Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 lutego 2026
3299 pkt
punktów Virtualo

Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - ebook

Dodająca otuchy opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.

Idź brzegiem rzeki aż do plaży, a później wyłożoną białymi muszelkami ścieżką do małej restauracji nad morzem. W Chibineko już na ciebie czekają.

Kotoko nie może dojść do siebie po nagłej śmierci brata. Taiji nie potrafi pogodzić się z tym, że zranił koleżankę, którą wkrótce potem stracił z oczu. Yoshio tęskni za żoną, która odeszła po ciężkiej chorobie. Wszyscy oni mają nadzieję, że niezwykłe dania w restauracji Chibineko pozwolą im jeszcze raz ujrzeć bliskich i z nimi porozmawiać. Posiłki przygotowywane przez Kaia i jego matkę mają bowiem pewne nadzwyczajne właściwości. Czy wszystkim będzie dane ostatnie spotkanie z bliską osobą…?

Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień to krzepiąca, dodająca otuchy opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.

Jeśli podobała wam się książka „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchiego, z pewnością urzekną was te magiczne historie. - Savvy Tokyo.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8338-639-3
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

_Ainame_

Ryba o deli­kat­nym i smacz­nym mię­sie, która wystę­puje w rejo­nie ska­li­stych wybrzeży i raf kora­lo­wych całej Japo­nii, gdzie znaj­duje obfi­tość pokarmu. Można ją zło­wić także w regio­nie Uchibō w pre­fek­tu­rze Chiba, a sezon na nią trwa od lata do zimy. Jest chęt­nie spo­ży­wana zarówno w postaci _yaki­shimo-zukuri_¹, jak i _kinome-yaki_² czy też dania jed­no­garn­ko­wego.

Wokół szy­bo­wały mewy japoń­skie.

Natknęła się na te ptaki w jakimś atla­sie czy tele­wi­zji, ale chyba pierw­szy raz oglą­dała je na żywo. Ich płacz­liwe krzyki rze­czy­wi­ście przy­po­mi­nały miau­cze­nie kota.³ Ten smutny dźwięk przy­wo­ły­wał na myśl zagu­bio­nego kociaka.

Kotoko Niki, która w tym roku koń­czyła dwa­dzie­ścia lat, przy­je­chała do nad­mor­skiego mia­steczka w regio­nie Uchibō. Przed jej oczami roz­po­ście­rało się błę­kitne niebo, nie­bie­skie morze oraz piasz­czy­sta plaża, obok któ­rej bie­gła nie­utwar­dzona ścieżka wyło­żona nie asfal­tem, lecz bia­łymi muszel­kami. Zgod­nie z instruk­cjami, które usły­szała przez tele­fon, na końcu tej ścieżki powinna zna­leźć Chi­bi­neko – restau­ra­cję nad morzem.

Nie było jesz­cze dzie­wią­tej i pew­nie dla­tego na plaży nie widziała żywego ducha. Wła­ści­wie po dro­dze też pra­wie nie mijała ludzi. W prze­ci­wień­stwie do Tokio, w któ­rym miesz­kała Kotoko, to miej­sce zda­wało się ema­no­wać spo­ko­jem.

– Nad­mor­skie mia­steczko… – szep­nęła.

Obser­wo­wała dłuż­szą chwilę mewy i piasz­czy­stą plażę, po czym ruszyła białą ścieżką. Muszelki chrzę­ściły pod jej sto­pami. Czuła, jakby tym hała­sem zakłó­cała ciszę sen­nego mia­steczka.

Choć była już połowa paź­dzier­nika, jesień jesz­cze nie nade­szła. Wciąż pano­wała let­nia aura, a z bez­chmur­nego nieba lał się żar. Na szczę­ście Kotoko wło­żyła biały kape­lusz z sze­ro­kim ron­dem dla ochrony przed słoń­cem. Do tego miała na sobie także białą sukienkę. Jej nieco sta­ro­modny strój, jasna cera i dłu­gie włosy paso­wa­łyby do ery Shōwa⁴. Sły­szała już takie docinki. Jej dwa lata star­szy brat, Yuito, czę­sto doku­czał jej w taki spo­sób… Na samo wspo­mnie­nie jej oczy wez­brały łzami.

Nie dla­tego, że bolały ją żarty brata. Nie­mal się roz­pła­kała, ponie­waż już go nie było na tym świe­cie. Zgi­nął trzy mie­siące temu, w dodatku z winy Kotoko.

Było to pew­nego let­niego wie­czoru, kiedy na uni­wer­sy­te­cie zaczęła się już waka­cyjna prze­rwa. Uka­zała się nowa książka ulu­bio­nego autora Kotoko i zamie­rzała ją kupić w dużej księ­garni naprze­ciwko sta­cji. Wygod­niej byłoby zamó­wić tytuł przez Inter­net, ale Kotoko robiło się smutno na myśl, że tyle księ­garń się zamyka.

Powie­działa rodzi­com, dokąd idzie, i wyszła. Tomy nowo­ści, na którą polo­wała, były uło­żone w stosy, co wska­zy­wało, że książka cie­szy się popu­lar­no­ścią. Kupiła egzem­plarz i opu­ściła księ­gar­nię.

Minęła osiem­na­sta; Kotoko pamię­tała, że zacho­dzące słońce ją ośle­piało. Kiedy mru­żąc oczy, spoj­rzała bez wyraź­nego powodu w stronę sta­cji, aku­rat wyszedł stam­tąd jej brat.

– Hej, Yuito! – zawo­łała.

– Ach, cześć, Kotoko – odpo­wie­dział.

Spo­tkali się przy­pad­kiem, choć zarówno księ­gar­nia, jak i sta­cja były w odle­gło­ści około dzie­się­ciu minut pie­chotą od ich domu, a oni oboje wra­cali mniej wię­cej o tej porze, żeby zdą­żyć na kola­cję, ale nie był to jakiś wyjąt­kowy zbieg oko­licz­no­ści. W prze­szło­ści już wie­lo­krot­nie tak na sie­bie wpa­dali.

– Wra­casz do domu?

– Yhm.

To była cała ich roz­mowa. Dalej ruszyli w mil­cze­niu. Cho­ciaż łączyły ich dobre rela­cje, nie odczu­wali potrzeby roz­ma­wia­nia. Kotoko miała w gło­wie dopiero co zaku­pioną książkę. Nie mogła się docze­kać, aż wróci do domu i zacznie ją czy­tać. Nie spo­dzie­wała się niczego poza spo­koj­nym wie­czo­rem. Pogrą­żona w myślach led­wie reje­stro­wała obec­ność brata.

Po jakichś pię­ciu minu­tach przy­sta­nęli na świa­tłach. Wąskie skrzy­żo­wa­nie w pobliżu sta­cji zawsze było zatło­czone. Kotoko, nie prze­czu­wa­jąc, co nad­cho­dzi, po pro­stu stała. Nawet nie patrzyła na brata. Nie miała poję­cia, jaki miał wyraz twa­rzy, gdy tak cze­kał na zie­lone świa­tło.

Po chwili świa­tła się zmie­niły i Kotoko ruszyła przed sie­bie, nie zer­ka­jąc na Yuito. Byli mniej wię­cej w poło­wie przej­ścia dla pie­szych, kiedy to się stało. Dobiegł ją szybko nara­sta­jący dźwięk sil­nika. Pode­rwała głowę i zoba­czyła samo­chód, który z ogromną pręd­ko­ścią pędzi pro­sto na nią.

_Potrąci mnie!_ – zdą­żyła pomy­śleć. Zda­wała sobie sprawę z nie­bez­pie­czeń­stwa, ale jej ciało zamarło ze stra­chu i nie mogła się ruszyć. Zdjęta prze­ra­że­niem nie­mal zamknęła oczy.

W tym momen­cie coś wal­nęło ją w plecy. Przez chwilę myślała, że potrą­cił ją samo­chód, ale ude­rze­nie nastą­piło nie z tej strony. Zro­zu­miała, że ktoś ją popchnął. Wylą­do­wała na chod­niku po prze­ciw­nej stro­nie ulicy. Miała zdartą skórę na kola­nach i stłu­czony łokieć, ale unik­nęła potrą­ce­nia.

_Co się stało?_

Dla Kotoko byłoby lepiej, gdyby nie wie­działa. Chcia­łaby żyć w bło­giej nie­wie­dzy. Jed­nak po tym, jak upa­dła, odwró­ciła się i zoba­czyła wszystko… Gdyby tylko zamknęła wtedy oczy, unik­nę­łaby tego widoku. Tym, kto ją popchnął i oca­lił, był Yuito. W ostat­niej chwili zdo­łał zepchnąć ją z drogi.

– Dla­czego…? – wyszep­tała, ale nikt jej nie usły­szał.

Kotoko uszła z życiem, lecz jej brat nie zdą­żył uciec. Samo­chód, który wje­chał na przej­ście dla pie­szych, ude­rzył w niego z taką siłą, że Yuito pole­ciał w górę i upadł jak mario­netka, któ­rej prze­cięto sznurki; nie ruszał się. Leżał w nie­na­tu­ral­nie wykrę­co­nej pozy­cji i nawet nie drgnął.

Zatrą­bił klak­son, ktoś krzyk­nął. Zewsząd roz­le­gały się głosy.

– Wezwij­cie karetkę!

– Niech ktoś zadzwoni na poli­cję!

– Ej, nic ci nie jest?

To ostat­nie było naj­pew­niej skie­ro­wane do Kotoko. Zda­wała sobie z tego sprawę, ale nie mogła się zdo­być na odpo­wiedź. Nie była w sta­nie trzeźwo myśleć, głos uwiązł jej w gar­dle. Patrzyła tylko na nie­ru­chome ciało brata. Chyba wyszep­tała jego imię.

Roz­brzmiały syreny karetki i radio­wozu.

Lecz kiedy ratow­nicy dotarli na miej­sce, Yuito już nie żył.

Kotoko szła ścieżką wyło­żoną muszel­kami i nie umiała poha­mo­wać łez, które napły­nęły jej do oczu i roz­myły widok. Od śmierci brata pła­kała dzień w dzień, ale teraz nie mogła sobie na to pozwo­lić. Zmie­rzała do restau­ra­cji i poczu­łaby się zawsty­dzona, gdyby ktoś zoba­czył jej zapła­kaną twarz i opuch­nięte oczy.

Aby powstrzy­mać łzy, przy­sta­nęła i spoj­rzała w górę. Patrząc w nie­skoń­czony błę­kit nieba, Kotoko odnio­sła wra­że­nie, jakby miało ją zaraz pochło­nąć. Nieco uspo­ko­jona zer­k­nęła na zega­rek. Zbli­żała się godzina, na którą zro­biła rezer­wa­cję. Musiała się pospie­szyć, żeby zdą­żyć do Chi­bi­neko.

Już miała ruszać, gdy nagle od strony morza zerwał się wiatr. Dotych­czas łagodna aura nie przy­go­to­wała Kotoko na silny podmuch, który zerwał jej z głowy kape­lusz.

– O nie! – wyrwało się jej.

Biały kape­lusz uniósł się wysoko i poszy­bo­wał ku morzu. Kotoko musiała coś zro­bić, jeśli nie chciała, żeby wylą­do­wał w wodzie. Nie miała wiel­kiego wyboru: mogła za nim pobiec albo po pro­stu go zosta­wić. Lubiła ten kape­lusz i nie chciała się z nim roz­sta­wać, więc choć nie była wybitną bie­gaczką, rzu­ciła się w pościg.

Ktoś ją jed­nak wyprze­dził. Męż­czy­zna pędził, usi­łu­jąc zła­pać jej kape­lusz. Od tyłu wyglą­dał zupeł­nie jak jej zmarły brat. Był wysoki, szczu­pły i umię­śniony. Nieco dłuż­sze włosy także wydały się Kotoko zna­jome.

– Yuito… – wyszep­tała zaszo­ko­wana, ale jej głos praw­do­po­dob­nie nie dosię­gnął uszu męż­czy­zny, który nie odwra­ca­jąc się, wysko­czył ku słońcu.

Jego syl­wetka na tle ośle­pia­ją­cego świa­tła wyglą­dała nie­sa­mo­wi­cie – pra­wie jakby roz­po­starł skrzy­dła niczym anioł. Jakby Yuito powró­cił z zaświa­tów; Kotoko pomy­ślała, że jest świad­kiem cudu.

Przy­je­chała tutaj, roz­my­śla­jąc o bra­cie i marząc o tym, by go spo­tkać. Czyżby tak mocno pra­gnęła cze­goś nie­zwy­kłego, że wła­śnie się to wyda­rzyło? Jeśli tak, nic nie uszczę­śli­wi­łoby jej bar­dziej.

Ale rze­czy­wi­stość była inna. Nie wyda­rzył się żaden cud i Kotoko szybko zdała sobie z tego sprawę.

Kiedy kape­lusz już miał wpaść do morza, męż­czy­zna zła­pał go prawą ręką i wylą­do­wał na pia­sku. Gdy się odwró­cił, Kotoko zoba­czyła jego twarz. Choć podob­nie jak Yuito musiał mieć nie­wiele ponad dwa­dzie­ścia lat, był zupeł­nie inny. Wła­ści­wie „chło­pak” paso­wa­łoby do niego lepiej niż „męż­czy­zna”. Opa­le­ni­zna jej brata ide­al­nie har­mo­ni­zo­wała z jego męską apa­ry­cją, a nie­zna­jomy miał deli­katne rysy twa­rzy i nie­zwy­kle bladą cerę. Oku­lary w cien­kich opraw­kach były bar­dzo ele­ganc­kie. _Czyżby nosił dam­skie?_ Kotoko odnio­sła takie wra­że­nie, ale paso­wały do jego andro­gi­nicz­nej urody. Wyglą­dał jak boha­ter mangi dla dziew­cząt, dla któ­rego pro­ta­go­nistka traci głowę.

Chło­pak pod­szedł do Kotoko i wrę­czył jej kape­lusz.

– Pro­szę.

Jego głos był rów­nie łagodny jak wygląd. Wyda­wało się jej, że gdzieś już go sły­szała, ale nie potra­fiła go umiej­sco­wić.

– Bar­dzo dzię­kuję – powie­działa ze zmie­sza­niem i skło­niła głowę. Ten chło­pak spe­cjal­nie dla niej gonił za kape­lu­szem, a ona tylko się gapiła, pochło­nięta myślami o bra­cie.

A w ogóle skąd on się tu wziął? Prze­cież nie widziała nikogo w pobliżu. Jakby samo to nie było dosta­tecz­nie dziwne, nie­zna­jomy zapy­tał:

– Czy mam przy­jem­ność z panną Kotoko Niki?

Ni­gdy wcze­śniej go nie spo­tkała, skąd więc wie­dział, jak ona się nazywa? Zasko­czona poki­wała głową.

– T-tak… Zga­dza się… A pan to? – dopy­tała ostroż­nie.

Umiała odpo­wied­nio się zacho­wać, ale maniery mło­dzieńca były na zupeł­nie innym pozio­mie. Zgiął się w niskim ukło­nie i powie­dział:

– Prze­pra­szam, że się nie przed­sta­wi­łem. Kai Fuku­chi z restau­ra­cji Chi­bi­neko. Zro­biła pani u nas rezer­wa­cję na dzi­siaj.

Kotoko dopiero teraz uświa­do­miła sobie, że to jego głos sły­szała przez tele­fon, kiedy wcze­śniej dzwo­niła do lokalu.

Po pogrze­bie Yuito było tak, jakby z domu rodziny Niki znik­nęło całe świa­tło. Ona i rodzice wcale już ze sobą nie roz­ma­wiali.

Ojciec Kotoko pra­co­wał w lokal­nym banku spół­dziel­czym, a mama dora­biała w super­mar­ke­cie. Oboje byli spo­koj­nymi, opa­no­wa­nymi ludźmi.

– Twoi rodzice są tacy mili – powta­rzali jej przy­ja­ciele, ile­kroć ją odwie­dzali.

I rze­czy­wi­ście, tak wła­śnie było. Kotoko ani razu nie sły­szała, by któ­reś z nich pod­nio­sło głos.

Yuito był ich chlubą. Już od pod­sta­wówki miał dobre wyniki zarówno w nauce, jak i w spo­rcie. W gim­na­zjum był prze­wod­ni­czą­cym samo­rządu uczniow­skiego. Natu­ralną koleją rze­czy poszedł do naj­lep­szego liceum, a potem bez pro­blemu dostał się na wydział prawa pre­sti­żo­wej uczelni sły­ną­cej z wyso­kich wyma­gań. Przez całe życie wiatr wiał mu w żagle.

Wszy­scy myśleli, że po stu­diach zosta­nie nawet pro­ku­ra­to­rem. Jed­nak on przed ukoń­cze­niem pierw­szego roku oznaj­mił, że rzuca uczel­nię. Kotoko była zasko­czona, ale to nic w porów­na­niu z szo­kiem, jakiego doznali rodzice.

– Jak mamy to rozu­mieć?

– I co będziesz teraz robił?

Wzięli go w krzy­żowy ogień pytań, a ich miny i ton dobit­nie świad­czyły o tym, że są prze­ciwni temu pomy­słowi.

Yuito spoj­rzał im pro­sto w oczy.

– Chcę na poważ­nie zająć się aktor­stwem.

Kiedy jej brat dostał się na stu­dia, dołą­czył też do miej­sco­wej trupy teatral­nej. Kotoko wie­działa, że bar­dzo się w to zaan­ga­żo­wał, ale nie spo­dzie­wała się, że z tego powodu zre­zy­gnuje ze stu­diów. Naj­wi­docz­niej rodzi­com także nie prze­mknęło to przez myśl.

– A nie możesz po pro­stu robić tego rów­no­le­gle ze stu­diami?

To było słuszne pyta­nie. Chyba żaden rodzic nie zgo­dziłby się ot tak, by jego dziecko rzu­ciło naukę na reno­mo­wa­nej uczelni.

– Chcę się temu poświę­cić cał­ko­wi­cie, a nie tylko w wol­nym cza­sie – odpo­wie­dział sta­now­czo.

– Czyli pra­gniesz zostać zawo­do­wym akto­rem?

– Tak. – Na jego twa­rzy malo­wała się deter­mi­na­cja. Naprawdę zamie­rzał parać się aktor­stwem.

– Ale to chyba nie takie pro­ste – ode­zwała się mama.

Miała abso­lutną rację. Kotoko nie orien­to­wała się zbyt­nio w tym tema­cie, ale w show-biz­ne­sie tylko nie­liczni odno­sili suk­ces. Byłoby o wiele roz­sąd­niej, gdyby Yuito ukoń­czył stu­dia i zna­lazł pracę zwią­zaną z pra­wem.

On jed­nak nie ustę­po­wał.

– Wiem, że to nie­ła­twy kawa­łek chleba. Mimo to spró­buję. – W jego gło­sie nie było śladu waha­nia. Naj­wi­docz­niej widział już ścieżkę, którą powi­nien podą­żyć. – Życie jest jedno i nie chcę niczego żało­wać – cią­gnął z mocą, usi­łu­jąc prze­ko­nać rodzi­ców. – W ciągu trzech lat przed­sta­wię wam rezul­taty. Zoba­czy­cie, wystą­pię w serialu tele­wi­zyj­nym. A jeśli nie powie­dzie mi się w aktor­stwie, wzno­wię stu­dia na pań­stwo­wym uni­wer­sy­te­cie i zostanę urzęd­ni­kiem.

Rodzice poki­wali gło­wami. Chyba uznali, że nie ma sensu się spie­rać, skoro ich syn jest tak zde­ter­mi­no­wany. A może byli prze­ko­nani, że fak­tycz­nie skoń­czy w sek­to­rze publicz­nym. Szcze­rze mówiąc, Kotoko też tak sądziła. Suk­ces w show-biz­ne­sie i kariera aktor­ska brzmiały dla niej jak nie­re­alna fan­ta­zja.

Ale już po nie­spełna trzech latach Yuito rze­czy­wi­ście miał się czym pochwa­lić. W tym samym roku, kiedy Kotoko roz­po­częła stu­dia, zagrał główną rolę w spek­ta­klu teatral­nym, a rok póź­niej, po udziale w wielu castin­gach, otrzy­mał jedną z głów­nych ról w serialu tele­wi­zyj­nym jako przy­ja­ciel boha­tera. Tygo­dniki opi­sy­wały go jako wscho­dzącą gwiazdę, a cho­ciaż zdję­cia do serialu jesz­cze nie ruszyły, już zaczął udzie­lać wywia­dów w tele­wi­zji.

– To naprawdę coś! – sko­men­to­wał ojciec, przyj­mu­jąc w końcu do wia­do­mo­ści wybór syna.

Mama wyci­nała wszyst­kie arty­kuły z gazet na temat Yuito. Oboje nie mogli się docze­kać, aż serial zosta­nie wyemi­to­wany. Kotoko także była dumna z brata.

– Jesteś naprawdę nie­sa­mo­wity! – mówiła mu.

Wie­działa, jak ciężko na to pra­co­wał, wyle­wa­jąc krew, pot i łzy. Kotoko czę­sto zacho­dziła na próby w jego teatrze i widziała, jak wiele osób go tam podzi­wia. Z całą pew­no­ścią miał talent, ale też ćwi­czył wię­cej niż kto­kol­wiek inny. Wie­działa, że regu­lar­nie wyko­nuje ćwi­cze­nia z emi­sji głosu w pobli­skim parku.

„Życie jest jedno i nie chcę niczego żało­wać”.

Lubił to powta­rzać. Zgi­nął, nim speł­nił swoje marze­nia.

Życie jed­nak musiało toczyć się dalej. Ich rodzina skur­czyła się do trzech osób. Yuito poświę­cił się, by oca­lić sio­strę. Gdyby jej wtedy nie zepchnął z ulicy, to ona by zgi­nęła. Ale on wciąż by tu był. Nie chciała, by ją rato­wał za cenę wła­snego życia. Nie żeby pra­gnęła śmierci, ale nie chciała też żyć nie­jako w jego zastęp­stwie.

Kotoko rów­nież inte­re­so­wała się teatrem i uwiel­biała oglą­dać spek­ta­kle, a także próby brata. Nawet sama kil­ka­krot­nie wystą­piła na sce­nie, bo popro­sił ją o to dyrek­tor arty­styczny trupy, Kuma­gai. Byli nie­wiel­kim zespo­łem i zawsze bra­ko­wało im sta­ty­stów.

– Masz do tego pre­dys­po­zy­cje – pochwa­lił ją po jej dru­gim wystę­pie.

Jak przy­stało na takie nazwi­sko⁵, Kuma­gai był wielki jak niedź­wiedź. Miał brodę i wyglą­dał na czter­dzie­sto- albo i pięć­dzie­się­cio­latka, ale w rze­czy­wi­sto­ści dzie­liło go od jej brata nie­całe dzie­sięć lat. To on zało­żył trupę i odkrył talent Yuito. Miał tak groźną apa­ry­cję, że nawet mło­do­ciani chu­li­gani scho­dzili mu z drogi, ale jego oczy były łagodne, a uśmiech cie­pły i przy­ja­zny. Nie­śmiała z natury Kotoko zgo­dziła się wystą­pić na sce­nie praw­do­po­dob­nie tylko dla­tego, że dyrek­to­rem trupy był Kuma­gai. Miał urok, który przy­cią­gał ludzi.

– Jakie tam pre­dys­po­zy­cje – żach­nęła się.

W końcu tylko prze­szła przez scenę i nawet nie wypo­wia­dała żad­nych kwe­stii. Myślała, że Kuma­gai sobie z niej żar­tuje, ale on wyda­wał się cał­kiem poważny.

– Opro­mie­niasz scenę swoim bla­skiem, nawet kiedy tylko w mil­cze­niu prze­cha­dzasz się przed widow­nią.

Ni­gdy wcze­śniej nikt tak do niej nie mówił. Od zawsze była wyco­fa­nym dziec­kiem, które sie­działo w kącie klasy. Zupeł­nie się róż­niła od swo­jego popu­lar­nego brata i każdy, kto ją znał, dosko­nale o tym wie­dział. A tu Kuma­gai nie prze­sta­wał jej wychwa­lać.

– Pod wzglę­dem pre­zen­cji sce­nicz­nej prze­bi­jasz nawet Yuito.

To, co Kotoko wzięła za dow­cip, zostało powie­dziane cał­ko­wi­cie szcze­rze. W dodatku zna­lazł się ktoś, kto przy­znał Kuma­ga­iowi rację.

– Też tak uwa­żam. – Yuito, który do tej pory w mil­cze­niu przy­słu­chi­wał się ich roz­mo­wie, poki­wał głową. – Może i gram główną rolę, ale widzo­wie patrzyli tylko na cie­bie.

– Pew­nie dla­tego, że byłam kosz­marna.

– Skąd. Naprawdę im się spodo­ba­łaś. Masz natu­ralny talent, skra­dłaś całe przed­sta­wie­nie, po pro­stu prze­cha­dza­jąc się po sce­nie.

– Prze­stań się ze mnie nabi­jać.

Yuito wzru­szył ramio­nami. Kotoko już zamie­rzała dalej się z nim spie­rać, kiedy wtrą­cił się Kuma­gai.

– Nie chcia­ła­byś na poważ­nie spró­bo­wać gry w teatrze? Mogła­byś przy­ćmić brata.

– Szcze­rze wąt­pię – odpo­wie­działa, mając nadzieję, że to utnie dys­ku­sję.

Lubiła scenę, ale czuła, że kom­plet­nie nie ma talentu. Nie prze­szka­dzało jej, że jest tłem dla brata. Paso­wały jej role mil­czą­cych sta­ty­stów. Zresztą odwie­dzała trupę tylko dla­tego, że nale­żał do niej Yuito.

Po jego śmierci prze­stała się poja­wiać w teatrze. Zro­biła sobie też prze­rwę na uczelni. Stra­ciła ochotę, by wycho­dzić i robić cokol­wiek, więk­szość czasu spę­dzała we wła­snym pokoju. Jedy­nym miej­scem, które wciąż odwie­dzała, był cmen­tarz i grób Yuito.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

Japoń­ska tech­nika przy­go­to­wy­wa­nia _sashimi_, w któ­rej ryba jest deli­kat­nie opa­lana lub zanu­rzana na chwilę we wrzątku, a następ­nie szybko schła­dzana w lodo­wa­tej wodzie (wszyst­kie przy­pisy pocho­dzą od tłu­maczki).

2.

Tra­dy­cyjna japoń­ska potrawa, w któ­rej ryby lub mięso mary­nuje się w sosie na bazie mło­dych liści pie­przu japoń­skiego, a następ­nie gril­luje.

3.

W języku japoń­skim nazwa tego gatunku brzmi _umi­neko_, dosłow­nie „mor­ski kot”.

4.

Lata 1926–1989 – okres pano­wa­nia cesa­rza Hiro­hito. Od 1868 roku okresy histo­ryczne w Japo­nii odno­szą się do pano­wa­nia kolej­nych wład­ców. Wcze­śniej ich nazwy zmie­niały się wie­lo­krot­nie i były powią­zane z waż­nymi ośrod­kami wła­dzy, np. Azu­chi-Momoy­ama czy Edo.

5.

_Kuma_ ozna­cza wła­śnie „niedź­wiedź”.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij