Czarne Psalmy - ebook
chapeau bas sku… y, nie ma lipy i przypału, jest prosto i boleśnie. Często bywa tak że to właśnie ciemność pokazuje Ci światło, nie bój się, demony nie istnieją, demonami są ludzie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-996-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dla moich rodziców —
za to, że byli, nawet wtedy, gdy mnie już nie było.
Za cierpliwość wobec ciszy, która rosła we mnie zamiast słów.
Za miłość, której nie potrafiłem przyjąć, gdy najbardziej jej potrzebowałem.
Dla moich dzieci — Patryka, Ernesta i Oliviera —
abyście nigdy nie musieli szukać siebie w mroku, w którym ja się zgubiłem.
Jeśli jednak kiedyś tam traficie — pamiętajcie, że nawet najgłębsza noc nie zabiera wszystkiego.
Zawsze zostaje coś, co może Was wyprowadzić.
Dla moich braci — Konrada i Arkadiusza —
za wspólne korzenie, których nie zdołałem wyrwać, mimo że próbowałem.
Za to, że gdzieś pod wszystkim, co zostało zniszczone, nadal istniejemy jako rodzina.
Dla przyjaciół i znajomych —
tych, którzy zostali, i tych, którzy odeszli.
Jedni, bo nie mogli już patrzeć.
Drudzy, bo jeszcze wierzyli.
Obu rozumiem.
Dla nieznajomych —
którzy być może odnajdą w tych słowach własny cień.
Nie znam Was, ale znam miejsce, w którym możecie być.
Dla tych, którzy walczą z uzależnieniem, z demonami, z traumą —
to nie jest historia zwycięstwa.
To zapis upadku, walki i tego, co zostaje, kiedy człowiek przestaje być pewien, kim jest.
Jeśli jesteś w ciemności —
wiem, jak bardzo potrafi być cicha.
Jak potrafi przekonać, że nie ma już drogi.
To nie zawsze jest kłamstwo.
Ale nawet tam —
gdzie wszystko wydaje się stracone —
coś w Tobie może jeszcze oddychać.
Nie zawsze wystarczy, żeby wygrać.
Ale czasem wystarczy,
żeby nie zniknąć całkowicie.Nie ufam wam
Nie ufam wam.
Za każdym „dzień dobry” stoi rachunek.
Za każdym uśmiechem — cień.
Nie ufam oczom, które błyszczą.
Światło często jest pożyczone.
Nie ufam dłoniom.
Dłoń, co dziś wita, jutro sprzedaje.
Nie ufam sercom.
Biją głośno, gdy czują strach.
Nie ufam tłumom.
Tłum nie myśli — tylko ryczy.
Nie ufam przyjaźniom, które trzeba tłumaczyć.
Nie ufam miłości, która boi się samotności.
Nie ufam wam.
Nie z pogardy — z poznania.
Bo widziałem, jak dobro
nosiło maskę po to, by rządzić.
A zło milczało — i było uczciwe.„Czarne Lśniące Dusze”
W pustce, gdzie cisza krzyczy,
Powstajemy ponad zapomniane sny.
Popiół spada jak gasnące gwiazdy,
Wyryte w ciele — wieczne blizny.
Czarne lśniące dusze, płoniemy, pełzniemy,
Ukoronowani nocą, patrzymy jak wszystko upada.
Przez nieskończony mrok nasze duchy suną,
Nie ma już boga, nie ma prawdy, nie ma światła.
Zimne wiatry śpiewają nasze bezimienne rytuały,
Pod niebem, które nie krwawi światłem.
Jesteśmy echem, ostatnim oddechem,
Hymnem pustki, pieśnią śmierci.
Czarne lśniące dusze, nieokiełznane, wolne,
Wykute w nienawiści, płonące na zawsze.
Z otchłani powstajemy, od siebie się odcinamy,
Związani z niczym — i z wiecznością.Psalm I -,,Narodziny w mroku””
Nie pamiętam momentu, w którym wszystko się zaczęło.
Nie było światła. Nie było krzyku.
Była tylko cisza — ciężka, lepka, dusząca.
Szedłem przez nią jak przez rozkład.
Każdy krok wbijał się głębiej w coś, czego nie potrafiłem nazwać,
a co znało mnie lepiej niż ja sam.
Czułem, jak coś rośnie pod skórą.
Nie ból — coś gorszego.
Obecność.
Uzależnienie nie przyszło nagle.
Ono już tam było.
Czekało.
Cierpliwe jak śmierć.
Najpierw dawało spokój.
Później zabierało wszystko.
Zacząłem znikać.
Nie z oczu ludzi — z samego siebie.
Moje myśli przestały należeć do mnie.
Moje ciało stało się narzędziem.
Moja dusza — miejscem egzekucji.
Nie było dnia.
Nie było nocy.
Była tylko jedna, nieskończona chwila rozkładu.
Patrzyłem w lustro i widziałem coś,
co próbowało udawać człowieka.
Ale to już nie byłem ja.
To było coś, co przetrwało mnie.
I właśnie wtedy zrozumiałem —
że nie spadam.
Ja już dawno upadłem.Psalm II -,,Wnętrze które mówi szeptem”
Zamknąłem oczy, żeby nie widzieć świata,
ale to, co było we mnie, nie potrzebowało światła.
Ono znało drogę.
Nie krzyczało.
Nie musiało.
Jego głos był cichszy niż myśl,
a mimo to zagłuszał wszystko.
Szeptało moim własnym językiem.
Moimi wspomnieniami.
Moimi lękami, które kiedyś próbowałem zakopać.
Nie było obce.
To było zbyt znajome.
Czułem je w klatce piersiowej —
jakby ktoś oddychał za mnie,
wolniej, ciężej, pewniej.
Każdy oddech był przypomnieniem,
że nie jestem już sam.
Ale to nie była obecność, której się szuka.
To była obecność, której nie da się wyrwać.
Próbowałem ją nazwać.
Zrozumieć.
Wyrzucić.
Ale im bardziej walczyłem,
tym głębiej zapuszczała korzenie.
Zaczęła mówić za mnie.
Podejmować decyzje, których nie pamiętałem.
Tworzyć wersję mnie, której się bałem.
I nagle cisza przestała być schronieniem.
Stała się miejscem,
w którym ono rosło.
Bez świadków.
Bez sprzeciwu.
Bez końca.
Zrozumiałem wtedy,
że największy mrok
nie czai się w świecie.
On oddycha we mnie.
I zna mnie lepiej,
niż ja kiedykolwiek znałem siebie.Psalm III -,,Popiół pod językiem”
Mam w ustach popiół
i nie pamiętam już smaku słów
język stał się grobem
dla rzeczy, których nie powiedziałem
milczenie nie jest ciszą
to coś, co gryzie od środka
budzę się zmęczony własnym oddechem
jakby ktoś nocą
próbował mnie przeżyć zamiast mnie
światło mnie razi
bo przypomina
że powinienem jeszcze istnieć
ale ja już tylko trwam
jak cień przyklejony do ściany
bez kształtu
bez imienia
czas przestał mieć znaczenie
bo każda chwila
jest taka sama
ciemna
lepka
moja
i tylko czasem czuję
że coś jeszcze we mnie pulsuje
ale to nie życie
to echo
tego, co umarło za wcześnie.Psalm IV -,,Rytuał rozpadu”
Oddycham — czuję zgniliznę
Oddycham — czuję brak
Oddycham — coś we mnie rośnie
i nie potrafię tego zatrzymać
Krok za krokiem — w dół
Słowo za słowem — brak
Myśl za myślą — ciemność
Nie ma już drogi na znak
Powtarzam imię, którego nie znam
Powtarzam twarz, której nie mam
Powtarzam siebie — do końca
aż przestaję być sobą sam
Krew pod skórą — zimna
Głos w głowie — nie mój
Ciało jeszcze się rusza
ale dusza już mówi: „stój”
Upadam — i wstaję niżej
Krzyczę — lecz dźwięku brak
Jestem rytmem rozpadu
który wybija ostatni takt
Jeszcze jeden oddech — pusty
Jeszcze jeden krok — w cień
Jeszcze jedno „ja” — złamane
i już nie ma mnie.Psalm V -,,Nic nie czeka”
Nie ma początku
bo nic się nie zaczęło
nie ma końca
bo nic nie ma znaczenia
wszystko, co było
jest tylko złudzeniem trwania
a ja jestem jego błędem
chodzę po świecie
który nie wie, że istnieje
patrzę w niebo
które niczego nie ukrywa
bo nie ma czego ukrywać
cisza nie mówi
bo nie ma nic do powiedzenia
a ja słucham
jakby to miało mnie ocalić
ale nie ma ocalenia
nie ma upadku
bo nigdy nie było wzlotu
nie ma winy
bo nie było wyboru
jest tylko ruch
który udaje sens
i ja
który udaję, że jestem
każdy oddech
to powtarzanie pustki
każda myśl
to echo bez źródła
nie ma dna
bo nie ma głębi
jest tylko brak
i on nie boli
bo nawet ból
byłby czymś
a tu
nie ma nic.
za to, że byli, nawet wtedy, gdy mnie już nie było.
Za cierpliwość wobec ciszy, która rosła we mnie zamiast słów.
Za miłość, której nie potrafiłem przyjąć, gdy najbardziej jej potrzebowałem.
Dla moich dzieci — Patryka, Ernesta i Oliviera —
abyście nigdy nie musieli szukać siebie w mroku, w którym ja się zgubiłem.
Jeśli jednak kiedyś tam traficie — pamiętajcie, że nawet najgłębsza noc nie zabiera wszystkiego.
Zawsze zostaje coś, co może Was wyprowadzić.
Dla moich braci — Konrada i Arkadiusza —
za wspólne korzenie, których nie zdołałem wyrwać, mimo że próbowałem.
Za to, że gdzieś pod wszystkim, co zostało zniszczone, nadal istniejemy jako rodzina.
Dla przyjaciół i znajomych —
tych, którzy zostali, i tych, którzy odeszli.
Jedni, bo nie mogli już patrzeć.
Drudzy, bo jeszcze wierzyli.
Obu rozumiem.
Dla nieznajomych —
którzy być może odnajdą w tych słowach własny cień.
Nie znam Was, ale znam miejsce, w którym możecie być.
Dla tych, którzy walczą z uzależnieniem, z demonami, z traumą —
to nie jest historia zwycięstwa.
To zapis upadku, walki i tego, co zostaje, kiedy człowiek przestaje być pewien, kim jest.
Jeśli jesteś w ciemności —
wiem, jak bardzo potrafi być cicha.
Jak potrafi przekonać, że nie ma już drogi.
To nie zawsze jest kłamstwo.
Ale nawet tam —
gdzie wszystko wydaje się stracone —
coś w Tobie może jeszcze oddychać.
Nie zawsze wystarczy, żeby wygrać.
Ale czasem wystarczy,
żeby nie zniknąć całkowicie.Nie ufam wam
Nie ufam wam.
Za każdym „dzień dobry” stoi rachunek.
Za każdym uśmiechem — cień.
Nie ufam oczom, które błyszczą.
Światło często jest pożyczone.
Nie ufam dłoniom.
Dłoń, co dziś wita, jutro sprzedaje.
Nie ufam sercom.
Biją głośno, gdy czują strach.
Nie ufam tłumom.
Tłum nie myśli — tylko ryczy.
Nie ufam przyjaźniom, które trzeba tłumaczyć.
Nie ufam miłości, która boi się samotności.
Nie ufam wam.
Nie z pogardy — z poznania.
Bo widziałem, jak dobro
nosiło maskę po to, by rządzić.
A zło milczało — i było uczciwe.„Czarne Lśniące Dusze”
W pustce, gdzie cisza krzyczy,
Powstajemy ponad zapomniane sny.
Popiół spada jak gasnące gwiazdy,
Wyryte w ciele — wieczne blizny.
Czarne lśniące dusze, płoniemy, pełzniemy,
Ukoronowani nocą, patrzymy jak wszystko upada.
Przez nieskończony mrok nasze duchy suną,
Nie ma już boga, nie ma prawdy, nie ma światła.
Zimne wiatry śpiewają nasze bezimienne rytuały,
Pod niebem, które nie krwawi światłem.
Jesteśmy echem, ostatnim oddechem,
Hymnem pustki, pieśnią śmierci.
Czarne lśniące dusze, nieokiełznane, wolne,
Wykute w nienawiści, płonące na zawsze.
Z otchłani powstajemy, od siebie się odcinamy,
Związani z niczym — i z wiecznością.Psalm I -,,Narodziny w mroku””
Nie pamiętam momentu, w którym wszystko się zaczęło.
Nie było światła. Nie było krzyku.
Była tylko cisza — ciężka, lepka, dusząca.
Szedłem przez nią jak przez rozkład.
Każdy krok wbijał się głębiej w coś, czego nie potrafiłem nazwać,
a co znało mnie lepiej niż ja sam.
Czułem, jak coś rośnie pod skórą.
Nie ból — coś gorszego.
Obecność.
Uzależnienie nie przyszło nagle.
Ono już tam było.
Czekało.
Cierpliwe jak śmierć.
Najpierw dawało spokój.
Później zabierało wszystko.
Zacząłem znikać.
Nie z oczu ludzi — z samego siebie.
Moje myśli przestały należeć do mnie.
Moje ciało stało się narzędziem.
Moja dusza — miejscem egzekucji.
Nie było dnia.
Nie było nocy.
Była tylko jedna, nieskończona chwila rozkładu.
Patrzyłem w lustro i widziałem coś,
co próbowało udawać człowieka.
Ale to już nie byłem ja.
To było coś, co przetrwało mnie.
I właśnie wtedy zrozumiałem —
że nie spadam.
Ja już dawno upadłem.Psalm II -,,Wnętrze które mówi szeptem”
Zamknąłem oczy, żeby nie widzieć świata,
ale to, co było we mnie, nie potrzebowało światła.
Ono znało drogę.
Nie krzyczało.
Nie musiało.
Jego głos był cichszy niż myśl,
a mimo to zagłuszał wszystko.
Szeptało moim własnym językiem.
Moimi wspomnieniami.
Moimi lękami, które kiedyś próbowałem zakopać.
Nie było obce.
To było zbyt znajome.
Czułem je w klatce piersiowej —
jakby ktoś oddychał za mnie,
wolniej, ciężej, pewniej.
Każdy oddech był przypomnieniem,
że nie jestem już sam.
Ale to nie była obecność, której się szuka.
To była obecność, której nie da się wyrwać.
Próbowałem ją nazwać.
Zrozumieć.
Wyrzucić.
Ale im bardziej walczyłem,
tym głębiej zapuszczała korzenie.
Zaczęła mówić za mnie.
Podejmować decyzje, których nie pamiętałem.
Tworzyć wersję mnie, której się bałem.
I nagle cisza przestała być schronieniem.
Stała się miejscem,
w którym ono rosło.
Bez świadków.
Bez sprzeciwu.
Bez końca.
Zrozumiałem wtedy,
że największy mrok
nie czai się w świecie.
On oddycha we mnie.
I zna mnie lepiej,
niż ja kiedykolwiek znałem siebie.Psalm III -,,Popiół pod językiem”
Mam w ustach popiół
i nie pamiętam już smaku słów
język stał się grobem
dla rzeczy, których nie powiedziałem
milczenie nie jest ciszą
to coś, co gryzie od środka
budzę się zmęczony własnym oddechem
jakby ktoś nocą
próbował mnie przeżyć zamiast mnie
światło mnie razi
bo przypomina
że powinienem jeszcze istnieć
ale ja już tylko trwam
jak cień przyklejony do ściany
bez kształtu
bez imienia
czas przestał mieć znaczenie
bo każda chwila
jest taka sama
ciemna
lepka
moja
i tylko czasem czuję
że coś jeszcze we mnie pulsuje
ale to nie życie
to echo
tego, co umarło za wcześnie.Psalm IV -,,Rytuał rozpadu”
Oddycham — czuję zgniliznę
Oddycham — czuję brak
Oddycham — coś we mnie rośnie
i nie potrafię tego zatrzymać
Krok za krokiem — w dół
Słowo za słowem — brak
Myśl za myślą — ciemność
Nie ma już drogi na znak
Powtarzam imię, którego nie znam
Powtarzam twarz, której nie mam
Powtarzam siebie — do końca
aż przestaję być sobą sam
Krew pod skórą — zimna
Głos w głowie — nie mój
Ciało jeszcze się rusza
ale dusza już mówi: „stój”
Upadam — i wstaję niżej
Krzyczę — lecz dźwięku brak
Jestem rytmem rozpadu
który wybija ostatni takt
Jeszcze jeden oddech — pusty
Jeszcze jeden krok — w cień
Jeszcze jedno „ja” — złamane
i już nie ma mnie.Psalm V -,,Nic nie czeka”
Nie ma początku
bo nic się nie zaczęło
nie ma końca
bo nic nie ma znaczenia
wszystko, co było
jest tylko złudzeniem trwania
a ja jestem jego błędem
chodzę po świecie
który nie wie, że istnieje
patrzę w niebo
które niczego nie ukrywa
bo nie ma czego ukrywać
cisza nie mówi
bo nie ma nic do powiedzenia
a ja słucham
jakby to miało mnie ocalić
ale nie ma ocalenia
nie ma upadku
bo nigdy nie było wzlotu
nie ma winy
bo nie było wyboru
jest tylko ruch
który udaje sens
i ja
który udaję, że jestem
każdy oddech
to powtarzanie pustki
każda myśl
to echo bez źródła
nie ma dna
bo nie ma głębi
jest tylko brak
i on nie boli
bo nawet ból
byłby czymś
a tu
nie ma nic.
więcej..