Czarny staw - ebook
Kto raz spojrzy w głąb tego stawu, już nigdy nie będzie taki sam.
Natalia, borykająca się z depresją rozwódka, mieszka wraz z rodzicami w małej miejscowości na Pomorzu. Gdy pewnego dnia wraca leśną ścieżką do domu, drogę blokuje jej Hammer, a w tył jej samochodu uderza auto Marcina. Tak zaczyna się koszmar: oboje zostają porwani przez członków brutalnego gangu i wywiezieni na Syberię.
Od tej pory Natalii przyświeca tylko jeden cel – przetrwać za wszelką cenę w dzikiej tajdze i na rozkaz porywaczy odnaleźć owiany legendą czarny staw, wypełniony mazią o uzdrawiających właściwościach…
Od pradawnych plemion Ewenków, przez lekarzy i zesłańców z początku XX wieku, aż po współczesnych polityków i zwykłych ludzi – losy bohaterów z różnych epok splatają się wokół bulgoczącej substancji, której natura wymyka się rozumowaniu.
Co kryje się w głębi stawu? Czy to dar z kosmosu, przekleństwo czy klucz do potęgi, o jakiej śniły najstarsze imperia? Jedno jest pewne: dostanie się do tego miejsca nie jest łatwe.
A wydostanie z niego jeszcze trudniejsze.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sensacja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-348-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
słyszano potężny łoskot…
pojawiły się samoświecące obłoki…
o blasku, tak silnym…
_Tunguzi… zstąpienie z nieba na ziemię boga ognistego…_
ekspedycja… szła wśród powalonych
_i nadwęglonych pni drzew…_
_Marsz przez… powalony las był żmudny i niebezpieczny._
…kilkanaście kilometrów dalej…
_tysiące obalonych modrzewi i sosen._
_…a drzewa, jak zaczarowane…
skierowały wierzchołki ku południowi._
_…i powoli cała historia zaczęła przechodzić w niepamięć._
Stanisław Lem, _Astronauci_ (_Bolid Syberyjski_)PROLOG
– Panie ministrze, ambasadorowie Federacji Rosyjskiej i Białoruskiej nalegają na pilne spotkanie.
– Dobrze. Umów ich na jutro – odpowiedział posiwiały mężczyzna wyrwany z myśli o zbliżających się sześćdziesiątych urodzinach. Nie za bardzo miał ochotę na przyjęcie urodzinowe, które całkiem utwierdzi go w przekonaniu, że jest już stary. Wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy z zamiarem zadzwonienia do żony. Chciał się jej zwierzyć ze swoich przemyśleń i odwieść ją od planów organizowania mu hucznych urodzin.
Nie zdążył wybrać numeru kontaktowego do Zofii, gdy usłyszał przyciszony głos asystenta:
– Panowie są już na miejscu. Ponaglają swoją prośbę.
Minister do spraw bezpieczeństwa narodowego zmarszczył gniewnie brwi i uniósł wzrok znad okularów, okazując swoje niezadowolenie. Z powrotem wsunął telefon do kieszeni i ponurym głosem powiedział:
– Zaproś panów.
Młody asystent otworzył szerzej drzwi. W ościeżnicy natychmiast pojawili się dyplomaci. Mężczyźni podobnego wzrostu ubrani w niemal identyczne popielate garnitury weszli energicznym krokiem do gabinetu konsula. Polski urzędnik, widząc nadchodzących mężczyzn, szybko podniósł się z wygodnego fotela i ruszył z wyciągniętą dłonią na przywitanie niespodziewanych gości. Zbliżając się do ambasadorów, zawiesił swój wzrok na broszkach przymocowanych do klap marynarek, reprezentujących flagi narodowe, po czym spojrzał im w oczy. Przeczuwał, że czeka go nieprzyjemna rozmowa. Panowie z surowymi minami zlekceważyli gest przywitania i propozycję zajęcia miejsca na wygodnej sofie. Członek polskiego rządu zmieszany nieuprzejmością Rosjanina i Białorusina wrócił za biurko. Stojąc naprzeciwko ambasadorów, przybrał pewną siebie postawę, tak aby nie zdradzić swojego zdenerwowania, i spokojnym głosem zapytał:
– W czym mogę pomóc?
_– Prezident Federacji Rosyji żąda objasnenia naruszenia naszich granits_ – odpowiedział Rosjanin, mieszając język Wiślan ze swoim ojczystym.
– Nie rozumiem. Kto naruszył granice. My? – dopytał zdziwiony minister.
– _Nu, ano wy. Na territorii Nowosybirska został rasstrelany polski helikopter s nomerami RHC-095. Pilot ne wyżił. U nego ne było zezwolenia na poruszanye sie w wazdysznoj zone nad tertoriei Rasjii i toże Biełorusii. U nas jest podejrzewats was o szpionaże__._
– _Szpionaże?_ Szpiegostwo! – wykrzyknął polski konsul.
– _Nam zhal, chto Polsha razrushayet khoroshiye otnosheniya s Rossiyey_.
– To absurd. W żadnym przypadku bez uprzedniej zgody Federacji Rosyjskiej nie wysyłamy w tamte rejony swoich przedstawicieli. Jestem przekonany, że zaszła jakaś pomyłka – odpowiedział zaskoczony zarzutami minister.
– Towarzyszu. _U menya jest dokumenty na pokrycia moi slowa_.
Ambasador Rosji rzucił na szeroki blat biurka białą teczkę związaną czarną wstążką, okazując przy tym pełną pogardę. Zaraz za nim uczynił to samo przedstawiciel Białorusi. Urzędnik Rzeczpospolitej, zaskoczony nonszalancją najeźdźców, spojrzał na nich spod przymrużonych powiek, gotów pokazać, kto rządzi w jego gabinecie. Jednak po chwili się opanował i mimo zdenerwowania pewną dłonią przybliżył do siebie akta.
Sięgnął po plik kartek i zaczął lustrować je wzrokiem. Bilingi połączeń międzynarodowych wraz z datami i minutami nic mu nie mówiły. Mógł jedynie wywnioskować, że ktoś bardzo często kontaktował się z ambasadami i strażami granicznymi byłego ZSRR. Przebiegł wzrokiem po długiej liście nazwisk. Wśród nich wytłuszczoną czcionką najczęściej pojawiało się nazwisko Gregowicz, obok którego widniały pokaźne kwoty przelewane na zagraniczne konta bankowe.
– Informujemy pana ministra, że nasi obywatele wymienieni na wykazie zostali aresztowani i są poddawani skrupulatnym przesłuchaniom. Żądamy, aby wasze służby sprawdziły polskich obywateli zamieszanych w ten proceder – odezwał Białorusin, nie kalecząc języka polskiego.
– _Ya sovetuyu vam proyasnit situatsiyu kak mozhno skoreye_ – powiedział ambasador Rosji i wraz z drugim ambasadorem bez słowa pożegnania opuścił gabinet osłupiałego urzędnika.
Minister ściągnął okulary. W kieszeni garniturowych spodni, które z ogromną starannością co wieczór prasowała mu żona, wymacał bawełnianą chusteczkę. Dostał ją od wnuczki na dzień dziadka i od tamtej pory nosił ją jako talizman mający przynosić mu szczęście. Spojrzał na estetycznie wyszyty złotymi nićmi napis: „Kochanemu dziadkowi”. Nigdy wcześniej nie używał tego skrawka materiału. Nie taką funkcję miał pełnić podarek od pięcioletniej i jedynej wnuczki, Hani. Jednak pot wywołany stresem dosłownie zalewał mu twarz.
Wilgotną szmatkę schował do kieszeni, sięgnął po szklankę zimnej wody i opróżnił ją jednym haustem, po czym założył szkła w czarnej oprawie na jeszcze wilgotny, spocony nos. Drżącą dłonią trzymał listę nazwisk. Szczególną uwagę zwrócił na nazwisko Gregowicz. Diler ekskluzywnych samochodów z Gdańska, właściciel helikoptera RHC-095. Gdzieś już on nim słyszał.
Podniósł słuchawkę i wystukał numer do CBŚP.
– Gregowicz? Mówi wam to coś? – spytał głównego komendanta policji.
– Tak. Próbujemy go namierzyć od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku. Jednak mamy zbyt słabe dowody, by go aresztować.
– Dowody znajdziecie w Rosji. Za godzinę proszę być u mnie.
rok 1908, Syberia
okolice rzeki Podkamiennej Tunguzki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersjiPrezydent Federacji Rosyjskiej żąda wyjaśnienia naruszenia naszych granic.
No, właśnie wy. Na terytorium Nowosybirska został zestrzelony polski helikopter o numerach RHC-095. Pilot nie przeżył. Nie miał zezwolenia na poruszanie się w strefie zakazu lotów nad terytorium Rosji i Białorusi. U nas podejrzewa się was o szpiegostwo.
Jest nam przykro, że Polska niszczy dobre relacje z Rosją.
Mam dokumenty potwierdzające moje słowa.
Radzę wyjaśnić sytuację jak najszybciej.
CBŚP – Centralne Biuro Śledcze Policji (przyp. red.).