Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Chronieni przez nikogo. - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 czerwca 2026
47,00
4700 pkt
punktów Virtualo

Chronieni przez nikogo. - ebook

"Moja mama myśli, że studiuję w Norwegii." To zdanie usłyszała autorka na nocnym promie ze Świnoujścia do Ystad. Powiedziała je dziewczyna z sąsiedniej kajuty. Jechała do Skandynawii pracować w branży, która nie ma nazwy w oficjalnych statystykach. Maria Polańska — polska matka czworga dzieci — opisuje trzy lata w Szwecji, w których odkryła, że to czego doświadcza ma nazwy: grooming, handel ludźmi, przemoc ekonomiczna. Wszystko zaczęło się od fałszywej oferty pracy. Skończyło się stratą syna, którego szwedzki system odmówił jej zwrócić. To opowieść o tym, jak nowoczesna demokracja może odebrać matce dziecko zgodnie z prawem — i nie zrobić nic, gdy ofiara zgłasza handel ludźmi i molestowanie nastoletniej córki przez sprawcę. Kilkadziesiąt zgłoszeń. Zero wszczętych śledztw. Książka zawiera 34 zweryfikowane przypisy oraz list otwarty do Królowej Sylwii Szwecji. Jest częścią misji Safe Signals Institute. Dla dorosłych czytelników.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397741140
Rozmiar pliku: 249 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+

SŁOWO WSTĘPNE: DO SZWECJI

Szwecjo,

mam do Ciebie pytanie. Odpowiedz na nie dopiero po lekturze tej książki — po zapoznaniu się z materiałem dowodowym, zeznaniami świadków, których nie przesłuchano, oraz pismami, którym nie nadano należnej wagi w sprawie ochrony mojej rodziny.

Dopiero wtedy — znając całość tej historii — odpowiedz:

czy wierzysz, że Astrid miała rację? Że dobro dziecka jest wartością nadrzędną, a jego prawidłowy rozwój wymaga miłości zakorzenionej w wielopokoleniowej rodzinie?

Mimo wszystkiego, czego doświadczyłam, nadal wierzę w to, co autorka „Dzieci z Bullerbyn” opisywała w swoich opowieściach. Nie tylko w piękno szwedzkich krajobrazów, lecz przede wszystkim w świat, w którym dzieci dorastają

w bliskości, bezpieczeństwie i ciągłości rodzinnych więzi.

Mój syn, Mikołaj, jest obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej. Przysługują mu prawa wynikające z Konstytucji RP — niezbywalne i obowiązujące niezależnie od miejsca pobytu.

Artykuł 18 gwarantuje ochronę i opiekę państwa nad rodziną.

Artykuł 35 — prawo do zachowania języka i kultury.

Artykuł 48 — prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Prawa te uzupełniają Konwencja o Prawach Dziecka oraz artykuł 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantujący prawo do życia rodzinnego.

Przez ponad dwa lata żadne z tych praw nie zostało skutecznie wyegzekwowane.

Mikołaj nie miał dostępu do języka polskiego w domu.

Nie mógł wrócić do Polski ani żyć z matką w swoim środowisku rodzinnym.

Nie mógł budować relacji z rodzeństwem. Nie mógł zostać ochrzczony zgodnie z wiarą swojej matki. Nie mógł poznawać własnej kultury i tożsamości.

Dorasta w oderwaniu od tego, co stanowi jego prawo jako obywatela.

Jedna decyzja administracyjna — oparta na błędnych ustaleniach — przekreśliła jego możliwość powrotu do Polski. Zignorowano fakty, ograniczono się do jednostronnych zeznań, pomijając kontekst i relacje rodzinne.

Za rodzinę uznano konstrukcję, która nią nie była.

Rodziną jest małżonek i dziecko. Rodziną jest więź oparta na odpowiedzialności i prawdzie — nie relacja zależności, podporządkowania czy manipulacji.

Tymczasem dokument, który wcześniej został uznany przez szwedzki urząd za potwierdzenie mojego małżeństwa, kilka lat później utracił znaczenie — bez zmiany jego treści.

To rodzi pytanie: czy była to zmiana interpretacji prawa, czy wybiórczość w jego stosowaniu?

Odpowiedzi na pytanie, jak do tego doszło, znajdują się w tej książce.

Kilkadziesiąt zgłoszeń kierowanych do instytucji w Szwecji

i w Polsce — bez skutecznej reakcji — zostało postawionych poniżej praw dziecka i jego rodziny.

Mikołaj jest Polakiem. Dlatego czuję się zobowiązana stanąć w obronie jego praw.

Na arenie międzynarodowej deklarujesz ochronę dzieci. Ratyfikowałaś Konwencję o Prawach Dziecka. Twój model przedstawiany jest jako wzorcowy.

Ta książka pokazuje, jak trudno jest wyegzekwować te deklaracje w praktyce.

Opisuje mechanizmy zależności budowane pod pozorem legalnych relacji. Nadużycia ekonomiczne ukryte

w strukturach formalnych. System, który w założeniu ma chronić najsłabszych — a w tym przypadku tej ochrony nie zapewnił.

Dziesiątki zgłoszeń do instytucji publicznych

i międzynarodowych. I cisza.

Nie uchylam się od odpowiedzialności za własne błędy.

Ta historia pokazuje również, jak złudne mogą być wartości, którym ufamy bezkrytycznie.

Wierzę jednak, że właśnie dlatego ma ona znaczenie — jako przestroga i jako lekcja.

Odwiedziłam Bullerbyn, aby sprawdzić, czy Astrid miała rację.

To miejsce istnieje.

Ale nie tam, gdzie wskazuje mapa.

Istnieje w rodzinie.

Czasem trzeba przejechać setki kilometrów, żeby zrozumieć, że to, czego szukamy, było zawsze blisko.

Apeluję do Twojego sumienia. O powrót do wartości, które sama deklarujesz. O wypełnienie zobowiązań wobec dziecka, wobec prawa i wobec własnych zasad.

Pozwól mojemu synowi wrócić do Polski. Tam jest jego Bullerbyn.+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+

PROLOG

Kabiny na promie nie dawały wiele prywatności. Cienkie, prawie tekturowe ściany i wąski korytarz sprawiały, że głosy z sąsiednich kajut niosły się wyraźnie. Czasem był to głos zmęczonego życiem kierowcy ciężarówki, czasem podniesiony ton rodziców niesfornego pięciolatka, którzy nie radzili sobie z nim po dobroci, innym razem szczebiotliwi, młodzi ludzie.

Ci ostatni byli moją ulubioną grupą docelową. Uwielbiałam ich podsłuchiwać i udzielać im w wyobraźni pseudo-psychologicznych rad.

Tym razem w kajucie obok, na nocnym promie ze Świnoujścia do Ystad, były dwie kobiety i jeden mężczyzna. Niewiele starsi od mojej pięknej, nieletniej córki.

Płynęli przez Szwecję do Norwegii. Wszyscy troje jechali w jedno miejsce. Wtedy nie rozumiałam jeszcze dokąd, ale za chwilę stało się jasne.

Mówili dużo o Polsce, głównie o pieniądzach. Byli rozczarowani, podobnie jak ja w 2019 roku.

– Pracujesz jak koń, a zarabiasz jak żebrak!

Rozumiałam ich żal. Młodzi ludzie próbują budować życie w kraju, ale kiedy zderzają się z codziennością – z kosztami mieszkań, kredytami i brakiem wsparcia – zaczynają szukać przyszłości gdzie indziej.

Mentalnie też tam byłam: w tej czarnej dziurze, w której nie widzisz rozwiązania. Podyplomówki, magisterskie, możesz nawet mieć certyfikat z mistrzowskiego lania wody na odległość. Realia miały w poważaniu edukację: w mojej niewielkiej wsi, jeśli jesteś lub byłeś w opozycyjnej grupie względem rządzącego wójta, to zapomnij o porządnym stanowisku! Demokracja na wsi, to nadal ładnie wyglądająca propaganda z przedwyborczych haseł.

– Nie da się tak żyć! – powiedziała jedna z młodych dziewczyn.

Chłopak opowiadał, że wrócił na jakiś czas do rodzinnego miasta na południu Polski, ale szybko zrozumiał, że nic się tam nie zmieniło. Jedna z dziewczyn mówiła, że próbowała znaleźć normalną pracę. Druga tylko słuchała i co jakiś czas dodawała krótkie zdania o rachunkach, które trzeba płacić,

i o pensjach, które na nic nie wystarczają.

Po chwili jedna z dziewczyn powiedziała półgłosem:

– Moja mama myśli, że studiuję w Norwegii.

W kajucie nastała cisza, a potem wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Poza mną. Na mojej twarzy zaszło słońce. Zgasiłam światło, głowę zakryłam poduszką i pomyślałam tylko, że to mogłaby być moja córka.

Stało się dla mnie jasne dokąd płyną ci młodzi ludzie i nie była to nordycka uczelnia. Spotkałam takie „studentki” również w Szwecji.

Ale, poza mną, nikt się tym nie przejął. Ani mama tej młodej dziewczyny, ani nawet Bałtyk, który bujał nas wszystkich do skandynawskich ziem obiecanych.

Jedno było pewne: choroba morska gwarantowana!.+--------------------------+--------------------------+--------------------------+
| | | |
+--------------------------+--------------------------+--------------------------+

ROZDZIAŁ 1: KRAJ, KTÓRY MIAŁ CHRONIĆ

Czekałam na swoją kolej w poczekalni Skatteverket — Szwedzkiego Urzędu Podatkowego. W sztokholmskim budynku, w samym centrum stolicy, było wielu cudzoziemców: kolorowy mix skóry, języków, religii. Byli równie podekscytowani jak ja, bo w końcu otrzymać szwedzkie ID, to ważne wydarzenie. Było gościnnie, przyjaźnie, rodzinnie, słodko... prawie zwymiotowałam tęczą, jakby ujęła to moja sarkastyczna przyjaciółka z Polski, o wymownym pseudonimie: Loszka. Dodałaby, że po odebraniu szwedzkiego ID, będę się zapewne wozić jak taczka z gnojem. Nie myliłaby się.

Czekając na swój personnummer — odpowiednik polskiego numeru PESEL — wzięłam z nudów broszurę ze stolika.

O prawach kobiet. Po angielsku. Nie mogłam wyjść

z podziwu: cóż to za piękny kraj mlekiem i miodem płynący, który jest tak bezpieczny dla kobiet. A media tak kłamią, że w Szwecji wysoka przestępczość, że po zmroku lepiej nie wychodzić na ulicę!. Co za bujdy na resorach!. Byłam tak zafascynowana, że prawie nie mogłam złapać oddechu

i napisałam z tego uniesienia Rotę do Nowopoznanej Ojczyzny. Co tam Polska, Szwecja – to jest kraj!.

W tym miejscu książki powinna wejść moja Mama ze swoim standardowym: „A nie mówiłam?”.

Wiedziała, że zbyt szybko się ekscytuję i jestem ufna.

I miałaby rację.

Martin potwierdził moje spostrzeżenia: Szwecja chroni kobiety. Szwecja traktuje przemoc wobec kobiet jako priorytet państwa. Przemoc to nie sprawa prywatna — to strukturalny problem, zapisany w dokumentach, strategiach, konwencjach międzynarodowych.

Pomyślałam: w porządku. To brzmi w porządku.

Martin był starszy o rok i pochodził z innego kraju europejskiego. Przeprowadził się do Szwecji ze swoją żoną około piętnastu lat wcześniej. Byli zachwyceni nie tylko szwedzkimi krajobrazami, ale przede wszystkim możliwością starania się o dziecko w Szwecji, gdzie odpowiednie procedury były dla nich dostępne, czego w swoim kraju nie mieli.

Szwecja była przyjaznym domem dla wielu rodzin starających się o potomstwo. Od lat prowadzi szeroko finansowaną publicznie politykę wspierania rodzicielstwa.

Raj dla rodzin. Nie mogłam trafić lepiej!.

Martin czasem jednak krytykował szwedzkie prawo. Szczególnie się unosił, gdy zaczynał przemowy o tym, że on, jako mężczyzna, jest w Szwecji narażony ze strony kobiet na „bezpodstawne” oskarżenia o molestowanie nawet w przypadku dotknięcia kobiety np. w piersi, przez przypadek przechodząc obok niej w tłumie. Nie chciało mi się jakoś wierzyć: przepychasz się w tłumie, dotykasz przez przypadek piersi kobiety...hmmm. Ktoś z nich nie był szczery do końca, tylko nie wiedziałam czy to Martin czy Szwecja. Miałam dowiedzieć się już wkrótce.

– Co to za kraj? – śmiał się i pukał w czoło. – Kobieta może sprzedać usługi prostytucji, ale mężczyzna nie może ich kupić!

Drwił sobie z systemu. Kiedyś usłyszałam, że w Szwecji zdemaskowano i zatrzymano dziesiątki klientów miejsc,

w których kupowano usługi od prostytutek zakamuflowanych pod bardzo przyjaznymi nazwami - pochodnymi od czynności masażu. Byli wśród nich znani sportowcy, politycy, celebryci. Martin często komentował korzystanie z takich usług:

– Trzeba być głupim, żeby dać się złapać – kontynuował

z coraz większym zdenerwowaniem.

Być może od samego początku naszego poznania chciał być transparentny. Może, żeby wzbudzić moje zaufanie, a może czuł potrzebę wygadania się. Przyznał, że korzystał z takich usług w różnych krajach – nie tylko w Skandynawii. Kiedy zapytałam: co go skłoniło, zrzucił winę na małżeństwo i brak bliskości. Był nawet z tym tematem u psychologa. Powiedziano mu, że ma absolutne prawo do zadbania o podstawowe potrzeby. Bardzo popularne odniesienie do tzw. „piramidy potrzeb”, wskazuje potrzeby seksualne jako jedne z podstawowych dla człowieka.

W Biblii ich nie znajdziesz.

Niestety, w tamtym momencie swojego życia, byłam zbyt daleko od Boga, żeby usłyszeć Jego głos. Nawet gdybym wówczas usłyszała, to nie miałam pomysłu jak przekazać to synowi Martina, który płakał z powodu rozstania rodziców.

Co ważniejsze: nie widziałam jak wielką hipokrytką jestem, patrząc

z zarzutem na Martina, a nadal nie widząc własnej zachłanności.

Szwecja jest naiwna jak ja — pomyślałam.

W 1999 roku Szwecja pierwsza na świecie uznała, że kupno seksu to przestępstwo. Nie sprzedaż. Kupno. Logika była prosta: prostytucja to przemoc, kupujący to sprawca, sprzedająca to ofiara. System miał karać popyt, nie podaż. Nazwali to modelem szwedzkim. Rozwiązania inspirowane modelem nordyckim przyjęto w wielu krajach europejskich. Brzmiało bezpiecznie.

Czekając na swoją kolej, w Skatteverket, nie myślałam wtedy

o szczegółach. Że model karze kupno, ale nie daje automatycznie ochrony kobiecie. Że ona nie ma statusu ofiary w sensie proceduralnym. Że furtka nadal stoi otworem. W głowie miałam tylko: będę tu bezpieczna.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij