Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Czarne Psalmy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 kwietnia 2026
20,19
2019 pkt
punktów Virtualo

Czarne Psalmy - ebook

chapeau bas sku… y, nie ma lipy i przypału, jest prosto i boleśnie. Często bywa tak że to właśnie ciemność pokazuje Ci światło, nie bój się, demony nie istnieją, demonami są ludzie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-996-1
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Dla moich rodziców —

za to, że byli, nawet wtedy, gdy mnie już nie było.

Za cierpliwość wobec ciszy, która rosła we mnie zamiast słów.

Za miłość, której nie potrafiłem przyjąć, gdy najbardziej jej potrzebowałem.

Dla moich dzieci — Patryka, Ernesta i Oliviera —

abyście nigdy nie musieli szukać siebie w mroku, w którym ja się zgubiłem.

Jeśli jednak kiedyś tam traficie — pamiętajcie, że nawet najgłębsza noc nie zabiera wszystkiego.

Zawsze zostaje coś, co może Was wyprowadzić.

Dla moich braci — Konrada i Arkadiusza —

za wspólne korzenie, których nie zdołałem wyrwać, mimo że próbowałem.

Za to, że gdzieś pod wszystkim, co zostało zniszczone, nadal istniejemy jako rodzina.

Dla przyjaciół i znajomych —

tych, którzy zostali, i tych, którzy odeszli.

Jedni, bo nie mogli już patrzeć.

Drudzy, bo jeszcze wierzyli.

Obu rozumiem.

Dla nieznajomych —

którzy być może odnajdą w tych słowach własny cień.

Nie znam Was, ale znam miejsce, w którym możecie być.

Dla tych, którzy walczą z uzależnieniem, z demonami, z traumą —

to nie jest historia zwycięstwa.

To zapis upadku, walki i tego, co zostaje, kiedy człowiek przestaje być pewien, kim jest.

Jeśli jesteś w ciemności —

wiem, jak bardzo potrafi być cicha.

Jak potrafi przekonać, że nie ma już drogi.

To nie zawsze jest kłamstwo.

Ale nawet tam —

gdzie wszystko wydaje się stracone —

coś w Tobie może jeszcze oddychać.

Nie zawsze wystarczy, żeby wygrać.

Ale czasem wystarczy,

żeby nie zniknąć całkowicie.Nie ufam wam

Nie ufam wam.

Za każdym „dzień dobry” stoi rachunek.

Za każdym uśmiechem — cień.

Nie ufam oczom, które błyszczą.

Światło często jest pożyczone.

Nie ufam dłoniom.

Dłoń, co dziś wita, jutro sprzedaje.

Nie ufam sercom.

Biją głośno, gdy czują strach.

Nie ufam tłumom.

Tłum nie myśli — tylko ryczy.

Nie ufam przyjaźniom, które trzeba tłumaczyć.

Nie ufam miłości, która boi się samotności.

Nie ufam wam.

Nie z pogardy — z poznania.

Bo widziałem, jak dobro

nosiło maskę po to, by rządzić.

A zło milczało — i było uczciwe.„Czarne Lśniące Dusze”

W pustce, gdzie cisza krzyczy,

Powstajemy ponad zapomniane sny.

Popiół spada jak gasnące gwiazdy,

Wyryte w ciele — wieczne blizny.

Czarne lśniące dusze, płoniemy, pełzniemy,

Ukoronowani nocą, patrzymy jak wszystko upada.

Przez nieskończony mrok nasze duchy suną,

Nie ma już boga, nie ma prawdy, nie ma światła.

Zimne wiatry śpiewają nasze bezimienne rytuały,

Pod niebem, które nie krwawi światłem.

Jesteśmy echem, ostatnim oddechem,

Hymnem pustki, pieśnią śmierci.

Czarne lśniące dusze, nieokiełznane, wolne,

Wykute w nienawiści, płonące na zawsze.

Z otchłani powstajemy, od siebie się odcinamy,

Związani z niczym — i z wiecznością.Psalm I -,,Narodziny w mroku””

Nie pamiętam momentu, w którym wszystko się zaczęło.

Nie było światła. Nie było krzyku.

Była tylko cisza — ciężka, lepka, dusząca.

Szedłem przez nią jak przez rozkład.

Każdy krok wbijał się głębiej w coś, czego nie potrafiłem nazwać,

a co znało mnie lepiej niż ja sam.

Czułem, jak coś rośnie pod skórą.

Nie ból — coś gorszego.

Obecność.

Uzależnienie nie przyszło nagle.

Ono już tam było.

Czekało.

Cierpliwe jak śmierć.

Najpierw dawało spokój.

Później zabierało wszystko.

Zacząłem znikać.

Nie z oczu ludzi — z samego siebie.

Moje myśli przestały należeć do mnie.

Moje ciało stało się narzędziem.

Moja dusza — miejscem egzekucji.

Nie było dnia.

Nie było nocy.

Była tylko jedna, nieskończona chwila rozkładu.

Patrzyłem w lustro i widziałem coś,

co próbowało udawać człowieka.

Ale to już nie byłem ja.

To było coś, co przetrwało mnie.

I właśnie wtedy zrozumiałem —

że nie spadam.

Ja już dawno upadłem.Psalm II -,,Wnętrze które mówi szeptem”

Zamknąłem oczy, żeby nie widzieć świata,

ale to, co było we mnie, nie potrzebowało światła.

Ono znało drogę.

Nie krzyczało.

Nie musiało.

Jego głos był cichszy niż myśl,

a mimo to zagłuszał wszystko.

Szeptało moim własnym językiem.

Moimi wspomnieniami.

Moimi lękami, które kiedyś próbowałem zakopać.

Nie było obce.

To było zbyt znajome.

Czułem je w klatce piersiowej —

jakby ktoś oddychał za mnie,

wolniej, ciężej, pewniej.

Każdy oddech był przypomnieniem,

że nie jestem już sam.

Ale to nie była obecność, której się szuka.

To była obecność, której nie da się wyrwać.

Próbowałem ją nazwać.

Zrozumieć.

Wyrzucić.

Ale im bardziej walczyłem,

tym głębiej zapuszczała korzenie.

Zaczęła mówić za mnie.

Podejmować decyzje, których nie pamiętałem.

Tworzyć wersję mnie, której się bałem.

I nagle cisza przestała być schronieniem.

Stała się miejscem,

w którym ono rosło.

Bez świadków.

Bez sprzeciwu.

Bez końca.

Zrozumiałem wtedy,

że największy mrok

nie czai się w świecie.

On oddycha we mnie.

I zna mnie lepiej,

niż ja kiedykolwiek znałem siebie.Psalm III -,,Popiół pod językiem”

Mam w ustach popiół

i nie pamiętam już smaku słów

język stał się grobem

dla rzeczy, których nie powiedziałem

milczenie nie jest ciszą

to coś, co gryzie od środka

budzę się zmęczony własnym oddechem

jakby ktoś nocą

próbował mnie przeżyć zamiast mnie

światło mnie razi

bo przypomina

że powinienem jeszcze istnieć

ale ja już tylko trwam

jak cień przyklejony do ściany

bez kształtu

bez imienia

czas przestał mieć znaczenie

bo każda chwila

jest taka sama

ciemna

lepka

moja

i tylko czasem czuję

że coś jeszcze we mnie pulsuje

ale to nie życie

to echo

tego, co umarło za wcześnie.Psalm IV -,,Rytuał rozpadu”

Oddycham — czuję zgniliznę

Oddycham — czuję brak

Oddycham — coś we mnie rośnie

i nie potrafię tego zatrzymać

Krok za krokiem — w dół

Słowo za słowem — brak

Myśl za myślą — ciemność

Nie ma już drogi na znak

Powtarzam imię, którego nie znam

Powtarzam twarz, której nie mam

Powtarzam siebie — do końca

aż przestaję być sobą sam

Krew pod skórą — zimna

Głos w głowie — nie mój

Ciało jeszcze się rusza

ale dusza już mówi: „stój”

Upadam — i wstaję niżej

Krzyczę — lecz dźwięku brak

Jestem rytmem rozpadu

który wybija ostatni takt

Jeszcze jeden oddech — pusty

Jeszcze jeden krok — w cień

Jeszcze jedno „ja” — złamane

i już nie ma mnie.Psalm V -,,Nic nie czeka”

Nie ma początku

bo nic się nie zaczęło

nie ma końca

bo nic nie ma znaczenia

wszystko, co było

jest tylko złudzeniem trwania

a ja jestem jego błędem

chodzę po świecie

który nie wie, że istnieje

patrzę w niebo

które niczego nie ukrywa

bo nie ma czego ukrywać

cisza nie mówi

bo nie ma nic do powiedzenia

a ja słucham

jakby to miało mnie ocalić

ale nie ma ocalenia

nie ma upadku

bo nigdy nie było wzlotu

nie ma winy

bo nie było wyboru

jest tylko ruch

który udaje sens

i ja

który udaję, że jestem

każdy oddech

to powtarzanie pustki

każda myśl

to echo bez źródła

nie ma dna

bo nie ma głębi

jest tylko brak

i on nie boli

bo nawet ból

byłby czymś

a tu

nie ma nic.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij