-
nowość
-
promocja
Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - ebook
Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień - ebook
Dodająca otuchy opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.
Idź brzegiem rzeki aż do plaży, a później wyłożoną białymi muszelkami ścieżką do małej restauracji nad morzem. W Chibineko już na ciebie czekają.
Kotoko nie może dojść do siebie po nagłej śmierci brata. Taiji nie potrafi pogodzić się z tym, że zranił koleżankę, którą wkrótce potem stracił z oczu. Yoshio tęskni za żoną, która odeszła po ciężkiej chorobie. Wszyscy oni mają nadzieję, że niezwykłe dania w restauracji Chibineko pozwolą im jeszcze raz ujrzeć bliskich i z nimi porozmawiać. Posiłki przygotowywane przez Kaia i jego matkę mają bowiem pewne nadzwyczajne właściwości. Czy wszystkim będzie dane ostatnie spotkanie z bliską osobą…?
Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień to krzepiąca, dodająca otuchy opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.
Jeśli podobała wam się książka „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchiego, z pewnością urzekną was te magiczne historie. - Savvy Tokyo.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8338-639-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ryba o delikatnym i smacznym mięsie, która występuje w rejonie skalistych wybrzeży i raf koralowych całej Japonii, gdzie znajduje obfitość pokarmu. Można ją złowić także w regionie Uchibō w prefekturze Chiba, a sezon na nią trwa od lata do zimy. Jest chętnie spożywana zarówno w postaci _yakishimo-zukuri_¹, jak i _kinome-yaki_² czy też dania jednogarnkowego.
Wokół szybowały mewy japońskie.
Natknęła się na te ptaki w jakimś atlasie czy telewizji, ale chyba pierwszy raz oglądała je na żywo. Ich płaczliwe krzyki rzeczywiście przypominały miauczenie kota.³ Ten smutny dźwięk przywoływał na myśl zagubionego kociaka.
Kotoko Niki, która w tym roku kończyła dwadzieścia lat, przyjechała do nadmorskiego miasteczka w regionie Uchibō. Przed jej oczami rozpościerało się błękitne niebo, niebieskie morze oraz piaszczysta plaża, obok której biegła nieutwardzona ścieżka wyłożona nie asfaltem, lecz białymi muszelkami. Zgodnie z instrukcjami, które usłyszała przez telefon, na końcu tej ścieżki powinna znaleźć Chibineko – restaurację nad morzem.
Nie było jeszcze dziewiątej i pewnie dlatego na plaży nie widziała żywego ducha. Właściwie po drodze też prawie nie mijała ludzi. W przeciwieństwie do Tokio, w którym mieszkała Kotoko, to miejsce zdawało się emanować spokojem.
– Nadmorskie miasteczko… – szepnęła.
Obserwowała dłuższą chwilę mewy i piaszczystą plażę, po czym ruszyła białą ścieżką. Muszelki chrzęściły pod jej stopami. Czuła, jakby tym hałasem zakłócała ciszę sennego miasteczka.
Choć była już połowa października, jesień jeszcze nie nadeszła. Wciąż panowała letnia aura, a z bezchmurnego nieba lał się żar. Na szczęście Kotoko włożyła biały kapelusz z szerokim rondem dla ochrony przed słońcem. Do tego miała na sobie także białą sukienkę. Jej nieco staromodny strój, jasna cera i długie włosy pasowałyby do ery Shōwa⁴. Słyszała już takie docinki. Jej dwa lata starszy brat, Yuito, często dokuczał jej w taki sposób… Na samo wspomnienie jej oczy wezbrały łzami.
Nie dlatego, że bolały ją żarty brata. Niemal się rozpłakała, ponieważ już go nie było na tym świecie. Zginął trzy miesiące temu, w dodatku z winy Kotoko.
Było to pewnego letniego wieczoru, kiedy na uniwersytecie zaczęła się już wakacyjna przerwa. Ukazała się nowa książka ulubionego autora Kotoko i zamierzała ją kupić w dużej księgarni naprzeciwko stacji. Wygodniej byłoby zamówić tytuł przez Internet, ale Kotoko robiło się smutno na myśl, że tyle księgarń się zamyka.
Powiedziała rodzicom, dokąd idzie, i wyszła. Tomy nowości, na którą polowała, były ułożone w stosy, co wskazywało, że książka cieszy się popularnością. Kupiła egzemplarz i opuściła księgarnię.
Minęła osiemnasta; Kotoko pamiętała, że zachodzące słońce ją oślepiało. Kiedy mrużąc oczy, spojrzała bez wyraźnego powodu w stronę stacji, akurat wyszedł stamtąd jej brat.
– Hej, Yuito! – zawołała.
– Ach, cześć, Kotoko – odpowiedział.
Spotkali się przypadkiem, choć zarówno księgarnia, jak i stacja były w odległości około dziesięciu minut piechotą od ich domu, a oni oboje wracali mniej więcej o tej porze, żeby zdążyć na kolację, ale nie był to jakiś wyjątkowy zbieg okoliczności. W przeszłości już wielokrotnie tak na siebie wpadali.
– Wracasz do domu?
– Yhm.
To była cała ich rozmowa. Dalej ruszyli w milczeniu. Chociaż łączyły ich dobre relacje, nie odczuwali potrzeby rozmawiania. Kotoko miała w głowie dopiero co zakupioną książkę. Nie mogła się doczekać, aż wróci do domu i zacznie ją czytać. Nie spodziewała się niczego poza spokojnym wieczorem. Pogrążona w myślach ledwie rejestrowała obecność brata.
Po jakichś pięciu minutach przystanęli na światłach. Wąskie skrzyżowanie w pobliżu stacji zawsze było zatłoczone. Kotoko, nie przeczuwając, co nadchodzi, po prostu stała. Nawet nie patrzyła na brata. Nie miała pojęcia, jaki miał wyraz twarzy, gdy tak czekał na zielone światło.
Po chwili światła się zmieniły i Kotoko ruszyła przed siebie, nie zerkając na Yuito. Byli mniej więcej w połowie przejścia dla pieszych, kiedy to się stało. Dobiegł ją szybko narastający dźwięk silnika. Poderwała głowę i zobaczyła samochód, który z ogromną prędkością pędzi prosto na nią.
_Potrąci mnie!_ – zdążyła pomyśleć. Zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ale jej ciało zamarło ze strachu i nie mogła się ruszyć. Zdjęta przerażeniem niemal zamknęła oczy.
W tym momencie coś walnęło ją w plecy. Przez chwilę myślała, że potrącił ją samochód, ale uderzenie nastąpiło nie z tej strony. Zrozumiała, że ktoś ją popchnął. Wylądowała na chodniku po przeciwnej stronie ulicy. Miała zdartą skórę na kolanach i stłuczony łokieć, ale uniknęła potrącenia.
_Co się stało?_
Dla Kotoko byłoby lepiej, gdyby nie wiedziała. Chciałaby żyć w błogiej niewiedzy. Jednak po tym, jak upadła, odwróciła się i zobaczyła wszystko… Gdyby tylko zamknęła wtedy oczy, uniknęłaby tego widoku. Tym, kto ją popchnął i ocalił, był Yuito. W ostatniej chwili zdołał zepchnąć ją z drogi.
– Dlaczego…? – wyszeptała, ale nikt jej nie usłyszał.
Kotoko uszła z życiem, lecz jej brat nie zdążył uciec. Samochód, który wjechał na przejście dla pieszych, uderzył w niego z taką siłą, że Yuito poleciał w górę i upadł jak marionetka, której przecięto sznurki; nie ruszał się. Leżał w nienaturalnie wykręconej pozycji i nawet nie drgnął.
Zatrąbił klakson, ktoś krzyknął. Zewsząd rozlegały się głosy.
– Wezwijcie karetkę!
– Niech ktoś zadzwoni na policję!
– Ej, nic ci nie jest?
To ostatnie było najpewniej skierowane do Kotoko. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogła się zdobyć na odpowiedź. Nie była w stanie trzeźwo myśleć, głos uwiązł jej w gardle. Patrzyła tylko na nieruchome ciało brata. Chyba wyszeptała jego imię.
Rozbrzmiały syreny karetki i radiowozu.
Lecz kiedy ratownicy dotarli na miejsce, Yuito już nie żył.
Kotoko szła ścieżką wyłożoną muszelkami i nie umiała pohamować łez, które napłynęły jej do oczu i rozmyły widok. Od śmierci brata płakała dzień w dzień, ale teraz nie mogła sobie na to pozwolić. Zmierzała do restauracji i poczułaby się zawstydzona, gdyby ktoś zobaczył jej zapłakaną twarz i opuchnięte oczy.
Aby powstrzymać łzy, przystanęła i spojrzała w górę. Patrząc w nieskończony błękit nieba, Kotoko odniosła wrażenie, jakby miało ją zaraz pochłonąć. Nieco uspokojona zerknęła na zegarek. Zbliżała się godzina, na którą zrobiła rezerwację. Musiała się pospieszyć, żeby zdążyć do Chibineko.
Już miała ruszać, gdy nagle od strony morza zerwał się wiatr. Dotychczas łagodna aura nie przygotowała Kotoko na silny podmuch, który zerwał jej z głowy kapelusz.
– O nie! – wyrwało się jej.
Biały kapelusz uniósł się wysoko i poszybował ku morzu. Kotoko musiała coś zrobić, jeśli nie chciała, żeby wylądował w wodzie. Nie miała wielkiego wyboru: mogła za nim pobiec albo po prostu go zostawić. Lubiła ten kapelusz i nie chciała się z nim rozstawać, więc choć nie była wybitną biegaczką, rzuciła się w pościg.
Ktoś ją jednak wyprzedził. Mężczyzna pędził, usiłując złapać jej kapelusz. Od tyłu wyglądał zupełnie jak jej zmarły brat. Był wysoki, szczupły i umięśniony. Nieco dłuższe włosy także wydały się Kotoko znajome.
– Yuito… – wyszeptała zaszokowana, ale jej głos prawdopodobnie nie dosięgnął uszu mężczyzny, który nie odwracając się, wyskoczył ku słońcu.
Jego sylwetka na tle oślepiającego światła wyglądała niesamowicie – prawie jakby rozpostarł skrzydła niczym anioł. Jakby Yuito powrócił z zaświatów; Kotoko pomyślała, że jest świadkiem cudu.
Przyjechała tutaj, rozmyślając o bracie i marząc o tym, by go spotkać. Czyżby tak mocno pragnęła czegoś niezwykłego, że właśnie się to wydarzyło? Jeśli tak, nic nie uszczęśliwiłoby jej bardziej.
Ale rzeczywistość była inna. Nie wydarzył się żaden cud i Kotoko szybko zdała sobie z tego sprawę.
Kiedy kapelusz już miał wpaść do morza, mężczyzna złapał go prawą ręką i wylądował na piasku. Gdy się odwrócił, Kotoko zobaczyła jego twarz. Choć podobnie jak Yuito musiał mieć niewiele ponad dwadzieścia lat, był zupełnie inny. Właściwie „chłopak” pasowałoby do niego lepiej niż „mężczyzna”. Opalenizna jej brata idealnie harmonizowała z jego męską aparycją, a nieznajomy miał delikatne rysy twarzy i niezwykle bladą cerę. Okulary w cienkich oprawkach były bardzo eleganckie. _Czyżby nosił damskie?_ Kotoko odniosła takie wrażenie, ale pasowały do jego androginicznej urody. Wyglądał jak bohater mangi dla dziewcząt, dla którego protagonistka traci głowę.
Chłopak podszedł do Kotoko i wręczył jej kapelusz.
– Proszę.
Jego głos był równie łagodny jak wygląd. Wydawało się jej, że gdzieś już go słyszała, ale nie potrafiła go umiejscowić.
– Bardzo dziękuję – powiedziała ze zmieszaniem i skłoniła głowę. Ten chłopak specjalnie dla niej gonił za kapeluszem, a ona tylko się gapiła, pochłonięta myślami o bracie.
A w ogóle skąd on się tu wziął? Przecież nie widziała nikogo w pobliżu. Jakby samo to nie było dostatecznie dziwne, nieznajomy zapytał:
– Czy mam przyjemność z panną Kotoko Niki?
Nigdy wcześniej go nie spotkała, skąd więc wiedział, jak ona się nazywa? Zaskoczona pokiwała głową.
– T-tak… Zgadza się… A pan to? – dopytała ostrożnie.
Umiała odpowiednio się zachować, ale maniery młodzieńca były na zupełnie innym poziomie. Zgiął się w niskim ukłonie i powiedział:
– Przepraszam, że się nie przedstawiłem. Kai Fukuchi z restauracji Chibineko. Zrobiła pani u nas rezerwację na dzisiaj.
Kotoko dopiero teraz uświadomiła sobie, że to jego głos słyszała przez telefon, kiedy wcześniej dzwoniła do lokalu.
Po pogrzebie Yuito było tak, jakby z domu rodziny Niki zniknęło całe światło. Ona i rodzice wcale już ze sobą nie rozmawiali.
Ojciec Kotoko pracował w lokalnym banku spółdzielczym, a mama dorabiała w supermarkecie. Oboje byli spokojnymi, opanowanymi ludźmi.
– Twoi rodzice są tacy mili – powtarzali jej przyjaciele, ilekroć ją odwiedzali.
I rzeczywiście, tak właśnie było. Kotoko ani razu nie słyszała, by któreś z nich podniosło głos.
Yuito był ich chlubą. Już od podstawówki miał dobre wyniki zarówno w nauce, jak i w sporcie. W gimnazjum był przewodniczącym samorządu uczniowskiego. Naturalną koleją rzeczy poszedł do najlepszego liceum, a potem bez problemu dostał się na wydział prawa prestiżowej uczelni słynącej z wysokich wymagań. Przez całe życie wiatr wiał mu w żagle.
Wszyscy myśleli, że po studiach zostanie nawet prokuratorem. Jednak on przed ukończeniem pierwszego roku oznajmił, że rzuca uczelnię. Kotoko była zaskoczona, ale to nic w porównaniu z szokiem, jakiego doznali rodzice.
– Jak mamy to rozumieć?
– I co będziesz teraz robił?
Wzięli go w krzyżowy ogień pytań, a ich miny i ton dobitnie świadczyły o tym, że są przeciwni temu pomysłowi.
Yuito spojrzał im prosto w oczy.
– Chcę na poważnie zająć się aktorstwem.
Kiedy jej brat dostał się na studia, dołączył też do miejscowej trupy teatralnej. Kotoko wiedziała, że bardzo się w to zaangażował, ale nie spodziewała się, że z tego powodu zrezygnuje ze studiów. Najwidoczniej rodzicom także nie przemknęło to przez myśl.
– A nie możesz po prostu robić tego równolegle ze studiami?
To było słuszne pytanie. Chyba żaden rodzic nie zgodziłby się ot tak, by jego dziecko rzuciło naukę na renomowanej uczelni.
– Chcę się temu poświęcić całkowicie, a nie tylko w wolnym czasie – odpowiedział stanowczo.
– Czyli pragniesz zostać zawodowym aktorem?
– Tak. – Na jego twarzy malowała się determinacja. Naprawdę zamierzał parać się aktorstwem.
– Ale to chyba nie takie proste – odezwała się mama.
Miała absolutną rację. Kotoko nie orientowała się zbytnio w tym temacie, ale w show-biznesie tylko nieliczni odnosili sukces. Byłoby o wiele rozsądniej, gdyby Yuito ukończył studia i znalazł pracę związaną z prawem.
On jednak nie ustępował.
– Wiem, że to niełatwy kawałek chleba. Mimo to spróbuję. – W jego głosie nie było śladu wahania. Najwidoczniej widział już ścieżkę, którą powinien podążyć. – Życie jest jedno i nie chcę niczego żałować – ciągnął z mocą, usiłując przekonać rodziców. – W ciągu trzech lat przedstawię wam rezultaty. Zobaczycie, wystąpię w serialu telewizyjnym. A jeśli nie powiedzie mi się w aktorstwie, wznowię studia na państwowym uniwersytecie i zostanę urzędnikiem.
Rodzice pokiwali głowami. Chyba uznali, że nie ma sensu się spierać, skoro ich syn jest tak zdeterminowany. A może byli przekonani, że faktycznie skończy w sektorze publicznym. Szczerze mówiąc, Kotoko też tak sądziła. Sukces w show-biznesie i kariera aktorska brzmiały dla niej jak nierealna fantazja.
Ale już po niespełna trzech latach Yuito rzeczywiście miał się czym pochwalić. W tym samym roku, kiedy Kotoko rozpoczęła studia, zagrał główną rolę w spektaklu teatralnym, a rok później, po udziale w wielu castingach, otrzymał jedną z głównych ról w serialu telewizyjnym jako przyjaciel bohatera. Tygodniki opisywały go jako wschodzącą gwiazdę, a chociaż zdjęcia do serialu jeszcze nie ruszyły, już zaczął udzielać wywiadów w telewizji.
– To naprawdę coś! – skomentował ojciec, przyjmując w końcu do wiadomości wybór syna.
Mama wycinała wszystkie artykuły z gazet na temat Yuito. Oboje nie mogli się doczekać, aż serial zostanie wyemitowany. Kotoko także była dumna z brata.
– Jesteś naprawdę niesamowity! – mówiła mu.
Wiedziała, jak ciężko na to pracował, wylewając krew, pot i łzy. Kotoko często zachodziła na próby w jego teatrze i widziała, jak wiele osób go tam podziwia. Z całą pewnością miał talent, ale też ćwiczył więcej niż ktokolwiek inny. Wiedziała, że regularnie wykonuje ćwiczenia z emisji głosu w pobliskim parku.
„Życie jest jedno i nie chcę niczego żałować”.
Lubił to powtarzać. Zginął, nim spełnił swoje marzenia.
Życie jednak musiało toczyć się dalej. Ich rodzina skurczyła się do trzech osób. Yuito poświęcił się, by ocalić siostrę. Gdyby jej wtedy nie zepchnął z ulicy, to ona by zginęła. Ale on wciąż by tu był. Nie chciała, by ją ratował za cenę własnego życia. Nie żeby pragnęła śmierci, ale nie chciała też żyć niejako w jego zastępstwie.
Kotoko również interesowała się teatrem i uwielbiała oglądać spektakle, a także próby brata. Nawet sama kilkakrotnie wystąpiła na scenie, bo poprosił ją o to dyrektor artystyczny trupy, Kumagai. Byli niewielkim zespołem i zawsze brakowało im statystów.
– Masz do tego predyspozycje – pochwalił ją po jej drugim występie.
Jak przystało na takie nazwisko⁵, Kumagai był wielki jak niedźwiedź. Miał brodę i wyglądał na czterdziesto- albo i pięćdziesięciolatka, ale w rzeczywistości dzieliło go od jej brata niecałe dziesięć lat. To on założył trupę i odkrył talent Yuito. Miał tak groźną aparycję, że nawet młodociani chuligani schodzili mu z drogi, ale jego oczy były łagodne, a uśmiech ciepły i przyjazny. Nieśmiała z natury Kotoko zgodziła się wystąpić na scenie prawdopodobnie tylko dlatego, że dyrektorem trupy był Kumagai. Miał urok, który przyciągał ludzi.
– Jakie tam predyspozycje – żachnęła się.
W końcu tylko przeszła przez scenę i nawet nie wypowiadała żadnych kwestii. Myślała, że Kumagai sobie z niej żartuje, ale on wydawał się całkiem poważny.
– Opromieniasz scenę swoim blaskiem, nawet kiedy tylko w milczeniu przechadzasz się przed widownią.
Nigdy wcześniej nikt tak do niej nie mówił. Od zawsze była wycofanym dzieckiem, które siedziało w kącie klasy. Zupełnie się różniła od swojego popularnego brata i każdy, kto ją znał, doskonale o tym wiedział. A tu Kumagai nie przestawał jej wychwalać.
– Pod względem prezencji scenicznej przebijasz nawet Yuito.
To, co Kotoko wzięła za dowcip, zostało powiedziane całkowicie szczerze. W dodatku znalazł się ktoś, kto przyznał Kumagaiowi rację.
– Też tak uważam. – Yuito, który do tej pory w milczeniu przysłuchiwał się ich rozmowie, pokiwał głową. – Może i gram główną rolę, ale widzowie patrzyli tylko na ciebie.
– Pewnie dlatego, że byłam koszmarna.
– Skąd. Naprawdę im się spodobałaś. Masz naturalny talent, skradłaś całe przedstawienie, po prostu przechadzając się po scenie.
– Przestań się ze mnie nabijać.
Yuito wzruszył ramionami. Kotoko już zamierzała dalej się z nim spierać, kiedy wtrącił się Kumagai.
– Nie chciałabyś na poważnie spróbować gry w teatrze? Mogłabyś przyćmić brata.
– Szczerze wątpię – odpowiedziała, mając nadzieję, że to utnie dyskusję.
Lubiła scenę, ale czuła, że kompletnie nie ma talentu. Nie przeszkadzało jej, że jest tłem dla brata. Pasowały jej role milczących statystów. Zresztą odwiedzała trupę tylko dlatego, że należał do niej Yuito.
Po jego śmierci przestała się pojawiać w teatrze. Zrobiła sobie też przerwę na uczelni. Straciła ochotę, by wychodzić i robić cokolwiek, większość czasu spędzała we własnym pokoju. Jedynym miejscem, które wciąż odwiedzała, był cmentarz i grób Yuito.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
Japońska technika przygotowywania _sashimi_, w której ryba jest delikatnie opalana lub zanurzana na chwilę we wrzątku, a następnie szybko schładzana w lodowatej wodzie (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).
2.
Tradycyjna japońska potrawa, w której ryby lub mięso marynuje się w sosie na bazie młodych liści pieprzu japońskiego, a następnie grilluje.
3.
W języku japońskim nazwa tego gatunku brzmi _umineko_, dosłownie „morski kot”.
4.
Lata 1926–1989 – okres panowania cesarza Hirohito. Od 1868 roku okresy historyczne w Japonii odnoszą się do panowania kolejnych władców. Wcześniej ich nazwy zmieniały się wielokrotnie i były powiązane z ważnymi ośrodkami władzy, np. Azuchi-Momoyama czy Edo.
5.
_Kuma_ oznacza właśnie „niedźwiedź”.