Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Człowiek - istota kosmiczna - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
17 lipca 2019
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Człowiek - istota kosmiczna - ebook

50 lat temu stanęliśmy na Księżycu. Co dalej?

Czy kiedyś złapiemy deszcz diamentów, który pada na Saturnie każdego dnia? Po co szukać wody na Marsie, skoro jest jej pod dostatkiem na księżycach Jowisza? Kiedy zamieszkamy w hotelach na orbicie Ziemi? Czy podróże w kosmos mogą wydłużyć życie człowieka?

Astrofizyk, biznesmen, były szef Polskiej Agencji Kosmicznej, miłośnik The Big Bang Theory i Star Treka w rozpalającej wyobraźnię rozmowie o tym, jak fiction inspirowało science, dlaczego Elon Musk chce zbombardować Marsa i co wstydliwego zostawili astronauci na Księżycu.

Inspirująca i zaskakująca książka zarówno dla marzycieli, jak i dla tych, którzy wiedzą, że na Ziemi zostało nam niewiele czasu.

Kosmos – nasza jedyna przyszłość – jeszcze nigdy nie był tak dostępny.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-240-7094-7
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP
OD FIKCJI DO NAUKI I Z POWROTEM

WŁAŚNIE MIJA PÓŁ WIEKU OD CHWILI, GDY NEIL ARMSTRONG POSTAWIŁ STOPĘ NA SREBRNYM GLOBIE. Z JEDNEJ STRONY WYDAJE SIĘ, ŻE TO BARDZO DAWNO TEMU. PÓŁ WIEKU! Z DRUGIEJ STRONY TO ZALEDWIE PIĘĆDZIESIĄT LAT!

Przeczytałem kiedyś, że rozwój cywilizacji można mierzyć poprzez porównanie sposobu życia dziadków i wnuków. Na przykład przez trwający niemal tysiąc lat okres średniowiecza życie przeciętnego dziadka i przeciętnego wnuka nie różniło się zbytnio. A my pięćdziesiąt lat temu wysłaliśmy ludzi na Księżyc. A teraz przygotowujemy się do budowy księżycowych habitatów; na krążącej wokół Ziemi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej działa internet; wiele wskazuje na to, że jeszcze za naszego życia pierwszy człowiek postawi stopę na Marsie.

A TO WSZYSTKO DZIĘKI KILKU MARZYCIELOM I WYŚCIGOWI ZBROJEŃ.

Przypominam ci, że choć idea podboju kosmosu wydaje się bardzo humanistyczna, to wyrosła na podwalinach wojennych zgliszczy. Gdyby nie druga wojna światowa, która pochłonęła życie 60 milionów ludzi, nie byłoby rakiet zdolnych wynosić na orbitę okołoziemską satelitów, nie byłoby programu Apollo i lądowania na Księżycu. Niestety – rzeczy wzniosłe miewają czasami naprawdę podłe początki.

CZYM JEST DLA CIEBIE KOSMOS?

Kosmos to coś, co bardziej łączy, niż dzieli. Niby jest taki odległy, a zawsze obecny w naszym życiu. Niby jest domeną wielkich agencji kosmicznych i naukowców z wieloma tytułami, a przecież my sami, mieszkańcy Ziemi, też w nim żyjemy. Jesteśmy stworzeni z gwiezdnego pyłu i to wcale nie jest przenośnia. Składamy się z pierwiastków powstałych w wyniku Wielkiego Wybuchu i wyrzuconych w przestrzeń przez dawno umarłe masywne gwiazdy. Jesteśmy gatunkiem kosmicznym i choć pojawiliśmy się akurat na Ziemi, jesteśmy połączeni z resztą wszechświata każdym atomem naszego ciała. Ziemia jest naszą kolebką, ale już dorośliśmy i możemy zacząć eksplorować otoczenie. W końcu to ścieżka rozwoju. Dziecko opuszcza kołyskę i bada dom, ogród, później rośnie i wybiera się na coraz dalsze wędrówki. Zdaje się, że dorośliśmy do tego, by śmiało myśleć o wędrówkach międzyplanetarnych. Poza tym kosmos łączy ze sobą różne obszary aktywności człowieka, takie jak nauka i przemysł. Miałem okazję poznać i jedno, i drugie. Poznawałem też pracę w agencji kosmicznej. Przygotowałem nawet dla Polski krajowy program kosmiczny. A wiesz, co jest fajne?

CO?

Nieważne, jak długo zajmuję się kosmosem, z której strony go dotykam – czy jako naukowiec wykorzystujący wielki akcelerator cząstek do cofnięcia się w czasie i obejrzenia z bliska Wielkiego Wybuchu, czy jako przedsiębiorca planujący eksperymenty na stacji kosmicznej i podczas misji na Marsa, czy wreszcie jako miłośnik _science fiction_ zajadający się pizzą podczas oglądania kolejnej serii _Star Treka_ – to wciąż piekielnie mi się podoba.

ALE PO CO NARAŻAĆ SIĘ NA NIEBEZPIECZEŃSTWA I EKSPLOROWAĆ PRZESTRZEŃ KOSMICZNĄ, SKORO MAMY TUTAJ CAŁKIEM PRZYJEMNY I ZNANY DOM?

Jak to po co? Bo jest! Bo to wyzwanie przewyższające wszystko, czego udało się dokonać naszemu gatunkowi! Ba, to zwieńczenie drogi, którą rozpoczęliśmy jako bakterie jakieś 4 miliardy lat temu. Możemy zanieść życie poza Ziemię i możemy zapewnić przetrwanie gatunkowi, nawet gdy nasza planeta przestanie nadawać się do życia.

WYWODZISZ SIĘ ZE ŚRODOWISKA NAUKOWEGO, A ODKĄD W 2007 ROKU NA EKRANACH TELEWIZORÓW ZAGOŚCIŁ SITCOM The Big Bang Theory, NAUKOWCY STALI SIĘ CELEBRYTAMI. BILETY NA WYKŁADY TAKICH POSTACI JAK BRIAN COX, NEIL DEGRASSE TYSON CZY – WCZEŚNIEJ – STEPHEN HAWKING ROZCHODZĄ SIĘ RÓWNIE SZYBKO JAK TE NA KOLEJNĄ TRASĘ U2.

Nie przesadzaj, to aktorzy grający naukowców stali się celebrytami, a nie sami naukowcy. No, może z kilkoma wyjątkami. Za to ze wspomnianym przez ciebie serialem zetknąłem się w bardzo naukowych okolicznościach, bo w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN. Pracowałem przy eksperymentach związanych z Wielkim Zderzaczem Hadronów. Informacje o tym zderzaczu regularnie pojawiają się w _The Big Bang Theory_. Kolega zajmujący gabinet obok mojego miał urodziny i jednym z prezentów, jakie otrzymał, był właśnie pierwszy sezon serialu. Obejrzałem odcinek, później kolejny i skończyło się na tym, że kupiłem projektor. Czyli po pracy nad eksperymentami mającymi odnaleźć cząstkę Higgsa i odkryć inne tajemnice przyrody oglądałem, jak o cząstce Higgsa i innych tematach współczesnej fizyki rozprawiają aktorzy serialu komediowego. Czasami nawet pozwalałem sobie ich sprawdzać.

SPRAWDZAŁEŚ INFORMACJE NAUKOWE W SERIALU KOMEDIOWYM?

Tak, na przykład równania. Zwykle w mieszkaniu głównych bohaterów tego serialu lub w ich gabinecie stoją tablice z zapisem problemów, nad którymi pracują. Naturalnie problemów wyrażonych w postaci równań. I kiedyś przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić te równania. Okazało się, że są jak najbardziej poprawne i całkowicie współczesne. To nie jest coś losowo przepisanego ze starych książek do fizyki. Konsultanci tego sitcomu odwalili kawał naprawdę dobrej roboty.

BOHATEROWIE The Big Bang Theory ULEGLI FASCYNACJI NAUKĄ DZIĘKI science fiction, ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM Star Treka. A JAK BYŁO W TWOIM PRZYPADKU?

Mógłbym snuć opowieści o tym, jak od dzieciństwa lubiłem zgłębiać tajemnice świata i jak cieszyło mnie odkrywanie praw przyrody. Pewnie byłoby w tym nawet całkiem sporo prawdy. Jednak bez powieści Lema, braci Strugackich czy Asimova prawdopodobnie nie zajmowałbym się tym, czym się zajmuję. Gdzieś w pierwszych latach szkoły podstawowej odkryłem też _Star Treka_. Był to chyba rok 1990. Do dziś pamiętam, że serial nadawany był rano i trudno było pogodzić obejrzenie kolejnego odcinka z pójściem do szkoły.

WAGAROWAŁEŚ CZY OBOWIĄZEK BRAŁ GÓRĘ?

Powiedzmy, że zapadałem często na nagłą i gwałtowną chorobę, która trwała zwykle jeden dzień. Nigdy na nią nie zapadłaś?

BA! ZAPADŁAM NA CIĘŻKĄ POSTAĆ TEJ CHOROBY. WCIĄŻ PAMIĘTAM PIERWSZY ODCINEK Star Treka, KTÓRY OBEJRZAŁAM. DEANNA TROI URODZIŁA TAM DZIECKO BĘDĄCE KIMŚ W RODZAJU GWIEZDNEGO WĘDROWCA, GALAKTYCZNEJ ENERGII, KTÓRA NA CHWILĘ PRZYBRAŁA LUDZKI KSZTAŁT. ZASTANAWIAŁAM SIĘ WÓWCZAS, CZY BĘDZIEMY MOGLI PODRÓŻOWAĆ W PRZESTRZENI KOSMICZNEJ TAK, JAK PŁYWAMY PO MORZACH, JAKIM SPOŁECZEŃSTWEM MUSIMY SIĘ STAĆ, ABY PRZEDŁOŻYĆ WSPÓŁPRACĘ NAD PODZIAŁY, I WRESZCIE – CO NAS TAM CZEKA.

I co nas czeka?

PODJĘCIE RYZYKA. MAMY ZAKODOWANĄ POTRZEBĘ PRZETRWANIA. NIE TYLKO JEDNOSTKI, ALE PRZEDE WSZYSTKIM GATUNKU. I TA POTRZEBA POWODUJE, ŻE PODPORZĄDKOWUJEMY SOBIE INNE STWORZENIA I NADMIERNIE EKSPLOATUJEMY ZIEMIĘ. JEDYNĄ SZANSĄ NA PRZETRWANIE GATUNKU JEST ZROBIENIE CZEGOŚ, CZEGO ZAPISANA W NAS BIOLOGICZNA MĄDROŚĆ NIE LUBI, CZYLI PODJĘCIE RYZYKA SZUKANIA NOWYCH PLANET, MIEJSC, W KTÓRYCH LUDZIE BĘDĄ MOGLI ŻYĆ I SIĘ ROZMNAŻAĆ.

Jesteśmy na dobrej drodze do takiego rozwoju sytuacji. Układ Słoneczny przemierzają sondy kosmiczne, które nieustannie wysyłają na Ziemię nowe dane. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przeprowadza się eksperymenty mające na celu zbadanie, jak ciało ludzkie funkcjonuje bez ziemskiej grawitacji – musimy zwrócić na to uwagę przy budowaniu statków kosmicznych. Musimy też wiedzieć, jak uchronić astronautów przed promieniowaniem kosmicznym. Trwają prace nad stworzeniem bazy na Księżycu oraz stacji „przesiadkowej” na orbicie. I choć misje załogowe na Marsa przesuwane są regularnie na „za piętnaście lat”, to jesteśmy coraz bliżej momentu, gdy pierwsi ludzie założą kolonię poza Ziemią. Stoimy u progu nowej epoki wielkich odkryć. Epoki równie niebezpiecznej jak poprzednia, ale bardziej ekscytującej.

EPOKA WIELKICH ODKRYĆ BYŁA RÓWNIEŻ CZASEM WIELKICH GWAŁTÓW NA ZIEMIACH, DO KTÓRYCH DOTARLI BIALI LUDZIE. DOWIEDZIELIŚMY SIĘ O ŚWIECIE WIĘCEJ, NIEMNIEJ SKUPILIŚMY SIĘ PRZEDE WSZYSTKIM NA TYM, BY GO WYZYSKAĆ DLA WŁASNYCH POTRZEB. NIE BOISZ SIĘ, ŻE ZROBIMY TO SAMO Z NOWYMI ŚWIATAMI? ZŁUPIMY, WYWIEZIEMY WSZYSTKO, CO CENNE, ZNISZCZYMY DO GRUNTU I POPĘDZIMY ROZPRZESTRZENIAĆ SIĘ DALEJ?

No pewnie, że się boję. Ale właśnie nad tym pracujemy w ramach ONZ, nad stworzeniem regulacji prawnych, które nie pozwolą krajom o dużym potencjale kosmicznym na dowolną eksploatację wszystkiego, co znajdą w przestrzeni kosmicznej. Trzeba wyznaczyć normy, które określą możliwości osiedlania się ludzi na nowych planetach oraz ich prawa.

STANIEMY SIĘ GATUNKIEM MIĘDZYPLANETARNYM?

Nie mam co do tego wątpliwości.ROZDZIAŁ PIERWSZY
O TYM, JAK POLSKO-ROSYJSKI MATEMATYK WYMYŚLIŁ SPOSÓB NA PODBÓJ KOSMOSU

PRZEZ CAŁE ŻYCIE SŁYSZAŁAM, ŻE PIERWSZYM REALNYM KROKIEM W WYŚCIGU KOSMICZNYM BYŁO WYSTRZELENIE PRZEZ ZWIĄZEK RADZIECKI SATELITY SPUTNIK W 1957 ROKU. CZY MOŻEMY TO UZNAĆ ZA MOMENT ZEROWY NA NASZEJ OSI CZASU?

Możemy uznać to za moment przełomowy, ale dyskutowałbym z tym, czy zerowy. Znacznie lepszym momentem zerowym jest rok 1903. Wtedy to niejaki Konstantin Ciołkowski, Rosjanin, ale – jak sam o sobie mówił – mający w żyłach krew polską, rosyjską, tatarską i ukraińską, opublikował swój pierwszy artykuł opisujący teorie napędu rakietowego.

ROZUMIEM, ŻE PIERWSZA PRACA NA TEMAT TECHNIKI RAKIETOWEJ, PALIWA RAKIETOWEGO, A NAWET – ZDAJE SIĘ – KSIĘŻYCOWYCH HABITATÓW BYŁA ISTOTNA DLA IDEI EKSPLORACJI KOSMOSU, ALE NIE PRZESADZASZ NIECO ZE STAWIANIEM JEJ W PUNKCIE ZEROWYM?

Niekoniecznie. Ciołkowski opisał, w jaki sposób działa rakieta, która w czasie ruchu zużywa paliwo i zmniejsza swoją masę, a następnie obliczył prędkość, jaką trzeba jej nadać, by przezwyciężyła grawitację, weszła na orbitę i utrzymała się na tej orbicie. Zaproponował też użycie rakiety o wielu stopniach, zasilanej ciekłym wodorem i ciekłym tlenem. Kojarzy ci się to z czymś?

ZE WSPÓŁCZESNYMI RAKIETAMI NOŚNYMI.

No właśnie. To opracowanie uznawane jest za pierwszą pracę naukową z obszaru astronautyki. Tam pierwszy raz mówi się o wykorzystaniu rakiet do podróży kosmicznych. Jednak praca Ciołkowskiego znana była wyłącznie w carskiej Rosji. Kilka lat później uczony poszedł dalej. W drugiej części artykułu opisał podróże poza orbitę ziemską, łącznie z prędkością, jaką trzeba nadać ciału, aby mogło ono oddalić się od Ziemi i dotrzeć do planet Układu Słonecznego. Policzył i podał również czasy takich lotów. Tym razem publikacja dotarła do szerokiego kręgu odbiorców, a Ciołkowski zyskał światowe uznanie. _Eksploracja przestrzeni kosmicznej dzięki urządzeniom odrzutowym_ weszła do kanonu najważniejszych prac naukowych XX wieku.

A DLACZEGO CIOŁKOWSKI, ZWYKŁY NAUCZYCIEL MATEMATYKI, W OGÓLE ZAINTERESOWAŁ SIĘ LOTAMI KOSMICZNYMI?

Był fanem Juliusza Verne’a i jego książek opisujących lot na Księżyc! A poza tym miał w dzieciństwie dużo czasu, aby rozmyślać. Nie przyjęto go do szkoły podstawowej. Miał problemy ze słuchem i uczył się w domu. Czytał dużo książek i już jako nastolatek zaczął myśleć o lotach kosmicznych. Skupił się na nauce fizyki i matematyki. Szybko się jednak okazało, że uprawianie nauki nie wiąże się z dobrobytem, dlatego zrezygnował z kariery naukowej i został nauczycielem. Ta praca dała mu środki na utrzymanie i czas na badania naukowe.

Interesowało go wszystko, co lata. Zbudował pierwszy w Rosji tunel aerodynamiczny i badał zachowanie się w nim najróżniejszych obiektów. Projektował samoloty i zajmował się sterowcami. Ale najważniejsze pozostawały loty w kierunku gwiazd. Ciołkowski nie tylko napisał wspomniane już przełomowe dzieło o rakietach, ale rozważał także praktycznie wszelkie inne aspekty lotów kosmicznych. Szczególnie tych z astronautami na pokładzie. Od startu aż po ponowne wejście lądownika w atmosferę. Poruszał kwestie osłon termicznych i rozważał możliwość budowy stacji orbitalnych. Zastanawiał się nad wyjściem astronautów w próżnię kosmiczną i projektował śluzę! Poszedł jeszcze dalej. Mówił o przyszłych koloniach kosmicznych i rozważał metody produkcji jedzenia przez kolonizatorów. Tak, to od niego pochodzi idea hodowli kosmicznego ziemniaka… A na świecie szalała pierwsza wojna światowa…

CZYLI SZALENIEC, EWENTUALNIE WIZJONER.

Zdecydowanie wizjoner, marzyciel, ale przede wszystkim teoretyk. Czy wiesz, że wiele swoich rozważań traktował czysto teoretycznie, uznawał je po prostu za zabawy logiczne? Nie pokładał większej wiary w ich praktyczną realizację. Nigdy też nie konstruował rakiet. Wolał kartkę i ołówek. Dzięki temu jednak mógł iść dalej i – niczym Juliusz Verne nauki – dojść tam, gdzie jeszcze nikogo przed nim nie było. A wiesz, co wymyślił w 1895 roku, natchniony wizją skonstruowanej kilka lat wcześniej wieży Eiffla?

WINDĘ KOSMICZNĄ. BUDOWĘ TAKIEJ WINDY OPRACOWUJĄ WŁAŚNIE JAPOŃSCY UCZENI. PONAD STO DWADZIEŚCIA LAT PO TYM, JAK SPOSÓB JEJ DZIAŁANIA OPISAŁ OŁÓWKIEM NA KAWAŁKU KARTKI PEWIEN NAUCZYCIEL MATEMATYKI.

Dokładnie! Opisał projekt windy umieszczonej w wieży wysokiej na 36 tysięcy km, sięgającej tak zwanej orbity geostacjonarnej Ziemi. Wiele wskazuje na to, że taka winda powstanie do 2100 roku, czyli dwieście lat po tym, jak Konstantin Ciołkowski, syn polskiego zesłańca, pochodzącego ze starej polskiej rodziny szlacheckiej, jako pierwszy to zaproponował.

CZYLI WYRAŹNY AKCENT POLSKI W NAJWCZEŚNIEJSZEJ HISTORII PODBOJU KOSMOSU.

Tak. Ale nie jedyny. Słyszałaś może o Arym Sternfeldzie?

STERNFELD? TO Z NIEMIECKIEGO „GWIEZDNE POLE”. ZNACZĄCE NAZWISKO, CHOĆ NIE MIAŁAM PRZYJEMNOŚCI SIĘ Z NIM ZETKNĄĆ.

Nazwisko rzeczywiście znaczące. Ary urodził się w żydowskiej rodzinie w naszym rodzimym Sieradzu dwa lata po pierwszej przełomowej dla astronautyki publikacji Konstantina Ciołkowskiego, w 1905 roku. Dziś określa się go często mianem „nawigatora kosmicznych tras”. Przeprowadził dziesiątki obliczeń, stworzył tabele i metody wyliczania orbit, ich zmian oraz trajektorii rakiet kosmicznych. Uwzględniał między innymi tak kluczowe parametry jak przeciążenia w czasie startu rakiety. Wybierał takie trajektorie i profile lotu, aby przeciążenia były bezpieczne dla wrażliwego ładunku, jakim jest przedstawiciel _homo sapiens_. Napisał światowej sławy książkę _Wstęp do kosmonautyki_. Jego obliczenia trafiły do radzieckiego programu Sputnik.

I WSZYSTKICH TYCH OBLICZEŃ DOKONAŁ W SIERADZU?

Nie. Ary studiował astronomię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Szybko jednak przeniósł się do Francji i tam, w Nancy, rozpoczął studia inżynierskie z zakresu mechaniki. Znów zaważyły względy ekonomiczne, inżynier wiedzie materialnie spokojniejsze życie niż badacz wszechświata. Niemniej Ary zakochał się w kosmosie i w wizji podboju odległych planet. Rozważania naukowe kontynuował wieczorami. Przeniósł się na Sorbonę i rozpoczął pracę nad doktoratem z kosmonautyki. Niestety nie znalazł promotorów. Nawet na Sorbonie tematyka lotów kosmicznych okazała się zbyt abstrakcyjna, mimo że na odczyt Ary’ego przyszła sama Maria Skłodowska-Curie. Był dopiero początek lat trzydziestych XX wieku. Sternfeld nie poddał się. Szukał miejsca, w którym mógłby poczuć się doceniony. Nieoczekiwanie dostał propozycję ze Związku Radzieckiego. Zaoferowano mu tam posadę w Instytucie Napędów Odrzutowych. ZSRR potrzebował fachowców w nowych dziedzinach nauk. W 1935 roku Ary przyjął obywatelstwo radzieckie. Jego obliczeń użyto w radzieckim programie kosmicznym.

ZOSTAŁ ROSJANINEM, ZAPOMNIAŁ O POLSCE?

Skądże znowu. Nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi i gdzie się wychował. Mówił i pisał po polsku. Po drugiej wojnie światowej kilkakrotnie gościł w rodzinnym kraju. Znaczną część ściany w jego salonie zajmował obraz przedstawiający rynek w Sieradzu. A w samym Sieradzu od kilku lat urządzana jest Sieradzka Konferencja Kosmiczna, w której miałem przyjemność uczestniczyć. Najważniejsze dla Ary’ego było jednak realizowanie swojej wizji i pasji. Udał się w miejsce, gdzie mógł tę pasję rozwijać. Jego pobudki były nieco podobne do pobudek osoby, o której opowiem za chwilę. Jednak historia naszego kolejnego bohatera była znacznie mroczniejsza, a jego postawa moralna co najmniej dwuznaczna. Domyślasz się, o kim mówię?

ZAPEWNE O WERNHERZE VON BRAUNIE, OJCU PROGRAMU APOLLO, KTÓRY WYSŁAŁ PIERWSZYCH LUDZI NA KSIĘŻYC. TO ON SPRAWIŁ, ŻE AMERYKANIE WYGRALI OSTATECZNIE WYŚCIG W KOSMOS.

Właśnie, ale zanim to uczynił, pracował w innym kraju nad zupełnie innym programem rakietowym. Wernher Magnus Maximilian Freiherr von Braun, bo tak brzmi jego pełne nazwisko z tytułem szlacheckim, urodził się w 1912 roku we wsi Wyrzysk, niedaleko Piły. W tamtym czasie ten teren należał do Niemiec, jednak po pierwszej wojnie światowej przypadł on Polsce. Rodzina von Braunów przeniosła się w głąb Niemiec. Wernher od najmłodszych lat fascynował się kosmosem, jako nastolatek dokonywał własnych obserwacji z użyciem podarowanego przez matkę teleskopu, jednak to rakiety były jego największym konikiem. To zainteresowanie doprowadziło zresztą do jego aresztowania. Wyobraź sobie, że w wieku dwunastu lat Wernher wpadł na pomysł doczepienia do zabawkowego wózka zestawu sztucznych ogni. Napędzany rakietowo wózek, zamiast osiągnąć zawrotną prędkość, eksplodował na oczach przypadkowych przechodniów. Na szczęście ten etap kariery von Brauna nie spowodował ofiar…

Na przyszłość twórcy rakiet Saturn wpływ miały dwie osoby. Pierwszą był Hermann Oberth. Podobnie jak Ciołkowski Oberth był wizjonerem podboju kosmosu, przekonanym, że dokonamy tego właśnie dzięki rakietom kosmicznym. Wybitny inżynier prowadził w latach trzydziestych XX wieku testy rakiet, w które wciągnął niespełna dwudziestoletniego von Brauna. Wernher stał się asystentem i uczniem Obertha. Drugą osobą, która wywarła bardzo duże wrażenie na przyszłym twórcy programu Apollo, był Piccard.

KAPITAN USS ENTERPRISE Z SERII Star Trek. Następne pokolenie?

Nie do końca, ale blisko. Otóż von Braun miał okazję w 1930 roku wysłuchać wykładu Auguste’a Piccarda. Ten niezwykły Szwajcar pracował wtedy nad serią lotów balonowych do stratosfery (powyżej 10 km nad powierzchnią Ziemi). W trakcie lotów badane było promieniowanie kosmiczne. Auguste był wielkim wizjonerem i naukowcem. Postrzegany był jako pionier lotów na granicę kosmosu i człowiek żądny przygód. Jego wykład zrobił piorunujące wrażenie na osiemnastoletnim wówczas von Braunie. Po wykładzie przyszły zastępca dyrektora NASA podszedł do Piccarda i przyznał mu się, że planuje wysłać ludzi na Księżyc. Spodziewał się, że znany naukowiec go wyśmieje. Piccard jednak wysłuchał uważnie von Brauna i zachęcił go gorąco do dalszej pracy. Uznał, że cel jest jak najbardziej osiągalny. Tak na marginesie, Bertrand Piccard, który w 1999 roku obleciał Ziemię na balonie Breitling Orbiter, to wnuk Auguste’a. A synem Auguste’a był Jacques Piccard, konstruktor i pilot batyskafu Trieste, który w 1960 roku jako pierwszy zszedł na dno Rowu Mariańskiego.

W TEJ SYTUACJI W OGÓLE MNIE NIE DZIWI, ŻE PODOBNE NAZWISKO, PISANE PICARD, NADANO NAJODWAŻNIEJSZEMU Z KAPITANÓW GWIEZDNEJ FLOTY!

Prawda. Gene Roddenberry, twórca serii _Star Trek_, dokonał znakomitego wyboru.

JEDNEMU ZE STATKÓW ZJEDNOCZONEJ FEDERACJI PLANET NADAŁ TEŻ NAZWĘ CIOŁKOWSKI.

Widać, że gruntownie zapoznał się z historią wczesnej, jeszcze teoretycznej eksploracji kosmosu. Ale wróćmy do samego von Brauna. W latach trzydziestych XX wieku naziści doszli do władzy i cały program rakietowy został zmilitaryzowany. Po pierwszej wojnie światowej Niemcy zgodnie z traktatem wersalskim zostali prawie całkowicie rozbrojeni. Rozwijanie większości nowoczesnych środków, szczególnie związanych z wojną ofensywną, zostało im wręcz zabronione. Domyślasz się, dlaczego nie dotyczyło to rakiet?

PEWNIE DLATEGO, ŻE RAKIETY NIE ODGRYWAŁY ŻADNEJ ROLI W CZASIE PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ I NIKT NIE PRZEWIDZIAŁ, ŻE JUŻ WKRÓTCE STANĄ SIĘ BARDZO ISTOTNYM NARZĘDZIEM SIEJĄCYM ZNISZCZENIE.

Otóż to. Właśnie dlatego von Braun mógł bez przeszkód kontynuować swoje prace. Jednak dochodzący do władzy naziści, którzy na początku starali się zachowywać pozory, dostrzegli w systemach rakietowych ukryty potencjał. Przyznali młodemu Wernherowi i innym specjalistom od konstrukcji rakietowych ogromne fundusze. Właśnie tego potrzebował von Braun – pieniędzy i swobody działania. W 1937 roku wstąpił do NSDAP, a trzy lata później został oficerem SS. Szybko wspiął się na sam szczyt. Został dyrektorem technicznym w centrum rakietowym zbudowanym przez nazistów w Peenemünde na wyspie Uznam. Cel wyznaczony przez Hitlera był jeden: zbudowanie nowej broni odwetowej, niemieckiej Vergeltungswaffe, opartej na technologii rakietowej. Stąd skrót: broń V, a dokładniej rakieta V-2.

TO BROŃ, KTÓRA MIAŁA ZNISZCZYĆ LONDYN. NIEMAL 2900 TAKICH POCISKÓW DOTARŁO ZE STANOWISK W HOLANDII DO STOLICY WIELKIEJ BRYTANII. JEDNAK V-2 POJAWIŁA SIĘ ZBYT PÓŹNO, ABY ODMIENIĆ KOLEJE WOJNY.

To prawda. Pierwszy w pełni udany lot rakiety V-2 nastąpił 3 października 1943 roku. Walter Dornberger, dowódca ośrodka w Peenemünde, po teście powiedział, że ten dzień to początek nowej ery, ery podróży kosmicznych. Stwierdzenie to jasno pokazywało, że znaczna część osób związanych z programem myślała zdecydowanie szerzej niż tylko o wygraniu drugiej wojny światowej. Doprowadziło to do aresztowania von Brauna przez Gestapo.

ZARAZ, NAZIŚCI ARESZTOWALI VON BRAUNA? WŁASNEGO OFICERA I TWÓRCĘ CUDOWNEJ BRONI?

Tak. W marcu 1944 roku von Braun został na dwa tygodnie osadzony w areszcie w Szczecinie. Powodem był donos mówiący o tym, że bardziej skupia się na ewentualnych lotach kosmicznych niż na wygraniu wojny, co prawdopodobnie jest przyczyną opóźnień w programie V-2. Pojawiły się także sugestie, że naukowiec dopuszcza się sabotażu na swoim własnym projekcie i planuje ucieczkę samolotem do Anglii albo jeszcze gorzej – do ZSRR.

A JAKA BYŁA PRAWDA?

Prosta i – co ciekawe – ponownie związana z naszymi krajanami. To Polacy opóźnili wprowadzenie rakiet V-2 do masowej produkcji. Wywiad Armii Krajowej rozpracował przeznaczenie ośrodka w Peenemünde. Latem 1943 roku doszło do nalotu aliantów na ośrodek. Nalot miał znaczenie i materialne, i psychologiczne. Wcześniej naziści koncentrowali całe badania i zamierzali uruchomić seryjną produkcję rakiet właśnie w tym ośrodku. Nalot uświadomił im, że ośrodek nie jest bezpieczny, a przyszła produkcja seryjna musi być rozproszona. Opóźniło to wprowadzenie rakiet V-2 do służby. Poligony testowe przeniesiono na teren Polski. To był kolejny błąd. Gdy jedna z testowanych rakiet w maju 1944 roku spadła w dolinie Bugu i nie wybuchła, Polacy pojawili się na miejscu zdarzenia przed Niemcami. Fragmenty rakiety zostały wydobyte i kawałek po kawałku przewiezione do Warszawy, między innymi w workach z ziemniakami. Naukowcy z Politechniki Warszawskiej zajęli się badaniem znaleziska, a znaczna jego część została ostatecznie wysłana samolotem z okupowanej Polski do Anglii.

CZYLI POLSKIEMU WYWIADOWI UDAŁO SIĘ OPÓŹNIĆ UŻYCIE „CUDOWNEJ BRONI” HITLERA PRZECIWKO ALIANTOM?

Niestety tylko opóźnić, a nie wyeliminować. Naziści zdążyli użyć jej przed końcem wojny. Na szczęście stało się to już po lądowaniu aliantów w Normandii, gdy wystrzeliwanie rakiet z francuskiego wybrzeża na cele położone w Anglii było niemożliwe, a ruchome stanowiska startowe okazały się mało efektywne. Dodatkowo trzeba było je maskować przed nalotami aliantów. Pierwsze bojowe zastosowanie rakiety V-2 miało miejsce 7 września 1944 roku, ostatnie zaś 27 marca 1945 roku. W sumie wykorzystano około 5500 rakiet, które spowodowały oficjalnie śmierć ponad 7200 ludzi. Ale nieoficjalnie ofiar było prawdopodobnie dwa do trzech razy więcej. Jednak ci ludzie nie zginęli od spadających rakiet.

MÓWISZ O ROBOTNIKACH PRZYMUSOWYCH, KTÓRZY PRACOWALI PRZY PRODUKCJI RAKIET? ZA TĄ IDEĄ STAŁ GENERAŁ SS HANS KAMMLER, GŁÓWNY TWÓRCA OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH I OBOZÓW ZAGŁADY, „OPTYMALIZUJĄCY” RÓWNIEŻ DZIAŁANIA KREMATORIÓW W OBOZIE AUSCHWITZ-BIRKENAU. OD 1943 ROKU ODPOWIADAŁ ON ZA PRZYGOTOWANIE MASOWEJ PRODUKCJI RAKIET V-2. ABY ZAPEWNIĆ SOBIE DARMOWĄ SIŁĘ ROBOCZĄ, STWORZYŁ OBÓZ KONCENTRACYJNY MITTELBAU-DORA. W OBOZIE ZMARŁO LUB ZOSTAŁO ZAMORDOWANYCH OKOŁO 20 TYSIĘCY WIĘŹNIÓW.

Po wojnie, gdy von Braun dawno zapomniał o mundurze SS i zyskał podziw jako twórca serii rakiet Saturn oraz zwycięzca wyścigu kosmicznego, ludzie przypomnieli sobie o tym niechlubnym epizodzie z jego życia. Gdy zdjęcia Niemca realizującego amerykański program kosmiczny trafiły do Europy, pojawiły się osoby, które rozpoznały w nim oprawcę. Zgodnie z ich słowami Wernher miał zlecać kary cielesne dla więźniów, którzy niewystarczająco ciężko pracowali. Pojawiły się też osoby, które zauważały, że von Braun zbyt często pojawiał się w mundurze SS, aby uznać, że odcinał się od ideologii nazistowskiej. Jak było naprawdę? Do dziś nie wiadomo. Między innymi dzięki Spinaczowi.

SPINACZOWI?

Zbliżał się koniec wojny i przegrana Niemców stała się oczywista. Jeszcze przed zakończeniem działań wojennych zarówno USA, jak i ZSRR dysponowały listami niemieckich naukowców, których za wszelką cenę oba państwa chciały przechwycić i zaprząc do własnych programów badawczych. Najważniejszy był von Braun. Specjalna radziecka jednostka miała wręcz taki priorytet: opanować Peenemünde i przejąć możliwie dużą liczbę pracowników oraz dokumentacji. Von Braun uznał jednak, że woli poddać się Amerykanom. Widział w tym większe szanse dla siebie i dla programu rakietowego. Wykorzystał panujące zamieszanie i swój dar przekonywania. Po wielu perypetiach dotarł do zbliżających się z zachodu wojsk amerykańskich.

Dar przekonywania rzeczywiście był potrzebny, bo pilnujący naukowców SS-mani mieli rozkaz zabicia ich, jeśli mieliby wpaść w ręce wroga. Von Braun miał ze sobą dokumentację projektów, nad którymi pracował, i właśnie ona oraz jego mózg stały się kartą przetargową. Amerykańskie władze skrzętnie skorzystały z propozycji Niemca i umieściły go wraz z ekipą w Teksasie, gdzie kontynuował swoje prace w forcie Bliss. Operacja relokacji niemieckich naukowców i inżynierów została nazwana operacją Spinacz. W sumie dotyczyła ona ponad 1600 Niemców. Wielu z nich było specjalistami od rakiet i samolotów. Wielu z nich miało brudne ręce i mogło być podejrzewanych o zbrodnie wojenne, jednak żaden nie został nigdy za nie skazany. Rozpoczynała się zupełnie nowa wojna – zimna wojna.

CZYLI AMERYKANIE PRZEJĘLI NIEMIECKICH NAUKOWCÓW, ABY CI PRACOWALI NAD ROZWOJEM ICH SYSTEMÓW RAKIETOWYCH.

Nie tylko naukowców, ale również mnóstwo sprzętu, fragmenty rakiet oraz całe rakiety V-2. Na poligon w Nowym Meksyku w USA dotarł nazistowski sprzęt rakietowy, który w czasie transportu wypełniał ponad 300 wagonów kolejowych. Na poligonie zaczęły się testy. A ludzie w Nowym Meksyku zaczęli widywać UFO…

NO DOBRZE, ALE AMERYKANIE MIELI KONKURENCJĘ W POSTACI SOWIETÓW. PONOĆ CZERWONOARMIŚCI PRZETRANSPORTOWALI NA TEREN ZSRR CAŁĄ FABRYKĘ WRAZ Z JEJ PRACOWNIKAMI I ZAMKNĘLI TYCH LUDZI W TAJNYM MIEŚCIE, BYLE TYLKO PRZEJĄĆ ODKRYCIA NAZISTOWSKICH NAUKOWCÓW.

Sowietom nie udało się pozyskać von Brauna. W Peenemünde znaleźli trochę jego rzeczy osobistych, w tym tłumaczenie książki Ciołkowskiego z mnóstwem odręcznych notatek. Jednak część niemieckich naukowców znalazła się w strefie sowieckich wpływów. Rok po wojnie Sowieci przeprowadzili nieco mniej przyjazną wersję operacji Spinacz, o kryptonimie Osoawiachim. Pewnej pięknej październikowej nocy wyciągnęli z łóżek przeszło 2200 niemieckich specjalistów związanych między innymi z nazistowskim programem rakietowym. Wraz z rodzinami i całym dobytkiem zapakowali ich do pociągów i przewieźli na teren ZSRR. Razem z nimi z terenu Niemiec do ZSRR przeniesiono wyposażenie centrów badawczych i fabryk, które przetrwały wojnę.

CZYLI TAK NAPRAWDĘ PIERWSZE RAKIETY KOSMICZNE ZBUDOWALI NAZIŚCI, KTÓRYM WYMAZANO Z ŻYCIORYSU WOJENNĄ PRZESZŁOŚĆ?

Z pewnością mieli kluczowy wkład w skonstruowanie pierwszych rakiet kosmicznych. Pierwszy raz przestrzeń kosmiczna została osiągnięta w czasie testów rakiet V-2 na nazistowskich poligonach już w 1942 roku. W pełni sprawna rakieta V-2, której celem jest lot pionowy, mogła osiągać wysokość ponad 200 km, podczas gdy granicę pomiędzy atmosferą ziemską a przestrzenią kosmiczną ustala się zwyczajowo na wysokości 100 km. Jest to tak zwana linia Kármána. Można więc powiedzieć, że to naziści pierwsi polecieli w kosmos. Choć raczej nie zbudowali baz po ciemnej stronie Księżyca, jak to zostało przedstawione w filmie _Iron Sky_. Pierwszy eksperyment w przestrzeni kosmicznej, pomiar promieniowania kosmicznego, został wykonany w 1946 roku na pokładzie rakiety V-2 wystrzelonej w USA. W tym samym roku Amerykanie po raz pierwszy sfotografowali Ziemię z kosmosu. V-2 nigdy nie dostarczyły jednak na orbitę okołoziemską satelity, nie były w stanie nadać mu odpowiedniej prędkości. Przekraczały granicę kosmosu i „spadały” z powrotem na Ziemię. Loty takie nazywa się lotami suborbitalnymi. Na pierwszego satelitę, a tym samym na lot orbitalny, trzeba było poczekać do 1957 roku.

CO RÓŻNI KOSMONAUTĘ OD ASTRONAUTY?

Kosmonauta i astronauta – oba te określenia odnoszą się do człowieka, który podróżuje w kosmosie. Oba słowa mają taką samą końcówkę -_nauta_, pochodzącą od greckiego słowa _naútes_, czyli żeglarz. Różnią się początkiem, który pochodzi albo od greckiego _kósmos_ (przestrzeń kosmiczna, wszechświat), albo od greckiego _ástron_ (gwiazda). KOSMICZNY ŻEGLARZ, kosmonauta jest pojęciem ukutym w ZSRR, zaś GWIEZDNY ŻEGLARZ, astronauta, wywodzi się z USA.

GDZIE ZACZYNA SIĘ KOSMOS?

Na jakiej wysokości można uznać, że kończy się atmosfera ziemska, a zaczyna przestrzeń kosmiczna? Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie, gdyż nie istnieje ostra GRANICA ATMOSFERY. Jednak mimo wszystko należało taki punkt określić i posłużono się przy tym właściwościami statków latających. Jeśli samolot ma pozostawać w powietrzu, potrzebuje atmosfery. W uproszczeniu można powiedzieć, że odpycha się od niej skrzydłami. Wraz ze wzrostem wysokości gęstość atmosfery maleje i samolot musi lecieć coraz szybciej, aby z wystarczającą siłą odepchnąć się od niej i nie spaść. Na pewnej wysokości wymagana prędkość będzie tak duża, że umożliwi mu WEJŚCIE NA ORBITĘ OKOŁOZIEMSKĄ. Tylko że wtedy przestanie być samolotem, a stanie się satelitą. Możemy więc śmiało powiedzieć, że granica kosmosu przebiega tam, gdzie dochodzi do takiej teoretycznej przemiany, a wysokość, na której to zachodzi, Theodore von Kármán, amerykański fizyk węgierskiego pochodzenia, określił jako linię demarkacyjną pomiędzy atmosferą a kosmosem. Obliczył on również, że linia ta przebiega mniej więcej na wysokości od kilkudziesięciu do 100 KM NAD ZIEMIĄ. W ten oto sposób wyznaczył granicę pomiędzy aeronautyką a astronautyką. Poniżej tej linii wszelkie aktywności prowadzone za pośrednictwem obiektów latających nazywa się AERONAUTYKĄ, powyżej zaś – ASTRONAUTYKĄ (bądź kosmonautyką). W naszej książce granicę przestrzeni kosmicznej ustalimy, podobnie jak robi to NASA, na wysokości linii Kármána, czyli na 100 km.

OWOCÓWKI LECĄ W KOSMOS

Chociaż większość osób jest przekonana, że pierwszym zwierzęciem wyniesionym przez rakietę ponad umowną granicę kosmosu była suczka Łajka, palma pierwszeństwa w tym względzie przypada… muszkom owocówkom. Te drobne stworzenia wysłali na WYSOKOŚĆ 110 KM Amerykanie, a zrobili to przy użyciu jednej ze zdobycznych rakiet V-2. Było to w 1947 roku. Owocówkom udało się przetrwać LOT SUBORBITALNY, czym udowodniły, że żywy organizm jest w stanie przetrwać na takiej wysokości.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij