Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Córka z Norwegii - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 kwietnia 2026
3290 pkt
punktów Virtualo

Córka z Norwegii - ebook

Wybierz się w kipiącą od uczuć podróż na daleką północ.

Wzruszająca i pełna emocji opowieść o tym, jak ważne jest, by podążać za głosem serca i nieustraszenie walczyć o nowy początek.

Norwegia, rok 1951.
„Amalie, chciałbym, żebyś wiedziała, jak bardzo cię kocham. Nigdy nie chciałem, żebyśmy się rozstali, i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wrócić do ciebie i naszego dziecka. Proszę, czekaj na mnie”.

Londyn, czasy współczesne.
W życiu Charlotte wszystko się zmienia, odkąd w jej ręce trafiło małe pudełko zawierające pamiątki przeznaczone dla jej babci. Czuje, że musi wrócić do Norwegii i po latach zobaczyć się z rodziną. Poza tym zaproponowano jej, by została szefową kuchni w restauracji nowo wybudowanego w Oslo ekskluzywnego hotelu.
Przez lata poświęcała wszystko dla swojej wymarzonej pracy i teraz wreszcie czuje, że jej wytrwałość się opłaciła. Ale kiedy poznaje architekta hotelu, zaczyna się zastanawiać, czy skupianie się wyłącznie karierze nie jest błędem. Może nadszedł czas, by pomyśleć z troską o swoim samotnym sercu.

Siódma część zaplanowanej na osiem powieści serii obyczajowej „Utracone córki”.
Każdy tom można czytać oddzielnie.

Saga “Utracone córki”:

Utracone miłości, rodzinne sekrety i kręte ścieżki, którymi prowadzi nas serce.

Romantyczna i pełna dramatyzmu saga rodzinna. Poruszająca powieść o utraconych miłościach i rodzinnych sekretach. Akcja książek rozgrywa się w dwóch planach czasowych w różnych zakątkach świata. Seria zachwyci wielbicielki prozy Lucindy Riley, Kristin Hannah, Santy Montefiore i Victorii Hislop.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8439-155-6
Rozmiar pliku: 969 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

UTRACONE MIŁOŚCI, RODZINNE SEKRETY I KRĘTE ŚCIEŻKI, KTÓRYMI PROWADZI NAS SERCE.

W londyńskiej kancelarii prawnej spotyka się kilka osób. Nie łączy ich nic poza tym, że każda z nich otrzymuje pudełko z pamiątkami znalezione w domu zmarłej kobiety, która przed laty prowadziła placówkę dla samotnych matek. Po jedno nikt się nie zgłasza.

Norwegia, rok 1951

„Jestem gotów rzucić dla ciebie wszystko. Kocham cię, Amalie, i nikt mnie nie powstrzyma przed tym, żebym się z tobą ożenił, nawet rodzice”. Patrzyła w oczy mężczyzny, którego kochała, i z całego serca pragnęła mieć nadzieję, że miłość wystarczy.

Londyn, współcześnie

To ostatni dzień jej pracy w londyńskiej restauracji. Czas na kolejny krok w karierze, choć Charlotte wciąż nie wie jaki. Dopiero gdy pojawia się nieznajoma z pudełkiem przeznaczonym dla jej babci, wszystko zaczyna się klarować. Może pora wrócić do rodzinnej Norwegii – zwłaszcza że Charlotte dostaje propozycję objęcia stanowiska szefowej kuchni w nowym, ekskluzywnym hotelu.

Na miejscu w podjęciu decyzji pomaga jej przystojny architekt Harrison. Gdy jednak ich relacja zaczyna się rozwijać, mężczyzna nagle się wycofuje. Zrozpaczona Charlotte skupia się na odtworzeniu, z niejasnych tropów i wspomnień umierającej staruszki, historii dawnego romansu.

Czy i ją czeka los prababki – utrata miłości życia? Czy nawet najbardziej oszałamiająca kariera wystarczy, by znaleźć szczęście? I czy Charlotte oraz Harrison uporają się z demonami przeszłości?PROLOG

Hotel Majestetisk, Sognefjord

Norwegia

1950 rok

Zanim Oskar odłożył wiosła, po raz ostatni prześlizgnęły się przez czystą, niebieską wodę. Amalie odwróciła się plecami i oparła głowę na jego piersi. Słyszała, jak równo bije mu serce. Westchnęła, kiedy ją objął. Czekała na to cały dzień.

Czuła się najszczęśliwsza w jego ramionach, gdy byli tylko we dwoje, sami, wśród piękna fiordów. Zwykle uwielbiała tutejszą ciszę, ale tego dnia nie potrafiła skrywać dłużej tego, co leżało jej na sercu. Przez cały dzień biła się z myślami, czy powiedzieć Oskarowi, a teraz, kiedy znów byli razem, wiedziała, że nie zdoła dłużej milczeć. Nie chcę tajemnic pomiędzy nami, pomyślała. On musi wiedzieć.

– Jesteś dziś taka milcząca – zauważył.

Wtuliła się w niego mocno; oczy zapiekły ją od łez, gdy przycisnął wargi do jej czoła i przeczesał delikatnie palcami jej długie włosy.

Szukała właściwych słów, coraz bardziej przytłoczona i bezradna.

– Amalie? Co się stało? Chodzi o moją rodzinę? Przecież mówiłem ci wyraźnie…

Nabrała głęboko powietrza, po czym wyrzuciła to z siebie:

– Jestem w ciąży.

Te słowa zawisły w powietrzu i odbijały się echem w jej głowie. Chciałaby je cofnąć, zachować sekret dla siebie. Oskar przytulił ją jeszcze mocniej, gdy zaczęła płakać.

Po jej policzkach ciekły łzy. Nie mogła ich już dłużej powstrzymywać.

– Nie płacz. Nie płacz, proszę – powiedział i obrócił ją tak, by znalazła się twarzą do niego. Patrząc w oczy Amalie, delikatnie ocierał kciukiem jej łzy. – Wszystko będzie dobrze. Przysięgam.

– Ale jak? – szepnęła, wpatrując się w niego. – Twoi rodzice nigdy mnie nie zaakceptują, powiedzieli to jasno. A moi…

– Kocham cię i tylko to się liczy – odszepnął.

Pocałował ją tak delikatnie i czule, że zaparło jej dech. Kiedy wreszcie się od niego oderwała, Oskar przyłożył czoło do jej czoła.

– Obiecuję, że zaopiekuję się tobą. Szybko się pobierzemy, jesienią, zanim ktokolwiek się dowie. Nie ma się czego bać.

Łzy znów napłynęły do oczu Amalie, bo choć wierzyła w szczerość jego słów i wiedziała, że zrobiłby wszystko, by ją chronić, nie miała złudzeń. Żeby nie wiem jak bardzo chcieli być razem, bez względu na ich wspólne marzenia, przyszłość nie zależała tylko od nich. Nie wspominając o tym, że przecież mieli plan: zamierzali poczekać do przyszłego lata, kiedy Oskar skończy studia i będzie mógł sam zdecydować o dalszej drodze.

– Twoi rodzice nigdy nie pozwolą nam się pobrać – powiedziała. – Jesteśmy z innych światów. To nie… – Głos jej się załamał.

Oskar ujął w dłonie twarz ukochanej i popatrzył jej w oczy.

– Jestem gotów rzucić dla ciebie wszystko. Kocham cię, Amalie, i nikt mnie nie powstrzyma przed tym, żebym się z tobą ożenił, nawet rodzice.

Patrzyła w oczy mężczyzny, którego kochała, i z całego serca pragnęła mieć nadzieję, że miłość wystarczy.1

Londyn

Współcześnie

Char­lotte uwielbiała tę porę dnia. W kuchni panowała cisza, każda powierzchnia była nieskazitelnie czysta i błyszcząca. Tak jak robiła to często przed pracą, oparła dłonie na blacie ze stali nierdzewnej i dała sobie chwilę, by popatrzeć na to wszystko. Zawsze z samego rana starała się złapać oddech, zamknąć na moment oczy i przygotować się do nadchodzącego dnia. Ale dzisiaj było inaczej. Po raz ostatni miała pełnić funkcję drugiego szefa kuchni w jednym z najmodniejszych hoteli w Chelsea i chciała nacieszyć się każdą minutą, a zwłaszcza tą ciszą, zanim pojawią się inni kucharze i pomieszczenie wypełnią zgiełk oraz zapachy jedzenia.

Otworzyła oczy, wyjęła swoje noże i ułożyła je przed sobą. Nie musiała przychodzić tu tak wcześnie, ale chciała zostawić po sobie wyjątkowe nowe danie – w charakterze pewnego rodzaju dziedzictwa – i poczęstować nim członków ekipy, kiedy tu dotrą. Zawsze wolała okazywać uczucia poprzez jedzenie i miała nadzieję, że dzięki temu pożegnalnemu gestowi uda jej się powiedzieć im, jak bardzo ich polubiła.

Kiedy sięgała po fartuch, zadzwonił telefon, który trzymała w tylnej kieszeni. Uśmiechnęła się, domyślając się, kto to może być. Tylko jedna osoba mogła dzwonić do niej o tak wczesnej porze, przed poranną kawą.

– Powinnaś jeszcze być w łóżku – powiedziała Char­lotte, dociskając telefon do ucha ramieniem.

– I to mówi dziewczyna, która jest już po porannym biegu, prysznicu i zdążyła przyjść do pracy! – usłyszała lekko schrypnięty głos. – Może się mylę?

Char­lotte roześmiała się.

– Nie, nie mylisz się.

– Niech zgadnę. Masz przed sobą przygotowane noże i patrzysz na nie, zastanawiając się, jakie składniki są ci potrzebne. Pewnie spałaś najwyżej pięć godzin.

Przeszła przez kuchnię, by wziąć jajka, ziemniaki i wołowinę. Otworzyła drzwi chłodni.

– Czy są tu ukryte kamery, o których nie wiedziałam? – spytała.

Obie roześmiały się jednocześnie, ale Char­lotte od razu spoważniała, kiedy usłyszała kaszel babci. Brzmiał gorzej niż ostatnio. A może tak jej się tylko zdawało z powodu wyrzutów sumienia, że tak dawno jej nie odwiedzała.

– Nie jesteś chora?

– Mam się doskonale – odparła babcia i odchrząknęła. – To tylko te sześćdziesiąt lat palenia. Nie ma się czym martwić.

– Mogłabyś rzucić – powiedziała Char­lotte, choć wiedziała, że to próżne słowa. – Płuca potrafią się bardzo szybko zregenerować.

– Miałabym rzucić palenie? Odmawiasz starszej pani jedynej przyjemności, jaka jej została?

Char­lotte westchnęła i nadal dociskając telefon ramieniem do ucha, sięgnęła po kolejne składniki. Postanowiła nie wypominać babci tego, że w dodatku co wieczór popija przed snem wódkę i pochłania słodycze, jakby to miał być ostatni dzień jej życia. Palenie wcale nie było jej jedyną przyjemnością czy nałogiem.

– Wszystko w porządku? – spytała. – Nie dzwonisz, żeby powiedzieć mi…

– O, u mnie wszystko dobrze, ale miałabym do ciebie prośbę.

– Prośbę? – Char­lotte wiedziała, że babcia zwykle o nic nie prosi, że wystarczy jej usłyszeć głos wnuczki, a ona zawsze cieszyła się, że ma okazję z nią porozmawiać.

– Pewna kobieta podrzuci ci dzisiaj coś do restauracji. Działa w imieniu kancelarii prawnej i ma mi coś do przekazania. Koniecznie chciała doręczyć to osobiście. Ta kancelaria najwyraźniej od dłuższego czasu próbowała mnie zlokalizować. Poprosiłam, żeby przekazała to coś tobie. To na pewno nic ważnego.

Char­lotte odłożyła masło i zioła, które niosła, i wzięła telefon do ręki.

– Co to może być? Ktoś coś dla ciebie zostawił? – spytała.

– Wiem tyle, co ty. Pomyślałam, że łatwiej jej będzie podrzucić to tobie, cokolwiek to jest. Ta kobieta ma na imię Mia. Uprzedziłam ją, żeby przyszła wcześnie, zanim będziesz miała mnóstwo pracy w porze lunchu. Wydaje się to nieco tajemnicze, ale nie sądzę, żeby chodziło o coś istotnego.

– Nic ci nie zdradziła?

– Mówiła, że to coś zostało dla mnie pozostawione, kiedy byłam dzieckiem. Mieli imię i nazwisko twojej prababci. Jak mówiłam, to pewnie nic specjalnego, ale jestem ciekawa, choć nie chciałabym nikogo narażać na koszty pocztowe wysyłki do Norwegii. – Babcia znów zakasłała. – Ale jeśli to dla ciebie kłopot…

– Nie, skąd… dla ciebie wszystko – zapewniła Char­lotte i umilkła. – Tęsknię za tobą – dodała po chwili.

– No to przyjedź! Kto wie, ile mi jeszcze zostało?

Char­lotte skinęła głową, choć przecież babcia nie mogła tego zobaczyć. Gdyby to było takie proste…

– Ojciec też by się bardzo ucieszył. Wiem, że myślisz inaczej, ale jemu również ciebie brakuje, Lotte. Wszyscy za tobą tęsknimy.

Char­lotte odchrząknęła i zamrugała, by odpędzić łzy, których nie umiała powstrzymać, kiedy rozmawiały o ojcu.

– Niedługo przyjadę – powiedziała. – Obiecuję. Ale byłam taka zajęta, że…

– Wiem, kochanie. Wiem – przerwała jej babcia. – Nie będę ci teraz dłużej zawracać głowy, ale obiecaj, że zadzwonisz, kiedy wrócisz z pracy. Chciałabym wiedzieć, o co chodzi z tą paczką.

– Odezwę się. Kocham cię.

– Ja też cię kocham.

Char­lotte jeszcze przez chwilę przyciskała telefon do ucha, po czym wsunęła go do kieszeni. Dręczyło ją, jak bardzo pokomplikowały się jej relacje rodzinne, ale tak jak zawsze, by nie myśleć o ojcu, zabrała się do roboty – wzięła nóż i zaczęła kroić. Gotowanie zawsze było jej ucieczką, sposobem na oczyszczenie głowy i pogodzenie się z rzeczywistością. Tego ranka nie było inaczej. Siekała zioła i oddzielała żółtka od białek jajek ze zręcznością, która onieśmielała pracujących z nią młodszych kucharzy. Jej zmysły ożywały, kiedy wyciskała czosnek i sięgała po brytfannę. W kuchni panowała cisza: żadnych list przebojów, żadnych innych pracowników, stukotu talerzy czy dobiegającego z sali szmeru rozmów gości. Było tak, jak lubiła. Potrzebowała tych intymnych chwil, kiedy była w kuchni sama, podobnie jak gorączkowej krzątaniny przy pracy w dalszej części dnia.

Przygotowała sos. Włożyła składniki do postawionego na palniku rondla i mieszała, dopóki jego zawartość nie zaczęła bulgotać. Ale łza, która popłynęła po jej policzku, kiedy Char­lotte sięgała po posiekane zioła, wskazywała, że prawdopodobnie nie była aż tak dobra w tłumieniu uczuć, jak jej się zdawało.

Pewnego dnia wybierze się do Norwegii. Pewnego dnia pojedna się z ojcem. Ale jeszcze nie teraz i nie była pewna, czy w przyszłym miesiącu lub roku.

Dziś chciała się jedynie skupić na przygotowaniu brunchu dla tych, którzy stali się jej bliscy jak rodzina, dla ekipy kucharzy, którzy stali z nią ramię w ramię przez zeszły rok i wypełniali jej polecenia z poświęceniem i uwagą, tak jak tego wymagała. Chciała nacieszyć się ostatnim dniem w tej kuchni.

O ojcu i wyprawie do Oslo mogła pomyśleć kiedy indziej.2

Kiedy któryś z kelnerów zawołał, że jakaś kobieta chce się z nią widzieć, Char­lotte zdążyła już zapomnieć o tym, że się jej spodziewała. Skinęła głową, dokończyła układanie jedzenia na talerzach, przez chwilę oceniała kompozycję, po czym wytarła dłonie.

Inni mieli pojawić się w kuchni za parę minut i choć zależało jej, by po raz ostatni zjeść z nimi, kiedy zbiorą się na wspólny posiłek, zanim zaczną obsługiwać gości, wiedziała, że nie może zawieść babci.

W ostatniej chwili Charlotte zawróciła i wzięła dwa talerze. W brzuchu burczało jej po wielu godzinach gotowania. Wstała o piątej rano i do tej pory funkcjonowała właściwie na samej kawie.

Z talerzami w dłoniach popchnęła plecami drzwi. W restauracji nadal panowała cisza; klienci jeszcze nie przyszli, byli tylko kelnerzy. Char­lotte przywitała ich skinieniem głowy.

– Hej, hej, jedzenie gotowe! – zawołała. – Talerze w kuchni czekają!

– A co będzie dzisiaj, szefowo? – spytał jeden z chłopaków.

– Nazywam to Pyskaty Hasz – powiedziała. – Duszone policzki wołowe, ziemniaki tłuczone i mój specjalny sos holenderski. Idealne na kaca.

Była pewna, że to danie stanie się hitem zwłaszcza wśród młodszych członków zespołu – w sobotę rano zawsze mieli czerwone oczy i bolała ich głowa po imprezowaniu poprzedniego wieczoru.

Zanim zdołała coś dodać, zobaczyła, jak od stolika w odległym kącie sali wstaje kobieta. Miała na sobie dżinsy i jedwabną bluzkę. Długie włosy ściągnęła w kucyk. Na krześle za nią wisiał płaszcz.

– Pewnie jesteś Mia – zwróciła się do niej Char­lotte. – Przepraszam, że musiałaś czekać. Nie jesteś przypadkiem głodna?

Kobieta sprawiała wrażenie trochę zdenerwowanej, ale na propozycję jedzenia uśmiechnęła się.

– Tak naprawdę rano nic nie jadłam, ale nie chciałabym robić kłopotu.

– Żaden kłopot. To poczęstunek, który przygotowałam dla wszystkich z okazji mojego ostatniego dnia tutaj. I tak się składa, że jest więcej, niż trzeba. – Char­lotte postawiła przed nią talerz. – Moja babcia mówiła, że jesteś z kancelarii prawnej. Że chcesz coś dla niej przekazać. – Zastanawiała się, czy to nie dziwne, że prawniczka pracuje w sobotę.

Mia pokręciła głową i usiadła.

– Tak naprawdę nie jestem z kancelarii. To dość długa historia, ale prawnik, który skontaktował się z twoją babcią, pracował dla mnie… to znaczy zleciłam mu odnalezienie osób, dla których były przeznaczone pewne rzeczy zostawione kilkadziesiąt lat temu. Wreszcie nam się udało i uznałam, że osobiście dopilnuję, by te pamiątki trafiły tam, gdzie powinny.

Char­lotte zmarszczyła czoło, nagle zaniepokojona, czy to nie jakiś przekręt. Miała nadzieję, że babcia nie padła ofiarą oszustów. Odchrząknęła, przyglądając się kobiecie, która siedziała naprzeciw niej.

– Kiedy mówisz o rzeczach…

– Moja ciocia nazywała się Hope Berenson. Prowadziła dom dla niezamężnych matek i ich dzieci. Kobiety, które u niej rodziły, czasami zostawiały dla swoich oddawanych do adopcji dzieci drobne pamiątki w małych drewnianych pudełkach. Miały być im przekazane, kiedy skończą dwadzieścia jeden lat. Przyniosłam jedno z tych pudełek, dla twojej babci.

Char­lotte miała właśnie wziąć pierwszy kęs jedzenia, ale widelec zawisł w powietrzu. Popatrzyła w oczy Mii.

– Zaraz, chcesz mi powiedzieć, że babcia była adoptowana? – Char­lotte pokręciła głową. – To niemożliwe. Moja prababcia jeszcze żyje. Są bardzo do siebie podobne. Gdybyś je zobaczyła, nie miałabyś wątpliwości, że to matka i córka. Niemożliwe, żeby było inaczej.

Zaskoczona Mia uniosła brwi.

– W każdym razie tak to wygląda – powiedziała po chwili. – Nie mamy zapisu dotyczącego adopcji twojej babci, podczas gdy dane innych zostały dokładnie zarejestrowane. Dlatego wszystkie pozostałe osoby, które miały dostać pudełka, poprosiliśmy do kancelarii już jakiś czas temu. To przeznaczone dla twojej babci stanowiło problem. Bardzo trudno było ją odnaleźć, bo w archiwach w urzędzie było jedynie panieńskie nazwisko. Nie zostawiono żadnego adresu. Musieliśmy wynająć prywatnego detektywa, żeby ją odszukać.

Char­lotte wykorzystała milczenie, które zapadło, i zaczęła jeść. Starała się poukładać sobie w głowie to, co przed chwilą usłyszała, ale była bardzo głodna.

– Nie rozumiem – odezwała się w końcu. – Co te pamiątki mogą mieć wspólnego z moją babcią, skoro nie była adoptowana?

Mia wyglądała na równie zdziwioną jak ona. Bez słowa sięgnęła do torby, wyjęła z niej pudełko i położyła na stole między nimi.

Char­lotte nie była w stanie oderwać od niego wzroku.

– Jakiś czas po znalezieniu tych pudełek odkryłam pamiętnik cioci, co pozwoliło mi zrozumieć lepiej, jak wyglądała jej praca – oznajmiła Mia. – Być może twoja prababcia urodziła córkę w Domu Hope i zdecydowała się ją zatrzymać. Mogło się zdarzyć, że z jakiegoś powodu nie doszło do adopcji.

Char­lotte odłożyła widelec i sięgnęła po pudełko. Zawahała się, zatrzymując nad nim dłoń.

– Mogę? – spytała.

– Oczywiście. O ile wiem, nigdy nie było otwierane. Nie mam więc pojęcia, czy w ogóle coś jest w środku, ale chciałam, żeby to twoja babcia pierwsza do niego zajrzała… albo ktoś jej bliski.

Char­lotte spojrzała na karteczkę z ręcznie napisanym nazwiskiem panieńskim jej prababci i przesunęła palcami po sznureczku, którym owiązano pudełko. Papier był stary, lekko wystrzępiony na brzegach. Zaciekawiło ją, jak długo pudełko leżało schowane, czekając, aż ktoś się po nie zgłosi.

– Gdzie dokładnie je znalazłaś? – spytała, podnosząc je.

Mia, która właśnie zaczęła jeść, uniosła dłoń, by przesłonić usta, kiedy się odezwała.

– To naprawdę bardzo dobre – pochwaliła. – Przepyszne.

Char­lotte uśmiechnęła się.

– Dziękuję.

– A co do twojego pytania… znalazłam więcej takich pudełek pod deskami podłogi w biurze mojej cioci. Stary dom, w którym mieszkała i pracowała, miał zostać zburzony. Ale wcześniej mogłam do niego wejść i rozejrzeć się, czy nie zostało tam coś ważnego. Myślałam, że zabiorę tylko dywan i parę starych lamp. Nie wiedziałam, że ciocia mogła tam coś schować. I nie miałam pojęcia, jaka droga mnie czeka, kiedy będę próbowała odnaleźć osoby, dla których te pamiątki były przeznaczone.

Char­lotte obracała pudełko w dłoniach. Nadal trudno było jej oderwać od niego wzrok.

– I nic za to nie chcesz? – spytała.

Mia zrobiła wielkie oczy.

– Nie! No skąd! Nie oczekuję niczego poza tym, żebyś przekazała to prawowitej właścicielce. Chcę mieć czyste sumienie, że spełniłam swój obowiązek. Strasznie dręczyło mnie to, że ostatnie pudełko wciąż jest u mnie, choć jego zawartość może mieć dla kogoś istotne znaczenie.

Char­lotte była skłonna jej wierzyć. Ta kobieta miała w sobie ciepło i coś, co budziło zaufanie. Mimo to cała ta sprawa wydawała się dziwna. Intrygowała jednak Char­lotte.

– Wspomniałaś, że takich pudełek było więcej. Oddałaś je ludziom, dla których je pozostawiono? – spytała, odkładając swoje na stolik.

Mia się rozpromieniła.

– Tak. Przy pozostałych nie było problemów ze znalezieniem osób, w których ręce miały trafić. Prawnik mojej cioci zaprosił do swojej kancelarii spadkobierczynie tych kobiet i udało się nam rozdać wszystkie pudełka poza tym. – Mia popatrzyła w oczy Char­lotte. – Nie wiem, czy to przypadek, czy zrządzenie losu, ale bez przesady mogę powiedzieć, że te pamiątki odmieniły życie kobiet, które je dostały.

Char­lotte nie należała do osób wierzących w przeznaczenie. Wierzyła w ciężką pracę, poświęcenie i determinację. Mimo to zaciekawiła ją historia pudełek.

– W jaki sposób odmieniły ich życie? – spytała.

– Na tyle, że gdybyś się o tym dowiedziała, chciałabyś zajrzeć do tego, które dostałaś – odparła Mia. – Zdziwiłabyś się, jakie rodzinne sekrety mogą czekać na odkrycie.

– W każdym razie dziękuję, że tu przyszłaś. Wiem, że moja babcia, podobnie jak ja, docenia, że chciałaś to przekazać osobiście.

– Proszę, to mój numer telefonu, na wypadek gdybyś chciała porozmawiać o tym, co znajdziesz w środku. Ja dzięki tym pudełkom wiele się dowiedziałam o cioci i pracy, której się poświęcała w ostatnich latach życia. Dzwoń więc do mnie, kiedy tylko zechcesz.

Char­lotte wzięła kartkę z zapisanym numerem i wsunęła do kieszeni.

– Dziękuję za brunch – powiedziała Mia. – Był przepyszny.

Char­lotte pożegnała się i patrzyła, jak kobieta wychodzi. Pudełko nadal stało na stoliku, tam, gdzie je zostawiła. Spojrzała na zegar i dopiero teraz uzmysłowiła sobie, jak długo siedziały. Zabrała talerze i wróciła do kuchni. Telefon do babci i zaglądanie do pudełka będą musiały poczekać. Teraz czekało ją szykowanie lunchu. Nie oddałaby za nic tych ostatnich godzin pracy w Velluto.3

Po powrocie do domu zrzuciła buty, położyła torbę na kanapie i wyjęła z niej małe pudełko. Trzymała je, niezdolna oderwać od niego wzroku, po czym wzięła telefon i zadzwoniła do babci. Ta odebrała już po dwóch sygnałach.

– Umieram z ciekawości – rzuciła i zaśmiała się chryp­liwie. – Powiedz, co ona ci dała. Coś ciekawego? Może akt własności jakiejś willi?

Char­lotte też się roześmiała, bo nigdy nie była jeszcze tak zaintrygowana jak teraz. Przez całą zmianę po prostu nie mogła przestać myśleć o pudełku; ledwie się powstrzymywała przed otworzeniem go, by zobaczyć, co jest w środku.

– Nadal nic nie wiem, bo uważam, że to ty powinnaś to odkryć – odparła. – Nie wiem, ile ci powiedzieli przez telefon, ale wygląda na to, że wiele lat temu… kilkadziesiąt lat… pozostawiono dla ciebie małe drewniane pudełko. Mia… ta kobieta, która się z tobą kontaktowała… mówiła mi, że inne znalezione przez nią pudełka zostawiły…

Char­lotte zawahała się, ale babcia szybko zaczęła naciskać.

– Kto je zostawił?

Jeszcze chwilę milczała.

– Biologiczne matki osób, dla których były przeznaczone – powiedziała wreszcie. – Podobno odkryto te pudełka w domu, w którym niezamężne kobiety rodziły dzieci, a potem, jeśli chciały, oddawały je do adopcji.

– Do adopcji?

Char­lotte skrzywiła się lekko.

– Tak, tak twierdzi Mia. Do adopcji. Ale w przypadku dziecka, dla którego zostawiono to pudełko, nie było żadnych dokumentów.

– Ten dom był w Londynie? – spytała babcia.

– Tak. Podobno nazywał się Dom Hope.

– Dziwne, bo mama mówiła mi, że nigdy nie była w Londynie, póki nie pojechali tam z tatą w interesach. – Babcia sprawiała wrażenie zdezorientowanej. – Nie wiem, jak to wszystko rozumieć.

Char­lotte było przykro, że zaniepokoiła babcię, ale skoro już zaczęła, musiała brnąć dalej. Mogła mieć tylko nadzieję, że zawartość pudełka coś im wyjaśni.

– Chcesz, żebym je otworzyła? – spytała. – Teraz, kiedy jestem z tobą na linii?

Babcia nie miała wątpliwości. Wyraźnie zapaliła się do tego pomysłu, a Char­lotte żałowała, że nie mogą być teraz naprawdę razem.

– Tak. Otwórz i powiedz, co jest w środku.

Przytrzymując telefon przy uchu ramieniem, Char­lotte zaczęła delikatnie rozplątywać węzełek. W powietrzu uniosły się drobinki włókien ze starego sznurka, kiedy podważała paznokciami mocne wiązanie. Czuła się całkiem jak dziecko w Boże Narodzenie.

– Babciu, cokolwiek tam jest, jeśli w ogóle jest, to nie znaczy…

– Nie boję się tego, co jest w środku, ani tego, że mog­łam być adoptowana, jeśli o to ci chodzi. Cokolwiek odkryję na temat przeszłości, nic nie zmieni tego, co przeżyłam. Ale nie pojmuję, dlaczego to pudełko leżało schowane tak długo i teraz akurat się znalazło.

Char­lotte uniosła wieczko i zajrzała do środka. Nie wiedziała, czego się spodziewała – może listu albo starannie złożonego świadectwa urodzenia, ale ujrzała tylko skromny pierścionek z mieniącym się brylantem. Usiadła i postawiła pudełko obok siebie, po czym wyjęła pierścionek – delikatnie, jakby to było malutkie stworzenie.

– Char­lotte? – Babcia niecierpliwie czekała, aż się dowie, co jest w pudełku.

– To pierścionek – oznajmiła Char­lotte. – Wygląda na zaręczynowy. – Obróciła go w świetle, po czym spróbowała założyć. Był maleńki, o wiele za ciasny na jej palec serdeczny, ale pasował na mały. Przyglądając się mu, stwierdziła, że nagle ma więcej pytań niż odpowiedzi.

– Pierścionek? – Głos babci zabrzmiał o wiele ciszej niż zwykle. – Ma coś wyryte albo jakieś oznaczenia? Jest tam coś, co by wskazywało na związek ze mną albo naszą rodziną?

Char­lotte zdjęła go i obracała, przypatrując się uważnie.

– Nic nie widzę. Ale to brylant oprawiony w złoto. Rozmiar obrączki jest bardzo mały. – Znów wsunęła go na mały palec i podniosła pudełko. Zrobiła wielkie oczy na widok czegoś znajomego.

– Jest tam coś jeszcze?

– Skrawek materiału. Godło… Herb Norwegii.

Przesunęła kciukiem po złotym lwie, który popatrywał na nią z czerwonego tła. W herbie były też złota korona i topór o srebrnym ostrzu. Zakłuło ją w sercu z tęsknoty za ojczyzną. – O, i na dnie jest zdjęcie. – Char­lotte odłożyła skrawek materiału i ostrożnie wyjęła złożoną fotografię.

Uniosła brwi, kiedy ją rozprostowała i zobaczyła, jak jest zniszczona na środku, w miejscu zagięcia. Ale parę na zdjęciu widać było wyraźnie i Char­lotte aż zamurowało, gdy spojrzała na kobietę.

– Lotte? Co jest?

Przełknęła ślinę, wpatrując się w wyblakłą fotografię.

– Lotte? – powtórzyła babcia. – Powiedz, co znalazłaś.

Char­lotte odchrząknęła.

– Babciu, to zdjęcie bardzo młodej kobiety i mężczyzny w podobnym wieku. Może się mylę, ale wydaje mi się, że stoją na tle hotelu przy Sognefjord, tym, do którego zabrałaś nas, jak byliśmy mali.

– To chyba coś więcej niż przypadek – wybąkała babcia.

– Ta kobieta ze zdjęcia wygląda… – Char­lotte przysunęła fotografię bliżej oczu, żeby się lepiej przypatrzyć. Trudno jej było uwierzyć, co widzi. – Ona wygląda całkiem jak ty, ale mężczyzny nie rozpoznaję.

Char­lotte obróciła zdjęcie i odkryła podpis na odwrocie. Przebiegł ją dreszcz. Nawet jeśli wcześniej sądziła, że to małe pudełko trafiło do niej przez przypadek, to teraz wszelkie wątpliwości się rozwiały.

– Z tyłu jest imię twojej mamy. Amalie, rok tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty.

Babcia była tak cicho, jakby połączenie zostało przerwane. Wszyscy zawsze mówili, że jest niesamowicie podobna do swojej matki w młodości, i choć Char­lotte miała nieco jaśniejsze włosy – bardziej kasztanowe, jak mama – odziedziczyła po niej ciemne, brązowe oczy.

– Babciu?

– Najwyraźniej pudełko trafiło we właściwe ręce. Jesteś pewna, że to ten hotel nad fiordem?

Char­lotte skinęła głową, nadal wpatrując się w zdjęcie.

– Tak – odparła. – Byliśmy tam tylko raz, ale nigdy go nie zapomniałam.

– Myślę, że jak na jeden wieczór dość już zagadek – powiedziała babcia. – Możesz przechować bezpiecznie te rzeczy, póki nie rozszyfrujemy, jaki mają związek z naszą rodziną?

– Oczywiście – zapewniła Char­lotte. – Jestem zbyt zaintrygowana, żeby to zlekceważyć.

Pożegnały się i kiedy się rozłączyła, zaniosła pudełko na stół w kuchni. Nalała sobie kieliszek wina i usiadła wygodnie, by jeszcze raz przyjrzeć się trzem przedmiotom. Z wielką czułością patrzyła na młodziutką Amalie na zdjęciu. Gnębiło ją, że prababcia nie zostanie już na tym świecie długo, że może zabraknąć czasu na odkrycie tajemnicy pozostawionych w pudełku pamiątek. Bo jedno było pewne: ktoś w jej rodzinie kłamał na temat swojej przeszłości.

Dopiła wino i uważnie włożyła wszystko z powrotem do pudełka, tak jak zdjęcie, materiał i pierścionek leżały, kiedy zdjęła wieczko. Postanowiła iść spać. Wyłączyła światło w kuchni, lecz po chwili wahania zabrała pudełko ze stołu i postawiła je na szafce nocnej. Z jakiegoś powodu chciała je mieć przy sobie. Nie wiedziała, czy dlatego, że nie chce go zgubić, czy dlatego, że przypomniało jej, jak tęskni za krajem i jak bardzo chciałaby zobaczyć się z babcią i prababcią Amalie. Z przyjemnością popatrywała na nie, kiedy przebierała się w piżamę. Bliskość czegoś związanego z rodziną przynosiła ukojenie.

Dlaczego jesteś na tym zdjęciu, Amalie? – zadała w myślach pytanie prababci. Jakie sekrety skrywałaś przez lata?

Kiedy wślizgiwała się pod przykrycie, czuła, że choć jest bardzo zmęczona po wyczerpującym dniu, te pytania nie dadzą jej spokoju przez całą noc. Podobnie jak pokusa, by z samego rana zarezerwować bilet lotniczy do Norwegii, żeby móc przytulić babcię i wdychać słodki, kwiatowy zapach jej perfum.

* * *

Kiedy obudziła się rano, poderwała się i usiadła wyprostowana na łóżku. Szybko sięgnęła po telefon, by sprawdzić godzinę. Dopiero wtedy uzmysłowiła sobie, że wcale nie zaspała, bo przecież nie musi iść do pracy. Położyła się znowu, przejrzała wiadomości w telefonie, po czym wstała, przeciągnęła się i ruszyła do kuchni, by zrobić kawę. Ostrożnie upiła łyk i sparzyła dolną wargę. Umościła się w miękkim fotelu, włączyła skrzynkę mailową i o mało nie wylała na siebie gorącej kawy, kiedy zobaczyła pierwszą wiadomość.

Gapiła się na nią chwilę, zanim ją otworzyła. Zapominając całkiem o kawie, przebiegła szybko wzrokiem treść.

Droga Char­lotte,

pewnie pamiętasz, że poznaliśmy się, kiedy byłem z żoną na kolacji w Velluto na początku tego roku. Wspominałaś, że Twoja umowa z tą restauracją wkrótce się kończy. Chciałbym więc zaprosić Cię do naszego nowego hotelu w Oslo. Tak się składa, że potrzebujemy szefa kuchni, bo za niespełna miesiąc rozpoczynamy działalność. Uważam, że byłabyś idealną kandydatką. Mam nadzieję, że mogłabyś przyjechać do nas w tym tygodniu albo następnym, jeśli Twoje plany na to pozwalają.

Pozdrawiam

Daniel Hatton

Dyrektor naczelny Nordic Hotel Group

Char­lotte przeczytała mail raz jeszcze, by upewnić się, że to nie jej wyobraźnia. Przypomniała sobie spotkanie z Danielem i rozmowę o nowej restauracji. Mówił, że otwiera hotel i odwiedza najlepsze hotele i restauracje w Londynie, żeby szukać inspiracji. Najwyraźniej odbyła wtedy nieświadomie rozmowę kwalifikacyjną…

Serce zaczęło jej walić, kiedy sięgnęła po kawę i zmusiła się, by upić kolejny łyk czarnego, słodkiego naparu, po czym znów wzięła telefon. Wiedziała, że takie propozycje jak ta nie trafiają się często, ale uwielbiała Londyn – to miasto było jej domem, odkąd skończyła szkołę i postanowiła zostać szefową kuchni. Poszła na kurs w Le Cordon Bleu i udowodniła sobie, że ma to, co zapewnia w tej dziedzinie sukces, że nie oszalała, marząc o karierze szefowej kuchni. Nigdy nie planowała wyjeżdżać z Londynu. Uważała Ang­lię za ojczyznę tak samo jak Norwegię w dzieciństwie. To tutaj miała dalej żyć.

Ale taka oferta? To była wielka życiowa szansa, dająca możliwość uczestniczenia w tworzeniu czegoś od samego początku, pracy dla jednej z najlepszych na świecie sieci skandynawskich hoteli. Nie była naiwna. Wiedziała, że Nordic Hotel Group musiała mieć już dawno umówionego szefa kuchni, ale najwyraźniej ten ktoś w ostatniej chwili odmówił im albo z jakichś powodów musieli z niego zrezygnować. Nie zamierzała jednak nad tym zbyt wiele dumać – czyjaś strata, bez względu na przyczyny, mogła być jej wygraną.

Poza tym oznaczało to, że ma powód, by pojechać do Norwegii i wreszcie zobaczyć babcię.

Wstała i podeszła do okna. Wyjrzała na Chelsea i wyobraziła sobie, jak by to było zamiast Londynu mieć z mieszkania widok na Oslo. Zastanawiała się, czy jest gotowa na taką zmianę.

Zadzwoń do niego, mówił jej wewnętrzny głos. W głębi duszy wiedziała, z kim powinna porozmawiać, zanim coś postanowi. Przez dłuższą chwilę przyciskała czoło do chłodnej szyby, po czym obróciła się i poszła po telefon. Nigdy nie podjęłaby decyzji tak istotnej bez skonsultowania się z nim, bez względu na to, do czego sama by się skłaniała.

Wystarczyły dwa dzwonki i brat odebrał, choć jego głos brzmiał tak, jakby Erik właśnie się obudził. Spojrzała na zegarek i zobaczyła, że jest dopiero siódma.

– Przepraszam, że odzywam się tak wcześnie – powiedziała.

– Nie ma sprawy, i tak mam dyżur pod telefonem.

– Miałbyś czas na wspólne śniadanie? Albo na lunch? – spytała. – Chciałabym się dzisiaj z tobą spotkać.

– Jeśli możesz podejść do tej kafejki najbliżej szpitala za jakąś godzinę, to tam będę.

Odetchnęła z ulgą.

– Dziękuję, Erik.

– Wszystko w porządku?

Char­lotte uśmiechnęła się, wyczuwając niepokój w głosie opiekuńczego starszego brata.

– Będzie w porządku. Do zobaczenia.4

Char­lotte przeszła szybko przez pełen gości lokal, widząc Erika przy stoliku w odległym kącie sali. Wstał, otworzył ramiona i uściskał ją serdecznie. Wiele razem przeszli w dzieciństwie i nawet jeśli czasem spierali się jako nastolatki i dorośli, łączyła ich silna więź, czego nic nie mogło zepsuć. Byłoby jej o wiele trudniej zadomowić się w Londynie, gdyby Erik nie postanowił podjąć pracy bliżej niej.

– Czemu zawdzięczam zaszczyt wspólnego śniadania? – zapytał.

– Czy nie można po prostu mieć ochoty zobaczyć się z bratem bez żadnego powodu?

– Tak ni z tego, ni z owego? Wątpię. – Roześmiał się, odchylając się nieco, kiedy przyniesiono im kawę. – Pozwoliłem sobie zamówić, kiedy tylko przyszedłem. W każdej chwili mogą mnie wezwać. Może się zdarzyć, że będę musiał nagle wyjść.

Char­lotte nabrała powietrza, zdając sobie sprawę, że nie ma czasu na pogaduszki, dopóki nie omówią tego, co najważniejsze. Przyzwyczaiła się do takich sytuacji – brat żył pracą tak jak ona. Rozumiała i szanowała to, że jest tak obowiązkowy i zaangażowany.

– Słuchaj, dostałam propozycję objęcia stanowiska szefowej kuchni – powiedziała. – To znaczy chcą, żebym odwiedziła ich hotel, pewnie przygotowała kilka propozycji menu na początek, ale generalnie rozważają zatrudnienie mnie w nowej restauracji w fantastycznym nowym hotelu. To byłaby wielka sprawa.

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij