Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Cesarstwo świtu. Cykl Wampirze cesarstwo. Księga 3 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 marca 2026
6375 pkt
punktów Virtualo

Cesarstwo świtu. Cykl Wampirze cesarstwo. Księga 3 - ebook

Gabriel de León stracił rodzinę, wiarę i ostatnią nadzieję na położenie kresu nieskończonej nocy – Świętego Graala, Dior. Kiedy jego jedyną motywacją pozostaje zemsta, wyprawia się z drużyną wiernych towarzyszy do serca rozdzieranego wojną Augustin, by pozbawić życia Wiecznotrwałego Króla.

Ostatni Srebroświęty nie wie jednak, że Graal żyje – i spieszy do oblężonej stolicy cesarstwa, wiedziona wątłą nadzieją na zakończenie bezdnia. W dworskich salach czai się jednak zdrada, a legiony Wiecznotrwałego Króla z każdym dniem są coraz bliżej. Gabriel i Dior zostają wciągnięci w ostateczną bitwę, która zadecyduje o przyszłych losach cesarstwa. Kiedy słońce zachodzi po raz – być może – ostatni, nikomu nie mogą już ufać.

Nawet sobie nawzajem.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68591-90-3
Rozmiar pliku: 7,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

DRAMATIS PERSONAE

Czas nie jest przy­ja­cie­lem śmier­tel­ni­ków, drogi Czy­tel­niku, i kto wie, ile pór roku upły­nęło, odkąd ostatni raz roz­ma­wia­li­śmy. Pamięć w naj­lep­szym razie jest nie­wia­ry­god­nym nar­ra­to­rem, a w naj­gor­szym kłam­li­wym przy­ja­cie­lem. Jako że twój histo­ryk do żad­nego z nich nie pała afek­tem, pro­po­nuję Ci przy­po­mnie­nie głów­nych akto­rów tego dra­matu:

Gabriel de León – Ostatni Sre­bro­święty, Czarny Lew z Lor­son i Miecz Cesar­stwa. Gabriel jest bla­do­kr­wi­stym – synem śmier­tel­nej kobiety i ojca-wam­pira – który odzie­dzi­czył moc swo­jego stwórcy i jego żądzę krwi. Uro­dził się dzie­więć lat przed nadej­ściem bez­d­nia, kiedy słońce zostało prze­sło­nięte na nie­bie cesar­stwa Eli­da­enu, a w wieku lat pięt­na­stu zwer­bo­wano go do Srebr­nego Zakonu San Michon. Stał się wzo­rem w tym świę­tym brac­twie, sama cesa­rzowa paso­wała go na ryce­rza, zanim popadł w nie­ła­skę z powodu miło­ści.

A ja tu sie­dzę i nie mam słod­kich dźwię­ków skrzy­piec pod ręką.

Ponad dzie­sięć lat po eks­ko­mu­nice Gabriel stał się wra­kiem czło­wieka, myślą­cym jedy­nie o pomsz­cze­niu famille zamor­do­wa­nej przez Wiecz­no­tr­wa­łego Króla, Fabiéna Vossa. Jed­nak kiedy spo­tkał Dior Lachance, poświę­cił swoje życie ochro­nie dziew­czyny i poko­chał ją szcze­rze jak wła­sną córkę, Patience.

Kiedy pró­bo­wał dowie­dzieć się, w jaki spo­sób Dior mogłaby zakoń­czyć bez­dzień, został zdra­dzony przez swoją sio­strę Celene i roz­dzie­lony ze swą świętą pod­opieczną. Zwer­bo­wał armię tan­ce­rzy zmierz­chu z Pogó­rza Ossway­skiego, aby wyrwać Dior z rąk demo­nów, które ją poj­mały. Jed­nakże – jak to czę­sto bywa w przy­padku tego tak zwa­nego boha­tera – tra­ge­dia już cze­kała na końcu jego drogi.

Czyż to nie roz­koszne, że zawsze można na niego liczyć?

Dior Lachance – w wieku jede­na­stu lat osie­ro­cona przez matkę pro­sty­tutkę. Jej życie drob­nej zło­dziejki zostało nie­spo­dzie­wa­nie prze­rwane, gdy oka­zało się, że jej krew leczy wszel­kie rany. Ucie­kła Inkwi­zy­cji, która chciała ją stra­cić za czary, i odkryła, że jej moc nie jest darem Upa­dłego, ale pocho­dzi z samych nie­bios. Dior jest potom­ki­nią Esan, córki śmier­tel­nego syna samego Boga, Odku­pi­ciela.

Zde­cy­do­wana wypeł­nić swoje prze­zna­cze­nie i zakoń­czyć bez­dzień, Dior tra­fiła pod opiekę Gabriela de León i jego wam­pi­rzej sio­stry, Celene. Ści­gana przez dzieci Wiecz­no­tr­wa­łego Króla została poj­mana przez Nikitę i Lilidh, naj­star­sze wam­piry rodu Dyvok. Uwię­ziona w ufor­ty­fi­ko­wa­nym mie­ście Maer­genn odkryła, że jej krew jest w sta­nie wyrwać każ­dego czło­wieka z wam­pi­rzego znie­wo­le­nia – fał­szy­wej miło­ści wywo­ła­nej przez trzy­krotne picie z tego samego wam­pira przez trzy kolejne noce.

Zawią­zaw­szy spi­sek z innymi śmier­tel­ni­kami na dwo­rze Dyvo­ków, Dior pomo­gła oba­lić ich prze­klęte kró­le­stwo wam­pi­rów. Na koniec jed­nak została zabita przez ancien Dyvo­ków, Lilidh, która skrę­ciła jej kark, zanim Gabriel zdą­żył ją ura­to­wać.

Trzy dni po swo­jej śmierci Dior otwo­rzyła oczy w mau­zo­leum w pod­zie­miach Maer­genn.

Celene Castia – przy­rod­nia sio­stra Gabriela. W wieku lat pięt­na­stu została oka­le­czona i zamor­do­wana przez Laure, naj­młod­szą córkę Wiecz­no­tr­wa­łego Króla, w zemście za dzia­ła­nia brata. Szes­na­ście lat póź­niej powró­ciła do życia Gabriela, przed­sta­wia­jąc się jako lia­the i tro­piąc Dior.

Cho­ciaż stwo­rzył ją Voss, twier­dziła, że należy do tajem­ni­czego rodu Esani, tego samego, któ­rego człon­kiem był ojciec Gabriela. Mimo wza­jem­nej nie­uf­no­ści rodzeń­stwo przez pewien czas współ­pra­co­wało, poszu­ku­jąc sta­ro­daw­nych wam­pi­rów Esani i sekret­nej wie­dzy o tym, jak Dior może zakoń­czyć bez­dzień. Oba­wia­jąc się jed­nak, że przez swoją nara­sta­jącą żądzę krwi Gabriel sta­nowi zagro­że­nie dla Dior, Celene osta­tecz­nie zdra­dziła go i pró­bo­wała zamor­do­wać.

Rodzeń­stwo połą­czyło ponow­nie siły, żeby ura­to­wać Dior z rąk Dyvo­ków. Kiedy Gabriel odkrył, że Celene nie tylko była uczen­nicą jego ojca, ale także go zamor­do­wała, jego nie­uf­ność powró­ciła. Gdy zaś dowie­dział się, że sam Odku­pi­ciel odpo­wiada za stwo­rze­nie pierw­szych wam­pi­rów, wpadł w szał, który pozwo­lił Lilidh zamor­do­wać Dior.

Trzy dni póź­niej Dior zmar­twych­wstała, ale we wnętrz­no­ściach krypt pod mia­stem Celene była świad­kiem jesz­cze jed­nego prze­bu­dze­nia: sta­ro­daw­nej wam­pi­rzycy z rodu Esani imie­niem Maryn, która może mieć klucz do zakoń­cze­nia bez­d­nia raz na zawsze.

Pho­ebe á Dúnnsair – Pho­ebe mie­sią­cami podró­żo­wała z Dior pod posta­cią pumy, zanim ujaw­niła swoją praw­dziwą naturę: tan­cerki zmierz­chu, zdol­nej przy­bie­rać ludzką lub zwie­rzęcą postać o zacho­dzie słońca.

Oddzie­lona od Dior przez pod­stęp Celene, Pho­ebe szu­kała dziew­czyny razem z Gabrie­lem. Pod­czas podróży odkryli, że łączy ich tra­ge­dia, jakiej oboje doświad­czyli: mąż Pho­ebe zgi­nął pod­czas wojny, a ona, podob­nie jak Gabriel, stra­ciła córkę. Tan­cerka zmierz­chu i sre­bro­święty zostali kochan­kami, a ich śmiało opi­sane ze wszyst­kimi szcze­gó­łami miło­sne unie­sie­nia roz­wią­zały zagadkę, która pozwo­liła zjed­no­czyć Pogó­rze w misji ratun­ko­wej.

Pod­czas fina­ło­wej walki z Nie­po­skro­mio­nymi Pho­ebe odna­la­zła swo­jego męża, Con­nora, który oka­zał się nie­wol­nym Lilidh Dyvok uwię­zio­nym na stałe w ciele wilka.

Jed­nakże ich ponowne spo­tka­nie oka­zało się roz­kosz­nie krót­kie.

Con­nor á Lachla­inn – tan­cerz zmierz­chu z Pogó­rza Ossway­skiego, poto­mek naj­po­tęż­niej­szej tam­tej­szej kró­lo­wej, Ailidh Siew­czyni Burzy. Con­nor latami wędro­wał po cesar­stwie Eli­da­enu, zanim wró­cił na Pogó­rze i poślu­bił młod­szą Pho­ebe. Cho­ciaż miał rze­komo zgi­nąć pod­czas wojny z rywa­li­zu­ją­cymi kla­nami, w rze­czy­wi­sto­ści został schwy­tany przez Lilidh Dyvok, a jego mistyczna krew dała jej rodowi moc potrzebną do pod­boju Osswayu.

Con­nor żył pod posta­cią wiel­kiego bia­łego wilka, kiedy słu­żył na dwo­rze Dyvo­ków, ale gdy jego więź z Lilidh została zerwana, zażar­cie bro­nił Gra­ala i księż­niczki Reyne á Maer­genn przed pazu­rami wam­pi­rzycy.

Jak na złość hra­bina zabiła go, zanim mógł wyja­śnić swoje powody.

Reyne á Maer­genn – piąta córka legen­dar­nej Niamh Dzie­więć Mie­czy, księż­nej Osswayu. Ojciec Reyne był nie­zna­nym wędrow­cem, któ­rego Niamh wzięła sobie na kochanka po śmierci męża. Naro­dziny Reyne z nie­pra­wego łoża były źró­dłem wstydu dla Niamh, zatem dziew­czynę wycho­wy­wała star­sza sio­stra, Yva­ine, w Eli­da­enie, z dala od dworu Dzie­wię­ciu Mie­czy.

Kiedy wiele lat póź­niej Reyne wró­ciła, żeby bro­nić ojczy­zny, wpa­dła w ręce Dyvo­ków, gdy ci zdo­byli Maer­genn. Dior prze­ła­mała jej znie­wo­le­nie i we dwie pomo­gły uwol­nić resztę nie­wol­nych, poko­nać armie Dyvo­ków i zabić naj­star­sze wam­piry.

Jak zna­la­zły w tym wszyst­kim czas na miłostki, to mi się w gło­wie nie mie­ści.

Nasto­latki, oui?

Astrid Ren­nier – była nie­ślubną córką cesa­rza Ale­xan­dre’a III, którą zamknięto w klasz­to­rze San Michon, kiedy jej ist­nie­nie stało się krę­pu­jące dla nowej żony cesa­rza, Isa­belli. Po tym, jak jej przy­jaźń z Gabrie­lem roz­kwi­tła w odwza­jem­nioną miłość, została eks­ko­mu­ni­ko­wana razem z nim, gdy wyszło na jaw, że jest w ciąży.

Po naro­dzi­nach córki i ślu­bie osie­dli razem na połu­dnio­wych rubie­żach cesar­stwa, by wieść cichy, spo­kojny, szczę­śliwy żywot.

Wie­cie, co było potem.

Patience de León – córka Gabriela i Astrid. Kiedy przy­szła na świat, jej ojciec, dawny sre­bro­święty, wyta­tu­ował sobie jej imię sre­brem na knyk­ciach, żeby ni­gdy nie zapo­mnieć, co jest naprawdę ważne. Była jego rado­ścią i dumą, praw­dzi­wym słoń­cem na nie­bo­skło­nie jego życia.

Miała jede­na­ście lat, kiedy została zamor­do­wana przez Wiecz­no­tr­wa­łego Króla, Fabiéna Vossa.

A to mnie ludzie nazy­wają potwo­rem.

Poże­raczka Popio­łów – zacza­ro­wany miecz Gabriela, który tele­pa­tycz­nie poro­zu­miewa się z wła­ści­cie­lem. Cho­ciaż nie została wykuta ze sre­bra, jest śmier­tel­nie nie­bez­pieczna dla zim­no­krwi­stych i w cza­sach swo­jej naj­więk­szej chwały we dwoje z Gabrie­lem wyrą­by­wali sobie drogę przez sze­regi Umar­łych.

Zda­rzają jej się krót­kie prze­bły­ski przy­tom­no­ści umy­słu, naj­czę­ściej jed­nak nie bar­dzo wie, gdzie – a nawet kiedy – prze­bywa. Zmie­niła się na zawsze po tym, jak jej ostrze zostało zła­mane na skó­rze Wiecz­no­tr­wa­łego Króla. Spo­sób, w jaki Gabriel wszedł w jej posia­da­nie, pozo­staje przed­mio­tem licz­nych spe­ku­la­cji pośród min­streli, tru­we­rów i knaj­pia­nych pro­ro­ków z całego cesar­stwa.

Jeśli o mnie cho­dzi, to chciał­bym wresz­cie usły­szeć jakieś odpo­wie­dzi!

Aaron de Coste – był synem baro­no­wej i wam­pira z Krwi Ilon. Ter­mi­no­wał w Srebr­nym Zako­nie razem z Gabrie­lem, a ich począt­kowa zacie­kła rywa­li­za­cja z cza­sem prze­ro­dziła się w praw­dziwą przy­jaźń. Odszedł z zakonu po tym, jak odkryto jego zwią­zek z kowa­lem Bap­ti­ste’em Sa-Isma­elem.

Osiadł ze swoim uko­cha­nym w château Aveléne, gdzie wie­dli sie­lan­kowy żywot, dopóki ponad dzie­sięć lat póź­niej Gabriel nie poja­wił się ponow­nie w ich życiu. W efek­cie ich dom został znisz­czony przez Dyvo­ków, zaś Aaron zgi­nął z ręki Kiary, córki Nikity, i powró­cił jako szla­chet­no­kr­wi­sty wam­pir. Tra­fił na dwór Nikity, gdzie został znie­wo­lony przez ancien Dyvo­ków i został jego kochan­kiem, bio­rąc udział we wszel­kich depra­wa­cjach w krwa­wym budu­arze Czar­no­ser­cego.

Jego umysł został osta­tecz­nie wyzwo­lony od wpływu Nikity przez uko­cha­nego Bap­ti­ste’a.

Kto jed­nak wie, co kryje się w jego sercu?

Bap­ti­ste Sa-Ismael – dawny czar­no­ręki ze Srebr­nego Zakonu, przy­ja­ciel Gabriela i geniusz kuźni. Opu­ścił zakon razem z Aaro­nem, kiedy wyszedł na jaw ich zwią­zek, i został poj­many, gdy wiele lat póź­niej ich sie­dzibę znisz­czyli Dyvo­ko­wie.

Został znie­wo­lony przez Kiarę i uwol­niony przez Dior. Chwy­cił za broń i sta­nął do walki z Dyvo­kami; w bitwie o Dún Maer­genn wal­czył dziel­nie ramię w ramię z Gabrie­lem i swo­imi byłymi braćmi ze Srebr­nego Zakonu. Zadał osta­teczny cios Niki­cie, uwal­nia­jąc uko­cha­nego Aarona z nie­woli i dowo­dząc, że nawet w naj­zim­niej­szych kli­ma­tach i naj­mrocz­niej­szych cza­sach miłość doprawdy wszystko zwy­cięża.

Tak, drogi Czy­tel­niku. To był sar­kazm.

Chloe Sau­vage – sio­stra Ordo Argent, przy­ja­ciółka Astrid i Gabriela z dzie­ciń­stwa. Spo­tkaw­szy ponow­nie przy­ja­ciela wiele lat po jego eks­ko­mu­nice, zwer­bo­wała go do pomocy w ochro­nie Dior Lachance. Kie­ru­jąc się sta­ro­żyt­nym pro­roc­twem, zamie­rzała spro­wa­dzić Dior do opac­twa San Michon, wie­rzyła bowiem, że tam uda się zakoń­czyć bez­dzień za pomocą rytu­ału, któ­rego opis odna­la­zła w biblio­tece. Gdy Gabriel odkrył, że rytuał spro­wa­dza się do zło­że­nia Dior w ofie­rze, zamor­do­wał Chloe i pół tuzina innych sre­bro­świę­tych, sta­jąc w obro­nie dziew­czyny.

Sœur Sau­vage nie­wąt­pli­wie była fana­tyczką, ale może nie cał­kiem zwa­rio­wała. Po bitwie o Dún Maer­genn w gro­bie pod mia­stem odkryto drugą połowę jej pro­roc­twa, która może skry­wać tajem­nicę zakoń­cze­nia bez­d­nia na zawsze.

Lachlan á Craeg – pierw­szy i ostatni uczeń Gabriela w Srebr­nym Zako­nie. Lachlan był bla­do­kr­wi­stym synem Toly­eva, priori Dyvo­ków. Całe dzie­ciń­stwo spę­dził w pod­dań­stwie krwi, słu­żył swo­jemu potwor­nemu ojcu. Poj­many w wieku lat pięt­na­stu przej­rzał na oczy, dostrzegł okru­cień­stwo swo­jej rodziny i został zwer­bo­wany przez Gabriela do Srebr­nego Zakonu. Stali się ser­decz­nymi przy­ja­ciółmi i nawet kiedy wyszedł na jaw romans Gabriela z Astrid, Lachlan nie chciał wyrzec się men­tora.

Wiele lat póź­niej młody sre­bro­święty dowie­dział się o ataku Gabriela na kate­drę San Michon w obro­nie Dior. Omył­kowo uznał, że dziew­czyna opę­tała Gabriela cza­rami, i z tego powodu tro­pił swo­jego daw­nego mistrza w całym cesar­stwie. Osta­tecz­nie uwie­rzył w boskie pocho­dze­nie Dior. Zebrał grupę sre­bro­świętych, żeby wes­przeć Gabriela pod­czas bitwy o Maer­genn, i pomógł Sa-Isma­elowi zabić swo­jego przy­rod­niego brata, Nikitę.

Jed­nakże wier­ność Lachlana miała wysoką cenę – jako jedyny sre­bro­święty prze­żył walkę.

Joaquin Marenn – psiar­czyk z Aveléne, który został nie­wol­nym Kiary Dyvok po znisz­cze­niu jego domu. Uwol­niony przez Dior, został w Maer­genn, zde­cy­do­wany ura­to­wać swoją uko­chaną: ossway­ską dziew­czynę imie­niem Isla á Cuinn.

Cho­ciaż Isla oka­zała się zdraj­czy­nią, Joaquin wyka­zał się w osta­tecz­nej bitwie, pomógł Dior uwol­nić ludzi znie­wo­lo­nych przez Dyvo­ków i skrzyk­nął ich do walki w obro­nie Gra­ala.

Brynne á Kil­la­ech – tan­cerka zmierz­chu z Pogó­rza z rodzaju zwa­nego úrfuil – niedź­wie­dzi lud. Podob­nie jak więk­szość jej rodzaju, Brynne ule­gła nie­od­wra­cal­nej zmia­nie spo­wo­do­wa­nej przez Czas Ska­la­nej Krwi i w ludz­kiej postaci zacho­wuje wiele zwie­rzę­cych cech.

Jest zacie­kłą wojow­niczką i dziel­nie wal­czyła pod­czas bitwy o Dún Maer­genn.

Fabién Voss – Wiecz­no­tr­wały Król, priori Krwi Voss. Fabién jako pierw­szy ancien wyko­rzy­stał nie­szczę­śni­ków (bez­ro­zumną odmianę wam­pi­rów, któ­rej liczeb­ność ogrom­nie wzro­sła pod­czas bez­d­nia) do walki: stwo­rzył z nich armię znaną jako Bez­kre­sny Legion. Fabién od tego czasu pod­bił więk­szość cesar­stwa i zamie­rza teraz zdo­być jego sto­licę, Augu­stin.

Wymor­do­wał famille Gabriela, a odkąd dowie­dział się o ist­nie­niu Dior, obse­syj­nie wysy­łał swoje dzieci, żeby ją poj­mały – w nie­zna­nym celu. Gabriel odkrył, że Fabién był kie­dyś jed­nym z Ryce­rzy Krwi – wam­pi­rzych wojow­ni­ków, któ­rzy znisz­czyli ród Esani pod­czas bitwy o Char­bo­urg kilka stu­leci wcze­śniej. Jed­nak w gro­bie pod Maer­genn cze­kało na Ostat­niego Sre­bro­świę­tego o wiele bar­dziej mro­żące w żyłach odkry­cie na temat jego śmier­tel­nego wroga: Fabién był jed­nym z pię­ciu śmier­tel­nych kapła­nów odpo­wie­dzial­nych za zabi­cie Odku­pi­ciela, któ­rych prze­kleń­stwo syna bożego zmu­siło do trwa­nia pod posta­cią nie­umar­łych.

Jest jed­nym z pię­ciu pierw­szych wam­pi­rów na świe­cie.

Dan­ton Voss – Bestia z Vel­lene, naj­młod­szy syn Fabiéna, jeden z sied­miorga Ksią­żąt Wiecz­no­ści. Zgi­nął z ręki Dior, która zadała mu cios Poże­raczką Popio­łów, uprzed­nio nama­ściw­szy miecz wła­sną świętą krwią.

Laure Voss – Upiór w Czer­wieni, naj­młod­sza córka Fabiéna, stwór­czyni Celene Castii. Zgi­nęła z ręki Gabriela w bitwie pod Bliź­nia­kami.

Alba i Aléne Voss – Zgrozy – naj­star­sze dzieci Fabiéna, posłane do Dún Maer­genn, żeby ode­brały Dyvo­kom Dior. Zamiast tego jed­nak same zgi­nęły – Albę zabił Gabriel w poje­dynku, a Celene wypiła swoją cio­teczkę Aléne, aż zostały z niej same popioły.

Nikita Dyvok – Czar­no­sercy, priori Krwi Dyvok. Posłu­żył się splu­ga­wioną krwią tan­ce­rzy zmierz­chu, żeby wzmoc­nić i tak już prze­ra­ża­jącą siłę swo­jego rodu. W ten spo­sób pod­sy­cił inwa­zję na Ossway i zmie­nił nie­gdyś potężny kraj w kost­nicę. Znie­wo­lił Aarona de Coste i pro­wa­dził wła­śnie nego­cja­cje w związku z prze­ka­za­niem Dior swo­jemu daw­nemu kochan­kowi, Fabiénowi, kiedy zgi­nął w bitwie o Maer­genn z ręki Bap­ti­ste’a Sa-Isma­ela.

Lilidh Dyvok – Bez­ser­deczna, Zimowa Oblu­bie­nica, naj­star­sza z rodu Dyvok. Bar­dziej prze­bie­gła od swo­jego wojow­ni­czego brata, odkryła magyę krwi tan­ce­rzy zmierz­chu i zakwe­stio­no­wała praw­dziwy powód, dla któ­rego Fabién poszu­ki­wał Dior. Zgi­nęła pod­czas bitwy o Dún Maer­genn, ale wcze­śniej zdą­żyła zła­mać kark Dior i zabić męża Pho­ebe, Con­nora. Zosta­wiła po sobie potomka, Żmija, który teraz jest nesto­rem Krwi Dyvok.

Jakże nisko upa­dają potężni.

Illia – była priori Krwi Esani, zało­ży­cielką ich reli­gii. Krążą wie­ści, że za życia była cza­row­nicą, ale kiedy stała się wam­pi­rzycą, zna­la­zła reli­gię w postaci Jed­nej Wiary i poświę­ciła nie-życie na pod­trzy­my­wa­nie rodu wywo­dzą­cego się od Odku­pi­ciela.

Została zamor­do­wana pod­czas kata­kli­zmu, jakim była bitwa o Char­bo­urg, w któ­rej dowo­dził jej wielki wróg, Fabién Voss.

Maryn – Matka Potwo­rów i obecna priori Krwi Esani. Ród Esani prak­tycz­nie prze­stał ist­nieć w Char­bo­urgu, oca­lały z niego tylko cztery osoby. By zapew­nić sobie prze­trwa­nie, ostatni Esani roz­pro­szyli się po całym cesar­stwie i wypa­try­wali w tajem­nicy oznak obec­no­ści potom­ków Odku­pi­ciela, któ­rzy mogli prze­żyć tamtą potworną noc.

Cho­ciaż wygląda jak dziecko, Maryn jest naj­star­szą przed­sta­wi­cielką Nie­wier­nych, któ­rzy prze­trwali. Pogrą­żona w sta­nie zwa­nym pomroką została pogrze­bana w Dún Maer­genn, gdzie cze­kała ponad stu­le­cie na swoją kolej, żeby wypa­try­wać naro­dzin Gra­ala. W swoim ciele prze­cho­wuje mnó­stwo dusz, skra­dzio­nych w kani­ba­li­stycz­nym akcie, który Nie­wierni nazy­wają komu­nią.

Kto wie, co jej szep­czą w ciem­no­ściach?

Jènoah – jeden z czte­rech człon­ków rodu Esani, jacy prze­trwali. Był panem ponu­rej twier­dzy zwa­nej Cairn­haem, ukry­tej głę­boko w Noc­nych Tur­niach. Gabriel, Celene i Dior udali się do niej, licząc na mądrość Jènoah, ale odkryli jedy­nie, że ancien ode­brał sobie życie. W kaplicy w cichym château trójka odna­la­zła jego ostat­nie słowa wypi­sane wła­sną krwią na pod­ło­dze.

„To ocze­ki­wa­nie: zbyt dłu­gie. To brze­mię: zbyt cięż­kie. Ojcze, wybacz mi”.

Wul­fric – ojciec Gabriela i wojow­nik z rodu Esani. Nie­wiele wia­domo na jego temat, poza tym, że miesz­kał przez pewien czas w León, gdzie został kochan­kiem matki Gabriela, Auriél. Dziew­czyna porzu­ciła kochanka, gdy zaszła w ciążę, więc Wul­fric nie miał wpływu na wycho­wa­nie Gabriela. Powró­cił jed­nakże na krótko wezwany przez Auriél, gdy jego syn zacho­ro­wał.

Po swo­jej Prze­mia­nie Celene odna­la­zła Wul­frica w jego domu w San Yves. Tam została jego uczen­nicą, zanim go pożarła, przej­mu­jąc jego moc i wszyst­kie dusze, które w sobie nosił.

Dla­czego? Oto jest pyta­nie, do dia­ska.

Ale­xan­dre de Augu­stin III – jako cesarz Eli­da­enu, Obrońca Jed­nej Wiary i Pro­tek­tor Kró­le­stwa wła­dał ze Zło­tych Sal w Augu­stin od sie­dem­na­stego roku życia. Teraz dobiega sie­dem­dzie­siątki i wieść nie­sie, że brze­mię korony spada głów­nie na czoło jego uko­cha­nej (i znacz­nie młod­szej) mał­żonki.

Isa­bella Augu­stin – żona Ale­xan­dre’a III, cesa­rzowa Eli­da­enu. Była patronką Ordo Argent i po bitwie pod Bliź­nia­kami paso­wała Gabriela na ryce­rza. Pozo­stał jej prawą ręką przez wiele lat, okry­wa­jąc się pod jej patro­na­tem wielką chwałą.

Maxi­mille de Augu­stin – król-wojow­nik, który przed z górą sze­ściu­set laty roz­po­czął pro­ces jed­no­cze­nia pię­ciu woju­ją­cych państw w wiel­kie cesar­stwo eli­da­eń­skie. Zgi­nął, zanim jego marze­nie mogło się urze­czy­wist­nić, ale jego potom­ko­wie po dziś dzień zasia­dają na Pię­cio­ra­kim Tro­nie. W uzna­niu jego docze­snych zasług Kościół Jed­nej Wiary ogło­sił go swoim siód­mym Świę­tym Męczen­ni­kiem.

Michon – Pierw­sza Męczen­niczka, pro­sta łow­czyni, która została uczen­nicą Odku­pi­ciela, a po zgła­dze­niu go na kole ponio­sła jego świętą wojnę w świat. Mało kto wie, że była rów­nież jego kochanką i że z ich związku naro­dziła się córka imie­niem Esan, co w języku sta­ro­tal­ho­skim zna­czy „wiara”.

Esan – córka Michon i Odku­pi­ciela. Cztery stu­le­cia temu jej potom­ko­wie wznie­cili bunt prze­ciw dyna­stii Augu­sti­nów. Powsta­nie, które póź­niej nazwano here­zją aavsencką, zostało stłu­mione przez świę­tych ryce­rzy Jed­nej Wiary. Ich sto­licę, Char­bo­urg, splą­dro­wano, a więk­szość bun­tow­ni­ków zgi­nęła.

Dior Lachance jest ostat­nią przed­sta­wi­cielką tego rodu.

Krew Voss – ród wam­pi­rzy wywo­dzący się od Fabiéna, który nazywa sie­bie Żela­zno­ser­cymi. Odzna­czają się nad­ludzką odpor­no­ścią na fizyczny ból, a ich nesto­rzy potra­fią czy­tać w myślach i prze­ma­wiać wprost do umy­słów.

Krew Dyvok – potom­stwo strasz­li­wego Toly­eva, zwane także Nie­po­skro­mio­nymi. Wszyst­kie wam­piry są nad­zwy­czaj silne, ale nawet naj­młod­szy Dyvok jest w sta­nie zawsty­dzić nesto­rów z innych rodów. Ancien Dyvo­ków potra­fią zapa­no­wać nad ludźmi siłą swo­jego głosu, a zdol­ność tę nazywa się Biczem.

Krew Ilon – Szepty, lato­ro­śle wiel­kiego Ilona. O wiele sub­tel­niejsi od Dyvo­ków, umieją mani­pu­lo­wać emo­cjami za pomocą jed­nego słowa, a ich nesto­rzy potra­fią jed­nym spoj­rze­niem spra­wić, że całe sale wypełni zgroza lub zachwyt. Zdol­ność tę nazywa się Naci­skiem.

Krew Cha­stain – potom­ko­wie cesa­rzo­wej Mar­got, zwani także Paste­rzami. Cha­stainowie panują nad stwo­rze­niami ziemi i nieba i potra­fią przy­bie­rać ich roz­liczne formy; im są starsi, tym wię­cej postaci mogą przy­jąć. Paste­rze są także upior­nie szybcy, a ich nesto­rzy wydają się zdolni iść z wia­trem w zawody.

Krew Esani – Nie­wierni. Here­tycki kult kani­bali i cza­row­ni­ków, któ­rzy potra­fią mani­pu­lo­wać krwią za pomocą mrocz­nej sztuki zwa­nej san­gwi­man­cją. Im mniej będziemy o nich mówić, tym lepiej.

Bla­do­kr­wi­ści – pół­lu­dzie, dzieci zro­dzone z wam­pi­rzych ojców. Posia­dają słab­szą wer­sję nad­na­tu­ral­nych darów swo­ich ojców, dzie­dzi­czą jed­nak po nich także żądzę krwi, prze­kleń­stwo zwane sangirè, czer­wone pra­gnie­nie. Na dłu­gie lata można zapa­no­wać nad tą przy­pa­dło­ścią za pomocą nar­ko­tyku zwa­nego sanc­tu­sem, osta­tecz­nie jed­nak spro­wa­dza ona wszyst­kich bla­do­kr­wi­stych do żąd­nych krwi zwie­rząt.

A teraz, mes amis, czas koń­czyć.I oto, moje dzieci, słowo jego Ojca stało się cia­łem – Synem – i wszyst­kie chóry empi­rej­skie wypeł­niły się nie­zmie­rzoną rado­ścią. Jego Matce-Dzie­wicy zastępy anio­łów zło­żyły hołd, a jej świę­temu dzie­cię­ciu każdy poda­ro­wał skarb uczy­niony wła­snymi rękami. Od Evan­ge­line otrzy­mał Umiar­ko­wa­nie, od Eirene Nadzieję, wielki Raphael obda­rzył go Mądro­ścią, aby Odku­pi­ciel mógł spra­wie­dli­wie wła­dać kró­le­stwami tego świata. Zaś by jego wro­go­wie drżeli przed nim, ponury Mahné poda­ro­wał dzie­ciątku wła­dzę nad Śmier­cią, Sanael – tajem­nice krwi, Gabriel zaś Ogień, który wypali mu drogę do tronu.

I spodo­bało się to Kró­lowi Nie­bios.

Księga Odku­pi­ciela, 2:39I

Prezenty pożegnalne

– Celene powie­działa ci, że nie zosta­łem na pogrze­bie Dior.

– Oui. – Jean-François uniósł smu­kłą dłoń w ostrze­gaw­czym geście. – Zanim jed­nak znowu pogrą­żysz się w ckli­wych lamen­tach, myślę, że uczci­wie byłoby ostrzec cię, że wspo­mniała także, iż Lachance nie zgi­nęła w bitwie o Dún Maer­genn. Trzy dni póź­niej, po tym, jak ciało pocho­wano w gro­bowcu Matki-Dzie­wicy, Święty Graal otwo­rzył ponow­nie swe nie­bie­ściut­kie oczęta. Oszczędź więc swoje łzy dla tru­ba­du­rów.

– Trzy dni. – Gabriel pokrę­cił głową. – Rów­nie dobrze mogło upły­nąć całe życie.

– Rozu­miem, że nie dowie­dzia­łeś się zbyt rychło o tym powro­cie do życia?

– Już dawno mnie tam wtedy nie było.

– Jakie to wygodne.

Sre­bro­święty posłał mar­ki­zowi ostre spoj­rze­nie, zatrzesz­czał ści­śnięty pod­ło­kiet­nik.

– Nie było w tym niczego wygod­nego, ty bez­duszny kuta­sie. Myśla­łem, że ona nie żyje! Rozu­miesz to? Du kurwy nędzy, na Boga Wszech­mo­gą­cego, kiedy myślę o pie­kle, jakie prze­sze­dłem, o cier­pie­niu na myśl, że ta dziew­czyna ode­szła, bo zawio­dłem ją jak moją córkę, jak moją żonę, jak każdą inną duszę na tym zapo­mnia­nym przez Boga padole łez, jaką KIE­DY­KOL­WIEK KOCHA­ŁEM…

– Spo­koj­nie, Gabrielu.

Sre­bro­święty stał, zaci­ska­jąc pię­ści. Jean-François sły­szał serce walące mu w piersi, zapach krwi i żelaza wypeł­niał powie­trze. Sie­dział z nogą zało­żoną na nogę, sta­ra­jąc się spra­wiać wra­że­nie pogod­nego. Jed­nakże cień ataku Gabriela z pierw­szej nocy ich roz­mowy zawisł nagle mię­dzy nimi, a Jean-François na­dal miał bli­zny na ciele.

– Del­phine czeka za drzwiami wraz z oddzia­łem uzbro­jo­nych nie­wol­nych. – Wam­pir ski­nął pió­rem. – I jeśli dasz mi powód, żeby go wezwać, oba­wiam się, że nie obej­dzie się z tobą łagod­nie. – Pochy­lił się i szep­nął kon­spi­ra­cyj­nie: – Nie­biosa jedne wie­dzą, czemu dobry capi­ta­ine za tobą nie prze­pada.

Gabriel zapa­no­wał nad gnie­wem, ode­tchnął głę­boko i zapadł się ponow­nie w fotelu. Upił łyk wina i skrzy­wił się.

– Serce mi pęka, kiedy to sły­szę.

– Nie potra­fię nawet wyobra­zić sobie two­jego cier­pie­nia. – Jean-François odpo­wie­dział takim samym uśmie­chem, prze­wra­ca­jąc oczami. – Ale skoro już mowa o pęk­nię­tym sercu, to jak to moż­liwe, że wieść o cudow­nym zmar­twych­wsta­niu Gra­ala nie dotarła do cie­bie? Jak daleko mogłeś się odda­lić, zanim szel­mow­ski mały tru­pek wywlekł się ze swo­jego grobu?

– Powie­dział­bym ci, żebyś zapy­tał Celene i prze­ko­nał się, czy kłam­stwa, któ­rymi cię karmi, pasują do tych, jakie mi wysy­czała. Jed­nak ni­gdy nie pozwól, żeby dwa razy uką­sił cię ten sam wąż, wam­pi­rze. – Gabriel wzru­szył ramio­nami. – Pew­nie osta­tecz­nie nie ma to zna­cze­nia. W tam­tym cza­sie wie­dzia­łem tylko, że dziew­czyna, którą przy­sią­głem chro­nić, została zamor­do­wana na moich oczach. W dodatku z mojej winy. Tak samo jak moja Patience.

Sre­bro­święty prze­su­nął kciu­kiem po wyta­tu­owa­nym na pal­cach imie­niu.

– Wiesz, zawieść uko­chaną to jedno, ale zawieść wła­sne dziecko to coś cał­kiem innego. Nie poj­mu­jesz głębi tego uczu­cia, będąc tym, kim jesteś. Kiedy jed­nak decy­du­jesz się spro­wa­dzić na ten świat życie, idzie za tym obiet­nica. Się­ga­jąca szpiku kości. Poczu­łem ją w sobie, kiedy tylko wzią­łem Patience na ręce.

Pokrę­cił głową ze zdu­mie­niem i szep­tał dalej:

– Boże, była taka maleńka. Bałem się, że zro­bię jej krzywdę. Nie chcia­łem jej wziąć na ręce, kiedy Astrid pró­bo­wała mi ją podać. Zro­zu­miała jed­nak. Znała mnie lepiej, niż zna­łem sam sie­bie. I kiedy wepchnęła mi to małe cie­płe zawi­niątko na ręce, poczu­łem, jak zgroza we mnie… top­nieje. Sto­piła się, zago­to­wała i stward­niała w stal takiej deter­mi­na­cji, że roz­cię­łaby zie­mię na dwoje. Łatwiej jest, gdy nie­na­wi­dzisz tego, z czym wal­czysz, ale o wiele lepiej jest kochać to, czego bro­nisz. Patrząc w oczy mojego dziecka, wie­dzia­łem, że zro­bił­bym wszystko, żeby zapew­nić mu bez­pie­czeń­stwo. Wszystko. To samo obie­ca­łem Dior. Powie­dzia­łem, że wywal­czę sobie drogę powrotną z otchłani, żeby sta­nąć u jej boku. Nie rozu­mia­łem, jak bar­dzo wtedy tego potrze­bo­wa­łem. Nie dostrze­ga­łem pustki w sobie, którą ta dziew­czyna powoli wypeł­niała. Ale po wielu wspól­nych milach i przej­ściach Dior Lachance zaczęła zna­czyć dla mnie tyle samo co córka, którą kie­dyś trzy­ma­łem na rękach. – Pokrę­cił głową i ode­tchnął głę­boko. – I zawio­dłem je obie. Poże­gna­łem się z nią. Zakra­dłem się do zim­nej kom­naty, gdzie poło­żono ją na noc przed pogrze­bem. Dawno już minęła godzina duchów, wygłod­niałe wia­try wyły pośród ruin Maer­genn, a chaos bitwy zastą­piła gorzka świa­do­mość, jaką cenę przy­szło nam wszyst­kim zapła­cić. Aaron odje­chał z Bap­ti­ste’em, żeby spró­bo­wać odszu­kać iskrę miło­ści pośród popio­łów. Lachlan zbli­żał się do dna butelki i szu­kał pocie­chy w mętach; prze­żył jako jedyny ze srebr­nego oddziału, który spro­wa­dził na pomoc Dior. Pho­ebe została ze swo­imi, pła­cząc nad tru­pem męża, któ­rego stra­ciła, odna­la­zła i znowu stra­ciła.

– A Celene?

– Pie­przyć Celene – wark­nął Gabriel, prze­su­wa­jąc wyta­tu­owa­nymi knyk­ciami po ustach. – Wie­działa od samego początku. O Odku­pi­cielu. Jego klą­twie. Syn Boga, któ­rego czciła, ścią­gnął to pie­kło na nas wszyst­kich, a ona na­dal chciała przed nim klę­kać. Wbiła mi nóż w plecy. Kła­mała mi pro­sto w twarz. Na temat mojego ojca. Esani. I osta­tecz­nie to przez nią stra­ci­łem Dior. Moja sio­stra mogła spło­nąć w pie­kle, jeśli o mnie cho­dzi.

Sta­łem w tym zim­nym pomiesz­cze­niu i patrzy­łem na biedne dziecko. Rany, które wyorała mi w policzku, pło­nęły od moich łez. Dłu­gie, jasne włosy uło­żono wokół jej głowy jak aure­olę, ubrano ją w piękną zbroję pły­tową, lśniącą w sła­bym świe­tle. Jed­nak lewą rękę celowo zosta­wiono odsło­niętą, wciąż pora­nioną i poszar­paną – stra­ciła wszyst­kie palce poza kciu­kiem i pal­cem wska­zu­ją­cym w bitwie, którą osta­tecz­nie przy­pła­ciła życiem. Cały świat pogrą­żył się w burzy, a ja bez niej stra­ci­łem grunt pod nogami. Prze­pa­dła nadzieja na spro­wa­dze­nie słońca z powro­tem. Myśl o lep­szym jutrze. Zosta­łem w końcu z jedyną rze­czą, jaka pozo­stała mi po nocy, kiedy on zapu­kał do mych drzwi. Z zemstą.

Pło­ną­łem pra­gnie­niem zemsty; to był jedyny ogień, jaki mnie jesz­cze roz­grze­wał. Zdjąw­szy szy­nel z mar­twego srebr­nego brata, dosia­dłem konia i poga­lo­po­wa­łem w wichurę. Przy­sią­głem tej bied­nej dziew­czy­nie, że nawet jeśli niczego wię­cej nie doko­nam, zanim tra­fię do pie­kła, na które naprawdę zasłu­ży­łem, dopil­nuję, żeby Fabién Voss zmarł na moich oczach. Pomsz­czę świat, który on znisz­czył. Z tą obiet­nicą i pre­zen­tami poże­gnal­nymi od Dior poje­cha­łem zabić Wiecz­no­tr­wa­łego Króla.

Jean-François zmarsz­czył brwi.

– Pre­zenty poże­gnalne?

Gabriel pokrę­cił głową, oczy mu się zaszkliły. Popa­trzył w chy­mijną kulę – duchy prze­szło­ści migo­tały w jej bla­sku.

– Przez nie­koń­czącą się noc jecha­łem na pół­nocny wschód z bie­giem Òrd i powoli plan for­mo­wał się w mojej gło­wie. Wkrótce miał minąć naj­cięż­szy okres zimy, co było bło­go­sła­wień­stwem i prze­kleń­stwem zara­zem. Odkąd nastał bez­dzień, wio­sna, lato i jesień trwały razem rap­tem trzy mie­siące, ale żaden wam­pir nie może prze­kro­czyć pły­ną­cej wody ina­czej niż po moście lub w trum­nie. Nadej­ście odwilży zna­czyło, że wkrótce będę podró­żo­wał wol­niej, ale z dru­giej strony Bez­kre­sny Legion będzie musiał zakoń­czyć marsz. Armia Fabiéna znaj­do­wała się gdzieś we wschod­nim Eli­da­enie, bo on jak zawsze kie­ro­wał wzrok na Augu­stin, ale przy odro­bi­nie szczę­ścia potężne châteaux bro­niące sto­licy od pół­nocy wytrzy­mały kolejną zimę i Wiecz­no­tr­wały Król będzie musiał się wyco­fać i pocze­kać na kolejną porę mro­zów.

Pocze­kać na mnie.

Znaj­do­wa­łem w dro­dze tylko dwie pocie­chy, a obie roz­grze­wały mnie bar­dziej niż myśl o nad­cho­dzą­cej wio­śnie. Pierw­szą był mój wierz­cho­wiec, dzielny Argent, poda­ru­nek od mojej sta­rej przy­ja­ciółki Fionny z Czer­wo­nej Straż­nicy. Wielki wałach prze­pro­wa­dził mnie bez­piecz­nie przez prze­klętą Uroczną Pusz­czę i zamar­z­nięte Pogó­rze aż pod mury Maer­genn. To była szla­chetna ossway­ska rasa zwana tar­reun, znana z siły i wytrzy­ma­ło­ści. Był zasad­ni­czo mysza­tej maści o lek­kim poły­sku przy­wo­dzą­cym na myśl metal – pew­nie stąd wzięło się jego imię – miał jed­nak białe skar­petki na przed­nich nogach i białe plamy na gło­wie, ukła­da­jące się nie­mal w kształt czaszki. Biegł nie­zmor­do­wany, poko­ny­wał całe mile śniegu bez wytchnie­nia, tak nie­za­wodny, jak tylko można sobie życzyć.

Druga moja pocie­cha jechała przy­mo­co­wana do sio­dła Argenta, poły­sku­jąc sre­brem w bez­gra­nicz­nej ciem­no­ści: moja wierna klinga, Poże­raczka Popio­łów. Trzy­ma­łem ją, kiedy wyci­na­łem sobie krwawą drogę przez Maer­genn, zabi­ja­jąc jed­na­kowo nie­szczę­śni­ków i szla­chet­no­kr­wi­stych. Scho­wa­łem ją jed­nak do pochwy, gdy zsze­dłem chwiej­nie do grobu, gdzie zoba­czy­łem koniec Dior, i od tam­tej pory nie mia­łem odwagi jej dobyć. Wie­dzia­łem, że Popi szcze­rze mnie kocha, ale kochała też Dior, w końcu razem zabiły Dan­tona Vossa. Cho­ciaż mogła prze­ma­wiać tylko wtedy, gdy dzier­żyło się ją w dłoni, musiała widzieć wszystko, co wyda­rzyło się mię­dzy Celene a mną w ostat­nich chwi­lach, zanim Lilidh…

Gabriel z tru­dem prze­łknął ślinę i pokrę­cił głową.

– Już ci wspo­mnia­łem: naj­lep­szy przy­ja­ciel to szczery przy­ja­ciel, zim­no­krwi­sty, ale prawda to naj­ostrzej­szy nóż. I bałem się tego, jak głę­boko może zra­nić mnie Popi, kiedy wresz­cie znowu jej dobędę. Potrze­bo­wa­łem dwóch nocy, żeby zebrać się na odwagę. Moje dni były mroczne jak zmierzch, a zmierz­chy ciemne jak śro­dek nocy; zdła­wione słońce kuś­ty­kało po nie­bie, kiedy jecha­łem nie­ustan­nie na pół­noc. Prze­mie­rza­łem ten kraj lata temu, kiedy wal­czy­łem w kam­pa­niach ossway­skich, mimo to wstrzą­snęło mną, jak głę­boko wżarło się w niego zepsu­cie. Poła­cie mar­twych drzew, gru­bych od lodu i zdła­wio­nych grzy­bem. Lodo­wate wia­try wyły nad mar­twymi zie­miami upraw­nymi. Szary śnieg cuch­nął siarką i cią­gnął się jak okiem się­gnąć. Ni­gdzie śpiewu pta­ków. Ani śladu cie­pła. Ani śladu nadziei.

Noco­wa­łem w znisz­czo­nej wieży straż­ni­czej. To był led­wie krąg walą­cego się kamie­nia z próch­nie­ją­cym drew­nia­nym dachem zatrzy­mu­ją­cym śnieg. Dopa­li­łem poobied­nią fajkę sanc­tusu, sakra­ment osa­dzał się w moich żyłach i uspo­ka­jał sza­le­jący we mnie głód. Sie­dząc przy ogniu, poło­ży­łem Poże­raczkę na kola­nach. Przy­glą­da­łem się damie na ręko­je­ści, wło­som wyrzeź­bio­nym w dłu­gie, srebrne fale i rękom wycią­gnię­tym na jelcu. Wzią­łem głę­boki wdech i powoli wycią­gną­łem miecz z pochwy. Jed­nak w gło­wie usły­sza­łem tylko ciszę.

– Popi…? – szep­ną­łem.

Ostrze było dłu­gie i zakrzy­wione w sta­ro­tal­ho­skim stylu, tajem­ni­cze znaki lśniły na klin­dze w świe­tle ognia i ury­wały się sześć cali od miej­sca, gdzie powi­nien być koniec. Przyj­rza­łem się sre­brzy­stej damie na ręko­je­ści o twa­rzy zamro­żo­nej w wiecz­nym uśmie­chu, aniel­skiej i pogod­nej.

– Poże­raczko Popio­łów?

PUUUUUŚĆ MNIE, Z-Z-Z-ZŁO­CZYŃCO!

Głos w mojej gło­wie mniej przy­po­mi­nał pieśń, a bar­dziej wrzask, który ude­rzył tak nagle i gło­śno, że pra­wie wypu­ści­łem ją z ręki. Zamy­ka­jąc dło­nie na gład­kiej skó­rze ręko­je­ści, skrzy­wi­łem się i cze­ka­łem, aż echo krzyku wyga­śnie w mojej czaszce.

– Jak pra­gnę wygrzmo­cić słodką Matkę-Dzie­wicę, Popi, nie ma potrzeby, żeby…

OBMIER­ZŁY NĘDZ­NIKU! N-N-N-NIE­WIERNY KUN­DLU! NIE PLAM M-M-MOJEJ RĘKO­JE­ŚCI SWOIM GRZESZ­NYM D-D-DOTY­KIEM ANI MOICH USZU SWYMI BEZ­BOŻ­NYMI ZNIE­WA­GAMI! WSTYDŹ SIĘ, TY OSPO­WATA GNIDO, WYPO­WIA­DA­JĄC TAK OBRZY­DLIWE B-B-BLUŹ­NIER­STWA!

– Myśla­łem, że do tej pory już się przy­zwy­cza­iłaś.

WYPUŚĆ MNIE, SKUR­WY­SYNU!

– Posłu­chaj, Popi, prze­pra­szam, ale…

MYDŁEK! CH-CHAM! POD­ŁEGO POCHO­DZE­NIA BĘKART PUSZ­CZAL­SKIEJ…

– Słu­chaj no, prze­stań na mnie WRESZ­CIE WRZESZ­CZEĆ, DOBRZE?

Argent par­sk­nął i uniósł wzrok, kiedy mój ryk roz­brzmiał wśród walą­cych się ścian. Moja klinga zamil­kła, dama na ręko­je­ści wciąż się uśmie­chała, cho­ciaż jakimś cudem jed­no­cze­śnie zdo­łała spio­ru­no­wać mnie wzro­kiem.

Wes­tchną­łem wtedy, prze­su­ną­łem dło­nią po twa­rzy i aż syk­ną­łem, gdy kciu­kiem podraż­ni­łem rany. Zmru­ży­łem oczy, patrząc na ciemną stal ostrza Popi, i zoba­czy­łem ich mętne odbi­cie: dwa wyżło­bie­nia wyrwane przez kości bied­nej, pogru­cho­ta­nej ręki Dior. Minęło kilka dni, a one wciąż się nie goiły, ciało pod pra­wym okiem i na policzku zostało głę­boko roz­orane. Wyglą­dały pra­wie jak łzy uro­nione nad dziew­czyną, która mi je poda­ro­wała.

– Na­dal są widoczne.

Sre­bro­święty pod­niósł wzrok na Jeana-François, który popu­kał się pió­rem w gładki poli­czek. Gabriel odru­chowo pod­niósł rękę, musnął bli­zny pod pra­wym okiem.

– Bla­do­kr­wi­ści leczą się ze wszyst­kich ran oprócz tych naj­bar­dziej śmier­cio­no­śnych, de León. Tak samo jak Krewni. Bar­dzo nie­wiele rze­czy zosta­wia nam bli­zny. Nie uzna­łeś tego za dziwne, że rany zadane przez Lachance się nie goją?

– Oui. – Gabriel wzru­szył ramio­nami. – Widzia­łem jed­nak już wcze­śniej, jak jej krew spo­piela wam­piry. A w końcu sam byłem w poło­wie wam­pi­rem. Prawdę mówiąc, byłem zbyt zbo­lały z powodu jej śmierci, żeby dużo o tym myśleć. Patrząc tam­tej nocy na swoje odbi­cie w klin­dze Poże­raczki, uzna­łem, że zasłu­ży­łem na odro­binę bólu.

– Masz wszel­kie prawo być na mnie zła, Poże­raczko Popio­łów – powie­dzia­łem jej wtedy. – Wiem, że cię zawio­dłem. Że zawio­dłem ją. Jed­nakże od dnia, kiedy pierw­szy raz wzią­łem cię do ręki, pozo­sta­łem wierny…

N-n-nie mów mi o wie­rze! Kalasz moją ręko­jeść swo­imi rękami z-z-z-zło­dzieja!

– Nie jestem zło­dzie­jem.

Ty w gnoju toczony kozo­jebco, jakim cudem m-m-m-mnie dzier­żysz? Gdzie mój p-p-pra­wo­wity pan? O, nie­szczę­sny głup­cze, jeśli go skrzyw­dzi­łeś, zastępy nie­bie­skie odwrócą wzrok od pie­kła, jakie c-c-c-ci urzą­dzę!

– Popi, to ja jestem twoim panem. Twoim przy­ja­cie­lem.

Dia­bła tam, powia­dam! Co za per­fi­dia i pod­łość, wyrwać mnie z rąk, któ­rym mnie powie­rzono! N-n-n-n-niego-go-god­nyś mnie, ty świ­nio­lubny worze kła­ków!

Serce zaci­snęło mi się w piersi, gdy dotarła do mnie prawda. Od nocy, kiedy pękła na skó­rze Wiecz­no­tr­wa­łego Króla, Poże­raczka Popio­łów ni­gdy do końca się nie otrzą­snęła. Jej umysł błą­dził, zaci­nała się, mówiąc, cza­sem tra­ciła orien­ta­cję, gdzie, a nawet kiedy się znaj­duje, ale ni­gdy dotąd nie doszła do tego, żeby…

Nie kalaj mnie wię­cej swo­imi l-l-l-lep­kimi łap­skami i zwróć mnie m-m-mojemu panu! Będę POTRZEBNA w n-nad­cho­dzą­cej bitwie! ZWRÓĆ MNIE, POWIA­DAM!

Jej głos ucichł, kiedy wsu­ną­łem ją z powro­tem do pochwy i puści­łem ręko­jeść. Chyba ni­gdy dotąd nie czu­łem się bar­dziej samotny niż w tam­tej chwili. Bez względu na moje porażki nawet naj­ciem­niej­sze godziny mojego życia roz­świe­tlał cię­żar tego ostrza w ręce. A teraz…

Słodka Matko-Dzie­wico, ona nawet nie pamię­tała, kim jestem.

Zasta­na­wia­łem się nad powo­dem tego stanu rze­czy. Nad tym, co się zmie­niło mię­dzy nami. Jed­nak w minio­nych cza­sach, kiedy Popi tra­ciła poczu­cie czasu, zawsze odnaj­dy­wała drogę powrotną do teraź­niej­szo­ści. Do mnie. Mając nadzieję, że wspo­mnie­nia wrócą do niej wraz z wątłym świa­tłem jutrzenki, odło­ży­łem ją na bok i uca­ło­wa­łem srebrne czoło. Zwi­ną­łem się powoli obok ognia i ruszy­łem na poszu­ki­wa­nie snu.

Jean-François zanu­rzył pióro w atra­men­cie.

– To dość nie­mą­dre, co? Pomi­ja­jąc nie­na­wiść do sie­bie? Wędrówka po pust­ko­wiach Eli­da­enu bez nikogo, kto czu­wałby nad tobą, to pro­sze­nie się o kło­poty, oui?

– Nie mia­łem dużego wyboru. – Gabriel wzru­szył ramio­nami. – Jed­nak według mojej oceny byłem względ­nie bez­pieczny. Kam­pa­nia Nikity w Osswayu nie pozo­sta­wiła za sobą niczego żywego, a zorien­to­wał­bym się, gdyby jakiś Umarły się zbli­żał, zanimby do mnie dotarł.

– W jaki spo­sób?

Gabriel prze­su­nął pal­cem po srebr­nym wzo­rze na dło­niach: gir­lan­dzie cza­szek na pra­wej, ple­cionce z róż na lewej. Histo­ryk wie­dział, że takie tatu­aże pokry­wają więk­szość jego ciała, a przy­naj­mniej te czę­ści, które Gabriel był uprzejmy mu poka­zać.

– Egida sre­bro­świę­tego – mruk­nął Jean-François.

– Tusz zacząłby pło­nąć w obec­no­ści zła, i to tak jasno, żeby je ośle­pić. Dar, któ­remu nie dorówna żadna docze­sna zbroja. – Gabriel wzru­szył ramio­nami. – A poza tym Argent robił za pochod­nię pło­nącą nie­mal rów­nie jasno jak sre­bro na mojej skó­rze. Stwo­rze­nia ziemi i nieba nie­na­wi­dzą two­jego rodzaju, wam­pi­rze. Wasz zapach, sama wasza obec­ność wypro­wa­dza je z rów­no­wagi. Uznaw­szy więc, że jestem dosta­tecz­nie bez­pieczny, zasną­łem, mając nadzieję, że nie będę pamię­tał snów. – Gabriel upił łyk wina i się skrzy­wił. – Mimo to wciąż prze­śla­do­wała mnie w snach. Więź mię­dzy nami została spi­sana czer­wie­nią w moich żyłach. Dwa razy już piłem jej krew, raz w San Michon, kiedy ura­to­wała mi życie, i potem znowu w Cairn­haem, kiedy pró­bo­wała mi je ode­brać. Prze­ko­na­łem się, że Celene czeka na mnie za murem snu: postać w falu­ją­cym szkar­ła­cie. Stała przede mną na murach Dún Maer­genn z Aléne Voss więd­nącą w jej obję­ciach. A kiedy pod­nio­sła okrwa­wione usta znad gar­dła Księż­nej Wiecz­no­ści, uśmiech­nęła się, uka­zu­jąc nagą szczękę pełną ostrych jak brzy­twa zębów.

– Prze­sss tę krew będziemy mieć życie wieczne.

Obu­dzi­łem się od tego syku i się­gną­łem po miecz, ale, mru­ga­jąc pośród zim­nej ciem­no­ści, przy­po­mnia­łem sobie, gdzie jestem. Ogień zgasł, burza uci­chła, zapach siarki spa­dał wraz ze świe­żym śnie­giem. Zer­k­ną­łem przez okno mojej walą­cej się wieży, słu­cha­łem szeptu wia­tru i pośród niego usły­sza­łem deli­katne jak oddech dziecka skrzy­pie­nie mrozu pod szybko bie­gną­cymi sto­pami.

Argent prych­nął, ude­rza­jąc kopy­tami w zimną, kamienną pod­łogę. Oprzy­tom­nia­łem cał­ko­wi­cie, brzuch wypeł­nił mi się lodem, gdy poją­łem, że nie jestem sam. Cho­ciaż wierz­cho­wiec się dener­wo­wał, moja egida wciąż nie pło­nęła, byłem więc prze­ko­nany, że cokol­wiek zbliża się nocą, nie jest to wam­pir.

Ostatni Sre­bro­święty zaśmiał się, obra­ca­jąc kie­lich w zręcz­nych pal­cach.

– Możesz wyobra­zić sobie moje zdzi­wie­nie, kiedy skur­wiel wpadł przez okno i spró­bo­wał urwać mi głowę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij