Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Człowiek w drodze do spełnienia. O uczeniu się życia w sensie i świadomości - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
4799 pkt
punktów Virtualo

Człowiek w drodze do spełnienia. O uczeniu się życia w sensie i świadomości - ebook

Przeczytaj

Zrozum

Przeżyj

To książka dla tych, którzy chcą żyć bardziej świadomie, bliżej siebie i tego, co w ich życiu ma znaczenie.

  • Jak rozpoznać własną siłę i nauczyć się z niej korzystać?
  • Jak rozumieć prawa życia i lepiej je odczytywać?
  • Jak żyć z poczuciem sensu i szczęścia?
  • Jak w swoim tempie poszerzać świadomość?
  • Jak współistnieć z innymi w sposób dobry i prawdziwy?
  • Jak doświadczać miłości i poczucia obfitości?

Viktor E. Frankl, twórca logoterapii, pokazał, że człowiek potrzebuje sensu, aby naprawdę żyć – i że może go odnaleźć nawet w najtrudniejszych doświadczeniach.

Iwona Majewska-Opiełka rozwija to podejście i przenosi je z przestrzeni terapii do codziennego życia, podkreślając rolę słowa.

Logodydaktyka jest uczeniem się życia w sensie i świadomości. Pozwala lepiej rozumieć siebie, korzystać ze swojej siły i żyć we własnym tempie, w zgodzie z tym, co naprawdę ważne. Logodydaktyka towarzyszy tysiącom ludzi w ich podróży przez życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Zdrowie i uroda
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788383178028

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Na palcach jednej ręki mogę zliczyć sytuacje, kiedy napisanie wstępu było czystą przyjemnością – słowa jakby same wchodziły mi pod palce, a kiedy przeczytałam potem to, co – niemal bez świadomego udziału – stworzyłam… byłam wręcz zachwycona. Najczęściej jest zupełnie inaczej.

Wstęp nie jest łatwy. Z jednej strony chcesz zachęcić do lektury. Chcesz dać obietnicę, która wzbudzi motywację, ale obietnicę prawdziwą, możliwą do spełnienia. Chcesz zasygnalizować, o czym jest książka, a także odpowiedzieć na pytanie, dlaczego piszesz kolejną na podobny temat. Czytający mają prawo wiedzieć takie rzeczy. Dobrze byłoby też powiedzieć, kim jesteś, nawet pochwalić się jakimiś – licznymi przecież – osiągnięciami, opowiedzieć coś o sobie.

Należy też wyjaśnić, jak najlepiej potraktować tę pracę. Są książki, których nie trzeba uczyć czytać, ale są i takie, gdzie te wskazówki są ważne. Moje książki zwykle należą do tych, które podpowiedzi potrzebują, ta – również. I to wszystko trzeba opisać w możliwie najkrótszej formie.

A zatem: Przeczytaj tę książkę, a także przeżyj i doświadcz tego, do czego zachęcam. Znajdziesz tu sporo sposobów pracy ze sobą, praktyk i rytuałów. Wszystkie one są ważne do osiągnięcia celu mojego pisania. Ten cel to wzrost Twojego zadowolenia z życia, większe poczucie sensu i zbliżenie do swojego prawdziwego Ja oraz lepsza skuteczność działania. Zbudujesz charakter, który sprawi, że życie będzie łatwiejsze i bardziej fascynujące. Mogę Ci to obiecać. Tak, obiecuję Ci, że po przerobieniu wszystkiego, co tu znajdziesz – co zajmie Ci mniej więcej 10 miesięcy – Twoje życie będzie lepsze. Może – wreszcie lepsze, a może jeszcze lepsze, ale na pewno odczujesz jakościowo istotną zmianę.

O czym jest ta książka? O tym:

- jak za sprawą małych kroków, zmian w sposobie mówienia i zachowania dokonać wielkich zmian w naszym myśleniu i działaniu;
- jak rozpoznać własną siłę i do niej dotrzeć;
- jak żyć z poczuciem sensu i świadomością szczęścia;
- jak w swoim własnym tempie poszerzać świadomość;
- jak najlepiej współistnieć z innymi;
- jak być naprawdę człowiekiem sukcesu i jak w tym nie poddawać się bezwolnie wzorom innych.

Czy nie o tym właśnie są wszystkie moje książki? W zasadzie – o tym. Wszystkie podpowiadają, jak żyć lepiej, jak żyć naprawdę. Wszystkie przyczyniają się do poszerzania czy zgłębiania świadomości. Jednak każda podchodzi do tego z innego punktu widzenia, zajmuje się jakimś obszarem albo stanowi zbiór esejów wspierających piękny proces, jakim jest życie. Wśród tych książek cztery są nieco inne – to próby ogarnięcia całości rozwoju osobistego. Są niejako opisami modelu, według jakiego się on dokonuje. Około roku 2010 nazwałam ten model logodydaktyką. Pierwszy człon nazwy to wynik inspiracji logoterapią Viktora Frankla – terapią, która wydaje mi się sensowniejsza niż inne propozycje. Greckie słowo logos ma wiele znaczeń i wszystkie one pasują do opisu logodydaktyki: rozum, zasada, sens, porządek świata i słowo. Szczególnie sens i słowo mają zastosowanie w moim modelu. Kładę spory nacisk na używanie słów w sposób, który nam służy, i przywiązuję wielką wagę do nadawania sensu własnemu życiu. Ale jest też w logodydaktyce sporo o porządku świata i w ogóle o porządku, który jest w dużym stopniu źródłem naszego poczucia bezpieczeństwa.

Zamiast terapii jest dydaktyka, czyli uczenie siebie i innych. Wszak szczęścia można się nauczyć. Można się nauczyć dobrego życia i można poznać prawdziwego siebie, wykorzystując do tego istotny element uczenia się, jakim jest poszukiwanie danych. Dostarczę Ci tutaj danych, które ułatwią Ci to poznanie.

A dlaczego piszę kolejną książkę opisującą mój model? Ja też się rozwijam. Od czasu napisania pierwszej wersji logodydaktyki minęło prawie 15 lat. Przeszłam w tym czasie dwa poziomy rozwoju osobistego i jestem w innym miejscu. Moje podejście do logodydaktyki jest pełniejsze, bardziej miękkie i mądrzejsze, niż było wówczas. Jest w nim więcej Miłości. Wiem i rozumiem dziś więcej. To, co nie było widoczne w tamtym modelu, dziś często wysuwa się na pierwszy plan. To normalne. Nasz rozwój przypomina spiralę, po której się wznosimy, a nasze życie w zasadzie kręci się wokół tych samych spraw, zdarzeń i tematów… Zmienia się jednak poziom zrozumienia i przeżywania. Dziś jeszcze lepiej rozumiem słowa T.S. Eliota, z którymi pierwszy raz spotkałam się 36 lat temu w książce Stephena R. Coveya 7 nawyków skutecznego działania:

Nie możemy ustawać w poznawaniu. A jego końcem będzie przybycie do miejsca, w którym zaczynaliśmy, i poznanie go po raz pierwszy.

Poznajemy w zasadzie to samo. Wędrówka przez życie doprowadza nas do tego samego miejsca, ale teraz widzimy je inaczej – lepiej. Moje myślenie o tym cytacie też się zmieniło… i ma to wielki wpływ na całość logodydaktyki. Kiedyś myślałam, że nie możemy ustawać… Dziś wiem, że oczywiście możemy. I to też jest w porządku. Tu nie ma innej potrzeby niż głos z naszego wnętrza. To za nim idziemy… lub nie. Życie, a w nim rozwój osobisty, nie jest ni wyścigiem, ni konkursem. Jest naszą drogą do domu, którą idziemy w zgodzie z tempem, jakie obieramy w porozumieniu z duszą… Albo bez porozumienia. I tak też jest dobrze.

Na koniec o tym, jak traktować tę lekturę i tę książkę. Kiedyś napisałabym tutaj: Czytaj systematycznie, rób proponowane ćwiczenia, doświadczaj tego, co tu proponuję. Dziś napiszę inaczej. Dałam wcześniej obietnicę – wiesz, co możesz osiągnąć, przerabiając treści tej książki niespiesznie, w procesie 10 miesięcy. Podtrzymuję ją. Jednak podkreślam: to jest tylko możliwość. Pytaj siebie. Pytaj duszy. Pytaj serca. Nie rób niczego na siłę. Jeśli jednak czujesz, że to coś dla Ciebie, zanurz się w to z entuzjazmem.I. GDZIE JESTEM? DOKĄD IDĘ? ŚWIADOMOŚĆ

Zatrzymaj się

Zatrzymaj się. Od tego wszystko się zaczyna. Zatrzymaj się mentalnie, fizycznie nie musisz. Możesz wręcz chodzić… Zacznij z uwagą patrzeć na siebie w świecie. Właśnie tak: na siebie w świecie. Co nam daje oglądanie świata, jeśli nie pozostaje to w kontekście z nami samymi – z naszymi odczuciami, emocjami, z pamięcią? Niewiele. Wszelkie widoki, doświadczanie, zabawy i przeżycia zatrą się w naszej pamięci. To rodzaj turystyki. Zwiedzanie życia. A tu chodzi o to, aby żyć. Rzecz w tym, aby przenosić to wszystko do świadomości, aby ją rozszerzać, pogłębiać i dzięki temu wzrastać. Życie staje się przez to pełniejsze, a my coraz lepiej je rozumiemy. A jeśli dołożymy jeszcze stałe mikrozmiany, będziemy mieli to, co nazywamy rozwojem osobistym.

Dotykamy tu świadomości – tej w wydaniu jednostkowym, na nasz użytek.

Nasza świadomość to taki wewnętrzny ekran, na którym pojawiają się myśli, uczucia i wszystko, co zauważamy – w sobie i wokół nas. Te wszystkie informacje tworzą system i ulegają różnorodnemu przetwarzaniu.

To moment, w którym wiemy, że wiemy. Na przykład: czuję radość – i jestem tego świadoma. Albo: zauważam zachód słońca – i naprawdę go widzę, a nie tylko na niego patrzę.

Świadomość sprawia, że nie tylko żyjemy, ale jesteśmy obecni w swoim życiu.

Im częściej jesteśmy naprawdę świadomi, tym nasza świadomość bardziej się poszerza, obejmuje coraz większy fragment rzeczywistości. A wraz ze wzrostem – z rozszerzaniem się świadomości – coraz lepiej rozumiemy siebie, innych i świat. Nawet najmniejsze przyrosty świadomości to pierwsze kroki do zmiany i do życia, które chcemy prowadzić. Od tych zmian wszystko się zaczyna. Mówimy zmień przekonania, a tak naprawdę mówimy – wprowadź do swojej świadomości nowe wzory – lepsze postrzeganie danej sytuacji. Mówimy o zjawisku aha albo o przesunięciu paradygmatu – a to nic innego jak zmiana wzoru, jaki mieliśmy w świadomości – nowe zrozumienie danego zjawiska. W wersji aha ta zmiana jest olśnieniem. Czasem wymaga jednak czasu i pewnej pracy, często w towarzystwie kogoś z zewnątrz.

Świadomość, pozostawiona sama sobie, zajmuje mały procent naszego życia psychicznego. Mówi się o tym, że to od 2 do 15 procent. Rozwój osobisty powoduje, że się rozszerza – zwiększa procentowo swoją obecność w naszym psychicznym życiu. Im więcej tej świadomości, tym pełniejsze jest nasze życie.

Możemy mówić także o świadomości zbiorowej. To system przekonań (począwszy od rodzinnych, a kończąc na naukowych) panujący w danej kulturze. Tu również dokonują się zmiany i te rzadko mają postać nagłych olśnień. Zmiany świadomości społecznej następują wolniej niż zmiany u jej poszczególnych przedstawicieli, zwłaszcza u tych należących do swoistej awangardy w jakimś obszarze. Sama uważam się za taką osobę. Już w połowie lat 90. ubiegłego wieku pisałam w książkach o tym, co dopiero ostatnio głośno wybrzmiewa. Taka awangarda jest potrzebna. Choć jej przedstawiciele nie zawsze zbierają owoce, to jednak bez zapylania ich ideami tych owoców nigdy by nie było. Są też maruderzy – ludzie, którzy z różnych powodów zamykają się w świecie swoich poglądów i nie dopuszczają do konfrontacji z nowymi prądami. A pomiędzy awangardą a maruderami jest wielka grupa, która w różnym tempie rozwija swoją świadomość, w zależności od dostępu do wiedzy i gotowości do jej przyjęcia. Może jesteś taką osobą? Zatem ta książka jest dla Ciebie.

Świadomość a wszechświat

W tej chwili wielu naukowców zajmuje się badaniami sugerującymi tezę, że wszechświat może mieć… świadomość. To, że nasza indywidualna świadomość nie jest jedynie tworem mózgu i nie jest zamknięta w czaszce, jest już pewne. Wiadomo, że fale, jakie wysyła mózg, wychodzą poza czaszkę i łączą się z tym, co tworzy świadomość wszechświata – niczym fala z oceanem. Wiadomo też, że mózg współpracuje z sercem. I to nie on jest kierownikiem.

Badacze, tacy jak Roger Penrose, John Archibald Wheeler, David Bohm czy – mój ulubiony – Ervin László, dokładali swoje wizje do rozumienia wszechświata raczej jako wielkiego pola informacyjnego niż tradycyjnie pojmowanej, różnie uformowanej materii. Pomysł, że wszechświat może mieć świadomość, nie jest jeszcze szeroko akceptowany w tradycyjnej fizyce, ale teorie tych (i innych) naukowców otwierają drzwi do dyskusji na ten temat. Polski naukowiec żyjący w Australii – Tomasz Chałko twierdzi, że mówiąc o świadomości w taki sposób w niektórych placówkach naukowych można stracić pracę albo przynajmniej szacunek kolegów. A jednak awangarda jest tu silnie obecna. Interesujące i cenne dla zrozumienia ludzkiej duchowości jest podejście Ervina László – fizyka węgierskiego – który postrzega wszechświat jako jedno, wszechobejmujące pole Akashy. Można je porównać do kosmicznego archiwum, które przechowuje informacje o wszystkim, co wydarzyło się we wszechświecie – od najmniejszych cząsteczek do największych struktur. László sugeruje, że nasze umysły mają dostęp do tego pola i mogą się z nim komunikować, co może tłumaczyć fenomeny, takie jak intuicja, przebłyski wiedzy czy połączenia duchowe. László uważa, że wszystko we wszechświecie jest ze sobą powiązane przez to pole, a każda cząstka czy forma życia jest w nim zakodowana. Można tu mówić o głębokiej jedności i wzajemnej zależności wszystkiego, co jest. Ludzka świadomość nie jest tylko wynikiem działania mózgu, ale działa też w połączeniu z tym polem, jest jego aktywnym fragmentem. Każda forma życia posiada dostęp do tego zapisu, a ludzka świadomość jest zdolna do odczytywania i interpretowania informacji w nim zawartych. Zmysły i umysł ludzki nie są ograniczone tylko do fizycznego świata, ale mogą odczytywać informacje z tego pola, które jest bardziej subtelne i wykracza poza fizyczne postrzeganie. Podejście Ervina László obejmuje zarówno naukę, jak i duchowość, traktując pole Akashy jako przestrzeń, w której wszystko jest ze sobą połączone i w której wszechświat działa zgodnie z boskim porządkiem. Pole to jest według László związane z ewolucją świadomości ludzkości. Twierdzi, że dostęp do tego pola może pomóc w rozwiązywaniu współczesnych problemów.

Rozwijając naszą świadomość i połączenie z tym polem, możemy dokonać pozytywnej transformacji ludzkości.

Niemal to samo, choć innymi słowami i wychodząc z pozycji jednostki, mówił Carl G. Jung. Wierzył on, że świadomość nie ogranicza się do jednostki. Mówił o podświadomości zbiorowej, czyli wspólnym morzu, z którego korzystają wszystkie indywidualne umysły. Dla Junga także, człowiek jest nie tylko obserwatorem świata, ale także jego uczestnikiem i współtwórcą. Świat zewnętrzny i wewnętrzny to nie dwa oddzielne byty, ale zwierciadła tej samej, głębszej rzeczywistości.

Wygląda na to, że Jung już wtedy przeczuwał to, o czym dziś próbuje się mówić za sprawą fizyki i duchowości jednocześnie. Miał świetne połączenie z polem Akashy. Dziś na wieści ze świata fizyki kwantowej uśmiechnąłby się zapewne z aprobatą jako człowiek, który całe życie próbował przekroczyć granicę między psychiką a materią.

Kim jesteś

Może zastanawiasz się, co w tym rozdziale robią odniesienia do wszechświata. Przecież miało być o Tobie – o tym, gdzie jesteś i dokąd idziesz. Tak, zgadza się. Jednak jesteśmy we wszechświecie, w kosmosie i nie możemy mówić o sobie w oderwaniu od tego, co wiemy na ten temat. To, jak idziemy przez życie, w dużej mierze zależy od znajomości siebie – na ile siebie znamy i co o sobie wiemy, również w tym wielkim kontekście.

Zdecydowana większość kobiet tak naprawdę nie wie, kim jest i co jest dla niej naprawdę ważne. Kobiety nie znają swoich potrzeb, preferencji, a nawet marzeń. Nie potrafią oddzielić tego, co jest prawdą ich duszy, ich jedynej w świecie kompozycji, a co zostało im wdrukowane przez środowisko, czym nasiąkły. Dodatkowo dość rzadko mamy o sobie wiedzę, kim jesteśmy jako ludzie. Nie znamy swojej siły. Nikt nas tego nie uczy. Jeśli już dają nam jakąś wiedzę, to raczej tę podkreślającą słabość i niedoskonałość. Tymczasem już pierwsze założenie logodydaktyki mówi:

Człowiek ma ogromny, praktycznie nieograniczony potencjał – zarówno jako jednostka, jak i gatunek. Wykorzystujemy go w niewielkim stopniu i wciąż odkrywamy nowe możliwości.

Co z tego wynika?

Wczoraj miałam dyskusję z moją córką. Magda dość emocjonalnie broniła kobiet, które marudzą, narzekają na niewygody bycia matką, zadają pytania w rodzaju „dlaczego nikt mi tego nie powiedział” i mają pretensje do świata, że ich życie nie wygląda tak, jak by chciały. Sama nie jest matką, ale ma ogrom empatii i dość terapeutyczne podejście do ludzi. Twierdziła, że kobiety są takie, ponieważ tak je zaprojektował system. Wcale nie chcą narzekać i marudzić, ale inaczej nie potrafią i nie mogą. W oczach miała łzy.

System ma w tym swój udział. Jednak nie można kończyć na tym stwierdzeniu. To niczego nie załatwia. Może być wstępem do pomocy. Taka czuła obecność może nieco ulżyć w cierpieniu, ale niczego nie zmieni. Dobrze, gdy ktoś jest empatyczny, ale jeszcze lepiej, jeśli ma zdolność do aktywnego współczucia, czyli pomocy. Na szczęście mam wiedzę i znam sposoby pomagania. Dlatego, rozumiejąc to samo, co moja empatyczna córka, idę dalej – podpowiadam, jak można oderwać się od tego programowania przez system. Pokazuję siłę, jaką mamy, i drogę, którą można do niej dotrzeć. Mam nawet przestrzeń, gdzie mogę to robić – media społecznościowe, książki i spotkania indywidualne z kobietami. W mojej obecności nie trzeba nikogo bronić, zwłaszcza kobiet. Rozumiem, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej. Jestem kobietą i sama byłam w miejscach, w których realizowałam społeczne programy, działając w zgodzie z tym, co miałam wdrukowane do podświadomości, a czemu pozwalałam wejść na ekran swojej świadomości. Wiem jednak, że można to zmienić, robiąc mniejsze i większe kroki w kierunku szerszej świadomości. Pełna wiedza o sobie – o Kasi, Agatce, Iwonce czy Magdzie – jak i o kobiecie, która symbolicznie jest ostatnim aktem dzieła Boga. Mamy tę moc i dostęp do mocy, która tkwi w zapisach Akashy. Możemy to zamienić na siłę.

Dostaliśmy w darze samoświadomość, sumienie, wyobraźnię, wolę oraz instynkt samorealizacji. Te dary umożliwiają nam odkrywanie naszego potencjału i urzeczywistnianie go, pozwalają nam również dokładać do świata swoją unikatową wartość – dawać to, co tylko my możemy dać. Ten punkt zasad logodydaktyki kończy się zdaniem:

Warto budować na sile, a nie kręcić się wokół słabości.

Jakże inną narrację można na tym zbudować. Jesteś cudem, nie potrzebujesz się nawet doskonalić, a tym bardziej – reperować czy poprawiać. Potrzebujesz odnaleźć w sobie siłę, która pozwoli Ci uzewnętrznić tak wiele Twojego potencjału, ile będziesz pragnęła. Potrzebujesz zrozumienia, kim jesteś i jak działa Twoja moc. Potrzebujesz wiedzy pozwalającej Ci wykorzystać Twoje dary i talenty do zamanifestowania tego, kim jesteś, do samorealizacji, czyli wykonania planu, który jest Twój własny, najlepszy dla Ciebie. Przy czym Ty to nie znaczy tylko Twój umysł i ego wypełnione po brzegi programami płynącymi ze środowiska, to także znaczy – dusza. Masz do niej dostęp i możesz się z nią kontaktować za sprawą serca. Tam znajdziesz prawdę o sobie – o swoich prawdziwych pragnieniach i o misji na Ziemi. To podejście zupełnie odwraca perspektywę naszych życiowych działań, a także podejście do rozwoju osobistego. Dalej można mówić o doskonaleniu, tyle że doskonalisz nie siebie, ale kompetencje, umiejętności i sprawność. Ty jesteś już doskonała. Masz słabości? W porządku. Nie szukaj ich jednak specjalnie. Buduj na sile. Chodzi o to, aby akceptować siebie i wykorzystać wewnętrzną moc i nasz potencjał.

Nie wydaje mi się, aby ludzie w ogóle mieli słabości. To jest tylko kwestia nazywania i porównywania do sztucznych społecznych wzorców oraz niewłaściwego korzystania z jakichś cech. Kiedy św. Paweł prosił Boga o uwolnienie go od słabości, jaką w sobie dostrzegał, usłyszał odpowiedź – Wystarczy ci mojej łaski. To mówi nam o bardzo istotnym elemencie naszej siły, o tym, że człowiek nie musi być doskonały, nie musi radzić sobie ze wszystkim sam, bo kiedy z pełną pokorą zda sobie sprawę z tego, że nie ma pod dostatkiem jakiegoś przymiotu, i prosi o pomoc, zaczyna działać łaska. Ta pozorna słabość otwiera przestrzeń na coś większego niż siła ego – na działanie Ducha, Wszechświata, kosmicznej Świadomości. To nie jest zachęta do bycia bezradnym, tylko do tego, by nie opierać się wyłącznie na sile, która płynie z ego. Kiedy człowiek uzna, że nie wszystko od niego zależy, kiedy się podda w duchowym sensie, a w ludzkim sensie ufa i odpuszcza, może popłynąć w nim inna siła, nie własna, lecz Boska. Tak powiedzieliby ludzie religijni. Psychologicznie można to porównać do stanu, kiedy ego w końcu ustępuje i pojawia się głębszy wymiar Ja – ten obecny w duszy, który ma dostęp do mocy na przykład podświadomości zbiorowej czy zapisów pola Akashy. W każdym zatem ujęciu – masz dostęp do siły. Możesz potrzebować odsłonięcia czegoś, dotarcia do czegoś, zrozumienia, ale nie – reperowania. Nie jesteś popsuta… Ty po prostu nie jesteś… sobą prawdziwą. Jesteś tym, za kogo się uważasz, a tego uważania się za kogoś Cię nauczono. Zrobili to rodzice i inne znaczące osoby w Twoim życiu oraz tak zwani eksperci – przedstawiciele nauki i różnych dziedzin wiedzy. Tak, możemy się budować, tworzyć, rozwijać… ale to zupełnie co innego niż poprawiać czy reperować.

Dlatego trzeba zacząć od poznania siebie jako konkretnej osoby mającej swoją indywidualną świadomość i jako człowieka mającego dostęp do Świadomości – do tego kosmicznego oceanu, gdzie jest cała dostępna wiedza i moc.

Poprowadzę Cię nieco, ale pamiętaj – szukaj własnych sposobów, sięgaj po to, co z Tobą najlepiej współgra. Ta książka podpowie Ci praktyki, klucze, rytuały i ścieżki, które pozwolą Ci lepiej poznawać siebie w kolejnych etapach odsłaniania swojego potencjału. Pozwoli też znajdować najlepsze podejście i właściwe mapy do Twojej ziemskiej podróży.

Zauważ, że nie używam słów narzędzia, techniki, strategie i tak dalej. Nie będę używać tych słów, ponieważ rozwój osobisty to nie zestaw technicznych rozwiązań, ale droga do spotkania ze sobą. Od momentu tego prawdziwego spotkania zaczyna się rozwój duchowy. W tej pracy nie będę pisać o rozwoju duchowym, ale chcę Cię prowadzić przez rozwój osobisty tak, abyś mogła miękko wejść w ten duchowy. Jeśli chcesz wiedzieć, jak wygląda nasza droga poprzez kolejne poziomy rozwoju, przeczytaj książkę, o której już wspominałam – Droga do domu. 8 poziomów w rozwoju osobistym. Znajdziesz tam całą niezbędną wiedzę. Jednak czytaj tylko dokąd czujesz, że wszystko rozumiesz i znajdujesz odpowiedniki w swoim życiu. Przestań czytać, jeśli lektura zacznie od Ciebie za dużo wymagać. Uwierz mi, kiedyś to zrozumiesz.

A zatem kim jesteś? W dodatku B znajdziesz pytania, które pozwolą Ci lepiej siebie poznać. Nazwałam to Mapą siebie – kwestionariuszem codziennych preferencji. Warto wiedzieć, co się lubi, co nas porusza, jak najlepiej odpoczywamy czy spędzamy czas. Te preferencje zmieniają się w czasie. W szkole podstawowej mieliśmy takie zeszyty, w które wpisywało się odpowiedzi na różne pytania. Nazywało się to Złote myśli… nie wiedzieć czemu, bo myśli to tam raczej nie było. Jakże inne są dziś moje odpowiedzi. I to nie tylko te na temat ulubionego utworu muzyki klasycznej czy ulubionej książki… To oczywiste. One są inne, gdy chodzi o takie sprawy jak ulubiony kolor. Zmieniamy się.

Warto wciąż uaktualniać wiedzę o sobie. Nie powtarzać tego, co nie jest już prawdą.

Wszak łączy się to z wyborami. Wybierasz potem coś, co myślisz, że jest Twoje, a ono już takie nie jest.

W dodatku C pytania są głębsze, zachęcają do wejrzenia w siebie, czasem do spotkania z sercem. Odpowiadaj bardzo szczerze, nie popisuj się i nie pisz tak, jak chciałabyś, aby było albo jak wiesz, że jest właściwie i szlachetnie, ale tak, jak jest naprawdę.

Na tym polega akceptacja siebie – przyjęcie siebie z całym inwentarzem. Akceptacja to nie to samo co aprobata. Może będziesz chciała zmienić niektóre rzeczy tak, aby Twoje szczere odpowiedzi wyglądały kiedyś inaczej. W porządku. Na pewno tego dokonasz… Ale tylko wtedy, jeśli znasz prawdę, stan aktualny. Możesz być dumna z siebie, że to robisz, że czytasz te słowa i chcesz wykonać jakieś kroki ku spotkaniu ze sobą prawdziwą. Nie osądzaj siebie, a już na pewno nie wstydź się. To droga. Czy można się wstydzić, kiedy się potknęło albo zgubiło? Czy można mieć do siebie pretensję? Nie. Zazwyczaj wykorzystujemy różne nauki, przygotowujemy się do drogi według wskazówek, które dostajemy… Skąd mieliśmy wiedzieć, że te najważniejsze wskazówki są w nas samych? I skąd mieliśmy wiedzieć, jak tam dotrzeć, jak nawiązać ten kontakt. Czy jakaś matka powiedziała: Ty nie słuchaj mnie, tylko idź za tym głosem, z którym przyszłaś na świat? Nie znam takiej. Sama też tak nie mówiłam. Ciesz się z tego, że masz teraz szansę dokonywać nowych wyborów opartych na poznaniu siebie i swojej siły. To może być piękna przygoda.

PRZYSTANEK 1.

- Zacznij się sobie przyglądać. Zauważ, jakie wybory podejmujesz. Słuchaj swojego języka, słów, tego, jak określasz siebie i innych; jak mówisz o życiu.
- Jak rozumiesz znaczenie słów z pierwszej zasady logodydaktyki o tym, że człowiek ma nieograniczony potencjał zarówno jako jednostka, jak i jako gatunek?
- Obejrzyj film z Julią Roberts i Richardem Gerem Uciekająca panna młoda. Film pokazuje, jak bardzo nie znamy siebie.

Pięć darów człowieczeństwa

Pierwsza zasada logodydaktyki ma również drugą część:

Od innych form życia odróżnia człowieka: samoświadomość, sumienie, wyobraźnia, wola oraz instynkt samorealizacji, który objawia się u różnych ludzi w różny sposób.

Mamy je wszyscy. Możemy nie mieć różnych pomocnych w życiu cech, talentów czy umiejętności, ale to mamy wszyscy. Dostaliśmy je wraz z przyjściem na świat. Samoświadomość, sumienie, wyobraźnia, wola oraz instynkt samorealizacji – pięciokąt mocy.

Człowiek nie ma instynktów. Wprawdzie znikoma część badaczy uważa, że je ma, ale wystarczy się bliżej przyjrzeć, aby stwierdzić, że to jest nieprawdziwe. Instynkt łączy się z przymusem, z brakiem wyboru, a czasem także z działaniem nieuświadamianym. Tymczasem nawet tzw. instynkt przetrwania nie mieści się w ramach definicji instynktu, o czym mogą świadczyć samobójstwa albo wybory takie, jakie ten św. Maksymiliana Kolbego czy Janusza Korczaka. Tym bardziej nie mieszczą się tam instynkty opieki nad potomstwem czy instynkt społeczny.

Człowiek nie ma również instynktu seksualnego, na który tak ochoczo powołują się niektórzy mężczyźni, tłumacząc swoje nieodpowiedzialne zachowania.

Najbliżej instynktu jest pęd do samospełnienia, do urzeczywistnienia swojego potencjału, tak biologicznego, jak i duchowego. Ja nazywam ten pęd właśnie instynktem samorealizacji. Abraham Maslow mówił o samorealizacji nie tylko jako o rozwoju potencjału, ale też – w późniejszych latach – o realizacji transcendencji. Carl Rogers mówił o organicznej tendencji do rozwoju organizmu jako całości, co łączy się ze zwiększaniem złożoności i z doskonaleniem. Viktor Frankl natomiast widział w człowieku wolicjonalne dążenie do sensu i to uznawał za życiową siłę napędową. Frankl, ojciec logoterapii, jest moim mistrzem i uważam go za jeden z największych umysłów w psychologii i filozofii. Jednak w tym wypadku mam nieco inne zdanie. Otóż sama potrzeba jest instynktowna, czyli wrodzona – wola i świadomość wchodzą w ten proces dopiero na pewnym etapie. Frankl pracował jednak najbliżej duszy. Poczucie sensu ma wiele wspólnego z tym, czego ona potrzebuje.

Życie to proces dojrzewania do tego, kim naprawdę jesteśmy. Kim byśmy byli, gdyby świat zewnętrzny nie uczył nas kim mamy być czy kim być powinniśmy.

Działamy na różne sposoby – miotamy się albo snujemy po życiu, wybieramy niewłaściwe drogi albo w ogóle nie wybieramy, ale nade wszystko za mało siebie słuchamy. Tu chodzi o życie w zgodzie z własną prawdą, własnym talentem, głosem serca… Ale ten głos trzeba usłyszeć. Tymczasem nikt nas tego nie uczy, nie pokazuje nam siły, nie wiemy nawet, że ją mamy. To dlatego środowisko, w jakim przychodzimy na świat i wzrastamy, ma taką moc nad nami. Wywiera tak ogromny wpływ na ludzkie losy, na to, jak żyjemy, kiedy się obudzimy i… czy w ogóle się obudzimy. Jednak ten głos jest w nas zawsze. I często daje o sobie znać. Czasem objawia się w formie pragnienia – często niezrozumiałego. Czujemy, że chcemy czegoś i nie bardzo wiemy, czego. Kiedy jednak idziemy w zgodzie z tym, co jest naszą prawdą, czujemy radość i chęć do życia, obojętnie, jakie przeszkody pojawiają się na naszej drodze. Różnie jesteśmy też naprowadzani na właściwą drogę. Bywa, że kiedy uporczywie jej nie rozpoznajemy, są to choroby, dramatyczne wydarzenia, czasem depresja. To wymusza zajęcie się sobą.

Najczęściej jednak są to piękne przypadki tak ładnie nazywane po angielsku serendipity. Pojawiają się odpowiednie osoby, ale także książki i kursy. Zapewniam Cię, że ta książka jest takim naprowadzeniem.

A kto nas naprowadza? Na to pytanie każdy odpowiada sobie sam i każda odpowiedź jest dobra. Jestem świeżo po lekturze tryptyku duchowego Moniki Górskiej, która uważa, że jest prowadzona przez Boga, że wtedy, kiedy jest sobą prawdziwą, działa w zgodzie z tym, co przygotował dla niej Najlepszy Scenarzysta Świata. Michael Singer, który wiele zmienił w moim życiu, czerpał z tradycji zen i innych nurtów kontemplacyjnych Wschodu, unikał personifikacji. W książce, w której opisuje poddanie się prowadzeniu, mówi o Życiu pisanym dużą literą. Ale mówi także o ciszy, która jest potrzebna, aby usłyszeć wewnętrzny (jednak) głos – płynące z wnętrza tak dla życia. Przez lata słuchał gadającego umysłu – głosu w głowie. W pewnym momencie zrozumiał, że nie jest tym głosem – że jest Obserwatorem. Kiedy nauczył się trwania w tym wewnętrznym milczeniu i obserwacji, wszystko się zmieniło. Ludzie mówią też o prowadzeniu przez anioły czy inne dobre duchy. Mnie prowadzi moja Dusza, która oczywiście ma dostęp do Źródła Wszystkiego – do Boga.

Są oczywiście i tacy, co twierdzą, że prowadzi ich rozum, zdrowy rozsądek i wartości, które sobie wybrali. Nie wierzą w żadne inne formy energii, nie wierzą w Boga… choć czasem uważają, że coś jest na rzeczy. Logodydaktyka ma także dla tych osób rozwiązanie, choć bardzo bym chciała, żeby pomogła im obudzić się w pełni.

Wiara tylko w umysł to bowiem ciągle półsen. To tylko przygotowanie do pełnego życia.

Dostaliśmy całe wyposażenie do tego, aby iść najlepszą drogą. Instynkt samorozwoju jest siłą napędową, ale mamy cztery inne wierzchołki pięciokąta mocy: samoświadomość, sumienie, wyobraźnię i wolę. Te dary człowieczeństwa wspierają nas w drodze do samorealizacji. To dzięki nim możemy urzeczywistniać swój potencjał, a mówiąc inaczej – spełniać marzenia, podążać za pragnieniem, wzmacniać swoją siłę sprawczą, budować siebie prawdziwych i przeżywać to wszystko, czego pragnie nasza dusza. Na tych wewnętrznych podstawach możemy zbudować wszystko inne: cechy i umiejętności, których potrzebujemy, a także unikatową osobowość zbudowaną na odkrytych talentach. Możemy także ułożyć swoje relacje z naszym ego, czyli z tym, co nie jest nami, ale towarzyszy nam i wciąż się odzywa.

Instynkt samorealizacji to głębokie pragnienie wzrastania, które mamy w sobie od początku. To siła, która mówi: Chcę być sobą w pełni, prawdziwie, coraz bardziej. Chcę czuć sens życia i mieć wkład w ten świat. Dzięki tej sile nasze życie staje się drogą ku spełnieniu.

Samoświadomość to zdolność, by widzieć siebie z boku i od środka zarazem. To cichy obserwator, który nie ocenia, ale zauważa. Dzięki niemu wiemy, co myślimy, czujemy, wybieramy i co – ewentualnie – możemy zmienić.

Sumienie to wewnętrzny kompas, który zna drogę, nawet gdy zewnętrzny świat mówi coś innego. Nie krzyczy, ale mówi jasno. Dzięki niemu wiemy, co jest właściwe – zanim usłyszymy opinię innych. Mechanizm, który w pewnym sensie służy do oceniania.

Wyobraźnia to dar tworzenia nowej rzeczywistości, zanim się wydarzy. To nie tylko marzenia. To przestrzeń, gdzie rodzą się rozwiązania, scenariusze, odpowiedzi. Dzięki niej możemy przekraczać to, co znane. Możemy tworzyć.

Wola to nasza wewnętrzna siła decyzji i działania po jej dokonaniu. Nie upór i nie przemoc, ale świadomy ruch w kierunku, który wybieramy. Dzięki niej podążamy tam nawet wtedy, kiedy nie jest łatwo. Stoję na stanowisku, że trzeba nią bardzo świadomie gospodarować.

Ego i Ja

Ego żywi się tym, co niesie nasze otoczenie, przeszłość i wyobrażenie o przyszłości. Aby siebie chronić, produkuje lęki, przekonania i schematy, które nie zawsze są prawdziwe, choć często wydają się realne. Do tego jeszcze wrażenie jest takie, że ego chroni nas, podczas, gdy ono chroni siebie.

Co to znaczy, że ego to nie ja?

Co to znaczy, że chroni siebie?

Spersonifikowałam ego nie bez powodu. Czasem łatwiej zrozumieć coś abstrakcyjnego, kiedy nadamy temu jakąś postać. Jednak ego to tylko konstrukt teoretyczny. To pojęcie stworzone przez psychologię, aby opisać część naszej psychicznej organizacji – tę, która pośredniczy między światem wewnętrznym a zewnętrznym, między naszą prawdą a kulturą, między potrzebą a obowiązkiem. Jednak z biegiem lat zamiast być pośrednikiem, zaczyna grać główną rolę. Buduje iluzję tożsamości: ja to moje nazwisko, moje osiągnięcia, moje poglądy, moje racje, moja rola w świecie. I choć to iluzja, to bardzo przekonująca. Ego broni tej iluzji z pasją, bo to w niej widzi swoje istnienie. Dlatego podpowiada: nie zmieniaj się, bo to zagraża twojej tożsamości, a czasem wręcz: jesteś wystarczająca taka, jaka jesteś. Przy czym nie ma na myśli Twojego prawdziwego ja, ale… siebie. Tak, siebie. Czasem mówi też: udowodnij, że masz rację, bo inaczej znikniesz. I wtedy… no cóż, sama wiesz, co wyprawiasz.

Z faktu, że ego jest konstruktem teoretycznym – sztucznym tworem badaczy – wynika to, że ma wiele znaczeń. W psychologii akademickiej oznacza co innego, w psychoanalizie co innego, w duchowości zachodniej coś jeszcze innego, podobnie w jodze czy tradycji Wschodu. Bywa więc, że ktoś czyta lub słyszy: zniszcz ego, ale i wzmocnij ego; uwolnij się od ego albo zbuduj zdrowe ego. To powoduje, że zamiast zrozumieć, gubi się jeszcze bardziej. Jak bowiem wzmocnić coś, co trzeba zabić? Jak zbudować to, co należy rozpuścić?

Ten bałagan pojęciowy nie wynika ze złej woli autorów czy nauczycieli, ale z faktu, że

ego to tylko słowo służące do opisu, a nie obiektywna, fizyczna część człowieka.

PRZYSTANEK 2.

Zamiast przyjmować wszystkie te definicje albo zastanawiać się, które są prawdziwe, lepiej zatrzymać się i zapytać siebie:

- Czym ego jest dla mnie?
- Jak działa w moim życiu?
- Kiedy mi pomaga, a kiedy przeszkadza?
- I co we mnie jest tym, co może to obserwować?

Właśnie ten obserwator, prawdziwe Ja jest najważniejsze. To ono może uznać ego za to, czym w istocie jest: towarzyszem, nie szefem, a na pewno nie przewodnikiem. Jest rodzajem pośrednika. Żeby jednak być pewnym, że wybieramy najlepiej dla siebie – warto pytać o zdanie duszy.

Pamiętaj: Ja prawdziwe nie znika. Ty nie znikasz i ja nie znikam. Nie jesteśmy tym, co myślimy. Nie jesteśmy ni rolą, ni funkcją, ni przekonaniem.

Jesteśmy obecnością. Duszą. Świadomością.

Prawdziwe Ja nie potrzebuje racji, bo zna prawdę. Nie musi się bronić, bo czuje się bezpiecznie. Nie szuka aprobaty, bo zna swoją wartość.

Ego przemija wraz z ciałem. Prawdziwe Ja zostaje.

Dlatego nie warto walczyć z ego, mówić o nim niedobrze i obwiniać za różne zachowania. W ten sposób dajemy mu siły. Nie trzeba go też unieważniać, bo wtedy zacznie się domagać uwagi, będzie wierzgać i przeszkadzać nam w ciszy, w której możemy usłyszeć siebie prawdziwą. Trzeba je rozpoznać, uznać i docenić. I powiedzieć mu swoją prawdę: To Ja prowadzę przez życie ten biologiczny wehikuł, który tu na Ziemi ma imię Iwonka, niebieskie oczy i według tabelek trochę za dużo waży. Ja trzymam kierownicę. Niech sobie ego siedzi z boku, niech się odzywa. Czasem mu podziękuję, a czasem powiem ego na miejsce. Ale musi wiedzieć, że to Ja prowadzę. Ja – wespół z duszą.

To Ty prawdziwa prowadzisz swój wehikuł. Dusza ma właściwe dane, może służyć jako GPS.

Gdzie jesteś. Punkt wyjścia

Wiedz, że możesz błądzić. Możesz być zagubiona. Mogłaś (jeszcze) nie znaleźć właściwej drogi dla siebie. Jednak te inne drogi także wniosły do Twojego życia piękne widoki i doświadczenia, które Cię ubogaciły.

Nie żałuj, że je wybrałaś czy nawet pozwoliłaś, aby ktoś Ci je wybierał. W trakcie tej lektury nauczysz się być wdzięczną za te fragmenty drogi. Docenisz je, zrozumiesz, że to dzięki nim jesteś dziś w tym miejscu. Skoro czytasz tę książkę, to jest to dobre miejsce. I znakomity punkt wyjścia na dalszą drogę.

Niektóre sprawy w naszym życiu pozostają do końca niezrozumiałe. Nie ma potrzeby rozumieć wszystkiego. Czasem trzeba zaufać, że coś jest (czy było) dla nas dobre. Mówisz, że nie zawsze łatwo tak zrobić? Tak, to prawda. Ale jeśli się to zrobi, dalsze życie staje się łatwiejsze.

Niektórych ludzi życie doświadczyło tak bardzo, że logodydaktyka nie wystarczy, że potrzebna jest terapia.

Jednak w znakomitej większości to samouzdrawiające podejście wystarcza. Wystarcza autoterapia. W 2025 roku stworzyłam kurs Logodydaktyka. Sensowny rozwój bez kozetki. To dziesięć miesięcy z logodydaktyką widzianą oczami osoby, która dziś jest nieco bardziej świadoma, niż wtedy, kiedy powstawały te zasady. Wtedy myślałam, że to jest wszystko, co człowiek może osiągnąć. Wierzyłam, że potrzebujemy zarządzania i kierowania sobą z pozycji naszej świadomości, ale nie uwzględniłam zbytnio faktu, że ta świadomość się pogłębia. Myślałam – pod wpływem książki Stephena R. Coveya 7 nawyków skutecznego działania, że człowiek musi osiągnąć poziom, w którym jest sam dla siebie liderem i jednocześnie menedżerem swojego życia. Ufałam w siłę własnej woli wykorzystywaną do życia w zgodzie z wartościami i zasadami, które się przyjmuje. Sądziłam, że to ja mam stworzyć wizję swojego życia, pamiętając o pryncypiach – niepodważalnych zasadach, według jakich działa świat. Według tych zasad miało się tworzyć nawyki kierujące zachowaniem. To miało być naturalnym kompasem. Covey wierzył w charakter i uważał go za pierwotną cechę, która rzutuje wtórnie na osobowość. Pełna zgoda. W logodydaktyce jest podobnie. Covey nie dotykał duszy, logodydaktyka… też nie dotykała. Nie dotykała, dopóki ja sama nie spotkałam się z duszą, dopóki ja sama nie poznałam sposobów komunikowania się poprzez duszę ze Źródłem, czyli Bogiem i nie zaczęłam się uczyć współpracy z tym, co nam ofiaruje.

Bóg Coveya to Bóg Starego Testamentu – srogi i wymagający. W 7 nawykach skutecznego działania, które przetłumaczyłam, brakuje lekkości, bliskiego kontaktu z duszą, synchronii i pełnego ufności zawierzenia. Brakuje współczesnej wiedzy o jedności energii, o naszym połączeniu. To książka o ujarzmianiu ego, ale ciągle – o ego. Logodydaktyka też była taka, choć nieco łagodniejsza. Uwzględniała wiedzę o podświadomości i podświadomości zbiorowej, o synchronii – tak, jak ją rozumiał Jung.

15 lat wglądu setek ludzi badających tajemnicę siły człowieka, którą tak często opisuje się w kategoriach sekretu, własnych doświadczeń w rozwoju osobistym i objawień wynikających z coraz większej współpracy ze Źródłem doprowadziło do głębszego rozumienia rozwoju osobistego. To, co kiedyś tylko podejrzewano, czego się spodziewano i w co wierzono, dziś potwierdza nauka z fizyką kwantową na czele. Jestem wdzięczna, nie tylko za to, że stało się to na moich oczach, ale też za to, że mam swój wkład w rozwój świadomości świata.

To dlatego logodydaktyka uległa przemianie. Jest ona łagodniejsza, mniej wymagająca, bardziej przyjazna i pozwala w większym stopniu nawiązać kontakt ze swoim wyższym ja czy z duszą. Kozetka dalej nie jest potrzebna, co najwyżej fotel, w którym zasiadamy od czasu do czasu, aby zagłębić się w siebie. I jeszcze łatwiej jest nam ogarniać rzeczywistość i transformować przeszłość.

PRZYSTANEK 3.

- Zajrzyj do dodatków B oraz C i w ciągu najbliższego miesiąca wykonaj, co tam proponuję.
- Odpowiedz na proste pytania o siebie z dodatku B. Pisz krótko, w kilku zdaniach. Przygotowałam to tak, abyś mogła zajmować się wglądem w siebie przez pięć dni w tygodniu i odpocząć. W weekend możesz to, co zapisałaś, uzupełnić albo przejrzeć.
- W dodatku C znajdziesz pytania o Twój stosunek do wszechświata, życia, do Boga. Odpowiedz sobie także na te pytania. Może rób to w specjalnym zeszycie. Ciekawe, jak odczytasz te odpowiedzi po ukończeniu podróży z tą książką. Możliwe, że odpowiesz nieco inaczej.

Odpowiedzi na te pytania nie muszą być szybkie ani jednoznaczne. Wystarczy Twoja otwartość i gotowość do spojrzenia w siebie. Ważne, żebyś zrozumiała, że to, jak widzimy świat i siebie w świecie, cicho kieruje każdym naszym krokiem, dosłownie – każdym. To istotna część naszej świadomości. Logodydaktyka w swojej pierwotnej formie zajmowała się budowaniem charakteru, kompetencji, przejmowaniem pełnej odpowiedzialności za własne życie, zmniejszeniem władzy ego. Można powiedzieć, że doprowadzała do piątego (z ośmiu) poziomów świadomości, przez które przechodzimy na Ziemi. Nie było w niej duchowości. Z tego powodu przejście na kolejny – szósty poziom jest trudniejsze, zajmuje sporo czasu. Ja sama spędziłam na piątym poziomie 20 lat. Gdybym miała książkę, którą czytasz, wejście na kolejny poziom świadomości zajęłoby mi mniej czasu.

Tak, możesz błądzić, powtarzam to rozmyślnie kolejny raz. Dobrze by nawet było, żebyś widziała w tym zwiedzanie… zwiedzanie życia, poznawanie jego różnych wariantów, odkrywanie możliwości. Czy zdarzyło Ci się kiedyś zabłądzić w jakimś nowym mieście albo zagubić się w parku czy ogrodzie? Mnie zdarzało się to często. I niemal zawsze trafiałam na jakieś piękno czy coś nadzwyczajnego. Nie zobaczyłabym ich, nie doznała czegoś, gdybym poszła właściwą czy najkrótszą drogą.

Pamiętam szczególnie zdarzenie z Rzymu, kiedy to chciałyśmy z córką dojść do grobu splecionych w uścisku starożytnych małżonków. Sarkofag Priscilli i Abascanto znajduje się przy Via Appia – drodze wychodzącej z Rzymu. Magda korzystała z dwóch map i stwierdziła, że to jest blisko. Później okazało się, że to około 50 kilometrów. Nie zobaczyłyśmy grobu, którego szukałyśmy, ale w moim odczuciu zobaczyłyśmy coś cenniejszego – kościółek Santa Maria in Palmis przy Via Appia Antica zwany też Domine Quo Vadis. Ponoć to tam Piotr opuszczający Rzym spotkał Jezusa. Panie, dokąd idziesz, zapytał? A Jezus miał mu odpowiedzieć: Idę do Rzymu, aby mnie ponownie ukrzyżowano. To spotkanie spowodowało, że Piotr wrócił do Rzymu.

W kapliczce panuje nieprawdopodobna atmosfera. Może dlatego, że słabo dba się o to miejsce. Jest też polski akcent – tablica mówiąca o nagrodzonej Noblem książce Henryka Sienkiewicza. Jeszcze dziś pamiętam siłę tamtego przeżycia.

Czyż nie zdarza się tak w życiu? Nigdy nie wiesz, co przyniesie Ci nowe miejsce, nowe zdarzenie, pozornie niewłaściwe zachowanie. Bardzo często coś, o czym wszyscy myślą jak o błędzie, prowadzi do najlepszych życiowych doświadczeń. Niech świat sobie tak myśli, nic tu nie poradzisz… ale Ty tak nie myśl. Zwiedzaj.

Trzeba jednak wiedzieć, gdzie się jest – zdawać sobie z tego sprawę. Pamiętam, jak zdecydowanie lepiej poczułyśmy się, kiedy Magda zorientowała się, że dwie mapy były w różnych podziałkach. Lepiej, bo wiedziałyśmy, że nie mamy co liczyć na to, że od grobu dzieli nas tylko kilometr czy dwa, ale ponad 40 kilometrów. Mogłyśmy podjąć decyzję, co robimy dalej.

Cieszę się, że działo się to przed erą smartfonów. Dziś nie miałybyśmy takiego doświadczenia. Ja nie sięgam tak szybko po telefon, aby zorientować się, gdzie jestem, ale moje dzieci – tak.

Myślę, że w podróży przez życie drogowskazami są (czy chcemy tego, czy nie) nasze przekonania, wartości i wierzenia. Dużo zależy od naszego postrzegania świata. Mapy, które mamy wdrukowane w świadomość i podświadomość, nie zawsze pokazują go takim, jakim jest naprawdę. Czujemy to. Może dlatego boimy się zbłądzić i tak bardzo zależy nam na perfekcji i skuteczności?

Chcę poprowadzić Cię tak, abyś ujrzała świat w sposób, który będzie Ci lepiej służył, a Ty będziesz bardziej ufać i sobie, i wszechświatowi. Będziesz spokojniej podróżować przez życie i – dokonując świadomych wyborów – czasem pozwolisz prowadzić się nieznaną ścieżką.

Chcę, żebyś na pewno wiedziała, gdzie jesteś – pod każdym względem.

Wszyscy nosimy w sobie obraz świata – czasem świadomy, czasem głęboko ukryty. To, jakie przekonania mamy o wszechświecie i o nas samych w nim, cicho kształtuje nasze życie: naszą odwagę, nasze zaufanie, nasze relacje. Dlatego przygotowałam dla Ciebie pytania, które pozwolą Ci dotrzeć do tych przekonań. Dzięki temu lepiej siebie poznasz i zrozumiesz i może chętniej podejdziesz do zmiany tych przekonań, które Ci nie służą, które nie są prawdziwe. Nie szukamy tu szybkich odpowiedzi. To raczej zaproszenie do zatrzymania się… i posłuchania siebie z czułością.

PRZYSTANEK 4.

Odpowiedz na pytania z dodatku D.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij