-
promocja
Cesarstwo świtu. Cykl Wampirze cesarstwo. Księga 3 - ebook
Cesarstwo świtu. Cykl Wampirze cesarstwo. Księga 3 - ebook
Gabriel de León stracił rodzinę, wiarę i ostatnią nadzieję na położenie kresu nieskończonej nocy – Świętego Graala, Dior. Kiedy jego jedyną motywacją pozostaje zemsta, wyprawia się z drużyną wiernych towarzyszy do serca rozdzieranego wojną Augustin, by pozbawić życia Wiecznotrwałego Króla.
Ostatni Srebroświęty nie wie jednak, że Graal żyje – i spieszy do oblężonej stolicy cesarstwa, wiedziona wątłą nadzieją na zakończenie bezdnia. W dworskich salach czai się jednak zdrada, a legiony Wiecznotrwałego Króla z każdym dniem są coraz bliżej. Gabriel i Dior zostają wciągnięci w ostateczną bitwę, która zadecyduje o przyszłych losach cesarstwa. Kiedy słońce zachodzi po raz – być może – ostatni, nikomu nie mogą już ufać.
Nawet sobie nawzajem.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68591-90-3 |
| Rozmiar pliku: | 7,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Czas nie jest przyjacielem śmiertelników, drogi Czytelniku, i kto wie, ile pór roku upłynęło, odkąd ostatni raz rozmawialiśmy. Pamięć w najlepszym razie jest niewiarygodnym narratorem, a w najgorszym kłamliwym przyjacielem. Jako że twój historyk do żadnego z nich nie pała afektem, proponuję Ci przypomnienie głównych aktorów tego dramatu:
Gabriel de León – Ostatni Srebroświęty, Czarny Lew z Lorson i Miecz Cesarstwa. Gabriel jest bladokrwistym – synem śmiertelnej kobiety i ojca-wampira – który odziedziczył moc swojego stwórcy i jego żądzę krwi. Urodził się dziewięć lat przed nadejściem bezdnia, kiedy słońce zostało przesłonięte na niebie cesarstwa Elidaenu, a w wieku lat piętnastu zwerbowano go do Srebrnego Zakonu San Michon. Stał się wzorem w tym świętym bractwie, sama cesarzowa pasowała go na rycerza, zanim popadł w niełaskę z powodu miłości.
A ja tu siedzę i nie mam słodkich dźwięków skrzypiec pod ręką.
Ponad dziesięć lat po ekskomunice Gabriel stał się wrakiem człowieka, myślącym jedynie o pomszczeniu famille zamordowanej przez Wiecznotrwałego Króla, Fabiéna Vossa. Jednak kiedy spotkał Dior Lachance, poświęcił swoje życie ochronie dziewczyny i pokochał ją szczerze jak własną córkę, Patience.
Kiedy próbował dowiedzieć się, w jaki sposób Dior mogłaby zakończyć bezdzień, został zdradzony przez swoją siostrę Celene i rozdzielony ze swą świętą podopieczną. Zwerbował armię tancerzy zmierzchu z Pogórza Osswayskiego, aby wyrwać Dior z rąk demonów, które ją pojmały. Jednakże – jak to często bywa w przypadku tego tak zwanego bohatera – tragedia już czekała na końcu jego drogi.
Czyż to nie rozkoszne, że zawsze można na niego liczyć?
Dior Lachance – w wieku jedenastu lat osierocona przez matkę prostytutkę. Jej życie drobnej złodziejki zostało niespodziewanie przerwane, gdy okazało się, że jej krew leczy wszelkie rany. Uciekła Inkwizycji, która chciała ją stracić za czary, i odkryła, że jej moc nie jest darem Upadłego, ale pochodzi z samych niebios. Dior jest potomkinią Esan, córki śmiertelnego syna samego Boga, Odkupiciela.
Zdecydowana wypełnić swoje przeznaczenie i zakończyć bezdzień, Dior trafiła pod opiekę Gabriela de León i jego wampirzej siostry, Celene. Ścigana przez dzieci Wiecznotrwałego Króla została pojmana przez Nikitę i Lilidh, najstarsze wampiry rodu Dyvok. Uwięziona w ufortyfikowanym mieście Maergenn odkryła, że jej krew jest w stanie wyrwać każdego człowieka z wampirzego zniewolenia – fałszywej miłości wywołanej przez trzykrotne picie z tego samego wampira przez trzy kolejne noce.
Zawiązawszy spisek z innymi śmiertelnikami na dworze Dyvoków, Dior pomogła obalić ich przeklęte królestwo wampirów. Na koniec jednak została zabita przez ancien Dyvoków, Lilidh, która skręciła jej kark, zanim Gabriel zdążył ją uratować.
Trzy dni po swojej śmierci Dior otworzyła oczy w mauzoleum w podziemiach Maergenn.
Celene Castia – przyrodnia siostra Gabriela. W wieku lat piętnastu została okaleczona i zamordowana przez Laure, najmłodszą córkę Wiecznotrwałego Króla, w zemście za działania brata. Szesnaście lat później powróciła do życia Gabriela, przedstawiając się jako liathe i tropiąc Dior.
Chociaż stworzył ją Voss, twierdziła, że należy do tajemniczego rodu Esani, tego samego, którego członkiem był ojciec Gabriela. Mimo wzajemnej nieufności rodzeństwo przez pewien czas współpracowało, poszukując starodawnych wampirów Esani i sekretnej wiedzy o tym, jak Dior może zakończyć bezdzień. Obawiając się jednak, że przez swoją narastającą żądzę krwi Gabriel stanowi zagrożenie dla Dior, Celene ostatecznie zdradziła go i próbowała zamordować.
Rodzeństwo połączyło ponownie siły, żeby uratować Dior z rąk Dyvoków. Kiedy Gabriel odkrył, że Celene nie tylko była uczennicą jego ojca, ale także go zamordowała, jego nieufność powróciła. Gdy zaś dowiedział się, że sam Odkupiciel odpowiada za stworzenie pierwszych wampirów, wpadł w szał, który pozwolił Lilidh zamordować Dior.
Trzy dni później Dior zmartwychwstała, ale we wnętrznościach krypt pod miastem Celene była świadkiem jeszcze jednego przebudzenia: starodawnej wampirzycy z rodu Esani imieniem Maryn, która może mieć klucz do zakończenia bezdnia raz na zawsze.
Phoebe á Dúnnsair – Phoebe miesiącami podróżowała z Dior pod postacią pumy, zanim ujawniła swoją prawdziwą naturę: tancerki zmierzchu, zdolnej przybierać ludzką lub zwierzęcą postać o zachodzie słońca.
Oddzielona od Dior przez podstęp Celene, Phoebe szukała dziewczyny razem z Gabrielem. Podczas podróży odkryli, że łączy ich tragedia, jakiej oboje doświadczyli: mąż Phoebe zginął podczas wojny, a ona, podobnie jak Gabriel, straciła córkę. Tancerka zmierzchu i srebroświęty zostali kochankami, a ich śmiało opisane ze wszystkimi szczegółami miłosne uniesienia rozwiązały zagadkę, która pozwoliła zjednoczyć Pogórze w misji ratunkowej.
Podczas finałowej walki z Nieposkromionymi Phoebe odnalazła swojego męża, Connora, który okazał się niewolnym Lilidh Dyvok uwięzionym na stałe w ciele wilka.
Jednakże ich ponowne spotkanie okazało się rozkosznie krótkie.
Connor á Lachlainn – tancerz zmierzchu z Pogórza Osswayskiego, potomek najpotężniejszej tamtejszej królowej, Ailidh Siewczyni Burzy. Connor latami wędrował po cesarstwie Elidaenu, zanim wrócił na Pogórze i poślubił młodszą Phoebe. Chociaż miał rzekomo zginąć podczas wojny z rywalizującymi klanami, w rzeczywistości został schwytany przez Lilidh Dyvok, a jego mistyczna krew dała jej rodowi moc potrzebną do podboju Osswayu.
Connor żył pod postacią wielkiego białego wilka, kiedy służył na dworze Dyvoków, ale gdy jego więź z Lilidh została zerwana, zażarcie bronił Graala i księżniczki Reyne á Maergenn przed pazurami wampirzycy.
Jak na złość hrabina zabiła go, zanim mógł wyjaśnić swoje powody.
Reyne á Maergenn – piąta córka legendarnej Niamh Dziewięć Mieczy, księżnej Osswayu. Ojciec Reyne był nieznanym wędrowcem, którego Niamh wzięła sobie na kochanka po śmierci męża. Narodziny Reyne z nieprawego łoża były źródłem wstydu dla Niamh, zatem dziewczynę wychowywała starsza siostra, Yvaine, w Elidaenie, z dala od dworu Dziewięciu Mieczy.
Kiedy wiele lat później Reyne wróciła, żeby bronić ojczyzny, wpadła w ręce Dyvoków, gdy ci zdobyli Maergenn. Dior przełamała jej zniewolenie i we dwie pomogły uwolnić resztę niewolnych, pokonać armie Dyvoków i zabić najstarsze wampiry.
Jak znalazły w tym wszystkim czas na miłostki, to mi się w głowie nie mieści.
Nastolatki, oui?
Astrid Rennier – była nieślubną córką cesarza Alexandre’a III, którą zamknięto w klasztorze San Michon, kiedy jej istnienie stało się krępujące dla nowej żony cesarza, Isabelli. Po tym, jak jej przyjaźń z Gabrielem rozkwitła w odwzajemnioną miłość, została ekskomunikowana razem z nim, gdy wyszło na jaw, że jest w ciąży.
Po narodzinach córki i ślubie osiedli razem na południowych rubieżach cesarstwa, by wieść cichy, spokojny, szczęśliwy żywot.
Wiecie, co było potem.
Patience de León – córka Gabriela i Astrid. Kiedy przyszła na świat, jej ojciec, dawny srebroświęty, wytatuował sobie jej imię srebrem na knykciach, żeby nigdy nie zapomnieć, co jest naprawdę ważne. Była jego radością i dumą, prawdziwym słońcem na nieboskłonie jego życia.
Miała jedenaście lat, kiedy została zamordowana przez Wiecznotrwałego Króla, Fabiéna Vossa.
A to mnie ludzie nazywają potworem.
Pożeraczka Popiołów – zaczarowany miecz Gabriela, który telepatycznie porozumiewa się z właścicielem. Chociaż nie została wykuta ze srebra, jest śmiertelnie niebezpieczna dla zimnokrwistych i w czasach swojej największej chwały we dwoje z Gabrielem wyrąbywali sobie drogę przez szeregi Umarłych.
Zdarzają jej się krótkie przebłyski przytomności umysłu, najczęściej jednak nie bardzo wie, gdzie – a nawet kiedy – przebywa. Zmieniła się na zawsze po tym, jak jej ostrze zostało złamane na skórze Wiecznotrwałego Króla. Sposób, w jaki Gabriel wszedł w jej posiadanie, pozostaje przedmiotem licznych spekulacji pośród minstreli, truwerów i knajpianych proroków z całego cesarstwa.
Jeśli o mnie chodzi, to chciałbym wreszcie usłyszeć jakieś odpowiedzi!
Aaron de Coste – był synem baronowej i wampira z Krwi Ilon. Terminował w Srebrnym Zakonie razem z Gabrielem, a ich początkowa zaciekła rywalizacja z czasem przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Odszedł z zakonu po tym, jak odkryto jego związek z kowalem Baptiste’em Sa-Ismaelem.
Osiadł ze swoim ukochanym w château Aveléne, gdzie wiedli sielankowy żywot, dopóki ponad dziesięć lat później Gabriel nie pojawił się ponownie w ich życiu. W efekcie ich dom został zniszczony przez Dyvoków, zaś Aaron zginął z ręki Kiary, córki Nikity, i powrócił jako szlachetnokrwisty wampir. Trafił na dwór Nikity, gdzie został zniewolony przez ancien Dyvoków i został jego kochankiem, biorąc udział we wszelkich deprawacjach w krwawym buduarze Czarnosercego.
Jego umysł został ostatecznie wyzwolony od wpływu Nikity przez ukochanego Baptiste’a.
Kto jednak wie, co kryje się w jego sercu?
Baptiste Sa-Ismael – dawny czarnoręki ze Srebrnego Zakonu, przyjaciel Gabriela i geniusz kuźni. Opuścił zakon razem z Aaronem, kiedy wyszedł na jaw ich związek, i został pojmany, gdy wiele lat później ich siedzibę zniszczyli Dyvokowie.
Został zniewolony przez Kiarę i uwolniony przez Dior. Chwycił za broń i stanął do walki z Dyvokami; w bitwie o Dún Maergenn walczył dzielnie ramię w ramię z Gabrielem i swoimi byłymi braćmi ze Srebrnego Zakonu. Zadał ostateczny cios Nikicie, uwalniając ukochanego Aarona z niewoli i dowodząc, że nawet w najzimniejszych klimatach i najmroczniejszych czasach miłość doprawdy wszystko zwycięża.
Tak, drogi Czytelniku. To był sarkazm.
Chloe Sauvage – siostra Ordo Argent, przyjaciółka Astrid i Gabriela z dzieciństwa. Spotkawszy ponownie przyjaciela wiele lat po jego ekskomunice, zwerbowała go do pomocy w ochronie Dior Lachance. Kierując się starożytnym proroctwem, zamierzała sprowadzić Dior do opactwa San Michon, wierzyła bowiem, że tam uda się zakończyć bezdzień za pomocą rytuału, którego opis odnalazła w bibliotece. Gdy Gabriel odkrył, że rytuał sprowadza się do złożenia Dior w ofierze, zamordował Chloe i pół tuzina innych srebroświętych, stając w obronie dziewczyny.
Sœur Sauvage niewątpliwie była fanatyczką, ale może nie całkiem zwariowała. Po bitwie o Dún Maergenn w grobie pod miastem odkryto drugą połowę jej proroctwa, która może skrywać tajemnicę zakończenia bezdnia na zawsze.
Lachlan á Craeg – pierwszy i ostatni uczeń Gabriela w Srebrnym Zakonie. Lachlan był bladokrwistym synem Tolyeva, priori Dyvoków. Całe dzieciństwo spędził w poddaństwie krwi, służył swojemu potwornemu ojcu. Pojmany w wieku lat piętnastu przejrzał na oczy, dostrzegł okrucieństwo swojej rodziny i został zwerbowany przez Gabriela do Srebrnego Zakonu. Stali się serdecznymi przyjaciółmi i nawet kiedy wyszedł na jaw romans Gabriela z Astrid, Lachlan nie chciał wyrzec się mentora.
Wiele lat później młody srebroświęty dowiedział się o ataku Gabriela na katedrę San Michon w obronie Dior. Omyłkowo uznał, że dziewczyna opętała Gabriela czarami, i z tego powodu tropił swojego dawnego mistrza w całym cesarstwie. Ostatecznie uwierzył w boskie pochodzenie Dior. Zebrał grupę srebroświętych, żeby wesprzeć Gabriela podczas bitwy o Maergenn, i pomógł Sa-Ismaelowi zabić swojego przyrodniego brata, Nikitę.
Jednakże wierność Lachlana miała wysoką cenę – jako jedyny srebroświęty przeżył walkę.
Joaquin Marenn – psiarczyk z Aveléne, który został niewolnym Kiary Dyvok po zniszczeniu jego domu. Uwolniony przez Dior, został w Maergenn, zdecydowany uratować swoją ukochaną: osswayską dziewczynę imieniem Isla á Cuinn.
Chociaż Isla okazała się zdrajczynią, Joaquin wykazał się w ostatecznej bitwie, pomógł Dior uwolnić ludzi zniewolonych przez Dyvoków i skrzyknął ich do walki w obronie Graala.
Brynne á Killaech – tancerka zmierzchu z Pogórza z rodzaju zwanego úrfuil – niedźwiedzi lud. Podobnie jak większość jej rodzaju, Brynne uległa nieodwracalnej zmianie spowodowanej przez Czas Skalanej Krwi i w ludzkiej postaci zachowuje wiele zwierzęcych cech.
Jest zaciekłą wojowniczką i dzielnie walczyła podczas bitwy o Dún Maergenn.
Fabién Voss – Wiecznotrwały Król, priori Krwi Voss. Fabién jako pierwszy ancien wykorzystał nieszczęśników (bezrozumną odmianę wampirów, której liczebność ogromnie wzrosła podczas bezdnia) do walki: stworzył z nich armię znaną jako Bezkresny Legion. Fabién od tego czasu podbił większość cesarstwa i zamierza teraz zdobyć jego stolicę, Augustin.
Wymordował famille Gabriela, a odkąd dowiedział się o istnieniu Dior, obsesyjnie wysyłał swoje dzieci, żeby ją pojmały – w nieznanym celu. Gabriel odkrył, że Fabién był kiedyś jednym z Rycerzy Krwi – wampirzych wojowników, którzy zniszczyli ród Esani podczas bitwy o Charbourg kilka stuleci wcześniej. Jednak w grobie pod Maergenn czekało na Ostatniego Srebroświętego o wiele bardziej mrożące w żyłach odkrycie na temat jego śmiertelnego wroga: Fabién był jednym z pięciu śmiertelnych kapłanów odpowiedzialnych za zabicie Odkupiciela, których przekleństwo syna bożego zmusiło do trwania pod postacią nieumarłych.
Jest jednym z pięciu pierwszych wampirów na świecie.
Danton Voss – Bestia z Vellene, najmłodszy syn Fabiéna, jeden z siedmiorga Książąt Wieczności. Zginął z ręki Dior, która zadała mu cios Pożeraczką Popiołów, uprzednio namaściwszy miecz własną świętą krwią.
Laure Voss – Upiór w Czerwieni, najmłodsza córka Fabiéna, stwórczyni Celene Castii. Zginęła z ręki Gabriela w bitwie pod Bliźniakami.
Alba i Aléne Voss – Zgrozy – najstarsze dzieci Fabiéna, posłane do Dún Maergenn, żeby odebrały Dyvokom Dior. Zamiast tego jednak same zginęły – Albę zabił Gabriel w pojedynku, a Celene wypiła swoją cioteczkę Aléne, aż zostały z niej same popioły.
Nikita Dyvok – Czarnosercy, priori Krwi Dyvok. Posłużył się splugawioną krwią tancerzy zmierzchu, żeby wzmocnić i tak już przerażającą siłę swojego rodu. W ten sposób podsycił inwazję na Ossway i zmienił niegdyś potężny kraj w kostnicę. Zniewolił Aarona de Coste i prowadził właśnie negocjacje w związku z przekazaniem Dior swojemu dawnemu kochankowi, Fabiénowi, kiedy zginął w bitwie o Maergenn z ręki Baptiste’a Sa-Ismaela.
Lilidh Dyvok – Bezserdeczna, Zimowa Oblubienica, najstarsza z rodu Dyvok. Bardziej przebiegła od swojego wojowniczego brata, odkryła magyę krwi tancerzy zmierzchu i zakwestionowała prawdziwy powód, dla którego Fabién poszukiwał Dior. Zginęła podczas bitwy o Dún Maergenn, ale wcześniej zdążyła złamać kark Dior i zabić męża Phoebe, Connora. Zostawiła po sobie potomka, Żmija, który teraz jest nestorem Krwi Dyvok.
Jakże nisko upadają potężni.
Illia – była priori Krwi Esani, założycielką ich religii. Krążą wieści, że za życia była czarownicą, ale kiedy stała się wampirzycą, znalazła religię w postaci Jednej Wiary i poświęciła nie-życie na podtrzymywanie rodu wywodzącego się od Odkupiciela.
Została zamordowana podczas kataklizmu, jakim była bitwa o Charbourg, w której dowodził jej wielki wróg, Fabién Voss.
Maryn – Matka Potworów i obecna priori Krwi Esani. Ród Esani praktycznie przestał istnieć w Charbourgu, ocalały z niego tylko cztery osoby. By zapewnić sobie przetrwanie, ostatni Esani rozproszyli się po całym cesarstwie i wypatrywali w tajemnicy oznak obecności potomków Odkupiciela, którzy mogli przeżyć tamtą potworną noc.
Chociaż wygląda jak dziecko, Maryn jest najstarszą przedstawicielką Niewiernych, którzy przetrwali. Pogrążona w stanie zwanym pomroką została pogrzebana w Dún Maergenn, gdzie czekała ponad stulecie na swoją kolej, żeby wypatrywać narodzin Graala. W swoim ciele przechowuje mnóstwo dusz, skradzionych w kanibalistycznym akcie, który Niewierni nazywają komunią.
Kto wie, co jej szepczą w ciemnościach?
Jènoah – jeden z czterech członków rodu Esani, jacy przetrwali. Był panem ponurej twierdzy zwanej Cairnhaem, ukrytej głęboko w Nocnych Turniach. Gabriel, Celene i Dior udali się do niej, licząc na mądrość Jènoah, ale odkryli jedynie, że ancien odebrał sobie życie. W kaplicy w cichym château trójka odnalazła jego ostatnie słowa wypisane własną krwią na podłodze.
„To oczekiwanie: zbyt długie. To brzemię: zbyt ciężkie. Ojcze, wybacz mi”.
Wulfric – ojciec Gabriela i wojownik z rodu Esani. Niewiele wiadomo na jego temat, poza tym, że mieszkał przez pewien czas w León, gdzie został kochankiem matki Gabriela, Auriél. Dziewczyna porzuciła kochanka, gdy zaszła w ciążę, więc Wulfric nie miał wpływu na wychowanie Gabriela. Powrócił jednakże na krótko wezwany przez Auriél, gdy jego syn zachorował.
Po swojej Przemianie Celene odnalazła Wulfrica w jego domu w San Yves. Tam została jego uczennicą, zanim go pożarła, przejmując jego moc i wszystkie dusze, które w sobie nosił.
Dlaczego? Oto jest pytanie, do diaska.
Alexandre de Augustin III – jako cesarz Elidaenu, Obrońca Jednej Wiary i Protektor Królestwa władał ze Złotych Sal w Augustin od siedemnastego roku życia. Teraz dobiega siedemdziesiątki i wieść niesie, że brzemię korony spada głównie na czoło jego ukochanej (i znacznie młodszej) małżonki.
Isabella Augustin – żona Alexandre’a III, cesarzowa Elidaenu. Była patronką Ordo Argent i po bitwie pod Bliźniakami pasowała Gabriela na rycerza. Pozostał jej prawą ręką przez wiele lat, okrywając się pod jej patronatem wielką chwałą.
Maximille de Augustin – król-wojownik, który przed z górą sześciuset laty rozpoczął proces jednoczenia pięciu wojujących państw w wielkie cesarstwo elidaeńskie. Zginął, zanim jego marzenie mogło się urzeczywistnić, ale jego potomkowie po dziś dzień zasiadają na Pięciorakim Tronie. W uznaniu jego doczesnych zasług Kościół Jednej Wiary ogłosił go swoim siódmym Świętym Męczennikiem.
Michon – Pierwsza Męczenniczka, prosta łowczyni, która została uczennicą Odkupiciela, a po zgładzeniu go na kole poniosła jego świętą wojnę w świat. Mało kto wie, że była również jego kochanką i że z ich związku narodziła się córka imieniem Esan, co w języku starotalhoskim znaczy „wiara”.
Esan – córka Michon i Odkupiciela. Cztery stulecia temu jej potomkowie wzniecili bunt przeciw dynastii Augustinów. Powstanie, które później nazwano herezją aavsencką, zostało stłumione przez świętych rycerzy Jednej Wiary. Ich stolicę, Charbourg, splądrowano, a większość buntowników zginęła.
Dior Lachance jest ostatnią przedstawicielką tego rodu.
Krew Voss – ród wampirzy wywodzący się od Fabiéna, który nazywa siebie Żelaznosercymi. Odznaczają się nadludzką odpornością na fizyczny ból, a ich nestorzy potrafią czytać w myślach i przemawiać wprost do umysłów.
Krew Dyvok – potomstwo straszliwego Tolyeva, zwane także Nieposkromionymi. Wszystkie wampiry są nadzwyczaj silne, ale nawet najmłodszy Dyvok jest w stanie zawstydzić nestorów z innych rodów. Ancien Dyvoków potrafią zapanować nad ludźmi siłą swojego głosu, a zdolność tę nazywa się Biczem.
Krew Ilon – Szepty, latorośle wielkiego Ilona. O wiele subtelniejsi od Dyvoków, umieją manipulować emocjami za pomocą jednego słowa, a ich nestorzy potrafią jednym spojrzeniem sprawić, że całe sale wypełni zgroza lub zachwyt. Zdolność tę nazywa się Naciskiem.
Krew Chastain – potomkowie cesarzowej Margot, zwani także Pasterzami. Chastainowie panują nad stworzeniami ziemi i nieba i potrafią przybierać ich rozliczne formy; im są starsi, tym więcej postaci mogą przyjąć. Pasterze są także upiornie szybcy, a ich nestorzy wydają się zdolni iść z wiatrem w zawody.
Krew Esani – Niewierni. Heretycki kult kanibali i czarowników, którzy potrafią manipulować krwią za pomocą mrocznej sztuki zwanej sangwimancją. Im mniej będziemy o nich mówić, tym lepiej.
Bladokrwiści – półludzie, dzieci zrodzone z wampirzych ojców. Posiadają słabszą wersję nadnaturalnych darów swoich ojców, dziedziczą jednak po nich także żądzę krwi, przekleństwo zwane sangirè, czerwone pragnienie. Na długie lata można zapanować nad tą przypadłością za pomocą narkotyku zwanego sanctusem, ostatecznie jednak sprowadza ona wszystkich bladokrwistych do żądnych krwi zwierząt.
A teraz, mes amis, czas kończyć.I oto, moje dzieci, słowo jego Ojca stało się ciałem – Synem – i wszystkie chóry empirejskie wypełniły się niezmierzoną radością. Jego Matce-Dziewicy zastępy aniołów złożyły hołd, a jej świętemu dziecięciu każdy podarował skarb uczyniony własnymi rękami. Od Evangeline otrzymał Umiarkowanie, od Eirene Nadzieję, wielki Raphael obdarzył go Mądrością, aby Odkupiciel mógł sprawiedliwie władać królestwami tego świata. Zaś by jego wrogowie drżeli przed nim, ponury Mahné podarował dzieciątku władzę nad Śmiercią, Sanael – tajemnice krwi, Gabriel zaś Ogień, który wypali mu drogę do tronu.
I spodobało się to Królowi Niebios.
Księga Odkupiciela, 2:39I
Prezenty pożegnalne
– Celene powiedziała ci, że nie zostałem na pogrzebie Dior.
– Oui. – Jean-François uniósł smukłą dłoń w ostrzegawczym geście. – Zanim jednak znowu pogrążysz się w ckliwych lamentach, myślę, że uczciwie byłoby ostrzec cię, że wspomniała także, iż Lachance nie zginęła w bitwie o Dún Maergenn. Trzy dni później, po tym, jak ciało pochowano w grobowcu Matki-Dziewicy, Święty Graal otworzył ponownie swe niebieściutkie oczęta. Oszczędź więc swoje łzy dla trubadurów.
– Trzy dni. – Gabriel pokręcił głową. – Równie dobrze mogło upłynąć całe życie.
– Rozumiem, że nie dowiedziałeś się zbyt rychło o tym powrocie do życia?
– Już dawno mnie tam wtedy nie było.
– Jakie to wygodne.
Srebroświęty posłał markizowi ostre spojrzenie, zatrzeszczał ściśnięty podłokietnik.
– Nie było w tym niczego wygodnego, ty bezduszny kutasie. Myślałem, że ona nie żyje! Rozumiesz to? Du kurwy nędzy, na Boga Wszechmogącego, kiedy myślę o piekle, jakie przeszedłem, o cierpieniu na myśl, że ta dziewczyna odeszła, bo zawiodłem ją jak moją córkę, jak moją żonę, jak każdą inną duszę na tym zapomnianym przez Boga padole łez, jaką KIEDYKOLWIEK KOCHAŁEM…
– Spokojnie, Gabrielu.
Srebroświęty stał, zaciskając pięści. Jean-François słyszał serce walące mu w piersi, zapach krwi i żelaza wypełniał powietrze. Siedział z nogą założoną na nogę, starając się sprawiać wrażenie pogodnego. Jednakże cień ataku Gabriela z pierwszej nocy ich rozmowy zawisł nagle między nimi, a Jean-François nadal miał blizny na ciele.
– Delphine czeka za drzwiami wraz z oddziałem uzbrojonych niewolnych. – Wampir skinął piórem. – I jeśli dasz mi powód, żeby go wezwać, obawiam się, że nie obejdzie się z tobą łagodnie. – Pochylił się i szepnął konspiracyjnie: – Niebiosa jedne wiedzą, czemu dobry capitaine za tobą nie przepada.
Gabriel zapanował nad gniewem, odetchnął głęboko i zapadł się ponownie w fotelu. Upił łyk wina i skrzywił się.
– Serce mi pęka, kiedy to słyszę.
– Nie potrafię nawet wyobrazić sobie twojego cierpienia. – Jean-François odpowiedział takim samym uśmiechem, przewracając oczami. – Ale skoro już mowa o pękniętym sercu, to jak to możliwe, że wieść o cudownym zmartwychwstaniu Graala nie dotarła do ciebie? Jak daleko mogłeś się oddalić, zanim szelmowski mały trupek wywlekł się ze swojego grobu?
– Powiedziałbym ci, żebyś zapytał Celene i przekonał się, czy kłamstwa, którymi cię karmi, pasują do tych, jakie mi wysyczała. Jednak nigdy nie pozwól, żeby dwa razy ukąsił cię ten sam wąż, wampirze. – Gabriel wzruszył ramionami. – Pewnie ostatecznie nie ma to znaczenia. W tamtym czasie wiedziałem tylko, że dziewczyna, którą przysiągłem chronić, została zamordowana na moich oczach. W dodatku z mojej winy. Tak samo jak moja Patience.
Srebroświęty przesunął kciukiem po wytatuowanym na palcach imieniu.
– Wiesz, zawieść ukochaną to jedno, ale zawieść własne dziecko to coś całkiem innego. Nie pojmujesz głębi tego uczucia, będąc tym, kim jesteś. Kiedy jednak decydujesz się sprowadzić na ten świat życie, idzie za tym obietnica. Sięgająca szpiku kości. Poczułem ją w sobie, kiedy tylko wziąłem Patience na ręce.
Pokręcił głową ze zdumieniem i szeptał dalej:
– Boże, była taka maleńka. Bałem się, że zrobię jej krzywdę. Nie chciałem jej wziąć na ręce, kiedy Astrid próbowała mi ją podać. Zrozumiała jednak. Znała mnie lepiej, niż znałem sam siebie. I kiedy wepchnęła mi to małe ciepłe zawiniątko na ręce, poczułem, jak zgroza we mnie… topnieje. Stopiła się, zagotowała i stwardniała w stal takiej determinacji, że rozcięłaby ziemię na dwoje. Łatwiej jest, gdy nienawidzisz tego, z czym walczysz, ale o wiele lepiej jest kochać to, czego bronisz. Patrząc w oczy mojego dziecka, wiedziałem, że zrobiłbym wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Wszystko. To samo obiecałem Dior. Powiedziałem, że wywalczę sobie drogę powrotną z otchłani, żeby stanąć u jej boku. Nie rozumiałem, jak bardzo wtedy tego potrzebowałem. Nie dostrzegałem pustki w sobie, którą ta dziewczyna powoli wypełniała. Ale po wielu wspólnych milach i przejściach Dior Lachance zaczęła znaczyć dla mnie tyle samo co córka, którą kiedyś trzymałem na rękach. – Pokręcił głową i odetchnął głęboko. – I zawiodłem je obie. Pożegnałem się z nią. Zakradłem się do zimnej komnaty, gdzie położono ją na noc przed pogrzebem. Dawno już minęła godzina duchów, wygłodniałe wiatry wyły pośród ruin Maergenn, a chaos bitwy zastąpiła gorzka świadomość, jaką cenę przyszło nam wszystkim zapłacić. Aaron odjechał z Baptiste’em, żeby spróbować odszukać iskrę miłości pośród popiołów. Lachlan zbliżał się do dna butelki i szukał pociechy w mętach; przeżył jako jedyny ze srebrnego oddziału, który sprowadził na pomoc Dior. Phoebe została ze swoimi, płacząc nad trupem męża, którego straciła, odnalazła i znowu straciła.
– A Celene?
– Pieprzyć Celene – warknął Gabriel, przesuwając wytatuowanymi knykciami po ustach. – Wiedziała od samego początku. O Odkupicielu. Jego klątwie. Syn Boga, którego czciła, ściągnął to piekło na nas wszystkich, a ona nadal chciała przed nim klękać. Wbiła mi nóż w plecy. Kłamała mi prosto w twarz. Na temat mojego ojca. Esani. I ostatecznie to przez nią straciłem Dior. Moja siostra mogła spłonąć w piekle, jeśli o mnie chodzi.
Stałem w tym zimnym pomieszczeniu i patrzyłem na biedne dziecko. Rany, które wyorała mi w policzku, płonęły od moich łez. Długie, jasne włosy ułożono wokół jej głowy jak aureolę, ubrano ją w piękną zbroję płytową, lśniącą w słabym świetle. Jednak lewą rękę celowo zostawiono odsłoniętą, wciąż poranioną i poszarpaną – straciła wszystkie palce poza kciukiem i palcem wskazującym w bitwie, którą ostatecznie przypłaciła życiem. Cały świat pogrążył się w burzy, a ja bez niej straciłem grunt pod nogami. Przepadła nadzieja na sprowadzenie słońca z powrotem. Myśl o lepszym jutrze. Zostałem w końcu z jedyną rzeczą, jaka pozostała mi po nocy, kiedy on zapukał do mych drzwi. Z zemstą.
Płonąłem pragnieniem zemsty; to był jedyny ogień, jaki mnie jeszcze rozgrzewał. Zdjąwszy szynel z martwego srebrnego brata, dosiadłem konia i pogalopowałem w wichurę. Przysiągłem tej biednej dziewczynie, że nawet jeśli niczego więcej nie dokonam, zanim trafię do piekła, na które naprawdę zasłużyłem, dopilnuję, żeby Fabién Voss zmarł na moich oczach. Pomszczę świat, który on zniszczył. Z tą obietnicą i prezentami pożegnalnymi od Dior pojechałem zabić Wiecznotrwałego Króla.
Jean-François zmarszczył brwi.
– Prezenty pożegnalne?
Gabriel pokręcił głową, oczy mu się zaszkliły. Popatrzył w chymijną kulę – duchy przeszłości migotały w jej blasku.
– Przez niekończącą się noc jechałem na północny wschód z biegiem Òrd i powoli plan formował się w mojej głowie. Wkrótce miał minąć najcięższy okres zimy, co było błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Odkąd nastał bezdzień, wiosna, lato i jesień trwały razem raptem trzy miesiące, ale żaden wampir nie może przekroczyć płynącej wody inaczej niż po moście lub w trumnie. Nadejście odwilży znaczyło, że wkrótce będę podróżował wolniej, ale z drugiej strony Bezkresny Legion będzie musiał zakończyć marsz. Armia Fabiéna znajdowała się gdzieś we wschodnim Elidaenie, bo on jak zawsze kierował wzrok na Augustin, ale przy odrobinie szczęścia potężne châteaux broniące stolicy od północy wytrzymały kolejną zimę i Wiecznotrwały Król będzie musiał się wycofać i poczekać na kolejną porę mrozów.
Poczekać na mnie.
Znajdowałem w drodze tylko dwie pociechy, a obie rozgrzewały mnie bardziej niż myśl o nadchodzącej wiośnie. Pierwszą był mój wierzchowiec, dzielny Argent, podarunek od mojej starej przyjaciółki Fionny z Czerwonej Strażnicy. Wielki wałach przeprowadził mnie bezpiecznie przez przeklętą Uroczną Puszczę i zamarznięte Pogórze aż pod mury Maergenn. To była szlachetna osswayska rasa zwana tarreun, znana z siły i wytrzymałości. Był zasadniczo myszatej maści o lekkim połysku przywodzącym na myśl metal – pewnie stąd wzięło się jego imię – miał jednak białe skarpetki na przednich nogach i białe plamy na głowie, układające się niemal w kształt czaszki. Biegł niezmordowany, pokonywał całe mile śniegu bez wytchnienia, tak niezawodny, jak tylko można sobie życzyć.
Druga moja pociecha jechała przymocowana do siodła Argenta, połyskując srebrem w bezgranicznej ciemności: moja wierna klinga, Pożeraczka Popiołów. Trzymałem ją, kiedy wycinałem sobie krwawą drogę przez Maergenn, zabijając jednakowo nieszczęśników i szlachetnokrwistych. Schowałem ją jednak do pochwy, gdy zszedłem chwiejnie do grobu, gdzie zobaczyłem koniec Dior, i od tamtej pory nie miałem odwagi jej dobyć. Wiedziałem, że Popi szczerze mnie kocha, ale kochała też Dior, w końcu razem zabiły Dantona Vossa. Chociaż mogła przemawiać tylko wtedy, gdy dzierżyło się ją w dłoni, musiała widzieć wszystko, co wydarzyło się między Celene a mną w ostatnich chwilach, zanim Lilidh…
Gabriel z trudem przełknął ślinę i pokręcił głową.
– Już ci wspomniałem: najlepszy przyjaciel to szczery przyjaciel, zimnokrwisty, ale prawda to najostrzejszy nóż. I bałem się tego, jak głęboko może zranić mnie Popi, kiedy wreszcie znowu jej dobędę. Potrzebowałem dwóch nocy, żeby zebrać się na odwagę. Moje dni były mroczne jak zmierzch, a zmierzchy ciemne jak środek nocy; zdławione słońce kuśtykało po niebie, kiedy jechałem nieustannie na północ. Przemierzałem ten kraj lata temu, kiedy walczyłem w kampaniach osswayskich, mimo to wstrząsnęło mną, jak głęboko wżarło się w niego zepsucie. Połacie martwych drzew, grubych od lodu i zdławionych grzybem. Lodowate wiatry wyły nad martwymi ziemiami uprawnymi. Szary śnieg cuchnął siarką i ciągnął się jak okiem sięgnąć. Nigdzie śpiewu ptaków. Ani śladu ciepła. Ani śladu nadziei.
Nocowałem w zniszczonej wieży strażniczej. To był ledwie krąg walącego się kamienia z próchniejącym drewnianym dachem zatrzymującym śnieg. Dopaliłem poobiednią fajkę sanctusu, sakrament osadzał się w moich żyłach i uspokajał szalejący we mnie głód. Siedząc przy ogniu, położyłem Pożeraczkę na kolanach. Przyglądałem się damie na rękojeści, włosom wyrzeźbionym w długie, srebrne fale i rękom wyciągniętym na jelcu. Wziąłem głęboki wdech i powoli wyciągnąłem miecz z pochwy. Jednak w głowie usłyszałem tylko ciszę.
– Popi…? – szepnąłem.
Ostrze było długie i zakrzywione w starotalhoskim stylu, tajemnicze znaki lśniły na klindze w świetle ognia i urywały się sześć cali od miejsca, gdzie powinien być koniec. Przyjrzałem się srebrzystej damie na rękojeści o twarzy zamrożonej w wiecznym uśmiechu, anielskiej i pogodnej.
– Pożeraczko Popiołów?
PUUUUUŚĆ MNIE, Z-Z-Z-ZŁOCZYŃCO!
Głos w mojej głowie mniej przypominał pieśń, a bardziej wrzask, który uderzył tak nagle i głośno, że prawie wypuściłem ją z ręki. Zamykając dłonie na gładkiej skórze rękojeści, skrzywiłem się i czekałem, aż echo krzyku wygaśnie w mojej czaszce.
– Jak pragnę wygrzmocić słodką Matkę-Dziewicę, Popi, nie ma potrzeby, żeby…
OBMIERZŁY NĘDZNIKU! N-N-N-NIEWIERNY KUNDLU! NIE PLAM M-M-MOJEJ RĘKOJEŚCI SWOIM GRZESZNYM D-D-DOTYKIEM ANI MOICH USZU SWYMI BEZBOŻNYMI ZNIEWAGAMI! WSTYDŹ SIĘ, TY OSPOWATA GNIDO, WYPOWIADAJĄC TAK OBRZYDLIWE B-B-BLUŹNIERSTWA!
– Myślałem, że do tej pory już się przyzwyczaiłaś.
WYPUŚĆ MNIE, SKURWYSYNU!
– Posłuchaj, Popi, przepraszam, ale…
MYDŁEK! CH-CHAM! PODŁEGO POCHODZENIA BĘKART PUSZCZALSKIEJ…
– Słuchaj no, przestań na mnie WRESZCIE WRZESZCZEĆ, DOBRZE?
Argent parsknął i uniósł wzrok, kiedy mój ryk rozbrzmiał wśród walących się ścian. Moja klinga zamilkła, dama na rękojeści wciąż się uśmiechała, chociaż jakimś cudem jednocześnie zdołała spiorunować mnie wzrokiem.
Westchnąłem wtedy, przesunąłem dłonią po twarzy i aż syknąłem, gdy kciukiem podrażniłem rany. Zmrużyłem oczy, patrząc na ciemną stal ostrza Popi, i zobaczyłem ich mętne odbicie: dwa wyżłobienia wyrwane przez kości biednej, pogruchotanej ręki Dior. Minęło kilka dni, a one wciąż się nie goiły, ciało pod prawym okiem i na policzku zostało głęboko rozorane. Wyglądały prawie jak łzy uronione nad dziewczyną, która mi je podarowała.
– Nadal są widoczne.
Srebroświęty podniósł wzrok na Jeana-François, który popukał się piórem w gładki policzek. Gabriel odruchowo podniósł rękę, musnął blizny pod prawym okiem.
– Bladokrwiści leczą się ze wszystkich ran oprócz tych najbardziej śmiercionośnych, de León. Tak samo jak Krewni. Bardzo niewiele rzeczy zostawia nam blizny. Nie uznałeś tego za dziwne, że rany zadane przez Lachance się nie goją?
– Oui. – Gabriel wzruszył ramionami. – Widziałem jednak już wcześniej, jak jej krew spopiela wampiry. A w końcu sam byłem w połowie wampirem. Prawdę mówiąc, byłem zbyt zbolały z powodu jej śmierci, żeby dużo o tym myśleć. Patrząc tamtej nocy na swoje odbicie w klindze Pożeraczki, uznałem, że zasłużyłem na odrobinę bólu.
– Masz wszelkie prawo być na mnie zła, Pożeraczko Popiołów – powiedziałem jej wtedy. – Wiem, że cię zawiodłem. Że zawiodłem ją. Jednakże od dnia, kiedy pierwszy raz wziąłem cię do ręki, pozostałem wierny…
N-n-nie mów mi o wierze! Kalasz moją rękojeść swoimi rękami z-z-z-złodzieja!
– Nie jestem złodziejem.
Ty w gnoju toczony kozojebco, jakim cudem m-m-m-mnie dzierżysz? Gdzie mój p-p-prawowity pan? O, nieszczęsny głupcze, jeśli go skrzywdziłeś, zastępy niebieskie odwrócą wzrok od piekła, jakie c-c-c-ci urządzę!
– Popi, to ja jestem twoim panem. Twoim przyjacielem.
Diabła tam, powiadam! Co za perfidia i podłość, wyrwać mnie z rąk, którym mnie powierzono! N-n-n-n-niego-go-godnyś mnie, ty świniolubny worze kłaków!
Serce zacisnęło mi się w piersi, gdy dotarła do mnie prawda. Od nocy, kiedy pękła na skórze Wiecznotrwałego Króla, Pożeraczka Popiołów nigdy do końca się nie otrząsnęła. Jej umysł błądził, zacinała się, mówiąc, czasem traciła orientację, gdzie, a nawet kiedy się znajduje, ale nigdy dotąd nie doszła do tego, żeby…
Nie kalaj mnie więcej swoimi l-l-l-lepkimi łapskami i zwróć mnie m-m-mojemu panu! Będę POTRZEBNA w n-nadchodzącej bitwie! ZWRÓĆ MNIE, POWIADAM!
Jej głos ucichł, kiedy wsunąłem ją z powrotem do pochwy i puściłem rękojeść. Chyba nigdy dotąd nie czułem się bardziej samotny niż w tamtej chwili. Bez względu na moje porażki nawet najciemniejsze godziny mojego życia rozświetlał ciężar tego ostrza w ręce. A teraz…
Słodka Matko-Dziewico, ona nawet nie pamiętała, kim jestem.
Zastanawiałem się nad powodem tego stanu rzeczy. Nad tym, co się zmieniło między nami. Jednak w minionych czasach, kiedy Popi traciła poczucie czasu, zawsze odnajdywała drogę powrotną do teraźniejszości. Do mnie. Mając nadzieję, że wspomnienia wrócą do niej wraz z wątłym światłem jutrzenki, odłożyłem ją na bok i ucałowałem srebrne czoło. Zwinąłem się powoli obok ognia i ruszyłem na poszukiwanie snu.
Jean-François zanurzył pióro w atramencie.
– To dość niemądre, co? Pomijając nienawiść do siebie? Wędrówka po pustkowiach Elidaenu bez nikogo, kto czuwałby nad tobą, to proszenie się o kłopoty, oui?
– Nie miałem dużego wyboru. – Gabriel wzruszył ramionami. – Jednak według mojej oceny byłem względnie bezpieczny. Kampania Nikity w Osswayu nie pozostawiła za sobą niczego żywego, a zorientowałbym się, gdyby jakiś Umarły się zbliżał, zanimby do mnie dotarł.
– W jaki sposób?
Gabriel przesunął palcem po srebrnym wzorze na dłoniach: girlandzie czaszek na prawej, plecionce z róż na lewej. Historyk wiedział, że takie tatuaże pokrywają większość jego ciała, a przynajmniej te części, które Gabriel był uprzejmy mu pokazać.
– Egida srebroświętego – mruknął Jean-François.
– Tusz zacząłby płonąć w obecności zła, i to tak jasno, żeby je oślepić. Dar, któremu nie dorówna żadna doczesna zbroja. – Gabriel wzruszył ramionami. – A poza tym Argent robił za pochodnię płonącą niemal równie jasno jak srebro na mojej skórze. Stworzenia ziemi i nieba nienawidzą twojego rodzaju, wampirze. Wasz zapach, sama wasza obecność wyprowadza je z równowagi. Uznawszy więc, że jestem dostatecznie bezpieczny, zasnąłem, mając nadzieję, że nie będę pamiętał snów. – Gabriel upił łyk wina i się skrzywił. – Mimo to wciąż prześladowała mnie w snach. Więź między nami została spisana czerwienią w moich żyłach. Dwa razy już piłem jej krew, raz w San Michon, kiedy uratowała mi życie, i potem znowu w Cairnhaem, kiedy próbowała mi je odebrać. Przekonałem się, że Celene czeka na mnie za murem snu: postać w falującym szkarłacie. Stała przede mną na murach Dún Maergenn z Aléne Voss więdnącą w jej objęciach. A kiedy podniosła okrwawione usta znad gardła Księżnej Wieczności, uśmiechnęła się, ukazując nagą szczękę pełną ostrych jak brzytwa zębów.
– Przesss tę krew będziemy mieć życie wieczne.
Obudziłem się od tego syku i sięgnąłem po miecz, ale, mrugając pośród zimnej ciemności, przypomniałem sobie, gdzie jestem. Ogień zgasł, burza ucichła, zapach siarki spadał wraz ze świeżym śniegiem. Zerknąłem przez okno mojej walącej się wieży, słuchałem szeptu wiatru i pośród niego usłyszałem delikatne jak oddech dziecka skrzypienie mrozu pod szybko biegnącymi stopami.
Argent prychnął, uderzając kopytami w zimną, kamienną podłogę. Oprzytomniałem całkowicie, brzuch wypełnił mi się lodem, gdy pojąłem, że nie jestem sam. Chociaż wierzchowiec się denerwował, moja egida wciąż nie płonęła, byłem więc przekonany, że cokolwiek zbliża się nocą, nie jest to wampir.
Ostatni Srebroświęty zaśmiał się, obracając kielich w zręcznych palcach.
– Możesz wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy skurwiel wpadł przez okno i spróbował urwać mi głowę.