Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

CZŁOWIEK KTÓREGO UDAJESZ - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 września 2026
20,00 zł
2000 pkt
punktów Virtualo

CZŁOWIEK KTÓREGO UDAJESZ - ebook

Rano zakładasz twarz, która ma przejść przez cały dzień: uśmiech pod spotkanie, ton pod szefa, wersję siebie pod znajomych. Wieczorem ją zdejmujesz i czasem nie wiesz, która była prawdziwa. Ten esej jest o życiu na scenie, o tożsamości budowanej pod widownię i o tęsknocie za byciem sobą, gdy nikt nie patrzy. Bez oskarżeń nazywa mechanizm maski i pokazuje, ile kosztuje ciągłe granie. Dla tych, którzy lepiej znają swój wizerunek niż siebie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 3,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SCENA

Wstęp

------------------------------------------------------------------------

Zauważ, co robisz przez ostatnie trzy sekundy przed wejściem do pokoju pełnego ludzi.

Prostujesz się. Poprawiasz coś w twarzy — układasz ją, choć nikt cię tego nie uczył. Bierzesz oddech. Gdzieś w środku przeskakuje niewidzialny przełącznik i wchodzisz już jako ktoś odrobinę inny niż ten, który stał chwilę temu sam pod drzwiami. Głos ma inną barwę. Ruchy są pewniejsze albo grzeczniejsze, zależnie od tego, kto tam siedzi. Wchodzisz na scenę. I robisz to tak płynnie, tak automatycznie, że przestałeś to zauważać — jak aktor, który gra od tak dawna, że zapomniał, iż gra.

Wszyscy to robimy. To nie jest wada ani fałsz. To jest po prostu bycie człowiekiem wśród ludzi. Od kiedy istnieją ludzie, istnieje też coś takiego jak pokazywanie się — układanie twarzy, dobieranie słów, bycie odrobinę innym wobec matki, innym wobec szefa, innym wobec kogoś, komu chcemy się spodobać. Socjolog Erving Goffman napisał o tym całą książkę już ponad pół wieku temu i nazwał życie społeczne teatrem: mamy scenę, na której występujemy, i kulisy, do których schodzimy, żeby zdjąć rolę i odetchnąć. To normalne. To zdrowe. Człowiek bez żadnej maski byłby nie do zniesienia — mówiłby wszystko, co myśli, każdemu, zawsze.

Więc ta książka nie jest o tym, że gramy. Gramy i dobrze. Ta książka jest o czymś, co się z tym graniem stało — po cichu, przez lata, tak że mało kto zauważył moment, w którym coś przestało być normalne.

Zgubiliśmy kulisy.

Kiedyś scena i kulisy były osobne. Grałeś przed ludźmi, a potem wracałeś do domu, zamykałeś drzwi i przez chwilę byłeś nikim — nikim w tym najlepszym sensie: nie musiałeś być dla nikogo, nikt nie patrzył, mogłeś siedzieć z rozmazaną twarzą i niczego nie udawać. To miejsce bez widowni było potrzebne jak sen. Tam odpoczywał ktoś, kim naprawdę jesteś pod wszystkimi rolami. A dzisiaj to miejsce się kurczy. Coraz częściej nie ma dokąd zejść ze sceny, bo scena jest wszędzie — w telefonie, który nosimy w kieszeni, w nawyku pokazywania, w tym, że nawet sami ze sobą jesteśmy jakby oglądani.

I dzieje się rzecz jeszcze dziwniejsza, o której będzie ta książka. Kiedy gra się bez przerwy, bez zejścia za kulisy, maska zaczyna przyrastać do twarzy. Przestajesz wiedzieć, gdzie kończy się rola, a zaczynasz ty. Pytanie „co ja właściwie czuję” robi się trudne, bo tak długo pokazywałeś, co wypada czuć, że zgubiłeś dostęp do tego, co czujesz naprawdę. To nie jest choroba. To nie diagnoza. To cichy stan, w który wielu z nas osunęło się, nie zauważając — bycie kimś, kogo się gra, przez tak długi czas, że przestaje się pamiętać kogoś pod spodem.

Nazwałem tę książkę „Człowiek, którego udajesz”, ale muszę od razu powiedzieć, że to nie jest oskarżenie. „Udajesz” nie znaczy „kłamiesz”. Znaczy: pokazujesz wersję siebie ułożoną pod to, kto patrzy. Każdy to robi i nie ma w tym nic hańbiącego. Kelner gra kelnera, nauczyciel gra nauczyciela, ty grasz osobę odpowiedzialną, spokojną, poukładaną — nawet wtedy, gdy w środku wcale taki nie jesteś. Pytanie nie brzmi, czy udajesz. Pytanie brzmi: czy zostało ci jeszcze miejsce, w którym nie musisz. Czy jest ktoś, przy kim, albo taka chwila, w której możesz być sobą bez publiczności. Bo jeśli nie ma, to nieważne, jak dobrze grasz — jesteś zmęczony na sposób, którego sen nie leczy.

Będą tu teorie i badania, bo nie chcę ci wciskać frazesów o „byciu autentycznym”. Powiem, skąd bierze się maska i po co — bo najpierw ma nas chronić, i długo chroni dobrze. Powiem, dlaczego mamy inną twarz dla każdej publiczności i czy to oszustwo, czy coś zupełnie zwyczajnego. Pokażę, co się dzieje, gdy wszystkie publiczności zlewają się w jedną i nie da się już mieć osobnej twarzy dla każdej. A na końcu — bez kazań, bez „pokochaj siebie” — o tym, jak odzyskać choć trochę kulis. Nie jak zrzucić wszystkie maski, bo to niemożliwe i głupie. Jak zbudować z powrotem miejsce, w którym można ich nie nosić.

Zacznijmy od najprostszej obserwacji, tej z pierwszych sekund. Od tego, że wchodząc między ludzi, wchodzisz na scenę — i że masz w sobie reżysera, który pilnuje, żeby przedstawienie się udało.

Tylko sprawdźmy najpierw, jak długo ten reżyser już pracuje. I czy w ogóle wie, kiedy skończyć.

·ZAWSZE NA SCENIE

Rozdział 1

------------------------------------------------------------------------

Wejdź do windy, w której jest lustro, i popatrz, co robisz.

Prawie na pewno rzucasz w nie okiem. Poprawiasz włosy, sprawdzasz twarz, ustawiasz się. A jeśli do windy wchodzi ktoś obcy, dzieje się coś jeszcze — milkniesz, prostujesz się odrobinę, twoja twarz układa się w wyraz neutralnie uprzejmy, taki na wszelki wypadek. Nie znasz tej osoby, nigdy jej nie zobaczysz, jedziecie razem dwadzieścia sekund. A i tak grasz. Grasz kogoś spokojnego i porządnego przed publicznością jednego przypadkowego człowieka, którego imienia nigdy nie poznasz.

To jest codzienne i drobne, i właśnie dlatego tak dużo mówi. Bo pokazuje, że występ nie jest czymś, co włączamy na wielkie okazje. Jest domyślnym trybem bycia wśród ludzi. Wystarczy jedno cudze oko, żeby scena się zapaliła.

Erving Goffman nazwał to dramaturgią życia codziennego. Jego pomysł był prosty i wywrotowy: żeby zrozumieć, jak ludzie zachowują się wśród innych, potraktujmy życie jak teatr. Jest scena — miejsca i chwile, w których występujemy przed jakąś publicznością, i staramy się zarządzać tym, jakie robimy wrażenie. I są kulisy — miejsca, gdzie ta sama publiczność nie sięga, gdzie wolno zdjąć rolę. Kelner na sali jest uprzejmy, opanowany, do usług. Ten sam kelner na zapleczu przewraca oczami, klnie, opiera się o ścianę. Nie jest fałszywy w żadnej z tych wersji. Po prostu na sali jest na scenie, a na zapleczu za kulisami. Dwa różne miejsca, dwa różne zachowania, jeden człowiek.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij