Cisza po oklaskach - ebook
„Cisza po oklaskach” to debiutancki tomik poetycki Pawła Ciepłucha, będący refleksją nad historią, przemijaniem i ludzkim losem. Wiersze zawarte w zbiorze oddają głos tym, których pamięć często ginie w cieniu wielkich wydarzeń, a jednocześnie stawiają pytania o sens wojny, sztuki, miłości i człowieczeństwa. To poezja pełna zadumy, wrażliwości i poszukiwania znaczenia w świecie pełnym hałasu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8455-718-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Witam Cię czytelniku, przedstawiam Ci zbiór wiersz, które napisałem na przestrzeni kilku miesięcy. Bardzo się cieszę, że możemy się spotkać na kartach tego tomiku. _Cisza po oklaskach_ to mój literacki debiut. Chociaż poezja jest obecna w moim życiu już od najmłodszych lat, dopiero w wieku 26 lat zdecydowałem się wydać własny tomik i spróbować trafić do szerszego grona odbiorców. Czuję się zaszczycony, że znalazłeś się wśród nich, trzymając te wydanie w rękach. Mam nadzieję, moja poezja spodoba Ci się na tyle, drogi czytelniku\czytelniczko, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję się spotkać. Gdzieś pośród ksiąg i słów.
W poniższym tomiku chciałem oddać głos i pamięć ludziom często pomijanym, często rzuconym na wiatr zawirowań historii. Jeśli choć jeden wiersz skłoni kogoś do refleksji, mogę ten tomik uznać za udany.Wiersz dla Matki
Nakarmiłaś mnie głodnego
Przyodziałaś w ludzkie myśli
Żebym mógł już od małego
Żyć w tym świecie nienawiści
Nad zatartą już granicą
Gdzie się ściera strach z pokorą
W której troska jest stolicą
Otoczona metaforą
Pośród legend i powieści
Dzięki którym jestem sobą
Gwiazda co na niebie świeci
Będzie zbędną mi ozdobą
Słów uznanie nie znajduje
Gdyż pod sensem wciąż je tracę
Bo jak słowo ma rzutować
Na Syzyfa ciągłą pracęSamotność starca
Starca zimna drżąca ręka
Z dawno głuchym aparatem
Z żalu czasem głośno stęka
Tam samotnością, jego bratem
Nie potrzebne mu zegary
Czasu strażnicy bez litości
Chociaż dawno jest już stary
Ciągle tęskno mu młodości
Lecz nie płacze i nie żałuje
Do sprawności swej dziecięcej
Teraz mocniej kręgi czuje
Trochę kości bolą więcej
Nie potrzebne mu zabawy
Przetańczone z dawna noce
Pełne wódki, piwa, strawy
Do hulanki ciągłe moce
Nie pamięta towarzyszy
Starych kumpli od kielicha
Wielu z nich już nie usłyszy
Lecz nie do nich dziś tak wzdycha
Siedzi dalej sam ze słuchawką
Chociaż w niej nikt go nie słucha
Wielką jego jest zagadką
W telefonie cisza głuchaPoemat uciekinierki
_Dedykuje ten wiersz mojej prababci, która przeszła przez to piekło_
Najczęstsze wspomnienie jest o mrozie
Gdy co dzień o życie walczysz w obozie
Szybko się bliźni pozbywa sumienia
Gdy za horyzontem znika nadzieja
A ona wpatrzona w blaski księżyca
Czasem przeraża, czasem zachwyca
Nie widzi tu ludzi tylko ich wraki
Więc w nocy opuści więzienne baraki
Sołdaki mogą użyć swoich pepeszy
Lecz jej się do śmierci jeszcze nie śpieszy
Bo wśród wszystkich swoich sojuszy
To noc się stała kompanką katuszy
Jak całą drogę przeżyć w obawie