-
nowość
Czas Morloków. Szkice literackie - ebook
Czas Morloków. Szkice literackie - ebook
Czytelniczko! Czytelniku! Znajdziesz w tej książce pochwałę biblioteki oraz pean na cześć krytyki literackiej, a także nietuzinkowe refleksje na temat zapomnianego dramatu Sienkiewicza i prozy Choromańskiego. Znajdziesz stronice o przyjaźni Iwaszkiewicza i Tuwima, o związkach twórczości Hauptmanna i Witkacego. Analizę piosenki Ciechowskiego, płyty Weilanda. Majcherczyk z jednej strony buja w obłokach, z drugiej – twardo stąpa po ziemi. I wszędzie go pełno: w Podkowie Leśnej, w Pułtusku i we Wrocławiu, a także w Livorno i Wenecji. Raz przypomni tragizm i pełnię życia zapomnianego pisarza Kaziowa, innym razem nazwie to, czego nazwać się nie da: smak kawy z cynamonem cejlońskim.
Granica między życiem a literaturą jest płynna, o jednym i o drugim trzeba pisać z pasją. I takie właśnie są te eseje: pasjonujące i błyskotliwe, a przy tym lapidarne i precyzyjne.
Janusz Drzewucki
Czas Morloków z premedytacją zamazuje granicę między sztuką i życiem. Rzuca światło na zagadki twórczości Sienkiewicza, Choromańskiego, Witkacego, Tuwima. W tajne zakątki Pułtuska, Podkowy, Livorno...
Paweł Majcherczyk, rocznik 1988. Autor tomików wierszy Ponieważ (Mamiko, 2018) i Zaburzenia mowy (Fundacja Duży Format, 2021) oraz książki krytycznoliterackiej Usługi zecerskie (Pewne, 2020). Teksty krytyczne opublikował m.in. w „Twórczości”, „Odrze”, „elewatorze”, „Wyspie”. Pomysłodawca, a także juror Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Brwinowski Parnas.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Esej |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68015-06-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Edward Stachura
Jestem chory trochę, od wczoraj zacząłem znowu kąpać się w ługu ciechocińskim, nie mogę wychodzić. A ciągnie mię coś w zboża, do lasu, aby tam lec pod drzewem na sposób zwierzęcy i słuchać, jak szumi żyto.
Stefan Żeromski
Biblioteczne natręctwa
„Powiedział Donne, że nikt nie śpi w wozie, którym go wiozą z celi na szafot, a jednak wszyscy śpimy od poczęcia po grób lub też nigdy nie rozbudziliśmy się naprawdę. Jedna z misji wielkiej literatury: budzić ze snu człowieka jadącego na szafot” .
Piękne słowa, które tłumaczą rolę wielkiej literatury – ma ona ocalić jadącego na szafot, ma wybudzić ze snu, ma nadać cechy potrzebne do tego, aby być człowiekiem; aby nie stać się trupem za życia. Idę za radą Sabato do Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, żeby sprawdzić, jak wielu osobom zależy na tym, by nie być za życia martwym. Oprócz mnie i personelu pojawia się kilka osób – zjaw, które poruszają się ruchem cichym, posuwistym, charakterystycznym dla zjaw. Szukają oddechu w książkach, tomach, monografiach, dziełach zebranych, czasopismach. Wszyscy jesteśmy skazańcami szaleństwa egzystencji, piekła dehumanizacji; jednak garstka osób próbuje uparcie walczyć, oczyszczając się w poezji, prozie, metafizyce, transcendencji, odrzucając tandetę, hipokryzję codzienności. Gdyż literatura ambitna ma za zadanie ocalić od bycia maszyną, bycia jednym z miliona jej kółek. Bycia martwym za życia.
Biblioteka wraz z jej księgozbiorem daje nam pewne narzędzia, pozwalające lepiej pojąć nie tylko rzeczywistość, ale również samego siebie. Umberto Eco w swym eseju _O bibliotece_ zwraca uwagę: „Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne” . Słowa włoskiego bibliofila, autora powieści _Imię róży_, oraz argentyńskiego eseisty Sabato dobrze oddają sens ćwiczeń ducha w bibliotekach. Otóż, studiując literaturę, staramy się ocalić siebie, resztki klerkizmu, odkrywając przypadkiem książki „niezwykle dla nas ważne”, uciekając od farszu przewidywalności, w którym lubują się masy. Do dzisiaj męczą mnie natręctwa, nawyki biblioteczne, dlatego chodzę jak lunatyk jeden dzień w tygodniu, odkąd mieszkam we Wrocławiu, do BUWr-u, wcześniej spędzałem godziny (doby) w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego – cenię bardziej towarzystwo bohaterów, autorów, którzy mają do mnie większą cierpliwość niż żywe postaci. Odkopuję zapomniane powieści, opowiadania, nieczytanych pisarzy, pisarki… Dialoguję z nimi, bawią mnie, uczę się od nich i – chyba nade wszystko – czuję się przy nich, a także w tym miejscu, upadłym schronisku, bezpiecznie. Studiując polonistykę, pisząc pracę z edytorstwa oraz studium przypadku osoby z afazją, zawsze brałem książkę, o której istnieniu nie wiedziałam, z zakresu literatury, językoznawstwa, psychologii, psychopatologii, ortodoncji, religii, fizyki, podróżowania, matematyki itd., itd. Samo poszukiwanie książki, czasopisma, artykułu (zwłaszcza starodruków) było czymś fascynującym, szukanie konkretnej pozycji, a przy tym wzięcie kilku dodatkowych książek, by pogłębić zagadnienie, i paru przypadkowych z odmiennych dziedzin; a przecież do ilu się jeszcze zajrzało, ile fragmentów przeczytało przy półce. Nawiązania do innych dzieł, cytaty – to sedno rzemieślnika słowa. Gdyż należy pamiętać, że w schronisku nie tylko czytający, ale i piszący pracują.
Biblioteka pełni różne funkcje, w książce _Bezpowrotnie utracona leworęczność_ Jerzy Pilch przyrównuje ją do sennika: „Nie pamiętam, bo niepamięć jest zasadą snu. Nie pamiętam, bo niepamięć jest zasadą literatury. Nie pamiętam, bo literatura to zbiór zapisanych snów, biblioteka to jest wielki sennik, największa powieść realistyczna to jest także ściśle zapisany i bardzo wyrazisty sen. »Co jest nie wymówione (nie zapisane) zmierza do nieistnienia«. Ale co jest przeczytane, także tam zmierza, bo i pisanie, i czytanie wiele ze snu, wiele z zapomnienia i wiele z niepamięci w sobie mają” . Autor powieści _Pod Mocnym Aniołem_ przyrównuje bibliotekę do „wielkiego sennika”. Sny charakteryzują się stanem zniesienia świadomości. Neurolodzy stwierdzają, iż sen można przyrównać do halucynacji, ponieważ wówczas neuroprzekaźniki pracują podobnie, jak u osób ze schizofrenią. Bezdyskusyjnie możemy powiedzieć, że wszyscy potrzebujemy snu, dorosła osoba 7-9 godzin na dobę, abyśmy regenerowali siły, odpoczywali, mogli w pełni podejmować pracę zarówno fizyczną, jak i umysłową. I te wszystkie zjawiska możemy porównać do biblioteki; ocaleńcy, którzy pojawiają się w czytelniach – odpoczywają, czytając, dostarczają sobie silnych doznań w fikcji literackiej, z których rzeczywisty świat jest ograbiony; nie muszę chyba wspominać, że te czynności regenerują ciało i ducha. Mógłbym nawet rzec, iż ma działanie terapeutyczne, autostymulujące układ limbiczny. Eliza Kącka nie tak dawno napisała świetną książkę, oniryczną autobiografię _Po drugiej stronie siebie_, w której opisuje swoje fantastyczne sny, a zasypia nieraz w… bibliotece. Bohaterami snów są często pisarze. Jeśli jesteśmy już przy temacie oniryzmu, to nie można pominąć wielkiego argentyńskiego pisarza Jorgego Luisa Borgesa, który napisał w 1941 roku świetne, profetyczne opowiadanie _Biblioteka Babel_. Borges przyrównuje w nim bibliotekę do wszechświata, opisuje ją tak: „Być może zwodzi mnie starość i obawa, ale podejrzewam, że rodzaj ludzki – jedyny – jest na wymarciu i że Biblioteka przetrwa: oświetlona, samotna, nieskończona, doskonale nieruchoma, uzbrojona w cenne woluminy, niezniszczalna, tajemnicza” . Z przytoczonych epitetów wybieram: nieskończona, tajemnicza, samotna.
Nie tylko biblioteka, przede wszystkim literatura ma na celu ocalać, ale biblioteka jest schronem dla publikacji, schronem także dla czytelnika. Otóż miejsce to ma pełnić funkcję nie tylko w pracy pisarza, studenta, ma być miejscem odkryć, może być wielkim sennikiem, aż w końcu – wszechświatem. Jednak współcześni swe ocalenie gdzie indziej lokują, gardząc higieną umysłu. Obecnie realniejszą wizją zainteresowania książką może być ta absurdalna, kiedy powinno się płacić ludziom za czytanie (ocalenie), zaproponowana przez Witolda Gombrowicza w _Trans-Atlantyku_: „Jakoż w pokoju obok, dużym, kwadratowym, książek, skryptów kupy na podłodze, wszystko wywalone, jak z taczek; aż pod sufit góry; tam zaś wśród tych gór, dopiroż przepaści, zręby, jary, usypiska, rozdoły, a tyż kurz, pył aż w nosie wierci. Na górach tych tedy chudzi bardzo Czytelnicy siedzieli, którzy to czytali; a może ich siedem albo osiem było. – Biblioteka – mówi Gonzalo – biblioteka, oj, co za kłopot z tym mam, skaranie boże, a bo najcenniejsze, najbardziej szacowne to dzieła geniuszów samych, najprzedniejszych Ludzkości duchów, ale cóż, panie, kiedy Gryzą się, Gryzą, a też i Tanieją od nadmiaru swego, a bo za dużo, za dużo, i co dzień nowych przybywa, i nikt wyczytać nie może, bo za dużo, ach, za dużo! Owóż ja, panie, Czytelników zgodziłem i im słono płacę, bo już mnie wstyd, że tak wszystko Nieczytane leży, ale za dużo, wyczytać nie mogą, choć i bez przerwy dzień cały czytają” .
E. Sabato, _Pisarz i jego zmory_. Przeł. i oprac. R. Kalicki, Kraków 1988, s. 118.
U. Eco, _O bibliotece_. Przeł. A. Szymanowski, Warszawa 2007, s. 27-28.
J. Pilch, _Bezpowrotnie utracona leworęczność_, Kraków 2007, s. 106.
J. L. Borges, _Biblioteka Babel_. Przeł. A. Sobol-Jurczykowski. W: tegoż, _Fikcje_, Warszawa 1972, s. 73.
W. Gombrowicz, _Trans-Atlantyk_, Kraków 2018, s. 88-89.Intymizm u Choromańskiego
Przed _Zazdrością i medycyną_ Michał Choromański opublikował świetny reportaż _Tworki_ z pobytu w zakładzie psychiatrycznym w Tworkach. Najprawdopodobniej na podstawie tego doświadczenia powstało później _Opowiadanie wariackie_. Wspomniane teksty są często przez krytyków pomijane, a szkoda, gdyż stanowią interesujący trop do psychologizmu w twórczości, jak i do osobowości autora, który borykał się z wieloma trudnościami, takimi jak choroba, alkoholizm, zazdrość; wszystkie te sprawy intymne nazywam – za Karolem Irzykowskim – intymizmem.
„ – Pan do pana doktora? A w jakiej sprawie?
Zaczerwieniłem się.
– W literackiej ” – odpowiedział portierowi Michał Choromański, przekraczając bramę szpitala dla nerwowo chorych w Tworkach. Będąc w podwarszawskim szpitalu psychiatrycznym, znajdującym się na skraju Pruszkowa, obserwuje i notuje, jak się zachowują chorzy, między innymi schizofrenicy, mordercy, paranoicy. Rozmawia z psychiatrami, dopytując, jak pacjenci zaspokajają swe potrzeby seksualne, czy personel bije chorych, czy psychoanaliza odgrywa w psychiatrii istotną rolę.
W 1932 roku reportaż _Tworki_ zostanie opublikowany w „Wiadomościach Literackich”, rok później pisarz odbierze Nagrodę Młodych za powieść _Zazdrość i medycyna_. W 1929 autor _Schodami w górę, schodami w dół_ „przeżył kryzys psychiczny, ponieważ, jak twierdził, przestał władać językiem rosyjskim, a nie władał jeszcze polskim” . Ale przecież nie tylko język świadczyć może o załamaniu nerwowym, na życie i twórczość pisarza miało wpływ wiele wydarzeń: wczesna śmierć ojca, gruźlica kości, która była przyczyną tułaczki po szpitalach i sanatoriach, alkoholizm (który Witkacy, w dobrej intencji, chciał wyleczyć narkotykami), późniejsza bezsenność. Czy Choromańskiego faktycznie przyciągnęła w mury szpitalne sprawa literacka, czy raczej sprawy osobiste?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, zerknijmy do _Opowiadania wariackiego_. Jeden z głównych bohaterów, „znakomity powieściopisarz”, autor _Przyjaźni i śmierci_, udaje się do szpitala psychiatrycznego, by odwiedzić swego przyjaciela, wenerologa Rafała Wrotnego (interesujące, że nazwisko bardzo kojarzy się ze znanym zakopiańskim chirurgiem, u którego leczył się Choromański, Gustawem Nowotnym, a postać lekarza posłużyła za prototyp Tamtego w _Zazdrości i medycynie_), który trafił do zakładu ze względu na uzależnienie od eukodalu. Napotkanemu znajomemu z miejscowego dziennika znakomity powieściopisarz mówi tak: „Panie redaktorze, niech Pan nikomu nie mówi, że mnie widział. Jadę do zakładu dla nerwowo chorych, zależy mi na tym, żeby nikt nie wiedział, kim jestem. Jadę tam w sprawie prywatnej” . Za wcześnie, żeby Choromański obsadził siebie z imienia i nazwiska w opowiadaniu, zatem dyskretnie obsadza się w postaci „znakomitego pisarza”, jednak przez tego samego bohatera wypowie słowa: „Do szanownej publiczności! Książkę _Agatologia w domu dla obłąkanych_ muszę opatrzyć wstępem. Ja, autor, ponoszę świadomą odpowiedzialność za każde słowo w niej wypowiedziane i uważam za swój obowiązek podkreślić, że pomiędzy duchem mej powieści a moją duszą, pomiędzy poglądami w niej wypowiedzianymi a moimi osobistymi, pomiędzy życiem wyimaginowanym bohaterów a moim prywatnym zachodzi związek, którego bynajmniej nie mam zamiaru wypierać się w przeciwieństwie do innych autorów” . Autor _Białych braci_ mówi wprost, że utożsamia się z bohaterami. Dodatkowo Choromański obdarza swoimi cechami nie tylko autora _Przyjaźni i śmierci_ (niebagatelna jest tu koncepcja schizofrenika Tomicza, iż czwartym wymiarem jest przyjaźń, oraz jedne z ostatnich słów Wrotnego: „Przyjaźń i wierność” – bo to opowiadanie w dużej mierze jest o przyjaźni), ale również innych bohaterów, chociażby alkoholika, który opowiadał o swoim nałogu: „Ostatnimi czasy zupełnie przestałem sypiać, katzenjammer doprowadził mnie do manii samobójczej” . Ale przecież nawet swe wypowiedzi z reportażu _Tworki_, a dokładniej pytania, wsadza w usta bohaterów – psychiatra pyta schizofrenika Tomicza: „Miewa pan podniecenia erotyczne?” .
Marek Sołtysik, pisarz i malarz, opowiedział mi krótko o historii wydawniczej omawianego przeze mnie opowiadania. Rozwiewa ona wątpliwości co do daty jego powstania: „_Opowiadanie wariackie_ zostało opublikowane po raz pierwszy w tomie Michała Choromańskiego _Opowiadania dwuznaczne_ (Gebethner i Wolff, Warszawa, data 1934, ale książka, jak książki »gwiazdorskie«, ukazała się na Gwiazdkę 1933). Po wojnie _Opowiadanie wariackie_ ukazało się w 1959 (Wydawnictwo Poznańskie) w tomie Michała Choromańskiego _Kobieta i mężczyzna_. Potem w 1979 w krakowskim Wydawnictwie Literackim, a ponadto w roku 1997 w tomie, mylnie zatytułowanym przez kogoś, kto nanosił liternictwo na mój rysunek na okładce, _Mężczyzna i kobieta_ (Bydgoszcz, Instytut Wydawniczy Świadectwo, 1997)”. Sołtysik w swej książce _Świadomość to kamień: kartki z życia Michała Choromańskiego_ zwraca uwagę na interesujące inne autobiograficzne opowiadanie Choromańskiego _Hiob_, które ukazuje, z jakimi problemami sfery psychicznej zmagał się autor _Białych braci_: „I wówczas równie powoli zacząłem pochylać się tułowiem na prawo i z zapartym tchem, z zastygniętym sercem, szukałem tej prawie granicy równowagi psychicznej, której przekroczenie groziło upadkiem. Wymagało to olbrzymiego skupienia woli, a przede wszystkim równowagi psychicznej” .
W dwudziestoleciu międzywojennym wyklarował się nowy gatunek w literaturze polskiej – psychologizm, a głównymi przedstawicielami tego nurtu byli: Choromański, Nałkowska, Breza. Ale nie chodzi tylko o psychologizm, także o autobiografizm u Michała Choromańskiego; tzw. sprawę literacką i prywatną definiuję intymizmem. Termin zapożyczam od Karola Irzykowskiego. Pojawia się on w jego dziennikach, a także w powieści _Pałuba_ (1903), w której możemy odczytać taką parafrazę: „Kierunek ów nazwaliśmy intymizmem, ponieważ szło w nim o wyciąganie na tapet wszystkich najserdeczniejszych tajemnic ludzkich. Nazwa ode mnie pochodzi, Womela nazywał to także »obnażeniem woli«. Kierunkowi temu wierny dotychczas zostałem, tylko że zamiast tajemnic seksualnych pod wpływem Grossa uznałem tajemnice intelektualne za ważniejsze” . Intymizm odczytuję jako sprawy intymne, skryte, tajemnicze, związane z erotyzmem, popędem, nałogami. Są one przeznaczone wyłącznie dla osób zaufanych. Choromański jednak przez nie buduje narrację, potęgując wszystko domysłami, plotkami. Ale przecież nie tylko Michał Choromański wykorzystuje plotkę w swych powieściach, należy wspomnieć chociażby o autorze, który urodził się w tym samym roku 1904, debiutował w latach trzydziestych, również przebywał w Zakopanem. Chodzi o Witolda Gombrowicza i jego ostatnią powieść _Kosmos_, w której pada znamienne pytanie: „Dlaczego jest się wydanym na łaskę i niełaskę skojarzeń?”.
Moglibyśmy z łatwością przekuć tematykę prozy Choromańskiego na sprawę osobistą i literacką, a w zasadzie na kowadło psychologizmu, tworzywo, z którego autor _W rzecz wstąpić_ jako rzeźbiarz słowa będzie korzystał w swych powieściach, a w opowiadaniach najbardziej. Warto wspomnieć o wykształceniu pisarza, które również miało wpływ na grzebanie w najskrytszych zakamarkach duszy, były to studia psychologiczne i pedagogiczne. To właśnie intymizm, ukształtowany zarówno przez biograficzne doświadczenia, jak i naukowe przygotowanie, okazuje się kluczem do zrozumienia nie tylko wczesnych opowiadań, lecz także późniejszych powieści Michała Choromańskiego, stanowiąc fundament jego artystycznego świata.
Doświadczenia Choromańskiego w jednym z najbardziej znanych szpitali psychiatrycznych w Polsce miały wpływ na kształt _Opowiadania wariackiego_. Pisarz wspominał, że gdy portier zapytał go o powód wizyty, odpowiedział, iż przyszedł w sprawie literackiej. Tak relacjonował dalszy przebieg sytuacji: „I w tej samej chwili zrozumiałem, że nie uwierzył mi, że hańbiąca sprawa literacka wydała mu się tak nieprawdopodobna, iż wziął mnie za wariata i powiedział pobłażliwie: – To nic nie szkodzi. Pan będzie łaskaw posiedzieć tu w poczekalni” .
S. Wysłouch, _Proza Michała Choromańskiego_, Wrocław 1977, s. 5.
M. Choromański, _Opowiadanie wariackie_, Kraków 1979, s. 6.
Tamże, s. 40.
Tamże, s. 19.
Tamże, s. 29.
M. Sołtysik, _Świadomość to kamień_, Poznań 1989, s. 31.
K. Irzykowski, _Pałuba_, Wolne Lektury 2024, s. 653.
Cały reportaż _Tworki_ autorstwa Michała Choromańskiego jest dostępny na stronie Muzeum Dulag 121: dulag121.pl. W oryginale tekst ukazał się w „Wiadomościach Literackich” w 1932 roku, w numerze 35.Od autora
Ta książka rodziła się w różnych miejscach – w bibliotekach i kawiarniach, które od zawsze były schronieniem dla ludzi pióra. Swoją wdzięczność kieruję do Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, Ossolineum, Księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu, Księgarni Hiszpańskiej, Biblioteki Koronka w Oławie (Czytelni dla dorosłych) oraz warszawskiego Baru Studio – przestrzeni, w których znalazłem spokój, inspirację i towarzystwo książek. Choć _Czas Morloków_ nie powstał w tym miejscu, pragnę wspomnieć również o szczególnej dla mnie instytucji – Bibliotece im. Wacława Wernera w Brwinowie, w której z każdym rokiem dojrzewałem jako czytelnik i pisarz, a także jako juror i moderator Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Brwinowski Parnas.Pierwodruki
Teksty wcześniej publikowane zostały w niniejszym wydaniu zredagowane i mogą nieznacznie różnić się treścią i/lub tytułem.
Biblioteczne natręctwa, „Twórczość” nr 3, 2023
W sprawie literackiej i prywatnej. Intymizm u Choromańskiego, „Twórczość” nr 1, 2022
Sexy doll Kokoschki, „Twórczość” nr 5, 2022
_12 Bar Blues_ – samotnicza wrażliwość Scotta Weilanda, „Suburbia” nr 5, 2024
Wokulski z innym mózgiem, biblioteka.brwinow.pl (2023)
Kawa z cynamonem cejlońskim, „Twórczość” nr 11, 2024
Przyszłość literatury, biblioteka.brwinow.pl (2024)
Budowanie rusztowania, „Śląsk” nr 6, 2025
Medytacja nad szczegółem, „Topos” nr 2, 2022