-
nowość
Człowiek bez alibi - ebook
Człowiek bez alibi - ebook
Nie każdy człowiek potrzebuje alibi. Niektórzy potrzebują tylko prawdy — nawet jeśli nie ma już komu jej powiedzieć. Marek Rudzki zniknął. Nie z miasta, nie z życia — z systemu. Bez odznaki, bez nazwiska w aktach, bez prawa do tłumaczeń. Po wydarzeniach, które na zawsze zmieniły jego los, Marek funkcjonuje na marginesie: jako cień, którego nikt oficjalnie nie widzi, ale którego wszyscy woleliby nie spotkać. Kiedy nowa sprawa brutalnej zbrodni zaczyna przypominać dawne, „zamknięte” historie, Marek wie, że to nie przypadek. Tym razem jednak nie ma już procedur, które mógłby złamać — ani instytucji, która wzięłaby odpowiedzialność. Jest tylko on, prawda i konsekwencje. „Człowiek bez alibi” to mroczny kryminał noir o świecie, w którym nie ma już usprawiedliwień — są tylko decyzje i ich skutki. To opowieść o odpowiedzialności, która nie kończy się wraz z wyrokiem, i o prawdzie, która wraca wtedy, gdy wszyscy inni chcą już spać spokojnie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368732337 |
| Rozmiar pliku: | 4,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Najgorsze w starości nie jest to, że ciało odmawia posłuszeństwa.
Najgorsze jest to, że pamięć działa bez zarzutu.
Marek nauczył się żyć bez alibi dawno temu. Najpierw w sądzie — kiedy wszystko, co mógł powiedzieć, było prawdą, ale nikt jej nie potrzebował. Potem w codzienności — kiedy przestał tłumaczyć się ludziom, bo nie miał już komu.
Miał sześćdziesiąt kilka lat i ręce, które nie drżały. Nie dlatego, że były silne. Dlatego, że od dawna niczego nie trzymały. Alkohol zniknął z jego życia jak ktoś, kto wyszedł bez pożegnania. Zostawił po sobie ciszę. Tę gorszą.
Mieszkał tam, gdzie miasto traciło nazwę, a ulice nie miały historii. Pracował nocami. Pilnował rzeczy, które nie należały do niego. Ludzie ufali mu właśnie dlatego, że nie miał już nic do stracenia.
Czasem ktoś go rozpoznawał. Rzadko. Jeszcze rzadziej ktoś pytał.
Nazwisko Marek Rudzki nie znaczyło już nic. I to było w porządku.
Najczęściej wracał myślami do rzeczy, które ZROBIŁ TRZEŹWY.
Te były najgorsze.
Do tamtej nocy.
Do telefonu, który zadzwonił za późno.
Do listu, którego nie powinien był czytać, ale czytał go wielokrotnie.
Do popiołu na dnie szklanki, który okazał się trwalszy niż alkohol.
Nie wierzył w kary.
Wierzył w ciągłość.
Dlatego nie zdziwił się, kiedy ktoś zapukał do drzwi po północy.
Nie zdziwił się też, gdy zobaczył twarz, która była zbyt młoda, by pamiętać wszystko — i wystarczająco stara, by wiedzieć, że coś zostało ukryte.
— Pan Marek? — zapytał mężczyzna.
Marek skinął głową.
— Nie chcę sprawiedliwości — powiedział tamten. — Chcę wiedzieć, dlaczego nikt nie zapłacił.
Marek spojrzał na niego długo. Potem odsunął się od drzwi.
— Wejdź — powiedział. — Ale musisz wiedzieć jedno.
— Jakie?
— Ja nie szukam już prawdy.
— To dlaczego pan tu jest?
Marek zamknął drzwi.
— Bo nie potrafię przed nią uciec.1
NOCNY STRÓŻ
Marek pracował nocami, bo noc nie zadawała pytań.
Magazyn leżał na obrzeżach miasta, tam gdzie asfalt kończył się szybciej niż ambicje. Hale stały w rzędach jak trumny ustawione na zapas. Jego zadaniem było chodzić między nimi, sprawdzać kłódki, zapisywać godziny w zeszycie, którego nikt nigdy nie czytał.
Lubił tę pracę. Była uczciwa w swojej pustce.
Nic nie obiecywała.
O drugiej czternaście przeszedł obok bramy numer trzy. Światło latarni migotało, jakby miało dość. Marek przystanął, nie dlatego, że coś usłyszał — raczej dlatego, że NICZEGO NIE SŁYSZAŁ. Cisza bywała głośniejsza niż hałas.
Sprawdził kłódkę. Była nienaruszona.
Zapisał w zeszycie:
_02:14 – wszystko w porządku._