-
nowość
Cętkowana Wstęga - ebook
Cętkowana Wstęga - ebook
Dwa lata temu Julia Stoner zmarła w zamkniętym od środka pokoju. Zdążyła jeszcze wykrzyczeć zagadkowe słowa: „cętkowana wstęga!”. Teraz jej siostra Helena, przerażona i bliska załamania, przybywa na Baker Street. W posiadłości Stoke Moran w hrabstwie Surrey znów słychać nocą tajemniczy gwizd, a ona sama musiała przenieść się do pokoju, w którym umarła Julia. Jej ojczym, porywczy doktor Grimesby Roylott, trzyma w domu egzotyczne zwierzęta i nie cofnie się przed niczym. Sherlock Holmes i doktor Watson podejmują śledztwo, zanim historia się powtórzy. Jedno z najsłynniejszych opowiadań detektywistycznych z cyklu Przygody Sherlocka Holmesa to klasyczna zagadka zamkniętego pokoju. Mroczny dwór, klimat gotyckiej grozy i mistrzowska dedukcja trzymają w napięciu do ostatniej, dosłownie mrożącej krew w żyłach nocy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368914757 |
| Rozmiar pliku: | 714 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wypadki, które opowiedzieć zamierzam, zaszły w początkach mojej przyjaźni z Holmesem, gdy, kawalerami będąc, mieszkaliśmy razem przy Baker Street. Byłbym mógł ogłosić je wcześniej, gdybym nie przyrzekł, że zachowam je w tajemnicy; w ubiegłym miesiącu dopiero zwolniła mnie z dotrzymania słowa śmierć niespodziewana tej, której je dałem. Nadeszła chwila podania tych wydarzeń do wiadomości powszechnej, albowiem doniesiono mi z pewnego źródła, że o śmierci doktora Grimesby’ego Roylotta rozeszły się pogłoski nadające tej sprawie charakter jeszcze poważniejszy, niż miała w istocie.
Było to w początkach kwietnia 1883 roku; budząc się pewnego ranka, ujrzałem przed łóżkiem Sherlocka Holmesa już zupełnie ubranego. Nie był on zazwyczaj rannym ptakiem, a ponieważ zegar na kominku wskazywał dopiero kwadrans na ósmą, przeto spojrzałem na Holmesa ze zdumieniem i z pewną urazą, że mi zakłócił sen.
– Przykro mi bardzo, że cię muszę obudzić, Watsonie – rzekł – ale taki nas wszystkich los dzisiaj. Pani Hudson puściła w ruch cały dom; ponieważ musiała zerwać się niespodzianie z łóżka, więc zemściła się na mnie i na tobie.
– Ale co jest? Pali się?
– Nie, jest klientka, młoda dziewczyna, która przybyła w stanie najwyższego wzburzenia i chce koniecznie widzieć się ze mną. Czeka w bawialni. Otóż, gdy młode dziewczęta wychodzą na miasto o tej godzinie i wyrywają ludzi ze snu, znaczy to, że mają jakiś bardzo nagły interes. Jeśli zaś ta przynosi nam ciekawą sprawę, chciałbyś, jestem pewien, śledzić jej bieg od początku. Z tego względu postanowiłem cię obudzić, byś nie stracił nadarzającej się sposobności.
– Mój drogi, byłbym zrozpaczony, gdybym nie mógł z niej korzystać.
Nic nie roznamiętniało mnie do tego stopnia, co śledzenie Holmesa w jego badaniach i podziwianie szybkości i intuicji, z jaką wysnuwał wnioski, przy których pomocy rozwiązywał najzawilsze zagadki. Ubrałem się śpiesznie i w kilka minut później wchodziłem razem ze swym przyjacielem do bawialni.
Znaleźliśmy się wobec kobiety w czarnym stroju, z twarzą zakrytą gęstą woalką; na nasz widok wstała z krzesła, na którym siedziała przy oknie.
– Dzień dobry pani – rzekł Holmes uprzejmie. – Nazywam się Sherlock Holmes, a oto doktor Watson, mój najlepszy przyjaciel i wspólnik, wobec którego może pani mówić tak szczerze, jak gdybym był sam. Niech pani zechce łaskawie zbliżyć się do ognia, a ja każę pani podać filiżankę gorącej kawy, bo widzę, że pani drży z zimna.
– To nie z zimna – odparła kobieta głosem cichym, zmieniając miejsce.
– A z czego?
– Ze strachu, panie Holmes, powiedziałabym nawet z przerażenia.
To mówiąc, podniosła woalkę i spostrzegliśmy, że była istotnie w stanie niesłychanego wzburzenia: twarz miała zapadniętą, cerę śmiertelnie bladą, oczy niespokojne, wylękłe, jak ścigana zwierzyna. Wyglądała na kobietę lat trzydziestu, ale włosy jej posiwiały przedwcześnie, a w całej postaci przebijało się wielkie znużenie. Sherlock dostrzegł to wszystko od razu jednym przenikliwym rzutem oka.
– Niech się pani nie boi – rzekł życzliwie, pochylając się ku niej i dotykając dłonią jej ramienia – wyświetlimy to szybko, jestem pewien. Zdaje mi się, że pani przyjechała koleją?
– Pan mnie zna?
– Nie, ale widzę bilet powrotny w lewej rękawiczce pani. Wyruszyła pani z domu wcześnie i jechała długo dwukółką złymi drogami do stacji.
Kobieta drgnęła i zdumiona spojrzała na mego towarzysza.
– Nie ma w tym żadnej tajemnicy, kochana pani – rzekł z uśmiechem. – Lewy rękaw żakietu pani jest obryzgany błotem w siedmiu miejscach: znaki są jeszcze świeże: tylko dwukółka może ochlapać w ten sposób, zwłaszcza, jeżeli się siedzi z lewej strony woźnicy.