Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Chasing the heat - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
2969 pkt
punktów Virtualo

Chasing the heat - ebook

Wystarczy iskra, by pragnienia wyrwały się na wolność.

Gabi od dawna marzyła o wakacjach w Grecji u boku narzeczonego. Gdy jednak okazuje się, że praca jest dla niego ważniejsza od wspólnego wyjazdu, kobieta postanawia wyruszyć w podróż z przyjaciółką. Wsiada do samolotu z nadzieją, że urlop pozwoli jej zapomnieć o napięciach w związku i… szybko przekonuje się, że jej marzenie może się ziścić.

Za sprawą drobnego incydentu na lotnisku Gabi poznaje Kubę. Mężczyzna, pełen swobody i uroku, nieoczekiwanie wnosi do jej życia powiew świeżości oraz budzi w niej pragnienia, o jakich wcześniej nawet nie śniła.

Słońce, drinki przy basenie i iskrzące pożądaniem chwile spędzone na gorącej Krecie rozpalają zmysły Gabi oraz wprawiają jej serce w drżenie. Problem polega na tym, że to serce… teoretycznie jest przecież zajęte.

Sprawdź, do czego może doprowadzić jedno pozornie niewinne spotkanie i daj się porwać emocjom buzującym pod greckim niebem!

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-329-0
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

DZIEŃ 1

Siedziałam na pokładzie samolotu już drugą godzinę, czując, jak gula w gardle nie odpuszcza. Nienawidzę latać. Przed chwilą zaświeciła się sygnalizacja „zapiąć pasy”, a ja nawet nie musiałam tego robić, bo latając, zawsze miałam je zapięte. Wszystko jedno, w pasach czy bez nich. I tak przez resztę lotu nie ruszę się ze swojego miejsca. Tak już miałam, że będąc w samolocie, czułam paraliż, a wszystkie moje wnętrzności ściskały się w kulkę. Samolot chwilę temu wpadł w turbulencje, trząsł się co chwilę, raz lżej, raz mocniej, a ja przymknęłam oczy i chyba wstrzymałam oddech, bojąc się o swoje życie. Tylko parę razy zerknęłam przez okno, aby upewnić się, że skrzydła maszyny są na swoim miejscu. Były. Niedługo potem usłyszałam, jak silniki nabierają mocy. Samolot wznosił się wyżej, a moje serce znów zabiło szybciej. Czekałam na to, co jeszcze się wydarzy, i czułam, jak całe moje ciało się spina. Na moje szczęście po jakimś czasie turbulencje ustąpiły, a sygnalizacja informująca o konieczności zapięcia pasów została wyłączona. Poczułam ulgę, choć nie za dużą, bo przecież nadal byłam tysiące metrów nad ziemią, gdzie, moim zdaniem, mogło się wydarzyć wszystko.

– Gabi, ty kiedyś walniesz na zawał w samolocie. Turbulencje są całkowicie normalne… – powiedziała z fotela obok moja przyjaciółka. Chyba chciała mnie uspokoić, ale efekt był wręcz odwrotny.

– Daj mi spokój. Jezu, muszę się napić – odpowiedziałam, robiąc głęboki wdech. Cały czas czułam, jak adrenalina pulsuje mi w żyłach, a serce łomocze. Wcisnęłam guzik, aby przywołać stewardessę.

Nie czekałam długo. Piękna blondynka z idealnie przylizanymi włosami, które spięła w elegancki kok, stanęła przed nami z promiennym uśmiechem. Na jej ustach połyskiwała głęboka czerwień szminki, która pięknie kontrastowała z jasną cerą. Przysięgam, miała po prostu idealną twarz. Niebieskie oczy błyszczały, gdy patrzyła na pasażerów, a w jej spojrzeniu można było dostrzec prawdziwą pasję do pracy, którą wykonywała. Ona naprawdę kochała latać. Absurdalne.

– Mogę w czymś pomóc? – zapytała delikatnym głosem i z profesjonalnym uśmiechem.

– Tak. Chciałabym kupić białe wino – powiedziałam, starając się brzmieć spokojnie, mimo że w moim wnętrzu toczyła się wojna o przetrwanie.

– Oczywiście, proszę chwilę poczekać, zaraz będziemy jechać z serwisem, wtedy będzie możliwość zakupu napojów.

Kobieta patrzyła mi prosto w oczy, czekając na moją reakcję. Miałam nadzieję, że przekleństwa, którymi rzucałam w myślach, nie są widoczne na mojej twarzy. Ale serio? Czy ona robiła mi to na złość? Nie można od razu, bezproblemowo napić się wina. Jezus Maria!

– Dziękuję – syknęłam przez zęby.

Stewardessa pokiwała głową i oddaliła się, a ja wróciłam do mojego niepokoju. Zawsze uważałam się za osobę cierpliwą, ale na takich wysokościach wszystko się zmieniało.

Chciałam czy nie, musiałam poczekać. Rozejrzałam się po samolocie. Pasażerowie wyglądali na dość spokojnych. Prawie wszyscy założyli słuchawki na uszy i patrzyli w swoje mniejsze lub większe ekrany. Wydawali się zrelaksowani. Dobrze. Spokojnie. Przecież nie lecisz ani pierwszy, ani drugi raz. Spojrzałam przez okno. Przed moimi oczami rozpościerało się piękne niebieskie niebo, a chmur niemal nie było. Czy na takie niebo będę patrzyła przez najbliższe dziesięć dni? Jeśli odpowiedź brzmi twierdząco, to jakoś przetrwam jeszcze tę godzinę lotu. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że widok bezchmurnego nieba w jakiś pokrętny sposób działa uspokajająco, jakby powoli wprowadzał mnie w trans. Lecieliśmy stabilnie do przodu, wcale nie spadając. Wszystko powinno się udać.

Kiedy w końcu, na moje szczęście, zaczął się serwis, kupiłam sobie wino. Karolina wzięła to samo, a ja, widząc jej uśmiech, poczułam, że napięcie powoli ustępuje. Zostało już niewiele czasu na pokładzie. Może nie jest to idealny sposób na pokonywanie lęku, ale cóż… Towarzystwo przyjaciółki, jej irytujące mądrości i kieliszek wina pewnie nie sprawią, że uznam latanie za całkowicie bezpieczne, ale może to niebo przestanie być aż tak przerażające.

Lot minął szybciej, niż się spodziewałam. Niedługo potem rozpoczęliśmy lądowanie i zaraz mieliśmy już być na Krecie, co przyjęłam z ogromną ulgą. Bycie coraz bliżej ziemi bardzo mi pasowało. Mimo wszystko z lekkim napięciem obserwowałam przez okno, jak samolot powoli obniża wysokość. Szczęśliwie ten najgorszy dla mnie etap podróży wreszcie się kończył.

Po wyjściu z samolotu od razu poczułam przyjemne, choć nieco duszne ciepło, które informowało, że zaczynamy wakacje. Zdjęłam bluzę, zostając w krótkich sportowych legginsach i luźnej koszulce. Marzyłam o tym, aby jak najszybciej znaleźć się w hotelu. A najlepiej od razu w basenie.

Na lotnisku, jak zwykle w takich miejscach, panował lekki chaos. Tłumy ludzi przemieszczały się z miejsca w miejsce, mniej lub bardziej, ale zawsze, się spiesząc. Stałam przy taśmie, a moi współpasażerowie zaczynali się już nieco niecierpliwić, czekając na swoje bagaże, które wyjątkowo długo i uparcie nie chciały się pojawić. Wokół słychać było narzekania na upał, ciasnotę oraz opóźnienia. No pewnie, ponarzekajmy sobie. Co z tego, że jesteśmy na pięknej wyspie, co z tego, że przez najbliższe dni będziemy leżeć na złotym piasku? Ludzie zawsze znajdą powód, by pomarudzić. Kiedy bagaże zaczęły wyjeżdżać z tunelu, jako jedną z pierwszych zobaczyłam swoją walizkę. Chwyciłam ją w rękę i pociągnęłam, by zaraz postawić obok mnie. Karolina za chwilę też miała już swój bagaż. Teraz musiałyśmy tylko znaleźć odpowiednie wyjście z lotniska. Ruszyłyśmy do przodu, rozglądając się wokół.

– Przepraszam! Przepraszam! Ej… – Usłyszałam czyjś donośny głos dochodzący z oddali. Z jakiegoś powodu uznałam, że nie jest skierowany do mnie. – Poczekaj!

Obejrzałam się i zobaczyłam chłopaka, który biegł, patrząc wprost na mnie. Miał na sobie szary T-shirt i krótkie dresowe spodnie, a jego ciemne włosy były w nieładzie. Zatrzymałam się, czekając, aż do mnie dobiegnie, a kiedy znalazł się obok, nie zdołałam się powstrzymać i zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Był dość wysoki, to się rzucało w oczy jako pierwsze. Następnie popatrzyłam na jego twarz. Brązowe oczy chłopaka przyciągnęły mój wzrok. Błyszczały w sztucznym świetle lotniska i wydawały się dziwnie znajome. Delikatnie się uśmiechał, a jego bezpośrednie spojrzenie przeszywało mnie na wskroś. Przełknęłam ślinę.

– To moja walizka – powiedział niskim, pewnym siebie głosem, a ja się otrząsnęłam z zamyślenia.

– Nie… to moja walizka – odpowiedziałam stanowczo, czując, jak mimo wszystko odrobina niepokoju zaczyna się we mnie rodzić. Zerknęłam na bagaż, by się upewnić. Tak, to na pewno moja.

– Nie, ta na bank jest moja. Zobacz!

Zerknęłam w miejsce, które pokazał palcem, i zauważyłam naklejkę z palmą umieszczoną z boku walizki. I na pewno to nie ja ją nakleiłam.

– O kurczę! Faktycznie. Przepraszam. Dobrze, że teraz to zobaczyłeś… – powiedziałam, oddając mu jego bagaż.

– Nie ma problemu. Tam jest twoja, mamy takie same. – Wskazał palcem na miejsce przy taśmie bagażowej. – Też się pomyliłem. Myślałem, że to moja, więc ją zdjąłem.

– Dziękuję bardzo – odpowiedziałam, zadowolona, że chłopak rozwiązał problem, który zatlił mi się w głowie. Udałam się po, tym razem, swoją walizkę. Podziękowałam chłopakowi jeszcze raz, przyglądając mu się przy okazji ponownie, po czym wróciłam do Karoliny, która czekała na mnie nieco dalej.

*

Razem z Karoliną ruszyłyśmy do autokaru z logo naszego biura podróży, który miał nas wreszcie zawieźć do hotelu. W środku panował przyjemny chłód. Cudownie, że klimatyzacja to już standard, nawet w takich miejscach. Siedząc w miękkim fotelu, obok przyjaciółki zobaczyłam przez okno, że chłopak od walizki wsiada do tego samego autokaru. No proszę. Wszedł do środka, rozglądając się w poszukiwaniu wolnego miejsca i rozmawiając przy tym chyba ze swoimi kolegami. W pewnym momencie zauważył mnie, uśmiechnął się szeroko i uniósł dłoń w geście przywitania. Odpowiedziałam uśmiechem, a w środku coś mi się przyjemnie poruszyło. Z mimowolnym wyrazem zadowolenia na twarzy nałożyłam słuchawki, włączyłam muzykę i rozparłam się wygodnie w fotelu. Cały stres z samolotu właśnie ulatywał, a ja czułam się szczęśliwa, że jestem już na lądzie, cała i bezpieczna.

Całą drogę przespałam, a Karolina, chyba równie zmęczona po podróży i wczesnej pobudce, zrobiła to samo. Obudziłyśmy się dokładnie w chwili, kiedy autokar zatrzymywał się pod hotelem. Wysiadłyśmy ledwo żywe, ale podekscytowane perspektywą pierwszego dnia wakacji.

Rozejrzałam się wokół. Hotel, przed którym stałyśmy, wyglądał na dość rozległy i bardzo elegancki. Budynek był niski, jasny, jedynie dwupiętrowy, co nadawało mu kameralny klimat. Gdzieniegdzie pojawiały się niebieskie akcenty kolorystyczne. Wszystko wyglądało pięknie i świeżo. Nie był to mój pierwszy pobyt w Grecji i z przykrością przyznałam sama przed sobą, że to wszystko nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia. Wyjeżdżałam na wakacje kilka razy w roku, w różne miejsca. Kiedyś wielkie hotele mnie zachwycały, ale w tym momencie… No cóż, był to kolejny wyjazd i pretekst do odpoczynku. Najbardziej cieszyłam się, że Karo jest ze mną. Choć jeszcze niedawno plan był zupełnie inny.

Z pełną świadomością wybrałam wakacje w hotelu tylko dla dorosłych. Wypoczynek z dala od hałasów i dziecięcych pisków wydawał mi się strzałem w dziesiątkę. Karolina, która na co dzień pracowała w przedszkolu, była najszczęśliwsza na świecie, że przez ten czas nie zobaczy ani jednego dziecka. Potrzebowała chwili wytchnienia od harmidru, niekończących się pytań i nadmiernej energii.

Weszłam do środka. W chłodnym pomieszczeniu moje ciało odetchnęło z ulgą. Stanęłyśmy w niemałej kolejce do recepcji, cały czas się rozglądając. Hotel był utrzymany w jasnej tonacji kolorystycznej, emanował lekkością. Meble wykonano z jasnego drewna oraz rattanu, a niebieskie tapicerowane fotele i kanapy zdecydowanie zapraszały mnie do odpoczynku. Niestety, wydawanie kluczy do pokojów trwało całe wieki, ale kiedy w końcu się zameldowałyśmy, a następnie dotarłyśmy na drugie piętro hotelu, odetchnęłyśmy z ulgą.

Oglądałyśmy kolejne jasno i po grecku urządzone wnętrze. Sprawdzałyśmy wszystkie pomieszczenia i cieszyłyśmy się, że pokój jest wystarczająco duży. Kiedy weszłyśmy do przestronnej sypialni, widok od razu wywołał nasz głośny śmiech. Na podwójnym łóżku spoczywały dwa ogromne łabędzie uformowane z białych ręczników, a na środku łóżka rozsypane były delikatne płatki róż, tworząc zupełnie niepotrzebną romantyczną atmosferę. No cóż. Przede wszystkim było pięknie i czysto. Z tym drugim nigdy do końca nie wiadomo. Trzeba będzie poprosić obsługę hotelową o rozsunięcie łóżek. Kochałam Karo całym sercem, ale bez przesady.

Była dopiero dwunasta, więc uznałyśmy, że od razu przebierzemy się w kostiumy i udamy się na basen. Godzinna drzemka w autokarze dodała nam nieco energii. Moja przyjaciółka jako pierwsza zaczęła się przebierać, a kiedy wyszła z łazienki, zauważyłam, że wygląda po prostu genialnie. Nie miała wiele czasu na przygotowanie się na ten wyjazd, ale zdążyła jakimś cudem kupić parę rzeczy. Jednoczęściowy czarny kostium pięknie układał się na jej szczupłej sylwetce, kontrastując z niezwykle jasną karnacją, a krótkie blond włosy schowała pod wielkim kapeluszem. Karolina przystąpiła do smarowania się olejkiem, a ja zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegokolwiek mebla z szufladami bądź szafy.

Bardzo chciałam rozpakować walizkę, aby na urlopie czuć wygodę i zachować choć minimalny porządek. Niestety, w pomieszczeniu była tylko jedna szafa, przy wejściu. Miejsca na ubrania było mało, co oznaczało, że czekał mnie raczej tydzień na walizce. Postawiłam bagaż przy ścianie i zaczęłam w nim grzebać. W końcu znalazłam i wyciągnęłam swój kostium kąpielowy i się w niego przebrałam. Kiedy skończyłam, spojrzałam z dumą w lustro. Białe bikini podkreślało moją smukłą i lekko umięśnioną sylwetkę oraz śniadą karnację. Podziękowałam sobie w głowie za godziny spędzone na siłowni. Robisz to dobrze, Gabi. Ciemne włosy związałam w kok, puszczając grzywkę do przodu. Okej, gotowa. Wzięłyśmy potrzebne rzeczy do torby plażowej i ciesząc się jak dzieci, niemal pobiegłyśmy na basen.

Wyszłyśmy przez ogromne szklane drzwi i znalazłyśmy się na patio. Niby wiedziałam, że tak będzie, ale temperatura na zewnątrz mnie zaskoczyła. Tu panował po prostu straszny upał. Na niebie nie było ani jednej chmurki, a słońce świeciło, dając z siebie wszystko. Czy tego chciałam? Dokładnie tak. Czy już miałam dość tego skwaru? Być może. Na moje szczęście naszym oczom dość szybko ukazał się hotelowy basen – niebieska tafla wody otoczona białymi leżakami zapraszała mnie do środka. Wokół kręcili się zadowoleni goście korzystający z uroków tego miejsca. Gdzieniegdzie nad leżakami wyrastały palmy lub stały parasole dające upragniony cień przed palącym słońcem.

Ludzi przy basenie było naprawdę sporo, co wcale nie dziwiło. Nie przeszkadzało mi to, wszyscy zachowywali się dość spokojnie i kulturalnie. Ale był jeden duży minus. Jakieś piętnaście minut chodziłyśmy w kółko, szukając wolnych leżaków.

– Przysięgam, że jak zaraz gdzieś nie usiądę, to, kurwa, strącę któryś z tych ręczników na ziemię! – syknęłam, czując, jak frustracja we mnie narasta, a temperatura powietrza daje się we znaki.

– Gabi, spokojnie, zaraz się znajdzie. Po prostu od jutra będziemy musiały rezerwować leżaki jak inni – uspokajała mnie Karolina. Oczywiście, bezskutecznie.

– Zaraz coś mnie strzeli – powiedziałam ze złością, rozglądając się nerwowo dookoła.

Ten tragiczny zwyczaj rezerwowania miejsca przy basenie był o tyle nie w porządku, że niektóre leżaki stały puste. Część z nich po prostu nie miała na sobie człowieka, a jedynie zarzucony ręcznik oznaczający: spróbuj go tylko zdjąć, a pojawię się tu w sekundę i cię pogonię. Byłam przekonana, że tak właśnie by było. Kiedy zaproponowałam Karolinie, by rozłożyć nasze ręczniki na posadzce, a ona się załamała, usłyszałam za plecami głos. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka z lotniska. Był w czarnych kąpielówkach, co nie było niczym zaskakującym, zważając na okoliczności, ale to nie one przyciągnęły moją uwagę. Trudno było nie zauważyć jego całkiem przyjemnego dla oka, umięśnionego ciała. Coś we mnie od razu drgnęło. Z jakiegoś powodu zwyczajnie ucieszyłam się na jego widok. Zaraz, co on powiedział?

– Mamy dwa wolne leżaki, jeśli chcecie.

Musiał zauważyć, jak kręcimy się wokół basenu, i się nad nami zlitował. Dobry człowiek.

– Serio? Jakim cudem? – zapytałam zaskoczona, czując, jak serce mi się raduje na myśl posadzenia tyłka jednak na czymś wygodniejszym. No dobra, powodów do radości było więcej. Patrzyłam na tego mężczyznę i uznałam z satysfakcją, że on też patrzył na mnie. Dobrze, że miałam okulary przeciwsłoneczne, dzięki którym mogłam swobodnie się w niego wpatrywać.

– Chyba komuś po prostu zajebaliśmy. – Wzruszył ramionami, a my odpowiedziałyśmy krótkim parsknięciem.

– Bardzo dobrze – wypowiedziałam swoje myśli na głos.

Chłopak szedł pierwszy, prowadząc nas do wolnego miejsca, a kiedy dotarliśmy do leżaków, wyciągnął do mnie rękę.

– W sumie się nie poznaliśmy. Kuba – przedstawił się z szerokim uśmiechem, który odwzajemniłam.

Było w nim coś, co sprawiało, że lubiło się go od razu. Nie znałam go, a już miałam wrażenie, że to po prostu fajny gość. Zaczęłam się zastanawiać, skąd bierze się taki efekt.Może naturalność? Ściskając jego ciepłą dłoń, poczułam, jak jednocześnie ściska mnie w przełyku.

– Gabi. A to Karolina – odpowiedziałam, wskazując na moją przyjaciółkę.

Okazało się, że miejsca, które mężczyźni sobie, można powiedzieć, zarezerwowali, były idealne. Spod palm padał na nie cień, ale był też kawałek miejsca przed krawędzią basenu, aby móc wyciągnąć leżak na słońce. Przywitałyśmy się i poznałyśmy z kolegami Kuby – Aleksem i Piotrkiem.

Los chyba właśnie wynagradzał mi tę ostatnią nerwówkę, a o nieprzyjemnym locie już dawno zapomniałam.

Jeden z mężczyzn, Piotrek, miał krótkie blond włosy, a drugi, Aleks, ciemne, ale ścięte prawie na zero. Obaj wyglądali tak, że trudno było nie zatrzymać na nich spojrzenia, ale to Kuba robił zdecydowanie najlepsze wrażenie. Rozłożyłyśmy się na wolnych leżakach i z prawdziwą radością zaczęłyśmy się relaksować.

Słońce świeciło niemiłosiernie mocno, a po chwili wygrzewania się w jego cieple uznałam, że muszę się schłodzić. Wstałam z leżaka i podeszłam do schodków prowadzących do wody. Wchodziłam do niej powoli, czując jej zimny dotyk na skórze. W tym momencie był nie do końca przyjemny, jednak po chwili, jako że różnica temperatur nie była aż tak dotkliwa, uznałam, że jest mi idealnie. Dopłynęłam do miejsca, gdzie woda sięgała mi do pasa, by móc tam oprzeć się o ścianę basenu na dłuższą chwilę. Przymknęłam powieki, wystawiłam twarz do słońca i oparłam łokcie o brzeg. Po chwili otworzyłam oczy, bo usłyszałam chlust wody. Zobaczyłam, że Kuba wskoczył do basenu i płynie w moją stronę. Jak on to robił? Wskoczył na raz i już? Aż przeszły mnie ciarki. Za chwilę podpłynął do mnie bliżej, a jego obecność sprawiła, że znów poczułam, jak kąciki moich ust same układają się w uśmiech.

– Zimna ta woda – powiedział, odgarniając ręką ciemne włosy z czoła. Odepchnął się rękoma i usiadł na krawędzi basenu, a woda obmywała jego klatkę piersiową. Musiałam zrobić głęboki wdech i chyba zapomniałam wypuścić z powrotem powietrze. Pomyślałam, że prawdopodobnie nie zdejmę okularów przez cały wyjazd, aby tylko bezkarnie móc się mu przyglądać.

– Trzeba się przyzwyczaić, potem jest okej – powiedziałam, starając się brzmieć swobodnie.

– Na pewno. Idę zaraz do baru, przynieść ci coś? – zaproponował.

Nawet nie przeszło mi przez myśl, aby odmówić.

– Właściwie chętnie. Jeśli to nie problem? – dopytywałam niepewnie.

– Żaden problem – odpowiedział, moim zdaniem, całkowicie szczerze – Co pijesz?

– Białe wino. Tylko zimne, błagam!

– Już lecę! – Wyszedł z basenu, a potem skierował się najpierw po ręcznik, a następnie w stronę baru. Dopiero kiedy zniknął mi z pola widzenia, zdałam sobie sprawę, że śledziłam wzrokiem każdy jego ruch. Kuba zrobił na mnie wrażenie i nie potrafiłam sama przed sobą udawać, że jest inaczej. Skierowałam wzrok na nasze leżaki i zauważyłam, że Karolina, siedząca z założonymi rękami na jednym z nich, patrzy na mnie ostro spod kapelusza. Wiedziałam, co ma na myśli, ale w tej chwili mnie to nie interesowało. Było mi zbyt dobrze.

Niedługo potem rozejrzałam się dookoła. Ewidentnie zaczęła się pora obiadowa, bo miejsca nad basenem zaczęły pustoszeć w widoczny sposób. Uświadomiłam sobie, że od rana nic nie jadłam, a mój żołądek potwierdził ten fakt odgłosami, które brzmiały jak alarm. No nic, musiał chwile jeszcze poczekać, bo nie zamierzałam zmieniać tej sytuacji na żadną inną. W tym momencie pojawił się Kuba i postawił przede mną kieliszek białego wina z lodem. Mam nadzieję, że nie umiera się zbyt szybko z głodu, bo teraz już na pewno nie pójdę na obiad.

– Wybacz, że tak długo, ale szukałem lodu – powiedział przepraszającym tonem.

– O Boże! Jesteś cudowny – wymknęło mi się, kiedy zobaczyłam kieliszek wypełniony zimnymi kostkami. Skarciłam siebie w myślach za zbyt spontaniczną reakcję. Natomiast patrząc na rozbawioną minę Kuby, miał inne zdanie na ten temat.

– Dziękuję.

Kiwnął głową z uprzejmością i wrócił na leżak obok swoich znajomych. Chwilę później z tamtej strony zaczęła płynąć muzyka, prawdopodobnie z przenośnego głośnika. Po jednej nutce rozpoznałam piosenkę, która właśnie leciała. Zaczęłam śpiewać pod nosem, to były zdecydowanie moje klimaty. Cieszyłam się, że wokół nie ma zbyt wielu ludzi. Można było się bezkarnie wyluzować.

Po jakimś czasie sytuacja i okoliczności niewiele się zmieniły – oprócz tego, że wino wypiłam zdecydowanie za szybko, a słońce i brak obiadu zrobiły swoje. W efekcie po prostu szumiało mi w głowie. Spojrzałam znów w stronę leżaków, chcąc się upewnić, czy Karolina czeka na moje wyjście. Zamiast niej zobaczyłam Kubę siedzącego na krawędzi basenu. Patrzył na mnie bez żadnego skrępowania z lekkim uśmiechem na ustach. W jego spojrzeniu było coś, co mnie uderzyło, ale też sprawiło, że zrobiło mi się przyjemnie. Co tu dużo mówić, miło było czuć zainteresowanie. Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi i poczułam jakąś satysfakcję.

Niestety, mój głód stał się już nie do zniesienia, a myśli o obiedzie całkowicie opanowały moją głowę. Niechętnie, ale zdecydowanie ruszyłam się z basenu, by zapytać Karolinę, czy i ona jest gotowa na jedzenie. Podpłynęłam do schodków i wyszłam, świadoma śledzących mnie spojrzeń. Czułam, jak woda spływa z mojego ciała, a ciepłe powietrze przyjemnie muska skórę.

– Idziemy na obiad? – zapytałam Karolinę, chwytając ręcznik.

– Tak, czekałam tylko, aż wyjdziesz. Umieram z głodu – odpowiedziała, a w jej głosie dało się słyszeć ulgę.

– Okej, następnym razem po prostu powiedz. Jest tak gorąco, że nie chce się wychodzić z basenu – powiedziałam, na co ona tylko pokiwała głową.

Mężczyźni, słysząc naszą rozmowę, stwierdzili, że też są głodni i zaczęli się zbierać. Pierwsi się ogarnęli i poszli w stronę stołówki. Zostałyśmy na chwilę same.

– Gabi, dobrze się bawisz? – zapytała Karolina, przyglądając mi się z niepokojem.

– Tak? – bardziej zapytałam, niż odpowiedziałam, widząc jej nastrój.

– Świetnie – mruknęła ze słyszalną ironią w głosie.

– Coś nie tak?

– Oprócz tego, że jakiś obcy typ przynosi ci drinki do basenu? – powiedziała, chcąc brzmieć poważnie, ale tylko mnie tym rozbawiła. Widząc mój wesoły nastrój, poirytowała się jeszcze bardziej.

– Przecież to nic takiego!

– Jasne! – Moja odpowiedź znów jej się nie spodobała.

– A właśnie… Mam pytanie – zaczęłam.

– Słucham?

– Myślisz, że łatwo się to zdejmuje?

– Co? – spojrzała na mnie zdziwiona, jakby nie wiedziała, o co mi chodzi.

Wskazałam na złoty pierścionek z diamentem, który widniał na moim palcu.

– Gabi, mam nadzieję, że żartujesz! – prawie krzyknęła moja przyjaciółka, a jej oczy rozszerzyły się z niedowierzania. – Zwariowałaś?

– Ciszej! – poprosiłam, widząc i słysząc jej dość głośną reakcję na moje pytanie. Sama nie wiedziałam, czy żartuję, czy zwariowałam, taka była prawda. Ale jakoś podskórnie czułam, że moje koło fortuny zaczyna się ze mną liczyć. Pytanie, czy zamierzam to wykorzystać, pozostawało bez odpowiedzi.

– Może i zwariowałam! Ale jestem tu teraz i zamierzam z tego wyjazdu korzystać. Patryk nie chciał polecieć ze mną na te wakacje, a po przylocie nawet się do mnie nie odezwał, nie zapytał, czy wszystko w porządku. Dopiero później ja mu napisałam, że jestem na miejscu, że przeżyłam ten pieprzony lot. A on wiesz, co zrobił? Wysłał mi kciuka w górę! – Roześmiałyśmy się obie. Brzmiało to absurdalnie, ale jak dla mnie, takie właśnie było. – Nigdy nie był jakiś wylewny, no ale to już przesada. A poza tym… widziałaś go? – Wskazałam na leżak, na którym leżał wcześniej Kuba, czując, jak mój głos nabiera emocji.

– Patryk po prostu ma pracę. Nie odwalaj! – Karolina kręciła głową. W jej głosie brzmiała nie tylko troska, ale też strach. Jakby naprawdę się mnie bała. – Będę cię, kurwa, pilnować! – Pokazała wskazujący palec, który chyba miał na mnie zrobić wrażenie.

– Karo, bez takich! – roześmiałam się, słysząc jej przesadzoną reakcję. – Przecież nic złego nie zrobię! Ale potrzebuję trochę luzu – odparłam. Czułam, jak narasta we mnie smutek.

Karolina spojrzała na mnie z empatią, a jej wzrok złagodniał, jakby coś zrozumiała. Nie do końca wierzyłam, że uda mi się ją przekonać do tego, aby mi kompletnie odpuściła. Za dobrze ją znałam. Ona już tak miała. Miała zasady A mnie, chwilowo, było wszystko jedno.

– Rozumiem, Gabi, serio. Tylko może pogadaj z Patrykiem najpierw o tym wszystkim, co cię gryzie i tak dalej, zamiast od razu robić głupie rzeczy? – zasugerowała, przymykając oczy.

– Ja z nim właśnie nic innego nie robię, tylko rozmawiam i rozmawiam! Już mam tego dość! Poza tym problem polega na tym, że Patryka tu nie ma, a ten gość tu jest. Ja chcę się po prostu dobrze bawić… Patryk sam zrezygnował z tego wyjazdu. Sam! – powiedziałam poirytowana.

– Chodźmy na ten obiad – powiedziała Karolina, kręcąc głową z widoczną rezygnacją. Podejrzewam, że mogłaby ciągnąć tę rozmowę, gdyby nie obezwładniający głód. Czułam dokładnie to samo.

*

Chodziłam po stołówce, przyglądając się z apetytem potrawom, które kusiły mnie z każdego kąta. Miałam ochotę zjeść absolutnie wszystko, co tylko zobaczyłam. Po chwili wybrałam rybę z frytkami i grillowane warzywa, które wyglądały zachęcająco. Potem dołożyłam jeszcze sałatkę. Z talerzem pełnym jedzenia ruszyłam w stronę stołu, który wcześniej zajęłyśmy. Byłam tak głodna, że wprost nie mogłam się doczekać momentu, aż zjem to wszystko. Usiadłyśmy przy stole i po chwili łapczywie, ale i zadowoleniem zaczęłyśmy pochłaniać obiad. Porcja, którą sobie przygotowałam, była większa, niż powinna, ale zwyczajnie umierałam z głodu i nie mogłam się powstrzymać.

Kiedy skończyłyśmy jeść, ledwo dowlokłam się do wyjścia. Czułam się ciężko i ospale z przejedzenia. Ruszyłyśmy w kierunku naszego pokoju, planując krótki odpoczynek.

Od razu zaległyśmy na łóżkach, a ja zaczęłam żałować, że zdecydowałam się na ten ogromny posiłek i deser, którego miałam wcale nie jeść.

– Jest tu siłownia?

– Tak, widziałam wejście przy basenie – odpowiedziała Karolina, ziewając.

– Chyba się tam potem przejdę – oznajmiłam, czując, że potrzebuję trochę ruchu po tym tłustym jedzeniu.

– Żartujesz?! – Karolina spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Nie. Zjadłam tyle, że jak nie wejdę na bieżnię dziś, jutro będę mieć brzuch jak balon – stwierdziłam, próbując brzmieć poważnie.

– Przerażasz mnie… Ja nie idę – odpowiedziała stanowczo, jakby sama myśl o siłowni była dla niej najgorszą karą.

– Pójdę, ale jeszcze nie teraz. Muszę chwile odpocząć i zaraz się zbiorę… – dodałam.

– Gabi, już ja wiem, dlaczego ty chcesz iść na tę siłownię! – W jej głosie pobrzmiewał triumfalny ton.

– Przed chwilą przecież powiedziałam dlaczego, Sherlocku – powiedziałam z zażenowaniem. Nie rozumiałam, do czego zmierza.

– Nie, nie. Ty chcesz się prężyć tym swoim płaskim brzuszkiem przed tym nowym gościem od grzywki – mówiła i gestykulowała, pokazując w stronę basenu.

– Kubą – poprawiłam ją rozbawiona mimo zmęczenia.

– Widzisz! Tylko potwierdzasz! – dodała, a w jej oczach pojawił się błysk, jakby właśnie odkryła mój największy sekret.

– Nie potwierdzam, tylko mówię, jak ma na imię – odpowiedziałam, starając się bronić, choć sama się zastanawiałam, czy nie ma racji. Może przejedzenie to jedno, a obecność gościa od walizki była dodatkową motywacją do zadbania o wygląd?

– Patrz, jestem taka wysportowana! – parodiowała mój głos, czym rozbawiła mnie do łez. – Nawet nie starasz się zaprzeczać – zauważyła, a mnie powoli przechodziło rozbawienie.

– Karo, nie nudź, błagam. Już i tak mi niedobrze – powiedziałam, czując wciąż ciężar na żołądku.

Nie miałam też ochoty na dalszą dyskusję na ten temat. Chodziłam na siłownię dość regularnie i ogólnie o siebie dbałam, taki był fakt i Karolina o tym wiedziała. Nie do końca rozumiałam, skąd jej nagłe obiekcje w tej kwestii.

– Mhm. Nie rób głupich rzeczy – ostrzegła mnie tonem pełnym powagi, znów pokazując palec grozy, na co ja po raz kolejny parsknęłam śmiechem.

Zapadła chwilowa cisza, a ja wpadłam w zamyślenie. Wiedziała, że między mną a Patrykiem nie jest już tak jak kiedyś. Żaliłam się jej na to jeszcze sporo przed wakacjami. Zdawałam sobie sprawę z tego, że Karolina to człowiek z żelaznym kręgosłupem moralnym. Niedawno rozstała się z chłopakiem, który, jak się na koniec okazało, zdradził ją, kiedy jeszcze byli razem. Bardzo to przeżyła i od razu odcięła się od niego zupełnie. Rozumiałam, dlaczego moje zachowanie jest dla niej nieco niezręczne, a wręcz karygodne. Mimo to bardzo potrzebowałam, aby się wyluzowała i dała mi zwyczajnie dobrze się bawić.

– A na ciebie to naprawdę nie działa? – zapytałam, kątem oka dostrzegając, jak Karolina przewraca oczami.

– Co dokładnie? – spytała znużona.

– No… oni? – odpowiedziałam z uśmiechem, wskazując głową za okno.

– Jestem zbyt zmęczona – przyznała.

– Zmęczona?

– Tak, zmęczona… właśnie nimi – powiedziała i powtórzyła gest, który przed chwilą sama wykonałam.

– Konkretnie nimi? Czy ogólnie…?

– Ogólnie. Mam dość tych wszystkich gierek – Karolina zasłoniła oczy dłońmi. Wyglądała na zrezygnowaną.

– A ja bym tam chętnie w coś pograła – skwitowałam ze śmiechem, zauważając szybko, że rozbawiłam jedynie samą siebie.

– Nie jesteś normalna.

– Najpierw odpoczynek, a potem idę w coś pograć – powiedziałam nadal rozbawiona.

Po nieplanowanej drzemce poczułam, że nabrałam nowej energii. Przebrałam się w sportowy strój i wyszłam z hotelu. Po kilku godzinach spędzonych na słońcu czułam, jak pieką mnie ramiona, a sam upał zmęczył mnie bardziej, niż się spodziewałam. Było już popołudnie, co przyjęłam z ulgą, bo temperatura zdawała się spadać, dając delikatne, ale już odczuwalne ukojenie.

Wejście do siłowni rzeczywiście znajdowało się tuż przy basenie. Weszłam do środka i odnotowałam, że jestem sama. Cudownie. Cisza i samotność były wręcz błogosławieństwem po dość intensywnym dniu. Z przyjemnością założyłam słuchawki, włączyłam swoją ulubioną muzykę i weszłam na bieżnię, ustawiając wcześniej odpowiednią prędkość.

Biegało mi się dość ciężko z powodu wszechobecnej duchoty, ale byłam zdeterminowana, żeby dobić, jak zawsze, do moich siedmiu kilometrów. Kiedy pokonałam ten dystans, wyłączyłam maszynę, zdjęłam słuchawki i pochyliłam się, chcąc złapać oddech. Moje serce biło w przyspieszonym rytmie, a mięśnie łydek paliły. Jednak zadowolenie z osiągnięcia celu sprawiło, że czułam się fantastycznie.

– Dobry wynik – usłyszałam nagle za sobą i aż podskoczyłam na ten dźwięk.

Odwróciłam się i zobaczyłam, że Kuba stoi tuż za mną.

– Przepraszam! Nie chciałem cię przestraszyć – powiedział szybko, ale ja tylko machnęłam na to ręką.

– Spoko. Dzięki. Wchodzisz na bieżnię? – zapytałam, czując, że rytm mojego serca nie zwalnia. I to nie do końca ze względu na odbyty właśnie trening.

– Tak, muszę się poruszać. Najpierw lot, potem, to jedzenie…

– No właśnie… jedzenie jest tak tłuste, że masakra – powiedziałam, pijąc wodę z bidonu, by ugasić pragnienie i odrobinę się ochłodzić.

– Dużo biegasz?

– Trochę. – Wzruszyłam ramionami. – A ty?

– Też trochę. Kardio zawsze dobrze robi mi na głowę. – Uśmiechnął się szeroko.

– Chyba wiem, o czym mówisz. – Pokiwałam głową, a jego oczy otworzyły się szerzej. – Ile kilometrów zazwyczaj robisz? – zapytałam ciekawa, jak wygląda jego trening, ale automatycznie w moim sercu pojawiła się nutka rywalizacji.

– No cóż… – Zerknął na wyświetlacz bieżni. – Ja w tym czasie robię dwa razy tyle.

Jego pewność siebie sprawiła, że na chwilę zapomniałam o zmęczeniu. Uniosłam brwi w teatralnym geście uznania, a następnie pokazałam mu środkowy palec. Kuba wybuchnął śmiechem, sama siebie zresztą też rozbawiłam.

– Ktoś tu nie lubi przegrywać! – powiedział z przekąsem.

– Ktoś tu lubi się przechwalać! – odpowiedziałam, czując, jak ekscytacja wypełnia moją klatkę piersiową. W milczeniu wycierałam twarz ręcznikiem. Kuba patrzył wprost na mnie z jakimś błyskiem w oku. Zdecydowanie mi się to podobało. Niezręczna cisza wymagała, aby ktoś się odezwał.

– Idę… Idę pod prysznic – powiedziałam, wskazując palcem na wyjście.

– Okej, a ja się idę trochę pomęczyć… – odpowiedział.

Wcale nie miałam ochoty wychodzić z tego pomieszczenia, a on wcale się nie wybierał na bieżnię. Staliśmy i patrzyliśmy na siebie, a czas jakby na chwilę zwolnił. W końcu zebrałam się w sobie i poszłam w stronę wyjścia. Usłyszałam jeszcze za sobą głos Kuby: „Do jutra!”. Proste słowa, ale sprawiły mi radość. Już samo bieganie pozwoliło mi odzyskać dobry humor, a obecność mężczyzny tylko wzmocniła to uczucie.

Wróciłam do pokoju. Karolina siedziała zatopiona w lekturze. Jej zafascynowany wzrok zdradzał, że mocno wciągnęła się w tę książkę.

– Zgadnij, na kogo wpadłam w siłowni! – zawołałam zaraz po wejściu do pokoju, nie mogąc się doczekać jej reakcji.

– Hm? – podniosła wzrok, z ciekawością w oczach.

– Na Kubę! – Prawie to wyśpiewałam, a radość przepełniała moje słowa.

– Gabi, nie wpadnij tylko przypadkiem na jego fiuta – powiedziała cicho, wracając do książki, czym mnie rozbawiła, ale i zaskoczyła. Czyżbym wyczuwała zmianę nastroju?

– Zobaczymy – powiedziałam, uśmiechając się tajemniczo. Zerknęłam na Karolinę, która tylko pokręciła głową, nie odrywając się od lektury, a potem poszłam pod prysznic.

*

Po kolacji, z kieliszkiem białego wina w ręku, udałam się z Karoliną na zewnątrz. Moja przyjaciółka już czekała przy basenie. Był wieczór, więc wszystkie światła pod wodą i naokoło basenu włączyły się, tworząc niesamowity klimat. Woda mieniła się w blasku świateł, a w powietrzu unosił się zapach nocy.

– Stara, nie byłyśmy na plaży! – powiedziała Karolina, patrząc na mnie, zaskoczona swoim odkryciem.

– Wszystko zdążymy zrobić i zobaczyć – odparłam spokojnie, bo właśnie spokój i szczęście mi w tej chwili towarzyszyły.

Usiadłyśmy na białych leżakach. Uniosłam kieliszek w geście toastu, Karolina zrobiła to samo. Nasze spojrzenia spotkały się w milczeniu. Czułam, że ten wyjazd będzie dla nas czasem nie tylko relaksu, ale także dobrej zabawy. Nareszcie!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij