Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Chyba nie jestem Bogiem - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
2652 pkt
punktów Virtualo

Chyba nie jestem Bogiem - ebook

Zabrali mnie siłą, łapiąc znienacka za kark! A potem zamknęli w ekskluzywnym więzieniu i zaczęli tuczyć. Byłem pewny, że chcą mnie zjeść. Nazwali mnie Nie. Specyficzne imię, ale o gustach nie będę dyskutował. Istnieje też szansa, że jestem Bogiem, bo wykrzykują to słowo, gdy tylko mnie zobaczą.

Dwunodzy nie mają serc. Każą sypiać małej dwunogiej zupełnie samej w łóżeczku. A co, gdyby w pobliżu zjawiła się jakaś groźna bestia? Postanowiłem już zawsze czuwać u stóp Alicji.

Chociaż może jednak mają jakieś uczucia? Czasami z ich oczu wypływają krople słonej wody, a wtedy inni natychmiast mówią „niepłacz”. Ale dzisiaj po raz pierwszy widzę wszystkich dwunogich pogrążonych w niepłaczu i nikt nic nie mówi. Tylko siedzą nad pustym kocim legowiskiem i milczą.

Wielki fenomen wydawniczy! 100 000 sprzedanych egzemplarzy. Debiutancka powieść samodzielnie wydana przez Stefanię Gander błyskawicznie zdobyła serca czytelników i znalazła się na europejskich listach bestsellerów.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8427-443-9
Rozmiar pliku: 3,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PORWANIE

Zostawcie mnie w spokoju! Puśćcie mnie, powiedziałem… puść mój kark, zagryzę cię, zniszczę cię, wykoń… Mamooo… Nie waż się! Słuchaj, nie żartuję, zaraz wstąpi we mnie dzika furia i podrapię cię tak, że się nie poznasz… Nieee! Nie rób tego, nie chcę! Zostaw mnie… Żartowałem, nic nie zrobię, obiecuję! Nie będę się ruszał – patrz, jestem cały w bezruchu, nieruchomiuteńki! Jestem bardzo grzeczny. Teraz odstaw mnie z powrotem, udamy, że nic się nie stało, nikomu nic nie powiemy i będzie jak dawniej. Okej?

Mamo… gdzie jesteś? Przyjdź tu, proszę, przyjdź i mnie zabierz. Zamknęli mnie w klatce i mnie wywożą. Mamo…

Porwali mnie. Może to terroryści.

Tęsknię za tobą, mamo.BANDA

To była pierwsza noc, którą spędziłem z dala od mamy. Moi porywacze to profesjonaliści; wyraźnie widać, że nie robią tego pierwszy raz. Zabrali mnie do swojej kryjówki i uwolnili – o tak… „uwolnili”. Powiedzmy raczej, że otworzyli drzwiczki klatki, w której mnie więzili, i zostawili mnie samego w pokoju. Co pięć minut któryś z członków bandy sprawdza, czy wciąż tu jestem. Próbowałem uciekać na wszelkie sposoby, ale są niezwykle przebiegli. Niełatwo ich też zastraszyć: syczałem, prężyłem grzbiet, obrzucałem ich złowrogim spojrzeniem – wszystko na nic, są zbyt silni. Łapią mnie, podnoszą i raz po raz przysuwają do swoich ust. Wydają przy tym dziwne dźwięki i wyprawiają z moją głową i moim nosem coś absolutnie niezrozumiałego. Nazywają to „całusami” – sądzę, że to system tortur, który opracowali, by mnie zastraszyć. Najbardziej jednak przeraża mnie to, że kilkakrotnie zapowiadali, że mnie zjedzą.

Drżę o własne życie. Miałem nadzieję, że ci terroryści porwali mnie dla okupu, ale teraz ogarnia mnie lęk, że mam służyć za posiłek. Czuję, że moje dni są policzone.

Muszę też się dowiedzieć, kim jest Puszek, którego nieustannie nawołują. Przypuszczam, że to strażnik wyznaczony do pilnowania, żebym nie uciekł, lecz choć bacznie obserwowałem otoczenie, nikogo innego nie widziałem.

Obiecuję sobie, że w najbliższych godzinach będę szukał uważniej, ale teraz chce mi się spać: w ciągu ostatniej doby przespałem zaledwie trzynaście godzin i zmęczenie daje o sobie znać.

Tęsknię za mamą, ale teraz tak bardzo się skupiam na ucieczce, że nie potrafię nawet o tym myśleć.WĄTPLIWOŚCI

Porywacze nie traktują mnie źle: jedzenie jest dobre, powiedziałbym nawet – wyśmienite. Niestety wciąż nie dają mi spokoju: dotykają mnie, biorą na ręce i zamęczają tą okropnością, którą wyczyniają ustami. Wciąż mam jednak podejrzenie, że tuczą mnie tylko po to, by mnie zjeść. Może powinienem ograniczyć jedzenie, żeby odwlec nieuniknione, ale wielką szkodą byłoby zmarnować takie frykasy. Zatem – na wszelki wypadek – jem.

Przez kilka godzin miałem do spania piękne kartonowe pudełko, ale zabrali mi je i zastąpili jakimś materiałowym wytworem w krzykliwych kolorach, upstrzonym niepotrzebnymi wzorkami. To dla mnie jasne: pojęcie umiaru, tak mi bliskie, jest w tym miejscu zupełnie nieznane.

Wydawało mi się również, że za drzwiami, które nie pozwalają mi wyjść z pokoju, słyszę miauczenie i kocie głosy. Jeśli tak jest, muszę uznać, że to zorganizowana banda porywaczy kotów. Mam nadzieję, że nie jest to organizacja przestępcza zajmująca się hurtowym handlem kocim mięsem – w takim wypadku mój los byłby przesądzony.

Wciąż ani śladu Puszka, który może się zwać również Puszek-Puszek, a nawet Puszek-Kicikici. Jestem niemal pewien, że musi być gdzieś w tym pokoju. Będę szukał dalej, ale dopiero po drzemce.

Śpij dobrze, mamo, gdziekolwiek jesteś. Choć zaczynam już powoli zapominać, jak dokładnie wyglądasz. Może jestem jeszcze za mały, by dobrze wszystko pamiętać? A poza tym… strasznie chce mi się spać.UCIECZKA

Uciekłem. Otworzyli drzwi, a ja czaiłem się wcześniej w pobliżu i gdy tylko zrobiło się wystarczająco dużo miejsca – wziąłem nogi za pas.

Zauważyłem, że porywacze mają trudności z wcis­kaniem się w zakamarki i kąty, więc wykorzystałem tę przewagę.

Podczas ucieczki natknąłem się na innego kota, łudząco podobnego do… jak jej tam było… no, tej miłej, co dawała mi mleko… Ach, tak – „mama”, chyba tak się nazywała. Ale ten kot na mnie fuknął, wygiął grzbiet w łuk, nastroszył ogon. Moim zdaniem nie jest ofiarą porwania – to musi być jakiś kolaborant.

Miejsce zresztą jest bardzo duże, można biegać i łatwo się ukryć. Słyszę, że mnie szukają. Aby mnie znaleźć, wołają „Puszek-Puszek” (co musi być zdrobnieniem od Puszek-Kicikici). Wciąż go nie widziałem, ale to z pewnością jakiś podejrzany, skryty typ, który działa z ukrycia. Przyznaję, trochę boję się spotkania z nim.

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij