Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Connorrowie. Zawsze z Tobą. Tom 6 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 lutego 2026
3519 pkt
punktów Virtualo

Connorrowie. Zawsze z Tobą. Tom 6 - ebook

Hailey Connor jest agentką PR, która specjalizuje się w skandalach Hollywood. Jej najnowszym klientem zostaje Reid Davenport, który początkowo jest niechętny współpracy, ale ostatecznie postanawia jej zaufać.

Hailey zna się na swojej pracy i wie, jak uniknąć eskalacji, a co najważniejsze, potrafi ugasić pożar, zanim ucierpią niewinni.

Czy jednak i teraz uda jej się tego dokonać? Reid Davenport nie należy do najłatwiejszych klientów… Ale za to jest bardzo pociągający.

 

Okładka utrzymana jest w eleganckiej stylistyce. Dominują ciemne kolory - granat, czerń i delikatne światło podkreślające kontury sylwetek. Widać dwie postacie ujęte z bliska: mężczyznę w klasycznym garniturze oraz kobietę w wieczorowej sukni z cienkimi ramiączkami. Ich pozę cechuje intymna, ale wciąż bardzo subtelna bliskość, charakterystyczna dla romansowych okładek nastawionych na emocjonalne napięcie.
Kompozycja jest wyważona, z silnym naciskiem na atmosferę bliskości, luksusu i emocjonalnego zaangażowania.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8425-911-5
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Reid

– Nie ma mowy! – krzyknąłem.

– Reid, nie wydziwiaj.

– Mamy kompetentnych ludzi od PR-u. Niech się wszystkim zajmą. Nie zaufam obcemu w kwestii mojego życia prywatnego. – Nagle poczułem się przytłoczony.

Deborah, moja asystentka, westchnęła.

– Nasi PR-owcy specjalizują się w sprawach biznesowych. Nie mają pojęcia, jak odwrócić od ciebie uwagę tabloidów, dlatego jesteś doskonałą pożywką dla dziennikarzy.

Wstałem od biurka.

– Mam to gdzieś. W końcu się mną znudzą. – Moja eks była gwiazdą, a ja miałem nieszczęście być tym idiotą, który się z nią spotykał.

– Wszyscy się stresują.

– No i?

– No i umówiłam cię już z agentką PR, która specjalizuje się w… skandalach w Hollywood.

– Odwołaj to.

– Za późno. Już jest w drodze.

Uniosłem brew.

– Zrobiłaś to za moimi plecami?

– Nie. Po prostu… zapomniałam cię poinformować.

Powstrzymałem się od sardonicznego komentarza. Za bardzo ceniłem i lubiłem Deborę, żeby na nią naskoczyć. Wiedziałem, że życzy mi jak najlepiej. Wcześniej była asystentką taty, a kiedy przejąłem biznes hotelowy, okazała się nieocenioną mentorką. Zawsze mnie wspierała. Jak widać, tak jej zostało.

– Nazywa się Hailey Connor. To twoje następne spotkanie. Zachowuj się – powiedziała.

– Nie chcę.

– Spróbuj.

– Deborah, po prostu odwołaj to cholerstwo.

– Za późno. Ach, dzwoniła Bianca. Prosiła, żebym przypomniała ci o jej recitalu.

– Przyjdę. – Odruchowo się uśmiechnąłem. Gdybym przegapił recital młodszej siostry, zapewne nie omieszkałaby tu wparować i zażądać wyjaśnień.

– Okej. To ja już pójdę.

Nie śledziłem wszystkiego, co Marion naopowiadała tabloidom. Było aż tak źle, skoro Deborah postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce?

Czy moja rodzina też się dowiedziała? Bianca wchodziła na portale plotkarskie. Niewykluczone, że mama i tata też. Z frustracją przeczesałem palcami włosy i opadłem na fotel. Rodzina zaufała mi w kwestii decyzji biznesowych po tym, jak dziesięć lat temu ojciec przeszedł udar. Początkowo mieliśmy nadzieję, że wyzdrowieje. Kiedy stało się jasne, że nic z tego, ruszyłem do wyścigu z czasem. Musiałem się nauczyć, jak prowadzić firmę, zanim jakiś cwaniak by nam ją odebrał.

Moi rodzice byli właścicielami jednego z największych i najbardziej prestiżowych hoteli w Hollywood. Kiedy dorastałem, tata starał się trzymać nas z dala od świateł reflektorów. W dorosłym życiu zawsze zaciekle broniłem swojej prywatności, dlatego absolutnie nie miałem ochoty wtajemniczać w cokolwiek obcych. Co innego własny dział PR. Zatwierdzałem każdego pracownika.

Nie chciałem, żeby kręcił się tu ktokolwiek związany z Hollywood. Właśnie przez takie towarzystwo wpakowałem się w kłopoty.

Nie przestawało mnie dziwić, jaki byłem ślepy w kwestii mojej eks. Jak mogłem dać się nabrać, pomyśleć, że rzeczywiście mnie kocha? A teraz wszelkie pozory prywatności szlag trafił. Czy mi się to podobało? Ani trochę.

Czy potrzebowałem hollywoodzkiej agentki PR? Na pewno nie.

◇ ◇ ◇

Hailey

Przygładziłam włosy i bluzkę, wpatrując się w nowoczesny budynek Davenport Business Hotel. Miał dziesięć pięter, z czego pierwszych pięć z balkonami. Reid Davenport był właścicielem dwóch hoteli w LA – w Hollywood mieścił się starszy z nich, ale biura znajdowały się w nowszym.

Przyszłam piętnaście minut wcześniej, więc skorzystałam z okazji i zadzwoniłam do mojego brata Landona. Chciałam zaproponować, że zaopiekuję się jego córką, kiedy pójdzie z żoną wieczorem na miasto.

– Hej, bracie – przywitałam się.

– Hailey! Właśnie miałem do ciebie dzwonić.

– Już zmieniłeś zdanie co do dzisiejszego wieczoru? – spytałam zaczepnie.

Zachichotał.

– To zależy. A co będziecie robić?

– Po prostu… pójdziemy na zakupy.

– Aha, rozumiem. Chcesz z niej zrobić zakupoholiczkę, co?

Cholera. Landon doskonale wyczuwał, kiedy coś kombinowałam. Musiałam się pilnować. Miałam pięcioro rodzeństwa i wszyscy nieźle rozumieliśmy się bez słów, ale Landon to zupełnie inna liga.

– No. Nie przeczę: nie zamierzam ci ułatwiać ojcostwa. Kiedy mam ją odebrać?

– O osiemnastej?

– Zgoda.

– Co dokładnie chcesz jej kupić?

– Nie zadawaj pytań, jeśli nie jesteś gotów usłyszeć odpowiedzi. Poza tym muszę kończyć. Widzę się z potencjalnym klientem.

– Albo po prostu unikasz odpowiedzi.

Uśmiechnęłam się szeroko.

– Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Rozłączyłam się i znów przygładziłam ciemnobrązowe włosy. Sięgały mi prawie do łokci i potargały się na wietrze. Przy kolejnym podmuchu oczy zaczęły mi łzawić od kurzu. Stwierdziłam, że czekanie na zewnątrz to nie najlepszy pomysł.

Niespiesznie weszłam do środka. Wnętrze hotelu było utrzymane w odcieniach ziemistego brązu i ciemnej zieleni, co stanowiło miłą odmianę od szarej fasady. Skierowałam kroki prosto do łazienki, żeby sprawdzić makijaż. Nie rozmazałam tuszu ani jasnozłotego cienia, który podkreślał moje brązowe oczy. Dobra. Byłam gotowa.

Kiedy szef spytał, czy znajdę czas na kolejnego klienta, szczerze miałam ochotę odmówić, ale zamiast tego powiedziałam, że wcisnę jeszcze jeden projekt. Po przejrzeniu najnowszych doniesień tabloidów zaczęłam się obawiać, że za szybko się zgodziłam. Z reguły lubiłam narzucać sobie presję, ale to mogło być dla mnie za dużo. Reid Davenport, trzydziestodwuletni potentat branży hotelowej, wiódł spokojne życie, zanim nie rozsławiła go jego eks. Teraz wszyscy w Holywood wiedzieli, kim jest. Warto zauważyć, że wiedzieli też, kim nie jest. Sama weryfikacja informacji, które znalazłam, będzie nie lada wyzwaniem.

Od kiedy rozpoczęłam pracę w agencji Camerona, udało mi się pomyślnie zakończyć kilka projektów. Teraz musiałam sobie przypomnieć, że niektóre z nich na początku też wyglądały beznadziejnie. Nie podpisaliśmy jeszcze umowy, ale nie chciałam zawieść Camerona. Pod wieloma względami był dla mnie jak ojciec. Musiałam po prostu zakasać rękawy i krok po kroku to rozgryźć. Za główny cel na dziś wyznaczyłam sobie sprawdzenie, czy Reid Davenport nadaje się na klienta naszej agencji.

Pięć minut przed spotkaniem zapowiedziałam się w recepcji. Kobieta podała mi przepustkę i poinformowała, że powinnam się udać na siódme piętro. Jechałam windą z grupą osób w strojach biznesowych. Troje z nich wysiadło ze mną.

Powitała mnie kobieta o siwiejących włosach.

– Pani Connor, mam na imię Deborah. Bardzo miło mi panią poznać.

– Mnie również.

– Pan Davenport czeka. Proszę za mną.

Poprowadziła mnie do samego końca długiego korytarza.

– To tutaj.

Zastukała pospiesznie i obie weszłyśmy do środka.

– Reid, przyszła pani Connor.

Kiedy Deborah zamknęła za sobą drzwi, Reid powitał mnie lekkim skinieniem głowy i wskazał na skórzaną kanapę stojącą przy biurku.

– Witam, pani Connor.

Stał przy dużym oknie za biurkiem. Mimo całego zainteresowania jego osobą, paparazzi go nie ścigali, więc widziałam tylko fotografie z eventów, na których bywał ze swoją eks, a także zdjęcie portretowe na stronie internetowej. Reid Davenport wyglądał jak gwiazdor złotej ery Hollywood. Z łatwością mogłam sobie go wyobrazić w głównej roli… a może w roli czarnego charakteru, który sprawia, że zagrożenie wydaje się seksowne i pociągające. Wysyłał tajemnicze, mroczne wibracje, które nie zwiastowały nic dobrego.

Kiedy usiadłam na kanapie, Reid przyglądał mi się w milczeniu. Miał ciemnobrązowe, prawie czarne włosy i niebieskoszare oczy, z których bił chłód, przez co odniosłam nieodparte wrażenie, że nie jestem tu mile widziana. Przez lata nauczyłam się odczytywać komunikaty niewerbalne. Niechętnie nastawieni klienci zawsze okazywali się stratą czasu, ale miałam nadzieję, że intuicja mnie zawodzi. Reid usiadł w skórzanym fotelu przylegającym do kanapy. Niezręczna cisza trwała jeszcze kilka sekund.

– Panie Davenport, pański zespół dał mi ogląd sprawy. Zrobiłam też research w sieci, ale najlepiej, jeśli opowie mi pan własnymi słowami, jak doszło do tej sytuacji.

– Co dokładnie chce pani wiedzieć?

– Czy cokolwiek, co mówi Marion, jest zgodne z prawdą?

– Nie czytam portali plotkarskich, ale ogólnie rzecz biorąc, nie można jej traktować poważnie.

Najwyraźniej nie zamierzał ułatwiać mi zadania. Przesunęłam się nieco do przodu, ale zaraz się wycofałam. Czułam jego energię z daleka. Była intensywna. Wszechogarniająca.

Miałam nadzieję, że powie mi coś więcej.

– Kiedy między panem a Marion zaczęło się psuć?

– To nieistotne.

Lekko się wzdrygnęłam na ten oschły ton, po czym wyprostowałam plecy.

– Nie pytałabym, gdyby to nie było istotne. Próbuję ustalić, co wywołało tę sytuację.

– Wywołało? Sugeruje pani, że zrobiłem coś, czym sobie na to wszystko zasłużyłem?

– Absolutnie nie. Tak jak mówiłam, potrzebuję faktów…

– W takim razie proszę zapytać kogoś z zespołu. Jestem pewien, że z przyjemnością podzielą się wiedzą. Proszę spytać Deborę albo kogoś z działu PR. Kogokolwiek, kto ma coś do powiedzenia. Ich słowa wystarczą.

Intuicja mnie nie zawiodła.

– Nie chciał pan, żebym przyszła.

– Nie. Ktoś z zespołu się z panią skontaktował i umówił spotkanie bez mojej wiedzy. Proponuję, żeby załatwiła to pani bezpośrednio z moimi pracownikami.

– Prowadziłam już wiele podobnych spraw, panie Davenport. Wiem, jak uniknąć eskalacji, a co najważniejsze, potrafię ugasić pożar, zanim ucierpią niewinni.

W jego oczach pojawił się jakiś błysk – nie dałabym sobie ręki uciąć, ale miałam wrażenie, że nie był to wyraz irytacji. Po raz pierwszy poczułam z jego strony coś innego niż wrogość. Wydawał się bezradny.

Odrzuciłam tę myśl jako nadinterpretację. Wstał z fotela, podszedł do biurka, oparł się o nie kształtnymi pośladkami i założył ręce na piersi. Przez cały czas utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, nie pozwalając sobie na wodzenie spojrzeniem po tych spektakularnie wyrzeźbionych ramionach i klatce piersiowej. Też podniosłam się z kanapy.

– Proszę porozmawiać z Deborą albo z kimś innym. Nieważne z kim.

Dupek.

– Aby sprawa przebiegła możliwie bezboleśnie, musi pan w pełni ze mną współpracować i przestrzegać instrukcji. Widzę, że nie jest pan skłonny do żadnej z tych rzeczy.

– Rozszyfrowała mnie pani. – Niebieskie oczy znów przybrały chłodny wyraz.

Odsunął się od biurka i zatrzymał tuż przede mną. Miałam na sobie szpilki, więc był ode mnie tylko trochę wyższy, ale coś sprawiało, że zdominował przestrzeń. Napięcie, którym emanował, zelektryzowało mnie. Zdałam sobie sprawę, jak blisko siebie jesteśmy. Nie mogłam odwrócić wzroku, żeby nie wyjść na tchórza, ale patrzenie na niego wydawało się niebezpieczne. Nie potrafiłam tego opisać ani nawet zrozumieć. Wyglądał nieskazitelnie. Skóra na brodzie i policzkach była gładka, a zapach płynu świadczył o tym, że golił się dzisiaj rano. Szara marynarka opinała się na jego ramionach.

– Nie lubię pracować z obcymi ani robić tego, co ktoś mi każe – powiedział niskim głosem.

– W takim razie obawiam się, że marnujemy swój czas.

Nastroszył się. Pewnie nikt dotąd nie ośmielił się powiedzieć, że to on marnuje czyjś czas. Czekałam, aż mi się odszczeknie, bo widać było, że ma coś w zanadrzu, ale po prostu uważnie mnie obserwował. Mięśnie brzucha mi się zacisnęły, a oddech uwiązł w gardle, ale postanowiłam, że nie dam mu odczuć, jak na mnie wpływa. Byłam wściekła na siebie, że mimo wrogości, którą mi okazywał, Reid mi się podobał. Nigdy nie dawałam się zwieść pozorom. Zawsze szukałam nici porozumienia. Tutaj nie dało się jej znaleźć, ale i tak czułam impuls, że powinnam zostać i pomóc, choć wyraźnie tego nie chciał.

– No cóż, pani Connor, rozsądniej będzie, jeśli każdy pójdzie w swoją stronę. W ten sposób nikt nie będzie marnował czasu. Może mi pani wystawić rachunek za dziś. – Wrócił do biurka i oparł się o jego krawędź.

– Nie ma takiej potrzeby.

Wstrętny typ. Uznałam, że dalsza współpraca z nim nie miałaby sensu. Cameron by się ze mną zgodził. Trudni klienci to pożeracze czasu.

Powinnam była po prostu wyjść, ale stałam jak wryta.

Może dlatego, że według moich ustaleń Marion okazała się manipulantką i naciągaczką. Poza tym brak publicznego oświadczenia świadczył zwykle o tym, że milcząca strona była albo niemile zaskoczona, albo wciąż cierpiała.

Oczywiście mogłam całkowicie błędnie interpretować tę sytuację, a Reid równie dobrze mógł być bezdusznym dupkiem, za którego uważała go Marion. Z każdą minutą przychylałam się do tej wersji, ale czułam, że muszę spróbować jeszcze raz. Zamiast skierować się do wyjścia, podeszłam do Reida, wyjęłam wizytówkę i położyłam ją na biurku.

– Jestem bardzo dobra w tym, co robię, panie Davenport. Zostawiam swój numer na wypadek, gdyby zmienił pan zdanie. Ale proszę z niego skorzystać tylko wtedy, gdy postanowi pan wykazać się odrobiną dobrej woli.ROZDZIAŁ DRUGI

Reid

– Ooo, dopiero w takich chwilach zdaję sobie sprawę, jak bardzo mnie kochasz – powiedziała Bianca, przymierzając szeroki pasek i przeglądając się w lustrze.

– A przez pozostały czas nie?

– Cóż, też. Ale wiem, że nienawidzisz zakupów, a tu… proszę. Ostatnio mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która potrafi wywabić cię z kryjówki.

– Bi-Bi – powiedziałem ostrzegawczym tonem, mimo że się nie myliła.

Wycelowała we mnie palcem.

– Mówiłam, żebyś mnie tak nie nazywał. Co by powiedzieli moi znajomi?

– Że starszy brat cię wspiera i lepiej z tobą nie zadzierać.

– Yhy. Bo dzięki temu będę miała tylu znajomych. Ooo, popatrz tylko. Muszę to przymierzyć.

Westchnąłem, ale sam byłem sobie winien. Zgodziłem się zabrać Biancę na shopping na Rodeo Drive. To jej ulubione zajęcie, a ja lubiłem ją uszczęśliwiać.

– Chodźmy obejrzeć suknie wieczorowe. Obiecuję, że to będzie ostatni sklep. – Zatrzepotała rzęsami i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.

– Mówiłaś tak trzy sklepy temu.

– Poniosło nas, co nie?

Kiedy się zgodziłem, popędziła prosto do sprzedawczyni w dziale z sukienkami. Siedemnastoletnia Bianca od dzieciństwa była pełna energii. Dzieliła nas duża różnica wieku, bo rodzice długo starali się o kolejne dziecko. Byłem piętnaście lat starszy i odkąd pojawiła się w domu, została moją ulubienicą. Niewiarygodne, że moja młodsza siostrzyczka właśnie przymierzała sukienki na bal na zakończenie szkoły. Była już młodą kobietą, ale kiedy wiązała swoje czarne włosy w niedbały kucyk, tak jak teraz, wyglądała na kilka lat mniej.

– Hmm… Żadna nie nadaje się na bal. Ale w tej czarnej mogłabym chodzić na przyjęcia organizowane przez mamę. Co myślisz?

– Kup dwie, jeśli chcesz.

Poruszyła znacząco brwiami i obdarzyła mnie szerokim uśmiechem.

– Jak tam w szkole? – spytałem, kiedy już zapłaciłem i wyszliśmy na oślepiające popołudniowe słońce.

– Och, no wiesz. Nic nowego. Nuda i niekończąca się opowieść.

Napięcie w jej głosie podpowiedziało mi, że coś jest nie tak.

– Ktoś ci się naprzykrza?

Unikała kontaktu wzrokowego, nieco za długo skupiając się na zapinaniu torby.

– Powiedz mi.

– Nie chcę, żebyś się denerwował.

O kurwa. Co jest?

– Bianca, o co chodzi?

– No… Od kiedy Marion zaczęła opowiadać te wszystkie rzeczy na twój temat, paru idiotów na ciebie psioczy, żeby mnie sprowokować.

– Bianca, chyba wiesz, że ona kłamie?

Nawet nie czytałem wszystkiego, co powiedziała Marion. Po pierwszym artykule nie chciałem wiedzieć nic więcej. Doszedłem do wniosku, że kłamstw nie warto czytać.

Wyprostowała się.

– Oczywiście, że tak. Przecież im pokazałam, prawda?

– Co masz na myśli?

Odwróciwszy wzrok, ciągnęła:

– Eee… Zostałam zawieszona za wdanie się w bójkę.

Poczułem się, jakbym dostał pięścią w twarz.

– Bianca…

Moja siostra nie pakowała się w kłopoty. Od szkoły wolała kino, a jej oceny nie były najlepsze, ale aż do teraz nie wdawała się w bójki. Nigdy nie była zawieszona w prawach ucznia.

Wzruszyła ramionami.

– Nic wielkiego. Tylko na trzy dni.

– Kiedy to się stało?

– Jakiś czas temu.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś? Dlaczego mama i tata mi nie powiedzieli?

– Uznaliśmy, że masz za dużo na głowie. Nic wielkiego się nie stało.

Owszem, stało się – była nękana z mojego powodu. Wziąłem głęboki oddech, ale nie zdołałem się uspokoić. Jak mogłem do tego dopuścić? Zlekceważyłem tabloidy, bo nie obchodziło mnie, co powiedziała Marion i co sądzą inni. Ale nie sądziłem, że dojdzie do takiej eskalacji. Czy rodzice musieli odpowiadać na niewygodne pytania? Czy trzymali to przede mną w tajemnicy, żeby mnie nie martwić? Miałem trzydzieści dwa lata. Nie musieli mnie chronić.

Uznałem, że trzeba to naprawić.

Czy właśnie to miała na myśli Hailey Connor, mówiąc, że mogą ucierpieć niewinni?

W zeszłym tygodniu, kiedy wyszła z gabinetu, wbrew sobie włożyłem jej wizytówkę do portfela. Uśmiechnąłem się na wspomnienie bezpardonowego ochrzanu i gniewnego wyrazu jej brązowych oczu. Podobało mi się, z jakim zapałem podchodziła do swojej pracy. Podziwiałem jej upór, chociaż wściekłem się na zespół, że zaskoczył mnie tym spotkaniem. Jej pewność siebie była cholernie seksowna. A jeszcze bardziej pociągały mnie jej ciemne włosy, które opadały na piersi, podkreślając wąską talię.

Kiedy podeszła do mnie z wizytówką, miałem ochotę złapać ją w pasie i pocałować. Najwyraźniej mi odbiło.

Ale musiałem przyznać, że się pomyliłem. Wydawało mi się, że nikogo nie potrzebuję, że sprawa rozejdzie się po kościach. Byłem przekonany, że afera w końcu sama ucichnie, ale jeśli istniało ryzyko, że ucierpią moi bliscy, musiałem zrobić wszystko, by nad tym zapanować.

– Słuchałeś mnie w ogóle? – spytała Bianca, kiedy szliśmy do samochodu.

– Przepraszam, zamyśliłem się.

– Hmm… Czy myślałeś o kobiecie?

– Nie.

– Jasne, że tak. Za szybko odpowiedziałeś.

– Pilnuj swojego nosa, Bi-Bi.

– Zawrzyjmy umowę: ty przestaniesz mnie tak nazywać, a ja przestanę się naprzykrzać. Chociaż po namyśle… jednak nie. Za bardzo lubię cię denerwować. No więc… o kim myślałeś?

– Bi-Bi. – Znów ją ostrzegłem.

– Dobra, zachowaj to dla siebie. Mam nadzieję, że niedługo ją poznam.

Nic nie odpowiedziałem. Nie chciałem odbierać jej nadziei. Była za młoda, żeby zrozumieć głębokie poczucie zdrady, krzywdy i rozczarowania. Doświadczywszy czegoś takiego, nie wyobrażasz sobie, że ponownie mógłbyś komuś zaufać.

Miałem nadzieję, że nigdy nie będzie musiała się o tym przekonać. Zrobiłbym wszystko, żeby żaden dupek nie złamał jej serca. Chociaż z drugiej strony sam nie znałem się na ludziach, inaczej nie kupiłbym gadki Marion.

Odstawiłem siostrę do domu i zadzwoniłem do Debory.

– Reid, zaraz wychodzę z biura. Potrzebujesz czegoś?

– Słuchaj, Bianca właśnie przekazała mi niepokojące wieści. Dzieciaki w szkole robią jej przytyki na temat tego, co piszą tabloidy.

– Ach…

– Jesteś pewna, że nikt z naszego działu PR sobie z tym nie poradzi?

– Nie będą nawet w połowie tak dobrzy, jak ktoś, kto na co dzień zajmuje się tabloidami i portalami plotkarskimi. Mam listę wyspecjalizowanych agencji. Zadzwonię do innej i umówię cię na spotkanie, bo z panią Connor najwyraźniej ci nie po drodze.

Ścisnąłem mocniej kierownicę. Zważywszy, że pierwszym skojarzeniem z panią Connor były jej kołyszące się biodra, powinienem powiedzieć Deborze, żeby poszukała kogoś innego. A jednak nie mogłem pozbyć się myśli, że Hailey będzie właściwą osobą do tego zadania.

– Nie, w porządku. Sam skontaktuję się z panią Connor.

Trzeba posprzątać ten bałagan. Po pierwsze musiałem odzyskać względy Hailey.ROZDZIAŁ TRZECI

Hailey

– Val, twój sernik uzależnia – powiedziałam.

– A niech mnie. Dzięki, siostra.

Sączyłam chardonnay, klepiąc się po brzuchu. Cała rodzina zebrała się w domu mojej najstarszej siostry na piątkowej kolacji. Właśnie zjedliśmy deser i zasiedliśmy w salonie. Rozmawialiśmy o weselach – ostatnio często nam się to zdarzało. Sezon ślubny uznaliśmy za otwarty.

Mój brat Jace żenił się w sierpniu, a wesele Val i Cartera odbyło się zaledwie trzy tygodnie temu. W Boże Narodzenie moja siostra odkryła, że jest w trzecim miesiącu ciąży, dlatego postanowili wziąć ślub już w połowie lutego.

Nie posiadałam się z radości, bo wiedziałam, jak bardzo Val pragnęła dziecka. Szczerze mówiąc, ja też nie mogłam się doczekać nowego dziecka w rodzinie. Właśnie zaplatałam swojej bratanicy Willow warkocz i pocałowałam ją w czubek głowy. Miała już dwa i pół roku, a ja tęskniłam za czasami, gdy była malutka. Evelyn, córka mojej siostry Lori, urodziła się kilka miesięcy temu, ale im więcej niemowląt, tym weselej.

– No więc, Hailey, myślisz, że przyprowadzisz kogoś na wesele? – spytał Jace.

Jako jedyna z rodzeństwa nadal byłam singielką. Tylko Will jeszcze nie planował ślubu, chociaż był zaręczony ze świetną babką. Spodziewałam się, że niedługo ustalą datę.

Zmusiłam się, by zachować powagę.

– Tak sądzę.

Jace i Will wymienili spojrzenia. Nawet Landon lekko się wyprostował i skupił na mnie uwagę. Ech, bracia.

– Znamy go? Musicie spotykać się na poważnie, skoro uważasz, że wytrwa do sierpnia – stwierdził Will.

– Najpierw musimy go potraktować jak na braci przystało. – Jace się uśmiechał, ale wiedziałam, że mówi to pół żartem, pół serio.

– Przed weselem mogłabyś go przyprowadzić na kolację – rzucił Landon od niechcenia. Po tych słowach wiedziałam, że pęknę. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

– Żartowałam. Chciałam tylko trochę podkręcić atmosferę. Nie przyprowadzę nikogo na wesele Val. Jakim cudem miałabym tak szybko kogoś znaleźć?

Jace wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Kurde. Jesteś coraz lepsza we wciskaniu nam kitu.

– To prawda. Och, Val. A nie mówiłam, że połkną haczyk i całą wędkę?

– Fakt.

– Trzeba było się założyć.

Val udała, że się wzdryga.

– Nie ma mowy. Ostatnio wygrywasz wszystkie zakłady.

Cóż mogłam powiedzieć? Miała rację. Zwyczaj zakładania się o wszystko przeszedł z braci na nas. Miałam z tego frajdę, zwłaszcza kiedy wygrywałam.

Willow obejrzała warkocz, złożyła mi wilgotny pocałunek na policzku i pobiegła do mamy. Kilka dni temu widziałam cudne wdzianko w kwiatki, które idealnie by na nią pasowało.

Nie przeszkadzał mi brak osoby towarzyszącej na weselach rodzeństwa. Miałam wtedy świetną okazję poznać i zweryfikować obiecujących kawalerów. Zarówno po weselu Landona, jak i Lori umówiłam się na randki, choć niewiele z nich wyniknęło. Żadnego z tych facetów nie zaprosiłam na piątkową kolację, ale nigdy nie wiadomo, kiedy spotka się właściwą osobę. Na myśl o ślubie Jace’a od razu się ożywiłam.

Po wyjściu z domu siostry wpadłam w nieco melancholijny nastrój. Mama i tata cieszyliby się z tych wszystkich ślubów. Odeszli, kiedy miałam jedenaście lat. Landon i Val zajęli się wtedy naszym wychowaniem i choć trudno wymarzyć sobie lepszych opiekunów, nawet w wieku dwudziestu dziewięciu lat okropnie brakowało mi rodziców, zwłaszcza na weselach.

Po powrocie do domu usiadłam na kanapie, gotowa na randkę z moim ulubionym serialem na Netfliksie. O tak. Nie ma jak seksowni prawnicy na koniec pracowitego tygodnia.

Sięgnęłam po torebkę i wyjęłam telefon, żeby sprawdzić, czy nie mam jakichś pilnych połączeń lub wiadomości. To była jedyna wada mojej pracy. Skandal mógł wybuchnąć w każdej chwili, a grunt to w porę zareagować. Prawdę mówiąc, moje poprzednie stanowisko konsultantki biznesowej też wymagało pełnej dyspozycyjności. Obecne zajęcie przynajmniej dostarczało mi dobrej zabawy.

Dostałam SMS-a z nieznanego numeru.

Nieznany numer: Źle zaczęliśmy. Możemy to naprawić?

Hailey: Z kim mam przyjemność?

Dopiero po wysłaniu odpowiedzi zauważyłam, że mam nieodebrane połączenie i wiadomość na poczcie głosowej z tego samego numeru.

Nieznany numer: Często ochrzaniasz potencjalnych klientów?

Aha, miałam przeczucie, kim był nadawca.

Hailey: Jeśli się o to proszą, to tak.

Ponieważ minął przeszło tydzień od mojej wizyty w biurze Davenporta, dałam sobie z nim spokój. Co nie powstrzymało mnie przed dalszym researchem w sieci. Może miałam nadzieję znaleźć więcej zdjęć. Może. Ale czy to moja wina? Facet był seksowny jak mało kto.

Podobnie jak za pierwszym razem, nie udało mi się znaleźć za wiele informacji. Jedynie tyle, że Reid w młodym wieku przejął biznes i nie tylko dorównał ojcu, ale jeszcze otworzył kolejny hotel. Poza tym pozostawał zagadką. Może był odludkiem? Jeśli tak, to raczej z wyboru. Inni właściciele hoteli w mieście często obracali się wśród sław, więc prasa ich uwielbiała.

Kiedy ekran się podświetlił, mój żołądek wykonał salto. Dzwonił Reid.

– Halo?

– Pani Connor, z tej strony Reid Davenport.

– Domyśliłam się.

Miał głęboki i zmysłowy głos. Przez telefon brzmiał nawet seksowniej niż na żywo. Zareagowałam całym ciałem. Krew zaszumiała mi w żyłach.

– Co do zeszłego tygodnia… Źle zaczęliśmy. Przepraszam. Możemy spróbować od nowa?

– Skąd ta zmiana zdania?

– To skomplikowane.

– Rozumiem. Nadal będę musiała walczyć o każde słowo, mam rację?

Roześmiał się.

– Prawdopodobnie tak. To nic osobistego. Po prostu nie przywykłem do dzielenia się moim życiem prywatnym z obcymi.

– Ale postanowiłeś spróbować. – To nie było pytanie, ale chciałam usłyszeć potwierdzenie. Postanowiłam też od razu przejść na ty. Kiedy nie odpowiedział, dodałam: – Nie ma sensu się spotykać, jeśli nie jesteś do tego przekonany.

Znów się zaśmiał. Miał niski, chrapliwy głos. Seksowny głos. Co we mnie wstąpiło? Ten facet zrażał mnie do siebie przez całe nasze spotkanie w biurze. Nie mógł mi się podobać.

– Jesteś dla mnie surowa, Hailey. Imponuje mi to. Zobowiązuję się do współpracy. Ale ostrzegam, że to nie będzie spacer po parku.

– Poradzę sobie. Przejrzę kalendarz i dam znać. Pewnie uda mi znaleźć czas na spotkanie w twoim biurze w przyszłym tygodniu, ale raczej po południu.

– Możemy spotkać się gdzieś indziej, jeśli wolisz.

– Ach tak?

Byłam podejrzliwa wobec tej nagłej szczodrości, bo ostatnim razem zachował się jak dupek. Seksowny, nieziemsko przystojny dupek, ale nadal dupek. Czy to była gra?

– Pofatygowałaś się do mnie, a ja odmówiłem współpracy. Jak ci to wynagrodzić?

– To podchwytliwe pytanie. Udobruchanie mnie może okazać się wyzwaniem. Potrafię być wymagająca – odparłam zaczepnie. Nie było to zbyt profesjonalne z mojej strony, ale chyba nie mogłam się powstrzymać. Poza tym jeszcze nie zdecydowałam, czy zostanie moim klientem.

– Czy to ostrzeżenie?

– O tak.

– Co dokładnie masz w zanadrzu?

– Jeszcze nie wiem.

– W takim razie będę przygotowany na każdy scenariusz.

To zabrzmiało dwuznacznie czy mi się wydawało? Oblizałam usta, zdając sobie sprawę, że ponury, tajemniczy Reid Davenport właśnie się ze mną droczy. Może jednak nie był dupkiem. Może miał w sobie coś z pana Darcy’ego.

Cholera, nie. Skąd mi to przyszło do głowy? Miałam słabość do pana Darcy’ego – melancholijnego, niezrozumianego rycerza na białym koniu. Davenport taki nie był. Jeśli już, porównałabym go do wilka w owczej skórze. Nie kupowałam tej przemiany o sto osiemdziesiąt stopni.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij