Chemia połączeń. - ebook
Chemia połączeń. - ebook
Gdy dogania Cię stres...
...przestań uciekać. Wybierz się na urlop zamiast maskować zmęczenie kolejną filiżanką kawy, kieliszkiem wina czy zakupami. Ilość spraw i problemów zniknie dopiero w momencie, gdy się zatrzymasz i na nowo odkryjesz kim naprawdę jesteś.
Skorzystaj z rady fachowca...
...który w tej książce zgromadził wiedzę zdobytą w ciągu 40 lat poszukiwań idealnego zdrowia. Dzięki ćwiczeniom naprawisz relacje w pracy i w domu. Poznasz medytacje i metody relaksacyjne, które pomogą Ci wzmocnić więzi, odzyskać zdrowie i spokój. Na nowo określisz swoje cele i będziesz mógł cieszyć się pełnią zdrowia i spełnienia.
Pięć kroków do zdrowych połączeń.
Spis treści
Wstęp
Podziękowania
Wprowadzenie: Od braku połączenia do połączenia
Część I: Świadome połączenie
Elementy życia i śmierci
Miłość jest dowodem współdzielenia świadomości
Chemia kultury i połączeń
Powiedz lekom: nie
Drzwi do oświecenia
Część II: Forma połączenia
Związek między ciałem i umysłem
Metylowa magia i budulce mózgu
Generowanie energii życiowej
Połączenie z Ziemią
Kształt i dźwięk połączenia
Część III: Połączenie z sercem
Otwarcie serca
Społeczny duch
Kobiety i mężczyźni - vive la différence
Część IV: Ostateczne połączenie
Alchemia seksu i ducha
Pięć kroków do nawiązania połączenia
Dodatek: ćwiczenia
Usuwanie napięcia emocjonalnego
Negatywna transferencja
Wizualizacja uzdrawiająca ciało
Oddech Diakath TM
Medytacja Lality
Erotyczna pomarańcza
Źródła
Zalecane Lektury
Dodatkowe materiały
O Autorze
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8171-141-8 |
| Rozmiar pliku: | 4,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Uwielbiam tę książkę. „Chemia połączeń” dosłownie „łączy” historię, naukę i filozofię, kreując niezwykle piękny gobelin ukazujący najgłębsze źródło ludzkiej egzystencji: potęgę połączeń, która czyni życie wartym przeżywania. To miłość wiąże nas ze sobą – nie tylko z najbliższymi nam osobami, ale z całą ludzkością i, naprawdę, ze wszystkim, co żyje i wykracza poza życie tutaj. Patrick we wspaniały i zrozumiały sposób wyjaśnia całą naukę stojącą za tym, w jaki sposób jesteśmy stworzeni do miłości i tego połączenia. Już wiele lat temu spostrzegliśmy to, pisząc wspólnie książkę Natural Highs. Inspiruje nas i instruuje też, w jaki sposób wprowadzić tę wiedzę w nasze własne życie i doświadczanie, tak byśmy mogli żyć w pełni. Szczęście nie polega na tym, co mamy, ale jak głęboko jesteśmy połączeni – lub, cytując Patricka, na przejściu ‘od samotnego do samego, do nie-samo-witego’. Bardzo pouczająca, ale łatwa w lekturze i niezwykle śmieszna książka!
– dr Hyla Cass, była asystentka kliniczna
profesora psychiatrii na uczelni medycznej ULCA
„Chemia połączeń” utwierdza w przekonaniu, że eksploracja własnej świadomości może prowadzić do szczęśliwszego, pełniejszego i bardziej spójnego życia, pozwalając znaleźć w sobie ‘największy ludzki potencjał’. Poprzez zaczerpnięcie pewnych idei z filozofii sufickiej, a także starożytnych tantrycznych hinduskich tradycji i połączenie ich z chemicznym działaniem psychodelików Patrick ujawnia miriady ścieżek do szczęścia, połączonych w jedności i budujących wyższą wspólnotę.
– Amanda Feilding, dyrektorka fundacji Beckley Foundation
Patrick Holford to skarb narodowy. Chemia połączeń po raz kolejny ujawnia jego geniusz polegający na podejmowaniu skomplikowanych tematów i przełomowym podchodzeniu do wszelkich aspektów zdrowotnych w taki sposób, aby uczynić je nie tylko przystępnymi, ale też niezwykle ciekawymi. Rozpala w czytelnikach iskrę do podjęcia własnych poszukiwań pełnego człowieczeństwa, w najbardziej świętym i boskim sensie.
– Leela Miller, nauczycielka jogi i duchowa aktywistka
W tej książce znalazłam wiele zaskakująco nowych i użytecznych informacji, które były dla mnie pouczające zarówno pod względem osobistym, jak i zawodowym – nawet dla generalnie zdrowej, praktykującej medytację seniorki z całym życiowym bagażem doświadczeń w duchowym, umysłowo-cielesnym zakresie, jak i w pracy psychologa.
– dr Beverly Feinberg-Moss, psycholog kliniczna
z Bostonu w Massachusetts
Patrick Holford łączy jasność swojego naukowego intelektu z duchową świadomością, aby zaoferować nam potężną, czystą i niezwykle głęboką instrukcję do zrównoważonego i świadomego życia. Bez względu na to, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę, czy znajdujesz się już dość daleko na tej ścieżce, odnajdziesz na tych stronach mądrość i inspirację. Przewodnictwo, które płynie z tej książki, pozostanie z tobą na długo.
– Sally Kempton
„Chemia połączeń” Patricka Holforda powinna być lekturą obowiązkową dla studentów medycyny, dietetyki i położnictwa, a także dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Jego praca powinna spowodować zmianę światopoglądu. To kluczowe, byśmy zrozumieli, że świadomość to wszechświat przebudzony na samego siebie. Rzeczywistość jest celowa. Niestety, wielkie koncerny farmaceutyczne i ich przedstawiciele (będący zwykle „lekarzami-dziennikarzami”) najprawdopodobniej to zignorują lub zaczną demonizować pracę Holforda. No cóż.
– Malcolm Stewart, były ksiądz, dyrektor projektowy UN, dyrektor programów religijnych dla kanału London Weekend Television
Po tym, jak już nauczył tysiące ludzi, w jaki sposób zdrowo się odżywiać, Patrick Holford zwrócił swoją uwagę na miejsce, w którym wierzenia religijne stykają się z ateistycznym i materialistycznym podejściem mówiącym, że systemy oparte na węglowej budowie chemicznej muszą napotkać swój nieodwracalny koniec. Przytacza raporty dotyczące chemicznie indukowanych wizji i mistycznych przeżyć z pogranicza śmierci i konfrontuje je z obszarami fizyki i teorii kwantowej, gdzie nauka i mistyka dzielą terytorium. Poprzez analizę ważnych pytań dotyczących natury rzeczywistości, ten szaman oferuje ciepły i serdeczny przewodnik, który daje nadzieję, zachwyt i z pewnością sporą dawkę uzdrawiania.
– Jerome Burne, wielokrotnie nagradzany dziennikarz medyczny, edytor strony internetowej healthinsightuk.org
W pełni podzielam filozofię mens sana in corpore sana¹, którą Patrick tak przekonująco przemyca w tej inspirującej książce. Bardzo przemówiło do mnie ukazanie, że w ogromnym stopniu nie są to jedynie problemy zdrowotne i dotyczące dobrostanu pojedynczych osób, ale globalne, polityczne i społeczne kwestie, na które należy rzucić światło, jeśli ludzkość chce skorzystać z tej historycznie niezwykłej szansy na stworzenie bardziej sprawiedliwego, pokojowego i zdrowego społeczeństwa. Książka Patricka dostarcza amunicji, by walczyć i wygrać tę bitwę… w pokojowy sposób.
– Craig Sams, współzałożyciel wholeearth foods,
Green & blacks oraz carbon gold biochar,
a także były członek zarządu firmy Soil Association
Nie bez powodu Patricka uważa się za twórczego i szanowanego autora – ma dużą wiedzę i pasję, i chce dzielić się tym ze światem. Ta książka stanowi jasny i gruntowny przewodnik pokazujący, jak ponownie nawiązać połączenie – czego tak naprawdę wszyscy pragniemy. Inspirująco równoważy wiedzę i praktykę, opierając się na własnej wiedzy i nauce, aby dać nam siłę do wprowadzenia zmian we własnym życiu – i nie opiera się przed przekazaniem nam, co musimy w tym celu zrobić.
– Jonathan Smith, założyciel i dyrektor londyńskiej Triyogi
Ta książka naprawdę robi wrażenie – jest bardzo spójna i widać ogrom przygotowań poczynionych do jej napisania. Autor jest ekspertem w wielu dziedzinach i przedstawia wiele nawiązań do wyzwań współczesnego świata, jakie stają przed nami zarówno globalnie, jak i w życiu osobistym. Niezwykły jest też sposób, w jaki Patrick wiąże duchowe tradycje z najnowszymi odkryciami nauki. Jednocześnie książka stanowi swoisty dziennik osobistej podróży, naszpikowany wieloma anegdotami, opowieściami i doświadczeniami z życia autora.
– Lainie Heneghan, konsultantka do spraw zarządzaniaPodziękowania
Chciałbym przekazać moje najszczersze podziękowania moim nauczycielom: Oscarowi Ichazo ze szkoły Arica School^(®); zmarłemu już Mutakandzie, a także Gurumai i swamim jogi siddha; mistrzyni medytacji Sally Kempton; zmarłemu dr Abramowi Hofferowi za niezwykły wkład w psychiatrię i chemię psychodelików; wizjonerskiemu psychiatrze Stanislavowi Grofowi; profesorom Davidowi Smithowi i Heldze Refsum za wiedzę o metylacji i zapobieganiu Alzheimerowi; Timowi Laurence z Hoffman Institute; Malcolmowi Stewartowi za wiedzę i hojność w dzieleniu się niezwykłym doświadczeniem i swoją pracą nad kosmiczną geometrią; Norze za jej wsparcie; Rosie Stewart za wzgląd w społeczne połączenia; Sophie Sabbage za mądrość i odwagę; Gavinowi i Gaby z HearthMath Institute; Danny’emu, Duncanowi i Lucianie za swoje historie; Rupertowi Sheldrake’owi za przełomowe idee dotyczące morficznego rezonansu i stawienie czoła naukowemu status quo; Markowi Gafniemu za radykalne poglądy dotyczące Erosa i mądrości judaizmu i kabały; Allemu Zace za jego przewodnictwo w kwestiach islamu i sufizmu; Damchy Dyson za jej wgląd w buddyzm tybetański; Ashnandoah za jej hojne dzielenie się swoją wspaniałą sztuką; Brianowi Russelowi za ilustracje i pomoc graficzną; Markowi Heneghanowi, Mukti Mitchell i Pennellowi Rockowi za sugestie i wsparcie; Nancy Treharne za wsparcie w edycji; mojej wspaniałej żonie Gaby za szczere opinie i wsparcie, a także przestrzeń, dzięki której mogłem poświęcić się pracy; mojej superwydajnej menedżerce i redaktorce, Jo Steph, za stawanie na wysokości zadania; a także ekipie Hay House, w tym Michelle, Julie, Lizzie, Tomowi i Ruth – dzięki za edycję filmów – za to, że się udało; a także Leanne za wspaniałe projekty, w tym projekt okładki; oraz Barneyowi Wanowi za jego troskliwe oko.Wprowadzenie Od braku połączenia do połączenia
Świat Zachodu toczy dolegliwość, która stała się tak rozpowszechniona, że nikt już nie postrzega jej w ten sposób. Jest niczym woda dla ryby. To marazm, wypływający z samego źródła współczesnego świata, bez względu na jego naukowe osiągnięcia, technologię i dostatek. Nazywam tę chorobę odłączenizmem – brakiem połączenia.
Odzwierciedla się on w rosnących statystykach chorób psychicznych – depresji, stresie, niepokoju, bezsenności i kłopotach z pamięcią. Dolegliwości te, według Światowej Organizacji Zdrowia, należą do najczęstszych problemów zdrowotnych na świecie w XXI wieku, a dopiero na kolejnych miejscach plasują się otyłość i nowotwory. Wcale nie osiągamy dobrych wyników, wbrew pozornemu rozwojowi współczesnej medycyny. Nie wydajemy się też specjalnie szczęśliwsi. Globalnie, każdego roku ma miejsce więcej samobójstw niż tragicznych zgonów.
W konsekwencji, mimo że jesteśmy najbardziej zaawansowanym gatunkiem na planecie i osiągnęliśmy największy „sukces” ewolucyjny, stoimy przed bardzo realną perspektywą autodestrukcji. Wyeliminowaliśmy 99% gatunków zwierząt obecnych wcześniej na planecie i 90% produkujących tlen lasów deszczowych. Tlen, który pobieramy w każdym oddechu, wytwarzany jest głównie przez algi obecne w oceanach, jednak stwarzamy niebezpieczeństwo zniszczenia warunków koniecznych nie tylko dla alg, w celu produkcji tlenu, ale także coraz bardziej zagrażamy rafom koralowym i rybom, których populacja już jest mocno nadszarpnięta.
Niszczymy nawet siebie nawzajem poprzez niemal pół miliona morderstw rocznie, a także w wyniku bezowocnych wojen o religię, ziemię, ideologie, ropę i pieniądze. To wcale nie miłość do pieniędzy powoduje, że świat się kręci – mimo że nam się to wmawia. Mimo to, rynek zasobów finansowych znajduje się na krawędzi przepaści, a niemal każde istniejące państwo ma długi w wysokości miliardów, a nawet biliardów dolarów, u właściwie nie wiadomo kogo.
Niszczymy samych siebie. Tak wiele mentalnych i fizycznych problemów ma swoje korzenie w braku połączenia. Proces powstawania nowotworów, na przykład, uwzględnia zaburzenie zachowania komórek spowodowane brakiem uwzględniania ich granic z innymi komórkami. Cukrzyca i osłabienie polegają na zaburzeniach i braku połączeń w procesie, w jakim energia z pożywienia przekształca się w energię w ciele. Choroba Alzheimera może być spowodowana między innymi zaburzeniem metylacji, kluczowej reakcji łączącej ciało i umysł, która pomaga naszemu organizmowi w mikroprzystosowaniu (patrz Rozdział 7). Depresja – która często bywa gniewem bez gwałtowności lub poczuciem bycia odciętym, często w konsekwencji niemówienia prawdy lub życia niezgodnego z tym, kim się faktycznie jest – jest brakiem połączenia z własną naturą lub też biochemicznym brakiem połączenia spowodowanym brakiem kwasów omega-3, witaminy D lub witamin z grupy B, a także zbyt dużych ilości cukru i kofeiny.
Niewielu z nas faktycznie czuje satysfakcję. Większość ma wyprane mózgi, by wieść pewnego rodzaju bezmyślne życie. Wielu żyje w koszmarze, na skraju przetrwania. Przepaść między bogatymi a biednymi coraz bardziej się powiększa. Nasza kultura, a wręcz cały gatunek, nasza ekologia i biosfera coraz bardziej zbliżają się do punktu, z którego nie ma powrotu.
Wielcy wizjonerzy ostrzegali nas przed taką przyszłością – George Orwell w Roku 1984 i Aldous Huxley w Nowym Wspaniałym Świecie – a jednak właśnie tu jesteśmy i zaczynamy żyć, lub wręcz już żyjemy, w tym koszmarze.
Czy musi tak być? Najwyraźniej jesteśmy lepiej połączeni niż kiedykolwiek, przez telewizję, wiadomości ze świata, telefony komórkowe, internet i media społecznościowe – do tego stopnia, że przeciętna osoba sprawdza telefon przynajmniej co 10 minut i odpowiada na związane z pracą e-maile w święta i na wakacjach. Jednak co to za połączenie? Z przeprowadzonych badań wynika, że jeden na dziesięciu nastolatków w Stanach Zjednoczonych przyznał się do sprawdzania smartfona w trakcie seksu!¹
Życie w XXI wieku dosłownie sprawia, że jesteśmy w ciągłym stanie wysokiej czujności, więc oczekujemy nieustającej stymulacji. Niewielu spośród nas jest w stanie wysiedzieć w bezruchu. W niedawno przeprowadzonym na Harvardzie badaniu² ochotników poddano nieprzyjemnemu impulsowi elektrycznemu, po czym kiedy zapytano ich o to, badani stwierdzili, że byliby gotowi zapłacić, aby uniknąć kolejnego impulsu. Następnie pozostawiono ich w pomieszczeniu na 15 minut. Żadnego towarzystwa, żadnych smartfonów. Tylko oni, ich własne myśli i przycisk, którym zadano im impuls. Dwunastu spośród osiemnastu mężczyzn i sześć spośród dwudziestu czterech kobiet samodzielnie poddało się nawet czterem impulsom elektrycznym. Guzik wcisnęło więc aż dwie trzecie mężczyzn. Jeden mężczyzna zadał sobie aż 190 impulsów tylko po to, by jakoś przerwać nudę!
Aż tak desperacko potrzebujemy kontaktu i stymulacji! Z drugiej strony jednak istnieje silny ruch w kierunku promowania „uważności”: odsuwania natłoku myśli i wrażeń, by skupić się na przestrzeni za i pomiędzy nimi, niczym na chwilach pomiędzy oddechami – chodzi o to, by być uważnym na tę przestrzeń.
Ironicznie, właśnie tego ludzie wydają się bać najbardziej – bezczynności, braku myśli, braku guzika, który można wcisnąć. Cierpią na to, co nazywam „bez-kontakt-izmem”. Nawet zasypianie może okazać się trudne. Potrzebują oni ciągłego kontaktu, ciągłej stymulacji.
Niemal dwie trzecie podróżujących kolejami miejskimi i autobusami zanurza się w swoich telefonach, wysyłając wiadomości, grając i generalnie robiąc wszystko, co możliwe, by zająć umysł. W miastach tempo życia współczesnego świata nieustannie sprzedaje nam stymulanty, okraszając to używkami i lekami, które podtrzymują taki stan. Sprzedaż kofeiny ciągle rośnie. Każdego dnia na świecie wypija się dwa miliardy kubków kawy, w samej Wielkiej Brytanii liczba ta wynosi 70 milionów. Ilość wypitej coca-coli jest jeszcze większa. Każdego dnia wypijane jest przynajmniej 1,7 miliardów butelek coli, a przecież to tylko jedna marka pośród kofeinowych napojów. Biorąc pod uwagę upadek innej znaczącej używki, nikotyny, sprzedaż pewnie będzie jeszcze dynamiczniej wzrastać. Kofeina utrzymuje twoją czujność, co, jak by się wydawało, jest kolejną najlepszą rzeczą zaraz po byciu połączonym.
Cała ta adrenalina, bez przerwy, każdego dnia, zwyczajnie nas wyniszcza. Powinniśmy wytwarzać adrenalinę i dłużej działający hormon, kortyzol, w odpowiedzi na prawdziwy stres – polowanie na niebezpieczne zwierzęta na obiad lub unikanie bycia zjedzonym na obiad. Wywołuje to odpowiedź „uciekaj albo walcz” – a właściwie ten syndrom powinien nazywać się „walcz, uciekaj, zamieraj, uprawiaj seks, jedz”.
Zarówno kompulsywne jedzenie, jak i seks mogą być częścią tego uzależnienia od stresu, co skutkuje rosnącą otyłością i rozwojem pornografii. W rezultacie jesteśmy podminowani i zmęczeni, zamieniając całą energię w nerwowe zachowanie, zamiast wkładać ją w naprawianie i zmienianie tego, co trzeba. Nawet pomimo tego, że żyjemy dłużej, starzejemy się szybciej i stajemy się zniedołężniali. Przeciętna mieszkanka Unii Europejskiej predestynowana jest do spędzenia ostatnich dziesięciu lat życia w niepełnosprawności, oznaczającej niemożność wejścia na 10-stopniowe schody.
Ciągłe pędzenie do przodu jest bardzo wyczerpujące. Jedna na pięć osób powinna iść na urlop od pracy ze względu na chorobotwórcze efekty stresu. Staramy się maskować te problemy kofeiną, alkoholem, narkotykami, seksem, lekami, większą ilością rzeczy, większą ilością pieniędzy, większą potęgą. Próbujemy uciekać w telewizję, dramaty, alkohol i otępiające substancje. Problem jednak dalej narasta, a sytuacja wcale się nie poprawia i uważam, że dzieje się tak z powodu czegoś niezwykle podstępnego i stanowiącego realne zagrożenie dla naszego życia – utraty zrozumienia, kim naprawdę jesteśmy.
Jako Anglik, urodzony i wychowany w tym kraju, w którym zdobyłem również tytuł i zawód psychologa, noszę w sobie pewne przekonania wdrukowane mi przez moją kulturę tak głęboko, że po prostu zakładam ich prawdziwość. Jednym z nich jest to, że „ja”, czyli mój myślący umysł, jest oddzielony od otaczającego mnie materialnego świata. Kolejnym – założenie, że umysł znajduje się w głowie, a świadomość jest jakąś ułudą spowodowaną impulsami w mózgu, co oznacza, że zniknie w chwili śmierci. Biorąc pod uwagę te przekonania, to jaki można mieć w życiu cel poza dobrą zabawą i kumulowaniem dóbr pozwalających na zapewnienie bezpieczeństwa i przekazanie ich dzieciom?
Jednak wszystkie te założenia są błędne.
Po pierwsze, nie istnieje materialny świat – przynajmniej nie taki, jakim go postrzegamy. Nikt, pomimo setek lat poszukiwań, nawet za pomocą niezwykłych narzędzi, jak Zderzacz Hadronów, który kosztował 10 miliardów dolarów, zdolny do zderzania cząsteczek ponad bilion razy mniejszych niż te widzialne gołym okiem, nie odkrył, czym faktycznie jest materia.
Poza tym, gdyby umysł miał stacjonować w mózgu, musiałby on archiwizować tam wspomnienia, jednak tego też nikt jeszcze nie odnalazł. Polowanie wciąż trwa. Istnieją teorie, że wspomnienia są przechowywane w przestrzeniach pomiędzy komórkami mózgowymi – niedawno grupie brytyjskich neurologów została przyznana nagroda w wysokości miliona dolarów za pracę prowadzącą do zrozumienia mechanizmu działania wspomnień. Mimo to nie odnaleziono żadnego „twardego dysku”, żadnego wzorca aktywności w sieci neuronów, dzięki któremu można byłoby cokolwiek powiedzieć o faktycznym działaniu wspomnień. Nie istnieje wyjaśnienie na to, dlaczego zapamiętaliśmy jakiegoś chłopaka lub dziewczynę, która zwróciła naszą uwagę.
Zakładamy, że „widzimy” świat za pomocą mózgu, jednak nikt nie stwierdził, czy to faktycznie prawda. Nikt nie pokazał odwróconego obrazu rzucanego na wewnętrzny ekran umysłu.
Co więcej, wielu ludzi nadal „widziało” pomimo braku przytomności lub nawet w stanie śmierci mózgowej. Wielu opuściło ciało i z daleka widziało, jak leży gdzieś w dole.
Idąc dalej – nie ma żadnych dowodów na to, że świadomość wygasa w chwili śmierci. Rodzimy się z nią, ale nie wiemy, skąd się wzięła, ani jak się rozszerza lub rozwija.
Tak zwana nauka, filozofia i medycyna po prostu unikają tych pytań, ponieważ ich modele są kompletnie nieadekwatne do udzielenia na nie odpowiedzi. Mimo to wielu ludzi, zarówno religijnych, jak i niewierzących, przeżyło bezpośrednie doświadczenie potęgi, siły lub inteligencji o wiele większej od ich własnej świadomości. Niektórzy nazywają ją Bogiem.
Dla tych, którzy tego doświadczyli, „to” jest niezaprzeczalne. W przypadku tych, którzy nie mieli takiej możliwości – no cóż, niektórzy mają na to nadzieję, inni zupełnie nie. Jednak istnieje rozwijająca się sfera naukowa badająca zjawisko świadomości i sposobów na osiągnięcie transcendencji, „duchowego” wymiaru istnienia, który łączy wszystko ze sobą i nadaje sensu tajemnicy życia. Większość osób nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiej sfery badań, ponieważ rozmawianie o takich rzeczach właściwie stało się tabu. Nazywam to LGBTM – „lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści i mistycy”. Jednak mamy w sobie wewnętrzną potrzebę zrozumienia swojej prawdziwej natury.
W międzyczasie niektórzy znajdują ukojenie w tak zwanej nauce, wierząc, że jej intelektualna pogoń i technologiczny rozwój, wypływające z mitu obiektywizmu, mogą rozwiązać wszystkie społeczne problemy, jeśli tylko poświęci się im wystarczająco wiele czasu i pieniędzy. Oczywiście, bardzo szybko tracimy oba te zasoby. Niewielu z nas faktycznie rozumie, jak bardzo kulejąca i niedoskonała jest w większości przypadków obecna nauka, jak pełna ukrytych motywów i chęci zysków. Kluczowe psychologiczne i medyczne badania, napędzające praktykę kliniczną, okazały się nieodtwarzalne.⁴ „Złoty standard” kontrolowanych, losowych prób tak naprawdę jest niczym więcej niż „nowymi szatami cesarza”, a jednak władze, naciskane przez żądzę pieniądza, opierają swoje działania na takim opowiadaniu bajeczek. Nauka, którą znamy, w zbyt wielu przypadkach stanowi jedynie wydłużenie ramienia marketingu i jest finansowana przez tych, którzy w nowych technologiach i odkryciach widzą nowe źródło pieniędzy.
Współczesna medycyna jest tego najlepszym przykładem. Stworzyła wart bilion dolarów przemysł leczniczy, a jednak nie potrafi zatrzymać fali nowotworów, cukrzycy, otyłości czy Alzheimera, a także wielu innych współczesnych chorób. Ci, którzy są zaślepieni naukami medycznymi, wierzą, że wynajdziemy sposób na pozbycie się tych chorób poprzez nowe leki. W tym samym czasie nasze społeczeństwo jest okaleczane przez koszty farmakologiczne, które pożerają czwartą część podatków – a jednak niewiele osób zastanawia się, czemu nadal chorujemy, pomimo obfitości jedzenia i leków. Być może odpowiedź jest prosta – żywność, co zgłębiłem w książce Food is Better Medicine than Drugs, którą napisałem wraz z Jeromem Burnem, nagradzanym dziennikarzem medycznym.
Niektórzy znajdują ukojenie w religii, ona jednak też odchodzi w cień. Islam został przechwycony i zmodyfikowany w negatywny sposób. Chrześcijaństwo się chwieje. Filozofie te słabną w obliczu ateistycznego scjentyzmu, nowej religii Zachodu, stanowiącej produkt materialistycznego racjonalizmu. Jednak współcześni filozofowie nie są w stanie uzyskać prawdziwego połączenia z naszą prawdziwą naturą i celem, dla którego tu jesteśmy. Zamiast tego tkają iluzoryczne sieci, które rykoszetem odbijają niewiarygodne i skomplikowane teorie, których nikt nie rozumie i nie doświadcza.
Jeszcze inni zwracają się w kierunku Wschodu, ku Indiom i Tybetowi – one jednak zostają przejęte przez uprzemysłowiony świat, a ich starożytne kultury są przetwarzane tak, by być łatwiej przyswajalne dla świata Zachodu. Chiny, miejsce narodzenia komunizmu, dziś stały się matecznikiem materializmu. Współczesne leki i szpitale zastąpiły tradycyjną medycynę naturalną. Taoizm jest w zaniku. Japonia, w której powstała filozofia Zen, stanęła przez głębokimi problemami społecznymi, uwzględniającymi między innymi spadek seksualności, powstawania związków i liczby dzieci.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nasza zachodnia kultura, mająca korzenie w greckiej rewolucji kulturowej, stanowi źródło większości najgłębszych mądrości Wschodu. Filozofia, psychologia i teologia neoplatońskich szkół, po tym jak została wypchnięta poza nawias przez rosnące w siłę rzymskie chrześcijaństwo, stworzyła korzenie dla sufizmu i islamu, trafiła do Kaszmiru i wynurzyła się w Indiach w postaci śiwaizmu, a także w Tybecie jako najwyższe nauki dzogczenu. Na samych Greków wpłynęli zaś starożytni Egipcjanie i zaratusztrianie, a przed nimi – Sumeryjczycy. Jednak nauki greckich filozofów zostały wypaczone w tak zwanym Oświeceniu, a sporo mądrości zostało zakopanych gdzieś na dnie.
Na szczęście wyższa mądrość starożytnych „gnostyckich” szkół nie zaginęła, a jedynie została zapomniana. Uwzględnia to mnięszy innymi sposób na uzyskanie dostępu do obszernego i połączonego wewnętrznego świata, który obróci w pył iluzję separacji.
Jesteśmy w gruncie rzeczy o wiele lepiej połączeni, niż wmawia nam współczesna kultura, a także o wiele bardziej potężni i zdolni do zmieniania świata na lepsze – jednak nie bez „nowego oprogramowania”, radykalnego przeinstalowania systemu opierającego się na prawdziwej nauce i doświadczeniach, a nie na przekonaniach. Uważam, że tylko w ten sposób można stworzyć etyczny system społeczno-polityczny, który będzie działać.
O co więc chodzi z całym tym połączeniem? Uważam, że połączenie ma miejsce, kiedy „ja” i „coś innego” staje się jednym. To iskra świadomości. My, jako oddzielne istoty, zatracamy się w momencie połączenia. Zatracamy się w muzyce, sztuce, sporcie, naturze, smaku czekolady i seksie. Kiedy to połączenie uwzględnia inny przedmiot, a nawet ideę, widzimy w nim „piękno”. Kiedy jest nawiązywane między świadomymi istotami, mówimy o „miłości”.
Kiedyś usłyszałem, jak miłość zdefiniowano jako „najgłębszy poziom połączenia”. Może rozszerzać się poza pojedynczą osobą lub rodziną aż na ludzkość, zwierzęta, świat, wszystko. Ta „wielka” miłość jest właśnie tym, o co powinno chodzić w duchowości i religii.
Bez względu na poziom połączeń wszyscy ich szukamy. Wszyscy kochamy. Wszyscy czujemy się zachwyceni pewnymi rzeczami lub zniesmaczeni innymi. Wszyscy też straciliśmy coś, co łączy nas ze sobą nawzajem, a także z Ziemią, naszymi ciałami i naszym prawdziwym jestestwem.
Jak możemy odzyskać to połączenie? Jak możemy stać się szczęśliwi, zdrowi, promieniejący radością i miłością życia? Jak możemy nauczyć się współpracować, bawić się razem i stworzyć na tym świecie raj?
Moim znaniem musimy najpierw „obmyślić” pewne rzeczy, aby stworzyć miejsce na coś nowego i lepszego. Jak powiedział Einstein, „istotne problemy naszego życia nie mogą być rozwiązywane na tym samym poziomie myślenia, na jakim byliśmy, kiedy je tworzyliśmy”. Nie potrzebujemy nowych faktów, odkryć i technologii, ale nowej wizji. Jak stwierdził Marcel Proust, „prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu”.Rozdział 1 Elementy życia i śmierci
Znajdujemy się pomiędzy dwoma wielkimi ogniami – ogniem Słońca oraz wnętrza Ziemi. Wszystkie żywioły, budujące nasz świat, włączając w to powietrze, którym oddychamy i wodę płynącą poprzez nas z nieba do ziemi, pochodzą z kosmosu – miały swój początek w eksplodujących lub umierających gwiazdach. Życie, zdrowie i śmierć są płynną transmutacją tych żywiołów, które z czystej i nieforemnej energii stworzyły 118 klasycznych pierwiastków układu okresowego.
Wizjonerski rosyjski chemik Dmitrij Mendelejew zauważył, że wszystkie te pierwiastki odnoszą się do siebie i tworzą wzorzec bazowany na ich wadze atomowej. Kiedy dokonał swojego odkrycia w roku 1869, większość pierwiastków nie była jeszcze znana, ale obecnie tablica Mendelejewa jest już kompletna.
Pierwiastki te łączą się ze sobą na wiele różnych sposobów, formując otaczający nas świat. Powietrze składa się głównie z azotu i tlenu zmieniającego się w dwutlenek węgla. Wodę tworzy wodór i tlen. Cukry i tłuszcze – nasze paliwo – budują węgiel, wodór i tlen. Tworzące strukturę naszego ciała białka składają się z azotu i siarki. Metylacja, proces utrzymujący chemię naszych organizmów w równowadze, polega na molekułach metylu zbudowanych z węgla i wodoru. Tych pięć pierwiastków – węgiel (C), wodór (H), tlen (O), siarka (S) i azot (N) – tworzy 96,5% naszego ciała. Jesteśmy CHOSN^(3*), jesteśmy wybrani.
Ilustracja 1: Układ okresowy pierwiastków. Na czarno zaznaczone jest pięć pierwiastków budujących 96,5% naszych ciał
Ilustracja 2: Sposób, w jaki składniki odżywcze, od których jesteśmy zależni, są zbudowane z głównych pierwiastków