-
nowość
Co się stało Margot Clair? - ebook
Co się stało Margot Clair? - ebook
Margot Clair zniknęła.
W biały dzień. Bez śladu.
Na pierwszy rzut oka miała wszystko: męża kandydującego na burmistrza, utalentowane dzieci, piękny dom w spokojnej dzielnicy. Była kobietą z rodzaju tych, które wszyscy głośno podziwiają, ale szeptem oskarżają, że na to nie zasłużyła. Nikt nie spodziewał się, że za drzwiami na pozór tak idealnego domu może kryć się tyle tajemnic.
Co tak naprawdę stało się z Margot Clair?
Kto kłamał? Komu byłoby na rękę jej zniknięcie?
Czy jej zaginięcie to sprawka męża – pracoholika, żyjącego po to, by imponować ojcu, i skrywającego sekret, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego?
A może kochanka – przedstawiciela służb państwowych przyciągającego kobiece spojrzenia nie tylko swoją pozycją?
Albo teścia, który otwarcie twierdził, że nie każda kobieta zasługuje na nazwisko jego rodu?
Czy to możliwe, że odpowiedź znała przyjaciółka – charyzmatyczna, spontaniczna, zawsze stojąca po jej stronie?
Margot Clair miała wszystko… ale kim tak naprawdę była?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68473-39-1 |
| Rozmiar pliku: | 762 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Patrzyła w sufit, a serce waliło jej w piersi. Jak mogła się w to wplątać? Nie dowierzała, że ta znajomość doprowadziła ją do takiego punktu. Skarciła się w myślach za to, że pozwoliła emocjom przejąć kontrolę. Teraz stawką było jej życie. Próbowała się uspokoić, wydychając powietrze przez usta, ale uścisk w gardle powodował, że ledwo odczuwała przechodzące przez nie powietrze.
Mrok spowijał sypialnię, pościel otulała ciało, dając złudne poczucie bezpieczeństwa. Cisza zdawała się niepokojąca, w tle słyszała jedynie tykanie zegara, zupełnie jakby odliczał czas do jej śmierci. Poczuła krople potu na karku, gdy coś na parterze zaskrzypiało. Wsparła się na łokciu i zaczęła nasłuchiwać. Czy to stanie się właśnie w tej chwili? Już, tak po prostu?
Ktoś po cichu wspinał się po klatce schodowej. Wbiła paznokcie w miękki materac, oczekując najgorszego. Próbowała przywołać w myślach rozkład domu, możliwe drogi ucieczki lub kryjówki, ale tym razem postawiła wszystko na jedną kartę.
Czuła, że postać jest tuż za drzwiami, napięcie w pomieszczeniu gęstniało. Sekundy zamieniły się w godziny. Może przybyły nie zamierza się z nią witać, tylko od razu pośle ją w ramiona piekła? I wtedy usłyszała delikatne kliknięcie zamka towarzyszącego przesuwającej się gałce w drzwiach. Wróciła do pozycji leżącej. Mimo że czuła strach, na jej twarzy nie drgnął żaden mięsień, jak gdyby wciąż była pogrążona we śnie. Kiedy drzwi się uchyliły, strumień światła musnął jej policzek. Otworzyła oczy z przerażeniem i uniosła się do pionu.
– Czekałem na tę chwilę. Twoja śmierć będzie powolna, a ja zamierzam delektować się każdą sekundą.1
Margot Clair
Margot popijała kawę, a w międzyczasie pakowała kanapki do pojemniczków z kolorowymi postaciami z bajek. Chociaż miała pomoc domową, lubiła tę czynność. Chciała się upewnić, że dzieci podczas pobytu na dodatkowych zajęciach będą mieć coś do jedzenia od własnej rodzicielki. Oskar, jej mąż, jak zawsze w tym czasie krzątał się po całym domu. Jak na ułożonego człowieka, który prezentował się szerszej publiczności, w życiu prywatnym bywał mało precyzyjny i ogarnięty. Pewnie szukał krawata, który odłożyła dokładnie w to samo miejsce, tuż przy marynarce w szafie.
Zbliżały się kolejne wybory, a więc garderoba jej męża była zaplanowana na miesiąc do przodu. Margot zdawała sobie sprawę z roli kolorów, które nadają prezencji pewnych cech: w jednej barwie jesteś stanowczy i władczy, w innej – łagodny i dostępny. Jednak szafa Oskara wznosiła się na zupełnie inny poziom, a kobieta nie zamierzała wcielać się w rolę stylisty. Jako dobra żona dbała o to, by każda koszula i starannie skrojona marynarka były idealnie wyprasowane, zanim przyszły kandydat na burmistrza sięgnie po nie i je włoży, budując w ten sposób swój wizerunek.
– Bawcie się dobrze. – Pocałowała czoła bliźniaczek, po czym dotknęła ich zarumienionych policzków.
Palcem zakreśliła koło w powietrzu, żeby dzieci zrobiły obrót, a kiedy wykonały jej polecenie, mogła włożyć drugie śniadanie do ich małych tornistrów. Gdy to robiła, uniosła wzrok i posłała mężowi pogodny uśmiech. Ten oparł ręce o zagłówek krzesła, stojąc naprzeciwko rodziny. W niebieskich oczach prawie czterdziestoletniego mężczyzny można było dostrzec nieopisaną dumę z posiadania dwóch trzyletnich córek. Większość genów odpowiadających za wygląd odziedziczyły jednak po matce – miały takie same lekko zadarte noski, ciemne oczy, brązowe włosy i owalne twarze. Mocne i wyraziste rysy z domu Clair na tym etapie jeszcze się nie uwidoczniły i kobieta po cichu liczyła, że nikt z rodziny męża nie będzie się ich doszukiwał.
Koszula Oskara wciąż nie była dopięta na ostatni guzik, przez co stwierdziła, że mężczyzna nadal nie znalazł krawata. Na jego palcu serdecznym pobłyskiwała obrączka, która nie tak dawno wróciła z czyszczenia, a tuż obok niej sygnet rodziny Clair, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Symbol przynależności oraz statusu społecznego. Oskar zmienił pozycję – przykucnął i wyciągnął ręce przed siebie. Zazwyczaj żegnał swoje córki właśnie w ten sposób. „Poproszę przytulasa na dobry początek dnia!”
– Poproszę przytulasa na dobry początek dnia! – wypowiedział radośnie, powtarzając myśl Margot oraz ich codzienny schemat.
Brązowe loki dziewczynek bujały się beztrosko w dwóch kucykach, gdy w podskokach pognały do ojca i ścisnęły go z całych sił.
– Ten widok zawsze chwyta mnie za serce.
Kinga ścisnęła mocniej w dłoni klucze od samochodu, patrząc na swojego szefa. Była polską emigrantką, która przyjechała do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia, i tymczasowo dorabiała jako pomoc domowa w ich domu.
– Można się zakochać w tej trójce, prawda? – Margot skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej i oparła się o kuchenny blat.
– Mają państwo wiele szczęścia, w dzisiejszych czasach naprawdę trudno utrzymać tradycyjny model rodziny i jeszcze się przy tym tak kochać.
Pani domu obdarowała dziewczynę pogodnym uśmiechem i podziękowała za komplement skinieniem głowy.
– Dziewczynki, zapraszam! Bo inaczej będziemy stały w korku. – Kinga melodyjnym głosem zachęciła dzieci, by wreszcie puściły swojego tatę.
Kobieta otworzyła drzwi i wyprowadziła pociechy państwa Clairów do samochodu stojącego tuż na podjeździe. Wraz z wyjściem dziewczynek i zamknięciem drzwi rodzinna sielanka wyparowała. Zupełnie jakby te dwie małe istoty nieświadomie trzymały ciepło tego domu. Oskar podniósł się i przechylił głowę tak, że coś aż zatrzeszczało mu w karku. Zmierzył chłodnym wzrokiem żonę.
– Sprawdzałaś mój kalendarz?
Oczywiście, że tak, robię to codziennie i pewnie będę to robić aż do usranej śmierci, pomyślała.
– Tak.
– W ratuszu o piątej, to bardzo ważne, byś zabrała córki ze sobą.
– Nie podoba mi się fakt, że nasza rodzina jest towarem handlowym twojej kampanii.
Mężczyzna odsunął krzesło, usiadł przy stole i podparł ręką czoło. Głęboko westchnął. Nie miał ochoty wałkować w kółko tematu, który – miał nadzieję – mieli już za sobą.
– Kolejna rundka? Mało ci? – Tej wypowiedzi towarzyszyło zrezygnowanie.
– Mam gdzieś ocieplanie wizerunku. Nie chcę, by nasze dzieci brały udział w medialnej szopce tylko dlatego, że to poprawi ci statystyki wyborcze. Wolę, żeby dorastały w twoim cieniu. Mało jest porwań na tym świecie, po co kusić los?
– Dbasz o los naszych dzieci czy o swój? Wydaje mi się, że to ciebie krępują kamery. Dziewczynki zawsze przy takich okazjach zachowują się naturalnie, czują się wtedy niemal jak ryby w wodzie.
Nie mogła nie przyznać mu racji, dlatego zdecydowała się milczeć. To obycie z mediami pewnie miały po teściu. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie „wielkiego” Artona Claira. Nie potrafiła się z nim dogadać, bo zdecydowanie patrzyli na świat zupełnie inaczej.
– Gdzie jest mój krawat? – zmienił temat i wstał od stołu.
– Tam, gdzie zawsze, codziennie, każdego dnia – odpowiedziała, nie szczędząc sobie sarkazmu.
Podszedł do niej tym pewnym, wyuczonym krokiem, który miał sugerować pewnego rodzaju wyższość i dominację. Może w innych warunkach by się go nieco wystraszyła, ale wiedziała, że to gra, a on posłusznie odrywa pierwszą rolę i wykorzystuje żonę do ćwiczeń, by zaprezentować się z godnością w kampanii. Stanął naprzeciw niej z posągowym wyrazem twarzy, niezdradzającym żadnej myśli. Jeśli był wyprowadzony z równowagi lub miał ochotę posłać ją do piekła, świetnie się z tym krył. Oczy stanowiły jednak jego słaby punkt – może dlatego, że znała go lepiej niż inni, widziała w nich potrzebę poklasku i przynależności do czegoś większego niż rodzina, a przede wszystkim pragnienie uznania ze strony ojca.
– Gdyby było ci tak źle, już dawno byś nas zostawiła. Dobrze wiemy, że podoba ci się to życie. Możesz w wolnej chwili malować te niezrozumiałe bohomazy, które przy odrobinie szczęścia kupi ktoś równie niezrównoważony, jak ty. Plotkować na kawie z przyjaciółką, udawać perfekcyjną żonę i matkę. Przywykłaś do wygody. – To niesamowite, jaki chłód bił ze słów mężczyzny.
Margot mogłaby przysiąc, że czuła ciarki na karku, kiedy to mówił. Jego sztab zrobił genialną robotę, przygotowując go do przyszłej roli, teraz to odczuła. Skrócił dystans między nimi, pokusił się nawet, by położyć dłonie na blacie, dzięki czemu zamknął ją w pułapce. Kolejna ze sztuczek manipulacyjnych. Ich twarze oddzielały od siebie w tym momencie cale. Uniosła podbródek, by wiedział, że nie da się zapędzić w kozi róg. Na jej odruch kącik ust delikatnie uniósł mu się ku górze.
– Chyba nie muszę mówić na głos tego, co oboje dobrze wiemy – stwierdził, ale zaraz i tak wypowiedział to zdanie: – Nie stać cię na to, by odejść.
Mrugnęła, postanowiła zostawić wszelkie myśli dla siebie, chociaż zacisnęła mocniej ręce wciąż skrzyżowane na klatce piersiowej. Przełknęła ślinę, co nie uszło uwadze mężczyzny.
– Tak myślałem. – Pocałował ją w czoło. – Nie zapomnij, o piątej w ratuszu.
– Nie śmiałabym.
Oderwał się od niej i pokierował w stronę wyjścia. Po drodze zgarnął elegancki skórzany neseser, a krawatem już nie zaprzątał sobie głowy.
– Włóż coś ładnego, tylko niezbyt podkreślającego figurę, nie chcemy tracić wyborców przez zazdrosne zalotnice.
Zacisnęła usta w cienką linię, a gdy usłyszała charakterystyczne przeskakiwanie mechanizmu w drzwiach, odetchnęła z ulgą. Rozprostowała ręce, jej palce drżały… To wszystko kosztowało ją więcej odwagi, niż myślała. Najgorsze było to, że nie mogła zaprzeczyć żadnemu z jego słów. Nie było ją stać na odejście, podpisała intercyzę, a jedyny – choć nadal nikły – zarobek miała z własnych obrazów. Poza tym nie wyobrażała sobie zrobić takiej krzywdy, jaką jest rozwód, własnym dzieciom. Wiedziała, że to małżeństwo to pakt z diabłem, zgodziła się na ten ślub zupełnie świadomie. Nie sądziła jednak, że życie z tym wyborem będzie takie trudne.
Odwróciła się, wsparła się o blat, wolną, lecz wciąż rozdygotaną ręką sięgnęła po kawę, zapewne już zimną. Kubek wyleciał jej z dłoni, rozpadł się na kawałki i pobrudził kuchenne kafelki. Przykucnęła i zaczęła zbierać odłamki, a samotna łza spłynęła po policzku kobiety, chociaż mocno walczyła, by nie okazać słabości przed samą sobą. Wiedziała, że wybrała dla siebie życie w pewnego rodzaju więzieniu, jednak to wciąż była lepsza opcja niż prawdziwe mury przesączone kryminalistami.
Kinga pomagała Margot ubrać trzyletnie bliźniaczki w te same sukienki. Nie był to wybór, którego dokonała Clair, tylko oczywiście propozycja nie do odrzucenia sztabu wyborczego jej męża. Patrząc na własne córki, musiała przyznać, że dobrze prezentowały się w pomarańczowym odcieniu. Chociaż krój ubrania sprawiał, że wyglądały jak dynie, zwłaszcza z zielonymi kokardami we włosach. Kobieta przyłożyła pięść do ust, obserwując, jak jej córy kręcą się po pomieszczeniu, przestawiając rzeczy w sypialni.
– Czy ty też myślisz, że wyglądają jak halloweenowe ozdoby?
Młodsza kobieta podniosła się z podłogi, gdyż właśnie skończyła sprzątać po przycinaniu zielonych wstęg do włosów. Odwróciła się do swojej rozmówczyni, ale na sekundę zaniemówiła, patrząc na szefową.
– Wyglądasz oszałamiająco – stwierdziła Kinga, której Margot już jakiś czas temu zabroniła mówić do niej na „pani”. Chyba że akurat przebywały w miejscach publicznych, pod okiem kamer, podczas wszystkich wyjść związanych z pracą jej męża.
Nie zamierzała wkładać garniturowego kostiumu, w którym jej pośladki nie miały pojęcia o własnym istnieniu, ani zbyt ciasnej koszuli zapinanej niemal pod sam nos. Zdawała sobie sprawę, że ten „grzech” nie przejdzie niezauważony przez Oskara oraz jego ludzi, ale swoim zdaniem wciąż zachowywała wymaganą klasę. Włożyła czarną, dopasowaną sukienkę, z delikatnym dekoltem, i złote dodatki. Uważała, że klasyka zawsze się obroni, zwłaszcza jeśli ma się odpowiednią figurę, a tak się składało, że ona odziedziczyła ją po swojej matce. Jedyne, do czego mógłby się przyczepić ktoś z zarządu garderobianego, jak sama określała sztab ludzi, to czerwona szminka.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się nieznacznie, po czym znów przeniosła wzrok na swój największy skarb: dzieci.
– Gdy to powiedziałaś… teraz to widzę, wyglądają jak dynie.
Obie parsknęły śmiechem.
– Cóż, nie można się sprzeciwiać wyroczni mody, w końcu mamy jesień – stwierdziła, choć nadal nie dowierzała, że pozwoli tak wyjść córkom do miejsca publicznego. – Dziewczynki, proszę do mnie. Nie możemy się spóźnić, tata musi zobaczyć wasze kostiumy.
Nachyliła się w stronę dzieci.
– Jakie kostiumy? – zapytała Sarah, starsza o piętnaście minut od siostry.
W odpowiedzi matka tylko pokręciła głową z uśmiechem.
Wnętrze ratusza w Brickstone Harbor imponowało, bez wątpienia można było porównywać je do włoskich kaplic czy kościołów. Czteropiętrowy budynek z białego marmuru, stali i granitowych materiałów miał już swoją historię. W przeciwieństwie do Oskara Claira, który właśnie po cichu kandydował i nieoficjalnie zaczynał działania mające zapewnić mu urząd burmistrza. Obcasy stukały po posadzce, gdy Margot przemierzała wnętrze budowli, trzymając pociechy za ręce, na szczycie schodów spotkała się z mężem. Przywitał ją delikatnym pocałunkiem w policzek i przez chwilę przytrzymał w uścisku.
– Podąż za moją asystentką, ma dla ciebie odpowiedni strój – wyszeptał chłodno. – Też cię dobrze znam.
Przewidział, że nie włoży tego, co powinna. Oderwał się od niej i uśmiechnął czule, po czym przywitał z dziećmi.
– Chodźcie z tatusiem, mama musi coś załatwić. – Ponownie posłał jej wymowne i pełne dezaprobaty spojrzenie.
– Pani Clair, zapraszam – zwróciła się do niej jakaś kobieta, która nie wiadomo kiedy znalazła się obok nich.
Margot wyprostowała się z zaciśniętą szczęką. Tak wiele chciałaby w tej chwili powiedzieć, ale dla własnego dobra lepiej trzymać język za zębami.
– Jeśli dla mnie również ma pani pomarańczowy strój insynuujący owoc, uprzedzę, że nigdzie nie idę – zażartowała.
– Proszę się nie martwić, mąż wybrał coś, co na pewno przypadnie pani do gustu – powiedziała i zachęciła gestem dłoni, by Margot podążyła za nią.
Niespełna kwadrans później siedziała na widowni w pierwszym rzędzie, w bordowej marynarce i czarnych, szerokich eleganckich spodniach. Oczywiście w towarzystwie swoich dzieci w przebraniu dyń. Głowę miała nieco pochyloną i z maślanymi oczami dosłownie wypalała dziury w klatce piersiowej męża. Ta „naturalna” poza została jej przedstawiona, kiedy się przebierała. Chociaż jej oczy dla tłumu pewnie sugerowały miłość i podziw do partnera, prawda była taka, że aż się gotowała w środku. Niekontrolowanie wbijała sobie paznokcie w skórę, gdy flesz z aparatu dosłownie ją oślepiał.
– Każdy człowiek zasługuje na ciepły dom, a to miasto zasługuję na nadzieję! Wybudujemy wspólnie przyszłość, gdzie bezdomność stanie się przeszłością Brickstone Harbor. – Mężczyzna dla powagi swoich słów uderzył pięścią w mównicę.
Czy właśnie przespałam całe spotkanie z otwartymi oczami? Bardzo możliwe. Chwilowy zachwyt nad dopracowanym tekstem, a raczej jego końcówką, która bez wątpienia mogła poruszyć, przerodził się w gniew na fotografa. Rozumiała, że musiała być na szczęśliwym obrazku wraz z mężem, ale nie życzyła sobie żadnych osobnych fotografii. W tym zdjęć swoich dzieci – nic nie rozjuszało ją tak, jak fakt, że odbitki z podobizną dziewczynek są ogólnodostępne. Dzisiejsza technologia pozwalała na wiele, jej zdaniem na zbyt wiele. Bardzo łatwo zrobić niekorzystne zdjęcie trzylatce, która później będzie obiektem westchnień na forach internetowych odklejonych ludzi. To jedna z tych rzeczy, której nie przemyślała, wchodząc w układ z mężem – że nie zawsze będzie mogła w stu procentach zagwarantować bezpieczeństwo własnym dzieciom. Gdy była w ciąży, naprawdę myślała, że Oskar nie posunie się do tego, by handlować wizerunkiem swoich pociech. Jaki ojciec tak robi?
– Przepraszam – zaczepiła chłopaka upamiętniającego ten moment i szturchnęła go paznokciem w plecy.
Fotograf obrócił się i nachylił do kobiety, która zmierzyła go niezadowolonym spojrzeniem.
– Proszę usunąć ostatnie zdjęcie, wystarczy, że ma pan fotografię naszej rodziny.
– Ten obrazek wyraża więcej niż tysiąc słów, proszę pani. – Podsunął jej aparat pod nos.
Twarz Margot na zdjęciu wyrażała podziw swojego partnera, dziewczynki też patrzyły na tatę z nieco uchylonymi ustami. Pewnie były znudzone, ale to, jak należy się zachowywać, wpajano im niemal od urodzenia.
– Nic nie szkodzi, proszę usunąć. – Podtrzymywała stanowczy ton.
Odsunął obiektyw i coś poklikał na urządzeniu, po czym cierpko się do niej uśmiechnął. Bezgłośnie mu podziękowała. Mężczyzna tylko potaknął i wrócił do pracy. Spojrzała na swoją córkę siedzącą po prawej stronie – Sarah przesuwała rączkami po materiale sukienki, natomiast Rosa właśnie zamierzała wetknąć sobie palec do nosa. Margot chwyciła jej dłoń w locie, a dziewczynka odwróciła wzrok i zmarszczyła lekko brwi w niezrozumieniu.
– Kochanie, tak nie wolno.
Zrezygnowana Rosa zaczęła machać nóżkami. Margot ponownie uświadomiła sobie, że dzieci to jej największe osiągnięcie, i zrobi wszystko, by zapewnić im ochronę. Choćby miała zostać żywą tarczą. Wczesne życie Margot było dalekie od idealnego, ale bliźniaczki pokazały jej, że bezgraniczna miłość istnieje – uczucie, dla którego bezwarunkowo jesteś w stanie poświęcić siebie. Kiedy tuż po porodzie trzymała swoje córki, zawarła pakt z samą sobą – będzie najlepszą matką, jaką tylko może, zupełnie jakby to stanowiło jej życiowe powołanie.
Gdy wrócili do domu, było tak późno, że dziewczynki zasnęły w fotelikach. Nie zamierzała ich już rozbudzać, Oskar zaniósł je do pokoju, a ona delikatnie pozbyła się ozdób z ich włosów i ubranek, by mogły wypocząć. Rosa niemal natychmiast wsadziła jedną rączkę pod poduszkę i ułożyła się na boku, Sarah natomiast kochała spać na plecach. Rodzice stanęli nad brzegiem ich łóżek i patrzyli na dziewczynki przez dłuższą chwilę.
– Kieliszek wina? – zaproponował szeptem mąż.
Zdziwiła ją ta propozycja, właściwie miała ochotę dokończyć kolejny obraz. Nic tak nie odblokowuje weny jak kolejne nudne spotkania, na których nie czuje się sobą. Zawsze później tę poskromioną złość przerzuca na płótno.
– Właściwie to czemu nie. – Wzruszyła ramionami. – Tylko się przebiorę i zejdę do salonu.
– Jasne.
Weszła do sypialni i skierowała się do garderoby, która również znajdowała się w tym pomieszczeniu. Pokój pozorów – tak lubiła określać to miejsce w domu. Łóżko zawsze idealnie zaścielone, stos uroczych, ozdobnych poduszek piętrzących się tak wysoko, że dosłownie miało się ochotę rzucić na to królewskie łoże i zawinąć w puchaty koc. W tym pokoju jednak sypiał teraz jej mąż. Ona dzieliła z nim materac jedynie przy wyjątkowych okazjach. Swoją sypialnię urządziła naprzeciwko pokoju dziewczynek i z samego rana – nim ktokolwiek przekroczył próg ich domu – przemieszczała się do pokoju pozorów, by założyć maskę cudownej pani domu i odegrać powierzoną jej rolę. Nikt nie miał wstępu do tej sypialni ani pracowni na parterze, tak samo jak nikt nie miał prawa wejść do gabinetu Oskara. Oboje szanowali ten układ i dostosowali się do zasad, które sami stworzyli.
Zrzuciła z siebie ubranie i niezgrabnie odłożyła je na krzesło w garderobie – nie miała siły, by się tym zajmować. Kinga na pewno wszystko posprząta. Włożyła spodnie dresowe i podkoszulek na ramiączkach. Od razu poczuła się błogo, mogąc przez krótką chwilę znów być w stu procentach sobą. Teraz była dosłownie w swojej skórze, bo powłoka tej idealnej, kontrolowanej wersji została na krześle. Wypuściła powietrze i pokręciła głową, by rozluźnić spięty od doskonałej postawy kark. Dlatego tak kochała noce i odrobinę samotności. Tylko wtedy mogła przestać udawać przed światem kogoś, kim nie była.
Zeszła po schodach do salonu. Jej mąż poluzował krawat (miał go pewnie w jakimś zestawie awaryjnym w swoim biurze) i rozpiął koszulę, marynarkę zostawił na krześle w kuchni, a sam wygodnie rozłożył się na kanapie. Rozumiała jego wyborczynie – mimo że miał już prawie czterdziestkę, wciąż był atrakcyjnym kąskiem, a specyficzny odcień błękitu jego oczu bez wątpienia dodawał mu uroku. Przed nim stała butelka drogiego półwytrawnego wina i dwa kieliszki z musującym napojem. Jedną z ciekawostek na temat jej męża był fakt, że lubował się w piciu winogronowych trunków. Nieraz zaskakiwał ją swoją znajomością tego tematu.
Usiadła obok i podkuliła nogi pod brodę. Światło w pomieszczeniu było przygaszone, co dawało intymną atmosferę, podobną do tej na spowiedzi. Mężczyzna nachylił się i zabrał kieliszki w dłoń, po czym przekazał jeden żonie. Stuknęli się i pierwszy łyk skosztowali w milczeniu. W końcu Oskar zwrócił ku niej twarz, wypuszczając powietrze. Każde z nich żyło własnym życiem i poza wyznaczonym scenariuszem mało ze sobą rozmawiali. Dlatego chwile takie jak te były dla nich krępujące, mimo że w swoich rolach tkwili niezmiennie od kilku lat.
– Musisz się przygotować, to już nie przelewki – zaczął. – Gdy kampania ruszy pełną parą, zaczną się schody. To nie jest ten sam poziom, Margot. Kiedy moja kandydatura zostanie oficjalnie ogłoszona, rozpocznie się zbieranie i publiczne pranie brudów. Każdy twój ruch będzie śledzony, nie możesz zaczepiać fotografów i prosić ich o usuwanie zdjęć, to było… – ściągnął brwi – …nie na miejscu.
Zakołysała kieliszkiem, by popatrzeć, jak płyn w nim się obraca, a potem przesunęła palcem obrączkę. Ukrywanie się na widoku wydawało się genialnym pomysłem. Wydawało się…
Myślami jednak wróciła do pstrykającego zdjęcia chłopaka. Zastanawiała się, kto doniósł jej mężowi, bo na pewno on sam tego nie zauważył. Pewnie ktoś ze sztabu bacznie ją obserwował, przez co jutro dostanie listę swoich zachowań, które musi skorygować przed kolejnym publicznym wydarzeniem.
– Nie myślałeś, by to skończyć? Mamy dwudziesty pierwszy wiek, ludzie zrozumieją.
– Margot. – W jego ustach to imię brzmiało tak jak wtedy, gdy rodzic ma zamiar cię ukarać. – Nie zamierzam po raz kolejny się powtarzać. To polityka, nią rządzą inne zasady niż te w świecie, w którym ty funkcjonujesz. Jeśli po takim czasie tego nie rozumiesz, to nigdy nie uda ci się tego w pełni pojąć.
Uraziły ją jego słowa, bo sugerowały, że nie jest zbyt bystra.
– To, co robię, przeczy głoszonym przeze mnie poglądom, więc pilnuję, by moje sekrety zostały w szafie. Pouczam cię, by twoje również nie ujrzały światła dziennego. Wiemy, że mogą wyrządzić nieodwracalne szkody – kontynuował.
Obecnie dla Margot jego sekret wydawał się niczym w porównaniu z jej przeszłością. W każdym razie jeżeli Oskar wolał tkwić w teatrzyku i scenerii, którą razem uknuli, mogła spokojnie odetchnąć. Jej to wcielenie się podobało, chociaż jak każda praca miało swoje minusy. Jednak czas spędzony z córkami i wewnętrzny spokój zdecydowanie był wart tego, by czasem ugryźć się w język i ubrać jak urzędniczka.
– Po to mnie tu dziś zaciągnąłeś? Przecież spisuję się w swojej roli. – Zerknęła na niego znacząco, po czym upiła łyk wina, jakby to miało w jakiś sposób ugasić narastającą od lat wewnętrzną frustrację.
– Wreszcie mam szansę osiągnąć w życiu to, do czego zostałem stworzony.
Patrzyła na męża. Każde słowo z jego ust padało z przekonaniem, że tak właśnie musi być i że tak właśnie będzie. To nie było już po prostu marzenie, to cel, o który zamierzał walczyć jak lew. Jeśli ktoś stanie mu na drodze, on rozjedzie go jak walec. Poniekąd zazdrościła mu tego dzikiego uporu, widziała i wiedziała co każdego dnia poświęca, by zbliżyć się do własnych pragnień. Była to najważniejsza rzecz w życiu każdego człowieka – on sam.
– Wiem, ile to dla ciebie znaczy, nie zrobię nic, co zagrozi twojej kandydaturze. Mamy przecież umowę, która wiąże się z ryzykiem dla nas obojga.
W moim mniemaniu mam więcej do stracenia niż ty. Ty stracisz tylko reputację, ja wszystko. Wymienili spojrzenia. Mimo że patrzyła w te oczy codziennie z większą lub mniejszą uwagą, dziś widziała w nich to samo co w noc, kiedy zawarli ze sobą ten chory układ. Nieustępliwość, zawziętość i bezkompromisowość. Idzie po swoje i nie zamierza się zatrzymać. Uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu, chcąc dodać mu otuchy. Owszem, Oskar mógł wiele stracić, ale w jej przypadku chodziło o własne życie. Nachyliła się w jego stronę i położyła mu dłoń na kolanie, na co mężczyzna drgnął. Nie przywyknął do dotyku żony, chociaż mieszkali razem już dość długo. To skrajnie popaprane…
Sięgnęła po butelkę wina i uzupełniła kieliszek mężczyzny, który był już prawie pusty. Sprawnie go osuszył.
Mogła się obawiać, że jej przeszłość kiedyś pokrzyżuje mu plany. Ta myśl co jakiś czas wypływała na powierzchnię. Za każdym razem jednak starała się zdusić ją w zarodku. Tak długo pozostawała nieuchwytna, że czasem powątpiewała, czy ramiona sprawiedliwości jeszcze ją dosięgną. W tym momencie nie była jednak świadoma, jak bardzo się myliła. Wolała wierzyć, że stworzyła wystarczająco bezpieczną zaporę, by nikt nie był w stanie się przez nią przebić.
– Pójdę popracować nad obrazem, już prawie go kończę.
Skinął głową. Tak naprawdę wiedziała, że nie obchodziło go, co kobieta robi w wolnym czasie. Nie miał na to miejsca w swoim zbyt poukładanym i zaplanowanym na rok do przodu kalendarzyku. Grunt, by trzymała się ich ustaleń.
– Dziękuję – powiedział ledwo słyszalnie, gdy znalazła się już w pewnej odległości od niego.
Zatrzymała się w pół kroku, po czym odwróciła przez ramię.
– Nie ma sprawy. Umowa to umowa.