- nowość
- promocja
-
W empik go
Cisza w jego oczach - ebook
Cisza w jego oczach - ebook
Pod naciskiem matki Hope Mitchell zgadza się spędzić przerwę zimową z przybraną siostrą i jej grupą przyjaciół. Dwanaście dni w luksusowym domku położonym w górach wydaje się atrakcyjną perspektywą, ale nie w przypadku, gdy gardzi się swoimi towarzyszami i ich próżnym stylem życia.
Ten wyjazd od początku wzbudza w dziewczynie złe przeczucia, lecz ona jeszcze nie wie, jak bardzo trafne się one okażą.
Pod koniec pierwszego tygodnia w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jedna osoba z grupy, a reszta zostaje uwięziona w miejscu odciętym od świata.
Hope i pozostali członkowie grupy stają się celem nieznanych napastników, którzy zmuszają ich do walki o przetrwanie w samym sercu śnieżycy. Pośród narastającego chaosu i w atmosferze grozy dziewczyna sprzymierza się z kimś, do kogo nigdy nie chciała się zbliżać.
Wśród tajemnic i śmierci zaczyna kiełkować delikatne, niepewne uczucie.
Czy w tak trudnej sytuacji można pozwolić sobie na zaufanie, a tym bardziej na miłość?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Kategoria: | Romans |
Zabezpieczenie: |
Watermark
|
ISBN: | 978-83-68402-96-4 |
Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Książka, którą trzymasz w rękach, różni się od moich poprzednich publikacji. Porusza trudne i niepokojące tematy, mogą one wzbudzać negatywne emocje i nie każdemu przypadną do gustu. Bohaterowie zacierają granicę między dobrem a złem, decydując się na działania moralnie nieakceptowalne, w tym samosąd, którego nie pochwalam i do którego nie zachęcam. Wszystkie wydarzenia przedstawione w książce są fikcyjne i mają na celu jedynie dostarczenie rozrywki.
Z uwagi na charakter i treść powieści uprzedzam, że zawiera ona wątki nieodpowiednie dla młodszych czytelników oraz osób wrażliwych na trudne tematy, takie jak:
• Przemoc fizyczna i psychiczna,
• Molestowanie,
• Samookaleczanie i samobójstwo,
• Motywy śmierci, morderstw oraz zagrożenia życia,
• Uwięzienie i walka o przetrwanie w ekstremalnych warunkach,
• Silny stres psychologiczny i atmosfera napięcia,
• Relacje romantyczne kształtujące się w toksycznych i niezdrowych okolicznościach,
• Dylematy moralne oraz zachowania naruszające normy społeczne i etyczne.
To historia opowiadająca o zemście, przetrwaniu, strachu i emocjach wywołanych niecodziennymi sytuacjami. Bohaterowie stają przed wyborami, które mogą być trudne do zrozumienia lub akceptacji. Opisywane relacje nie są wzorem zdrowych więzi i ukazują dynamiczne, często toksyczne interakcje, nieakceptowalne poza kartkami, na których zostały opisane.PROLOG
HARRINGTON
Nie uważał się za psychopatę, mimo że od kilkudziesięciu minut wpatrywał się w praktycznie obcą, pogrążoną w głębokim śnie dziewczynę. Ogarnęła go rosnąca fascynacja przypominająca płomień, który niespodziewanie zrodził się w środku ciemności – wydawał się piękny, lecz zagrażał temu, co było mu tak drogie.
Kędzierzawa blondynka oddychała spokojnie, miarowo i wbrew wszystkiemu, co sobie zaplanował, nie wyobrażał sobie, by miało to się zmienić.
A jednak…
Przyjechał tu w konkretnym celu, bynajmniej nie po to, by zatracić się w szaleństwie ferii zimowych z bandą snobistycznych dupków, nawet jeśli po części sam do nich należał.
Musieli zapłacić.
I zapłacą, już on tego dopilnuje. Było coś pięknego w wizji, że dosięgnie ich sprawiedliwość dokładnie w tym samym miejscu, gdzie półtora roku wcześniej życie jednego z ich ,,przyjaciół” zostało doszczętnie zniszczone. Mieli krew na rękach, a wkrótce ich własna miała splamić mury tego domu, a krzyk roznieść się po górach otaczających ich niczym niemi świadkowie zbrodni, która niegdyś się tu zdarzyła, i koszmaru mającego niebawem nastąpić.
Śmierć za śmierć.
To było tak proste. Banalne.
W jego planie, układanym skrupulatnie od wielu miesięcy, pojawiła się jednak jedna luka.
Ona.
Nie miało jej tu być.
Niczym cholerny Edward z tak popularnego kiedyś Zmierzchu obserwował, jak śpi. Może sam również był banalny. Morderca zafascynowany ofiarą. Lew i jagnię… jakoś tak to szło, prawda?
Na jego usprawiedliwienie – dziewczyna była niezwykle ładna, piękna nawet. Wyglądała tak spokojnie, delikatnie. Otulona ciepłymi ramionami snu, porzuciła wredną, odpychającą maskę, którą nosiła na co dzień. Jasne włosy rozsypały się po poduszce pełną chaosu kaskadą, światło księżyca wpadające do środka przez okno nadawało im srebrzystego połysku. Dłoń miała wsuniętą pod policzek, usta lekko rozchylone. Jej rysy skrywały w sobie jakieś nieuchwytne piękno, nic dziwnego, że stało się ono powodem maniakalnego oczarowania, które z każdą sekundą zagnieżdżało się w nim bardziej i ściskało serce ciernistymi mackami.
Nawet tutaj, przy skraju łóżka, czuł ten słodki zapach. Pachniała jak świeża brzoskwinia, zresztą jej skóra również odcieniem przypominała mu ten owoc. Była czymś pomieszanym między kolorem oliwkowym a różanym, co stanowiło kontrast do jej blond, niemal białych kręconych włosów. Podejrzewał, że już zawsze, gdy spojrzy na brzoskwinie, będzie miał przed oczami twarz dziewczyny.
Nie.
Nie mógł tak myśleć.
Miał zadanie do wykonania.
Cel.
A ona była jego przeszkodą.
Komplikacją.
Przecież wszyscy śpiący smacznie w tym domu powinni zginąć nie dalej niż za tydzień. Włącznie z nią, skoro już się tutaj znalazła. Nie miało znaczenia, że nie była obiektem jego słodkiej vendetty. Gdy tylko przekroczyła próg tego budynku, z automatu stała się przypadkową ofiarą okoliczności. Będzie musiał zgasić jej eteryczne piękno. Uciszyć pieśń, którą nieświadomie snuła wraz z każdym zaczerpniętym wdechem, przyciągając go niczym syreni śpiew. Zrobi to z żalem, ale… zrobi to. Zabije ją. Musi.
To postanowienie nie powstrzymało Harringtona przed odwiedzaniem sypialni dziewczyny każdej kolejnej nocy, aż do momentu, w którym wskazówka zegara odmierzającego ich czas wybiła równe i głośne zero.
Wtedy zabawa się zaczęła, a stare demony wypełzły z cienia, żądając zapłaty.
Wbrew niezrozumiałym, burzliwym uczuciom stał się tym, czym od początku miał się stać: ucieleśnieniem zemsty.
Sprawiedliwością.
Katem.
I czuł się z tym cholernie dobrze.ROZDZIAŁ PIERWSZY:
NIE MA JUŻ ODWROTU
Środa
Przyjaciele Sutton byli grupką idiotów z grubymi portfelami, którzy sukcesywnie przykrywali swój brak inteligencji i jakiejkolwiek kultury pieniędzmi. Tak idealni na zewnątrz, a tak zepsuci i przegnili w środku. Już samo patrzenie na ich twarze powodowało u mnie skręt żołądka. Niestety zostałam do tego zmuszona, i to na prawie dwa tygodnie.
Dokładnie dwanaście dni.
Czekało mnie dwanaście dni w towarzystwie tych debili.
Początek świąt spędziłyśmy z Sutton w domu rodziców, a przez resztę wolnego miałyśmy przebywać właśnie tutaj, dokładnie do siódmego stycznia.
– Proszę, proszę, Sutton, w końcu udało ci się wyciągnąć gdzieś swoją uroczą siostrzyczkę! – krzyknął Tyler, gdy tylko przekroczyłyśmy próg wakacyjnego domu ojca dziewczyny, a mojego ojczyma.
Byłam trochę zaskoczona, że pozwoliła im przyjechać szybciej i z pełnym zaufaniem przekazała im klucze do rezydencji. Jeszcze większy szok wywołał fakt, że Roger Davison się na to zgodził, ale może nie powinno mnie to aż tak dziwić. Sutton była jego oczkiem w głowie, typową córeczką tatusia. W większości przypadków zwyczajnie nie potrafił jej odmówić.
Z ponurą miną rozejrzałam się po korytarzu, aż mój wzrok padł na Tylera. Szczerzył idealnie białe i idealnie proste zęby w szerokim uśmiechu.
Odruchowo zaczęłam szukać dłonią swojego naszyjnika, ale gruby szal skutecznie mi to uniemożliwił. Musiałam poradzić sobie ze stresem i niechęcią bez niego. A ten typ budził we mnie niepokój zmieszany z obrzydzeniem za każdym razem, gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku. Za. Każdym. Razem. Było w nim coś śliskiego. Mimo pozornie przyjaznej aparycji, wspartej częstymi, niekoniecznie szczerymi uśmiechami, miał w sobie coś z gada, który uciekł z terrarium.
– To nie moja zasługa – odpowiedziała Sutton, stawiając walizkę na podłodze. – Matka ją do tego zmusiła.
Spięłam się. Zacisnęłam palce na rączce torby, którą wciąż trzymałam przed sobą, zamiast zwyczajnie odstawić pod ścianę. Nieważne, że od jej ciężaru o mało nie odpadła mi ręka.
Czułam się okropnie niekomfortowo pod bacznym spojrzeniem przyjaciela Sutton, więc tkwiłam w miejscu jak słup soli. Zaczynało mi się robić trochę gorąco, pot powoli zraszał moją twarz, mimo tego nie wykonałam żadnego ruchu, by zdjąć kurtkę, czapkę i buty. Byłam zbyt pochłonięta odstraszaniem chłopaka nieprzyjemnym spojrzeniem oraz jawnie zdegustowaną miną. Cała moja postawa miała stanowić tarczę na tego dupka.
– Nie przywitasz się ze starym znajomym, Hope? – zapytał, unosząc brew.
I odbił się od tej tarczy zupełnie niewzruszony. Albo nie dostrzegał moich znaków, albo zwyczajnie miał je gdzieś. Obstawiałam to drugie.
Coś błysnęło w jego oczach, gdy tak mi się przyglądał, i wcale mi się to nie podobało. Nie wydawał się zniechęcony moim nastawieniem. Milczeniem. Ignorancją.
Odpowiedziałam mu marsową miną.
– Cześć – przywitałam się oschle.
Tyler rozłożył ręce.
– I oto jest! – wykrzyknął. – Nasza osobista królowa lodu!
Skrzywiłam się jeszcze bardziej. Wyglądałam, jakbym zjadła cytrynę, a byłam tu od jakichś dwóch minut. Fantastycznie.
W trakcie tej krótkiej wymiany zdań i spojrzeń Sutton zdążyła już się rozebrać i teraz szła w kierunku Tylera, by rzucić mu się na szyję, tym samym nieświadomie ratując mnie przed jego uwagą. Chłopak podniósł ją, ściskając tak mocno, że pisnęła.
– Tęskniłam za tobą, Ty.
– I vice versa, słonko.
W takich chwilach paczka znajomych mojej przybranej siostry wydawała się całkowicie normalna. Przyziemna. I nawet sympatyczna. Ale ja wiedziałam, że cała szóstka miała też drugą twarz. Ich szerokie uśmiechy były sztuczne i wyuczone, a gdy nikt zbyt bacznie im się nie przyglądał, szybko przybierały okrutny wymiar. Kiedy uczęszczali jeszcze do West High Academy, mieli pod butem całą szkołę, wydawali się nietykalni i nierzadko z tego korzystali. Życie niejednego rówieśnika zmienili w piekło. Byłam pewna, że uczniowie elitarnego liceum odetchnęli z ulgą, kiedy ta świta zakończyła naukę i wyjechała na studia, lecz zapewne taki stan rzeczy nie trwał zbyt długo. W miejsce jednego drapieżnika zawsze pojawiał się kolejny, szczególnie tam, gdzie roiło się od zepsutych, bogatych dzieciaków.
Ten wyjazd miał być ich pierwszym spotkaniem po długich miesiącach rozłąki. Zaraz po wakacjach wszyscy rozjechali się do college’ów, włącznie ze mną. Wielka Szóstka została rozdzielona, pozostał im jedynie kontakt telefoniczny. Między innymi dlatego Sutton była tak podekscytowana tym wyjazdem, trajkotała o nim bez przerwy, odkąd wróciła do domu po egzaminach.
Wisienkę na torcie stanowił fakt, że już następnego dnia miał do nas dołączyć jej nowy chłopak. Nie miałam pojęcia, kto o zdrowych zmysłach chciałby się z nią spotykać, więc przyjęłam tę wiadomość niespecjalnie zadowolona.
Kolejny dupek do kolekcji. Hura!
Ostatni raz spojrzałam z niechęcią na dwójkę witających się przyjaciół, po czym rzuciłam torbę na podłogę. Upadła z głuchym trzaskiem.
Musiałam się w końcu rozebrać, bo zaczynałam się topić, a tkwienie w miejscu nie pomogłoby mi zniknąć. Lepszego momentu bym nie doczekała. Tyler był zajęty, więc mogłam w spokoju pozbyć się zimowej odzieży i umknąć na górę, nim by się do mnie zbliżył i zrobił coś strasznego. Jak próba przytulenia mnie, co właśnie robił z Sutton. Nie mieliśmy takiej więzi, ale chłopak bezustannie naruszał moją przestrzeń osobistą, dlatego właśnie tak długo gotowałam się w ubraniach, kryjąc się za torbą niczym za tarczą, żeby utrzymać go na dystans.
Kiedy moja kurtka wisiała już na wieszaku, a buty zostały schowane do szafki, usłyszałam energiczny tupot stóp. Przymknęłam na chwilę oczy, a zaraz później do obszernego korytarza wpadli Ian wraz z Coco, która była przyczepiona do jego pleców jak małpka. Czarnoskóra drobna dziewczyna z burzą ciemnych loków zaplatała dłonie na szyi wysokiego muskularnego blondyna. Z tego, co wiedziałam, ta dwójka była parą, choć schodzili się i rozchodzili przynajmniej kilka razy w roku. Wnioskując po tym, jak zachowywali się teraz, zdecydowanie znów do siebie wrócili, najpewniej do kolejnej kłótni. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby rozstali się jeszcze przed końcem wyjazdu. Z opowieści Sutton wynikało, że Ian i Coco najczęściej ścierali się po alkoholu, a nie wątpiłam, że tu będzie się lał strumieniami, nieważne, że nikt z nas nie miał jeszcze dwudziestu jeden lat.
Jednym uchem słuchałam kolejnego piskliwego powitania, tym razem w tandemie. Moja przybrana siostra wymieniała uściski z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, przesłodzonym głosem wyrzucając z siebie czułe uprzejmości. Wiedziałam, że w odpowiednich warunkach może skuć się lodem, choć to mnie jej przyjaciele lubili nazywać jego królową. Być może dlatego, że za każdym razem, gdy Sutton zapraszała ich do naszego domu, traktowałam tych ludzi z największym możliwym dystansem i jedyne interakcje, jakie ode mnie dostawali, to niewyraźne mruknięcia lub sarkastyczne uwagi. Nie mogłam nic poradzić na to, że najzwyczajniej w świecie ich nie lubiłam.
Właśnie dlatego cały ten wyjazd był istną katorgą i w życiu bym się na to nie zdecydowała, gdyby nie nagminne nagabywanie matki. Wraz z Rogerem miała zamiar wyjechać, by spędzić Nowy Rok na Bali, więc zostałabym sama w ich wielkim domu. Po którymś jej pełnym żalu przekonywaniu zwyczajnie uległam, bo miałam już dość ciągłych pogadanek o tym, że w takim razie ona nigdzie nie pojedzie albo, co gorsza, że jesteśmy rodziną, a Sutton jest przecież moją siostrą i powinnam nawiązać z nią głębszą relację, a ten wyjazd w końcu nam to umożliwi. Chyba nie docierało do niej, że skoro nie nawiązałyśmy żadnej więzi w trakcie kilkunastu miesięcy mieszkania pod jednym dachem, to raczej już się to nie wydarzy, a już na pewno nie w trakcie niespełna dwutygodniowej przerwy zimowej. A może zwyczajnie chciała się mnie pozbyć, by z czystym sumieniem wyjechać z Rogerem? Nie wiedziałam. Całkiem możliwe, że obie odpowiedzi były tu prawidłowe.
Problem w tym, że mama już na starcie się myliła, nawet jeśli miała dobre intencje. Sutton nie była moją siostrą i nigdy nie miała się nią stać. Nie tylko dlatego, że nie zasługiwała na to miano, lecz także dlatego, że nikt nie mógłby zastąpić mi Joy.
Ona, i tylko ona, była moją prawdziwą siostrą, nawet jeśli mama wolała wymazać jej imię z pamięci, bo niosło ze sobą zbyt wiele bólu. Cóż, ewidentnie nie byłam tak dobra w ruszaniu do przodu jak ona. Nie potrafiłam spalić za sobą mostów, a jeśli już, to stałam na takim, co się zapadał i trząsł w posadach, nie zważając na to, że niebawem runę w przepaść.
Postawienie rozpuszczonej Sutton na miejscu Joy mającej serce na dłoni było dla mnie jak splunięcie na wszystkie wspomnienia, które wiązałam z tą jedną prawdziwą siostrą.
Rozejrzałam się niepewnie, nie do końca wiedząc, co powinnam ze sobą zrobić. Nigdy wcześniej nie byłam w górskim domku rodziny Davison, położonym w głębi górskiego szlaku w Kolorado. To ulubiona miejscówka Sutton, ale mnie nigdy specjalnie tu nie ciągnęło.
Przesuwając wzrokiem po drewnianych ścianach, schodach z miękkim kremowym dywanem, w końcu pochwyciłam spojrzenie Coco, która zdążyła już zeskoczyć z pleców Iana. Stała teraz obok Sutton z założonymi ramionami.
– Cześć, Hope – powiedziała z udawanym entuzjazmem. – Jak życie?
Jeśli czegoś nie znosiłam bardziej od osób stojących ze mną w pomieszczeniu, to durnych pogawędek o niczym.
– Dobrze – odpowiedziałam krótko, po czym zaraz skierowałam się w stronę przybranej siostry. – Gdzie mogę zanieść swoje rzeczy?
Dziewczyna obrzuciła mnie tylko przelotnym spojrzeniem i zaraz zerknęła pytająco na przyjaciółkę.
– Poza twoją sypialnią wolny jest jeszcze pokój na końcu korytarza – wyrwała się Coco. – Po lewej stronie. Wszystkie inne są już zajęte.
Skinęłam głową i sięgnęłam po torbę. Wyminęłam ich bez słowa, unikając spojrzeń i licząc na to, że dzięki temu sama stanę się dla nich niewidzialna.
Niedoczekanie.
– Tylko nie zaszywaj się tam na cały wieczór! – krzyknęła za mną Sutton. – Mamy w planach małą imprezkę!
Przewróciłam oczami. Oczywiście, że mieli, i to pewnie na kolejne dwanaście wieczorów. Przeczuwałam, że każdy z nich wróci do domu z ostrym delirium.
Jedyne, co mnie w tej propozycji zdziwiło, to fakt, że w ogóle padła. Ale „siostra” często zachowywała się, jakby miała rozdwojenie jaźni. Raz zupełnie mnie ignorowała, potem przechodziła fazę ciągłego dogryzania mi, by na końcu przejść do dziwnej formy udawanej przyjaźni. Nasza relacja, o ile istniała, była bardzo chwiejna i niejednokrotnie wymuszona. Tego dnia dziewczyna miała bardzo dobry humor, być może dlatego zdecydowała się zaprosić mnie na małą posiadówkę.
– Dokładnie – przytaknął Tyler. – Meghan i Jackson już wzięli się za szykowanie drinków.
– Może posiedzimy w jacuzzi? – zaproponowała Coco.
– Dzisiaj? – jęknęła Sutton. – Chyba jestem zbyt zmęczona. Chcę się tylko napić i iść spać.
– Jak chcesz.
– Zawsze możemy iść tam sami – wyszeptał sugestywnie Ian do ucha Coco, ale na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli.
– Fuj! Nie ma mowy – fuknęła Sutton. – Po waszej dwójce trzeba będzie wymieniać wodę. Dobrze wiem, co byście tam robili. To obrzydliwe!
– Już nie bądź taką cnotką, dobrze wiemy, że sama skorzystasz z tego pomysłu, kiedy zjawi się tu ten twój nowy chłopak. Jak on właściwie ma na imię?
– Vince.
– Właśnie! Vinnie! – Tyler klasnął w dłonie. – Jestem przekonany, że ty i mały Vinnie przykładnie skazicie każdy centymetr tego domu.
– Zazdrosny? – zapytała z przekąsem.
– O ciebie zawsze, słonko.
Przestałam ich słyszeć, kiedy wspięłam się na piętro. Dobiegło mnie jedynie echo ich śmiechu i dudnienie kroków, więc musieli udać się już do salonu lub kuchni. Sama podreptałam do wskazanego wcześniej pokoju.
Dwanaście dni.
To tylko dwanaście dni.
Dasz radę.
***
Rezydencja Davisonów naprawdę robiła wrażenie. Nie taki obraz przed oczami miał zwykły szary człowiek, kiedy myślał o domku wakacyjnym. Już sama moja sypialnia sprawiła, że lekko opadła mi szczęka, choć po dwóch latach mieszkania w ich nie mniej luksusowym domu w niewielkim miasteczku Sunsdale w stanie Teksas powinnam się przyzwyczaić do takich wnętrz. Nie wiem, dlaczego sądziłam, że wakacyjna rezydencja będzie urządzona z mniejszym przepychem.
Pokój, który przypadł mnie, okazał się naprawdę przestronny. Ściany pokrywały drewniane deski; podejrzewałam, że było tak i w reszcie domu. Na jednej z nich umieszczono klimatyczny kamienny kominek ciągnący się aż do samego sufitu. Wystawała z niego mała półeczka, a na niej ustawione zostały zdjęcia gór w prostych białych ramkach. Pierwsze skrzypce w tym pomieszczeniu grało oczywiście łóżko – równie ogromne jak to, które miałam w domu matki i jej męża. Zaścielono je grubą pościelą w szarą kratę, a na wierzchu ułożono wełniany koc w brudnokremowym kolorze. Poza tym w sypialni znalazła się również przestronna szafa, dwa stoliki nocne oraz dwa fotele skierowane w stronę dwóch gigantycznych okien wychodzących na las.
Podeszłam do nich i wyjrzałam na zewnątrz. Zaczynało się już ściemniać, gwiazdy migające na niebie z każdą chwilą nabierały intensywności, a księżyc sunął w górę, oblewając korony drzew srebrzystym światłem. W tle majaczyły górskie szczyty, które wyglądały dość upiornie na tle nastającego zmroku. Dreszczyku grozy dodawał fakt, że poza nami nie było w tej okolicy zupełnie nikogo. Najbliższe miasteczko znajdowało się dobre kilkanaście kilometrów stąd, a z tego, co wiedziałam, dookoła nikt się nie wybudował.
Można by pomyśleć, że dla osoby takiej jak ja, która niezbyt lubiła tłumy – a czasem wręcz dostawała w nich ataków paniki – to miejsce wyda się kojące. Niestety wcale tak nie było. Chyba nie przypadały mi do gustu żadne skrajności. Ani kompletne odludzie, ani tłok. Najlepiej czułam się w czymś pomiędzy.
Przetarłam ociężale twarz, po czym powoli wypuściłam zebrane w płucach powietrze. Zerknęłam przelotnie na walizkę, którą porzuciłam u nóg łóżka. Pewnie powinnam ją rozpakować, lecz zupełnie nie miałam na to ochoty. Czułam się zbyt znużona po podróży. Najchętniej poszłabym spać, co odsunęłoby w czasie nieuchronne spotkanie z Wielką Szóstką.
Przyda ci się trochę integracji z innymi – przekonywała mnie mama, gdy raz za razem odrzucałam jej propozycję wyjazdu z Sutton. – Żaden człowiek nie może być wiecznie sam, kochanie. A ty odcinasz się od wszystkich, odkąd… od kilku lat. To się musi skończyć, życie płynie dalej.
Gdy ją wyśmiałam, zapytała mnie, czy znalazłam jakichś przyjaciół na studiach. To mi zamknęło usta i spaczyło argumenty. Rzeczywiście przez całe liceum i pierwszą połowę studiów nie udało mi się nawiązać z nikim bliższych relacji. Miałam znajomych, pewnie, ale nikogo, kto przejąłby się, gdybym nagle zniknęła z powierzchni ziemi. Nawet moje związki były powierzchowne, krótkie, nierzadko zwyczajnie jednorazowe.
Nie bez powodu zresztą. Po śmierci Joy zmieniłam się w chodzący drut kolczasty. Do dziś nie przebolałam jej straty, nie pomagały też wyrzuty sumienia, które zżerały moją duszę od środka. Nie wyobrażałam sobie, bym miała przechodzić coś takiego ponownie.
Ale do matki to nie docierało. Chciała mnie naprawić. Poskładać na nowo, chociaż brakowało mi znaczących elementów.
Niechętnie wyciągnęłam telefon i wystukałam krótką wiadomość.
Hope:
Jesteśmy na miejscu.
Nie zdążyłam nawet schować komórki, bo zaraz zawibrowała, sygnalizując nadchodzącą odpowiedź.
Mama:
Świetnie! Baw się dobrze, kochanie!
Będę.
Jak tylko wrócę do domu.
Podniosłam dłoń w okolice dekoltu, wymacałam znajomy łańcuszek i zaczęłam obracać srebrną zawieszką w kształcie serca. Potem potarłam twarz i sięgnęłam do torby, by wyjąć z niej swój dziennik. Miałam do napisania jeszcze jedną wiadomość.ROZDZIAŁ DRUGI:
GNIAZDO ZEPSUCIA
Siedziałam zamknięta w pokoju przez dobre dwie godziny. Przez chwilę wydawało mi się, że uda mi się zasnąć, mimo dość wczesnej godziny. Kilkugodzinny lot i jazda samochodem skutecznie wyczerpały moje zasoby energii. Potrzeb fizjologicznych jednak nie dało się już łatwo zignorować.
Przekonałam się o tym, gdy leżałam, czując nadchodzące błogie uczucie nieświadomości. Byłam już na granicy, gdy głośne burczenie w brzuchu wyrwało mnie z tego słodkiego stanu. I nie potrafiłam przywołać go z powrotem. Zmuszenie się do snu, gdy żołądek pozostawał boleśnie pusty, okazało się w moim przypadku zwyczajnie niemożliwe. Nie umiałam już się zrelaksować i zasnąć.
Właśnie dlatego, czy tego chciałam, czy nie, zwlekłam się z łóżka.
Przykre spotkanie z bandą dupków w pełnym składzie miało nadejść szybciej niż później.
Niechętnie zeszłam na dół, niezbyt przejmując się swoim wyglądem. Miałam na sobie piżamę składającą się ze spodni w czerwoną kratę i koszulki z wielką choinką; dostałam ten zestaw od mamy na święta. Włosy natomiast związałam w luźny kok na czubku głowy.
Już na schodach usłyszałam gromki śmiech grupki przyjaciół. Wzięłam kilka uspokajających oddechów, bo oczywiście cała banda zebrała się w kuchni, gdzie akurat szłam.
Byłam świadoma tego, że podczas ich wyjazdów puszczają im wszystkie hamulce, ale cholera! Przyjaciele Sutton naprawdę nie pierdzielili się w tańcu. Zupełnie nie przewidziałam, że już pierwszego dnia o godzinie dwudziestej będą siedzieć przy jadalnianym stole zastawionym najróżniejszymi butelkami z alkoholem. Co gorsza, na blacie wyraźnie odznaczały się pozostałości białych kresek.
Zatrzymałam się w progu, przetrawiając ten widok. Wiedziałam, że wszyscy będą pić, ale narkotyki… To jakoś nie wpadło mi do głowy, choć może byłam lekką hipokrytką, patrząc na to tak oceniającym wzrokiem. Mimo wszystko uważałam, że to jednak trochę inny kaliber od moich własnych upodobań.
– Kurwa, ale bym sobie teraz zapalił! – jęknął Tyler, a ja drgnęłam. Po chwili wyciągnął paczkę fajek z przedniej kieszeni dżinsów.
– Nie tutaj, Ty – upomniała go Sutton, marszcząc nos.
– Och, daj spokój, przecież to się wywietrzy.
– Nie tutaj! – powtórzyła już nieco groźniej.
Ian podniósł się z miejsca. Zaskoczona Coco, która siedziała na jego kolanach, pisnęła. Chłopak złapał ją w pasie i delikatnie posadził z powrotem na krześle, a sam skierował się do Tylera, po czym klepnął go w ramię.
– Odpuść, wyjdziemy sobie na dwór jak przykładni obywatele.
Chłopak strząsnął jego rękę.
– Widziałeś, jak pizga? – żachnął się. – Po feriach mam mecz, nie mogę się przeziębić, bo trener mnie zabije.
Czyli Tyler i na studiach grał w drużynie futbolowej. Byłam ciekawa, czy z Ianem jest podobnie.
– Nie bądź takim delikatnym kwiatkiem.
Nie mogłam wiecznie stać w progu i jak stuknięta stalkerka przysłuchiwać się ich wymianie zdań. Oderwałam od nich wzrok i ruszyłam w stronę lodówki. Wyczułam moment, w którym uwaga wszystkich przeniosła się na mnie. Zamilkli na moment, a spojrzeniami dosłownie wypalali mi dziury w profilu.
– Ucięłaś sobie drzemkę, mała? – zapytał zaraz Tyler. – Założyliśmy już, że nie zaszczycisz nas dziś swoją obecnością.
Nawet nie odwróciłam się w jego stronę. Wyciągnęłam z lodówki mleko, a z szafki pudełko z płatkami.
– Nie miałam tego w planach.
– Auć, ranisz moje serce.
Tyler był z nich wszystkich najgłośniejszy i zdecydowanie najczęściej mnie zaczepiał. Nie do końca podobała mi się uwaga, jaką mnie obdarzał, i ten dziwnie lepki wzrok, który podążał za mną, ilekroć znalazłam się w jego zasięgu. Reszta paczki traktowała mnie raczej obojętnie. Niezbyt zależało im na mojej obecności, byłam dla nich obca. Zapewne nie zostałabym tu w ogóle zaproszona, gdyby nie ingerencja mojej matki i jej męża. Wiedziałam, że Sutton również niespecjalnie pali się do kontaktu ze mną, ale nie mogła odmówić ojcu, do którego należał ten dom. Może i dawał jej wszystko, czego chciała, ale w niektórych momentach potrafił być też stanowczy, a dziewczyna dobrze wiedziała, kiedy lepiej zrezygnować z bitwy, by na dłuższą metę wyjść na pojedynczym odpuszczeniu zwycięsko.
– A to pech – mruknęłam pod nosem.
Ian parsknął.
– Powinieneś wiedzieć, kiedy odpuścić, stary. Laska ewidentnie nie jest tobą zainteresowana.
Tyler tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami, lecz w jego brązowych oczach coś błysnęło.
– Lubię trudne do zdobycia.
Aż mnie skręciło. Wolałabym żyć w wiecznym celibacie, niż zbliżyć się do tego chłopaka. W moim mniemaniu nie nadawał się nawet na jednonocną przygodę. Odrzucało mnie w nim praktycznie wszystko, mimo konwencjonalnej atrakcyjności.
– Zostawcie ją w spokoju – wcięła się Sutton. – Będę miała kłopoty, jak zadzwoni do mamusi i oznajmi, że chce wrócić szybciej.
Nigdy bym tego nie zrobiła, ale dziewczyna lubiła wbijać niewidzialne szpilki w ludzi dookoła, a teraz, gdy jej źrenice zrobiły się okrągłe jak monety, zupełnie straciła kontrolę nad językiem. Nasza relacja była dość dziwna, raz wyglądała lepiej, raz gorzej, zależało to od jej nastroju. Sutton nienawidziła być sama, kochała znajdować się w centrum uwagi, a tutaj właśnie czuła się jak królowa pszczół, więc mnie nie potrzebowała.
– Może zadzwonię od razu do Rogera, co? – zapytałam prowokacyjnie, unosząc brwi.
Jej oczy zwęziły się w szparki.
– Tylko spróbuj, a będziesz stąd wracać pieszo.
Tylko tyle powiedziała i jej uwaga zaraz przeniosła się z powrotem na przyjaciółki, które w milczeniu przysłuchiwały się naszej krótkiej dyskusji. Chłopcy z kolei wydali z siebie przeciągłe: „uuuuuuu”, po czym od razu udali się do wyjścia na taras. Gdy tylko otworzyli drzwi, chłodne powietrze wdarło się do środka i doleciało nawet do mnie, choć stałam wiele metrów dalej. Zadrżałam.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i szybko zabrałam się za pochłanianie płatków, zawieszając jedno oko na ekranie komórki. Przez chwilę rozmyślałam nad tym, gdzie podział się trzeci chłopak z towarzystwa – Jackson. Nigdzie go nie widziałam, ale istniała szansa, że zdążył już zalać się w trupa i odpoczywał w sypialni. W zasadzie to nie był mój problem. Jedna osoba mniej, z którą musiałam się użerać.
– Noooo – powiedziała przeciągle Coco, dość sugestywnym tonem. – To teraz, jak zostałyśmy same, opowiedz nam więcej o swojej nowej zdobyczy. Dość tych tajemnic!
Rzeczywiście Sutton niewiele mówiła o tajemniczym Vinsie, choć wydawała się podekscytowana jego przyjazdem. Nieszczęśnik musiał ostro zawrócić jej w głowie. Być może po raz pierwszy znalazła się w roli zdobyczy, a nie myśliwego. Najczęściej to ona wyławiała chłopców jak zawodowy wędkarz, choć robiła to na tyle umiejętnie, że zdawało im się, że to oni ją ścigają.
– Nie mam żadnych tajemnic – sprostowała. – Po prostu spotykamy się od niedawna i nie chcę zapeszyć.
Meghan parsknęła.
– Czyżbyś się naprawdę zakochała, kochana?
Sutton wzruszyła ramionami, po czym zaczęła obracać w dłoni kryształową szklankę wypełnioną jakimś kolorowym drinkiem.
– Być może – przyznała. – Ale Vince to trudny przypadek.
Dziewczyny pisnęły tak głośno, że mimowolnie się skrzywiłam, obawiając się pęknięcia bębenków.
– W jaki sposób? – spytała Coco.
Sutton oblizała wargi, wyraźnie się wahała, niepewna, czy udzielić odpowiedzi. Zerknęła pospiesznie na okno, a kiedy zauważyła, że chłopakom daleko do powrotu, wypuściła z sykiem powietrze.
– Jest strasznie zamknięty i jakby… niedostępny? Na początku nawet mnie to pociągało, ale minęły już dwa miesiące, a my jeszcze nie przeszliśmy od słów do czynów, jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Dziewczyny zamilkły w konsternacji. Wcale im się nie dziwiłam. Znałam typ kolesi, którzy kręcili Sutton. Zdarzało mi się przyłapywać co poniektórych, gdy wymykali się z jej pokoju przez okno. Zwykle byli to atrakcyjni sportowcy z wybujałym ego, z pewnością nie niedostępni czy zamknięci. Albo zmienił jej się gust, albo zwyczajnie poczuła się zaintrygowana czymś nowym i nieznajomym.
– Może gość jest prawiczkiem? – podsunęła z rozbawieniem Meghan.
Sutton się skrzywiła, jakby już sama sugestia, że jej nowy chłopak może nie być specjalnie doświadczony, uderzała w jej kruche ego.
– Nie sądzę. Kiedy już mnie dotyka, robi to bardzo świadomie.
– Więc w czym problem?
– Sama nie wiem. Vince ogólnie jest dość nietypowy, chłopaki będą miały używanie, jednak czuję, że pod spodem kryje się coś więcej, wiecie? To taki typ cichej wody i naprawdę chcę się przekonać, co się wydarzy, kiedy puszczą mu wszystkie hamulce. – Klasnęła w dłonie, a jej błękitne oczy rozbłysły. – To nawet dość ekscytujące! Takie nerwowe oczekiwanie.
– A jak to się nigdy nie stanie? – spytała Meghan. – Będziesz to ciągnąć?
Dziewczyna rzuciła jej pełne politowania spojrzenie.
– W morzu jest dużo ryb, przecież wiesz. Na razie Vince jest przyjemną rozrywką, nawet bez seksu. – Postukała się palcem w brodę. – Myślę, że ten wyjazd może stanowić nasze być albo nie być. Jeśli Vince w tym czasie mnie nie przeleci, ruszę dalej. Co za dużo, to niezdrowo. Mam swoje potrzeby.
Na moje nieszczęście nie udało mi się pohamować cichego, acz pogardliwego parsknięcia na te słowa. Chyba rzeczywiście powinnam była zjeść w pokoju. Przybrana siostra od razu skarciła mnie chłodnym spojrzeniem, lecz w żaden sposób tego nie skomentowała. Nie łudziłam się jednak, że tak łatwo mi to odpuści.
– Prawda – zawtórowała jej Meghan, zupełnie mnie ignorując. – Jestem przekonana, że nawet jak najdzie cię ochota w trakcie tego wyjazdu, a twój chłopak nie będzie gotów jej sprostać, łatwo znajdziesz sobie zastępstwo.
To mnie trochę zaskoczyło. Rozszerzyłam oczy.
– Tylko łapy precz od Iana – zastrzegła Coco. – On jest mój.
Nie sądziłam, że Wielka Szóstka poza przyjaźnią oferowała sobie nawzajem inne korzyści. Nawet okazjonalnie. To się wydawało tak dziwne, a ja nie mogłam teraz wyrzucić z głowy obrazu Sutton miziającej się z Tylerem czy Jacksonem. Jedno wielkie fuj. Ci ludzie znali się przecież od piaskownicy.
– Spokojnie, Coco, on w ogóle mnie nie kręci.
– Jak się jest spragnionym, wypije się wszystko – zauważyła Meghan. – Na twoim miejscu nie rzucałabym tak twardych zapewnień. Poza tym Ian nie jest taki zły, nadałby się.
– No, ej! – obruszyła się Coco z miną obrażonej nastolatki.
– Nie ruszę go – powtórzyła Sutton. – Dobrze wiem, jaka jesteś zaaaaakochana.
– Chociaż on pewnie rusza niejedną w tym Nowym Jorku – skwitowała złośliwie Meghan.
Boże, laska naprawdę była wredna. Pewnie miała całkowitą rację, mało który związek na odległość naprawdę się utrzymywał, a już na pewno nie widziałam tu jednostek zdolnych pociągnąć takie przedsięwzięcie. Zarówno Ian, jak i Coco byli nauczeni dostawania wszystkiego, na co mieli ochotę i kiedy mieli ochotę. Czekanie kilka długich miesięcy na swojego partnera wśród tych wszystkich pokus mogło okazać się nieprawdopodobne. Nie zdziwiłabym się, gdyby dziewczyna sama miała kogoś na boku, choć siedząc tu teraz, wydawała się oburzona taką insynuacją. Sytuację utrudniał też fakt, że ta para nie była do końca tak zgodna, jak się prezentowała akurat w tym momencie. Ich ciągłe zerwania dawały obojgu czas na wyszalenie się. Tym bardziej podejście Coco było, lekko mówiąc, zaskakujące. Chyba że wszystko, co robili w tych kilku tygodniach przerwy, nie miało dla niej większego znaczenia i wymazywała to z pamięci, jak tylko ponownie schodziła się z Ianem.
– Ian taki nie jest – sprzeczała się.
– Dziewczyno, ten chłopak przeruchał połowę naszego liceum.
– Zanim zaczął spotykać się ze mną!
– I w międzyczasie, kiedy robiliście sobie przerwy. – Meghan wytknęła dokładnie to, co przyszło mi do głowy.
– Jesteś zwyczajnie zazdrosna, bo sama nikogo nie masz.
– Ja? Zazdrosna? – Parsknęła śmiechem. – Celowo nie wchodzę w związki, kochana. Wolę się porządnie wyszaleć bez kuli u nogi, szczególnie kiedy ten związek i wierność miałyby być jedynie złudzeniem.
Coco aż poczerwieniały uszy, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo wyprzedziła ją Sutton.
– Skończcie już. – Wzniosła oczy do nieba. – Rozmawiamy o mnie, zapomniałyście?
Przestałam słuchać, chociaż gorzkie żale odnośnie do nudy w łóżku mojej przyszywanej siostry były najlepszą częścią tego wieczoru. Widziałam, jak bardzo ta sytuacja ją frustruje. Chyba pierwszy raz spotkała się z takim problemem. Może dlatego tak długo utrzymywała zainteresowanie tym całym Vince’em, w końcu nie była przyzwyczajona do odmowy.
Dojadłam swoje płatki, po czym zaniosłam miskę do zmywarki. W tym czasie chłopcy zdążyli wrócić. Tyler usadowił się obok Sutton, a Ian wrócił na swoje miejsce i znów posadził sobie Coco na kolanach. Dziewczyna przylgnęła do niego jak rzep i owinęła ramionami jego szyję ciaśniej niż wcześniej. Chyba rozmowa z przyjaciółkami uderzyła w jej czuły punkt.
Kiedy odwróciłam się do wyjścia, Ty wyciągnął z kieszeni paczuszkę z białym proszkiem.
– Druga kolejka? – zaproponował, szczerząc się.
Większość towarzystwa wydała z siebie niezadowolone jęki.
– Za wcześnie, nie chcemy odpaść tak wcześnie jak Jackson. Mamy całą noc – odpowiedziała mu Meghan.
– To się nie wydarzy – przekonywał. – On z roku na rok jest coraz większym mięczakiem. Problem leży w nim samym.
Jakoś w to wątpiłam.
– Za godzinkę, Ty – zdecydowała Sutton. – A najlepiej dwie.
Chłopak wzniósł oczy do nieba, ale więcej nie starał się ich przekonywać. Zamiast tego jego wzrok padł na mnie, spokojnie wymykającą się z kuchni. Przysięgam, ten koleś miał jakiś radar wyczuwający moją obecność i każdy ruch.
– Co się tak skradasz, myszko? – Pomachał woreczkiem. – Może ty chciałabyś trochę? Ominęła cię pierwsza kolejeczka.
Rzuciłam mu pełne niechęci spojrzenie.
– Dzięki, ale nie – odpowiedziałam stanowczo.
– No nie bądź taka! Chodź tutaj! Posiedź z nami.
Poklepał wolne miejsce obok siebie. Na moją twarz mimowolnie wypłynął grymas pełen dezaprobaty i obrzydzenia.
– Wolałabym, żeby oblazło mnie stado pająków, niż żebym musiała usiąść obok ciebie – wypaliłam. – Jeszcze coś złapię.
Tyler zacisnął szczęki, gdy Ian wybuchnął śmiechem. Zaraz jednak przywołał na twarz ten swój głupawy uśmiech.
– Ostra! Coraz bardziej mi się podobasz, złotko.
Sutton niespodziewanie podniosła się z miejsca.
– Mówiłam, żebyś ją zostawił, Ty – syknęła w jego kierunku, a potem przekręciła się w moją stronę. – Odprowadzę cię do pokoju.
W tej prostej propozycji było tyle jadu i ostrzegawczego tonu, że nie miałam wątpliwości, że pod spodem czai się jakaś ukryta groźba. Wkurzyłam właśnie przywódczynię stada, a nawet nic takiego nie powiedziałam.
Dziewczyna wymaszerowała z kuchni, nie odzywając się do mnie ani słowem, nawet nie obdarzając mnie spojrzeniem. Nie mówiła też nic, gdy pokonywałyśmy schody i przemierzałyśmy górny korytarz. Dopiero gdy zatrzymałyśmy się przed moją sypialnią, wbiła we mnie swoje lodowoniebieskie oczy i przyszpiliła mnie spojrzeniem. Jej ręka wyskoczyła w moim kierunku jak atakująca żmija. Chwyciła za mój podbródek tak mocno, że rozchyliły mi się usta. Długie paznokcie w kolorze głębokiego różu wbiły mi się w skórę.
– Posłuchaj mnie, Hope, bo nie lubię się powtarzać – syknęła, przybliżając do mnie swoją wykrzywioną wściekle twarz. – Rozumiem, że idea życia towarzyskiego jest ci obca i jesteś nudna jak flaki z olejem, ale nie pozwolę ci zepsuć tego wyjazdu.
– Wcale nie mam takiego zamiaru – wymamrotałam, na ile byłam w stanie przez ściśnięte usta.
Sutton puściła to jednak mimo uszu.
– Jutro przyjeżdża Vince i nie będziesz mnie kompromitować, rzucając jakieś durne uwagi czy patrząc na wszystkich w taki sposób, jak zrobiłaś to w kuchni – ciągnęła. – Może ci się wydaje w tej poronionej główce, że jesteś od nas lepsza, ale w rzeczywistości nie różnisz się za bardzo od tych malutkich pajączków, które podobno cię obchodzą, gdy tylko pomyślisz o siedzeniu przy Tylerze. Nie masz znaczenia ani wartości i powinnaś być wdzięczna, że w ogóle cię ze sobą zabraliśmy. Obie wiemy, że to zupełnie nie twoja liga.
– To akurat jasne jak słońce – przyznałam jej, bo cholera, w moich uszach brzmiało to jak komplement.
Zwęziła oczy.
– Wiesz, kiedyś potrafiłam zmienić czyjeś życie w piekło za znacznie mniejsze przewinienia. Uważaj, bo te dwa tygodnie mogą stać się dla ciebie koszmarem.
– Nic mi nie możesz zrobić – stwierdziłam pewnie.
– W twoim wypadku rzeczywiście jest to kłopotliwe, ale nie niemożliwe, Hope – odparła groźnie. – Dlatego lepiej się pilnuj.
– Wcale nie chciałam tu przyjeżdżać!
– A ja nie chciałam cię zabierać – zauważyła, krzywiąc się. – Ale tu jesteśmy, więc zacznij się, kurwa, zachowywać.
– Bo co? – rzuciłam butnie.
Oczy Sutton zalśniły złowieszczo. Nie wiem, o czym pomyślała, ale wyglądała przerażająco. Cień pokrywający połowę jej idealnej twarzy dodatkowo potęgował to wrażenie.
– Nie chcesz poznać odpowiedzi na to pytanie.
BESTSELLERY
- EBOOK
20,90 zł 31,90
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.
- EBOOK
20,90 zł 31,90
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.
- EBOOK37,90 zł
- Wydawnictwo: Prószyński MediaFormat: EPUB MOBIZabezpieczenie: Watermark VirtualoKategoria: RomansNajnowsza powieść Stephena Kinga Dallas '63, która trafi do polskich czytelników w dniu światowej premiery 8 listopada 2011, odwołuje się do klasycznego motywu literatury fantastycznej, czyli podróży w czasie. Korzystając z ...EBOOK
29,90 zł 39,00
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.
- Wydawnictwo: Sonia DragaFormat: EPUB MOBIZabezpieczenie: Watermark VirtualoKategoria: RomansIch gorący i zmysłowy romans zakończył się złamanym sercem i wzajemnymi pretensjami, ale Christian Gray nie może uwolnić się od Anastazji Steele, która uparcie tkwi w jego umyśle, krwi. Zdeterminowany by ją odzyskać, próbuje ...33,50 złEBOOK33,50 zł