Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Chcę podróżować, ale się boję - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
4 października 2026
29,99 zł
2999 pkt
punktów Virtualo

Chcę podróżować, ale się boję - ebook

„Chcę podróżować, ale się boję” to spokojny i praktyczny przewodnik dla osób, które chcą wyjechać, ale zatrzymuje je lęk, stres albo niepewność. Książka prowadzi krok po kroku przez przygotowania, lotnisko, pierwszy lot, drogę do hotelu i pierwsze dni za granicą. Pokazuje także, jak poradzić sobie z obcym językiem, tęsknotą, zmęczeniem i trudniejszymi chwilami podczas wyjazdu. Bez pustych haseł i presji, żeby „po prostu się nie bać”. Zamiast tego dostajesz spokojne wyjaśnienia, konkretne przykłady i poczucie, że nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu. Nie musisz przestać się bać, żeby zacząć podróżować.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Podróże
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 522 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

To normalne, że się boisz

Strach przed wyjazdem za granicę jest znacznie częstszy, niż może się wydawać. Wiele osób naprawdę chce podróżować. Oglądają zdjęcia miejsc, które chciałyby zobaczyć, zapisują pomysły na miasta, sprawdzają loty, hotele i pogodę, a czasem nawet przez chwilę wyobrażają sobie, jak dobrze byłoby po prostu wyjechać na kilka dni i zobaczyć coś nowego.

A potem przychodzi moment, w którym trzeba zrobić coś konkretnego. Kupić bilet. Zarezerwować nocleg. Naprawdę zdecydować: jadę.

I właśnie wtedy pojawia się napięcie. Nie dlatego, że nagle przestałeś chcieć podróżować. Często dzieje się coś zupełnie innego. Dopóki wyjazd jest tylko pomysłem, można spokojnie oglądać zdjęcia i planować. Kiedy jednak zaczyna stawać się rzeczywisty, głowa zauważa, że za chwilę znajdziesz się poza tym, co znasz.

I wtedy pojawiają się pytania. Co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak? Czy naprawdę sobie poradzę? Co zrobię, jeśli nagle poczuję silny stres? A jeśli na lotnisku wszyscy będą wiedzieli, gdzie iść, tylko ja zostanę gdzieś z boku z walizką i nie będę miał pojęcia, co robić?

Takie myśli są znacznie bardziej powszechne, niż można przypuszczać. Problem polega na tym, że kiedy pojawiają się w Twojej własnej głowie, mogą brzmieć bardzo wiarygodnie.

Strach potrafi brzmieć jak pewność

Jedną z najważniejszych rzeczy, które warto zrozumieć już na początku, jest to, że strach nie zawsze mówi prawdę.

Kiedy czujesz napięcie, bardzo łatwo potraktować je jak dowód. Skoro tak mocno się boję, może rzeczywiście coś jest nie tak. Skoro sama myśl o wyjeździe powoduje ścisk w brzuchu, być może powinienem zostać w domu. Skoro mam tyle wątpliwości, może po prostu nie nadaję się do podróżowania.

Tyle że organizm nie zawsze reaguje wyłącznie na prawdziwe zagrożenie. Reaguje również na nowość, niepewność i sytuacje, których jeszcze nie zna.

Podróż łączy wszystkie te elementy naraz. Zmienia się miejsce, język, codzienny rytm i otoczenie. Rzeczy, które w domu wykonujesz automatycznie, nagle trzeba zrobić trochę inaczej. Nie znasz jeszcze drogi z lotniska. Nie wiesz dokładnie, jak będzie wyglądał terminal. Nie masz pewności, czy od razu zrozumiesz wszystko w hotelu albo restauracji.

Dla jednej osoby właśnie to jest najbardziej ekscytującą częścią podróży. Dla innej może być źródłem bardzo realnego napięcia. I żadna z tych reakcji nie świadczy o tym, że z kimś jest coś nie tak.

Kiedy ciało reaguje wcześniej niż Ty

Lęk przed podróżą nie musi zaczynać się dopiero na lotnisku. Czasem pojawia się kilka tygodni wcześniej, kiedy wyjazd istnieje jeszcze tylko w kalendarzu.

Możesz pomyśleć o samolocie i poczuć ścisk w brzuchu. Możesz zauważyć szybsze bicie serca podczas sprawdzania lotów. Wieczorem zaczynasz analizować różne scenariusze, a rano pierwszą myślą jest to, czy naprawdę powinieneś jechać. Im bliżej wyjazdu, tym bardziej realny zaczyna się wydawać i tym mocniej ciało może reagować.

To bywa bardzo mylące. Człowiek może pomyśleć: „Skoro już teraz tak się czuję, co będzie na lotnisku?”. I właśnie w taki sposób jedno odczucie zaczyna budować kolejne przewidywania.

Szybsze bicie serca nie jest już tylko szybszym biciem serca. Staje się zapowiedzią tego, że na pewno nie dasz sobie rady. Ścisk w brzuchu przestaje być napięciem, a zaczyna wyglądać jak sygnał, że wyjazd jest złym pomysłem.

Tymczasem organizm może po prostu reagować na coś, co jest nowe i ważne. Nie musisz lubić tego uczucia. Warto jednak nauczyć się nie traktować go automatycznie jak wyroku.

Podróż zabiera część codziennej kontroli

W domu bardzo wiele rzeczy jest przewidywalnych. Wiesz, gdzie jest sklep, jak dojechać do pracy, gdzie znajduje się lekarz, jak działa komunikacja i co zrobić, kiedy trzeba coś załatwić. Rozumiesz język i znasz otoczenie. Nie myślisz o większości tych rzeczy, bo są zwyczajne.

Podróż na chwilę zabiera część tej pewności. Nie wiesz jeszcze, jak wygląda okolica hotelu. Być może pierwszy raz zobaczysz lotnisko, z którego lecisz. Nie możesz zagwarantować sobie, że samolot wystartuje dokładnie o czasie, autobus przyjedzie zgodnie z rozkładem, a pogoda będzie taka, jaką pokazywała aplikacja.

Dla osoby, która lubi mieć rzeczy uporządkowane, właśnie ta utrata przewidywalności może być znacznie trudniejsza niż sam lot. Człowiek zaczyna więc przygotowywać się jeszcze dokładniej. Sprawdza godzinę kilka razy, ponownie otwiera rezerwację, wraca do mapy, analizuje trasę i zastanawia się, czy czegoś nie przeoczył.

Dobre przygotowanie naprawdę pomaga. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy próbujesz osiągnąć coś, czego podróż nigdy nie może dać — stuprocentową pewność, że nic nie wydarzy się inaczej, niż zaplanowałeś.

Takiej pewności nie da się uzyskać. Można jednak przygotować coś znacznie ważniejszego: poczucie, że jeśli coś pójdzie trochę inaczej, nadal będziesz miał co zrobić dalej.

Nie musisz być „typem podróżnika”

Być może patrzysz czasem na ludzi, którzy podróżują często, i masz wrażenie, że oni po prostu są do tego stworzeni. Sprawnie przechodzą przez lotniska, potrafią szybko odnaleźć się w obcym mieście, bez problemu pytają o drogę i wyglądają tak, jakby każda nowa sytuacja była dla nich czymś całkowicie naturalnym.

Łatwo wtedy pomyśleć, że istnieją dwa rodzaje ludzi: ci, którzy nadają się do podróżowania, i ci, którzy się do tego nie nadają. Tyle że doświadczenie jest niewidoczne.

Człowiek, który dzisiaj bez zastanowienia idzie do właściwej bramki, kiedyś również był na lotnisku pierwszy raz. Ktoś, kto dzisiaj spokojnie porusza się po metrze w obcym mieście, kiedyś po raz pierwszy patrzył na mapę i zastanawiał się, którą linię wybrać.

Nikt nie rodzi się z umiejętnością podróżowania. Część rzeczy po prostu staje się łatwiejsza, kiedy robisz je kolejny raz.

Dlatego nie musisz być osobą, która kocha chaos, spontaniczność i niepewność. Możesz lubić plan, potrzebować spokoju i dobrze czuć się wtedy, kiedy wcześniej wiesz, co mniej więcej Cię czeka. I nadal możesz podróżować. Po swojemu.

Nie musisz najpierw przestać się bać

To być może najważniejsza myśl na początek tej książki. Nie musisz pozbyć się strachu, żeby wyjechać.

Gdyby warunkiem podróży był całkowity brak lęku, wiele osób nigdy nie zrobiłoby pierwszego kroku, bo spokój często przychodzi dopiero po doświadczeniu, a nie przed nim.

Możesz czuć napięcie i jednocześnie przygotować podróż rozsądnie. Możesz mieć wątpliwości i kupić bilet. Możesz bać się lotniska i później spokojnie przez nie przejść. Możesz nie czuć się pewnie w obcym języku i mimo to porozumieć się na tyle, żeby dostać to, czego potrzebujesz.

Celem nie będzie więc zmuszanie Cię do tego, żebyś przestał się bać. Nie będziemy również udawać, że każda obawa jest bez sensu i wystarczy powiedzieć sobie: „Nie myśl o tym”.

Zrobimy coś znacznie bardziej praktycznego. Zaczniemy krok po kroku poznawać to, co dzisiaj jest jeszcze nieznane. Przyjrzymy się konkretnym sytuacjom, które budzą napięcie, zobaczymy, co można przygotować wcześniej, a czego nie trzeba próbować kontrolować.

Bo im bardziej konkretna staje się podróż, tym mniej miejsca zostaje dla historii, które tworzy wyobraźnia.

Nie musisz od razu stać się odważnym podróżnikiem. Na razie wystarczy jedna spokojna myśl: możesz się bać i mimo tego zrobić następny krok.

A w kolejnym rozdziale przyjrzymy się dokładniej temu, czego tak naprawdę się boisz, bo kiedy lęk przestaje być jednym wielkim słowem, znacznie łatwiej zacząć sobie z nim radzić.ROZDZIAŁ 2

Czego tak naprawdę się boisz?

Wieczorem wszystko potrafi wyglądać zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. W dzień masz zajęcia, obowiązki, coś trzeba załatwić, komuś odpisać, gdzieś pojechać. Wtedy myśl o podróży może być nawet przyjemna. Zaglądasz do telefonu, oglądasz zdjęcia miasta, do którego chciałbyś polecieć, sprawdzasz pogodę, może zapisujesz sobie restaurację albo miejsce, które chcesz zobaczyć. Przez chwilę pojawia się właśnie ta przyjemna ekscytacja, dla której w ogóle zacząłeś myśleć o wyjeździe.

Później jednak robi się ciszej. Telefon leży obok, za oknem jest ciemno i właśnie wtedy głowa zaczyna działać trochę inaczej. Najpierw pojawia się jedno niewinne pytanie: „A co, jeśli czegoś nie ogarnę?”. Po chwili dołączają następne. Co będzie, jeśli pomylisz terminal, nie zrozumiesz, co ktoś do Ciebie mówi, albo na lotnisku wszyscy będą wiedzieli, gdzie iść, tylko Ty zostaniesz gdzieś z boku z walizką i nie będziesz miał pojęcia, co zrobić?

Wyobraźnia bardzo szybko potrafi rozwinąć taką historię. Telefon może przestać działać, hotel okaże się trudny do znalezienia, autobus odjedzie, w samolocie zrobi Ci się słabo, a stres będzie tak duży, że jedyną myślą stanie się natychmiastowy powrót do domu. I zanim się obejrzysz, zamiast kilku dni w Rzymie, Pradze czy Barcelonie masz w głowie opowieść o człowieku, który popełnił błąd już w chwili, kiedy kupił bilet.

W takim momencie nie warto przekonywać się na siłę, że „nie ma się czego bać”, ani próbować natychmiast zastępować każdej trudnej myśli pozytywnym hasłem. Znacznie więcej daje spokojne przyjrzenie się temu, czego właściwie się boisz, bo bardzo często okazuje się, że nie chodzi o jedną wielką rzecz o nazwie „podróż”. Pod tym słowem kryje się kilka konkretnych sytuacji, które połączyły się w jedną dużą niewiadomą.

Kiedy wielki strach okazuje się kilkoma mniejszymi obawami

Możliwe, że samolot wcale nie jest dla Ciebie największym problemem. Znacznie bardziej stresuje Cię myśl o lotnisku, ponieważ nigdy wcześniej przez nie nie przechodziłeś i nie wiesz, co dzieje się od chwili wejścia do terminala. Być może samo lotnisko wydaje Ci się jeszcze do przejścia, ale zaczynasz wyobrażać sobie moment po przylocie: wychodzisz z budynku, wokół słyszysz obcy język, nie znasz okolicy, nie wiesz, którym autobusem pojechać i nagle czujesz, że jesteś bardzo daleko od swojego zwykłego świata.

A może niepokoi Cię coś zupełnie innego. Nie samolot, nie hotel i nawet nie język, tylko myśl: „A co, jeśli to ja nie wytrzymam?”.

To ważna różnica, ponieważ kiedy zaczynasz dokładniej rozumieć swój lęk, przestajesz walczyć z jednym ogromnym słowem „podróż”. Zaczynasz widzieć pojedyncze momenty, a z pojedynczym momentem zwykle znacznie łatwiej sobie poradzić.

Możesz przecież osobno zastanowić się nad wejściem na lotnisko, osobno nad startem samolotu, osobno nad drogą do hotelu i osobno nad pierwszym wieczorem w obcym mieście. Nagle coś, co wcześniej wyglądało jak jeden ogromny problem, zaczyna przypominać kilka sytuacji, które można po kolei poznać i oswoić.

Kiedy najbardziej brakuje Ci kontroli

Pod częścią tych obaw bardzo często kryje się potrzeba kontroli. W domu większość rzeczy jest przewidywalna. Wiesz, gdzie jest sklep, jak wrócić z pracy, znasz drogę, język i otoczenie. Nawet jeśli wydarzy się coś nieprzyjemnego, nadal poruszasz się po świecie, którego zasady są Ci dobrze znane.

W podróży część tej pewności znika. Nie Ty decydujesz, o której dokładnie wystartuje samolot, nie masz wpływu na kolejkę do kontroli bezpieczeństwa, nie wiesz, czy autobus z lotniska przyjedzie punktualnie i nie możesz zagwarantować sobie, że ani razu nie pomylisz drogi.

Dla jednej osoby właśnie ta nieprzewidywalność jest elementem przygody. Dla innej daje bardzo nieprzyjemne poczucie, jakby grunt pod nogami robił się mniej stabilny. Jeśli rozpoznajesz w tym siebie, być może dlatego masz potrzebę sprawdzania wszystkiego po kilka razy: godziny lotu, dokumentów, biletu, adresu noclegu czy prognozy pogody. Nie dlatego, że jesteś przesadnie ostrożny, lecz dlatego, że próbujesz odzyskać poczucie, że sytuacja znowu jest pod kontrolą.

Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz wymagać od siebie kontroli nad tym, czego kontrolować się nie da. Nie da się przygotować podróży, w której żaden autobus się nie spóźni, pogoda zawsze będzie idealna, a każdy człowiek będzie mówił dokładnie tak, jak oczekujesz.

Można jednak przygotować coś znacznie ważniejszego: siebie na sytuację, w której coś pójdzie trochę inaczej. Jeżeli samolot się opóźni, możesz wiedzieć, gdzie sprawdzać aktualne informacje i mieć przy sobie ładowarkę czy wodę. Jeśli pomylisz ulicę, możesz otworzyć mapę. Jeśli jedna karta nie zadziała, możesz mieć drugi sposób płatności. To nie jest pełna kontrola, ale daje poczucie, że nawet kiedy rzeczywistość nie wykona Twojego planu idealnie, Ty nadal masz jakiś następny ruch.

I właśnie taka świadomość bardzo często uspokaja skuteczniej niż najbardziej szczegółowy harmonogram.

Obcy język nie jest egzaminem

Dla wielu osób dużą częścią napięcia jest również język. Łatwo wyobrazić sobie scenę, w której ktoś mówi szybko, a Ty patrzysz na niego i czujesz, że kompletnie nie wiesz, o co chodzi. Potem pojawia się wstyd i myśl, że robisz z siebie kogoś nieporadnego, inni patrzą, a Ty przecież „powinieneś wiedzieć”, co powiedzieć.

W rzeczywistości podczas podróży bardzo rzadko potrzebujesz prowadzić długie rozmowy albo mówić w obcym języku tak swobodnie jak po polsku. Najczęściej sytuacje są znacznie prostsze. Chcesz pokazać rezerwację w hotelu, zapytać, z którego peronu odjeżdża pociąg, zamówić coś do jedzenia albo powiedzieć komuś, że nie zrozumiałeś pytania. Czasami uda Ci się powiedzieć wszystko pełnym zdaniem, innym razem przypomnisz sobie tylko jedno właściwe słowo, a jeszcze kiedy indziej pokażesz adres albo potwierdzenie na ekranie telefonu. Bywa też tak, że druga osoba sama zauważy, czego szukasz, i po prostu wskaże Ci właściwy kierunek.

Bardzo często właśnie tyle wystarcza. Podróż nie jest egzaminem językowym. Nikt nie przyznaje punktów za wymowę i nikt nie odbiera Ci prawa do wyjazdu dlatego, że pomyliłeś czas albo użyłeś złej końcówki. Celem nie jest perfekcyjna rozmowa, lecz porozumienie się na tyle, żeby zrobić następną rzecz: zameldować się, kupić bilet, znaleźć przystanek czy zamówić obiad.

Ludzie pracujący na lotniskach, w hotelach, restauracjach i punktach informacji codziennie spotykają podróżnych z całego świata. Jedni mówią płynnie, inni wolno i z dużym akcentem, a jeszcze inni wspierają się tłumaczem w telefonie albo kilkoma prostymi zwrotami. Dla obsługi nie jesteś więc dziwnym wyjątkiem. Jesteś po prostu kolejnym podróżnym, któremu czasem trzeba coś powtórzyć albo wskazać.

Inni też kiedyś robili to pierwszy raz

Mimo to lęk potrafi podsunąć zupełnie inny obraz. W wyobraźni lotnisko jest pełne ludzi, którzy poruszają się po nim jak po własnym mieszkaniu. Ktoś od razu wie, gdzie jest bramka, ktoś bez zastanowienia wyciąga odpowiednie rzeczy przy kontroli bezpieczeństwa, a inna osoba idzie szybkim krokiem do właściwego terminala, podczas gdy Ty dopiero próbujesz zrozumieć tablicę odlotów.

Łatwo wtedy pomyśleć, że wszyscy dostali jakąś tajną instrukcję obsługi podróżowania, tylko Tobie nikt jej nie wysłał. Tyle że doświadczenie jest niewidoczne.

Człowiek, który dzisiaj przechodzi przez kontrolę bezpieczeństwa niemal automatycznie, kiedyś również stanął przed nią pierwszy raz. Też obserwował innych, zastanawiał się, co wyjąć z torby i dokąd pójść po kontroli. Kiedyś po raz pierwszy usłyszał słowo „boarding” i dopiero z czasem przestało ono brzmieć jak coś obcego.

Nie ma niczego wstydliwego w tym, że czegoś jeszcze nie robiłeś. Pierwszy raz nie jest dowodem na to, że sobie nie poradzisz. Jest po prostu momentem, w którym robisz coś po raz pierwszy. Za drugim razem część rzeczy będzie już znajoma, a za trzecim prawdopodobnie nawet nie zwrócisz uwagi na niektóre elementy, które dzisiaj wydają się skomplikowane.

Czasem najtrudniejsza jest sama odległość od domu

Dla części osób największym problemem nie jest ani lotnisko, ani język. Trudniejsza okazuje się sama świadomość, że za chwilę znajdą się daleko od domu. W swoim mieście zawsze masz gdzie wrócić. Jeśli dzień jest zły, możesz zamknąć drzwi mieszkania, usiąść w swoim fotelu i znaleźć się znowu w znajomym otoczeniu.

Za granicą ta możliwość wydaje się dużo bardziej odległa. Nie możesz po pięciu minutach powiedzieć: „Dobra, mam dość, za chwilę będę u siebie”. Między Tobą a domem pojawia się lot, kilkaset kilometrów i konkretny termin powrotu.

Właśnie dlatego pierwszy wyjazd nie musi być wielką wyprawą. Nie trzeba od razu planować trzech tygodni na drugim końcu świata, żeby udowodnić sobie, że jesteś podróżnikiem. Dla kogoś, kto długo odkładał wyjazd z powodu lęku, dwie noce w mieście oddalonym o półtorej godziny lotu mogą mieć znacznie większą wartość niż spektakularna wyprawa, na którą jeszcze nie czuje się gotowy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij