Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Chaos kontrolowany - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 kwietnia 2026
5,99
599 pkt
punktów Virtualo

Chaos kontrolowany - ebook

Gdziekolwiek spojrzysz, magia już tam jest. Wystarczy ją odnaleźć.

„Chaos kontrolowany” to jedna z dwunastu niesamowitych historii zaklętych w zbiorze opowiadań „Magiczny kompas”.

Książka wydana nakładem wydawnictwa Nie powiem, Hm... zajmuje się dystrybucją.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68695-85-4
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Po pokoju rozniosło się wściekłe prychnięcie; puchaty, brązowo-szary ogon drgał z irytacją.

– Przepraszam – wydusiła Lian. Przyciskała dłoń do ust i wpatrywała się przepraszająco w stojącą na niskim stoliku lampkę nocną. Po chwili ostrożnie pogładziła abażur i z troską w głosie dodała: – Odkręcę to, obiecuję, Mao.

Dziewczyna podniosła się z kolan i przygryzając kciuk, zaczęła chodzić w tę i z powrotem.

– Zobaczysz – zakomunikowała z wymuszonym uśmiechem, ponownie kucając przed lampką. – Znów będziesz ślicznym, wskakującym na wszystko kotkiem! – Podrapała się po czubku nosa, po czym ciągnęła: – Tylko muszę wymyślić, jak to cofnąć. Znasz może zaklęcie? Byłoby znacznie łatwiej, gdybyś znał. No ale i tak nie mówisz… – Westchnęła ciężko. Wzruszyła ramionami i usiadła na dywanie. – Tylko miauczysz i prychasz. Jak zwykle.

Lampka syknęła wściekle, a Lian uniosła pojednawczo ręce i wstała. Idąc w zamyśleniu w kierunku kuchni, wyjęła spod bluzki nefrytowy wisiorek w kształcie psa. Przesuwała kamień między palcami, skupiając myśli na przyjacielu, który niezmiennie, od lat wybawiał ją z wszelkich kłopotów. I tym razem miała nadzieję, że pomoże, a przede wszystkim nie wygłosi tyrady na temat niepanowania nad mocą. Niestety zamiast połączenia otrzymała automatyczną odpowiedź:

„Zajęty waleniem demona piorunem. Oddzwonię później”.

Lian bezwiednie przewróciła oczami i sięgnęła do lodówki po makaron instant. Gdy szybkie danie było gotowe, postawiła kocią lampkę na ławie, a sama usiadła na kanapie z miseczką i pałeczkami w dłoni. W ciszy jadła ryżowe kluski, nie odrywając wzroku od zaklętego zwierzaka, który nie przestawał miauczeć, choć teraz mniej wściekle, a bardziej żałośnie… czy może desperacko? Sama już nie potrafiła stwierdzić.

Po skończonym posiłku wstawiła miseczkę do zlewu, jednak nim odkręciła wodę, usłyszała pukanie do drzwi. Znieruchomiała i szybko prześledziła w głowie listę osób, które mogłyby ją odwiedzić o tej porze. Bliskich znajomych nie miała zbyt wielu, a raczej wcale. Czynsz zapłaciła w terminie, więc nie mógł to też być właściciel mieszkania. Została policja, ale przecież sprawę babeczek na drzewach w pobliskim parku uznano za młodzieńczy wybryk o niskiej szkodliwości, a jej nikt z tym nie powiązał i nie przesłuchiwał. A w ogóle to wydarzyło się pół roku wcześniej.

Podskoczyła w miejscu, kiedy ktoś zapukał po raz kolejny – tym razem bardziej natarczywie. Powoli, na palcach, aby nie wydawać żadnego dźwięku, podeszła do wejścia i spojrzała przez wizjer. Tupnęła poirytowana nogą, widząc szeroki uśmiech na ustach gościa. Czuła całą sobą, że on doskonale wiedział, jak bardzo ją wystraszył.

– Miałeś tego nie robić – zakomunikowała z oburzeniem, otworzywszy drzwi.

– Miałem nie robić wielu rzeczy – odparł z wesołością i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka.

Zaraz za nim do mieszkania wskoczył duży, czarny pies, który od razu podbiegł do lampki i szturchnął ją nosem. Ta w odpowiedzi syknęła.

– Xiaotian! Zostaw! – Lian podbiegła do ławy. Wzięła na ręce zaklętego kota i zaczęła go głaskać, aby się uspokoił. Podeszła z nim do mężczyzny. – To Mao. Wróciłam z pracy, a on skoczył na mnie z szafy i tak samo wyszło, że…

– Że nie zapanowałaś nad mocą – wszedł jej w słowo Erlang. Przekrzywił lekko głowę, przyglądając się kociemu ogonowi, a następnie lekko machnął dłonią i w ramionach dziewczyny znów spoczywał jej puchaty przyjaciel. Jednak Erlang nie zamierzał pozostawić tego bez komentarza. Oparłszy trójząb o ścianę, przy stojaku na parasolki, kontynuował: – I nie potrafiłaś go odczarować. Dlatego byłem ci potrzebny. Dlaczego nie dzwonisz, aby zaprosić mnie na herbatę, tylko zawsze, jak wpakujesz się w kłopoty? Tak jak wtedy, gdy pióra wszystkich ptaków w okolicy twojego studia zabarwiły się na różowo? Albo meble same zaczęły wychodzić z mieszkań? O! Albo te ciastka, które mówiły komplementy każdemu, kto zaczynał je jeść. Albo jeszcze…

– Dobrze! – przerwała, wypuszczając Mao z rąk. – Zrozumiałam. – Przez chwilę patrzyli sobie w oczy w milczeniu; Lian pierwsza odwróciła wzrok i ruszyła do kuchni. – Masz rację, ostatnio rzadko się do ciebie odzywam, ale to niezupełnie moja wina.

– Nie? – Erlang poszedł za nią.

– Nie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij