Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto...Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
12 grudnia 2025
3825 pkt
punktów Virtualo

Chciałabym opowiedzieć jak zginęło miasto...Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu - ebook

Książka Karoliny Panz to poruszający mikrohistoryczny zapis Zagłady nowotarskich Żydów. Jest efektem wieloletniej pracy badawczej, opartej na tysiącach dokumentów, fotografii, listów i zapisów archiwalnych. Z rozproszonych śladów autorka odtwarza obraz życia i zagłady społeczności żydowskiej Nowego Targu – świata, który przestał istnieć, ale pozostawił po sobie liczne ślady. Narracja łączy losy dwóch tysięcy mieszkańców i jednej rodziny – Singerów – ocalając pamięć o ofiarach i ich imionach.

Postanowiłam, że odtworzę i opiszę historie tych, którym wtedy odebrano prawo do życia, a przez kolejne dziesięciolecia zapomniano o ich istnieniu. Pragnęłam, aby to, co niewyobrażalne, stało się wyrażalne – przez jak najkonkretniej i najszczegółowiej opisane losy ludzi, których pochłonęło. Chciałam w ten sposób napisać swoją księgę pamięci Żydów Nowego Targu lub raczej księgę mojej pamięci o nich”.
Karolina Panz

Dzieło zaskakujące: oparte na wyjątkowych źródłach, analizujące każdy najdrobniejszy strzęp informacji. Wydobywające imiona, nazwiska, twarze oraz losy ludzi tworzących żydowski Nowy Targ. Wybitne osiągnięcie naukowe i osobista Księga pamięci, która uzupełnia białe plamy historii.
prof. dr hab. Barbara Engelking

Książka to realizacja zadania duchowego. Karolina Panz, „badaczka tuziemka”, z pasją odtworzyła unicestwienie żydowskiej społeczności Nowego Targu. Z perspektywy ofiar – opierając się na splecionych łańcuchach konkretnych relacji, sytuacji i dokumentów – pokazuje gnębienie, rozpaczliwe próby przetrwania i samopomocy.
prof. dr hab. Antoni Sułek

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Wstęp ..........................................................................................…  7

Część pierwsza. Przedwojnie

„Mieścina licha”. Żydzi w Nowym Targu przed 1918 r........................................................................................................................ 28

„Zajaśniał herb Polski”. Światy nowotarskich Żydów w Drugiej RP........................................................................................................................ 45

„Tak trzymało się tę wiarę żydowską”. Życie religijne nowotarskich Żydów....................................................................................................... 78

„Animująca wszystkich kwestia”. Relacje polsko-żydowskie w międzywojennym Nowym Targu......................................................................................................... 90

„Bez różnicy stanu, wyznania i przekonań […] gotuj broń”. Nowotarscy Żydzi w przededniu wojny................................................................................................................ 124


Część druga. Wrzesień 1939 – czerwiec 1941

„Chaos i bezładna ucieczka”. Jesień 1939 r...................................................................................................................... 141

„Rozbrojenie i spacyfikowanie miejscowej ludności”. Nowa władza  w Neumarkt................................................................................................................ 149

„Człowiek odczuwa ucisk, prześladowanie i niepewność”. Los nowo- tarskich bieżeńców............................................................................................... 166

„Majątek bezpański”. Żydowska migracja z i do Nowego Targu...................................................................................................................... 179

„Odnośnie [do] kart żywnościowych”. Nowotarska hierarchia wojenna....................................................................................................................... 191

„Owoce […] pracy niszczeją, względnie kto inny je zjada”. Pauperyzacja nowotarskich Żydów..................................................................................................... 210

„Błagam, pomóżcie”. Żydowska opieka społeczna w Nowym Targu...................................................................................................................... 220

Praca przymusowa „stojących najniżej w hierarchii, zwykłych żydowskich robotników”................................................................................................................ 242

„Gdzieby można żydów osiedlić”. Gettoizacja i relacje polsko-żydowskie w Nowym Targu................................................................................................................ 250


Część trzecia. Lipiec 1941 – kwiecień 1942

„Wojna z Rosją” i jej wpływ na losy nowotarskich Żydów...................................................................................................................... 269

„Zastrzelony podczas ucieczki”. Radykalizacja polityki antyżydowskiej w Nowym Targu................................................................................................................ 284



Część czwarta. Kwiecień – sierpień 1942

„Zaczynają się dziać rzeczy niesamowite”. Początki eksterminacji bez- pośredniej................................................................................................. 309

„To był taki okres płaczu, rozpaczy”. Lato 1942 r. w Nowym Targu........................................................................................................................ 325

„I tak zginęło miasto”. Judenaktion w Nowym Targu........................................................................................................................ 368


Część piąta. Wrzesień 1942 – styczeń 1945

„Już się chyba tak zdecydowali, że muszą wyginąć”. Ciąg dalszy Judenaktion w Nowym Targu......................................................................................................... 399

„Nie było Żydka, nie było nic i cicho na ulicy”. Losy mienia żydowskiego........................................................................................................ 406

„I znowu rozpoczęła się moja tułaczka”. Nowotarscy Żydzi w trzecim  etapie Zagłady..................................................................................................... 415

„A Nacht in Naymark”. Nowy Targ i strona aryjska........................................................................................................................ 439

„Znalazłeś ścieżki i ludzi”. Nowotarscy Żydzi i przerzuty na Węgry........................................................................................................................ 447

Za „bochenek chleba i jakąś końską kiełbasę”. Sprawiedliwi z Nowego Targu......................................................................................................... 465

POLITYKA - Nagrody HistoryczneZwangsarbeitslager für Juden. Losy nowotarskich Żydów w  podhalańskich obozach pracy..................................................... 468

„Dla mnie to był okres  najgorszy”.  Obozowe  losy  nowotarskich Żydów....................................................................................................... 484


Część szósta. Powojnie

„Pozostałem tylko jakimś cudem”. Powojenne powroty i losy nowotarskich Żydów................................................................................................................... 495

„Zginął […] od prawdziwych Polaków”. Kres istnienia społeczności żydowskiej w Nowym Targu......................................................................................................... 519

Słownik terminów.................................................................................................................... 527

Bibliografia.............................................................................................................................. 530

Indeks osób........................................................................................................ 553

Żydowscy mieszkańcy Nowego Targu i ich losy w czasie Zagłady.............................................................................................................................. 576
Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788363444952
Rozmiar pliku: 13 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Motywacja

Doskonale pamiętam moment, w którym postanowiłam odtworzyć i spisać historię Żydów Nowego Targu. Było to 30 sierpnia 2013 r. Od kilku lat mieszkałam na Podhalu i szukałam śladów istnienia i losów żydowskich mieszkańców tego regionu. Dlatego wiedziałam, że tego dnia przypada rocznica ich zagłady – data najtragiczniejsza w dziejach Podhala. Wiedziałam, że tego dnia 71 lat wcześniej na nowotarskim cmentarzu żydowskim zamordowano kilkuset obywateli Nowego Targu. Ludzi, którzy przez dziesięciolecia współtworzyli rzeczywistość tego miasta – w nim się rodzili i dorastali lub wybrali je jako miejsce do życia. W dzień tamtej rocznicy stałam na cmentarzu z poczuciem porażki i sama, gdyż moje próby zorganizowania publicznego upamiętnienia nowotarskich Żydów okazały się bezskuteczne. Patrząc na obudowany murkiem masowy grób, postanowiłam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby poznać i przywołać imiona ludzi, których 71 lat wcześniej skazano na okrutną masową i anonimową śmierć. Postanowiłam, że odtworzę i opiszę historie tych, którym wtedy odebrano prawo do życia, a przez kolejne dziesięciolecia zapomniano o ich istnieniu. Pragnęłam, aby to, co niewyobrażalne, stało się wyrażalne – przez jak najkonkretniej i najszczegółowiej opisane losy ludzi, których pochłonęło. Chciałam w ten sposób napisać swoją księgę pamięci Żydów Nowego Targu lub raczej księgę mojej pamięci o nich.

Perspektywa badawcza

Historia nowotarskich Żydów to rzeczywistość głębokiej prowincji: bez jakichkolwiek znanych postaci i szczególnych zjawisk. Podobnie jest z historią ich zagłady – jej prowincjonalność oraz przeciętność sprawiły, że była tylko kolejną z licznych białych plam w historiografii Holokaustu¹. Nie stanowiła też przedmiotu zainteresowania miejscowych historyków².

Zagłada w małych miasteczkach przebiegała według podobnego schematu i zmierzała do tego samego finału, być może dlatego tak trudno przypomnieć sobie, że za każdym razem dotyczyła innych ludzi i innych społeczności. Wcześniejsza praca – w ramach magisterium – nad historią Żydów z równie prowincjonalnego Grójca nauczyła mnie, że w źródłach kryje się wyjątkowość i specyfika historii każdej miejscowości i że odkrywanie powiązań między jednostkami a kontekstem, w jakim się znalazły, jest tym, co w badaniach nad przeszłością jest dla mnie najważniejsze. Dlatego kluczowa stała się dla mnie perspektywa mikrohistoryczna³.

Ponieważ trwa nieustanna debata⁴ nad istotą mikrohistorii, przybliżę te spośród jej założeń, które bezpośrednio wpłynęły na mój sposób poznawania i opisywania historii nowotarskich Żydów. Są to cechy charakteryzujące badania mikrohistoryków włoskich, Giovanniego Leviego i Carla Ginzburga⁵. Włoska mikrohistoria powstała w połowie lat siedemdziesiątych XX w. w opozycji do wielkiej historiografii Fernanda Braudela, w której ramach dobór obiektu badań był uwarunkowany jego powtarzalnością i seryjnością, a wśród podstawowych założeń znajdowało się uśrednienie i ujednolicenie indywiduów w rolach czynników ekonomicznych i społeczno-kulturowych⁶. Dla mikrohistoryków wszelkie ujednolicanie jest zwodnicze i okupione brakami poznawczymi, gdyż w imię tworzonych syntez odrzuca partykularność źródeł i zawarte w nich anomalie. Nie uwzględnia również tego, że w każdej społeczności dokumentacja jest wytwarzana w powiązaniu ze sprawowaniem władzy, co z założenia wyklucza jej równowagę i reprezentatywność⁷.

Mikrohistoria nie poświęca wiedzy o jednostkach na rzecz uogólnień, wręcz przeciwnie – uwypukla indywidulane losy i poszczególne wydarzenia, nie odrzucając jednocześnie abstrahowania od nich, gdyż drobne fakty i pojedyncze przypadki mogą się przysłużyć zarówno odkrywaniu bardziej ogólnych zjawisk⁸, jak i dostrzeżeniu zupełnie nowych aspektów tego, co uchodziło za dogłębnie poznane⁹. Jednocześnie we wszelkiego typu uogólnianiu niezwykle istotne dla włoskich badaczy jest „prawo poziomów”, które wprowadził Siegfried Kracauer, teoretyk sztuki filmowej. Dla Kracauera mikrohistoria była zbliżeniem, a makrohistoria oddaleniem, ideałem zaś połączenie obu tych perspektyw: ciągłe zbliżenia i oddalenia, balansowanie między szczegółem a ogółem, z zastrzeżeniem, że rzeczywistość jest zasadniczo nieciągła i heterogeniczna, a w konsekwencji żadna konkluzja odnosząca się do danego obszaru nie może być automatycznie zastosowana na wyższym poziomie ogólności¹⁰.

Sposobem na formułowanie nowych kompleksowych hipotez i jednocześnie najbardziej charakterystyczną cechą mikrohistorii jest redukowanie skali obserwacji i jak najdokładniejsze badanie materiału źródłowego. Perspektywa mikro pozwala na odkrycie czynników do tej pory niedostrzegalnych i osób, których losy nigdy nie zostałyby poznane¹¹. Umożliwia też prześledzenie relacji pomiędzy jednostkami a kontekstem, w jakim się znalazły. Kontekst zaś jest przez mikrohistoryków rozumiany jako przestrzeń historycznych możliwości (a nie wyłącznie twardych dowodów), odtwarzanych przez badacza z rozproszonych elementów i śladów czyjegoś istnienia¹².

Kolejną cechą podejścia mikrohistorycznego jest stosowanie paradygmatu poszlakowego, w którym tropy, symptomy, poszlaki pozwalają dotrzeć do rzeczywistości, której poznanie nie jest osiągalne w inny sposób¹³. Historyk na zawsze jest związany z konkretem – przejawem tego, co w swej istocie pozostaje nieuchwytne. W tym znaczeniu historyk upodabnia się do lekarza, który wykorzystuje dostępne możliwości analizy, aby zbadać jeden konkretny przypadek. I jak w medycynie wiedza historyczna jest pośrednia, poszlakowa i hipotetyczna¹⁴.

Według Carla Ginzburga podstawowym językiem historyków jest język dowodu¹⁵, gdyż dowód (wł. prova) zawiera w sobie dwa wymiary: potwierdzanie (convalidare) i usiłowanie (tentare): „Język dowodu oznacza poddawanie materiału badań nieustannej weryfikacji: provando e riprovando . Poruszanie się po omacku jak lutnik, który tworząc skrzypce, delikatnie opukuje drewno , jest w rzemiośle historyka czymś nieuniknionym”¹⁶.

Cały ten proces badawczy: „opukiwanie” materiału przez historyka, jego hipotezy, wątpliwości i ograniczenia, jest nieodzowną częścią narracji mikrohistorycznej, w której poszukiwanie prawdy staje się częścią prawdy odkrytej (choć niekompletnej)¹⁷. Inną cechą charakterystyczną tej narracji jest ciągłość i płynność: ujmowana w niej historia nie stanowi tylko rekonstrukcji, lecz staje się opowieścią¹⁸, którą charakteryzuje gęstość opisu rzeczywistości, cechująca antropologiczną metodę badawczą Clifforda Geertza¹⁹.

W kontekście takiej formy narracji koniecznie należy podkreślić stosunek włoskich badaczy do podstawowego założenia Haydena White’a o dyskursywności historii. Stwierdził on: „Wszelka historia jest po pierwsze i przede wszystkim artefaktem słownym, produktem określonego użycia języka”²⁰. White i Ginzburg spotkali się na konferencji zorganizowanej przez Saula Friedländera, poświęconej „ograniczeniom możliwości przedstawiania” Zagłady²¹; jej temat skłonił włoskiego badacza do przeciwstawienia się „radykalnemu sceptycyzmowi” White’a²².

Zdaniem Ginzburga sceptycy, chcąc się przeciwstawić pozytywistycznej uproszczonej relacji rzeczywistości ze źródłem, gdy jest ono traktowane jak otwarte okno, dające nam bezpośredni dostęp do opisywanej rzeczywistości, wpadli w inną pułapkę – uznali je za ścianę, wykluczającą jakikolwiek do niej dostęp. Tymczasem źródło należy postrzegać jako ozdobną szybę: bez dokładnej analizy jego faktury rekonstrukcja historii jest niemożliwa. Jednak skupienie się na samej fakturze, bez dostrzegania tego, co przez nią widać, też jest błędem. „Modny imperatyw badania rzeczywistości jako tekstu powinien być uzupełniony świadomością, że żaden tekst nie może być zrozumiany bez odniesienia do rzeczywistości pozatekstowej”²³.

Ginzburg utożsamia się z poglądami włoskiego myśliciela Renata Serry, który zginął podczas pierwszej wojny światowej:

Są ludzie, którzy w dobrej wierze wyobrażają sobie, że dokument jest wyrazem rzeczywistości . Jak gdyby dokument mógł wyrazić coś więcej niż samego siebie . Dokument jest faktem. Bitwa jest innym faktem. Oba nigdy nie staną się jednym . Osoba, która działa, jest faktem. Osoba opowiadająca historię jest innym faktem. Każde świadectwo jest tylko świadectwem o sobie samym; o chwili swego powstania, o swym pochodzeniu, o swej celowości, i o niczym innym²⁴.

Zdaniem Serry każdy dokument, bez względu na swoją proweniencję, ma złożoną relację z rzeczywistością. Jednak rzeczywistość sama w sobie bezwzględnie istnieje i według Ginzburga każdy badacz historii musi stale konfrontować się z takimi pojęciami, jak rzeczywistość, dowód i prawda. A rzeczywistości, czyli tego, co się naprawdę wydarzyło, nie da się zredukować do dyskursu o jej tekstualności²⁵.

Wszystkie wymienione przeze mnie cechy mikrohistorii: mikroskala odtwarzanej historii, uwypuklenie losów indywidualnych, odtwarzanie ich relacji z kontekstem, w jakim się wydarzały, ciągłe zbliżenia i oddalenia, „prawo poziomów” w uogólnianiu, poszlakowość badań, włączenie pytań i wątpliwości w tok narracji, jej płynność i gęstość, oraz analiza „faktury źródeł” i świadomość rzeczywistości pozatekstowej, stały się integralną częścią mojego podejścia w procesie budowania opowieści o zagładzie nowotarskich Żydów.

W kontekście mojej pracy nad książką niezwykle ważne były też powiązania mikrohistorii z dwiema najbardziej dla mnie inspirującymi metodami socjologicznymi – metodą biograficzną oraz teorią ugruntowaną.

Istotą koncepcji współczynnika humanistycznego Floriana Znanieckiego (prekursora metody biograficznej) jest „przekonanie, że zanim zjawiska ze świata kultury stają się przedmiotem badania naukowego, są już częścią czyjegoś doświadczenia, są rzeczywistością przez kogoś przeżywaną”²⁶. Dla Znanieckiego podstawę wyjaśniania przyczyn ogólnych zjawisk społecznych stanowi „osobowość ludzka rozpatrywana jako czynnik rozwoju społecznego”²⁷, a metoda biograficzna, reprezentując historię życia jednostek, daje dostęp do realiów życia całych zbiorowości²⁸. Mikrohistorię można więc w pewnym stopniu traktować jako historyczny odpowiednik tej metody socjologicznej.

Z metody biograficznej i jej postrzegania historii indywidualnych przypadków jako sposobu na ujrzenie i uwzględnienie kontekstu pochodzenia, działań i celów poszczególnych osób²⁹ korzystałam szczególnie przy odtwarzaniu historii nowotarskiej rodziny Singerów. Dodatkowo jeden z kluczowych elementów książki stanowią zebrane przeze mnie opowieści o życiu (life stories)³⁰ ocalałych nowotarżan. Moim celem nie było prześledzenie w nich powiązań między doświadczeniem, pamięcią i narracją³¹, nie dokonałam też całościowej biograficznej rekonstrukcji pojedynczych przypadków³², analizowałam jednak zebrane przeze mnie opowieści, korzystając z elementów metody biograficznej. Zwracałam szczególną uwagę na ich strukturę diachroniczną, czyli porządek, w jakim są przedstawiane „wydarzenia i działania znaczące drogę życiową i istniejące między nimi relacje przed/po”³³. Miałam również świadomość trzech porządków rzeczywistości³⁴ obecnych w każdym z przeprowadzanych przeze mnie wywiadów: rzeczywistości historyczno-empirycznej³⁵, rzeczywistości psychicznej i semantycznej³⁶ oraz rzeczywistości dyskursywnej³⁷. Starałam się także zidentyfikować białe plamy w tych opowieściach, mając świadomość, że niektóre z nich mogą (choć nie muszą) być świadomymi przemilczeniami³⁸. Do ich wychwycenia, ale i do zrozumienia zebranych przeze mnie opowieści konieczne było jednak „zanurzenie ich w zbiorowym czasie historycznym”³⁹, tj. odtworzenie kontekstu, w jakim się wydarzały, za pomocą innych metod i źródeł.

W swojej analizie połączyłam różne perspektywy badawcze – socjologiczną, antropologiczną i historyczną – w celu jak najbardziej wszechstronnego opisania złożonej przeszłości nowotarskich Żydów i relacji polsko-żydowskich przed drugą wojną światową, w czasie okupacji niemieckiej i tuż po zakończeniu wojny. Wiedziałam, że jedynie wnikliwa analiza różnorodnego materiału empirycznego, ciągła wzajemna weryfikacja odmiennych danych i źródeł, uzupełnianie opisywanych w nich faktów bądź ich wykluczanie pozwolą na odtworzenie całościowego obrazu ostatnich chwil życia żydowskiej społeczności Nowego Targu, a przede wszystkim losów poszczególnych rodzin i osób, które społeczność tę tworzyły. Taka triangulacja metod (dobór wielu metod do badania tego samego problemu badawczego) i źródeł (dobór i analiza różnych danych do badania tego samego problemu badawczego)⁴⁰ jest jedną z zasad teorii ugruntowanej.

Jej kolejną kluczową dla mnie cechą jest unikanie szczegółowej konceptualizacji przed przystąpieniem do badań. Hipotezy mają wyłaniać się w trakcie badań empirycznych i towarzyszących im permanentnych analiz (jak w mikrohistorycznym provando e riprovando). Rzeczywistość społeczna przed oczyma analityka i badacza powinna się odsłaniać stopniowo. Na wstępie trzeba jednak wiedzieć, co mamy badać, stąd najbardziej początkowy wybór dotyczy obiektu obserwacji i/lub zjawiska⁴¹. Moim „wyborem początkowym” stało się przedstawienie nowotarskiej mikrohistorii Zagłady z perspektywy żydowskich ofiar. Było to ogromne wyzwanie ze względu na charakter zachowanych źródeł. Chcąc oddać ich oryginalne brzmienie, zdecydowałam się nie ingerować w pisownię przytaczanych cytatów.

Źródła

Podejmując decyzję o ograniczeniu zasięgu swoich badań do losów żydowskich mieszkańców jednej tylko miejscowości⁴², wiedziałam, że nie chcę w żaden sposób ograniczać typów źródeł, z jakich będę korzystać przy odtwarzaniu tej mikrohistorii. We wszelkich dostępnych mi archiwach (polskich, izraelskich, niemieckich, amerykańskich) poszukiwałam materiałów związanych z Nowym Targiem. Przeglądałam też bazy archiwalne, posługując się imionami i nazwiskami żydowskich mieszkańców miasta. Poznanie ich danych było możliwe dzięki unikatowym dokumentom: przedwojennej kartotece rodzin nowotarskich Żydów, okupacyjnej kartotece żydowskich mieszkańców miasta i ich imiennemu spisowi z 1941 r., aktualizowanemu przez Radę Żydowską w Nowym Targu do sierpnia 1942 r. Właśnie te materiały były dla mnie punktem wyjścia i kluczem umożliwiającym poszukiwania w pozostałych źródłach śladów poszczególnych losów i dotarcie do indywidualnego wymiaru opisywanych przeze mnie wydarzeń.

Spośród innych wykorzystanych przeze mnie dokumentów urzędowych⁴³ do najważniejszych należały akta (przedwojenne i okupacyjne) Zarządu Miejskiego w Nowym Targu i dokumentacja wytworzona przez nowotarski komitet Żydowskiej Samopomocy Społecznej⁴⁴. Ogromny i niezwykle cenny korpus źródeł stanowiły też materiały procesowe w sprawach zbrodni popełnionych w czasie wojny na terenie Podhala, zbierane na przestrzeni czterdziestu powojennych lat przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich⁴⁵, oraz niemieckie akta z procesu szefa Gestapo w Zakopanem i jego zastępcy⁴⁶.

Chcąc, zgodnie z moim „wyborem początkowym”, uwypuklić perspektywę nowotarskich ofiar Zagłady, wszędzie tam, gdzie to możliwe, szukałam „wszelkich przekazów stanowiących zapis ludzkiego doświadczenia i odzwierciedlających punkt widzenia poszczególnych jednostek”⁴⁷, czyli dokumentów osobistych.

W wypadku Nowego Targu, podobnie jak i wielu innych niedużych miejscowości, gdzie dokonała się Zagłada, nie zachowały się niemal żadne pisane dokumenty osobiste z tamtego okresu⁴⁸. Niewiele jest też tego typu dokumentów powstałych w późniejszym czasie. „Zapis ludzkiego doświadczenia” zachował się zatem głównie dzięki historii mówionej (oral history). Podstawowy korpus relacji oral history, z którego korzystałam, stanowią nagrania zebrane przez Shoah Foundation. Tylko jedną relację w formie spisanego wywiadu złożono w latach sześćdziesiątych dla Instytutu Yad Vashem. Szczególnie ważne było więc dla mnie dotarcie do ostatnich żyjących Żydów Nowego Targu. Udało mi się spotkać z siedmiorgiem z nich. W sześciu przypadkach nagrałam ich opowieści o życiu. Odbyłam też dziesiątki rozmów z ocalałymi i potomkami nowotarskich Żydów, podczas których uzupełniałam i weryfikowałam na bieżąco opisywane przeze mnie fakty. Spotkania z nimi, ich świadectwa oraz zaufanie i przyjaźń, jakimi zostałam przez nich obdarzona, były dla mnie jednym z najważniejszych doświadczeń ostatnich lat. Dzięki nim miałam także możliwość dotarcia do archiwów rodzinnych i odnalezienia w nich fotografii, listów i prywatnych pamiątek po tych, którzy zginęli, i po świecie, który został zgładzony. Absolutnie wyjątkowe pod względem charakteru i skali okazały się zbiory Janet Singer Applefield: setki dokumentów, fotografii i listów (w kilku kartonowych pudłach) dotyczących jednej tylko rodziny – Singerów z nowotarskiego Rynku.

Chciałabym w tym miejscu odnotować, w jaki sposób traktowałam wykorzystane przeze mnie relacje historii mówionej. Zdaniem Nechamy Tec „te same zasady metodologiczne powinny obowiązywać wszelkie badania na temat Holokaustu, niezależnie od rodzaju źródeł, na jakich bazują. A badacz zawsze powinien być świadomy ograniczeń materiału empirycznego i szczególnych kompromisów, jakie musi podejmować w trakcie badań”⁴⁹. Tymczasem Piotr Filipkowski w swej książce Historia mówiona i wojna, powołując się na Michaela Frischa, podkreśla, że nie można stawiać relacji historii mówionej na równi z innymi źródłami historycznymi i traktować jako „surowych danych”, które należy poddać krytycznej analizie podobnie jak inne źródła historyczne⁵⁰. Z kolei Christopher Browning w książce o obozie pracy w Starachowicach stwierdza, że choć naukowcy, analizując relacje ocalałych z Zagłady, rzadko kiedy używają w stosunku do nich kryterium „wierności faktom”, gdyż „podporządkowanie wspomnień Żydów takim kryteriom uznawane jest za niestosowne, niedelikatne czy świadczące o braku szacunku”⁵¹, to korzystanie z relacji „posłańców z innego świata” w wymiarze historycznym jest dużym, lecz nieuniknionym wyzwaniem, ponieważ w wielu przypadkach jest to jedyny sposób dotarcia do poszczególnych wydarzeń z tamtego czasu.

Z perspektywy swojej pracy nad historią Żydów grójeckich i nowotarskich zdecydowanie skłaniam się ku opinii Browninga. Odtworzył on rzeczywistość obozową na podstawie „masy krytycznej” relacji (około 300 świadectw) i wzajemnego ich konfrontowania. W wypadku moich badań stworzenie takiej „masy krytycznej” świadectw nie było możliwe, poza tym od początku zakładałam korzystanie z wszelkich dostępnych mi typów źródeł. Jestem jednak przekonana, że w odniesieniu do zagłady Żydów na polskiej prowincji ignorowanie warstwy faktograficznej relacji i traktowanie ich jedynie jako egzemplifikacji wydarzeń ujętych w dokumentach wytworzonych przez oprawców jest niedopuszczalne. Dlatego postanowiłam traktować źródła historii mówionej jako pełnoprawne, poddawane krytyce źródło historyczne: mające wyjątkową „fakturę”, a zarazem odpowiadające na podstawowe pytanie badawcze mojej pracy: „jak było?”⁵².

Kwestii źródeł dotyczą też inne z moich pytań, nieustannie towarzyszące mi podczas odkrywania i spisywania nowotarskiej mikrohistorii: na jaki stopień szczegółowości odtwarzanej historii pozwalają źródła dotyczące niedużego, prowincjonalnego miasta, w którym istnienie i losy Żydów są rzeczywistością niemal zupełnie zapomnianą? Jaka jest rola poszczególnych typów źródeł w procesie odtwarzania historii Zagłady ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy jej ofiar? Czy i jaka jest możliwość prześledzenia w nich losów poszczególnych osób?

Wszystkie te pytania krążą wokół zasadniczego problemu wyrażalności i niewyrażalności Zagłady⁵³. Georges Didi-Huberman w książce analizującej znaczenie czterech fotografii wykonanych przez więźniów z Sonderkommando w krematorium w Auschwitz, napisał:

Istnieje doskonała spójność pomiędzy przemówieniem Goebbelsa, przeanalizowanym w 1942 roku przez Hannah Arendt pod kątem jego centralnego motywu „Nikt nie odmówi kadiszu” – tzn. wymordujemy was tak, że nie pozostanie po was nawet pamięć – a systematycznym niszczeniem archiwów zagłady przez samych SS-manów . To prawda, „zapomnienie o eksterminacji jest częścią eksterminacji”. Ale „racja w historii” zawsze zostaje zanegowana – jakkolwiek byłaby mniejszościowa, rozproszona, nieświadoma czy rozpaczliwa – przez kilka pojedynczych faktów, które są w tym wypadku czymś najcenniejszym: jej możliwą wyobrażalnością. Archiwa Shoah z pewnością opisują obszar niepełny, ocalały, częściowy – ale ten obszar istnieje⁵⁴.

W innym miejscu swej książki stwierdził: „Jeżeli tak bardzo kładę tu nacisk na wyrażanie m i m o w s z y s t k o, to dlatego że każdy istniejący strzęp – obrazu, słowa czy pisma – został wyrwany n i e m o ż l i w e m u”⁵⁵.

Struktura książki

W swojej opowieści o zagładzie nowotarskich Żydów, napisanej „mimo wszystko”, starałam się zebrać zachowane strzępy ich historii. Każdy jej fragment opiera się na źródłach „wyrwanych niemożliwemu”, które jednocześnie warunkują gęstość opisu tamtej rzeczywistości.

W narracji zawarłam wiele cytatów, chcąc zachować charakter poszczególnych głosów – zarówno ludzi, jak i dokumentów. Niezwykle ważnym elementem tej opowieści są też obrazy: „obraz często pojawia się tam, gdzie zdaje się zawodzić słowo”⁵⁶. Jednym ich rodzajem są słowne, stopklatkowe opisy poszczególnych wydarzeń, oddające obraz szerszej i trudno uchwytnej rzeczywistości. Kolejne obrazy to fotografie: osób, miejsc i dokumentów. Tylko kilka z tych zdjęć powstało w czasie Zagłady. Niektóre noszą ślady zniszczenia. Jacek Leociak pisał o uszkodzonych fotografiach „(z) Zagłady”: „Zagłada wkracza w te zdjęcia dopiero poprzez kontekst odbioru, dzięki naszej wiedzy o tym, kiedy i w jakich okolicznościach zdjęcia te były zrobione”⁵⁷. Poprzez wiedzę o tym, co wydarzyło się wcześniej (fotografie przedwojenne) lub później (fotografie powojenne), Zagłada wkracza we wszystkie z wykorzystanych przeze mnie zdjęć.

Część z nich przywraca twarze – niepowtarzalne i wyjątkowe – ludzi, których losy splatają się z opisywaną przeze mnie historią. Poprzez inne chciałam pokazać fizyczność cytowanych dokumentów i ich szczególne cechy. Niektóre fotografie stanowią zdjęcia rodzinne, tak scharakteryzowane przez Susan Sontag: „rodzina konstruuje portretową kronikę samej siebie – podręczny zestaw zdjęć, które zaświadczają o jej spoistości”⁵⁸. Traktowałam je więc jak głosy nowotarskich Żydów o samych sobie, podobnie jak ich fotografie pozowane. Obrazem wyrażającym stosunek ocalałych do ich nowotarskiej przeszłości są dla mnie fotografie przedmiotów „z domu” towarzyszących im i z czułością przechowywanych przez dziesięciolecia. Celowo nie poprawiałam jakości tych fotografii – ich kopie powstawały w różnych warunkach i okolicznościach. To także jest częścią mojej opowieści.

Książka ma układ chronologiczno-problematyczny, gdyż czas jest wprawdzie elementem porządkującym opisywaną przeze mnie rzeczywistość, ale postępujący wraz z nim proces Zagłady obejmował (diachronicznie i symultanicznie) kolejne elementy rzeczywistości nowotarskich Żydów.

Cała narracja prowadzona jest dwutorowo i obejmuje dwie mikrohistorie: losy całej nowotarskiej społeczności żydowskiej i jednej tylko rodziny – Singerów. Ich historia rozgrywa się w nowotarskim kontekście i jednocześnie jest przez nich współtworzona, zdecydowałam się jednak na jej wydzielenie (gwiazdkami), aby uwypuklić przestrzeń historycznych możliwości indywidualnych losów w czasie Zagłady.

Rozbudowana część pierwsza dotyczy przedwojennego świata nowotarskich Żydów – jego właściwości i ich uwarunkowań. Tego, z czym wkraczali w czas wojny. Kolejne cztery części są poświęcone okresowi Zagłady. Ich cezury wyznaczyły mi źródła i wydarzenia bezpośrednio związane z losami nowotarskich Żydów⁵⁹. Narrację zamyka opis tużpowojennej rzeczywistości nielicznych ocalałych spośród nich. Chcę, aby to odtworzona przeze mnie rzeczywistość miała ostatnie słowo, dlatego książki nie kończą moje wnioski i podsumowania (zamieszczane na bieżąco w poszczególnych częściach), lecz zamyka ją opis kresu istnienia społeczności żydowskiej w tym mieście.

Na końcu książki zamieściłam listę wszystkich żydowskich mieszkańców Nowego Targu, których losów dotyczy ta odtworzona i spisana przeze mnie historia; jej wersja uwzględniająca więcej danych znajduje się na stronie internetowej projektu „Ludzie, nie liczby” (https://centrumfundacja.pl/nowy-targ/).

Podziękowania

Odtworzenie spisanej tu historii Żydów Nowego Targu zajęło mi ponad dekadę. Kilka kolejnych lat upłynęło na przygotowaniu jej wersji książkowej i opracowaniu imiennej listy żydowskich nowotarżan. Nie sprostałabym temu wyzwaniu, gdyby nie olbrzymie wsparcie, jakie otrzymałam od wielu życzliwych mi osób.

Dziękuję Małgorzacie Melchior, promotorce mojej pracy doktorskiej, która od 2004 r. w nadzwyczajny sposób towarzyszy mi w drodze naukowej, motywując i dodając otuchy, kształtując i inspirując, pozwalając doświadczyć piękna relacji mistrz–uczeń. Dziękuję Marii Szturo-Over za wspieranie Małgorzaty w lekturze i korekcie przesyłanych przeze mnie tekstów. Dziękuję Łukaszowi Mikołajewskiemu, mojemu promotorowi pomocniczemu, za jego niezwykłe zaangażowanie, świeżość spojrzenia i kojącą obecność w najtrudniejszych etapach powstawania mojego doktoratu. Dziękuję Piotrowi Laskowskiemu za nową perspektywę i ukazanie walorów włoskiej mikrohistorii. Dziękuję Jonathanowi Applefieldowi za ogrom wykonanej pracy oraz zaangażowanie w poszukiwanie i udostępnianie mi źródeł dotyczących rodziny Singerów. To dzięki niemu mogłam opisać ich historię. Jestem wdzięczna recenzentom mojej pracy: prof. Barbarze Engelking i prof. Antoniemu Sułkowi, za bardzo dla mnie ważne uwagi. Dziękuję Dagmarze Swałtek-Niewińskiej i Alicji Jarkowskiej za przyjaźń i nieustanne wsparcie nie tylko merytoryczne; członkiniom i członkom Centrum Badań nad Zagładą Żydów za pomoc, inspirację, zaufanie i możliwość współpracy, która od wielu lat jest dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem; Alinie Skibińskiej za uważną lekturę mojej pracy; Monice Koszyńskiej za wieloletnią i nieocenioną gotowość pomocy; Ewie Koźmińskiej-Frejlak za konsultacje nie tylko źródłowe; Michałowi Szaflarskiemu za błyskawiczne tłumaczenia z niemieckiego; Yael Rusek, Zivie Tauber i Hanochowi Gutfreundowi za przeczytanie mi nowotarskiej Księgi pamięci; Beacie Bińko za czuły profesjonalizm doskonałej redaktorki.

Jestem wdzięczna każdemu, kto przez te wszystkie lata na różne sposoby wspierał mnie w upamiętnianiu ludzi, których losy opisałam. Dziękuję Sieci Forum Dialogu, która osobom takim jak ja dodaje sił i skrzydeł. Dziękuję Dariuszowi Popieli za urzeczywistnienie mojego marzenia o imionach wyrytych w kamieniu i godnym upamiętnieniu nowotarskich ofiar Zagłady. Dziękuję wolontariuszom projektu „Ludzie, nie liczby” za to, że są i przemieniają świat na lepsze. Dziękuję nauczycielom i uczniom z Prywatnych Szkół Średnich im. prof. Jana Venuleta za dbałość o cmentarz żydowski w Nowym Targu i obecność zawsze, gdy to potrzebne.

Dziękuję moim Rodzicom za to, że od dziecka uczyli mnie wrażliwości na innych i pomagali we wszelki możliwy sposób. Dziękuję Teściom oraz Siostrom i ich rodzinom za wsparcie nie tylko logistyczne na przestrzeni lat i kibicowanie moim wysiłkom.

Dziękuję tym, którzy najmocniej doświadczyli ciężaru tej pracy i na szczęście przypominali o świecie istniejącym poza nią, moim Synom Ignacemu, Tymoteuszowi i Leonowi za to, że tak dzielnie znosili długie godziny, jakie nieobecna duchem spędzałam przy komputerze. Za ich czułość, wrażliwość i to, że tak pięknie towarzyszą mi w przywracaniu pamięci o Żydach Podhala. Dziękuję mojemu Mężowi Wojtkowi, który zawsze jest blisko, wspiera, wierzy i rozbraja.

Na koniec chcę podziękować tym, bez których ta książka nigdy by nie powstała i dla których powstała. Przyjaciołom, którzy z ogromnym zaufaniem podzielili się ze mną swoją historią: Janet Singer Applefield, Niońkowi Beckowi, Tamar Doron, Hanochowi Gutfreundowi, Gitce Horn i Julkowi Schneiderowi. Spotkania z nimi, ich przyjaźń, troska o mnie i radość z mojej „świętej pracy” (jak ją nazwali) były tym, co dodawało mi sił i pozostanie ze mną na zawsze. Dziękuję też ich rodzinom i potomkom Żydów Nowego Targu – za zaufanie, chęć poznania tamtej przeszłości, gotowość pomocy i życzliwość.CZĘŚĆ PIERWSZA
PRZEDWOJNIE

Wesele Salomei Zollman i Józefa Singera, Nowy Targ, 1936 r. (zbiory Janet Singer Applefield)

Zdjęcie zrobiono w niedzielę 29 marca 1936 r., w dniu ślubu Salomei Zollman i Józefa Singera. Gości weselnych ustawiono na podwórzu domu rodzinnego panny młodej przy ul. Kościuszki 10 w centrum stolicy Podhala – Nowego Targu⁶⁰. Salomea była mieszkanką tego miasta od chwili swoich narodzin. Józef zamieszkał tam w dramatycznych okolicznościach w 1915 r., jako dziewięcioletni chłopiec.„Zajaśniał herb Polski”.
Światy nowotarskich Żydów w Drugiej RP

Biało-czerwone flagi zawisły w mieście 1 listopada 1918 r.: „Zniknęły dwugłowe orły austriackie z urzędów i kawiarń, zamiast nich zajaśniał herb Polski, biały orzeł. Mowę z ratusza wygłosił burmistrz Rajski, wzywając do zachowania porządku”¹³⁶. Dla nowotarskich Żydów był to czas pełen napięcia: 2 listopada 1918 r. wiec na nowotarskim Rynku nieomal przekształcił się w skierowane przeciwko nim zamieszki¹³⁷. Zorganizowali więc samoobronę, w której skład weszli mężczyźni mający za sobą służbę w armii¹³⁸.

Zgromadzenie na nowotarskim Rynku, 2 listopada 1918 r. (zbiory Muzeum Podhalańskiego)

Na pobliskiej Orawie na początku listopada doszło do rozruchów antyżydowskich. Grabiono i demolowano sklepy, choć, jak donosiła najpoczytniejsza lokalna „Gazeta Podhalańska”, „żydów nie bito, lecz gromadnie odstawiono za granice wsi i wydalono do Madziarów”¹³⁹. Zdaniem redakcji przyczyną było „rozgoryczenie ludności” wobec Żydów, którzy „byli zawsze podporą rządu i mieli ogromne znaczenie i wpływy”¹⁴⁰. Inaczej postrzegał to Jan Kąś, mieszkaniec Piekielnika, który we wspomnieniach nie pisał nic o patriotycznych pobudkach rabujących:

Początkiem listopada odbywał się w Jabłonce jarmark, na który przybyło dużo Żydów z Orawy, jako też i z Polski, bo granice nie istniały, i nie przeczuwając niczego, bo zawsze tak bywało. I nagle około godziny 10-tej ludność podburzona przez kilku prowokatorów zaczęła rabować stragany żydowskie i sklepy. Żydzi pouciekali w popłochu, zostawiając towar na pastwę losu. Zaczęły się bójki o towar . A już kiedy chłopi zaczęli rabować knajpy , to wtedy zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. W piwnicach było wina po kolana , z pod nóg czerpiąc kapeluszem, paru chłopów upiło się na śmierć. Potem pijani chłopi, wracając do swoich wsi, zaczęli rabować żydów w swoich wioskach. Brali wszystko: ubranie, meble, pierzyny, co kto popadł . Wszystko to uszło bezkarnie, bo nie było żadnej władzy na górnej Orawie prócz sołtysa¹⁴¹.

Porządek przywróciło dopiero sprowadzone z Nowego Targu wojsko.

Na targ w Jabłonce jeździli też żydowscy kramarze z Nowego Targu. By uniknąć podobnej sytuacji w swoim mieście, zwrócili się do komisarza powiatowego dr. Bednarskiego o odwołanie najbliższego jarmarku – otrzymali odpowiedź odmowną. Targu pilnowała straż obywatelska, „złożona w ten dzień niemal z samych górali”¹⁴²; przebiegł bez zakłóceń. Fala pogromów przechodząca przez Polskę jesienią 1918 r. i tym razem ominęła stolicę Podhala¹⁴³. Wydarzenia towarzyszące odzyskiwaniu niepodległości – świętowanie Polaków i poczucie zagrożenia żydowskich mieszkańców Nowego Targu – pokazują, w jakim oddaleniu od siebie mimo kilkudziesięcioletniej styczności pozostawały światy żydowskich i polskich mieszkańców. W nowej rzeczywistości Drugiej Rzeczypospolitej oba musiały się zdefiniować na nowo.

Dostępne źródła nie pozwalają na opisanie wewnętrznego zróżnicowania świata nowotarskich Żydów przed rokiem 1918. O tym, że nie był monolitem, świadczy korespondencja z końca pierwszej wojny światowej, posyłana do redakcji krakowskiego „Nowego Dziennika”. Wynika z niej, że społeczność żydowska Nowego Targu potrzebowała zmian. Wszędzie panowała powojenna bieda, a w dorosłość wkraczali nowotarscy Żydzi kształceni na wyższych uczelniach – syjoniści gotowi stać się lokalną elitą. Uznania swych praw i możliwości uczestniczenia w życiu gminy domagała się też biedota żydowska. Zmienianie rzeczywistości nie było jednak łatwe: „Każda akcya przedsięwzięta z wielkim rozmachem utyka na jakimś martwym punkcie i wszystko nadal pozostaje po dawnemu”¹⁴⁴.

Po kilkuletniej obojętnej pasywności dla spraw żydowskich wezwało wreszcie przełożeństwo izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Nowym Targu członków tutejszej Gminy Wyznaniowej na zgromadzenie, które miało się odbyć 6 października, a na którym mieliśmy obradować nad sposobem niesienia pomocy biednej ludności żydowskiej naszego miasta (utworzeniem konsumu żyd itd.). Na zgromadzenie przyszło prócz komisarza Gminy Wyznaniowej p. Aleksandrowicza aż 3 obywateli i rozumie się, wobec tak licznego kompletu zgromadzenie się nie odbyło¹⁴⁵.

Na kolejne zebranie, zdaniem autorów przywołanego artykułu, stawili się już prawie wszyscy nowotarscy Żydzi i wyrazili sprzeciw wobec „znienawidzonego a ustanowionego jeszcze za rządów austriackich kahału”, który swą bezczynnością narażał ludność na straty: „Cała rzesza biednych Żydów tutejszych jest bez opieki, gdyż nikt nie zabiera w ich imieniu głosu, by ulżyć ich nędzy”¹⁴⁶. Złożoną wówczas przez kahał obietnicę wcześniejszych wyborów zrealizowano dopiero w 1922 r., być może z powodu napiętej sytuacji w kraju – pochłoniętym walką z epidemią hiszpanki i wojną z bolszewikami.

W lipcu 1920 r. siedemdziesięciu pięciu wójtów z Podhala uchwaliło odezwę „Do braci Podhalan, do górali z pod Tatr i Beskidów , by twardo i mocno stanęli przy sztandarach Rzeczypospolitej. Niech synowie nasi i bracia, silni i zdrowi pod broń idą…”¹⁴⁷. Przed komisją poborową stawił się urodzony w 1902 r. w Nowym Targu Adolf Gutfreund, syn Hani i Henryka, właściciela wytwórni sukna góralskiego, uczeń ostatniej klasy miejscowego gimnazjum. Był krótkowidzem, przeznaczono go więc do służby pomocniczej i z 4 Pułkiem Strzelców Podhalańskich trafił do Cieszyna:

zostałem przydzielony do kompanii karabinów maszynowych, gdzie pełniłem służbę pomocnika kancelaryjnego. Jako zdolny pomocnik zostałem wybrany do szkoły podoficerów rachunkowych i po miesięcznym kursie zostałem po złożeniu egzaminu, do którego zasiadło kilkunastu kandydatów, uznany za podoficera rachunkowego i mianowany starszym strzelcem. Jako starszy strzelec prowadziłem samodzielnie Kancelarię kompanii karabinów maszynowych.

Z powodu ofensywy naszych walecznych wojsk dowiedzieliśmy się, że mają uczniów – ochotników zwolnić, celem kontunuowania dalszych studiów. Z początkiem listopada zostałem zwolniony. Zaznałem wrażeń dobrych i złych i trochę samodzielności przyswoiłem¹⁴⁸.

Walki frontowe i tym razem toczyły się daleko od Nowego Targu, a na miejscu polscy i żydowscy mieszkańcy zmagali się z brakiem żywności, inflacją i rosnącymi cenami¹⁴⁹. W tamtych latach stolica Podhala nie wyglądała imponująco. Przeważały drewniane, parterowe domy. Dopiero na początku lat dwudziestych miasto zaczęło „kamienieć i podnosić się w górę, bo coraz więcej domów murowanych ma piętro”¹⁵⁰. Nie było wodociągów, kanalizacji i sieci gazowej. Jesienią i wiosną ulice tonęły w błocie, latem unosiły się nad nimi tumany kurzu¹⁵¹. W tej niepozornej rzeczywistości mieszkało w 1921 r. 1342 Żydów, co stanowiło 16,6% ogółu mieszkańców¹⁵².

W pierwszych powojennych wyborach do władz kahalnych obowiązywał jeszcze cenzus majątkowy – zagłosowało w nich około 400 osób. Dwunastoosobowy zarząd pozostał w większości konserwatywny i ortodoksyjny, a na czele gminy stanął Ignacy Hammerschlag. Pełnił tę funkcję aż do wybuchu drugiej wojny światowej, gdyż akceptowały go wszystkie środowiska – w opinii ortodoksów mimo zasymilowania pozostał człowiekiem „z bardzo ciepłym żydowskim sercem”¹⁵³.

W kahale istniało kilka komisji: religijna, opieki społecznej, do spraw wychowania, regulaminowo-prawnicza, rachunkowa, cmentarna i budżetowo-gospodarcza, „do których wybrano członków Zarządu, a nadto osoby nienależące do Zarządu, by w ten sposób szersze sfery społeczeństwa zainteresować działalnością gminy żyd”¹⁵⁴. Syn Leiba Randa wspominał w Księdze pamięci, że jego ojciec przewodniczył komisji religijnej:

Dobrze znał całe żydowskie prawo. On był bardzo pojętny, tak jak wszystkie wnuki Magida z Kozienic. Codziennie przychodzili do nas sąsiedzi i przyjaciele, aby się radzić z ojcem, na przykład Chaim Izaak Degen, Aszer Grünspan, Jakub Schiff, Chaim Fertig, Zeew Katz i nasz wujek Abraham Mosze Kopyto. Oprócz tych sąsiadów przychodził do nas też Joszua Kiesen, bardzo zdolny człowiek, który znał na pamięć każde zdanie w Biblii, i w jego mieszkaniu był specjalny pokój na nocleg dla biednych, którzy odwiedzali nasze miasto. Muszę wspomnieć też postać Joela Langera. Był bardzo bogaty i nie tylko w Nowym Targu, ale i okolicy, był bardzo skromny i pomagał wszystkim¹⁵⁵.

Relacja Moshego Randa jako jedyna przywołuje nowotarskich aktywistów ortodoksji, gdyż wszyscy wymienieni przez niego mężczyźni należeli do nowotarskiego oddziału Agudy¹⁵⁶, istniejącego w mieście od 1922 r.¹⁵⁷

Zdecydowanie więcej wiadomo na temat tamtejszych syjonistów – zachowały się ich sprawozdania z działalności, publikowane regularnie, aż do 1936 r., na łamach „Nowego Dziennika”. Donosili w nich o swoich sukcesach w akcjach syjonistycznych i o konfliktach z agudystami. Aktywność syjonistów zasiadających w kahale (dr. Salomona Stamlera, dr. Bernarda Kohna i dr. Zachariasza Goldnera) miała sprawić, że władze gminy wyznaniowej subsydiowały Keren Kajemet¹⁵⁸, a w 1924 r. po raz pierwszy odprawiono w synagodze nabożeństwo w rocznicę śmierci Theodora Herzla. Nowotarski zarząd żydowskiej gminy wyznaniowej stał się rzadkim przykładem „kahału syjonizującego”¹⁵⁹. Kolejne wybory, już bez cenzusu majątkowego, lecz zgodnie z polskim prawem: powszechne, równe, tajne, bezpośrednie i proporcjonalne¹⁶⁰, umocniły pozycję syjonistów, a jednocześnie zaostrzyły konflikt z ortodoksami. Ofiarą sporów o władzę padły drzewa rosnące przed synagogą od czasu jej wzniesienia. Wiceprezes zarządu, ortodoks Izaak Langer, ze względów religijnych dokonał w 1933 r. ich samowolnej wycinki¹⁶¹. Na wniosek syjonistów policja skierowała sprawę do sądu¹⁶².

Nowotarska synagoga przed wycięciem drzew w 1933 r. (Sefer Nowi-Targ)

Przez rok spierano się również o osobę następcy rabina Strocha, zmarłego na początku lat trzydziestych. Ortodoksi popierali Hirscha Meiselsa – wywodzącego się z Halberstamów (praprawnuka Chaima z Sącza) rabina bobowskiego, pozostali Eliasza Weissa, zięcia Strocha, który zdobył ich łaski, wygłaszając w imieniu zarządu hesped¹⁶³ na pogrzebie Bernarda Kohna, jednego z pierwszych syjonistów w mieście¹⁶⁴.

Lokalną tradycją stał się też konflikt wokół czczenia pamięci Theodora Herzla. W 1934 r.:

Wbrew dotychczasowej tradycji rzezak i chazan Leser Weiss odmówił odprawienia modłów, tłumacząc się, że ortodoksi zagrozili mu bojkotem na wypadek, gdyby się „odważył” odmówić „kadisz” i „El mole rachmim” za duszę Herzla. Wskutek powyższego postępowania Lesera Weissa – przewodniczący Zarządu Gminy zawiesił go w urzędowaniu, a następnie Zarząd Gminy ukarał go dyscyplinarnie z ostrzeżeniem, że w razie powtórzenia się podobnego złamania dyscypliny Zarząd wyciągnie najdalej idące konsekwencje¹⁶⁵.

W kolejną rocznicę:

odłam tutejszej ortodoksji rozpoczął akcję, by kantorzy będący zarazem rzezakami rytualnymi nie odprawiali modłów na nabożeństwie ku czci Teodora Herzla, gdyż inaczej ortodoksja nie będzie jeść mięsa ze szechity tych rzezaków, ale dzięki energicznej postawie większości Zarządu gminy żydowskiej akcja powyższa się nie udała¹⁶⁶.

W tym zakurzonym lub tonącym w błocie i otoczonym górami niezamożnym mieście oknem na świat były dla syjonistów wydarzenia odbywające się w siedzibie czytelni żydowskiej. Początkowo organizowali je mieszkający poza miastem wykształceni nowotarżanie. Inżynier Michał Baldinger, oficer walczący w szeregach armii Hallera, był w grupie animatorów¹⁶⁷: „Gdy przyjeżdżaliśmy do naszego rodzimego miasta, organizowaliśmy różne imprezy propagandowo-syjonistyczne, z których cały dochód przeznaczony był na cele KKL. Powszechnie przyjęty był wśród nas zwyczaj wzajemnego obdarowywania się szeklami wykupowanymi z okazji urodzin itp.”¹⁶⁸. W połowie lat trzydziestych ożywiła działalność czytelnia żydowska. Salomon Gutfreund (brat Adolfa) za pozyskane ogromnym wysiłkiem środki przeprowadził jej remont i przebudowę, a następnie został jej prezesem¹⁶⁹. Odbywały się tam zebrania dyskusyjne, odczyty i referaty¹⁷⁰, akademie¹⁷¹, zabawy dobroczynne¹⁷² i przedstawienia. W grotesce „Złodziej i jego mecenas”, wyreżyserowanej przez Adolfa Günsberga, wzięło udział aż jedenastu aktorów¹⁷³: „Wszyscy amatorzy świetnie wywiązali się ze swych zadań i dlatego też tłumnie na przedstawieniu zebrana publiczność żydowska i polska słusznie uważa przedstawienie to za jedną z najlepszych imprez teatralnych w ciągu ostatnich kilku lat”¹⁷⁴.

Wzór papieru firmowego nowotarskiego Makkabi (zbiory Muzeum Drukarstwa w Nowym Targu)

Niemniej to sport okazał się najskuteczniejszym sposobem zachęcenia młodzieży do syjonizmu. Nowotarski oddział Makkabi zbudował na Kowańcu¹⁷⁵ pierwszą i jedyną żydowską skocznię narciarską na świecie. Otwarto ją 21 stycznia 1932 r. w obecności delegata starostwa, prezesa kahału i licznej publiczności. Słynną sekcją narciarską nowotarskiego Makkabi kierował wówczas Leopold Stanner¹⁷⁶.

Konkurencją dla tej organizacji przez wiele lat był Haggibor, założony przez Mońka (Mojżesza, Maurycego) Papiera jako klub piłkarski.

Zarówno Makkabi, jak i Haggibor organizowały górskie wycieczki, mecze, spływy kajakowe i zawody narciarskie¹⁷⁷.

Nowotarska drużyna Haggibor, Nowy Targ, lata dwudzieste (Sefer Nowi-Targ)

Adolf Singer przez dziesięciolecia przechowywał legitymacje członkowskie obu organizacji, choć niejednokrotnie dochodziło między nimi do konfliktów, co budziło niesmak syjonistów starszych wiekiem, piszących do „Nowego Dziennika”:

w miejscowości tak liczebnie co do Żydów nikłej zupełnie wystarczyłby jeden klub sportowy żydowski, tem bardziej że obydwa te kluby mają niemal identyczny zakres działania. Te spory nas ostatecznie nie interesowałyby, gdyby właśnie nie ta okoliczność, że do obydwu klubów należą również członkowie organizacji syjonistycznej, którzy zwalczają się nie zawsze sportowymi środkami, a co smutniejsze, którzy gotowi są nawet swój syjonizm poświęcić dla swego klubu sportowego¹⁷⁸.

Legitymacja członkowska żydowskiego klubu sportowego Haggibor (zbiory Zivy Tauber)

Drużyna „Margalit” z nowotarskiej Akiby. Od prawej stoją: Ida Goldberg, Ida Natowicz, Ruth Schindel, Janina Baldinger, Róża Natowicz, Sala Knopf, Charlotte Fischgrund, Helena Goldberg i Lea Rieger. Siedzi Ilona o nieznanym nazwisku. Nowy Targ, koniec lat trzydziestych (Sefer Nowi-Targ)

O tym, że były to jednak czarne wizje, nieprzystające raczej do rzeczywistości, świadczy (oprócz przykładu zaangażowania Adolfa Singera) to, że w Nowym Targu istniały ponadto prężnie działające grupy Ha-Szomer ha-Cair¹⁷⁹ i Akiba¹⁸⁰, a każda z nich liczyła około 120 członków.

W budynkach kahału, mimo protestu ortodoksów, Chaim Ickowicz nauczał ich hebrajskiego. Chętni wyjeżdżali później na hachszarę¹⁸¹ w Horodeńce lub Nadwórnej, a następnie w sposób legalny lub nielegalny do Palestyny. Tylko nielicznym udało się zrealizować ten nadrzędny cel przynależności do organizacji. Wyjazd chaluców był możliwy dzięki wysiłkowi całej syjonistycznej społeczności Nowego Targu:

W lutym wyjechali do Palestyny trzej chalucim, na cześć których Stow Haszchar-Przedświt¹⁸² zorganizowało wieczór pożegnalny – prawdziwa żydowska manifestacja. Subwencje z Gminy żydowskiej, Towarzystwa Zaliczkowego i Stow „Jad-Charucim”¹⁸³: oraz gorliwej pracy Stow „Haszchar” i „Wiza”¹⁸⁴ udało się nam ze środków miejscowych pokryć koszta podróży i ekwipunku wszystkich trzech chaluców¹⁸⁵.

W Księdze pamięci Nowego Targu zamieszczono zrobione kilka lat później zdjęcie z „pożegnania przyjaciół wyruszających w drogę do Eretz-Israel”¹⁸⁶. Wśród kilkudziesięciu osób stojących na nowotarskim dworcu widać elegancko ubranego Adka Singera.

Pożegnanie na nowotarskim dworcu. Adek stoi po prawej stronie chłopca w centrum fotografii. Nowy Targ, marzec 1935 r. (Sefer Nowi-Targ)

* * *

Tego dnia zrobiono mu jeszcze jedno zdjęcie – zapewne tuż przed wyruszeniem na dworzec, gdzie na Adka czekali chcący go pożegnać przyjaciele. Na tej fotografii, przechowywanej w izraelskim domu jego jedynej córki, stoi otoczony swymi najbliższymi, opierając się o drzwi rodzinnego sklepu. Jest marzec 1935 r.

Singerowie ustawili się na podwórzu domu w Rynku 28, gdyż według „Danych poufnych wyłącznie do użytku Izby przemysłowo-handlowej w Krakowie” z października 1934 r. Emanuel Singer właśnie tam prowadził swoje założone w 1915 r. przedsiębiorstwo. Należał do Stowarzyszenia Kupców w Nowym Targu i zatrudniał sześć osób – trzech członków rodziny i trzech pracowników najemnych w charakterze robotników. Według świadectwa przemysłowego firma Emanuela Singera zajmowała się sprzedażą towarów żelaznych i materiałów budowlanych, a dokładniej galanterii żelaznej, materiałów budowlanych, pieców kaflowych, nawozów sztucznych i cementu¹⁸⁷. Na tej ostatniej wspólnej z Adkiem fotografii widać wystawione na półce kafle.

Rodzinne pożegnanie Adka Singera przy wejściu do sklepu od strony ul. Kazimierza Wielkiego, Nowy Targ, 1935 r. (zbiory Zivy Tauber)

Wyjazd syna był dla Emanuela ogromnym ciosem:

Z bólem serca i łzami w oczach żegnam się z Tobą i P Bóg wie, czy nie po raz ostatni!!! Przeczucie moje powiada, że tak. Jak Ci, mój kochany, wiadomo, marzenie moje było zawsze, by was wyprowadzić na dobrą drogę dobrych, uczciwych, porządnych i pracowitych ludzi, i Bogu dzięki cieszę się, że to osiągnąłem , cieszyłem się, że będę miał tę możność mego ukierowanego interesu zostawić, co było zawsze moim życzeniem. Niestety moje życzenia się nie spełniły i wolisz dla obcych pracować jak dla siebie i w otoczeniu swoich rodziców.

Jak Ci jest, mój Kochany? Jest Ci szczęśliwie? Błogosławię Cię z całej duszy i serca! Niech Ci Pan Bóg ma w dobrym zdrowi i szczęściu, pamiętaj o nas! Kończę ze łzami w oczach, czego nie mogłem ujawnić. Całuję Cię, zawsze Twój Tata Emanuel Singer¹⁸⁸.

Sklep był dla niego wszystkim – wstawał o świcie i otwierał go o szóstej rano. Najwięcej wymagał od siebie, choć i synowie ciężko pracowali w rodzinnym biznesie¹⁸⁹. Emanuel miał jasno określoną wizję ich przyszłości, z którą oni w miarę możliwości się mierzyli. W czasie mobilizacji w obliczu wojny polsko-bolszewickiej najstarszemu, Lolkowi, załatwił bezpieczną posadę – praktykę dentystyczną u stacjonującego w Nowym Targu kapitana Dawida Lantnera¹⁹⁰. Syn skończył ją po trzech latach, akurat wtedy, gdy Singer otwierał kolejny sklep w domu po teściowej. Lolek, który uczył się w nowotarskim gimnazjum, nie podszedł tam do matury. Miał zdobyć konkretne wykształcenie w szkole technologii włókiennictwa w Bielsku. Nie dotarł jednak na egzamin, gdyż po drodze, w pociągu, zaginęły wszystkie jego dokumenty: „i w ten oto sposób zakończyła się moja kariera naukowa”¹⁹¹. Po powrocie do domu został prawą ręką Emanuela w rodzinnym interesie. W 1934 r. ożenił się z Marią (Manią) Nabel. Było to małżeństwo zaaranżowane. Najpierw kandydatura Lolka została przedstawiona ojcu Mani, głęboko religijnemu Jakubowi Nablowi¹⁹². Gdy po jego wstępnej akceptacji 24-letnia piękna i elegancka Mania po raz pierwszy zobaczyła niższego od siebie rudowłosego Lolka, schowała się do szafy¹⁹³. Później stanowili zgodną parę. Trzy miesiące po wyjeździe Adka przyszła na świat ich córka Gustawa, zwana przez wszystkich Dzidzią¹⁹⁴.

Zaproszenie na ślub Mani (Marii) Nablówny i Alojzego Singera, 1934 r. (było włożone między karty odręcznie spisanych wspomnień Alojzego Singera, zbiory Janet Singer Applefield)

Nowożeńcy przed wejściem do restauracji Weissbrot, w której odbywało się przyjęcie. Kraków, ul. Starowiślna, 26 sierpnia 1934 r. (zbiory Janet Singer Applefield)

Mania z Gustawą urodzoną 4 czerwca 1935 r. w Szpitalu św. Łazarza w Krakowie (zbiory Janet Singer Applefield)

Urodzony w 1906 r. Józef swą naukę w gimnazjum rozpoczął w czasie wojny w 1917 r. W szkole najlepiej szły mu łacina i nauka religii. Był lepszy w matematyce niż w języku polskim, z powodu którego powtarzał w nowotarskim gimnazjum czwartą klasę¹⁹⁵. Lepsze od niego wyniki osiągała ucząca się w tej samej szkole Salomea Zollman, córka nowotarskiego rzeźnika Izaaka. Podobno właśnie w tamtym czasie zakochali się w sobie. Józef przeniósł się na oddział mechaniczno-techniczny Wyższej Szkoły Przemysłowej w Bielsku i tam przystąpił do egzaminu dojrzałości. W tym samym 1926 r. Salomea zdała maturę typu neoklasycznego w Nowym Targu¹⁹⁶. Nie wiadomo, czy poszła na studia. Józef wyjechał, aby na Uniwersytecie w Grenoble studiować inżynierię elektryczną.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij