego Kras­susa odno­śnie mar­szruty kam­pa­nii let­niej 53 roku;

2) usta­le­nia roli Gaju­sza Kasju­sza Lon­gi­nusa w całym przed­się­wzię­ciu, głów­nie w jego zakoń­cze­niu.

Nie zamie­rzam narzu­cać swo­ich wizji jako jedy­nie słusz­nych. Inni też długo myśleli nad tym, co się wyda­rzyło w Asy­rii w czerwcu 53 roku przed Chry­stu­sem – warto poznać wyniki tych wysił­ków, co w odpo­wied­nich miej­scach książki nie­na­chal­nie wska­zuję.

W ten spo­sób prze­szli­śmy do miej­sca, w któ­rym Sza­now­nym Czy­tel­ni­kom należy się odau­tor­skie zwie­rze­nie natury ogól­nej: wyja­śnie­nie spo­sobu pisa­nia ksią­żek popu­lar­no­nau­ko­wych.

Zało­ży­łem sobie bowiem dawno temu, żeby mak­sy­mal­nie skra­cać dystans mię­dzy czy­tel­ni­kiem a opi­sy­wa­nym wyda­rze­niem. Temu wła­śnie słu­żyły wizyty tere­nowe, cza­sem kil­ka­krotne, jak w Cedyni, Niem­czy czy Kal­kriese (Las Teu­to­bur­ski). Dla­tego obje­cha­łem Ita­lię po śla­dach Spar­ta­kusa. Temu też służy każ­do­ra­zowe opar­cie się bez­po­śred­nio na mate­ria­łach źró­dło­wych. Mate­riały te każdy z bada­czy zagad­nie­nia ma dosłow­nie te same. Różni nas, opi­su­ją­cych zda­rze­nia, coś, co okre­śla się cha­rak­te­ry­stycz­nym sło­wem: „inter­pre­ta­cja”.

Ana­li­zu­jąc tek­sty źró­dłowe, kon­fron­tuję je (o ile jest ich wię­cej niż jeden) z tere­nem, porą roku, a i ludzką men­tal­no­ścią pola walki. Wyko­rzy­stuję tu doświad­cze­nia z akcji ratow­ni­czych i prac szta­bo­wych przy wiel­kich, dłu­go­trwa­łych zda­rze­niach, w tym bez­po­śred­nie obser­wa­cje naj­waż­niej­szych w kraju poli­ty­ków w sytu­acjach dla nich trud­nych. Cudzą, gotową ana­lizą danych źró­dło­wych posłu­guję się tylko wtedy, gdy jest mi pomocna w zro­zu­mie­niu wyda­rzeń. Wie­lo­krot­nie prze­ko­na­łem się, że zwłasz­cza w uzna­nych pra­cach prze­kro­jo­wych histo­rycy nazbyt czę­sto rela­cjo­nują wprost to, co napi­sali sta­ro­żytni (gdyby widzieli, co swego czasu z każ­dym sło­wem wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nego mate­riału źró­dłowego wyczy­niali Gerard Labuda i Hen­ryk Łow­miań­ski…).

Zara­zem bar­dzo rzadko wcho­dzę w pole­miki z usta­le­niami czy twier­dze­niami innych auto­rów. Moje książki nie są dys­kur­sami nauko­wymi, tylko przy­bli­że­niami zamierz­chłych dzie­jów w for­mie jak naj­bar­dziej przy­stęp­nej czy­tel­ni­kowi nie­bę­dą­cemu zawo­do­wym histo­ry­kiem czy arche­olo­giem. Nikomu niczego nie udo­wad­niam, bo nie ma takiej potrzeby, a przy tym książki popu­la­ry­zu­ją­cej histo­rię nie uwa­żam za miej­sce dobre ku temu. Wszel­kie dys­ku­sje czy kon­fron­ta­cje prze­nie­sione na treść wykładu powo­dują dys­kom­fort u czy­tel­nika, który zamiast być świad­kiem opi­sy­wa­nego wyda­rze­nia, czuje się uczest­ni­kiem jakiejś nie­zro­zu­mia­łej kłótni, która spy­cha na dal­szy plan przed­miot sprawy.

Innymi słowy, piszę książki o wyda­rze­niach histo­rycz­nych, a nie o tym, jak owe wyda­rze­nia opi­sy­wali inni. Jed­no­cze­śnie trudu pisar­sko-badaw­czego poprzed­ni­ków w opi­sy­wa­nej mate­rii nie trak­tuję jako kon­ku­ren­cyj­nego, więc w wielu przy­pi­sach wska­zuję, gdzie go szu­kać, bo choć z zasady nie kry­ty­kuję, to prze­cież gdzie­nie­gdzie nie mogę się powstrzy­mać od słów podziwu. Tym samym opra­co­wa­nie z zało­że­nia jak naj­ła­twiej­sze w czy­ta­niu tek­stu głów­nego cią­gnie za sobą w przy­pi­sach cał­kiem poważny apa­rat poznaw­czy w postaci tytu­łów dru­ków zwar­tych oraz co waż­niej­szych arty­ku­łów.

Mam nadzieję, że nie tylko ama­to­rzy histo­rii, ale rów­nież zawo­dowcy z przy­jem­no­ścią wezmą do ręki niniej­szy tomik, a gdy odczują taką potrzebę, samo­dziel­nie skon­fron­tują jego treść z doko­na­niami innych auto­rów.

Paweł Rochala „Poża­ro­log”,

Skier­nie­wice, czer­wiec 2026 rokuZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Wszyst­kie daty, o ile nie podano ina­czej, doty­czą cza­sów przed naro­dze­niem Chry­stusa.

2. Poli­biusz, _Dzieje_, VI.11, przeł. i oprac. S. Ham­mer, Wro­cław 2005, s. 392.

3. Ze wstępu S. Łosia do: Mar­cus Por­cius Cato, _O gospo­dar­stwie wiej­skim_, Wro­cław 2006, s. VIII.

4. Wię­cej i bar­dziej szcze­gó­łowo o _cur­sus hono­rum_: D. Okoń, _Sena­tor­ski_ cur­sus hono­rum _w okre­sie repu­bliki i wcze­snego cesar­stwa: wybrane zagad­nie­nia,_ Poznań 2016.

5. O Gaju­szu Mariu­szu i skut­kach jego reform woj­sko­wych można prze­czy­tać w opra­co­wa­niach: P. Rochala, _Impe­rium u progu zagłady. Najazd Cym­brów i Teu­to­nów_. War­szawa 2007; M. Macie­jow­ski, _Wojna jugur­tyń­ska 111–105 p.n.e.,_ Zabrze 2008; P. Rochala, _Ver­cel­lae_ 101 p.n.e., War­szawa 2013.

6. Postać dyk­ta­tora Lucju­sza Kor­ne­liu­sza Sulli i jego doko­na­nia będą nie­jed­no­krot­nie poru­szane w dal­szej czę­ści książki. Wię­cej o nim: Ł. Schre­iber, _Sulla 138–78 p.n.e._, Zabrze–Tar­now­skie Góry 2013.

7. Pom­pe­jusz docze­kał się wielu opra­co­wań zwar­tych. Po pol­sku: _Wybitni Rzy­mia­nie schyłku Repu­bliki. Gne­jusz Pom­pe­jusz Wielki_, red. N. Rogosz, Kato­wice 2018; P. Southern, _Pom­pe­jusz Wielki_, przeł. B. Mie­rze­jew­ska, War­szawa 2004. Po angiel­sku: J. Leach, _Pom­pey the Great_. Bid­dles Ltd. 1978; R. Seager, _Pom­pey the Great: A Poli­ti­cal Bio­gra­phy_, Wiley-Blac­kwell 2002. Po nie­miecku: K. Christ, _Pom­pe­ius. Der Fel­dherr Roms. Eine Bio­gra­phie_, Münich 2004; M. Ding­mann, _Pom­pe­ius Magnus,_ Leidorf 2007.

8. _Pom­pe­jusz_ 14, Plu­tarch z Che­ro­nei, _Żywoty sław­nych mężów,_ przeł. M. Bro­żek, Wro­cław 1997, s. 193.

9. Plu­tarch, _Pom­pe­jusz_ 22, s. 198.

10. O Lukul­lu­sie: S. Mro­zek, _Ostatni wódz Repu­bliki. Życie i dzia­łal­ność Lucju­sza Licy­niu­sza Lukul­lusa (II poł. I w p.n.e.)_, Gdańsk 2003; Ł. Bazent­kie­wicz: _Kam­pa­nie Lucju­sza Licy­niu­sza Lukul­lusa na Wscho­dzie 74–66 p.n.e_., Zabrze–Tar­now­skie Góry 2017.

11. Sta­dium (gr. sta­dion) – sta­ro­żytna miara dłu­go­ści wywo­dząca się z Gre­cji. Rzym­skie sta­dium odpo­wia­dało ok. 185 m. 400 sta­diów to odle­głość mniej wię­cej 75 km.

12. O Cyce­ro­nie: K. Kuma­niecki, _Cyce­ron i jego współ­cze­śni._ War­szawa 1989.

13. Appian z Alek­san­drii, _Histo­ria rzym­ska_ XII.94, przeł. L. Pio­tro­wicz, Wro­cław 2004, s. 563. Plu­tarch pisze o 200 okrę­tach i 15 lega­tach (Plu­tarch, _Pom­pe­jusz_ 25).

14. Wel­le­jusz Pater­ku­lus, _Histo­ria rzym­ska_ II.32, przeł. E. Zwol­ski, Wro­cław 2006, s. 82.

15. Plu­tarch, _Pom­pe­jusz_ 45, s. 214.

16. Kasjusz Dion Kok­ce­ja­nus, _Histo­ria rzym­ska_ 37.21, przeł. W. Madyda, Wro­cław 2005, s. 195.

17. Wel­le­jusz Pater­ku­lus, _Histo­ria rzym­ska_, II 40, s. 93.

18. Wię­cej o Kras­su­sie zob. po pol­sku: P. Rochala, _Powsta­nie Spar­ta­kusa 73–71 p.n.e.,_ Zabrze 2009; M. Pieg­doń, _Kras­sus. Poli­tyk nie­speł­nio­nych ambi­cji,_ Kra­ków 2011; po angiel­sku: A.M. Ward, _Mar­cus Cras­sus and the Late Roman Repu­blic_, Uni­ver­sity of Mis­so­uri (Colum­bia) 1977; G.C. Samp­son, _The Defeat of Rome in the East: Cras­sus, the Par­thians, and the Disa­strous Bat­tle of Car­r­hae, 53 BC,_ Phi­la­del­phia 2008.

19. Plu­tarch, _Kras­sus_ 1, Plu­tarch z Che­ro­nei, _Żywoty sław­nych mężów_, s. 156.

20. Appian, XIII.60, s. 665–666.

21. Tenże, XIII.65, s. 670.

22. Tenże, XIII.73, s. 678.

23. Plu­tarch, _Sulla 30_, Plu­tarch, _Cztery żywoty_, przeł. M. Bro­żek, War­szawa 2003, s. 95.

24. Plu­tarch, _Kras­sus_ 7, s. 160.

25. Plu­tarch: _Kras­sus_ 2, s. 157.

26. Plu­tarch: _Kras­sus_ 2, s. 156.

27. Tamże.

28. Tamże.

29. O tym sze­rzej P. Rochala, _Powsta­nie Spar­ta­kusa 73–71 p.n.e_.

30. Plu­tarch, _Kras­sus_ 11, s. 164.

31. Tamże.

32. Appian, XIII.121, s. 727.

33. Plu­tarch, _Pom­pe­jusz_ 21, s. 199.

34. Plu­tarch, _Kras­sus_ 13, s. 165.

35. Gajusz Salu­stiusz Kri­spus, _Sprzy­się­że­nie Katy­liny_ 21, _Sprzy­się­że­nie Katy­liny i wojna z Jugurtą_, przeł. K. Kuma­niecki, Wro­cław 1971, s. 13.

36. Z oczy­wi­stych powo­dów Cezar docze­kał się ogrom­nej biblio­gra­fii. Naj­le­piej (oczy­wi­ście stron­ni­czo) o swo­ich czy­nach pisał sam, co zebrano i opra­co­wano (tak jak jego czyny spi­sane przez pod­wład­nych) w _Cor­pus caesa­ria­num_, przeł. i oprac. E. Konik, W. Nowo­siel­ska, Wro­cław 2006; Bio­gra­fie Cezara po pol­sku: A. Kraw­czuk, _Gajusz Juliusz Cezar_, War­szawa 1972; G. Wal­ter, _Ceza_r, przeł. D. Wila­now­ska, War­szawa 1983; Y. Le Bohec, _Juliusz Cezar_, przeł. M. Kro­piw­nicka, War­szawa 2002; A. Gold­swor­thy, _Cezar. Życie giganta_, przeł. K.O. Kurasz­kie­wicz, War­szawa 2007; Bio­gra­fie Cezara po angiel­sku: T. Ste­ven­son, _Julius Caesar and the Trans­for­ma­tion of the Roman Repu­blic_, Routledge 2014; M.B. Wil­son, _Dic­ta­tor: the evo­lu­tion of the Roman dic­ta­tor­ship_, Michi­gan 2021.

37. Gajus Swe­to­niusz Tran­kwil­lus, _Boski Juliusz_ 1, Gajus Swe­to­niusz Tran­kwil­lus, _Żywoty ceza­rów_, przeł. J. Nie­mir­ska-Plisz­czyń­ska, Wro­cław 1987, s. 25.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij